Dodaj do ulubionych

historyczne sztuczności II

  • kserkses1 07.07.06, 09:46
    www.ahice.net/doc/Du%20bon%20du%20Coeur.doc
    "Du bon du Cœur”: Treasures of French Medieval Art from Czech and Moravian
    Collections
    1 June – 30 July 2006
    The exhibition has been prepared on the occasion of opening the Olomouc
    Archdiocesan Museum and it intends to survey historical, cultural and artistic
    relations between France and Czech Lands in the Middle Ages.


    The selection of exhibits features medieval manuscripts from the period of 9th –
    15th centuries of French origin on deposit in home collections (Bibles,
    chronicles, liturgical and juristic treatises). From the same sources works of
    art and crafts of the same period were borrowed: ivories, enamels, chalices,
    crucifixes, reliquaries, pilgrim badges, coins of Avignon popes, rings, wooden,
    glass and goldsmithery etc. More than one hundred exhibits come from more than
    twenty public, private, church and county collections. The exhibition is
    accompanied by catalogue written by several Czech specialists.

    --
    Kserkses jest najpiękniejszym i najmądrzejszym kotem we Wszechświecie !!! I zdecydowanym liberałem!
  • stoik1 07.07.06, 10:11
    przepraszam, ołomuniec
  • kubek 07.07.06, 10:34
  • kserkses1 11.07.06, 09:15
    Scalona kolekcja Kulczyckich na Wawelu
    Prawie 200 kobierców i tkanin wschodnich z kolekcji Kulczyckich można od dziś
    oglądać w komnatach Zamku Królewskiego na Wawelu.
    Polska od czasów I Rzeczpospolitej importowała ze wschodu dywany i kobierce.
    Pyszne, wzorzyste, kolorowe - schlebiały sarmackim gustom. A przede wszystkim
    ocieplały wnętrza. W czasie wojen przepadło wiele takich cennych tekstyliów.
    Najcenniejsze ich kolekcje (liczące 150-200 obiektów) mają obecnie zamki
    królewskie w Warszawie i Krakowie oraz Muzeum Narodowe w Warszawie.

    Dokładnie 100 lat temu prof. Włodzimierz Kulczycki - weterynarz, rektor
    Akademii Weterynaryjnej we Lwowie - kupił dawny kobierzec, który stał się
    początkiem jego kolekcji. Do II wojny lekarz zgromadził ok. 200 unikatowych
    dywanów i tkanin wschodnich, z których najstarszy okaz powstał w II połowie XVI
    w. Przetrwały wojnę, bo Jerzy Kulczycki, syn profesora, archeolog, ukrył je
    przed Sowietami i Niemcami pod fałszywą podłogą. Po wojnie Jerzy Kulczycki
    zabrał je schowane w skrzyniach na książki jako bagaż podręczny do Warszawy.
    Przetrwały PRL w mieszkaniu w bloku. Część kolekcji - 66 obiektów - archeolog
    sprzedał na Wawel w 1964 roku jako tzw. kolekcję dworską. 65 kobierców wdowa po
    Jerzym, Anna Kulczycka, podarowała w 1977 roku Muzeum Tatrzańskiemu w
    Zakopanem. Część zbioru rodzina zatrzymała. I teraz, po 40 latach, po raz
    pierwszy pokazano na Wawelu w całości sławną przed wojną kolekcję Kulczyckich.

    Wystawa prezentuje 191 dywanów i tkanin pogrupowanych w zależności od miejsca,
    gdzie powstały, w cztery działy: Turcja, Persja, Kaukaz i Azja centralna.
    Najcenniejsze i najsławniejsze są tkaniny perskie.
    Katarzyna Bik

    miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3475834.html
    --
    Kserkses jest najpiękniejszym i najmądrzejszym kotem we Wszechświecie !!! I zdecydowanym liberałem!
  • kserkses1 11.07.06, 09:18
    Fin de siecle w Krakowie
    Polskie plakaty secesyjne, tkaniny, rzemiosło artystyczne a nawet stroje z
    przełomu XIX i XX wieku zobaczymy na wystawie "Fin de siecle w Krakowie",
    otwartej w czwartek o godz. 19 w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego.
    Ta wystawa ma na celu przypomnienie atmosfery Krakowa przełomu XIX i XX wieku.
    Krakowa cyganerii i bohemy, hulanek w kabaretach i kawiarniach, gdzie królował
    Stanisław Przybyszewski z żoną Dagny i grupą przyjaciół z tygodnika "Życie".
    Były to "czasy eksperymentów z wyobraźnią poddaną działaniu rozmaitych używek,
    czasy egzaltowanych uczuć, pierwszych penetracji psychologicznych w
    podświadomość, czasy próby sprzeciwu przeciwko wiecznie żywemu mieszczaństwu
    zwanemu wówczas śmiało kołtunerią" - jak pisze autorka wystawy Magdalena
    Czubińska.
    W sercu wystawy znajdzie się kolekcja polskiego plakatu secesyjnego, pierwszy
    raz w Polsce pokazana w całości. Ma ona ogromną wartość artystyczną i
    dokumentalną. W Krakowie plakaty tworzyli najwybitniejsi artyści - Wyspiański,
    Mehoffer, Weiss, Axentowicz, Czajkowski. Ich prace są ciekawe nie tylko z
    powodów artystycznych, ale też ze względu na tematy. Z nich dowiadujemy się, że
    w tym prowincjonalnym mieście 100 lat temu odbywały się nieustannie wystawy,
    działały teatry, wychodziło sześć czasopism poświęconych sztuce, organizowano
    bale artystyczne i charytatywne, otwarto pierwsze kina.

    Na wystawie zobaczymy też tkaniny i rzemiosło artystyczne, podobnie jak plakaty
    będące własnością Muzeum Narodowego w Krakowie. W tym suknie wizytowe i domowe
    (m.in. dwa kostiumy Heleny Modrzejewskiej), rzadko eksponowaną bieliznę damską,
    drobne akcesoria stroju, kilimy, makaty, secesyjne meble, szkło, ceramikę i
    wyroby złotnicze. Będą też ulotki z kabaretu Zielony Balonik, grafiki z "Teki
    Melpomeny" związane tematycznie z teatrem krakowskim, karykatury, obrazy
    olejne, wśród nich obiekt szczególny - Paon, czyli płótno z kawiarni
    Turlińskiego pokryte, jak dzisiejsze graffiti, rysunkami i notatkami
    spędzających tam czas artystów. Pokaz uzupełnią rzeźby Laszczki i Ludwika
    Pugeta oraz litografowane kalendarze projektowane przez znakomitych grafików,
    m.in. przez Witolda Wojtkiewicza i Henryka Szczyglińskiego, także po raz
    pierwszy prezentowane publiczności czy też bony kawiarni krakowskich wydawane w
    czasie I wojny światowej.

    Fin de siecle w Krakowie, Gmach Główny Muzeum Narodowego, 13 lipca - 17 września

    miasta.gazeta.pl/krakow/1,35796,3466432.html
    --
    Kserkses jest najpiękniejszym i najmądrzejszym kotem we Wszechświecie !!! I zdecydowanym liberałem!
  • stoik1 12.07.06, 14:04
    z tą rotundą to prawdziwa sensacja
    fajnie że sobie odkopali, turystyka ożyje
  • stoik1 12.07.06, 13:36
    a poszukiwacze i tak będą szperać
  • kubek 15.07.06, 23:34
    sztabkę :I
  • stoik1 12.07.06, 22:30
  • stoik1 19.07.06, 12:08
    w każdym razie podejrzewam, że ładniejszy
  • kubek 21.07.06, 09:11
    Mało który zamek może pochwalić się taką atrakcją jak zachowana w Olsztynie
    oryginalna latryna z XIV w

    Znajduje się ona w najstarszym skrzydle zamku. Była użytkowana prawdopodobnie do
    połowy XVIII w.

    Toaleta to przybudówka przyczepiona do murów, która wisi 15 m na ziemią. Widać
    ją od strony rzeki Łyny opływającej budowlę, nie trzeba nawet wchodzić na zamek.
    Ślady nieczystości spływających przez lata po ścianie są obecne do dziś.

    Do latryny wchodziło się przez solidne dębowe drzwi. Pomieszczenie było
    wyposażone w dwa okienka. Rozciągał się stamtąd widok na folwark u podnóża zamku
    i młyn na Łynie. Taki wychodek stanowił niegdyś nie lada luksus. Używali go
    administratorzy dóbr kapituły warmińskiej, którzy mieszkali w olsztyńskiej
    warowni. Jednym z nich był Mikołaj Kopernik, który pełnił tę funkcję w Olsztynie
    w latach 1516-19 i 1520-21.

    - Jestem niemal pewny, że właśnie w tej "świątyni dumania" powstały fundamenty
    teorii heliocentrycznej, najważniejszego dzieła Kopernika. To miejsce zawsze
    cieszyło się wśród zwiedzających szczególnym zainteresowaniem - żartuje Janusz
    Cygański, dyrektor Muzeum Warmii i Mazur.

    Czas robi jednak swoje i ubikację w olsztyńskim zamku trzeba ratować. - Cegły
    wiszącego wykusza latrynowego w wielu miejscach obluzowały się - mówi Katarzyna
    Soczewica, konserwator zabytków architektury z Muzeum Warmii i Mazur.

    W czasie prac trzeba będzie przemurować zwieńczenie ubikacji, uzupełnić spoiny
    pomiędzy cegłami, zakonserwować elementy z drewna i metalowe kotwy. Nie obejdzie
    się bez czyszczenia murów. Konserwatorzy nie będą jednak polerować cegieł na
    połysk. - Pozostawimy charakterystyczne białe przebarwienia, które świadczą, że
    obiekt był intensywnie użytkowany. Chcemy zachować patynę czasu - mówi Katarzyna
    Soczewica.

    Prace przy historycznej ubikacji potrwają najprawdopodobniej do końca wakacji.
    serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3497518.html?nltxx=1000621&nltdt=2006-07-21-02-05
  • kubek 21.07.06, 09:13
    nie, nie chce widzieć gdzie był "tron",
    tylko średniowieczne albo późniejsze wysypisko śmieci?
  • kubek 21.07.06, 09:30
  • kubek 21.07.06, 09:48
  • stoik1 26.07.06, 10:40
    Zamiast ropy znaleziono wrak "Graf Zeppelin"
    Bartosz Gondek, Gdańsk 24-07-2006
    forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?f=36341&w=44816649&a=44816649&rep=1

    Leżący na głębokości ponad 80 metrów kadłub odkryła koło Łeby firma Petrobaltic
    zajmująca się poszukiwaniem i wydobyciem ropy naftowej.
    - 12 lipca podczas badań dna morskiego nasi pracownicy natrafili na obiekt
    długości około 250 metrów - mówi Krzysztof Grabowski rzecznik Petrobalticu. - O
    znalezisku poinformowaliśmy Urząd Morski, SAR i Biuro Hydrograficzne Marynarki
    Wojennej.

    Na dnie morza zalega coś, co ma ok. 265 m długości, ponad 30 m szerokości i ok.
    30 m wysokości, a do tego płaski pokład. Taka charakterystyka idealnie pasuje
    jedynego do hitlerowskiego lotniskowca "Graf Zeppelin". Został zwodowany w
    Kilonii 8 grudnia 1938 r. w obecności Hitlera i Göringa. Matką chrzestną była
    córka słynnego konstruktora sterowców barona von Zeppelina. Lotniskowiec miał
    zabierać na pokład 42 samoloty myśliwskie i bombowe, a potężne silniki miały
    umożliwiać mu poruszanie się z prędkością 33 węzłów, czyli 63 km/h. Miały, bo
    mimo że w 1940 r. okręt był ukończony w 90 procentach, do końca wojny nie udało
    się go wprowadzić do służby. Niemcy starali się chronić okręt, przeholowując go
    między różnymi portami.
    24 kwietnia 1945 r. lekko uszkodzonego przez artylerię polową "Grafa Zeppelina"
    zdobyły w Szczecinie wojska radzieckie. Uznany za cenny łup został odholowany
    do Świnoujścia. Dalsze losy giganta pozostają sporne. W jednych źródłach
    znajdujemy informację, że zatonął w pobliżu Leningradu podczas holowania w 1947
    r. Pewniejsza jest jednak wersja, że na skutek nacisków komisji
    międzysojuszniczej dzielącej pozostałości niemieckiej floty wojennej rząd
    radziecki zdecydował się zatopić okręt. Miało to nastąpić 16 sierpnia 1947 roku.
    Rosjanie przez ponad pół wieku utrzymywali w tajemnicy miejsce, gdzie spoczął
    kadłub, choć informowali, że stało się to po otrzymaniu 24 trafień bombami i
    pociskami oraz uderzeniu kilku torped.
    - Dziś trudno powiedzieć, dlaczego Rosjanie nie chcieli ujawnić położenia
    wraku - mówi historyk Łukasz Orlicki śledzący od kilku lat losy "Zeppelina". -
    Być może chodziło o zwykłą czekistowską czujność, być może zaś jakiś niechciany
    ładunek, który nie powinien ujrzeć światła dziennego.
    Według poszukiwacza wraków Jerzego Janczukowicza miejsce odkrycia
    domniemanego "Zeppelina" pokrywa się z jednym z czterech wzmiankowanych w
    archiwach. Pozycja wraku była znana urzędom i służbom ratowniczym, ale nikt nie
    zadał sobie trudu, by dokładnie ustalić, co to jest.
    Na wrak już wybiera się kilka ekspedycji nurków amatorów, choć nie mają
    stosownych zezwoleń, które może wydać Urząd Morski i Centralne Muzeum Morskie.
    Obie instytucje twierdziły wczoraj, że nie mogły wydać takich zezwoleń, bo o
    odkryciu czegoś tak wielkiego jak "Zeppelin" nikt ich dotąd nie poinformował.

    Bartosz Gondek, Gdańsk
  • kubek 26.07.06, 23:01
    go dać innym ?
    Przypuszczam, że jest tam bursztynowa komnata,
    której zapomnieli rozpakować. Nie to nie może
    być bursztynowa komnata, bo ją już gdzieś mają,
    ponieważ tak idealnej kopii bez oryginału nie
    da się zrobić. To znaczy, że są tam...
    ;)
  • kubek 27.07.06, 11:52
    Wśród setek niezwykłych przedmiotów odkrytych w grobowcu zmarłego ok. 3330 lat
    temu egipskiego faraona Tutenchamona znajdował się również naszyjnik (tzw.
    pektorał) z pięknym skarabeuszem. Odkrywca grobowca Howard Carter uznał, że
    starożytni artyści wyrzeźbili świętego dla Egipcjan chrabąszcza w zielono-żółtym
    chalcedonie (odmiana kwarcu).

    Dziesięć lat temu włoski mineralog Vincenzo de Michele podczas zwiedzania Muzeum
    Kairskiego zachwycił się skarabeuszem i postanowił go zbadać. Testy, które
    przeprowadził trzy lata później, wykazały, że Howard Carter się mylił. Mający
    2,5 cm wysokości skarabeusz nie został zrobiony z chalcedonu, ale z naturalnego
    szkła...
    serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3505079.html?nltxx=1000621&nltdt=2006-07-26-02-05
  • kubek 31.07.06, 21:34
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3519303.html
    co to jest 200 eksponatów dla takiego „Ermitaż” jak tam tysiące
    eksponatów skradzionych w czasie wojny leży i o ich zaginięciu
    nikt nigdy się nie dowie!
  • kserkses1 03.08.06, 11:04
    tu, bo to "mój wątek" a tekst literacko piękny (poza tym, że wartościowy - dla
    mnie, przynajmniej) kwalifikuje się do sztuki pięknej...

    My wszyscy z Giedroycia
    Adam Michnik 28-07-2006

    Sto lat temu urodził się Jerzy Giedroyc. My wszyscy z niego - tak może
    powiedzieć każdy z nas, ludzi opozycji demokratycznej po 1956 r. Pomagał nam
    ideą i konkretnym wsparciem, książką i kiesą


    Był jednym z najwybitniejszych Polaków XX w.; stworzył "Kulturę" i
    bibliotekę "Kultury", instytucje, bez których nie można dziś napisać i
    zrozumieć najnowszej historii Polski.

    Poświęcił Polsce całego siebie - był człowiekiem bez życia osobistego. Polska
    była jego wielkim jedynym romansem - choć był bardzo krytyczny wobec Polaków,
    obiektu swej miłości. Jak każdy prawdziwie zakochany.

    Był najwybitniejszym polskim politykiem w epoce postjałtańskiej, choć uprawiał
    politykę tylko zza redakcyjnego biurka. Potrafił wszakże stworzyć i
    upowszechnić system wartości i sposób myślenia, który nie tylko przyniósł
    Polsce wolność i niepodległość, ale wyznaczył również zasadniczą linię polskiej
    polityce zagranicznej i wewnętrznej w sprawach newralgicznych: pojednanie z
    sąsiadami i pełną otwartość wobec mniejszości narodowych; opcję proeuropejską i
    proatlantycką.

    Był w tym myśleniu emigrantem zachodniej Europy, ale przede wszystkim był
    dziedzicem tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego - Rzeczypospolitej Wielu
    Narodów, religii i kultur. Rozumiał wszakże, że nie może być powrotu do
    przeszłości; że w interesie Polski, jej sąsiadów i całej Europy jest uznanie
    nienaruszalności granic z 1945 r., wyrzeczenie się myśli o odwecie i wszelkiego
    rewanżyzmu, odważne myślenie o integracji europejskiej. Przełamywał z uporem
    polską ukrainofobię, rusofobię i germanofobię; wspierał aspiracje narodowe
    Litwinów i Białorusinów; jednoznacznie demonstrował i artykułował swe
    potępienie antysemityzmu.

    Chciał Polski wolnej - niepodległej i demokratycznej. Juliusz Mieroszewski,
    alter ego Giedroycia, polemizując z częścią opinii publicznej emigracji,
    pisał: "Tylko wolność demokratyczna jest wolnością dla wszystkich. Polacy
    stawiają znak równania między wolnością a niepodległością. Ale jest to ujęcie
    fałszywe. Polska rządzona przez oenerowskiego führera mogłaby być państwem
    niepodległym i suwerennym, ale w tej Polsce nie byłoby wolności ani dla mnie,
    ani dla setek tysięcy moich rodaków".

    Czy wierzył - wtedy, gdy tworzył "Kulturę" - że doczeka takiej Polski? Nie
    wiem. Jerzy Giedroyc był człowiekiem skrytym, nieskorym do wynurzeń. Zapytałem
    go kiedyś: Jerzy, skąd czerpałeś siłę duchową w tamtych latach czarnej
    beznadziejności? Odpowiedział mi: z pesymizmu, Adamie. Pesymizm chroni przed
    rozczarowaniem i rozpaczą; pesymizm pozwala zachować nadzieję nawet wtedy, gdy
    rozsądek mówi, że wszystko jest beznadziejne.

    Fascynował go Józef Piłsudski, który w najbardziej beznadziejnych sytuacjach
    umiał budować strategię nadziei. Pisał Giedroyc w 1953 r. w liście do Juliusza
    Mieroszewskiego: „Miałem zaledwie dwa razy okazję mówienia z Piłsudskim. Raz
    powiedział on aforyzm, który dopiero niedawno zrozumiałem (była mowa, ma się
    rozumieć, o ojczyźnie) - »jak się nie ma marmuru, to się z gówna lepi
    monumenty «”.

    Toteż Jerzy Giedroyc budował fundamenty. Przywracał do życia pisarzy skazanych
    już na nieistnienie: Witolda Gombrowicza, Czesława Miłosza, Jerzego
    Stempowskiego, Czesława Straszewicza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Miał
    niezwykły talent wyszukiwania i ożywiania talentów pisarskich: Juliusz
    Mieroszewski, Konstanty Jeleński, Michał Heller - który z nich by istniał,
    gdyby nie bezbłędne oko redaktora "Kultury"? Później wyciągnął przyjazną rękę
    do ludzi z nowych fal emigracji: do Marka Hłaski, do Leszka Kołakowskiego,
    Leopolda Ungera, Wojciecha Skalmowskiego, Krzysztofa Pomiana i do wielu innych.

    Nie miał nigdy sztywnego programu ani spójnej doktryny. Niepodległość i
    demokracja - to mu wystarczało.

    Za to miał wymiar męża stanu; wymiar wprawiający w osłupienie, gdy spogląda się
    dziś na matadorów polskiej sceny politycznej. Czasem zastanawiam się, co
    Giedroyc by powiedział, obserwując to, co dziś rządząca koalicja wyprawia z
    Polską. I prawdę mówiąc, żaden przymiotnik nie przychodzi mi do głowy. Myślę,
    że powtórzyłby za Krzysztofem Pomianem, że to już nie trumny Piłsudskiego i
    Dmowskiego rządzą Polską, lecz trumny Bolesława Piaseckiego i Mieczysława
    Moczara.

    Miał zasady człowieka z innej epoki - uczciwość, lojalność, prawdomówność. Miał
    intuicję wielkiego wizjonera i pracowitość mnicha zakonu benedyktynów; miał
    talent redaktorski, jakiego nie było w całej historii Polski, i odwagę
    intelektualną - jakiej także pewno nie było.

    Był antykomunistą konsekwentnym, ale nie był antykomunistą jaskiniowym. Pisał
    do Mieroszewskiego już w 1951 r.: „Zwalczamy w sposób bezkompromisowy
    stalinizm, to jest formę imperializmu komunistycznego połączonego z
    imperializmem rosyjskim”, natomiast „wszystkie formy komunizmu »narodowego «
    traktujemy jedynie jako przeciwników ideologicznych, z którymi można walczyć
    według ogólnie przyjętych zasad”. Po dwóch latach precyzował: „w krajach
    satelickich są niezliczone masy ludzi, które muszą ze względów życiowych
    należeć do partii i organizacji afiliowanych do partii, są ponadto - jakkolwiek
    nieliczni - komuniści »narodowi «, którzy są nastawieni antystalinowsko i
    antysowiecko. (...) Każdy wypadek musi być badany indywidualnie (...) nie można
    samego gołego faktu należenia traktować jako kompletną dyskwalifikację. Tym
    bardziej dotyczy to ludzi, którzy w swojej młodości byli komunistami, potem
    patriotycznie bili się w wojsku i mają duży dorobek publicystyczno-
    propagandowy, są uznani, a nawet cenieni w środowisku emigracyjnym. Ich
    przeszłość komunistyczna była powszechnie znana, stanowiła zresztą rdzeń
    twórczości pisarskiej”. Odnosząc się do wznoszącej się fali „dekomunizacyjnej”
    nietolerancji na emigracji, dorzucał „trzeba napiętnować plagę donosicielstwa,
    która rozpanoszyła się na emigracji”.

    Czyniono mu nieraz zarzut z tego, że zbyt łagodnie traktuje ekskomunistów; on
    jednak spoglądał w przyszłość, nie wstecz. Chciał znajdować sojuszników, a nie
    mnożyć szeregi odtrąconych frustratów.

    Jako redaktor był liberałem, publikował wszystko, co ciekawe i wartościowe,
    namawiał Mieroszewskiego, by ten skłonił Felicjana Sławoja-Składkowskiego,
    ostatniego premiera II Rzeczypospolitej, do ponownego opublikowania "Strzępów
    meldunków", tym razem "już bez kropek i wypuszczeń". "Dziś jest najwyższy czas -
    tłumaczył - pisać o wszystkim bez osłonek, a rzeczywiście byłaby wielka
    szkoda, by tak kapitalny świadek i tak szczery w swej głupocie jak Sławoj nie
    zostawił swych wspomnień".

    Jedynie wobec łajdactwa i zdrady był bezkompromisowy. Pogardzał oszczerstwem,
    donosicielstwem, koniunkturalnym karierowiczostwem. Jednak wobec ludzi, którzy
    chcieli stać się lepszymi, wykazywał elastyczność i tolerancję. Po prostu
    sprzyjał każdej zmianie na lepsze. W 1956 r. z całym przekonaniem poparł
    Władysława Gomułkę, po 1995 r. chętnie kontaktował się z Aleksandrem
    Kwaśniewskim. Na łamach "Zeszytów Historycznych" opublikował obszerne
    opracowanie gen. Wojciecha Jaruzelskiego o stanie wojennym. Tak, to był
    człowiek z innej epoki.

    Znałem Jerzego Giedroycia od 1964 r. - i była to dla mnie znajomość bezcenna.
    Nie był człowiekiem łatwym, jak niemal każdy człowiek genialny. Dochodziło
    między nami do sporów i konfliktów, trafiały się nam "ciche dni", ale zawsze
    miałem świadomość obcowania z kimś bardzo niezwykłym; z kimś, kogo słowa
    wzbogacają.

    Bywał opluwany przez lata, przez propagandę komunistyczną w kraju,
    przez "niezłomnych" z Londynu, przez endeków, którzy widzieli w nim
    diabolicznego szefa żydowsko-masońs
  • kubek 03.08.06, 12:55
    Mogę pochlipać sobie z Tobą razem zawsze raźniej?
  • kserkses1 03.08.06, 13:27
    "...
    Bywał opluwany przez lata, przez propagandę komunistyczną w kraju,
    przez "niezłomnych" z Londynu, przez endeków, którzy widzieli w nim
    diabolicznego szefa żydowsko-masońskiej mafii, która chce zawładnąć Polską. On
    sam szczerze odwzajemniał im niechęć, bowiem nie znosił kołtuńskiej mentalności
    zarówno czerwonej, jak i czarnej.

    Powiedział do mnie kiedyś: nie lękaj się iść pod prąd opinii publicznej.
    Najpierw obrzucą cię błotem, ale potem zaczną szanować. Polacy szanują odwagę. "

    serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3514282.html
    ***
    Boję się, że optymizm ostatniego zdania jest na wyrost...
    Polacy chyba najbardziej kochaja mieć wroga, wszystko jedno w kim i gdzie...
  • stoik1 03.08.06, 20:56
    dzisiaj już takich ludzi raczej się nie robi; przynajmniej dość rzadko
  • stoik1 04.08.06, 22:48
    ukulturalniaj się, zostaniesz kulturystą ; )
  • stoik1 05.08.06, 00:21
    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/2029020,60153,3527481.html
    Jacek Madeja 03-08-2006

    Tajemniczy krąg o średnicy 8 m pojawił się na dziedzińcu toszeckiego zamku. - W
    Toszku wylądowało ufo - szepczą mieszkańcy. Okazuje się jednak, że to sprawa
    dla archeologów. W czwartek potwierdzili, że słońce odsłoniło zarysy XIII-
    wiecznej wieży obronnej.
    O tym, że długotrwałe upały mają także swoje dobre strony, przekonali się
    pracownicy zamku w Toszku. Kilkutygodniowa susza zamieniła zamkowy dziedziniec
    w martwy ugór. Tylko obok wieży wypalona trawa miała ciemniejszy odcień,
    tworząc wyraźnie zarysowany okrąg. - Zauważyłam to w sobotę. Od razu pobiegłam
    na wieżę, żeby zobaczyć wszystko z góry. I rzeczywiście, to był ogromny,
    regularny okrąg - opowiada Joanna Karweta, dyrektorka Miejsko-Gminnego Ośrodka
    Kultury, administratora i gospodarza zamku.
    W zamku odkrycie wywołało dużą sensację. Podejrzenie najpierw padło na ufo. - W
    pierwszym momencie rzeczywiście skojarzyliśmy to ze słynnymi znakami w zbożu.
    Jednak pragmatyzm szybko wziął górę nad fantastycznymi domysłami i postanowiłam
    ściągnąć do Toszka archeologów - śmieje się Karweta.
    W oczekiwaniu na badaczy pracownicy zamku starannie opalikowali znalezisko w
    nadziei, że skrywa jakąś średniowieczną tajemnicę. I nie pomylili się. Wczoraj
    tajemniczy krąg zbadali archeolodzy z Biura Śląskiego Wojewódzkiego
    Konserwatora Zabytków w Katowicach. Przeprowadzili mały wykop sondażowy.
    Okazało się, że krąg to fundamenty zbudowanego z wapienia stołpu, czyli baszty,
    która była ostatnim punktem oporu w średniowiecznych zamkach. Stołpy były
    budowlami typowo obronnymi. Miały bardzo grube mury, a na szczycie znajdowała
    się platforma obronna.
    - To rewelacyjne odkrycie. Toszecki stołp pochodzi prawdopodobnie z drugiej
    połowy XIII wieku. To przesuwa historię zamku prawie o dwa stulecia wstecz -
    mówi Jacek Pierzak, archeolog z Biura ŚWKZ w Katowicach. Jego zdaniem nie ma
    nic dziwnego w tym, że słońce pomogło znaleźć zarysy stołpu. - Intensywność i
    rozmieszczenie szaty roślinnej często jest dla nas ważną wskazówką. Muszę
    jednak przyznać, że pierwszy raz spotykam się z sytuacją, kiedy pomogła nam
    susza - mówi Pierzak.
    Prace wykopaliskowe, które odsłonią całą budowlę, rozpoczną się na przełomie
    sierpnia i września.


  • sekmet 07.08.06, 12:12
    "Operator koparki odkrył średniowieczny rękopis
    Tysiącletni manuskrypt Księgi Psalmów odkrył przypadkowo irlandzki operator
    koparki. Rękopis liczy 20 kart i datowany jest na VIII-X w.
    Miejsce odkrycia utrzymywane jest w tajemnicy ze względu na prowadzone przez
    archeologów dalsze prace poszukiwawcze.

    Zdaniem Pata Wallace, dyrektora Irlandzkiego Muzeum Narodowego, gdzie
    manuskrypt jest obecnie przechowywany, okoliczności odkrycia są wręcz
    nieprawdopodobne. "Po pierwsze, przetrwanie w błocie czegoś tak kruchego było
    mało prawdopodobne, a po drugie, wydobycie znaleziska zanim zostało przypadkowo
    zniszczone jest jeszcze bardziej zadziwiające" - powiedział Wallace.

    Kluczowe dla ocalenia manuskryptu było to, że właściciel terenu po dokonaniu
    odkrycia obłożył znalezisko wilgotną ziemią. Zdaniem naukowców, gdyby
    manuskrypt pozostał odsłonięty choćby na jedną noc, mógłby wyschnąć i po prostu
    rozpaść się.

    Jak wyjaśnił Pat Wallace, na razie eksperci zajęli się badaniem tylko tej
    strony oprawy manuskryptu. Opracowanie bezpiecznej metody otwarcia pozostałych
    stron bez ich uszkodzenia może zająć miesiące."
    wiadomosci.onet.pl/1367432,16,item.html
    Jakim cudem ?!
  • kubek 07.08.06, 12:37
  • kubek 07.08.06, 12:59
    Na podziemne przejście o długości 13 metrów natrafili robotnicy, którzy pracują
    przy modernizacji targowiska miejskiego w Raciborzu
    Dawniej teren ten zajmowały ogrody klasztoru Dominikanów, a w XIX w. koszary
    pruskich ułanów. Wejście do podziemi znaleziono tuż przy starych fortyfikacjach
    miejskich. Ukryte jest ponad dwa metry pod powierzchnią targu. - Tunel ma ponad
    1,8 metra wysokości. Cegły świadczą, że powstał w XIX stuleciu. Nie wiemy, jakie
    było jego dokładne przeznaczenie - mówi Romuald Turakiewicz, archeolog z Muzeum
    w Raciborzu. Niewykluczone, że żołnierze wędrowali tędy z budynków koszarowych
    do stajni, które stały już po murami miasta.
    miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3532754.html
  • stoik1 09.08.06, 14:34
    ciekawe, czy tam wszyscy właściciele terenów tacy uświadomieni ?
  • stoik1 09.08.06, 14:37
    zaraz pójdę się rozejrzeć
    może znajdę brakujące kartki ; )
  • kserkses1 08.08.06, 15:21
    Bielsko-Biała: Policja odzyskała dwa zabytkowe malowidła sakralne skradzione 7
    lat temu. Dwa zabytkowe malowidła sakralne, skradzione siedem lat temu z
    kościółka w miejscowości Sosnowice w powiecie wadowickim odzyskali krakowscy
    policjanci. Zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy usiłowali je sprzedać -
    poinformowały służby prasowe małopolskiej policji. Sylwia Bober z biura
    prasowego małopolskiej policji poinformowała, że malowidła rozpoznała na
    targowisku w krakowskiej hali kobieta, mieszkanka gminy Brzeźnica. Do sprzedaży
    oferowało je dwóch mieszkańców Krakowa w wieku 37 i 51 lat. Natychmiast
    powiadomiła policję. Mężczyźni zostali zatrzymani. Obecnie ustalamy, jaki był
    los tych malowideł w ciągu minionych siedmiu lat i w jaki sposób zatrzymani
    mężczyźni weszli w ich posiadanie - powiedziała Bober. (kb, PAP)
    www.rzeczpospolita.pl/News/1,70,33842.html#33842
    --
    Kserkses jest najpiękniejszym i najmądrzejszym kotem we Wszechświecie !!! I zdecydowanym liberałem!
  • greebo2 09.08.06, 09:33
    Dolnośląskie: Zatrzymano Kanadyjczyka, który chciał wywieźć z Polski 160
    obrazów. Straż Graniczna zatrzymała na przejściu w Jędrzychowicach obywatela
    Kanady, który chciał wywieźć z Polski 160 obrazów. Mężczyzna nie posiadał
    zezwolenia na wywóz tych przedmiotów za granicę. Obrazy te, noszące cechy
    zabytków, miały różne rozmiary, były oprawione w zdobione i stylizowane ramy.
    Zatrzymany nie posiadał przy sobie dokumentów potwierdzających ich pochodzenie,
    jak również zaświadczenia od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków
    stwierdzającego, że przedmioty te nie wymagają pozwolenia na wywóz z Polski -
    powiedziała por. Joanna Woźniak, rzecznik prasowy Łużyckiego Oddziału Straży
    Granicznej. Wojewódzki Konserwator Zabytków prowadzi czynności mające ustalić
    pochodzenie zatrzymanych obrazów. (kb, PAP)
    www.rzeczpospolita.pl/News/1,10,33993.html#33993
  • stoik1 09.08.06, 14:36
    można przypuszczać że były to jakieś mało wartościowe gnioty ; )
  • kubek 10.08.06, 21:22
    Widok Londynu spowitego w wielkiej mgle i uwiecznionego na płótnie zainteresował
    specjalistów zajmujących się tematyką ochrony środowiska z brytyjskiego
    Uniwersytetu z Birmingham. - Wiemy, że Claude Monet przedstawił prawdziwe
    oblicze miasta czasów wiktoriańskich. Stąd spodziewamy się wyczytać z nich
    więcej informacji na temat natury rozpościerającego się nad Londynem smogu -
    powiedział John Thornes, pracujący nad owym projektem wraz z Jakobem Bakerem.

    Szczyt tak zwanych wielkich mgieł spowijających brytyjską stolicę miał miejsce
    pod koniec XIX wieku. Do dziś jednak nieznane są bliższe szczegóły, dotyczące
    przyczyny ich powstania i samej natury. Naukowcy mają nadzieję, że analiza barw
    obrazów Moneta pozwoli wywnioskować, jakie cząsteczki je tworzyły.

    To o tyle zasadne przekonanie, że Francuz nie modyfikował obrazów w pracowni.
    Nawet położenie słońca przedstawił takie, jakie sam zaobserwował. Naukowcy są o
    tym przekonani, gdyż pod tym kątem przeanalizowali dziewięć dzieł impresjonisty.
    Następnie porównali je z danymi dotyczącymi położenia słońca pochodzącymi z
    amerykańskiego obserwatorium marynarki wojennej w Waszyngtonie. Ponadto,
    ustalone w ten sposób daty pokrywały się z datami listów Claude Moneta do żony,
    w których wspominał o swojej pracy w Londynie.

    Dotąd eksperci nie wiedzieli, czy przedstawienie pogody na tych obrazach ściśle
    odpowiadało obserwacjom, czy też mglisty krajobraz był efektem trików malarskich
    podczas wykończania dzieł we francuskiej pracowni mistrza, w Giverny.

    Sadowiąc się na tarasie położonego nad Tamizą Szpitala św. Tomasza, francuski
    impresjonista zapewne nie przypuszczał, że powstałe tam jego obrazy staną się
    kiedyś materiałem badawczym.

    Monet trzykrotnie odwiedzał Londyn, co miało miejsce w latach 1899 - 1901.
    Malował wówczas serię obrazów przedstawiających brytyjski parlament. Jego praca
    stanowi o tyle bezcenne źródło wiedzy dla naukowców, że uwiecznił on ten sam
    motyw w różnych porach dnia, roku, zmieniający się w zależności od oświetlenia.

    Okazuje się więc, że może ona przyczynić się do uzyskania informacji na temat
    jakości powietrza w czasach, gdy nie istniały jeszcze naukowe instrumenty do
    badania jego składu. Wyniki swoich badań John Thornes i Jakob Baker opublikowali
    w piśmie "Proceedings of the Royal Society A".
    www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_060810/nauka/nauka_a_4.html
  • kubek 11.08.06, 15:09
    stają się martwe.
    Nie wiem czy dziś obowiązuje ta sama moda i kolory
    wśród księży i świąt co kiedyś?
  • lapis.me 12.08.06, 00:22
    Winda ze średniowiecza

    W Elblągu znaleziono XIII-wieczną windę towarową. W całej Europie natrafiono
    jedynie na dwa podobne urządzenia.

    Starówka w Elblągu to jedno z największych stanowisk archeologicznych w Polsce.
    Początki miasta sięgają 1246 r., kiedy to Krzyżacy nadali osadzie dokument
    lokacyjny oparty na prawie lubeckim. Pod koniec średniowiecza i w czasach
    nowożytnych miasto było niezwykle prężnym ośrodkiem handlowym, skutecznie
    konkurującym z Gdańskiem i Lubeką. W XIX w. ulokowały się tu potężne stocznie.
    Podczas II wojny światowej historyczne centrum Elbląga zostało zniszczone przez
    wojska radzieckie. To, co pozostało, rozebrano. Pozyskana w ten sposób cegła
    wyjechała do odbudowywanych właśnie Gdańska i Warszawy. Pozostał potężny pusty
    plac, na którym cudem ocalała katedra, dwa klasztory i kilka kamienic.

    W latach 80. zeszłego wieku elblążanie rozpoczęli mozolną odbudowę dawnej perły
    portowych miast. Ulica po ulicy budują się tam kamieniczki. Przedtem jednak na
    każdą parcelę muszą wejść archeolodzy. W ciągu ponad ćwierćwiecza w ręce
    naukowców wpadło 800 tys. skarbów: zabytki piśmiennictwa, przedmioty luksusowe
    i codziennego użytku. Wśród nich trafiały się prawdziwe unikaty - XV-wieczne
    szklane okulary w rogowej oprawie, takie jak w filmie "Imię róży", najstarsze
    jakie znamy w Europie. Albo tzw. giterna, średniowieczny instrument muzyczny,
    także jedyny w Europie.

    Okazuje się jednak, że nie wyczerpują one listy archeologicznych sensacji
    związanych z Elblągiem. Najnowszym, lipcowym znaleziskiem jest XIII-wieczna
    winda towarowa.

    - Dębowa konstrukcja ma wysokość ok. 70 cm i średnicę 60 cm. Zachowała się w
    świetnym stanie - mówi archeolog Grażyna Nawrolska. - Przypomina okrętowy
    kabestan, czyli urządzenie do ciągnięcia lin i stawiania żagli.

    Ok. 3,5 tys. najciekawszych przedmiotów znalezionych w Elblągu, w tym giternę i
    okulary, można oglądać do 15 października w toruńskim ratuszu. Potem wystawa ma
    pojechać do Niemiec i Belgii.

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3544731.html
    --
    Templariusze wszystkich krajów łączcie się!
  • stoik1 17.08.06, 10:14
    Mowa o dawnym Teatrze Ziemi Rybnickiej. To jeden z nielicznych przykładów
    modernizacji przeprowadzonej z szacunkiem dla dzieła architektonicznego,
    będącego dziedzictwem PRL-u......

    miasta.gazeta.pl/katowice/1,73757,3532346.html
  • sekmet 18.08.06, 08:21
    miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3556308.html
    Cudownie, bo to genialny "zameczek", w dodatku z renesansowym "włoskim"
    zagłębionym dachem, co jest niezwyklą rzadkością w Polsce...
  • stoik1 18.08.06, 08:59
    w naszym klimacie lepiej jednak odprowadzać wodę na zewnątrz ; )
  • kserkses1 18.08.06, 11:14
    Krew mnie zalewa jak czytam/słucham cyrku wokół G.Grassa...
    i jeszcze mądrości prezydenta L.W. w rodzaju np.:
    wiadomosci.onet.pl/1372515,11,item.html
    serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,3554825.html
    Nikomu nie przeszkadza, że Ratzi był w Hitlerjugend a tu dostali kota...Tak,
    jakby to zmieniało wymowę stetk stron pisanych przez Grassa.
    Z reakcji pismaków wynika, że miał rację nie przyznając się - i że kłamstwo
    popłaca...
  • stoik1 18.08.06, 11:17
    ...
  • kserkses1 26.08.06, 23:03
    Prawie 2 mln zł chce Starostwo Powiatowe w Cieszynie za pałac hrabiny Gabrieli
    von Thun-Hohenstein. Kupcy są, ale czekają, aż urzędnicy "zejdą z ceny". - Nie
    ma mowy - przekonuje starosta.

    Pałac w Kończycach Wielkich został wzniesiony przez marszałka krajowego Jerzego
    Fryderyka Wilczka na przełomie XVII i XVIII wieku. Jego ostatnią właścicielką
    była hrabina Gabriela von Thun-Hohenstein (1872-1957). Wielu mieszkańców Śląska
    Cieszyńskiego do dzisiaj wspomina ją z rozrzewnieniem. Mimo niemieckiego
    nazwiska, hrabina szczyciła się polskim obywatelstwem. Nie była zadufaną
    arystokratką. Zawsze odpowiadała ludziom na ulicy, troszczyła się o służbę.
    Organizowała gwiazdki dla biednych dzieci, pracowała w Czerwonym Krzyżu, była
    inicjatorką powołania Towarzystwa Ochrony Zwierząt i Ochotniczego Pogotowia
    Ratunkowego, a w 1910 roku ufundowała III pawilon Szpitala Śląskiego w
    Cieszynie, za co otrzymała tytuł honorowego obywatela miasta.

    W 1945 roku wojska radzieckie wtargnęły do pałacu w Kończycach, zdemolowały go
    i odebrały hrabiowskiej rodzinie, urządzając w nim dom dziecka. Hrabina nie
    protestowała. Zamieszkała w Cieszynie, gdzie po latach zmarła w biedzie.

    W listopadzie ub. roku, już po decyzji i wyprowadzce z pałacu Domu Dziecka,
    Zarząd Powiatu uznał, że utrzymanie pustego obiektu będzie zbyt kosztowne i
    postanowił go sprzedać. Radni zaakceptowali pomysł. Cenę ustalono na około 2
    mln zł i ogłoszono przetarg. - Bardzo bym chciał, żeby nowy właściciel
    doprowadził kompleks do dawnej świetności - mówił Karol Folwarczny, wójt
    Hażlacha.

    Zabytkowego obiektu jednak nie sprzedano. - Było zainteresowanie pałacem, nawet
    spore, ale nie sprzedaliśmy go, bo większość kupców liczyła, że obniżymy cenę.
    A ona przecież nie jest wysoka! - przekonuje starosta cieszyński Witold
    Dzierżawski.

    Teraz powiat ogłosił drugi przetarg, który zostanie rozstrzygnięty we wrześniu.
    Cena nie uległa zmianie, co bardzo rozczarowało kupców, którzy mają już plany
    jak zagospodarować piękny pałac. Jak się dowiedzieliśmy, jeden z oferentów po
    kosztownym odremontowaniu obiektu chce w nim urządzić prywatny dom opieki.

    - Liczę, że pałac uda się sprzedać za około 2 mln zł. Cena jest rozsądna. Dla
    przykładu, sprzedana przez nas Ubezpieczalnia w Cieszynie poszła za 1,5 mln zł -
    dodaje starosta.

    Wojciech Trzcionka - Dziennik Zachodni
    cieszyn.naszemiasto.pl/wydarzenia/639668.html
    No jeśli porównać cenę z cenami mieszkań w Krakowie - taniocha!
    A swoja drogą... Thunowie nie maja absolutnie żadnych spadkobierców? Bo jak
    ktoś kupi pałac, odnowi a potem mu udowodnią, że kupił nieprawnie to
    współczuję...
    Dziwne.
    Może by też sprzedać coś cudzego?
    Np pałac namiestnikowski w stolycy? ;)
    --
    Kserkses jest najpiękniejszym i najmądrzejszym kotem we Wszechświecie !!! I zdecydowanym liberałem!
  • stoik1 31.08.06, 11:24
    mówili o średniowiecznych unikatowych pergaminach, które wróciły z USA do Polski
    bardzo ciekawa historia ( amerykański żołnierz znalazł pod frankfurtem i wziął
    do domu etc. )
    niestety teraz nie mogę tego nigdzie znaleźć
    ( bo to przecież takie pierdoły, a w kraju tyle wydarzeń o doniosłym
    znaczeniu... )

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.