Dodaj do ulubionych

RAŚ - Ruch Anty-Śląski?

25.10.03, 15:35
Czy nie uważacie, że działacze RAŚ'u chcą
szybko i łatwo zbić kapitał 'polityczny'
żerując na rozgoryczeniu ludzi bez perspektyw?
Przecież Śląsk samodzielny nie ma szans
w dobie globalizacji, koncernów.
Kto zainwestuje i stworzy miejsca pracy w jakiejś
dziwnej, egzotycznej krainie wyrosłej na
gruncie skrajnie prawicowych, szerzących nienawiść pomyj?


Edytor zaawansowany
  • caress 25.10.03, 15:38
    > Przecież Śląsk samodzielny nie ma szans
    > w dobie globalizacji, koncernów.
    ps
    W sensie ekonomicznym, oczywiście.
    Nie ma szans na poprawę warunków życia.
  • bebokk 25.10.03, 16:54
    Opolanie chcą mieć własne województwo, Cieszyniocy to inni Ślązacy,
    Bielsko-Biała też nie chce mieć z nimi nic wspólnego, górale z Zywca tak samo,
    nie mówiąc już o Zagłębiu i Częstochowie.
    A na samym pruskim Śląsku zaledwie z 10% ich teraz popiera.

    A może im właśnie chodzi o wywołanie waśni narodowych ?
    Przecież chyba oni o tym doskonale wiedzą, że ich poglądy są utopijne,
    że to czysty szowinizm,
    ale szczują, jątrzą, podburzają.
    Tak jakby ktoś im to zlecił.
    Nie jestem zwykle zwolennikiem spiskowych teorii, ale ten artykuł
    z "Rzeczypospolitej" o pewnym skrajnym prawicowcu z RFN wydającym w Polsce
    pismo i współpracującym z RAŚ daje dużo do myślenia :
    www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_030930/kraj/kraj_a_5.html
  • slezan 25.10.03, 18:52
    Gdybyś wykazał odrobinę rzetelności i zapoznał się z wydawaną przez
    owego "srajnego prawicowca" gazetą, doszedł byś do wniosku, że kampania
    przeciwko niemu to brudna rozgrywka Krolla. Chyba, że CDU/CSU to skrajna
    prawica.
    Co do pierwszej wypowiedzi można tylko powiedzieć - duch Gomułki żyje. Jeżeli
    ktoś się z autorem nie zgadza, to jest pełen nienawści i skrajny. Tyle, że tej
    nienawiści to najwięcj jest w postach bebokka (szubrawcy, neofaszyści itd.).
  • bebokk 25.10.03, 19:08
    Nie tylko ja zdecydowanie wyrażam swoje poglądy co do RAŚ.
    Trudni nie protestować, jeśli RAŚ dąży do wywołania na Śląsku piekła i chce w
    to wciągnąć Śląsk Cieszyński.
  • bebokk 25.10.03, 19:20
    Gość portalu: Cieszyniak napisał(a):

    > "Obowiązkiem obywatela polskiego jest wiernosć Rzeczypospolitej Polskiej oraz
    > troska o dobro wspólne"
    >
    > Można krytykować taki czy inny rząd, ale lojalność wobec państwa jest
    > obowiązkiem.
    > A zrównanie Polski z totalitarną III Rzeszą pozostawiam bez komentarza (
    > musiałby być tylko niecenzuralny ).

    Cytowany artykuł jest totalitarny a próba jego wyegzekwowania spotkałaby się z
    natychmiastową reakcją UE. Włosi już się spowiadali z podobnego zapisu.
    Dla porządnego człowieka sumienei jest instancją wyższą niż konstytucja. Chyba,
    że rozgrzeszasz tych, co tylko wykonywali rozkazy? Coś Twoje poglądy wydają mi
    się sprzeczne.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=321&w=8589758&a=8706506
    To jest jawne złamanie polskiego prawa !
  • slezan 25.10.03, 19:44
    Nie wiesz nawet co to znaczy złamać prawo. Ale przećwiczmy Twoje zdolności w
    tej kwestii:
    - czy ktoś, kto jest przeciwny opiekuńczej roli państwa łamie prawo?
    - czy ktoś, kto uważa, ze oświata poinna być płatna łamie prawo?
    - czy zwolennik kary śmierci łamie prawo?

    Co do drugiej Jugosławii, szkoda nawet odpowiadać. RAŚ gyby chciał rozruby, to
    nigdy nie zaczynałby jawnej i legalnej działalności. Nie startowałby w
    wyborach, nie ujawniałby personaliów swoich czonków itd. Realia jugosłowiańskie
    przypomina mi raczej Twoje zacietrzewienie.
  • tomek9991 26.10.03, 11:13
    Były wojewoda katowicki Wojciech Czech przypomniał uchwałę główną Związku
    Górnośląskiego z 1990 roku, która podkreślała wielokulturowość Górnego
    Śląska, ziemi zamieszkanej przez ludzi uważających się za Polaków, Ślązaków,
    Niemców, Morawian i Żydów. Zdaniem Gorzelika, 13 lat po tamtej uchwale
    widać, iż idea "afirmacji różnorodności" poniosła fiasko i to między innymi
    dlatego RAŚ stara się zaszczepić w ludziach poczucie śląskości.
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=423&w=8704641
  • slezan 26.10.03, 11:29
    Jakoś nijak nie wynika z tej wypowiedzi negacja wielokulturowości, która to
    negacja byłaby zresztą sprzeczna z innymi wypowiedziami liderów RAŚ.
  • darek1918 26.10.03, 12:45
    Ja uważam, że przeceniamy RAŚ. Jest to w koncu organizacja, która w ostatnich
    wyborach samorządowych do Sejmiku województwa nie zebrała nawet 5% głosów.
  • bebokk 26.10.03, 12:50
    Hitler też na początku nie zebrał nawet 5% w wyborach.
    A zdobył później gwałtowną popularność wykorzystując bezrobocie i stosując
    demagogię socjalną, a do tego zdobył możnych protektorów.
    I tak samo jawnie wypowiadał lojalność demokratycznemu państwu.
  • arnold7 26.10.03, 12:54
    bebokk napisał:

    > Hitler też na początku nie zebrał nawet 5% w wyborach.
    > A zdobył później gwałtowną popularność wykorzystując bezrobocie i stosując
    > demagogię socjalną, a do tego zdobył możnych protektorów.
    > I tak samo jawnie wypowiadał lojalność demokratycznemu państwu.

    Kazdemu normalnemu czlowiekowi nasuwa sie tu podobienstwo z demagogia
    Samoobrony, a nie RAS.

  • bebokk 26.10.03, 13:02
    Nie chcę osądzać szczerości działaczy Ruchu, gdy deklarują, że ich celem jest ?
    autonomia Śląska w ramach Rzeczypospolitej Polskiej. Jednak przeczą temu liczne
    publikacje Ruchu i wypowiedzi jego działaczy. Lider Ruchu Zenon Wieczorek
    opublikował w biuletynie ?Jaskółka Śląska (organie RAŚ) artykuł pod znamiennym
    tytułem ?Czy Śląsk może wybić się na niepodległość? (nr z sierpnia-września
    1995). Artykuł zaczyna się od stwierdzenia: ?Gdyby jeszcze parę lat temu ktoś
    chciał ogłosić niepodległość np. Ukrainy, Litwy, Słowacji czy Chorwacji,
    nazwany zostałby idiotą i awanturnikiem politycznym.

    ?Jaskółka naświetla historię Śląska w duchu proniemieckim, podkreślając związki
    Ślązaków z niemczyzną. Redakcja nie szczędzi złośliwości pod adresem polskiej
    rzeczywistości. Drukuje z przychylnym komentarzem takie oto listy (nr z czerwca
    1996 r.):

    B. Trause: ?To, co zrobił dla Palestyny szef OWP Arafat, powinno również wnet
    stać się na Śląsku.

    P. Watola: ?Komuniści dla swojej i polskiej korzyści, czyniąc uszczerbek
    Niemcom i Śląskowi, przesunęli swoje granice na zachód, co zakończyło się
    przywłaszczeniem niemieckiego kraju. (...) Jest najwyższy czas, aby Śląsk
    odłączył się od Polski, gdyż to, co uczynił komunizm Śląskowi i Niemcom przed
    50 laty, jest niewybaczalne.

    W piśmie można nawet znaleźć artykuły kwestionujące nazistowskie zbrodnie
    wojenne (?Debata oświęcimska i jej znaczenie, nr z lutego 1995). Znaczącej
    zmianie uległ też symbol RAŚ: początkowo był nim orzeł piastowski, obecnie
    zastąpiła go jaskółka.
    www.mniejszosci.republika.pl/orzel.htm
  • slezan 26.10.03, 17:45
    Z wrodzonej sympatii do ludzi przyjmuję, że udajesz ograniczenie. Proszę mi
    pokazać, gdzie są panowie Watoła, Wieczorek, Trause - jakie to ważne funckje w
    RAŚ pełnią? Podpowiem, że jeden z nich pełnił - 8 lat temu. A być może Wy
    jesteście na tyle niepoważni, by z historii robić aferę (dostrzegając przy tym
    źdźbło w cudzym oku - jak tam bebokk z Twoimi kłamstwami na temat wyników
    wyborów komunalnych w 1926 r.?), ale w RAŚ ludzie mają do tego inny, bardziej
    zdroworozsądkowy stosunek.
  • Gość: Cieszyniak IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 18:14
    Te żałosne tłumaczenia, że oficjalne stanowisko RAŚ jest inne, to kpina ze
    zdrowego rozsądku i inteligencji czytających.
    W ten sposób można napisać, że skoro Hitler oficjalnie nie wydał rozkazu
    zagłady Żydów, to III Rzesza nie ponosi odpowiedzialności za to.
    Wspomniani w artykule z "Gazety Wyboczej" działacze RAŚ są tak jednoznacznie
    przesiąknięci nienawiścią do Polski, że bardziej nie można.
  • slezan 26.10.03, 18:10
    A co Ty na to? Autor to pewnie azdrajca i sprzedawczyk:

    ... I ZAWSZE TAKA SAMA NADZIEJA

    Wieczór 1.lipca 2003. Z czeskiej stacji benzynowej patrzę w zamgloną dolinę i
    odległe, już niknące w mroku miasteczko. Deszcz niedawno przestał padać i można
    połazić w wysokiej, choć wciąż mokrej trawie. Ot, atawizmy jakoweś...
    Niespodziewanie, przy końcu asfaltowego pasa, gdzie nikt ze współpodróżnych nie
    dotarł, wtopiony w gęstniejącą szarość niewielki, czarny pomnik.

    Niedaleko stąd, 1. września 1992 roku uległ wypadkowi samochodowemu przywódca
    Praskiej Wiosny ’68, Alexander Dubček. Miesiąc później zmarł w szpitalu.
    Została po nim wdzięczna ludzka pamięć i dokończona już po śmierci Słowaka –
    książka. Opracował ją i tytułem okrasił Jiří Hochman. (Kiedy to piszę, stoi
    obok, na półce).

    Czytam dobrze widoczny napis, ryzykuję zdjęcie i wracam do autokaru. Analogia
    działa – tom Dubčeka nazwano: „Nadzieja umrze ostatnia”. Kiedy przypatruję się
    trochę już zmęczonym twarzom Ślązaków, z którymi wspólnie peregrynujemy do
    Strasbourga, domyślam się, iż czują tak samo. Ich nadzieja nie jest wcale
    mniejszą. I nie ma ochoty umierać.

    1.

    Łańcuch zdarzeń, jaki rzucił mnie w to miejsce, rozpoczął grubo ponad rok temu
    jeden z ciekawszych młodych polskich socjologów, Jarek Tomasiewicz. Kiedy
    redakcja „Ulicy Wszystkich Świętych” szukała kontaktów na Śląsku, zwróciliśmy
    się do wprost niego.

    Jaro bez zastanowienia udostępnił „Ulicy...” adresy Bartka Świderka i Bruno
    Nieszporka. Ich niewątpliwe początkowo zdziwienie, zaowocowało śląskim numerem
    miesięcznika i powstaniem portalu www.RegioPolis.net. Luźny kontakt stał się
    początkiem stałej współpracy.

    Gdy działacze Ruchu Autonomii Śląska poinformowali mnie o planowanym wyjeździe
    do Strasbourga, jako gościa i kolejnego „kibica” ich strony w sporze, toczonym
    z III RP o prawo do zawiązania Związku Ludności Narodowości Śląskiej – mogłem
    mieć niejakie wątpliwości. I miałem. W końcu Ślązakiem nie jestem, tylko
    Polakiem - polskim żurnalistą i wydawcą (a podobni sporo złego sprawie RAS-iu
    już uczynili), toteż należało liczyć się z chłodnym przyjęciem. Emocje bowiem
    nie służą porozumieniu. A wyjazdowi na rozprawę apelacyjną przed Europejskim
    Trybunałem Sprawiedliwości owe emocje towarzyszyć musiały.

    Po e-mailowych dysputach z Brunem i Ryśkiem Sitkiem – postanowiłem jechać.
    Dziennikarstwo wszak jest jedną z moich profesji, a ciekawość świata i ludzi –
    cechą charakteru.

    Już przy autobusie – dwa zaskoczenia. Pierwsze to brak Webmastera
    www.RASlaska.org, jedynego, którego (korespondencyjnie) znam. (Dwa dni później
    pojechaliśmy razem do Wilna i nadrobiliśmy zaległości). Kolejnym jest absolutny
    luz ekipy. Prawie wszyscy są tu po imieniu, wiek nie gra roli, moja obecność
    ani nikogo nie dziwi, ani nie deprymuje. Z racji częstotliwości udzielanych
    wywiadów, orientuję się, kto jest prezesem i ”melduję” przybycie. Jerzy
    Gorzelik „przyjmuje mnie do wiadomości” – i już. W drodze gadamy o setkach
    spraw. Tych śląskich i tych całkiem nie. Życie, nikt tu nie jest nawiedzonym
    ekstremistą, ograniczającym myślenie do własnego podwórka.

    Z Pejterem Długoszem dogadujemy się, co do poparcia tzw. środowisk
    wolnościowych (dla nie wtajemniczonych: tak określa się grupę młodych polskich
    intelektualistów, kultywujących idee wolności sumienia, wypowiedzi, zrzeszania
    się poza oficjalnymi strukturami itp.; tworzących tzw. III obieg wydawniczy). Z
    kimś innym brniemy w niuanse historii.

    Długa droga przez Czechy, ulewy, coraz bardziej zmęczone głosy. Główny temat
    wraca z rzadka, jakby ludzie bali się zapeszyć. I tak dziw nad dziwy, że uznano
    w Strasbourgu odwołanie Ślązaków i za kilkanaście - już kilka – godzin zbierze
    się Wielka Izba Trybunału Europejskiego, by wysłuchać obu stron konfliktu.
    Ten „dziw” nie zdarzył się jednak przypadkiem. Motywacja odwołania musiała być
    przygotowana w sposób znakomity.

    Noc sprzyja myśleniu. W moim przynajmniej wypadku. Zastanawiam się (rejestrując
    jednocześnie migawki zza szyby): dlaczego Ruch Autonomii Śląska jest tak źle
    widziany przez Warszawę i służby specjalne. W końcu ostatni spis powszechny nie
    pozostawił wątpliwości – prawie 200 tys. osób uważa się za Ślązaków. A postawa
    rachmistrzów wobec respondentów bywała, łagodnie rzecz ujmując – różna. Przeciw
    spisowym nadużyciom protestowali szarzy ludzie, RAŚ i Wolny Sojusz Europejski,
    wyczulony na problemy regionów.

    Czy można ingerować w kwestię świadomości? Oczywiście, państwo by chciało,
    zwłaszcza pod rządami SLD, której historyczne uwarunkowania narzucają metody
    działania wobec opozycji wszelkiej maści. Pod pozorem samorządności - wraca
    przecież w III RP centralizacja władzy. Kojarzona, paradoksalnie, z wyprzedażą
    za bezcen przemysłu i myśli technicznej. Czego tak Śląsk, jak i „moja” Ziemia
    Lubelska, najlepszym przykładem.

    Właśnie: Śląsk? Jeden? Czy dwa, a może wręcz trzy... Vanda Zakrzewska, od
    której nasza wewnątrzredakcyjna dyskusja się zaczęła, nie darmo chyba
    twierdziła na łamach śląskiej edycji „Ulicy...”, iż Wrocław, Wałbrzych i ich
    okolice zerwały już więź z resztą regionu. Historia bywa bezlitosna. Wszelka
    restytucja byłaby tu nie tylko niewskazana, ale wręcz wrogo przyjęta poprzez
    przybyłą (prawie w 100%) po 1945 r. ludność. RAŚ na Śląsku Dolnym byłby tylko
    ciekawostką. Sprzyja temu od lat polityka Warszawy, niestety skuteczna.

    Kodyfikacji – i to jak najszybszej – wymaga język śląski. Na razie można się
    zastanawiać, czy gwary za Brynicą są jeszcze śląskimi czy już nie. Niebawem
    trzeba będzie to wiedzieć
    Tak Polacy jak Niemcy uważają Ślązaków za „swoją własność kulturową”. Uczciwsi
    są tu Czesi i Morawianie. Od czasu pozbycia się sowieckich „dzierżawców”
    podczas „Aksamitnej Rewolucji” oficjalnie uznają Ślązaków za narodową
    mniejszość.

    Dr Jerzego Gorzelika i jego przyjaciół czeka też wyraźne nakreślenie założeń
    postulowanej autonomii. Na pewno musi ona dotyczyć kwestii finansowych regionu
    i wprowadzenia do szkół jego historii, z poszerzoną wiedzą na temat rodzimej
    kultury. Imputowane przez niektóre media odłączenie Śląska od III RP to tylko
    socjotechnika, mająca w oczach polskiej opinii publicznej ukazać autonomistów
    jako ludzi niemoralnych i sprzedajnych, którzy w obliczu postępującej biedy
    (nie zlikwidują jej fikcyjne „pakiety dla górnictwa”) i bezrobocia wraz ze
    skutkami wtórnymi – mizdrzą się do Niemców o polityczne i
    ekonomiczne „przytulenie”.

    Faktem jest, iż wielu działaczy Ruchu Autonomii Śląska posiada dwa paszporty
    (prezes Gorzelik wyłącznie polski), a w RFN jego struktury mają się nieźle. Ale
    faktem jest również, iż autokar, którym zmierzamy do Strasbourga wyjechał z
    Katowic - nie z Norymbergi, Osnabrűck, Essen... Nie wszystkich nagonka i złe
    warunki materialne zmuszą do wyjazdu.

    Problem istotny to „gorole”, polska ludność napływowa. Część, dzięki
    małżeństwom i przyjęciu śląskiego systemu wartości (Bóg, praca, rodzina,
    społeczność lokalna) zaczyna się z regionem identyfikować. Inni nie - i trudno
    ich ku temu skłaniać siłą. Konflikt jest dość pozorny – wszystkich łączy
    degradacja roli przemysłu i kłopoty ze znalezieniem zatrudnienia. Za to lokalni
    politycy usiłują wygrywać tu swoje interesy. Raptem wszyscy kochają Śląsk.
    Ekstrema komunistyczna i LPR-owska, mniejszość niemiecka i
    niedobitki „Solidarności”. Obietnicom nie ma końca. A szara rzeczywistość
    skrzeczy. Głośno w dodatku.

    Gdyby doktor Gorzelik nie był blondynem – pewnie by już osiwiał. Na razie
    siwych włosów po prostu nie widać.

    Problemy, bo o nich także mowa, kto jest etnicznym Ślązakiem i czy w ogóle jes
  • slezan 26.10.03, 18:12
    Problemy, bo o nich także mowa, kto jest etnicznym Ślązakiem i czy w ogóle jest
    możliwe, by to ustalić – zostawiam zainteresowanym. Jeśli im się nie znudzi,
    nie ustaną w wysiłkach, nie zasiądą na laurach – staną się pierwszym po wojnie
    pokoleniem świadomego swej odrębności narodu. Jeśli jednak nie wykształcą
    następców – podzielą los innych nacji, które nim uzyskały tożsamość –
    rozpłynęły się wśród silniejszych sąsiadów.

    Na skwerze niemieckiego parkingu oglądam betonowe straszydło, imitujące aztecki
    monument i myślę – co każe niektórym grupom określać się jako narody, a co
    prowadzi je do zguby. Jest ranek, 2. lipca A.D. 2003.

    2.

    Przybywamy pod budynek Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (czy też, co
    bliższe oryginalnej nazwie: Praw Człowieka) tuż przed czasem, wyznaczonym na
    rozprawę czyli godz. 9.00. Oczekujący autokaru Bartek Świderek i Andrzej
    Roczniok są już mocno zniecierpliwieni.

    Od strony głównego wejścia bryła budynku nie oszałamia. Za to widziany od
    strony rzeki robi wrażenie. Wewnątrz głównie... przestrzeń. Trudno nazwać
    konstrukcję funkcjonalną, za to obudowanie powietrza tak, by z zewnątrz gmach
    zdawał się być kolosem, musiało pochłonąć potężne pieniądze. Europejski
    podatnik zapłacił i Trybunał stał się faktem. Byle zresztą pracował sumiennie...

    Przystrojeni pomarańczowymi, samoprzylepnymi „przepustkami” z datą, ruszamy
    kręconymi schodami w górę. Rozprawy odbywają się bowiem na najwyższym poziomie.
    Windy co prawda oszklone - ale małe i wolne. Kto nie musi jechać, ten idzie.

    Większość z nas posiada już materiały informacyjne, gdzie przypomniano pokrótce
    nie tylko historię sprawy nr 44158/98 (Gorzelik and Others v. Poland) ale
    przedstawiono cały skład sędziowski oraz delegatów strony rządowej i autorów
    odwołania od uprzedniego, niekorzystnego dla Ślązaków wyroku.

    Wielka Izba przesłuchuje wpierw pełnomocnika skarżących, mecenasa Sławomira
    Walidudę. Padają numery paragrafów, wywód jest precyzyjny w swej logice i
    dowodzi politycznych motywacji odmowy rejestracji Związku Ludności Narodowości
    Śląskiej (w I instancji stowarzyszenie pod tą nazwą zostało zarejestrowane, sąd
    nie dopatrzył się w statucie żadnych uchybień wobec Konstytucji III RP ani
    przepisów szczegółowych).

    Stanowiska rządu bronią następnie p. Krzysztof Drzewicki, przewodniczący
    delegacji polskiej i p. Renata Kowalska. Według nich (czyli Warszawy, którą
    reprezentują) - nacja śląska nie istnieje a mówienie o niej jest podobne
    rozmowom o „narodowości marsjańskiej” (ta wysoce „niepolityczna” wypowiedź
    mogła dać sędziom do myślenia).

    Pytania, zasadniczo dotyczące kodeksowych rozwiązań szczegółowych, Wielka Izba
    kierowała głównie do strony rządowej. W przerwie - szefowie obu delegacji
    rzeczowo dyskutowali o sednie problemu.

    Po ponownym udzieleniu głosu mec. Walidudzie i dr Gorzelikowi, który delikatnie
    użył argumentu „spisowego” czyli ponad 190 tys. osób, przyznających się do
    narodowości, według rządu - virtualnej, można już było pojąć do reszty istotę
    sporu. Prawodawstwo polskie nie formułuje bowiem definicji mniejszości
    etnicznej i narodowej. „W zasadzie wiadomo”, iż narodowa, to posiadająca gdzie
    indziej własne państwo, etniczna zaś nie ma go nigdzie, nawet na Antarktydzie.

    Kogo Warszawa uzna mniejszością i jaką – zależy tedy jedynie od dobrej (nie
    będziemy przecież posądzać nikogo o złą) woli odpowiedzialnych za stan
    prawodawstwa fachowców. Kto więc włada w stolicy, ten może (pod tym względem)
    podjąć każdą decyzję i będzie ona zgodna z obowiązującymi przepisami. Wystarczy
    dorobić wykładnię.

    Nie jest prawdą, iż tylko III RP produkuje buble miast ustaw. Inni czynią to
    również. Ale owi inni starają się nieuniknione błędy jak najszybciej poprawiać.
    Między Odrą a Bugiem „produkcja” przepisów jest zbyt szybka i rozliczna, by
    wracać do tego, co już jest. Toteż rząd w Warszawie należy do jednego z
    częściej skarżonych w Strasbourgu. I – jak mi powiedziała rosyjska ekspertka,
    gdyśmy w przerwie przesłuchań popalali papierosy – głównie z powodu
    opieszałości polskich sądów. Lub uchybień proceduralnych.

    Problem rejestracji Związku Ludności Narodowości Śląskiej to jednak nie sprawa
    procedur a stylu myślenia. Podobnego w wydaniu obu ostatnich premierów: Buzka i
    Millera. Wycieczka japońska, z której członkami Pejter, Bartek i ja rozmawiamy –
    nieco się dziwi. Jakoś im proces nie przystaje do pojęcia demokracji, której
    kolebką przecie – EUROPA. A dbanie o mniejszości (OBIE – NARODOWE I ETNICZNE)
    uważają za probierz realizowania ateńskich idei.

    Japończycy wrócą do Nipponu, my do Polski. W krąg różnych problemów, różnych
    tradycji jurystycznych. Wyrok poznamy dopiero za kilka miesięcy. Ale droga
    powrotna przynosi Ślązakom świadomość dobrze wypełnionego obowiązku. Przyjętego
    na siebie całkiem ochotniczo. Byli na sali rozpraw, słuchali przedstawicieli
    obu stron i Wielkiej Izby, nikt im obrazu sytuacji nie zniekształci. A
    europejskim technokratom pokazali, że naród śląski i do Francji dotrze, gdy
    trzeba... Choć wedle paragrafów w Polsce nie istnieje.

    Poza Polską - są jeszcze serca. Które sędziów obchodzić nie muszą. Ale – czy
    naprawdę da się je zlekceważyć? Pozostaje kilka miesięcy nadziei w oczekiwaniu
    na rozstrzygnięcie. Tym razem – ostateczne. Od orzeczenia Wielkiej Izby odwołać
    się już nie da. Jak u Kierkegaarda: albo – albo...

    W obu przypadkach Ruch Autonomii Śląska czeka mnóstwo pracy. Tej „u podstaw”. O
    niej rozmawiamy, wracając znów via Czechy, z Darkiem Jerczyńskim, Pejterem,
    Romkiem Boino, p. Leonem Sładkiem, Tomkiem Mazurem i – oczywiście – wymęczonym
    Jerzym Gorzelikiem. Z którym po kilku godzinach odpoczynku w Katowicach ruszamy
    szerzyć idee regionalizmu do Wilna, wsparci przez „RASistę” Ryszarda Sitka oraz
    mego kolegę z „Ulicy...”, barda i tłumacza – Ryśka Borkowskiego („Lu”
    Soroce „przypadkiem” nie zdążono w Lublinie wyrobić nowego paszportu).

    Konferencja „RegioPolis” i EFY w Wilnie to jednak nie ta przestrzeń. Choć
    ludzie – i regiony – wracają, niczym bumerangi. To znamię czasu i biurokraci
    mogliby lepiej się mu przyjrzeć.

    LECH „LELE” PRZYCHODZKI

  • ernest_wilimowski 26.10.03, 19:02
    W pierwszym roku po rejestracji deklarację RAŚ pobrało 13 tys. osób, dzisiaj
    ruch ma 6 tys. członków, z tego tylko połowa płaci składki. W Sejmie pierwszej
    kadencji autonomiści mieli dwóch posłów (m.in. Kazimierza Świtonia) – w
    następnych wyborach nie zdołali już przekroczyć parlamentowego progu.


    SWITON BYL ICH POSLEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


    polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=5882&MP=2
  • tomek9991 26.10.03, 19:44
    Świtoń w RAŚ nie budzi zdumienia, skoro :

    W piśmie można nawet znaleźć artykuły kwestionujące nazistowskie zbrodnie
    wojenne (?Debata oświęcimska i jej znaczenie, nr z lutego 1995). Znaczącej
    zmianie uległ też symbol RAŚ: początkowo był nim orzeł piastowski, obecnie
    zastąpiła go jaskółka.
    www.mniejszosci.republika.pl/orzel.htm
  • ernest_wilimowski 26.10.03, 20:03
    Na roznych stronach o antysemityzmie pisza o Switnoniu polski
    antysemita ,trzeba to sprostowac on przeciez nie jest Polakiem ,jest
    narodowosci slaskiej!!!

    Fajne zdjecia posla RAS Switonia z kolegami


    www.republika.pl/otrydzyk/zwir.htm
  • slezan 26.10.03, 21:40
    I znowu kompromitacja! Nie doczytał nasz detektyw. Świtoń był posłem
    Chrześcijańskiej Demokracji Górnego Śląska, która w 1991 zawarła koalicję z
    RAŚ. Radziłbym też poczytać kim w owym czasie był Świtoń.
  • alex.stela 29.10.03, 16:54
    A nie gawron?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka