Dodaj do ulubionych

Władysław IV depresja wsród uczniów

24.12.13, 07:26
Spotkałam się z opinią, że wielu z uczniów Gimnazjum/ Liceum im Władysława IV w Warszawie pod wpływem atmosfery w szkole i wywieranej na nich presji musi korzystać w efekcie tej edukacji z pomocy psychologa czy wręcz psychiatry. Planowałam wysłac dziecko do tej szkoły ale jestem tym przerażona!!! Jakie sa wasze opinie? Szczególnie pytanie kieruję do uczniów/ absolwentów/ ich rodziców...
Edytor zaawansowany
  • Gość: AlaMakota IP: *.dynamic.chello.pl 04.01.14, 08:22
    Mam wprost przeciwne wrażenia. Czekam, aż mi się objawi moc Władysława ;-) Bo na razie ZUPEŁNIE nie wiem, z czego się biorą ich świetne wyniki.

    Tak więc się nie przerażaj.
  • malgosiach.2 04.01.14, 20:02
    Wyniki biorą się z tego, że trafiają tu "wyselekcjonowane" dzieci. Nie ma tu uczniów zaniżających średnie z testów.
  • Gość: dede IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.14, 20:17
    Naprawdę tylko dlatego?
    www.rp.pl/artykul/19,1070347-Tu-sie-uczen-nie-zmarnuje.html
  • malgosiach.2 04.01.14, 21:58
    Znam ten artykuł...był przesyłany wśród uczniów z dopiskiem...."jesli przeżyje" :), oczywiście żartobliwie:).
    I oczywiście absolutnie TYLKO dlatego, że jest tam potencjał wśród uczniów, od których można wymagać zdecydowanie więcej niż od tych, którzy są w "normalnych" gimnazjach ( czyli z uczniami na róznym poziomie). Wyniki zależą od tego, że nauczyciele wymagają dużo, ale sami od siebie nie dają więcej niż w innych szkołach. Moze nie wszyscy, ale zdecydowana większość. Co nie zmienia postaci rzeczy, że moje dziecko jest ze szkoły zadowolone ( ale to bardziej z towarzystwa fajnych koleżanek i kolegów, a nie z powodu świetnych, motywujących nauczycieli, bo tego nam brakuje).
  • Gość: AlaMakota IP: *.dynamic.chello.pl 05.01.14, 14:28
    No cóż.

    Mam porównanie z innym gimnazjum, śródmiejskim właśnie. Jeśli chodzi o poziom uczniów - zdecydowanie na niekorzyść Władysława. Wg mnie w tej szkole jest bardzo dużo uczniów z miejscowości podwarszawskich, które dostały się ze świetnymi ocenami. Jeśli chodzi o ich średni realny poziom intelektualny - tak sobie, choć nie mówię, że nie ma tu uczniów wybitnych. Są.

    Specjalnych wymagań ze strony nauczycieli też nie obserwuję. Tak więc czekam na ten super wynik na koniec gimnazjum :/

    To co piszesz o podejściu nauczycieli do uczniów - widzę, że w konkursach nie pomogą. Ale też nie jest tak, że Władysław jakieś wybitne osiągnięcia w tych konkursach posiada - sprawdzałam biologię, matematykę. Ponoć z przedmiotów humanistycznych jest lepiej, ale to mnie akurat ani grzeje, ani ziębi.

    Wyjątkiem jest na pewno informatyka - tu dzieciaki mają szansę się nauczyć.
  • Gość: yoko IP: *.play-internet.pl 07.09.16, 12:06
    "Wg mnie w tej szkole jest bardzo dużo uczniów z miejscowości podwarszawskich, które dostały się ze świetnymi ocenami. Jeśli chodzi o ich średni realny poziom intelektualny - tak sobie..."

    Pewnie dlatego, że to była klasa B (ta słabsza). W klasie A (tej mocniejszej) oceny na świadectwie z SP nie mają znaczenia. Tam wszyscy lub prawie wszyscy są olimpijczykami.
  • Gość: Gość IP: *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl 08.09.16, 20:27
    W klasie B były identyczne zasady rekrutacji. Test poziomujący z matematyki pod koniec sierpnia rozdzielał dzieci na klasę A- matematyczną i B- bez rozszerzonej matematyki. Tu nie ma klasy słabszej i mocniejszej. Jest klasa dzieci z predyspozycjami matematycznymi i ogólna.
  • Gość: gość IP: *.146.67.195.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 09.09.16, 10:58
    Dopiero od otwarcia metra dwa lata temu Władek przyciaga "klasę" laureatów. Przeniesienie Twardej też na to wpłyneło. Zatem jest tylko jedna klasa w gimnazjum złożona pratycznie z samych laureatów, bo prawie wszyscy zwyciężyli w konkursie matematycznym. W tym roku jest ich po równo wobu klasach. To skąd ta dziwna opinia na temat klas A i B?
  • Gość: ela IP: *.dynamic.chello.pl 15.01.14, 10:18
    I dobrze, że jest selekcja. To sprawiedliwe. Przez całą podstawówkę na lekcjach nauczyciele równali w dół, na czym traciło moje dziecko. W obecnej klasie nie ma tego problemu. Z czego chyba wszyscy jestesmy zadowoleni.
  • Gość: dede IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.14, 22:29
    Ani mnie Władysław ziębi ani grzeje. Ale od lat pracuję w oświacie i wiele mogę o szkołach powiedzieć. Prawda, że do Wł. trafiają dzieci wybrane, ale:
    -jeszcze bardziej wybrane trafiają do szkół śródmiejskich
    -EWD to w miarę obiektywny miernik przyrostu wiedzy, bez nauczyciela nie da się osiągnąć wysokiego
    -sukcesy uczniów Wł. we w s z y s t k i c h konkursach przedmiotowych świadczą o wspólnej pracy ucznia i nauczyciela i równomiernym rozkładzie
    -nie bardzo wiem, jak sobie wyobrażasz nauczyciela, który "porywa" całą młodzież, zwłaszcza w tym wieku i co ...?
    -z analizy przyjęć do liceum wynika, że średnio ok. 80% absolwentów Wł. aplikuje do liceum Wł. Dlaczego?
  • malgosiach.2 04.01.14, 23:03
    Ale przecież ja napisałam, że moje dziecko jest ze szkoły zadowolone, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że nie wynika to z podejścia nauczycieli do uczniów. Te dzieci, które ja znam, przygotowywały się do konkursów samodzielnie. Pomoc nauczycieli, jak była, nie rózniła się niczym od pomocy nauczycieli w innych szkołach.
    I oczywiście zgadzam się, wyniki zależą od nauczycieli, ale TYLKO dlatego, że nauczyciele wymagają bardzo dużo, a nie dlatego, że dają więcej od siebie, czy jakoś specjalnie zachęcają do swojego przedmiotu, prowadząc ciekawe lekcje.
    Całej młodzieży "porwać" się nie da, ale zachęcać i zauważac "jednostki" TAK. Jeśli jest nauczyciel z "pasją", to potrafi dużą grupę młodzieży "zarazić"/ zachęcić. Prawdę mówiąc liczyłam, ze w tej szkole bedą głównie tacy nauczyciele.
    Mam porównanie ze zwykłym bardzo przecietnym gimnazjum, do którego chodziło moje starsze dziecko. Uwierz mi, spotkałam tam więcej pasjonatów nauczania, ale niestety nie mieli z kim pracować.
    P.S. Ja też od lat pracuję w oświacie:). W "zwykłej" szkole.
  • malgosiach.2 04.01.14, 23:07
    Wszystkich nauczycieli nie znam w tej szkole, więc być moze są i tacy, którzy uczniów jakoś szczególnie przygotowują do konkursów. Piszę cały czas o większosci, a nie o wszystkich.

    Moje dziecko też ma osiągnięcia, ale to jest ogromna praca w domu. Tylko i wyłącznie.
  • jakw 05.01.14, 21:32
    malgosiach.2 napisała:
    > I oczywiście zgadzam się, wyniki zależą od nauczycieli, ale TYLKO dlatego, że n
    > auczyciele wymagają bardzo dużo, a nie dlatego, że dają więcej od siebie, czy j
    Należy jednak zauważyć, że nauczyciele mają od kogo wymagać bardzo dużo, skoro na wejściu do szkoły była ostra selekcja. W zwykłym gimnazjum ten sam nauczyciel pewnie jednak musiałby trochę przystopować z wymaganiami.
    --
    Wiesz, co myślę ? - powiedziała Anna - Myślę, że to wszystko, co napisane było w gazecie, to kłamstwo. Bo to zupełnie wszystko jedno jak się mówi do małych dzieci. Czy się mówi łagodnie i uprzejmie, czy się na nie krzyczy, robią i tak, co chcą.
  • Gość: AlaMakota IP: *.dynamic.chello.pl 06.01.14, 00:14
    Dlatego jak się myśli, co mógłby z tymi dziećmi zdziałać DOBRY nauczyciel, lekko się nóż w kieszeni może otworzyć ;-)
  • Gość: tomek IP: *.dynamic.chello.pl 03.04.15, 15:55
    Po pierwsze: skąd przekonanie, że jeszcze bardziej wybrane dzieci trafiają do śródmiejskich szkół, niż do Władka?

    Po drugie: z tą wspólną pracą nauczyciela i ucznia na sukces w konkursie to bym nie przesadzał... Są nauczyciele, którzy wspierają, ale są i tacy, którzy nic w tym kierunku nie robią (za to po dyplom gratulacyjny chętnie polecą). Tu wniosek: uczeń sam powinien podawać nazwisko opiekuna. Często do olimpiady przygotowuje korepetytor albo rodzic. I to jemu należy się pisemne podziękowanie.
  • Gość: ela IP: *.dynamic.chello.pl 15.01.14, 10:06
    Wracając do Twojego pytania. Pewnie są we Władku dzieci delikatne i bardzo wrażliwe, które przerasta poziom wymagań. Jednak mówienie o jakiejś pladze depresji jest grubą przesadą. Zwłaszcza tej podyktowanej złą atmosferą. Moje dziecko bardzo lubi swoją klasę i nie zamieniłoby towarzystwa na inne. Małolaty są wobec siebie życzliwe i chętnie sobie pomagają. A nauczyciele? Jak w innych szkołach: lepsi, gorsi, mniej lub bardziej surowi, mniej lub bardziej lubiani. Ale faktycznie: wymagający. I to trzeba wziąć po uwagę. Jednym słowem: nie jest to szkoła dla rozpieszczonych lub zbyt miękkich jednostek. Raczej dla tych z charakterem, który tam się (z tego co widzę po moim potomku) dodatkowo hartuje. Nam to pasuje, ale pewnie nie każdemu będzie.
  • Gość: uczennica Władka IP: *.dynamic.chello.pl 16.01.14, 06:49
    Tak! Na co dzień pracują z nami wszyscy psychiatrzy w Polsce, cały sztab psychologów! Ale jak widać nie pomaga, skoro piszę na tym forum. Ciekawe co na to mój psychiatra? ;-)
  • Gość: Krzysztof IP: *.wspiz.edu.pl 19.11.14, 11:41
    Nie wiem nic na temat silnego stresu. Mam wyrobione zdanie na temat rekrutacji. Faktycznie bardzo ciężko się dostać, ale znam osobiście przypadek, że uczennica nie miała na 100 % wystarczającej liczby punktów a dostała się do szkoły a jej nazwisko nigdy nie pojawiło się na liście przyjętych uczniów.
  • zma_lecki 20.11.14, 22:20
    Witam
    Nie jestem specjalistą w zakresie warszawskich gimnazjów ale wpisów na forach w tym zakresie przeczytałem na pewno z 1000. Mieszkamy pod Warszawą i mieliśmy pomysł aby edukację naszych synów w stolicy rozpocząć na poziomie liceów. Jednak w grudniu ubiegłego roku starszy syn (VI klasa) oświadczył, że chce kontynuować naukę w dobrym gimnazjum - najlepiej w angielskim mateksie na Twardej. Wówczas sprawdziłem wszystkie możliwe fora w internecie szukając informacji o warszawskich gimnazjach. Byliśmy z żoną trochę zaniepokojeni bo spotkaliśmy się w bardzo wielu miejscach z informacją (dotyczącą chyba wszystkich topowych szkół) o gnębieniu uczniów przez nauczycieli, bezsensownych wymaganiach, braku pomocy w zakresie konkursów i olimpiad oraz oczywiście o koniecznym wsparciu ze strony psychologów a nawet psychiatrów. Nie neguję, że mogą zdarzać się jednostkowe przypadki ale to jedna wielka ściema i nawet nie chcę się domyślać dlaczego i kto z tym stoi (jak powiedział by klasyk). Syn jako laureat dostał się bez problemu do wymarzonej szkoły i mimo wielkiego wysiłku z jego strony (wczesne wstawanie, dojazdy sporo lekcji) jest zachwycony jak większość uczniów w jego klasie. Cale szczęście, że mamy znajomych, których córka chodzi na Twardą i nie przejęliśmy się negatywnymi opiniami w Internecie. Radzę wszystkim, którzy chcą posłać dzieci do szkół takich jak Twarda, Władek czy Reytan aby spróbowali odszukać kogoś kto naprawdę uczy się w tych placówkach i zdobyli informację z pierwszej ręki. Zaręczam, że warto!
  • Gość: dora IP: *.dynamic.chello.pl 25.11.14, 16:45
    Ja mam informacje z pierwszej ręki, sprawdzone. I zgadzam się z Małgosią. Nauczyciele nic z siebie nie dają, za to wymagania kosmiczne. Po kilka sprawdzanów dziennie, ze wszystkich przedmiotów (dosłownie!) mocno rozszerzony program. Dzieciaki nie mają życia. Ryją bez przerwy, a i tak wysoka średnia jest dla większości tylko marzeniem (na 2 trzeba mieć ponad 50% poprawnych odpowiedzi). Codziennie jakieś dziecko płacze po kątach (i nie po kątach). Pomoc ze strony nauczycieli - żadna. Nie wiem czy ktoś korzysta z pomocy psychologa lub psychiatry, ale wcale by mnie to nie zdziwiło. Takie są fakty. I panuje wokół nich zmowa milczenia. Nikt nie chce przyznać, że metody są złe, a dzieci nie dają już rady. A jeśli dają, okupują to niedosypianiem, zdrowiem i brakiem czasu na inne życie.
  • zma_lecki 26.11.14, 09:23
    Kolejny tekst o tym jak beznadziejne są topowe gimnazja. Ja zadam tylko jedno pytanie (jeśli prawdą jest to, o czym pisze dora) gdzie są rodzice tych płaczących dzieci? Przecież uczniowie gimnazjów nie są osobami pełnoletnimi i nie oni decydują czy chodzą do takiej czy innej szkoły. Jeśli moje dziecko miałoby popaść w depresję z powodu atmosfery w szkole to w pierwszej kolejności spróbowałbym coś w tym zakresie zrobić (wizyta w szkole, rozmowa z nauczycielami i dyrekcją), a jeśli to by nie pomogło, to natychmiastowa zmiana szkoły! Zdrowie dziecka jest najważniejsze a rozwój intelektualny można stymulować poza szkołą. Choć jeszcze raz powtarzam (mam doświadczenie z gimnazjum na Twardej) historie o horrorze w zakresie nauki i wymagań należy między bajki włożyć.
  • Gość: dora IP: *.dynamic.chello.pl 26.11.14, 12:59
    Dobre pytanie. Jak wiesz, rodzice są też różni. Jedni mają chore ambicje, inni wolą nie wyskakiwać przed orkiestrę. Zwłaszcza, jeśli ich prośby nie są uwzględniane (my tutaj, w tej szkole mamy doskonale wyniki, więc lepiej wiemy jak uczyć). A zabranie dziecka ze szkoły... to nie jest rozwiązanie. Pamiętaj, że do takich gimnazjów idą bardzo ambitne dzieci. Zmianę szkoły postrzegają jako osobistą porażkę. Wkładają mnóstwo pracy nawet w te słabsze oceny. Nie chcą się poddawać. Poza tym, często uczniowie są zadowoleni z towarzystwa, przywiązani do kolegów, mają z kim pogadać o sprawach, które ich zajmują. Boją się, że w "zwyczajnym", np. rejonowym gimnazjum będą odszczepieńcami, kujonami, że nie znajdą nici porozumienia z innymi... Rodzice obawiają się tego samego. Topowe szkoły mają tę zaletę, że młodzież jest wyselekcjonowana, nie ma tam typowych gimnazjalnych patologii. To wybór na zasadzie "mniejszego zła". Bo mniejszym złem jest przepracowanie i spadek poczucia własnej wartości, niż papierosy, narkotyki, alkohol, moda na nieuczenie się i nękanie ze strony kolegów. Mądry rodzic może jedynie wspierać i nie wywierać presji. Nie da się w przypadku ambitnego dziecka zdecydować za nie. Oczywiście, każdego roku topowe szkoły kończy mnóstwo dzieci i żyją, i nawet są zdrowe psychicznie. Może problem jest rozdmuchany? Może dzieci za mało odporne? Nie wiem... Nie chcę stawiać diagnozy. Mnie tak naprawdę szkoda tylko tego, że mając do dyspozycji "dobry materiał" można by było nie zamęczyć uczniów kuciem na pamięć, nie obrzydzać im nauki kilkoma sprawdzianami dziennie, a spróbować wykorzystać ich, i tak już rozbudzoną, ciekawość. To przecież także zaprocentowałoby wiedzą, pewnie równie, o ile nie bardziej solidną. Czemu w topowych szkołach tak mało nauczycieli podchodzących z pasją do swojego przedmiotu? I nie dotyczy to jednej konkretnej szkoły. Znam sytuację w kilku - wszędzie jest podobnie. Tego nie rozumiem. Przecież po to wybrano najlepsze dzieci, żeby dać im najlepszą edukację. Czy nie powinni z nimi pracować najlepsi fachowcy, zadowoleni z tego, że mają z kim pracować?
  • zma_lecki 26.11.14, 13:31
    Z wieloma Twoimi uwagami się zgadzam. Również z żoną mieliśmy obawy co do ewentualnego powrotu do rejonu jeśliby okazało się, że syn nie daje rady (tak naprawdę ucząc się w przeciętnej podstawówce trudno stwierdzić, czy mając średnią 5,6 jest się wybitnym, bardzo dobrym czy tylko dobrym - umiejącym zadbać o końcowe oceny uczniem). W zupełności jednak nie zgadzam się z twierdzeniem, że nie ma w tych szkołach bardzo dobrych (czy nawet wybitnych) nauczycieli podchodzących z pasją do swojej pracy. Po raz kolejny przypominam, że moje wypowiedzi dotyczą gimnazjum na Twardej, ale nie chce mi się wierzyć, że jest to chlubny wyjątek. Z tego co udało mi się dowiedzieć na forach, często do topowych gimnazjów i liceów chodzą kolejne dzieci z tych samych rodzin a nawet kolejne pokolenia. Chyba to coś znaczy...
  • Gość: dora IP: *.dynamic.chello.pl 26.11.14, 14:23
    Nigdzie nie napisałam, że w topowych szkołach w ogóle nie ma dobrych nauczycieli. Dobrych, to znaczy takich, którzy kochają swój przedmiot, potrafią tę miłość przekazać dzieciom i nie podchodzą sztampowo (zakuj, zalicz, zapomnij) do nauczania. Miałam na myśli raczej, że jest ich zaskakująco mało. Nie jest to wyłącznie moja opinia, ale może niektórzy mają pecha trafiać na niezbyt udany zespół pedagogiczny, a inni nie. Fajnie by było po prostu, gdyby dzieciaki po powrocie ze szkoły z wypiekami na twarzy opowiadały o tym, czego się uczyły, a nie tylko dopisywały kolejną klasówkę do grafiku, lamentując czy się wyrobią. Czemu tak często, mądre przecież dzieci, na pytanie o to co w szkole, odpowiadają: nic ciekawego? Żeby było jasne, klasówki są w porządku. Dobrze, że wiedza jest sprawdzana systematycznie, to mobilizuje. Tylko... trzy sprawdziany w jednym dniu? Ani jednego dnia w tygodniu bez klasówki? I tak w kółko? To każdego może zniechęcić do wiedzy :) Zatem - wymagać należy (jak najbardziej!), ale z głową. A już najfajniej by było, gdyby nauka stała się przyjemnością (zwłaszcza, że te same dzieci kiedyś naprawdę lubiły się uczyć). Wierzę, a nawet wiem, że to można osiągnąć. Miło słyszeć, że na Twardej jest wielu nauczycieli z pasją. Znaczy, że dyrekcja dba o uczniów, mądrze dobiera personel i stawia mu właściwe wymagania. Może inne wybitne szkoły powinny wziąć przykład?
  • zma_lecki 05.12.14, 11:50
    Zdecydowanie popieram Twój apel :-)
  • Gość: Władysławiaczka IP: *.dynamic.chello.pl 17.02.15, 20:04
    Jestem w gim. Władysława IV i do tej pory nie zauważyłam żeby ktokolwiek łapał depresję z powodu ocen. Nawet wkładając niewielką pracę, można dostawać przyzwoite oceny. Tylko trzeba chcieć :) A nauczyciele rzeczywiście są różni, ale naprawdę widać, że kilku/kilkunastu naprawdę kocha swój przedmiot i potrafi przekazać swoją wiedzę.
  • Gość: tak serio IP: *.dynamic.chello.pl 01.03.15, 00:13
    No... z tą "niewielką pracą" troszkę przesadziłaś. Władek to szkoła wymagająca. Nie dla mięczaków :)
  • Gość: monika IP: *.dynamic.chello.pl 08.11.15, 19:16
    Zgadzam się, mój syn jest w pierwszej klasie liceum - niestety uparł się, że tylko tam, a ja byłam przeciwna. Załuję, że nie byłam bardziej stanowcza. Syn korzysta z wiedzy, którą zdobył w świetnym gimnazjum, ale na ile to wystarczy? nie wiem. Zaczęłam się zastanawiać nad przeniesieniem go do innej szkoły po tym, jak opowiedział, że na matematyce brane są do tablicy tylko dzieci, które coś "kumają", tych słabszych się nie bierze, bo nie ma czasu na tłumaczenie, jeśli czegoś nie rozumieją. W gimnazjum, do którego chodził, jedno z najlepszych gimnazjów matematycznych w Warszawie, do tablicy szli wszyscy uczniowie bez żadnego wyjątku. Nauczyciel sprawdzał w ten sposób czy wszyscy dobrze rozumieją temat. To właśnie jest nauka. Niestety syn nie chce się przenieść ze względu na kolegów. Ma we Władku sporo przyjaciół, ale wiem że pozostawienie go w tej szkole to błąd, bo znajomi to nie wszystko.
  • Gość: Zażenowana uczenni IP: *.net-serwis.pl 05.03.18, 21:10
    Wszystko zależy od tego na jakich nauczycieli się trafi. jestem uczennicą twardej i nigdy nie poleciłabym tej szkoły. nauczanie dwujęzyczne to pretekst dla nauczycieli aby dostać wyższą pensję, a najbardziej wymagający są nauczyciele wf i plastyki :)
  • Gość: władkowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.15, 17:57
    Również chodzę do gimnazjum władyslawa IV i uważam że jest beznadziejnie. W podstawówce lubilam uczyc sie praktycznie wszystkiego. I prawie kazdego nauczyciela lubilam. A teraz? Nienawidzę dużej większości, 3-4 jest okej. Na lekcjach przynudzaja, a potem od nas duzo wymagaja. Tak samo z konkursami, chca zebysmy w nich startowali, potem przygotowanie do nich jest slabe i narzekaja na nasza frekfencje, bo ktos woli sie pouczyc w domu. Koła zainteresowań takze sa bez sensu, bo sluza one tylko temu, aby "przygotowac" nas do konkursu. W listopadzie juz sie nie odbywaja, albo tylko dla tych co przeszli. Uczyć się trzeba baardzo dużo, jednak jak ktoś ma pasję, przezyje. A depresja się zdarza, u nas kilka osób ją ma. Generalnie nie polecam tej szkoly z racji tego, ze uczen moze sie nauczyc tego wszystkiego w zwyklym gimnazjum. Nic szczegolnegi ani wyjatkowego w tej szkole nie ma.
  • madzialuc444 01.04.15, 18:09
    Nie jestem z Warszawy i zastanawiam się czy to z moim miastem jest coś nie tak, czy w Warszawie po prostu z założenia przyjmuje się że "wyścig szczurów" jest czymś normalnym i ogólnie przyjętym, a może po prostu mam nietypowo mocny charakter.
    Chodzę do ostatniej klasy w "najlepszym publicznym gimnazjum" w moim mieście. Ta opinia według mnie nie jest przesadzona, a poziom nauczania jest wyższy niż w niżej stojących w rankingu gimnazjach. NIE ODCZUWAM TEGO POZIOMU. mam na myśli, że nie czuję presji czy nacisku i nie wkładam dużego wysiłku aby utrzymać poziom klasy (jak już mówiłam nie widzę żeby był wysoki). Ciągle czekam na ten cudowny wynik obiecywany od początku.
    Akurat trafił nam się chyba najgorszy zestaw nauczycieli. Równoległa klasa o takim samym rozszerzeniu (angielskim) ma nie wiadomo czemu otrzymała najlepszy (według mnie) skład nauczycielki. Pomimo to, po przeprowadzeniu próbnego egzaminu gimnazjalnego plasowaliśmy się dużo wyżej niż ww. klasa. Nauczyciele dużo wymagają, to prawda, i nawet próbują czegoś nas nauczyć, chociaż słabo im to wychodzi i ma się wrażenie że sami nie wiedzą o czym opowiadają (oczywiście nie wszyscy, niestety taki przypadek jest w mojej klasie). bardzo dużo rzeczy mi się nie podoba i bym je zmieniła, ale sposób nauczania wszędzie jest ten sam. ta sama podstawa programowa; te same wymagania.
    Sprawdziany i kartkówki każdego dnia? No prawie, z tym że to my wybieramy terminy (oczywiście nie wszystko i nie tak że sprawdzian z geografii wybierzemy za dwa miesiące od skończenia działu). Zawsze można dogadać się z nauczycielem i przenieść na inny termin. I TAK JEST WSZĘDZIE. nie ma co oczekiwać cudu, będzie ich coraz więcej w dalszej części naszej edukacji.
    Chciałam po prostu zaapelować do tego myślenia, że tu są tacy nauczyciele a tam inni. wszędzie jest mniej więcej tak samo, wszystko zależy od ludzi.
    Tzw "poziom" wynika jedynie z tej selekcji uczniów. Większość osób "równa w dół", właśnie aby słabsi uczniowie mieli możliwość zrozumienia w całości omawianego tematu. "Lepsze" szkoły po prostu mają lepszych uczniów przez co mogą "więcej wymagać". Takim uczniom łatwiej przychodzi nauka i rozumienie lekcji i nauczyciele nie muszą się aż tak wysilać, bo uczniowie odwalają połowę pracy za nich.
    WYSOKI POZIOM TO NIE SUKCES NAUCZYCIELI, A UMIEJĘTNOŚCI I AMBICJE UCZNIÓW.
    Tak więc jeśli nie czujesz się na siłach żeby iść do "topowych" liceów nie pchaj się tam na siłę. dużo łatwiej będzie w liceach plasujących się niżej w rankingu, ponieważ nauczyciele poświęcają więcej czasu na wytłumaczenie materiału.
  • zma_lecki 09.04.15, 11:22
    Smutne to co piszesz:
    "Tak więc jeśli nie czujesz się na siłach żeby iść do "topowych" liceów nie pchaj się tam na siłę. dużo łatwiej będzie w liceach plasujących się niżej w rankingu, ponieważ nauczyciele poświęcają więcej czasu na wytłumaczenie materiału."
    Z góry zakładasz minimalizm. Mam wrażenie, że tak już będzie do końca życia: srednie liceum, średnie studia, średnio ciekawa praca i pewnie średnio atrakcyjny mąż. Średnio, szaro, smutno.
  • Gość: jamtam IP: *.dynamic.chello.pl 10.04.15, 09:41
    Naprawdę uważasz, że należy "pchać" dziecko na siłę do topowej szkoły? Nawet jeśli nie chce? Albo nie podoła? Wiadomo, korkami i piłowaniem można je wytrenować (wytresować?) i może się tam dostanie. Spełni ambicje rodziców. Tylko czy będzie tam szczęśliwe? Władek, Batory, Reytan, Twarda to świetne szkoły. Najlepsze. Ale nie dla każdego. Nie widzę związku między mniej wymagającym gimnazjum a średniactwem. Nie każdy musi być profesorem. I bardzo dobrze. Wyobraź sobie, że stolarz też może być szczęśliwy. Nawet bardziej niż wytresowany naukowiec. Grunt to znać własne dziecko i wiedzieć co mu da w życiu szczęście, bo każdy jest inny. Syn czy córka mogą mieć inne pragnienia, ambicje i predyspozycje niż rodzice.
  • zma_lecki 10.04.15, 11:12
    Nie chodzi o "pchanie na siłę" a raczej na motywowanie by starać się równać w górę a nie w dół. Rolą rodzica powinno być oszacowanie możliwości dziecka aby pomóc w wyborze szkoły. Zdarza się, że syn czy córka mają zbyt wysokie mniemanie o swoich możliwościach intelektualnych ale wydaje mi się, że częściej siebie nie doceniają. Zachęcać i pomagać oraz wskazywać zalety dobrych szkół to zadanie rodziców. Między szkołą, która jest na 100 miejscu a szkołą która prowadzi w rankingu jest jeszcze 98 innych a "chora ambicja" rodziców to zupełnie inna sprawa i duży problem dla niestety sporej grupy młodych ludzi.
  • irga 10.04.15, 11:56
    Dojrzewanie to najtrudniejszy okres w życiu człowieka, nic dziwnego, ze zdarzają się depresje, a nawet samobójstwa. Zjawisko to jest demokratyczne - dotyczy każdego środowiska wychowawczego, od tzw. patologii po tzw. dobre domy, jak i każdego typu szkolnictwa - od tzw. topowych wymagających szkół, po przyjazne placówki społeczne.

    Na dniach otwartych właśnie Władysław wydał mi się miejscem przyjaznym uczniom. Ilość pierwszaków, która wzięła udział, to jak się tam czuli, jaki mieli kontakt ze swoimi nauczycielami i p. dyrektor - mnie się bardzo podobało. Jak kurczaczki usiedli na brzegu sceny, uśmiechnięci, przyjemnie było patrzeć.
    W kontekście chłodnej przemowy w Batorym, zbywaniu przez p. dyrektor pytań rodziców - naprawdę niebo a ziemia. Wątpię, czy Batory w ogóle podmiotowo traktuje uczniów i rodziców, zwłaszcza w gimnazjum.

    Jeśli się mylę, i Władysław IV jest represyjną szkołą, to piszcie proszę przykłady. Chętnie to przemyślimy, im więcej danych, tym lepszy wybór dla konkretnego młodego człowieka.
  • Gość: jamtam IP: *.dynamic.chello.pl 10.04.15, 13:08
    O! I tu pełna zgoda.
  • zma_lecki 10.04.15, 14:19
    Nie wiem jak w tym roku przebiegały spotkania - z młodym przeszedłem to w zeszłym roku ale chyba jest podobnie. W Batorym dyrekcja uważa, że i tak przyjdzie do nich kwiat młodzieży więc wysilać się nie trzeba. W Reytanie ja byłyem ujęty profesionalnym przygotowaniem spotkania, syn atmosferą raczej nie. Na Twardej było i profesjonalnie (ze strony dyrekcji i nauczycieli) i na luzie (ze strony uczniów). We Władku nie byliśmy, bo odpadł ze wzgłędu na dojazd. Ostatecznie syn wybrał Twardą (angielski mateks) i absolutnie nie żałuje wyboru. Ja z żoną też jesteśmy bardzo zadowoleni, zarówno z poziomu szkoły jak i tego co się tam dzieje poza lekcjami.
  • aa_ww 23.01.16, 14:49
    O tak wymagania są ogromne - wiem coś o tym !
  • Gość: MM IP: *.nettel.pl 09.09.16, 14:51
    i co? jak tam z depresją w 2015 i 2016?
  • Gość: gosc IP: *.146.3.204.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 12.09.16, 07:57
    Nie spotkałam sie z depresja, z biciem uczniów, narkotykami, prześladowaniem, poniżaniem, wyzywaniem etc.. Wymieniam wszystkie możliwości, bo może sie okazać, że ktoś o czymś slyszal i napisze na forum.
    Szkola jest bardzo dobra, myśląca, sprawiedliwa i dużo dzieciom oferuje naukowo, społecznie i sportowo. Nie jest dla wszystkich. Powtórzę słowa Pani Dyrektor z dnia otwartego - dla dzieci lubiących się uczyć i dodam od siebie, że dla takich, którym nauka nie sprawia kłopotów.
  • Gość: monnn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.16, 22:05
    Jestem uczennicą Władysława lV i nie zaobserwowałam żadnych objawów depresji. Moi koledzy podchodzą "zdrowo" do nauki znając swoje możliwości i ograniczenia. Z niepowodzeń wyciągamy wnioski i dlatego osiągamy sukcesy. Jak każda szkoła ma kilka wad tak ta również, jednak zdecydowanie nie jest to depresja... osoby które decydują się na tą szkołę liczą się z konsekwencjami i wysokim poziomem. Jeśli chodzi o nauczycieli to nie wywierają oni zbyt dużej presji, lecz są bardzo wymagający co skutkuje dobrymi wynikami tej szkoły. Jestem w klasie o profilu matematycznym i jestem naprawdę zadowolona, lecz nie polecam tej szkoły pod względem humanistycznym(rozmawiałam z kolegami z takiej klasy).
    Mam nadzieję, że choć troche pomogłam.
  • Gość: Miyako IP: *.centertel.pl 17.01.17, 23:24
    Chodzę do Władysława IV, nigdy nie wierzyłam tym głupotom o depresji itp. Tak naprawdę nadal nie wierzę. Myślę że to, że dwie moje najlepsze przyjaciółki ze szkoły się samookaleczają, to zupełny przypadek. Ale jakby się nad tym zastanowić... Skoro ludzie mówią o depresji w tej szkole, to znaczy że nie są jakimiś wyjątkami (chyba nie, bo w sumie trochę takich ludzi jest) i wiedzą bezpośrednio od osób które mają depresję, że ją mają. Chyba, że czyjaś depresja została ogłoszona na apelu. (XD) Ja jedyna w klasie wiem o tym, że się tną. I teraz bez takich: ,,Przecież to widać!" ,,Jak można tego nie zauważyć!", bo one naprawdę mają ślady, po czasie się goi, ale znowu to robią. I nikt nie wie. Nikt nie widzi. A poza tym w szkole żadnych narkotyków, papierosów, agresji - wręcz przeciwnie. A ich autoagresja to nie przez szkołę. No w sumie... Jedna z nich jest w (em... patologicznej? No dobra, powiedzmy, że...) złej rodzinie: rodzice ją biją itp. Ale druga? Kompletnie jej nie rozumiem. Teraz wszystko chyba u niej dobrze... Teraz. Nadal się tnie, ale według mnie to już dla popisu lub kompletnie-nie-wiadomo-czego-bo-to-jakiś-głupi-powód. Mówi, że to dawno i ,,nieważne"... I za nic nie potrafię ogarnąć, co się dzieje. Tak przy okazji, jest tu może ktoś, kto powie mi jak poradzić sobie z osobą samookaleczającą się...?
    Ale ja w każdym razie uwielbiam tę szkołę, bo absolutnie nikt nikogo nie ,,zmusza". Kto się przeniósł, bo nie dawał sobie rady, to się przeniósł. Przeniósł się, ale absolutnie nie popadł w depresję. Nie znam osoby, która by nic nie zrobiła że słabymi ocenami. Albo się przenosi, albo zostaje i bierze się do roboty. Może dlatego szkoła ma osiągnięcia?
    A teraz na koniec. Chodzę do GIMNAZJUM Władysława IV, więc według niektórych na pewno wszystko jasne... ,,Dzieci" się tną dla popisu? (W sumie to nie wiem, czy dzieci powinny być w cudzysłowie, ale co tam) Szczerze mówiąc, sama tak myślę.
    Pozdrawiam xD
  • Gość: Bartek Pełka IP: *.dynamic-ww-08.vectranet.pl 01.03.17, 17:39
    To bzdura. Jestem uczniem Własysława IV i informacja o depresji to bzdura
  • Gość: Zosia IP: *.centertel.pl 27.04.17, 19:03
    Bzdura 😉 Szkoła jest świetna ale myślę, że jest to instytucja pasująca dla tych, co lubią się uczyć i zawsze znajdują motywacje. Ja i moje dziewczyny bardzo często narzekamy na wysoki poziom i wymagania, i mamy swoje dołki często powodowane uzdolnieniami innych uczniów. Poważnie, większość uczniów jest niesamowicie utalentowane i może to człowieka przytłoczyć 😉
  • Gość: Ola IP: *.play-internet.pl 10.08.17, 00:41
    Bzdura – chodzę tam i nie żałuję! Nauczyciele są specyficzni, ale większość z nich to naprawdę fajni (choć surowi) profesorowie. Wyścigu szczurów brak, jakiejś wielkiej presji brak (naprawdę, na niektórych lekcjach można prawie spać), ale poziom jest! :D Szkoła dla tych, którzy wymagają i od siebie, i od szkoły.
  • Gość: Rodzic IP: *.centertel.pl 08.12.17, 13:14
    To moze ktoś sie wreszcie zainteresuje ostatnimi samobójstwami wśród dzieci w tej szkole . Ile dzieci musi odebrać sobie życie żeby szkoła była najlepsza w rankingach ? Czy my rodzice tego właśnie chcemy ?
    Czy dopiero jak własne dziecko będzie martwe to sie obudzimy ????
  • rpd000 22.12.17, 13:41
    Czy posiada Pan/Pani jakieś poparte faktami przesłanki, że to presja szkoły była przyczyną nieszczęścia. Zycie nastolatka jest wielowymiarowe - nie liczy się tylko szkoła i wyniki. Czy można wypowiadać się na ten temat nie znając przyczyn i osób? Daleka byłabym od tak jednostronnego spojrzenia na problem.
  • Gość: monia IP: *.dynamic.chello.pl 13.02.18, 20:08
    Proponowałabym, aby rodzice zamiast pchać swoje dzieci do szkół, które mają dla nich zbyt wysoki poziom, zastanowili się czy ich dzieci rzeczywiście sobie poradzą i czy to nie są ich wygórowane ambicje. Dzieci pozbawione wsparcia rodziców (!!!!!), wiecznie przez nich krytykowane i traktowane przedmiotowo - w każdej szkole, która ma wyższy poziom nauczania będą czuły się obco i źle. Samobójstwo to konsekwencja depresji, która ma głębsze podłoże niż wysoki poziom w szkole. to częściej zbyt wygórowane oczekiwania rodziców i świadomość dziecka, że im nie sprosta. Zamiast oczerniać szkołę przyjrzyjmy się obiektywnie swoim dzieciom. Pamiętajmy o starych przysłowiach: "zapomniał wół, jak cielęciem był" i "sroka orła nie urodzi". Moje dziecko właśnie kończy Władka i na pytanie, po obydwu tych tragicznych wypadkach, czy naprawdę jest tak źle? odpowiedział, że jest to "jego" szkoła - najlepsza jaka może być, bo daje możliwości nauki i rozwoju osobistego. Syn powiedział, że gdyby jeszcze raz miał wybrać szkołę, wybrałby Władka. Zaznaczam, że nie byłam do końca przekonana o jego wyborze. Teraz widzę, że bardzo się myliłam.
  • Gość: absolwentka IP: *.knc.pl 20.09.19, 23:25
    Mija 10 lat od kiedy skończyłam tamtejsze liceum. W trakcie nauki nie narzekaliśmy na presję, wymagania ponad siły, czy jakieś psychologiczne gierki. Niestety po latach, przy różnych spotkaniach - zarówno z kolegami i koleżankami z mojej klasy, jak i z równoległych klas i tych rok niżej i wyżej - okazuje się, że faktycznie problem był. Wtedy niezauważany. Po kilku latach różnych doświadczeń życiowych gro z nas trafiało do psychologów, mniejsza część do psychiatrów, gdzie okazywało się, że szkoła mocno się do tych problemów przyłożyła. To nie są odosobnione przypadki. Teraz, w rozmowie ze znajomymi-absolwentami tej szkoły, często mówimy w gorzkich żartach, że ludzie po Władysławie IV albo mają traumę, albo jeszcze nie chcą się przed sobą przyznać, że ją mają.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka