Dodaj do ulubionych

Niemieccy odwetowcy i rewizjoniści bez szans

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 24.07.03, 16:13
Cimoszewicz o próbach roszczeń niemieckich




Fot. Sławomir Kamiński / AG


ZOBACZ TAKŻE


• W Niemczech odżyła debata o Centrum Wypędzonych (02-07-03, 18:31)
• Niemcy: Chadecja chce rozmawiać o odszkodowaniach za wypędzenie (22-08-
02, 19:16)







pi, PAP 24-07-2003, ostatnia aktualizacja 24-07-2003 12:49

Minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz podczas dyskusji
sejmowej ocenił, że ewentualne próby podważania polskich praw do ziem
odzyskanych przez niemieckie stowarzyszenia wypędzonych "będą nieskuteczne i
to jest sprawa zupełnie oczywista"

Marek Jurek (PiS) pytał ministra, co rząd ma zamiar zrobić w sprawie
podważania przez Niemców polskiej własności na ziemiach odzyskanych. Jego
zdaniem te roszczenia są wspierane przez niemieckich polityków i instytucje
państwowe

Cimoszewicz powiedział, że w Niemczech są środowiska, które usiłują podważać
trwałość porządku prawnego w tym zakresie na terytorium Polski,
ale "polskiej władzy nie są znane fakty, aby oficjalne władze Niemiec miały
z tym cokolwiek wspólnego"

Minister podkreślił, że na terytorium każdego państwa porządek prawny, w tym
porządek w zakresie prawa własności, jest określany w sposób suwerenny przez
władze danego państwa. Poinformował, że nikt z zewnątrz nie może w to
ingerować, nawet po wejściu Polski do UE

Cimoszewicz przyznał jednak, że ze zdziwieniem obserwuje powtarzające się
informacje o tym, że minister spraw wewnętrznych Niemiec gotów jest
przychylić się do inicjatywy utworzenia tzw berlińskiego Centrum
Wypędzonych. "O tych sprawach mam zamiar w sposób całościowy rozmawiać z
ministrem spraw zagranicznych Niemiec" - zapewnił

Projekt Centrum przeciwko Wypędzeniom forsuje od dwóch lat przewodnicząca
Związku Wypędzonych (BdV) Erika Steinbach. Jej zdaniem, taka placówka
powinna powstać w stolicy Niemiec i być przede wszystkim miejscem pamięci
poświęconym 15 mln niemieckich wypędzonych
Edytor zaawansowany
  • silesius 24.07.03, 17:22
    Gość portalu: +++Ignorant napisał(a):

    ) Cimoszewicz o próbach roszczeń niemieckich

    Włodzimierz Cimoszewicz - Czyścioszek"



    Kiedy premierem kolejnego rządu postkomunistycznego został Włodzimierz
    Cimoszewicz, powitano go z niezwykłym entuzjazmem na łamach Michnikowej Gazety
    Wyborczej (8 lutego 1995), pisząc m.in.: (..) Cimoszewicz (SLD) uważany jest za
    najbardziej wiarygodnego, niezależnego w poglądach polityka lewicy. Jako
    minister sprawiedliwości w rządzie Pawlaka wsławił się akcją "Czyste ręce" (..).

    Kilka miesięcy przedtem na łamach tej samej Gazety Wyborczej (z 9-10 września)
    ukazał się wspólny tekst Cimoszewicza i Michnika: O prawdę i pojednanie,
    powszechnie uznany nawet w części środowisk Unii Wolności za próbę
    uwiarygodnienia postkomunistów jako autentycznych uczestników dialogu i działań
    pojednawczych. Dwuznaczne moralnie było przyjęte w artykule akceptowanie przez
    obu autorów - postkomunisty i byłego opozycjonisty - rzeczywistości powojennej
    jako naszego wspólnego dziedzictwa, kładzenie na jednej szali represji
    stalinowskich i antypepeerowskich działań podziemia, działań opozycji i tych,
    co popierali system komunistycznej władzy. Przypomnę charakterystyczny zwrot z
    tego tekstu: (..) Wpływaliśmy wszyscy na bieg wydarzeń. Jedni z nas
    wielokrotnie zmuszani byli do dokonywania trudnego, nieraz opłacanego
    represjami i cierpieniami osobistego wyboru zaangażowania w opozycji. Inni
    akceptowali realia systemu monopartyjnego i czynili to, co słusznie lub
    niesłusznie uważali za dobre dla Polski, za możliwe lub po prostu za
    nieuchronne (...). Autorzy sugerowali wprost, że to, co robione było w PZPR
    przez tych "innych", było czynione jako dobre dla Polski, a nie na
    przykład "dobre" dla własnego awansu czy kariery.

    Takie wybielanie postaw byłych komunistów okazało się trudne do przełknięcia
    nawet dla części politycznych przyjaciół Michnika ze środowisk związanych
    z "unitami", i to nawet tych, którzy przełknęli już niejedną "żabę". Piotr
    Nowina Konopka protestował przeciw stawianiu na równi bitych i bijących,
    dążeniu do pojednania d... z batem (Gazeta Wyborcza 19 IX). Józefa Hennelowa
    sprzeciwiła się uznawaniu jako wspólnego dziedzictwa licznych powojennych
    wydarzeń, choćby takich, jak manifest PKWN, wyroki śmierci, zniszczenie AK,
    interwencja w Czechosłowacji w 1968 roku, strzelanie do robotników Wybrzeża
    etc. (Tygodnik Powszechny 17 IX). Bezimienny czytelnik, telefonujący do Gazety
    Wyborczej ( 13 IX), stwierdził zaś wprost: (...) Jeżeli rodziny księdza
    Popiełuszki, Grzegorza Przemyka, górników z kopalni " Wujek ", "Lubina ", ofiar
    Katynia, Października, Radomia, przebaczą czerwonym oprawcom, to wtedy ja z
    tymi komuchami mogę zasiąść do stołu (...). Najbardziej znamienny był fakt, że
    wspólny tekst byłego opozycjonisty Michnika i ówczesnego wicemarszałka Sejmu z
    ramienia SLD Cimoszewicza ukazał się akurat w momencie, gdy postkomunista
    Cimoszewicz zdecydował się osobiście wesprzeć prezydencką kampanię Aleksandra
    Kwaśniewskiego.

    Przyciągnął "unitów"

    Publikacja tego typu tekstu, współfirmowanego przez Michnika, i to na łamach
    GW, służyła w tej sytuacji "oczyszczaniu" postkomunistów i to zarówno
    Cimoszewicza, jak i Kwaśniewskiego, ułatwiała przyciągnięcie części głosów ze
    środowisk "unickich" do kandydatury Kwaśniewskiego. Szczególnie mylące było
    przedstawianie Cimoszewicza i związanych z nim środowisk postkomunistycznych
    jako autentycznych rzeczników prawdy i pojednania. Warto to wszystko
    przypomnieć po tym, jak przez wiele miesięcy obserwowaliśmy faktyczną praktykę
    rządów premiera Cimoszewicza. Gdy mogliśmy wciąż naocznie przekonywać się, jak
    za rządów Cimoszewicza - najbardziej wiarygodnego i niezależnego
    przedstawiciela lewicy, awansują najgorsi, "bierni, mierni, ale wierni"
    komunistyczni przeciwnicy jakiegokolwiek pojednania, poza własnym "pojednaniem"
    z różnymi synekurami (toteż jakby w ramach nowej specjalnej nieustającej,
    akcji "Czyste ręce", czyli wszystko dla swoich, po oczyszczeniu stanowisk z
    osób krnąbrnych, choćby takich, jak rzecznik całkowitego rozliczenia długów
    PZPR i SdRP w województwie gdańskim - Marek Biernacki).

    "Hańba rodzinna"

    Niewiele osób, czytających we wrześniu 1995 "płomienne" wystąpienie
    Cimoszewicza i Michnika zwróciło uwagę na pewną bardzo znaczącą cechę, łączącą
    obu autorów apelu. Otóż obaj apelujący mieli w swych rodzinach własną "hańbę
    domową" czy raczej "hańbę rodzinną", której przypominanie bardzo ich
    rozsierdziło, ale też i łączyło w ataku na wszystkich skłonnych
    do "rozgrzebywania przeszłości". Adam Michnik miał hańbę brata - kapitana
    Stefana Michnika, stalinowskiego mordercy sądowego, odpowiedzialnego za wydanie
    szeregu wyroków śmierci na polskich patriotów (niektórych zrehabilitowano
    pośmiertnie). Włodzimierz Cimoszewicz miał pamięć o hańbie ojca - pułkownika
    Cimoszewicza - szefa Informacji Wojskowej Akademii Technicznej. Ojciec
    Cimoszewicza został pozbawiony uprawnień kombatanckich 7 paździenika 1994 r. ze
    względu na służbę w Informacji Wojskowej w latach 1945-1947 oraz za
    uczestniczenie w likwidacji podziemia w okresie 1945-1946, co stwierdzono na
    podstawie wypisu z zeszytu ewidencyjnego Centralnego Archiwum Wojskowego i
    zaświadczenia nr 15/76, wydanego przez JW nr 2375 (według artykułu Ryszarda
    Tola: Czas odwetu, publikowanego w ukazującej się na warszawskim Bemowie
    Gazecie Lokalnej nr 2/104 z lutego 1996 roku).

    Dla was wybawcami byli naziści

    W październiku 1991 roku doszło do publicznego ujawnienia sprawy przeszłości
    ojca Cimoszewicza. Poseł OKP Jan Beszta-Borowski stwierdził wręcz, że ojciec
    Włodzimierza Cimoszewicza był członkiem "organizacji przestępczej" - Informacji
    Wojskowej. Według Beszty-Borowskiego: Szef Informacji Wojskowej w Wojskowej
    Akademii Technicznej o nazwisku Cimoszewicz miał zwyczaj rozmawiania z ludźmi,
    trzymając w ręku pistolet i obracając nim na palcu cynglowym. Znany jest fakt
    śmierci jednego z podwładnych w wyniku takich rozmów (cyt. za Gazetą Wyborczą z
    11 października 1991 r.). Oświadczenie posła Beszty-Borowskiego wywołało
    gwałtowną publiczną ripostę ze strony Włodzimierza Cimoszewicza. Nazwał Besztę-
    Borowskiego załganym łobuzem, a w innym tekście (w Gazecie Współczesnej)
    stwierdził m.in.: Rozumiem, że dla Borowskiego, jego szefów i was, nierozumnych
    dziennikarzy, babrzących się w takich prowokacjach, wybawcami byli naziści,
    skoro ci, którzy z nimi walczyli, zasługują na miano oprawców. Po wojnie mój
    ojciec przez 30 lat służył w Wojsku Polskim, w tym także w kontrwywiadzie,
    instytucji, jaka jest zawsze i w każdej armii. Wy którzy opluwacie Go dzisiaj,
    możecie powołać się tylko na fakt służby w tej formacji. Nie przytaczacie, bo
    nie możecie przytoczyć, żadnych prawdziwych zarzutów, dotyczących Jego
    postępowania. "Dowody" Borowskiego są łgarstwem (cyt. za: Piotr Jakucki:
    Pułkownik Cimoszewicz, Gazeta Polska, 4 listopada 1993)

    Oburzony stwierdzeniami W. Cimoszewicza, poseł Beszta Borowski skierował
    przeciwko niemu skargę do sądu, przedstawiając dowody prawdziwości swych
    zarzutów pod adresem ojca Cimoszewicza. W osobnym liście do Gazety Lokalnej
    (por. nr 14-15 z 1992 roku) poseł Jan Beszta-Borowski przytoczył uzupełniające
    dane na temat życiorysu ojca Cimoszewicza jeszcze przed objęciem funkcji szefa
    Informacji Wojskowej na WAT. Pisał: (...) Oto przyszły pułkownik Cimoszewicz w
    czasie wybuchu wojny w 1939 roku, mając lat 22, nie uczestniczy w obronie
    Polski, nie jest żołnierzem Armii Polskiej, broniącej ojczyzny przed dwoma
    najeźdźcami. Przeciwnie - już w październiku 1939 r. jest "poborcą dostaw
    obowiązkowych w wołkowyskim Rejnopolnamzakie. Czyli jest na służbie jednego z
    zaborców - bolszewików. Rekwirował płody rolne od polskich rolników na rzecz
    najeźdźcy. Jakucki w cytowanym wcześniej artykule powoływał się na zeznania
    świadka Romualda U., który zapamiętał
  • silesius 24.07.03, 17:25
    ........Czyli jest na służbie jednego z zaborców - bolszewików. Rekwirował
    płody rolne od polskich rolników na rzecz najeźdźcy. Jakucki w cytowanym
    wcześniej artykule powoływał się na zeznania świadka Romualda U., który
    zapamiętał M. Cimoszewicza jako "seksota" (tajnego agenta) komisarza kadr,
    ówczesnego naczelnika kadr w dziale technicznym parowozowni w Białymstoku. W
    1943 roku Cimoszewicz skończył szkolę pracowników politycznych i do końca wojny
    był w aparacie politycznym. Od kwietnia 1945 robi błyskawiczną karierę w
    Informacji Wojskowej - w ciągu trzech lat zostaje komendantem w Głównym
    Zarządzie Informacji, kontrolowanym wówczas przez dwóch sowieckich zbrodniarzy,
    pułkowników NKWD w Polsce: Wozniesieńskiego i Skulbaszewskiego, a także szefem
    Informacji Wojskowej na WAT. Robert Mazurek, autor interesująco naszkicowanej
    sylwetki Włodzimierza Cimoszewicza (Metamorfozy pana C., Życie Warszawy z 31
    marca 1997) pisał, że ojciec Cimoszewicza w 1951 r. trafia do Wojskowej
    Akademii Technicznej. Tam aresztuje komendanta uczelni gen. Floriana
    Grabczyńskiego. Z jego rozkazu, aresztowano też kilkunastu oficerów WAT, którzy
    wcześniej byli w AK. Dokonujący tej bezwzględnej czystki na wyższej uczelni
    major Marian Cimoszewicz był w tym czasie oficerem bez żadnego wykształcenia.
    Dopiero kilka lat później - w 1957 roku skończył liceum i zdał maturę (!).

    Dodajmy do tego informacje o wcześniejszej roli Mariana Cimoszewicza w
    likwidowaniu oddziałów AK- sam się chwalił podczas spotkania z oficerami
    akademii, że w 194r1 r zlikwidował oddział AK. Według innych źródeł w 1946 r
    jako oficer IW kierował grupą likwidującą "bandę" Bohuna (P Jakucki, op. cit.).
    Cimoszewiczowie zamieszkali w domu na Boemerowie (Bemowo), odebranym prawowitym
    właścicielom, których przymusowo wysiedlono z Boemerowa na początku lat 50.
    jako "element politycznie niepewny" (Gazeta Lokalna, nr 2/104, luty 1996 r.).
    Żona majora M. Cimoszewicza zaczęła pracę w bibliotece WAT na miejsce
    poprzedniej pracowniczki tej biblioteki, Ewy Cecetki-Cymerman, zwolnionej nagle
    bez uzasadnienia w sposób bardzo ordynarny przez M. Cimoszewicza (Gazeta
    Lokalna, 27 czerwca 1992 r. , nr 12-13/42-3). Porównajmy opisane wyżej fakty z
    gwałtownym zarzucaniem Beszcie-Borowskiemu łgarstwa przez W Cimoszewicza i
    pokrzykiwaniem o tym, że dla takich, jak on "wybawcami byli naziści".

    Wierny PRL-owskiej przeszłości

    Włodzimierz Cimoszewicz, występujący z taką furią przeciw przypominaniu
    przeszłości ojca, jako motto do swej książki wybrał stwierdzenie Anny Uchlig:
    Kto przekreśla PRL, ten przekreśla cały mój życiorys. Trzeba przyznać, że swoją
    publiczną identyfikację z PRL-em zaczął bardzo wcześnie. Już jako maturzysta w
    1968 roku kategorycznie przeciwstawił się napiętnowaniu ówczesnych rządów
    gomułkowskich jako "dyktatury ciemniaków". I uzyskał wydrukowanie pro
    reżimowego tekstu swego wypracowania maturalnego na łamach Życia Warszawy (por
    W Cimoszewicz: Czas odwetu, Białystok 1993 r, s. 40). Wielu jego rówieśników
    było w tym czasie pałowanych na rozkaz "ciemniaków". On w pełni utożsamiał się
    z totalitarną dyktatura. Jakżeby mógł inaczej, wychowany pod "opiekuńczymi
    skrzydłami" pułkownika Cimoszewicza! Od jesieni 1968 studiuje na Wydziale Prawa
    w Warszawie i staje się działaczem uczelnianej organizacji ZMS. W 1971 roku
    wstępuje do PZPR, a w 1972 r zostaje przewodniczącym ZMS na Uniwersytecie
    Warszawskim. Wchodzi do władz Komitetu Uczelnianego PZPR. Nawet swą
    błyskawiczną karierę w ZMS tłumaczył później jako swoisty przykład
    niezależności, twierdząc, że: Przynależność do ZMS mogła nawet przeszkadzać
    (!!!) (W Cimoszewicz: Czas odwetu, s. 43) (był bowiem dużo częściej odpytywany
    na zajęciach). Kiedy doszło do połączenia - pomimo protestu wielu studentów -
    trzech organizacji studenckich w jeden Socjalistyczny Związek Studentów
    Polskich (SZSP), należał do zdecydowanych zwolenników tego połączenia,
    narzuconego studentom przez partyjną biurokrację. I został... komisarycznym
    szefem SZSP na UW Józef Oleksy wspominał Cimoszewicza z owych czasów jako wręcz
    zwracającego uwagę swoją pryncypialnością. Pisał, że wionęło pryncypialnością,
    gdy tylko Cimoszewicz wchodził na trybunę. Miał zaledwie dwadzieścia parę lat,
    gdy uzyskał kolejny błyskawiczny awans - został sekretarzem Komitetu
    Uczelnianego PZPR akurat w czasie pogłębiającego się kryzysu politycznego
    późnego Gierka, w okresie aktywizacji opozycji z KOR-u i ROPCiO. Na temat
    dokonanej przez Gierka zmiany konstytucji, serwilistycznie uzależniającej
    Polskę od ZSRR, wspominał: Wszyscy mieliśmy skłonność do usprawiedliwiania
    miękkiej postawy wobec Związku Radzieckiego, byliśmy przekonani, że inne
    zachowania mogłyby być groźne dla Polski. W sprawie innego posunięcia
    ówczesnych władz PZPR - zapisania w konstytucji kierowniczej roli PZPR -
    szczerze przyznawał: Nas jako członków PZPR ani to ziębiło, ani grzało. Nie
    popadaliśmy przez to w jakiś konflikt sami ze sobą (W Cimoszewicz, op. cit., s.
    53). Poczucie bycia członkiem kierowniczej siły jak widać, wzmacniało dobre
    samopoczucie szybko awansującego działacza partyjnego.

    W konsulacie w Malmoe

    W 1980 roku został wysłany na 3 miesiące do pracy w konsulacie w Malmoe. We
    wrześniu tego roku zaś wyjechał na stypendium Fullbrighta do USA, dzięki
    decyzji władz o tym, że jego konkurent do stypendium, Lamentowicz, powinien się
    wycofać (op. cit. s. 55). Pozostał wiemy PZPR-owi w czasach "Solidarności i po
    ogłoszeniu stanu wojennego podczas pobytu na Uniwersytecie Columbia należał do
    organizacji PZPR przy konsulacie w Nowym Jorku. W lutym 1982 powrócił do pracy
    na warszawską uczelnię.

    "Carex"

    Według informacji z listy Macierewicza Cimoszewicz w 1980 roku pod
    pseudonimem "Carex" został współpracownikiem wywiadu. Ustosunkowując się do tej
    sprawy w swej biografii Czas odwetu, stwierdzał m.in.: (...) Z wypowiedzi
    Czesława Kiszczaka wiedziałem, że w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych istniały
    możliwości preparowania dokumentów, mających cechy autentyczności, dokumentów
    antydatowanych. Obawiałem się, że kierownictwo MSW może zdecydować się nawet na
    taką awanturę, jak fabrykowanie archiwaliów. Nie wykluczałem więc, że mogę
    znaleźć się na liście Macierewicza. Kiedy Olek Kwaśniewski przedstawił mi
    dokumenty z dużym zaskoczeniem zauważyłem, że byłem odnotowany w aktach
    polskiego wywiadu (...). Byłem zaskoczony, ponieważ okazało się, że kontakt,
    jaki w 1980 roku nawiązał ze mną przed wyjazdem na stypendium Fundacji
    Fullbrighta przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych, został w tych
    dokumentach przed stawiony jako kontakt z wywiadem (...) (op. cit., s. 25-26).

    Alergia na polskość

    Po likwidacji PZPR w styczniu 1990 roku Cimoszewicz nie wstąpił do SdRP Fakt
    ten próbowano później częstokroć eksponować jako dowód niezależności
    Cimoszewicza i jego opowiedzenie się po stronie prawdziwie reformatorskiej
    lewicy. Rację mają jednak raczej ci, którzy sądzą, że Cimoszewicz nie docenił
    wówczas prawdziwej siły postkomunistów z SdRP i nie chciał zostać wraz z nimi
    zmarginalizowany. Po rozpadzie sejmowego klubu PZPR Cimoszewicz nie poparł
    jednak stworzonej przez reformatorskiego Tadeusza Fiszbacha Polskiej Unii
    Socjaldemokratycznej. Widząc, że większość dawnego klubu sejmowego, głównie
    członkowie SdRP, wstąpiła do Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej
    (PKLD), przyłączył się do nich i niespodziewanie został wybrany szefem tego
    klubu. W tym czasie w swych wystąpieniach zdecydowanie odcinał się od dawnego
    PZPRowskiego aparatu. Starał się teraz tym mocniej odcinać kupony od swego
    pozostawania na uboczu w dobie jaruzelszczyzny. Dystansowaniu się od dawnego
    aparatu towarzyszyły jednak równoczesne bardzo ostre ataki Cimoszewicza na
    gospodarczo-społeczną politykę rządu Mazowieckiego i na samą "Solidamość".18
    września 1990 jako szef PKLD znalazł się na "herbatce u Prymasa"
  • silesius 24.07.03, 17:26
    ....na "herbatce u Prymasa" - spotkaniu w rezydencji Prymasa Polski Józefa
    Glempa, na którym gen. Jaruzelski miał podjąć decyzję o swym odejściu z
    prezydentury. Zaskoczony zaproszeniem Cimoszewicza na to spotkanie Jarosław
    Kaczyński wyraził się: a co tam ma robić ten trup polityczny?. To się
    rozniosło, dotarło do Cimoszewicza, i gdy spotkali się z Kaczyńskim przy
    wejściu do rezydencji Prymasa Polski Cimoszewicz dowcipnie zacytował słowa
    Marka Twaina: wiadomość o mojej śmierci jest trochę przesadzona (wg J.
    Kaczyński Odwrotna strona medalu, Warszawa 1991, s.131).

    W czasie kampanii prezydenckiej 1990 roku właśnie Cimoszewicz został kandydatem
    postkomunistów na prezydenta. Podobno dlatego, że sam Kwaśniewski obawiał się
    wówczas całkowitej kompromitacji wyborczej, jakichś trzech procent. W tej
    sytuacji wynik uzyskany przez Cimoszewicza był traktowany jako duże
    zaskoczenie - dostał 9 procent głosów, plasując się na czwartym miejscu za
    Wałęsą, Tymińskim i Mazowieckim. W latach 1991-1993 nadal przewodniczył
    Parlamentarnemu Klubowi Lewicy Demokratycznej. Po sukcesie wyborczym SLD w 1993
    roku Cimoszewicz został wicepremierem i ministrem sprawiedliwości w rządzie
    Pawlaka. Jego nominacja na ministra sprawiedliwości wywołała wiele zastrzeżeń
    ze względu na fakt, że ten minister jest jednocześnie prokuratorem generalnym.
    Do pełnienia tej ostatniej funkcji niezbędne było zaś posiadanie uprawnień
    prokuratorskich lub sędziowskich, lub przynajmniej bycie doktorem prawa.
    Cimoszewicz zaś nigdy nie zrobił habilitacji. Wywołało to, acz bezskuteczne,
    protesty opozycyjnych prawników (por. R Mazurek: Metamorfozy pana C., Życie z
    29-31 marca 1997). Jako minister sprawiedliwości zasłynął głównie akcją "Czyste
    ręce". W ramach niej ujawnił nazwiská wysokich urzędników państwowych, którzy
    biorą równocześnie pieniądze za zasiadanie w radach nadzorczych firm
    państwowych. Akcja nie przyniosła faktycznie żadnych skutków negatywnych osobom
    skrytykowanym przez Cimoszewicza. Mógł jednak odtąd chodzić w nimbie
    nieprzekupnego tropiciela gospodarczych patologii.

    Resort Cimoszewicza nie mógł się pochwalić żadnymi większymi osiągnięciami;
    powszechnie narzekano na fatalne funkcjonowanie sądów i prokuratury.
    Cimoszewicz miał na to dość swoiste wytłumaczenie - twierdził, że podczas
    weryfikacji rzekomo wyrzucono najlepszych specjalistów. Po dymisji rządu
    Pawlaka nie wszedł do rządu Oleksego.

    Urażony niezaproponowaniem mu wice premierostwa, nie chciał przyjąć wyłącznie
    teki szefa resortu sprawiedliwości. Został wówczas wicemarszałkiem Sejmu.

    W nowej sytuacji tym mocniej rozwijał stosunki z lewicowymi środowiskami z
    kręgu dawnej tzw. opozycji laickiej, zwłaszcza z Michnikiem, Geremkiem i
    Bujakiem. Nieprzypadkowo właśnie "różowi" tzw. "Europejczycy' stanowili
    najbliższych rozmówców Cimoszewicza spoza SLD i SdRP

    Głównym efektem tych zacieśniających się kontaktów stał się wspomniany na
    wstępie głośny artykuł Cimoszewicza i Michnika, wspólnie apelujących o
    zakończenie wszelkich rozliczeń PRL-owskiej przeszłości. Cimoszewicz, podobnie
    jak Kwaśniewski i liczni inni politycy SLD stanowi typ człowieka gruntownie
    uodpornionego na takie pojęcia, jak polskość, polski patriotyzm, poczucie
    polskiego interesu narodowego. Tym, którzy chcieliby polemizować z moimi tak
    kategorycznymi sądami w tej sprawie, polecam uważną lekturę Czasu odwetu. W tej
    książce widać aż nadto wyraźnie, że Cimoszewicz nie mógł się przełamać do
    napisania jakichś cieplejszych słów o Ojczyźnie, patriotyzmie, uczuciach
    narodowych, nie mówiąc już o trosce z powodu występujących dziś zagrożeń dla
    Polski i polskości. Tym więcej tam za to ataków na wszystko, co się z polskimi
    uczuciami narodowymi kojarzy, czy gwałtownego piętnowania rzekomej siły
    antyżydowskości w Polsce. Na s. 39 Czasu odwetu pisze: Nie będąc Żydem
    poznałem, co to znaczy być nim w Polsce. Na s.192 insynuuje, iż: Prawdą jest
    niestety, że w naszym społeczeństwie, i to od lewicy do prawicy, nieustannie
    można spotkać się z przejawami endemicznego antysemityzmu.

    W książce z pasją atakował niepodległościowe slogany (s. 13), narodową
    tromtadrację, oczywiście idącą w parze z zoologicznym antykomunizmem (s. 270),
    polską ksenofobię (s. 273), etc.
    Po dojściu do władzy, jak mógł, dawał wyraz napadom skrajnego filosemityzmu.
    Wystąpienie Cimoszewicza jako premiera RP podczas uroczystości w Kielcach w
    lipcu 1996 r ku czci ofiar kieleckiej prowokacji z 1946 roku przyniosło
    jaskrawy dowód tego, jak bardzo nieważna dla niego jest autentyczna prawda o
    historii i godność własnego narodu. W sprawach stosunków polsko-żydowskich, tak
    skomplikowanych i złożonych, po dziesięcioleciach przemilczeń i niedomówień,
    postkomunistyczny premier pozwolił sobie na publiczne, obelżywe dla Polaków
    stwierdzenia, jednostronnie obciążające ich winą za wszystkie problemy w
    stosunkach z Żydami. Głęboko bolejąc z powodu wszystkiego, w czym kiedykolwiek
    Polacy zawinili wobec Żydów i szczerze za to przepraszając. Samobiczowanie
    premiera Cimoszewicza w imieniu całego narodu polskiego wywołało zdecydowany
    protest wielu środowisk patriotycznych. W opublikowanym 9 lipca 1996
    oświadczeniu porozumienia 21 organizacji kombatanckich i niepodległościowych
    (m.in. Światowego Związku Żołnierzy AK, Stowarzyszenia Szarych Szeregów i kilku
    związków więźniów politycznych) stwierdzono: (...)Zamiast niesłusznie oskarżać
    cały naród o rzekomy antysemityzm i bić się w piersi w jego imieniu, premier
    Cimoszewicz powinien przeprosić za zbrodnię, której dokonali jego ideowi
    poprzednicy Nie uczynił tego, nie wykorzystał znakomitej okazji do odcięcia się
    od komunistycznej przeszłości, a tym samym zakłamał wyjątkowo bolesną kartę
    naszej historii.

    Podczas uroczystości w Kielcach Cimoszewicz zezwolił Elie Wieselowi na bezkarne
    obrażanie Polski i Polaków. Zamiast zdecydowanie zareagować na prowokacyjne
    antypolskie i antyreligijne wystąpienie Elie Wiesela i jego żądanie usunięcia
    krzyży z Auschwitz-Birkenau, Cimoszewicz obiecał wyjście naprzeciw ich żądaniom
    w sprawie usunięcia krzyży z terenów byłego obozu Auschwitz-Birkenau. W ten
    sposób, jak stwierdzili senatorzy NSZZ "Solidarność", premier RP zamierza
    uzurpować sobie prawo do decydowania o symbolach religijnych w Polsce.

    W jakimś stopniu jestem Białorusinem

    Za to z tym cieplejszą nutą pisze o wszystkim, co dotyczy Białorusinów. Zrobił
    furorę wśród nich na Białostocczyźnie już w czasie wyborów prezydenckich. Jak
    przypomniano w Rzeczpospolitej z 18 X 95 r : Nazwisko brzmiało swojsko: toż
    Wołodźka z naszych! - panowało po gminach powszechne przekonanie. Sam
    Cimoszewicz przedstawia to w swej książce w sposób następujący: Nigdy też nie
    kryłem, że czuję się Polakiem, chociaż prawdą jest, że mój ojciec pochodzi z
    Grodzieńszczyzny, a część krewnych z jego strony uważa się za Białorusinów Jest
    więc możliwe, że w jakimś stopniu jestem Białorusinem (s. 249). W 1989 roku
    wygrał głównie dzięki głosom Białorusinów z południowo-wschodniej
    Białostocczyzny i o ten elektorat szczególnie zabiegał. Między innymi poprzez
    odpowiednie nagłośnienie w Sejmie tajnej notatki MSZ na temat stosunków wśród
    Białorusinów Białostocczyzny, której treść zaatakował w sposób skrajnie
    demagogiczny, fałszywie przedstawiając jako rzekomo uderzającą w Białorusinów
    (autorzy notatki alarmowali z powodu zdominowania różnych środowisk
    białoruskich na Białostocczyźnie przez starą partyjną nomenklaturę.

    SLD-owska mentalność Kalego

    Jedną z najbarwniejszych scen w Sienkiewiczowskiej W pustyni i w puszczy była
    opowiastka o Kalim, widzącym wyłącznie dobro w tym, jak Kali komuś zabierze
    krowę i skrajne zło w zabraniu krowy Kalemu. Ten typ mentalności dość
    chronicznie cechował różne totalitaryzujące ruchy w przeszłości, od komunistów
    po faszystów. Jeden z najwybitniejszych francuskich pisarzy okresu
    międzywojennego, Henri Monthe
  • silesius 24.07.03, 17:27
    .......Jeden z najwybitniejszych francuskich pisarzy okresu międzywojennego,
    Henri Montherland nader celnie zdefiniował taki typ mentalności Kalego w
    polityce. Wyraził go maksymą: Kiedy jesteśmy słabi, to żądamy od was maximum
    praw według waszych zasad, ale kiedy będziemy silni, to nie damy wam żadnych
    praw w myśl naszych zasad! Ciekawe, że tego typu podejście aż nadto wyraźnie
    zaznacza się w praktyce działania postkomunistów z SdRP i SLD. Bardzo
    pouczająca pod tym względem mogłaby być konfrontacja różnych dawniejszych
    tekstów Cimoszewicza (zwłaszcza jego wystąpień parlamentarnych lat I 990-1992
    czy z książki Czas odwetu), z aktualną praktyką działania różnych wpływowych
    postaci z SdRP i SLD, ich konsekwentnymi czystkami wobec inaczej myślących.
    Kiedy byli słabi, w 1990 czy 1991 r , wciąż nawoływali do humanizmu, elegancji
    stylu politycznego, protestowali przeciwko "odwetom", godzącym w komunistów,
    etc. By przypomnieć choćby słowa przemówienia sejmowego W Cimoszewicza z 20
    września 1990 r: (...) W życiu publicznym pojawia się coraz więcej przykładów
    nienawiści. Zamiast dyskusji i rzeczowych argumentów słychać nawoływania do
    brutalnej rozprawy z tymi, których przedstawia się jako wrogów (...). Nie
    dzielmy raz jeszcze Polek i Polaków na mniej lub bardziej uprawnionych do
    czucia się w Polsce jak we własnym domu (...) (op. cit., s. 307-308). W
    wystąpieniach Cimoszewicza wprost roiło się od utyskiwania na antykomunistyczne
    wrzaski, barbarzyństwo w polityce, namawianie do burzenia, chuligaństwo prawicy
    etc. Sama zaś inicjatywa postawienia przed Trybunałem Stanu głównych autorów
    stanu wojennego to według Cimoszewicza wyłącznie wyraz małostkowości i
    mściwości. Jakże dramatycznie na tym tle brzmiał apel Cimoszewicza, by kierując
    się wartościami nadrzędnymi ogłosić swoiste moratorium na waśnie, z jakąż swadą
    ostrzegał: kto nienawidzi, ten już przegrał (op. cit., s. 302).

    Brudne "czyste" ręce

    Po sukcesie wyborczym postkomunistów w 1993 roku przyszło zwycięstwo wyborcze
    Kwaśniewskiego w 1995 roku. I nagle postkomuniści znowu poczuli się silni. I
    natychmiast przestali się liczyć z tak akcentowanymi wcześniej hasłami
    tolerancji, troski o opinie różnych opcji i prawdziwy pluralizm. Praktyka
    zwycięskich towarzyszy "szmaciaków" w różnych regionach była aż nadto
    jednolita - przejąć wszystko, co się da, bo zwycięzca bierze wszystko, usunąć
    ostatnich wojewodów solidarnościowych, ostatnich kuratorów, krnąbrnych
    prokuratorów, usunąć wpływowych dziennikarzy innych opcji (od Cejrowskiego po
    prowadzących Puls Dnia) etc. Można by wyliczyć mnóstwo przykładów tego typu
    działań i zauważyć, jak rosła ich liczba za czasów rządów Cimoszewicza.
    Zwyżkującej arogancji władzy towarzyszyła silniejsza korupcja w różnych sferach
    życia, umacnianie się wpływów jednej opcji na różnych, szczególnie intratnych
    pozycjach życia gospodarczego i finansowego. A kiedyś tak ładnie głoszono
    ideę "czystych rąk".

    Sprawa "czystych rąk" to kolejny przykład dwulicowości Cimoszewicza jako
    polityka. Przypomnijmy, że obecny premier jako minister sprawiedliwości i
    prokurator generalny w rządzie Waldemara Pawlaka zasłynął akcją "Czyste ręce",
    zakazującą osobom na stanowiskach państwowych łączenia tych funkcji z udziałem
    w radach nadzorczych spółek. Po czym niektóre z tych osób wziął do swego rządu,
    powołanego w lutym 1996 roku.

    Jan Beszta-Borowski tak skomentował dla Naszej Polski z 8 lutego 1996 r. fakt
    powierzenia Cimoszewiczowi zadania tworzenia nowego rządu: W Niemczech nie do
    pomyślenia byłby fakt zaproponowania takiej misji synowi hitlerowskiego
    zbrodniarza wojennego. W Polsce premierem najprawdopodobniej zostanie polityk
    którego ojciec jako funkcjonariusz lnformacji Wojskowej przesłuchiwał
    niepokornych oficerów Wojska Polskiego.

    Demagogiczne obietnice

    Osobna sprawa to obraz, jak za kolejnego już rządu zdominowanego przez
    SLD "realizowane" były skrajnie demagogiczne obietnice gospodarczo-społeczne,
    szczodrze czynione w wystąpieniach polityków SLD na początku lat 90. i w
    kampaniach wyborczych. Przypomnijmy choćby kilka wypowiedzi samego
    Cimoszewicza.14 grudnia 1990 r wołał w dyskusji nad odwołaniem rządu Tadeusza
    Mazowieckiego: Bardzo problematyczne osiągnięcia polityki oświatowej, porażki w
    dziedzinie kultury budownictwa mieszkaniowego i walki z bezrobociem wywołały
    uzasadnione niezadowolenie ludzi młodych. Przy różnych okazjach Cimoszewicz
    uskarżał się na brak zaspokojenia przez rządy solidarnościowe tak ważnej
    ludzkiej potrzeby, jak mieszkania, skarżył się na brak łatwego i równego
    dostępu do opieki zdrowotnej. W Czasie odwetu gromił oburzającą ludzi korupcję,
    zapewniał, że: Edukacja nie gwarantująca lepszych szans na życie nie utrzyma
    wysokiej pozycji w hierarchii wartości.

    Społeczeństwo ciężko zapłaciło za "efekty" rządów zdominowanych przez SLD, w
    tym właśnie rządu Cimoszewicza. Edukacja wyraźnie dogorywała pod nadzorem
    najbardziej upolitycznionego, tendencyjnego i niekompetentnego ministra
    edukacji J. Wiatra, polskie budownictwo przeżywało najgorszy okres w swej
    historii, i stanowiło swoistą ilustrację słów pięknej piosenki STS-u z początku
    lat 60.: Ja już widziałem takie dno, przy którym wszystkie gwiazdy bledną.
    Komentarze z Gazety Wyborczej (6 XII 1996 r ), a więc gazety tak hołubiącej
    niegdyś "reformatora" Cimoszewicza, dowodziły, że to, co robi się w Sejmie na
    wniosek rządu Cimoszewicza, stanowi prostą drogę do zapaści mieszkaniowej,
    nieporównanie większej niż dzisiejsza. Jak wygląda łatwy i równy dostęp do
    opieki zdrowotnej pod rządami Cimoszewicza łatwo było poznać po niebywałym
    wzroście cen leków. Ostateczne zdemaskowanie mitu Cimoszewicza przyniosło
    zachowanie jego i jego rządu w czasie klęski powodzi w 1997 roku. Premier
    Cimoszewicz najpierw całkowicie zbagatelizował zagrożenie powodzią. Prawdziwą
    kompromitacją stało się jego wystąpienie na forum rządu w dniu 8 lipca 1997.
    Powódź w tym czasie obejmowała znaczną część terenów 9 województw polskich,
    przynosząc ogromne straty materialne w ponad 200 miejscowościach. A tymczasem
    Cimoszewicz "popisał się" wypowiedzią stwierdzającą, że sytuacja jest wprawdzie
    poważna, ale dotyczy niedużych obszarów, a rząd nie będzie się zajmował
    odszkodowaniami, gdyż trzeba być przezornym i ubezpieczonym (Cyt. za A.
    Lenkiewicz: Typy i typki postkomunizmu, Wrocław 1997, s. 28). Później
    Cimoszewicz musiał się rakiem wycofywać z tej tak obraźliwej dla przeżywających
    straszną katastrofę ludzi.

    Także w następnych tygodniach rząd Cimoszewicza wykazał się wielką
    nieudolnością w reagowaniu na rozmiary i skutki powodzi. Jego nieudolność,
    spóźnione i niespójne działania przyczyniły się do znacznego powiększenia
    kosztów, jakie poniosły społeczności dotknięte klęską powodzi.

    Prawdziwym bluffem i blamażem rządu Cimoszewicza okazała się zapowiedź
    szybkościowego wybudowania tysiąca domów dla powodzian. Nie tylko, że jej pełna
    realizacja uległa wielomiesięcznemu opóźnieniu, ale sama jakość znacznej części
    domów stała się prawdziwym symbolem brakoróbstwa i nieodpowiedzialności
    zleceniodawców i budowniczych. Skrajna kompromitacja premiera Cimoszewicza w
    czasie walki z klęską powodzi sprawiła, że postać jego stała się bardzo
    niewygodna dla postkomunistów. Od momentu zakończenia urzędowania ekipy
    Cimoszewicza, były premier jakby zupełnie znikł z horyzontu jest niemal
    całkowicie przemilczany nawet w tak wpływowych lewicowych mediach. Jak się
    zdaje na zasadzie "Ciszej nad tą trumną", by nie przypominać ludziom
    kompromitującego SLD nazwiska.

    Bilansując obraz sylwetki Cimoszewicza można chyba w pełni zgodzić się z oceną
    jego postaci daną na łamach Życia Warszawy z 29-31 marca 1997: (...) Jest ich
    dwóch. Jeden - niezależny, miłośnik "czystych rąk'; śmiertelny wróg partyjnego
    aparatu, skłonny do flirtów z "Solidarnością ", szczery zwolennik lewicowego
    postępu - to
  • silesius 24.07.03, 17:28
    .....Bilansując obraz sylwetki Cimoszewicza można chyba w pełni zgodzić się z
    oceną jego postaci daną na łamach Życia Warszawy z 29-31 marca 1997: (...) Jest
    ich dwóch. Jeden - niezależny, miłośnik "czystych rąk'; śmiertelny wróg
    partyjnego aparatu, skłonny do flirtów z "Solidarnością ", szczery zwolennik
    lewicowego postępu - to Cimoszewicz mityczny. I drugi -działacz młodzieżowy,
    sekretarz komitetu uczelnianego PZPR, zawsze wierny SLD, kunktator i arcymistrz
    promowania własnej osoby, trzymający rodzinę żelazną ręką - to Cimoszewicz
    realny (...) (R. Mazurek: Metamorfozy pana C., Życie Warszawy, 31 marca 1997).
  • mesco 24.07.03, 17:37
    co robil Steinbach senior na Pomorzu w 1943?
    Nie byl czasem on oficerem Wehrmachtu?

    Steibach pochodzacy z Offenbach kolo Frankfurtu nad Menem spierdolil przed Armia Czerwona zamiast zginac na
    pierwszej linii frontu. Wniosek: Steinbach nie byl wypedzony....

    silesius napisał:

    > .....Bilansując obraz sylwetki Cimoszewicza można chyba w pełni zgodzić się z
    > oceną jego postaci daną na łamach Życia Warszawy z 29-31 marca 1997: (...) Jest
    >
    > ich dwóch. Jeden - niezależny, miłośnik "czystych rąk'; śmiertelny wróg
    > partyjnego aparatu, skłonny do flirtów z "Solidarnością ", szczery zwolennik
    > lewicowego postępu - to Cimoszewicz mityczny. I drugi -działacz młodzieżowy,
    > sekretarz komitetu uczelnianego PZPR, zawsze wierny SLD, kunktator i arcymistrz
    >
    > promowania własnej osoby, trzymający rodzinę żelazną ręką - to Cimoszewicz
    > realny (...) (R. Mazurek: Metamorfozy pana C., Życie Warszawy, 31 marca 1997).
  • Gość: ! IP: *.pppool.de 26.07.03, 00:27
    powstanie poniewaz sie nalezy tym ponad 2 mln Niemcow, ktore stacily zycie
    podczas ucieczki i wypedzen!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • Gość: +++Ignorant IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.07.03, 04:47
    Gość portalu: ! napisał(a):

    > powstanie poniewaz sie nalezy tym ponad 2 mln Niemcow, ktore stacily zycie
    > podczas ucieczki i wypedzen!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


    Sława!

    .. a których zamordowali bohaterscy niemieccy żołnierze!

    Ignorant
    +++
  • dono_siciel 27.07.03, 09:47
  • Gość: ballest IP: *.dip.t-dialin.net 27.07.03, 10:00
    PISA-Nachfolgestudie
    Katastrophale Leseergebnisse

    Deutschlands Schüler schneiden nach einer erweiterten PISA-Studie im
    internationalen Vergleich beim Lesen noch schlechter ab, als bisher
    angenommen. Von insgesamt 43 Ländern rangiert Deutschland auf Platz 22, statt
    bisher auf Platz 21. Die Ergebnisse der erweiterten Studie wurden am Dienstag
    in London von der Organisation für wirtschaftliche Zusammenarbeit und
    Entwicklung (OECD) veröffentlicht. In Deutschland wurden dafür keine neuen
    Daten erhoben

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka