Dodaj do ulubionych

Widziane oczami matek nie samotnych.

06.11.06, 01:34
Zadaję pytanie ,jak matki,które maja podpore w mężach widzą samotne matki,jak
je postrzegają?
Obserwuj wątek
      • samanta455 Re: Widziane oczami matek nie samotnych. 06.11.06, 23:57

        samotne matki trzymają sie stadami, razem raźniej, tak samo małżeńskie pary tez
        trzymają sie razem, przyznam, że mam kilka zaprzyjaźnionych par, ale cześciej
        spotykam sie z samotnymi, dlaczego? po prostu są bardziej "dyspozycyjne" wiecie
        o co mi chodzi, nie muszą się tłumaczyć gdzie i po co....
    • anita671 Re: Widziane oczami matek nie samotnych. 07.11.06, 23:28
      Ja mam wrazenie ze bardziej jestem postrzegana jako rozwodka, a nie jako
      samotna matka. Rozwodka czyli taka ktora nie ma wlasciciela ktoremu mosi sie
      tlumaczyc z wyjscia i kazdego telefonu, tak jak samanta zauwazyla. Ktora sama
      decyduje. Ja z wlasnego doswiadczenia moge tylko powiedziec, ze jedna mezatka
      znajoma, juz mnie nie widzi mile w swoim domu i nie dzwoni, na zlecenie swego
      wlsciciela.Opowiadala przed moim rozwodem jak ja po pijaku ciagal po podlodze
      za wlosy. Potem jak juz wiedziala ze ja rozwodze sie , powiedziala mu ( bo musi
      mu przeciez wszystko o wszystkich klepac) podczas mojej krotkiej wizyty u niej,
      odebrala kilka telefonow od niego. Jej komentarz byl: on dzwoni bo denerwuje
      sie , powiedzialam ze u mnie jestes. Od tamtej pory unika mnie jak ognia. Za to
      jak mnie widzi np przez zaskoczenie w sklepie a jest z nim to ostentacyjnie
      wiesza mu sie na szyje. Chyba chce pokazac jak ma znim dobrze, a ja mam krotka
      pamiec.
      To jest jedyny przypadek kiedy odtracono mnie, ale to tak jak mowie przez
      rozwod. Inni znajomi i rodzina zachowuja i zachowywali sie bez zmian. wszyscy
      mnie wspierali i powiedzieli ze zrobilam dobrze. Moze dlatego ze jesli chodzi
      orodzine to sa du zo starsi odemnie i przeszli wiela w zyciu.

      Troche mnie tej dziewczyny zachowanie zabolalo, ale to byla powiedzmy tylko
      znajoma. Przez jej meza jestem widziana jako zagrozenie, ta ktora wyprowadzi ja
      na zla droge. Mamy dzieci w tym samym mniej wiecej wieku. Jak jest sobota to
      fajnie zabrac np dzieci do kina, pojsc razem, potem np na kawe i ciastka z
      dziecmi. To sa takie drobiazgi ale jest milo spedzac razem czas, pogadac o
      filmach. Kiedys jej proponowalam takiie wyjscie z dzicmi, ale ona nigdy nie
      chciala. Bo ma w domu DVD. No to co?
    • baga Re: Widziane oczami matek nie samotnych. 09.11.06, 22:32
      OK, uczciwie powiem co czuję. Nie znam osobiście zbyt wielu samotnych matek.
      Ale nie patrzę na nikogo z perspektywy czy jest samotny, czy nie, ale jaki jest
      i dlaczego.
      Wiem, że wiele samotnych matek, to bohaterki dnia codziennego, które muszą być
      i matką i ojcem. To kobiety ambitne, które nie pozwalają sobą pomiatać "dla
      dobra rodziny".
      Ale często też jest tak, ze kobiety takie są otaczane szczególną opieką rodziny
      i ich sytuacja się bardzo zmienia. Jedna z moich dalekich znajomych, po śmierci
      męża nachodzi bez przerwy jego brata i żąda, by ten wszystko w jej domu robił,
      nawet kosztem swojej rodziny, bo "ja jestem w trudnej sytuacji". Potrafiła
      nawet wyrzucić z domu teściów (którzy nota bene ten dom dla niej i wnuka
      wyremontowali), bo ona jest w szczególnej sytuacji. Inna moja znajoma ciężko
      pracowała na utrzymanie synów, ale też całkowite zajmowanie się domem zrzuciła
      na barki matki. W zasadzie w tym domu ona była mężem, a jej matką żoną. Wolne
      chwile spędzała z przyjaciółmi, na wycieczkach, na wczasach, bo matka chciała,
      żeby kogoś poznała i sobie życie ułożyła. Do dziś dzieci mają lepszy kontakt z
      babcią niż z nią. Zresztą podobna sytuacja miała miejsce w domu mojego kolegi,
      któremu zmarła młoda żona i zostawiła go z małą córeczką.
      Jak więc widać, różne są samotne matki i nie można wszystkich wrzucać do
      jednego wora.

      --
      Knajpa pod chmurką
      • anita671 Re: Widziane oczami matek nie samotnych. 09.11.06, 23:05
        Masz racje baga. Ja nie chce zeby mnie oceniano z perspektywy samotnej matki,
        tylko i wylacznie na podstawie tego jaka jestem. Nie uwazam sie za bohaterke,
        ani za osobe przegrana. Jestem wesola, szczesliwa jest mi dobrze tak jak jest.
        Problemy ktore mam nie wynikaja w zaden sposob z tego ze jestem jak to sie mowi
        samotna matka. Znam duzo rozwiedzionych osob, obojga plci, facetow rowniez
        ktorzy sami wychowuja dzieci, rozwiedzione malzenstwa wychowujace razem dzieci
        ze swoich poprzednich zwiaczkow. W klasie mojego dziecka chyba polowa rodzicow
        jest rozwiedziona. Jestem Anita i to wszystko. Nie jestem ojcem dla mojego
        dziecka, bo ojciec ma sie dobrze, mieszka 2 ulice dalej, kiedy moze wpada,
        kiedy moze wezmie corke, cos zrobia razem. Mldziutkie dziewczyny jesli urodza
        dziecko sa w tragicznej sytuacji, jesli tatus nie chce sie przyznac do dziecka,
        nie maja pracy, pieniedzy i czesto szkoly skonczonej takim sama pomagam jak
        moge. Treba im pomoc sa mlode i niedoswiadczone, kidys odbija sie od tego dna i
        bedzie OK.
        • samanta455 Re: Widziane oczami matek nie samotnych. 09.11.06, 23:10

          napewno trzeba pomagać wszystkim matkom, a w szczególności samotnym, bo niestety
          najczęsciej na matkę spada trud wychowania, jest potoczne powiedzenie - jak cię
          matka wychowała! już samo to świdczy, jak jest proporcjonalnie rozłożony wysiłek
          wychowawczy.....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka