Dodaj do ulubionych

Czy któras z Was jest samotną matką z wyboru?

04.12.06, 01:35
I czy teraz tego żałuje czy uważa że to była jedna z najlepszych decyzji w jej
życiu? Pytam bo zaczęłam rozważać urodzenie dziecka i wychowywanie je samemu,
od początku. Jestem w takiej sytuacji że już nie mogę dłużej czekać, chociaz
oczywiście wolałabym aby było zupełnie inaczej, ale czasu nie cofnę.
Zastanawiam się czy to jest bardzo trudne wychowywać samemu dziecko, co jest
najtrudniejsze a co pomocne. Będe wdzięczna za różne rady.
Edytor zaawansowany
  • kleksa 04.12.06, 09:10
    Na pewno załozycielka tego forum jest samotną matką.:)
    --
    40 lat mineło.
  • aguska27 04.12.06, 11:35
    Zostałam samotna mamą w 8 miesiacu ciązy.
    Wydawało mi się że nie dam rady ale kobiety mają bardzo dużo siły. Nie sądziłam
    że tak świetnie sobie będę radziła. Wszyscy mówia na mnie matka polka :)
    Nie taki diabeł straszny, sądzę ze gorzej jest mieć kogoś, urodzic dziecko a
    potem zostać z nim sama... to o wiele bardziej okrutne i dla kobiety i dla
    dziecka.
    Mój synek ma rok i trzy miesiące i jest baaardzo przeze mnie kochany:) Nad
    Tatusiem się zastanawiamy oboje, czy w ogóle go teraz chcemy. Wiesz, obiadki,
    pranie, prasowanie... Do czego mi teraz chłop, chyba że do wycierania obsikanej
    deski ;-)

    Pozdrawiam
    Aga

  • sara21-21 04.12.06, 16:36
    Może Aguska ma rację ,jak sama od początku zmagasz się z samotnością to dajesz
    szybciej sobie radę ,nie liczysz na nikogo,bo wiesz ,że tej pomocy nie
    ma.Natomiast ,jak opuści Cię partner,króry wcześniej miał jakieś tam obowiązki
    to o wiele trudniej się przyzwyczaić do bycia samej i wzięcia na swoje barki
    całości obowiązków.Wiem jedno ,to Ty musisz sama zdecydować ,podjąć decyzję a
    potem konsekwentnie ją realizować .
  • edithea 05.12.06, 15:39
    Dzięki :) Coś w tym jest. Bo od poczatku człowiek się na to nastawia i wie że
    poradzić musi sobie sam, ewentualnie z pewną pomocą najbliższej rodziny - a ja
    na nią mogę liczyć. Moja mama byłaby przeszczęśliwa, niezaleznie z kim to
    dziecko bym miała ;)
  • inu_30 16.12.08, 21:56
    Rozstałam się z mężem pół roku temu. Mam synka, który niedługo kończy trzy
    latka. Nie powiem, jest mi trudno. Nie mogę sobie poradzić z niektórymi
    problemami. Maluch po odejściu ojca zmienił się. Musiałam się dużo napracować,
    aby zwalczyć w Nim agresję. Dziś nie mam już z Nim problemów.
    Czasami czuję się jak pijane dziecko we mgle...ale muszę sobie radzić. Robię to
    dla Mojego Malucha. Dla Niego muszę być silna ;).
  • trelcia_alone 17.01.08, 15:43
    Podziwiam aguska twoją samodzielność i zaradność. Ja osobiscie
    potrzebowałam wsparcia - nie mezczyzny ale najblizszych. Wiele się
    mówi o "samodzielnych" matkach - moim zdaniem określenie to jest nie
    do końca trafne - w koncu każdy z nas potrzebuje czasem wsparcia
    innych, zwłaszcza kiedy jesteśmy odpowiedzialni za inne istnienie.
    Bardzo podobał mi się post na który trafiłam w sieci o wychowywaniu
    dziecka w pojedynke: www.republikakobiet.pl/watek/Re-
    Samodzielne-ale-nie-samotne,index,749.html. Lepiej bym tego sama nie
    napisała...
  • fast.makula 04.04.08, 23:14
    ja jestem samotna matka z wyboru i nie zaluje choc jest nam ciezko ale staram
    sie nie poddawac zaczelam zycie odnowa .mieszkalam zagranica 8 lat ucieklam od
    ex .mieszkamy teraz w polsce inne realia biedniej ale szczesliwa i bez stresu
  • kraksa2 28.01.09, 22:54
    hahahah, ale sie obsmialam z tej obsikanej deski :D Popieram. Ja jestem sama
    mama (nie samotna, raczej samodzielna) od 5 tygodnia ciazy, moja mala ma teraz
    15 miesiecy i jestesmy superszczesliwe. Szczerze mowiac nie biore w ogole pod
    uwage zwiazania sie z kimkolwiek. Przydaloby sie to gdy bede chciala zmieniac
    mieszkanie na wieksze, kredyt we dwoje latwiej dostac heheheh.
    A ustosunkowujac sie do pytania: jestem sama z wyboru, bo wybralam, ze urodze
    moja malutka, a nie jak sugerowal tatuncio, zakoncze problem za pare tyskow w
    brudnym gabinecie ginekologicznym. Nie bylo takie opcji w moim rozumowaniu.
    Jestem sama ale przeciez nie sama, bo jestesmy we dwie :))) I jest super.
  • skrzydlate 05.12.06, 09:30
    Decyzja o poczeciu dziecka i wykorzystaniu do tego nieswiadomego dawcy genow
    widzi mi sie mocno cyniczna. To tak jakbys sobie pieska albo kotka wziela.
    Oczywiscie bywa, znam taki przypadek osobiscie. Ja tez w pewnym stopniu takim
    jestem, co prawda ojciec moich dzieci chcial miec mlode, ale ja bylam swiadoma
    faktu, ze on slabo sobie poradzi w tej roli i ze spadnie to na mnie. Wiele
    kobiet tak ma w tym kraju zapelnionym po brzegi matkami-polkami, taka juz ta
    nasza tradyszyn ;) Niejako nie mialam wyboru bo nie umialam inaczej wtedy. Wiec
    jestem osobą ktora swiadomie weszla w te sytuacje, urodzila, utrzymala i
    wychowala dwoje dzieci, bo nie widziala innego wyjscia. Ojciec sie dziecmi
    bardzo interesuje i jest w mocnej relacji uczuciowej... ale nigdy nie
    wspolpracowal ze mna i mnie nie wspieral ani nie pomagal, chyba ze w gre
    wchodzil sąd i komornik.. to tyle..

    Mam niejasne poczucie ze dziecko jest dzielem dwojga i powinien byc w tym chetny
    i wspolny, swiadomy udzial dwojga. Taka teoria, wiem... Jak sie potem inaczej
    ulozy to inna para kaloszy, ale nie podoba mi sie planowanie poczecia dziecka
    przy jednoczesnym traktowaniu jego rodzica przedmiotowo, ten punkt planu budzi
    moj sprzeciw. Cóż, gusta nie podlegają dyskusji. :)))

    Moim zdaniem przeszkadza w wychowaniu dzieci najbardziej brak pomocy ze strony
    bliskiej osoby i brak autorytetu, ew. wzorca dla mlodych, mlode sa różne i
    niektore bardzo potrzebuja. Jestem swiadoma faktu ze wzorzec w postaci ojca
    alkoholika czy pracoholika tez nei jest okej.

    Pomaga isntnienie w miare stalych i obecnych wujkow :)) oraz rodzina o ile jest
    chetna. Duzo kontaktow z rodzina, zostawianie czasem mlodego z kims innym tez
    bliskim, (ja mialam tez pomoc sasiadek). Zeby dziecie nie bylo skazane tylko na
    mamusie. Pomaga nienormowany czas pracy, aby mozna bylo poswiecic czasem caly
    dzien, kiedy cos sie naglego stanie, ja bylam w domu kiedy wracaly dzieciaki ze
    szkoly... bo takto sobie zorganizowalam.... Pomaga posiadanie dobrze, bardzo
    dobrze platnej pracy. Mlode połykaja kupe kasy, zwlaszcza jak urosną. No i mozna
    cos im ofiarowac fajnego, na przyklad fajne wspolne wakacje z atrakcjami. Dobrze
    jest miec duzo mlodych, lepiej sie chowaja.


    Moje juz 19 i 17 :)))
  • edithea 05.12.06, 15:45
    Cześć Skrzydlate ;)
    No ja to wszystko wiem dlatego mam watpliwości, gdybym nie miała to bym się nie
    zastanawiała. Ale z drugiej strony kochana ja mam już 37 lat i jeszcze trochę a
    pozbawię się szansy urodzenia dziecka na zawsze. Kto wie czy w tej chwili nie
    miałabym problemów, nie wiem bo nie próbowałam. To jest jakby nadrzedny problem
    w tej chwili i wszystkie inne sa mniej ważne bo jeśli wezmę je pod uwagę to
    równie dobrze moge stwierdzić że nigdy w życiu nie zostanę matką. A dlaczego??
    Czy ja komuś zrobiłam coś złego że mnie los tego pozbawia? Jestem zdrowa, nigdy
    nie miałam zadnych problemów, mam mieszkanie, kochającą rodzinę, mamę która
    prosi o wnuki i która na bank mi pomoże. Mam siostrę i szwagra - może zostac
    wujkiem, lubi dzieci ;) Nie mam chyba innego wyjścia, jak będe czekac jeszcze
    dłużej to przekwitnę, moja mama bedzie już na tyle schorowana i starsza że mi
    nie pomoże.
    Takie sa fakty a nie idee.
  • skrzydlate 06.12.06, 09:32
    rozumiem Cie i nie podejmuje dyskusji, bo kazda sytuacja jest inna


    nota bene, kiedy w klasie u moich mlodych pani zapytala ktore z dzieci jest
    wychowywane przez samotnego rodzica, podniosl sie las rąk, normalnie ameryka
    panie dziejku ;)
  • skrzydlate 06.12.06, 09:36
    aha, ja myslalam o takich wujkach co u Ciebie beda nocowali, mialam jakis czas
    takiego i z przyjemnoscia widze ile moj syn sie od niego nauczyl, polknal co sie
    dalo w tym krotkim czasie kiedy ten "wujek" ze mną mieszkal :)
  • edithea 06.12.06, 10:29
    Tak naprawdę to fajnie by było po prostu znaleźć faceta, który bedzie i ojcem i
    zamieszka i spędzi się się z nim życie :) Ja przeciez tego nie wykluczam. Ale
    ileż można szukac, do emerytury?;) Może najpierw zajść a potem się wszystko
    ułoży?? Sama nie wiem, wszystkie moje związki sie rozpadają i jak tu cokolwiek
    zrobić.
    Zobaczymy.
  • samanta455 09.12.06, 00:57

    macierzyństwo to wielka odpowiedzialność za drugiego człowieka i wiele
    wyrzeczeń.....pozdrawiam, czas cię jednak goni...masz dylemat...
  • edithea 09.12.06, 14:35
    Zdaję sobie sprawę że macierzyństwo samotne jest trudne. A czemu ten czas mnie
    goni? Tego właśnie nie rozumiem. Czuję sie świetnie, lepiej niż przed 30stką,
    nie choruję :) O co chodzi z tym czasem. Dziś kobieta 40 letnia to chyba nie to
    samo co 10 czy 20 lat temu.
  • paulajal 09.12.06, 17:26

    Ale to chyba z dawcą nasienia? Bo w przeciwnym razie bardzo by to nie fair było
    wobec ojca i dziecka jednak.

    myslę, ze jest b ciężko, zalezy też od sytuacji finanswoej (jak masz mieszkanie
    i stać Cię na nianię, to na pewno o wiele latwiej).

    Tak czy inaczej dla rodzica dziecko to największy skarb:-) Myslę, ze nie ma
    większej miłości i radości.
  • anula36 09.12.06, 17:33
    nie chcialabym byc dzieckiem samotnego rodzica i nigdy swiadomie nie zdecyduje
    sie na samotne macierzynstwo.
    co innego kiedy ojciec byl i sie zbyl ale zostaly zdjecia, wspomnienia, jakies
    kontakty, kawalek waznej dla dziecka przeszlosci i historii, jakies korzenie -
    a co innego kiedy nosi ono w sobie pietno anonimowego plemnika.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29736
  • skrzydlate 11.12.06, 18:22
    mnie bylo bardzo ciezko, teraz kiedy na to patrze - nie rozumiem jak
    wytrzymalam, naprawde, nic nie rozumiem, skad mialam sily na to wszystko, teraz
    mam z gorki.. wiec sie odprezylam
  • kraksa2 28.01.09, 23:03
    Wiesz co, edithea, mam w rodzinie ciotke, prawie 60letnia. Tak zwana, brzydko
    zwana, stara panna, bez dzieci. Niedawno mi powiedziala, ze ja to mam szczescie.
    Gdyby ona mogla cofnac czas, to by poszla do banku spermy i sobie urodzila
    dziecko. Nie chodzi o to ze jest samotna, nie jest, ma duuuuuza rodzine. Ona po
    prostu zaluje, ze nie mogla wydac na swiat, kochac i wychowac dziecka, patrzec
    jak rosnie, jak daje radosc, kocha. Pomyslalam, ze gdyby nie fakt ze mi sie moja
    malutka "przydarzyla", to tez bym nie miala dzieci. Ja jestem za i jesli
    zdecydujesz sie na ten krok, to na pewno sobie poradzisz, szczegolnie ze Twoja
    mama rwie sie do pomocy :) Trzymam kciuki.
  • kiwki 10.12.06, 20:53
    bycie samotna matka jest bardzo trudne, bez względu czy jesteś nią od początku
    czy w trakcie,kiedy jesteś w zwiazku.Moze nawet wtedy jest jeszcze gorzej bo
    wowczas spadaja na Ciebie wszytskie obowiazki, które kiedys rozkladały sie na
    dwie osoby. Ale w zyciu trzeba, niestety,czasami dokonywac takich wyborów i
    podjąć ryzyko bycia samemu. Ja je podjelam dla dobra moich dzieci, dla spokoju
    w domu dla bezpieczeństwa, Jest trudno, cholernie trudno czasami ale nie
    załuję, choć czasmi bardzo brakuje tej drugiej połówki która pomoże,wesprze,
    przytuli i dzieci i mnie...
  • dziunia2b 10.12.06, 22:09
    Nikt nie zaprzeczy że życie jako takie jest ciężkie...
    Ale czy napewno z druga połówka jest lżejsze ?
    Nie powiedziałabym... zdarza sie że bywa jeszcze gorzej
    Nie każda druga połówka potrafi przytulić, pomóc czy wesprzeć w potrzebie
    Czasem to własnie "on -ta połówka " jest przyczyną konfliktów i łez
    I choc czasem smutno i ciężko jest samemu , to i tak lżej i bezpieczniej...
  • kiwki 10.12.06, 22:15
    Masz rację, z pewnością , czasami będąc z połówka jesteśmy bardzo osamotnieni,
    też to przechodzialam i wiem o czym mówisz.Tymczasem udaje sie w kierunku
    mojego pustego łóżeczka i życze kolorowych, milych snów...
  • anna-studentka 14.03.07, 19:20
    Witam! Sama nie jestem jeszcze matką, ale znalazłam się na tym forum w innym
    celu. Mam do was ogromną prośbę. Jestem studentką V roku Pedagogiki i właśnie
    piszę pracę magisterską. Na temat pracy obrałam sobie zagadnienie, które już od
    dawna mnie interesowało, mianowicie problematykę samotnego macierzyństwa. W
    związku z tym muszę przeprowadzić badania. I w tym tkwi moje zapytanie i
    prośba. Czy któraś z was wypełniłaby mi ankietę na temat samotnego
    macierzyństwa? Najbardziej zależy mi na matkach wychowujących dzieci w wieku
    szkolnym. Oczywiście wyniki nie będą nigdzie publikowane ani pokazywane. Służyć
    mi będą wyłącznie do opracowania pracy magisterskie i pogłębienia mojej wiedzy
    w tejże problematyce. Za okazaną pomoc z góry bardzo dziękuję. Podaje swoje gg:
    3460041. P.S. Ankiety przesłałabym e-mailem.
  • edithea 12.12.06, 00:20
    Kurcze jak tak was czytam to wygląda jakby samotne macierzyństwo było jakąś
    drogą przez mękę!! A czemu?? Czy dziecko nie daje radości, nie uskrzydla, nie
    daje sił? Trochę to dziwne, słyszałam zupełnie przeciwne rzeczy. Jak to jest
    takie cierpienie to po co miec dzieci?
    A w tą 2 połówke to bym za bardzo nie wierzyła, niestety gro facetów nawet jak
    jest się tą pełną rodziną bierze niewielki udział w wychowywaniu dzieci i
    niestety i tak wszystko spoczywa na głowie kobiety. Mi się wydaje że tego faceta
    może zastąpić wujek, kolega, babcia, rodzina, ciotki. Ja mam rodzinę :) Zreszta
    bardzo dobrą.
    A tak poza tym to wcale nie zakładam że będe czegoś zabraniac ojcu dziecka, a
    niech sobie ma do niego dostęp kiedy tylko chce, niech zabiera na lody, do kina
    i na rower ile wlezie. Nie jestem osoba zaborcza więc chyba się nagle nie
    zmienię o 180 stopni.
  • agi40 16.12.06, 00:37
    Ja urodziłam majac prawie 37 lat zdrową córkę.
    Tu, gdzie mieszkam wiele kobiet rodzi pierwsze dziecko ok. 40. Moj gin
    stwierdzil kiedys, ze oczywiscie z wiekiem ryzyko powiklan wzrasta, ale to
    glownie dane statystyczne. Wazny jest tzw. wiek biologiczny, czyli jak
    zylas...jesli jestes zdrowa, nie palilas, itd. to masz szanse na zdrowego dzieciaka.
    To tak, zebys sie AZ tak bardzo nie stresowala uplywem czasu (choc i ja zaluje
    troche, ze wczesniej nie zdecydowalam sie na dziecko, bo jednak pochlania to
    mnostwo sil fizycznych. Trzeba miec krzepe, naprawde!

    --
    Amelia Charlotte
  • samanta455 16.12.06, 20:51

    wszystkie dzieci są nasze, a rodzcie sobie kiedy chcecie i ile chcecie, i tak
    dzieci są najpierw matki, dopiero potem ojca....to tak refleksyjnie...pyskują,
    buntują sie, ale i tak są kochane, pozdrawiam serdecznie
  • kaska2007 23.03.07, 14:33
    Na to forum trafiłam przypadkiem - nie jestem samotną matką, choć samotną jak
    najbardziej. Podziwiam was kobitki za dzielność! Zawsze twierdziłam i zdania już
    nie zmienię, że lepszy żaden facet niż beznadziejny facet!
    --
    www.MojaMilosc.pl - portal dla szukających czegoś więcej niż randka
  • 2i2tocztery 08.04.07, 19:28
    Dla mnie urodzenie dziecka tylko dla tego ze to ostatni dzwonek to troche za
    malo.EGOIZM!Inaczej nie da sie tego nazwac.Ja wychowuje syna sama(ma 7 lat)bo
    mimo usilnych prob nie dalo rady inaczej i widze co on przezywa...Mam za soba
    wiele trudnych rozmow i chwil.Nie ma chyba nic smutniejszego w samotnym
    macierzynstwie kiedy dostrzegasz ze mimo twoich usilnych staran twoje dziecko
    cierpi i czuje sie gorsze od innych.Teraz juz potrafie otwarcie(na jego
    poziomie)z nim rozmawiac ale wiem ze tak do konca On sie z tym nie godzi.Byc
    samotnym rodzicem to przede wszystkim ciagla mozolna praca nad soba,bez chwili
    psychicznego oddechu.

  • tina73 09.04.07, 22:29
    witajcie. jestem samotna mamą 12-sto letniego syna. jego ojciec porzucił nas
    gdy maly mial latek 4.owszem , na początku bylo ciężko ale tylko i wyłącznie
    psychicznie-byłam totalnie rozbita. natomiast z cała odpowiedzialnościa
    twierdzę że materialnie , organizacyjnie lepiej daję sobie rade sama.drogie
    mamy , nie piszcie że poczecie dziecka bo to ostatni gwizdek " jest podejsciem
    egoistycznym, bo pozniej dziecko cierpi. to nie tak , dzis dzieci tego tak
    bardzo nie odczuwaja , wiekszośc dzieci pochodzi jednak z rodzin rozbitych lub
    niepelnych z innych przyczyn.a chyba lepiej dziecku w spokojnym domu bez
    awantur niz w domu w ktorym rodzice bez przerwy tworza napietą atmosfere ktora
    jak by nie bylo jest bardziej szkodliwa dla dziecka niz to ze nie ma w domu
    taty.moj syn nie ma zadnego kontaktu z ojcem od 6 lat , i nawet o niego nie
    pyta. pytal na poczatku , przez rok moze dwa. a teraz ma inne "" problemy "" :)
    na głowie :):)
  • 2i2tocztery 09.04.07, 23:05
    Oczywiscie ze w sytuacji kiedy sa klotnie i awantury to lepszy dla dziecka jest
    wariant bez Taty.Autorce watku chodzi jednak o posiadanie dziecka w pojedynke z
    zalozenia a to zupelnie inna sprawa...Nie wiem w jakim srodowisku sie obracasz
    ale twierdzenie ze wiekszosc dzieci jest z rodzin rozbitych uwazam za lekka
    przesade.
  • tina73 09.04.07, 23:31
    pochodzę z normalnego środowiska , mój syn chodzi do normalnej szkoly
    podstawowe i na 32 dzieci w klasie 24 jest z rodzin niepelnych.i uwierz mi
    rodzina niepelna nie musi być z marginalnego środowiska.a wuchowanie dziecka w
    pojedynkę nie jest niczym strasznym, mam kolezanki które zostaly z dzieckiem
    same z wyboru , nigdy nie wychodziły za mąz i sa szcześliwe, nie doznały tych
    wszystkich uszczerbków na zdrowiu psychicznym jak rozwódki , a matka szczesliwa
    i cieply dom - to szczesliwe dziecko.
  • 2i2tocztery 10.04.07, 10:57
    Widze ze mamy zupelnie inny poglad na te sprawe.Jesli to nie za obiste pytanie
    to jestem ciekawa z jakiej rodziny Ty pochodzisz? Nikt mnie nie przekona ze
    dziecko wychowujace sie z jednym rodzicem to zaden problem.Oczywiscie wiem ze
    to nic strasznego bo tez sobie radze ale rodzina to matka i ojciec.
  • tina73 10.04.07, 18:52
    juz ci napisalam , pochodze z normalnego przeciętnego środowiska i normalnej
    rodziny. zgadzam się z tym że pelna rodzina to matka i ojciec. ale niestety
    mamy takie a nie inne realia. małżeństwa zawierane w dzisiejszych czasach
    rozpadają najczęściej już przed upływem 7 roku trwania, a jesli trwa to jest to
    tylko gra przed ludzmi , zas w tych domach najczesciej jet lodowata atmosfera ,
    co niestety takie dziecko jeszcze bardziej przezywa.kazde z rodzicow żyje
    wlasnym życiem co nie wplywa pozytywnie na tworzenie tego " rodzinnego
    spokoju " dla dziecka. a przeciez to dziecko bedzie mialo kontakt z ojcem ,
    tego mu nikt nie zabroni .jego ojciec nie umarł , on jest , tyle tylko ze nie w
    tym samym domu.
  • 2i2tocztery 10.04.07, 21:02
    I bedzie sie spotykac z ojcem co 6 lat jak Twoj syn? Koncze dyskusje z Toba na
    ten temat bo rece mi opadaja...Strasznie wszystko upraszczasz...A tak swoja
    droga to nie wierze ze Twojemu synowi jest to takie obojetne.Chociaz przy
    takiej statystyce to szkoda mi tej 8 dzieci z pelnych rodzin to sie dopiero
    musza czuc jak dziwolagi jakies:)przy takim podejsciu jakie prezentujesz jest
    bardzo prawdopodobne ze rowniez Twoj syn zostawi kiedys zone z
    dzieckiem.Pozdrawiam
  • tina73 10.04.07, 21:32
    moja droga , moj syn wlasnie jest w takiej a nie innej sytuacji bo wyszlam za
    mąż dla tego ze tacy ludzie jak ty mnie do tego natarczywie namawiali. gdybym
    zostala sama z dzieckiem ulozyla bym to wszystko inaczej, a skoro uwazasz ze
    świadome posiadanie dziecka przez samotną matke jest egoistyczne ,i za wszelką
    cene twoim zdaniem trzeba wychodzic za mąz , nie wżne przecież że taka pani juz
    ma podejżenia że to nie jest osoba która sprawdzi sie w roli ojca i meza ,
    trzeba brac slub i tyle , bo tak nakazuje etyka , tak ?? ps. nie napisalam ze
    mojemu synowi jest wszystko jedno , tylko ze juz od dawna nawet nie pyta o
    ojca. jest juz nastolatkiem i pewne rzeczy rozumie. z reszta , nie ma o czym
    dyskutowac , bo widze to nie ma sensu , z twoich wypowiedzi wynika ze kobieta
    samotnie wychowująca dziecko jest na pewno z nieciekawego srodowiska , i wogóle
    to takie marginalne według ciebie przypadki. pozdrawiam, a założycielce wąku
    życze trafnych decyzji podjętych w spokoju i nie pod wpływem naciskających
    ludzi.
  • kraksa2 28.01.09, 23:10
    No coz, osmiele sie nie zgodzic, ze rodzina to matka i ojciec. Moja rodzina to
    matka i corka i to jak najbardziej rodzina, wcale nie gorsza czy smutniejsza od
    innych rodzin.
  • dori-dora 23.04.08, 21:11
    nie jestem samotna matką wręcz odwrotnie mam męża i prawie 3 letnia córkę.A mała
    pojawiła się na świecie jak miałam 31 lat więc nie byłam w sytuacji podbramkowej
    pod względem wieku. Tak się tylko zastanawiam czy takie na zimno kalkulowanie
    dotyczące znalezienia dawcy nasieni i potem samotne macierzyństwo to dobra
    sprawa.Akurat znam przypadek koleżanki, która urodziła dziecko w wieku 36 lat i
    oczywiście oszukiwała swego ówczesnego faceta że sie zabezpiecza. Trochę
    klasyczny przykład próby złapania faceta na dziecko. Jednak facet sie wypiął i
    raczej ma żal do tej koleżanki że go tak wrobiła. Co prawda spotyka się raz na
    tydzień z dzieckiem ale nigdzie z nim nie jeździ; zresztą znalazł sobie młodsza
    dziewczynę i jest z nią szczęśliwy. A patrząc na tę koleżankę, owszem ma dziecko
    ale naprawdę jakoś nie widzę szczęścia u niej. Tyle że tu była sytuacja odwrotna
    ona chciała być z tym facetem a on z nią nie. Zastanawiam się tylko jak dziecko
    podrośnie co ta koleżanka mu powie. Jak wytłumaczy, że ojciec nie chciał z nią
    być. To łatwe sprawy kiedy dziecko jest małe ale kiedy dorasta pewnie jest już
    gorzej i trudno przekonać malucha że jest inaczej niż u innych. Jak mówię nie
    wiem ale tak do końca nie wierze w takie szczęśliwe samotne macierzyństwo.
  • kraksa2 28.01.09, 23:14
    Ja tez nie wierze w szczesliwe samotne macierzynstwo, ale w szczesliwe
    samodzielne macierzynstwo jak najbardziej. Jestem szczesliwa sama mama
    szczesliwej malej coreczki :)
  • 2i2tocztery 10.04.07, 23:17
    edithea napisała:
    Pytam bo zaczęłam rozważać urodzenie dziecka i wychowywanie je samemu,
    > od początku. Jestem w takiej sytuacji że już nie mogę dłużej czekać

    Czy Ty aby nie gubisz tematu?Przeciez watek nie dotyczy samotnej matki bo
    autorka takowa nie jest tylko chce nia byc.Staraj sie czytac spokojnie bez
    emocji ze zrozumieniem.


    edithea napisała:

    < Bo od poczatku człowiek się na to nastawia i wie że
    poradzić musi sobie sam, ewentualnie z pewną pomocą najbliższej rodziny - a ja
    na nią mogę liczyć. Moja mama byłaby przeszczęśliwa, niezaleznie z kim to
    dziecko bym miała ;)>

    Ja od poczatku i we wszystkich wypowiedziach trzymam sie wylacznie tematu
    jakiego watek dotyczy.Nie wypowiadalam sie na temat samotnych matkach."Samotna
    matka z wyboru" to jest temat!Oczywiscie ze my jako samotne matki tez
    musialysmy dokonac wyboru,ale jestesmy same bo nam sie rodzina rozpadla.Nasze
    dzieci w wiekszosci przypadow poczely sie z milosci i sa pozbawione drugiego
    rodzica bo nie dalo rady inaczej.W moim przypadku tak bylo i czuje sie za to
    odpowiedzialna.Roznica jest wiec zasadnicza edithea jeszcze nawet nie wie kogo
    ma wybrac na ojca...Wlasnie takie traktowanie macierzynstwa uwazam za
    egoistyczne!Myslalam ze sie rozumiemy.

    edithea napisała:

    <Moja mama byłaby przeszczęśliwa, niezaleznie z kim to
    dziecko bym miała;)>

    I to jest dla mnie swego rodzaju patologia...
    Pozdrawiam

  • tina73 11.04.07, 00:40
    no przyznaję , ze przeoczylam to co zacytowalaś. myślałam bardziej ze edithea
    ma partnera ale nie chce sie z nim wiązac na stałe poprzez małżeństwo i dla
    tego roważa możliwosc urodzenia dziecka i wychowanie go samotnie.w tym
    przypadku jednak myśle że powinna sie mocno zastanowic , bo co powie dziecku ?
    że kto jest jego ojcem ? NN? ojciec nieznany ? nie wyobrażam sobie tego.
  • anna-studentka 25.04.07, 14:26
    Witam! Sama nie jestem jeszcze matką, ale znalazłam się na tym forum w innym
    celu. Mam do was ogromną prośbę. Jestem studentką V roku Pedagogiki i właśnie
    piszę pracę magisterską. Na temat pracy obrałam sobie zagadnienie, które już od
    dawna mnie interesowało, mianowicie problematykę samotnego macierzyństwa. W
    związku z tym muszę przeprowadzić badania. I w tym tkwi moje zapytanie i prośba.
    Czy któraś z was wypełniłaby mi ankietę na temat samotnego macierzyństwa?
    najbardziej zalezy mi na samotnych matkach posiadających dzieci w wieku
    szkolnym. Oczywiście wyniki nie będą nigdzie publikowane ani pokazywane. Służyć
    mi będą wyłącznie do opracowania pracy magisterskie i pogłębienia mojej wiedzy w
    tejże problematyce. Zmierzam ku zakonczeniu badan i rozpoczęciu analizy
    materialow, lecz brakuje mi jeszcze kilka ankiet. Za okazaną pomoc z góry bardzo
    dziękuję. Podaje swoje gg: 3460041. P.S. Ankiety przesłałabym e-mailem.
  • suncity1 25.04.07, 14:39
    możesz przesłać do mnie taką ankietę, wypełnię i odeślę - pozdrawiam :)
  • tu_nia 21.11.07, 22:42
    wiatm wszystkich.ja teraz stoje przed podobnym dylematem. pognic ojca dziecka
    juz-jestem w 5 miesicu ciazy-czy byc z nim za wszelka cene-przy czym to tez nie
    takie pewne. i czy ta cena nie za wysoka? dzieli nas wszystko, wiek-20lat,
    wyksztalcenie- ja mam studia on zawodowke, ja jestem z rodziny intyligenckiej,on
    chlopskiej, za rok odchodzi na emeryture i planuje wyjechac w swoje rodzinne
    strony,na wies w polnocnej czesci kraju gdzie stoja dwa domy a do najblizszego
    sklepu jest 2km, gdzie chce byc rolnikiem- malorolnym, a mnie zaprzac tam do
    pracy w gospodarstwie. do tego ma zone w swoim wieku ktora nie moze miec
    dzieci, obiecuje sie rozwiesc.. na poczatku szatnatozowal mnie ze jesli z nim
    nie wyjade to dziecko bedzie polsierota, gdy sie na to nie zgodzilam to laskawie
    zgodzil sie zamieszkac u mnie, ale pod warunkiem ze rodzice zapisza mi dom, bo
    inaczej on nie dolozy grosza do nasego urzadzenia sie, ma dlugi,a reszte pensji
    wysyla na wies do szeroko pojetej rodziny, wiec to ja muslabaym nas utzrymywac-
    mam niezle platna prace, ale na troje nie wystarczy. nie wiem co robic, on nie
    wykazal odrobiny dobrej woli, nawet nie wniosl pozwu rozwodowego, w swoim
    telefonie ma mnie wpisana jako waldek- pewnie zeby zona sie nie dowiedziala,
    miszka z nia w mieszkaniu sluzbowym i spi w jednym lozku-ale jak twierdzi pod
    osobnymi koldrami. mam wrazenie ze mnie ciagle oszukuje, co nie przeszkadza mu
    slac smsow pt. bardzo cie kocham chce byc tylko z wami, chce byc mezem i
    ojcemdla naszej corki. a ja przeczuwam ze on robi to tylko po to, zeby jszcze
    przez rok, bo tyle mu zostalo do emerytury, miec u mnie cieply kat, a potem itak
    wyjedzie, poniewaz zupelnie nie mysli o tym zebysmy sie jakos urzadzili, to ja
    mam wyremontowac mieszkanie a on laskawie zamieszka w nim, i bedzie jezdil do
    tej swojej wsi co miesiac na tydzien i psakowal tam cala kase jak to robil przez
    20 lat malzenstwa. gdybym mogla cofnac czas... boje sie ze on itak odejdzie,
    wiem to prawie na pewno, i boje sie ze wtedy nasza corka bedzie to przezywca
    gorzej niz jesli tatusia wcale nie bedzie od poczatku. ja go nie przekreslam to
    on przekresla nas, tylko slowa kocham, a nie robi nic.
  • anja07 23.12.07, 22:50
    Ja właśnie, tak jak edithea zastanawiam się nad tym - czy mogę stworzyć dobry
    dom dla mojego dziecka będąc samotną matką? Czy Małe będzie cierpiało z tego
    powodu? Z mojego doświadczenia wynika że znajomi moim raczej cierpieli z powodu
    nienorlamnych stosunków w rodzinie przed rozwodami lub przez same drastyczne
    rozwody swoich rodziców.
    Zbliżam się do momentu takiego że zdaję sobie sprawę że nie ułoże sobie życia z
    kimś a nie wyobrażam sobie życia tylko z kotami :) Co myślicie?A może ktoś z Was
    jest wychowany przez jednego z rodziców jedynie?
  • kamila492 24.04.08, 00:10
    Mam prośbę.Piszę pracę licencjacką.Mój temat to matki samotnie
    wychowujące dzieci.Prosiłabym wszystkie samotne matki na odpowiedź
    na moje pytania z kwestionariusza i przesłanie ich na meila
    kamila492@wp.pl.Oto pytania:
    PYTANIA DO BADAŃ
    Pytania są skierowane do matek samotnie wychowujących dziecko/dzieci.
    1. Ile ma Pani lat?
    2. Jakie jest Pani wykształcenie?
    3. Z jakiej przyczyny jest Pani samotną matką?
    4. Gdzie Pani mieszka?
    5. Jakie są Pani źródła dochodu?
    6. Czym się Pani zajmuje?
    7. Pod jaką opieką zostaje dziecko podczas Pani nieobecności?
    8. Jakie jest Pani życie towarzyskie?
    9. Czy poszukuje Pani życiowego partnera?
    10. Jakie są Pani plany wobec przyszłości dziecka?
    Byłabym bardzo wdzięczna
  • kamila492 24.04.08, 22:28
    Mam prośbę.Jestem studentką i piszę pracę licencjacką na temat Matki
    samotnie wychowujące dzieci.Prosiłabym wszystkie samotne matki o
    wypełnienie mojej ankiety.
    1. Ile ma Pani lat?
    2. Jakie jest Pani wykształcenie?
    3. Z jakiej przyczyny jest Pani samotną matką?
    4. Gdzie Pani mieszka?
    5. Jakie są Pani źródła dochodu?
    6. Czym się Pani zajmuje?
    7. Pod jaką opieką zostaje dziecko podczas Pani nieobecności?
    8. Jakie jest Pani życie towarzyskie?
    9. Czy poszukuje Pani życiowego partnera?
    10. Jakie są Pani plany wobec przyszłości dziecka?
    Bardzo dziękuję.
  • jadwigan2 16.05.08, 11:59
    Witaj, odeszłam od męża 10 lat temu (mam trójkę dzieci i wzięłam je ze sobą).Z
    perspektywy czasu powiem tak; nigdy nie zdecydowałabym się na bycie samotną
    matką z wyboru.W mojej sytuacji podjęcie takiej decyzji było
    koniecznością.Dzieci powinny mieć ojca i matkę. W przeciwnym razie cierpią.
    Pozdrawiam.Jadwiga
  • ligeis 19.05.08, 14:24
    wiesz myślę, że trzeba uściślić to, co masz na myśli. Ja przez pierwsze
    dwadzieścia miesięcy życia mojej córeczki (plus ciąża oczywiście) byłam
    fizycznie z mężem. Natomiast moja samotność była dotkliwa. Karmiłam piersią,
    zarabiałam na dom, w weekendy zostawałam z dzieckiem, kiedy on musiał się
    odstresować po całym tygodniu nic nie robienia. Po dwudziestu miesiącach
    wymiękłam i wyprowadziłam się - na szczęście. Nie żałuję decyzji, nie mogłam z
    nim być. On natomiast bardzo kocha Małą i wspólnie się nią zajmujemy. On ma
    drugą żonę, ale mnie to nie przeszkadza, dla mnie istotne jest to jaki ma
    stosunek do córki. Ja na pewno nie chciałabym z nim być i nasze małżeństwo
    byłoby bardzo toksyczne, więc uważam, że obecny układ jest dla Małej lepszy. Ale
    najlepiej jest gdy dwie dojrzałe i kochające się osoby zakładają rodzinę i mają
    świadomość pełnych konsekwencji. Nie radzę z premedytacją zostawać samotną
    matką. Dlaczego za wszelką cenę chcesz mieć dziecko? Ono powinno być owocem
    miłości i chęci obojga rodziców. Nie zapominajmy, że dziecko nie jest dla nas, a
    dla samego siebie, nie rodzimy dzieci po to, aby nam było lżej, ale po to by
    mogły optymalnie rozwijać swój niezależny byt. A samotne macierzyństwo
    obiektywnie rzecz biorąc optimum nie jest. Trzy miesiące temu straciłam dziecko,
    w ciąży z drugim mężem. Mąż wykazał się kompletnym brakiem odpowiedzialności i
    zwiał od problemów, a mój Synek odszedł cichutko. Choć to strasznie bolesne
    zdałam sobie sprawę, że nie zauważałam wad męża po to by za wszelką cenę mieć
    drugie dziecko. Ale maleńki to wyczuł i nie chciał przyjść na świat w takich
    warunkach.
    W atmosferze, miłości, akceptacji i odpowiedzialności dużo lepiej jest
    wychowywać dziecko. I dużo lepiej nie musieć robić tego samej.
    pozdrawiam
  • martaczapiewska26 18.07.08, 22:02
    tak jestem samotna matka z wboru. Juz bedac w ciazy wiedziałam ze
    bede sama, nie powiem ze jest łatwo ale jakos daje sobie rade. Moj
    skarb ma juz 8miesiecy. Pomagaja mi tez rodzice i moji bracia. nie
    żałuje mojej decyzji wiem jedno nie kochałam tego faceta ktory jest
    ojcem mego syna, po tym jak dowiedzialam sie ze jestem w ciazy
    wiedzialam ze niae bedzie mi dobrze z nim i sie nie mylilam do tej
    pory nie mama kontaktu z nim ani ja ani moj skarb
  • mamalinka 23.07.08, 22:03
    Ja jestem taką mama.Musiałam uciekać od ciągle pijanego chłopaka który wyzywał
    się na mnie. Dłużej nie mogłam tego zniesć. Zabrałam synka i wyprowadziłam się
    do rodziców.
    Chłopak ma w dupie mnie i dziecko wódka jest dla niego najważniejsza a o jakiś
    alimentach mogę zapomnieć.
    zsapytasz może czy jestem szczęsliwa a ja odpowiem tak i to bardzo nie trzeba mi
    współczuć.Mam to malutkie szczęscie które już spi w swoim łóżeczku,mam prace z
    której jestem w stanie w miare sie utrzymać.Nie jest więc wcale tak zle jakby
    mogło sie wydawać.
    Oczywiscie przychodzą gorsze dni kiedy stwierdzam że juz dełużej sama nie dam
    rady ale wtedy patrze na mojego roześmianego brzdąca i mysle sobie jak to nie
    dam rady mam synka i dla niego to wszystko.
  • studentka03 05.08.08, 12:17
    Witajcie! Zwracam się do Was z ogromną prośbą. Zapewne domyślacie
    się już, że potrzebuję Waszej pomocy w pisaniu pracy magisterskiej.
    Chodzi mi o przeprowadzenie kilku rozmów na interesujący nas temat i
    jeśli któraś z Was zgodziłaby się pomóc, będę wdzięczna za wszelki
    kontakt :) To numer mojego gg:10404502. Kobietki, liczę na Was!
    Z serdecznymi pozdrowieniami Aneta.
  • babie_lato1 09.08.08, 23:02
    Wydaje mi się, że posty-prośby o udział w badaniu powinny być w
    osobnych wątkach. Nie są tu zbyt eleganckie ani na temat. Ktoś cię
    pyta, czy ma zostać samotną matką, a ty mu na to - może weźmiesz
    udział w badaniu, mam kilka interesujących pytanek. No, sory.
  • magda-50408 04.09.08, 17:10
    Ja także z wyboru wychowuje sama dziecko.Nie mam zamiaru wysluchiwać
    ciągle że wszystko co jest żle to moja wina.Kiedy byłam w ciąży moj
    partner ciągle miał do mnie pretensje o wszystko a szczególnie o
    to,że się żle czułam,że byłam śpiąca i wykończona jak wracałam z
    pracy....Do końca mojej ciąży przeżywał jak to na początku mojej
    ciąży on wogóle sie dla mnie nie liczył,ciągle chciał być na
    pierwszym miejscu,tylko on i on...To,że bylam w ciąży i żle sie
    czulam nie mialo żadnego znaczenia.Mało tego,niedlugo przed porodem
    powiedział że to nie jego syn pnieważ podczas pierwszego stosunku z
    nim nie krwawilam,porażka,facet bez rozumu.Mam 19 lat i to był mój
    pierwszy partner seksualny. Dwa tygodnie przed terminem porodu
    powiedziałam dość!Wcale nie muszę być z gościem tylko ze względu
    dziecko,to i tak prędzej czy później by runeło.Więc moje kochane my
    samotnie wychowujące musimy być silne i cierpliwe a to wsztystko dla
    naszych dzieci. pozdrawiam
  • buliczka22 10.09.08, 22:53
    --
    *buliczka*Witam wszystkie mamusie. Ja równiez zastanawiam sie czy
    może lepiej będzie jak zostane samotną matką niż ciągłe kłótnie z
    facetem, który nigdy się nie zmieni. Mam 22 lata, "mój" chłopak
    28,jestem matka 9 cio miesięcznej ślicznej córeczki i poraz kolejny
    spodziewam się dzidziusia(zawiodły tabletki antykoncepcyjne). Wiem
    że pewnie byłoby mi ciężko finansowo i wogóle ale czasami wydaje mi
    sie że dziecią lepiej będzie w SPOKOJNYM domu tylko z mamą niż z
    mamą i tatusiem alkoholikiem.Wczesniej nie pil, a moze nie
    przeszkadzalo mi tak bardzo sama juz nie weim ale odkąd mamy dziecko
    i następne w drodze patrze na to inaczej liczy sie dla mnie tylko
    dobro dzieci wole byc sama i spokojnie zasypiac niz z takim
    glupkiem. Ale łatwiej napisać niż zrobić chociaż mam nadzieje, że
    znajde w sobie tyle siły żeby odejść(żeby dziecią było lepiej).
    Pozdrawiam
  • maqinga 25.09.08, 14:32
    Buliczko..... na Twoim miejscu bym sie nie wahała i odeszła! Masz
    racje, nie ma nic gorszego niż widok pijanego tatusia, czy słuchanie
    kłótni, awantur, czy przekleństw rodziców. Ale cos za coś - teraz
    masz u swego boku faceta i mimo iz jest okropnie nieodpowiedzialny,
    to jest.... jak odejdziesz - zostaniesz z dziećmi ze świadomościa,
    że jesteś sama.... choć z nadzieją, że trafi sie Wam lepszy
    mężczyzna... Przemyśl wszystko spokojnie i podejmij decyzję. Ale
    jesli postanowisz rzeczywiscie od niego odejść to później trwaj w
    tym wytrwale i się nie wahaj, czy wrócić bo może on jednak się
    zmieni.... wiem po sobie - faceci pięknie improwizują! obiecują
    złote góry, przez krótki okres są super, a później znów zachowują
    sie tak samo o ile nie gorzej.... Powodzenia!!!!!!
  • pedagozka_wro 08.10.08, 19:03
    Witam serdecznie:) Właśnie zaczynam pisać pracę magisterską (z
    pedagogki).W obszarze moich zainteresowań są "samotne matki z
    wyboru". Jeśli któraś z Pań mogłaby podzielić się ze mną swoimi
    refleksjami na ten temat byłabym bardzo wdzięczna.Gwarantuje
    anonimowość.
    To mój e-mail: un_baiser@o2.pl
    Z góry dziękuje i pozdrawiam :)
  • mconti 30.12.08, 11:58
    ja jestem samotna matka z wyboru
  • mama-buby 13.06.09, 21:00
    Tak. zostawiłam męża bo miałam dość czekania na zbawienie że "się zmieni".
    odeszłam od niego gdy mój synek miał rok czasu. teraz czekają nas już 3
    urodziny. z biegiem czasu jak patrzę na moją decyzję wiem że była to jedna z
    najwspanialszych i najgenialniejszych decyzji jakie mogłam podjąć. Nie żałuję
    tego, i nie żałowałam przez ani jeden moment. Nie twierdze, że bycie samotną
    matką nalezy do prostych i idzie wszystko gładko, ale szczęście i uśmiech mojego
    dziecka rekompensuje każdą przepłakaną noc w której byłam gotowa stwierdzenia
    'już dłużej tak nie dam rady' ..
  • samotna2525 30.06.09, 00:39
    Jestem samotną matką, ale nie z wyboru. Miałam chłopaka, chodziliśmy przez rok,
    ja w nim zakochana po uszy, on wydawało mi się że we mnie jeszcze bardziej.
    Świetny facet, moja rodzina bardzo go polubiła. I wpadka. Myślałam że się
    ucieszy bo kiedyś rozmawialiśmy o dziecku, a tu nagły zwrot akcji- powiedział że
    nie chce jeszcze dziecka i że nie chce się żenić. Zaproponował mi jakieś
    tabletki na poronienie, potem chciał wysłać do jakiegoś lekarza, który miał mi
    "pomóc". Nie godziłam się na to a on się denerwował. Powiedział że to koniec,
    kazał mi wybierać między nim a dzieckiem. Przekonywał mnie tym argumentem, że
    dziecko może urodzić się chore, bo trochę chorowałam i że zmarnuje mu życie.Nie
    życzę nikomu tego co ja wtedy przeszłam, to był taki stres,rozdarcie, ataki
    furii, płaczu i agresji, czułam że życie mi się rozsypuje. Wolałam poronić
    samoistnie niż bym miała usuwać, nigdy bym nie usunęła, nie mam do tego prawa.
    potem on wyjechał za granicę na 2 m-ce a ja w tym czasie urodziłam, 2 m-ce przed
    terminem, wcześniak. On wrócił zobaczył dziecko, wziął mnie za rękę i powiedział
    dziękuję- bardzo się nią zachwycał i powiedział jej że ją kocha. Mi też
    powiedział że mnie kocha, ale że do życia w małżeństwie się nie nadaje. I
    rozstaliśmy się, potem go widziałam jeszcze na imprezie, kłóciliśmy się, pytał
    ile chce alimentów, powiedziałam że nic, bo uważam że jak nie chce widywać się z
    dzieckiem to po co ma płacić. Nie potrzebuję łaski, nic na siłę. Zatańczyłam z
    innym to on wpadł w furię, zaczęli się bić i ochrona go wyprowadziła, tyle go
    widziałam. Dziecko ma już rok a on się nią w ogóle nie interesuje. Mi wysłał
    życzenia na urodziny a o dziecka urodzinach już zapomniał. Ja pracuję i mam
    ogromne wsparcie ze strony rodziny. On nie pracuje i jego rodzina nie intresuje
    się nic. A mieszkamy od siebie bardzo blisko 2 km. Cały czas noszę w sobie
    piętno zostawionej, opuszczonej, niechcianej. I bardzo się boję że jak mała
    podrosnie to też będzie nosiła to w sobie i cierpiała.Mimo że mam kochającą nas
    rodzinę i mnóstwo przyjaciół. Nie jestem szczęśliwa, bo nie mam faceta, ale
    nigdy nie żałowałam że urodziłam Klaudię bardzo ją kocham. A najgorsze jest to
    że kocham jeszcze jej ojca. Zaznaczam że jestem jeszcze młoda, mam 24 lata i
    wiem mało o życiu. Dlatego proszę o jakieś obiektywne sugestie co dalej?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka