Dodaj do ulubionych

Pierwszy, najwazniejszy krok

13.09.06, 14:48
Dlugi ten mail bedzie, jest to jednak lektura obowiazkowa dla gosci tego
forum. Co wcale nie znaczy, ze trzeba sie ze mna zgadzac. Chce nadac kierunek
temu forum inny niz pozostalych forum dietetycznych, NAM SIE TUTAJ NIE
SPIESZY! Chcemy sie zmieniac powoli, ale na zawsze! Chcemy poznac siebie i
swoje nawyki. Nie zalatwimy sprawy jednorazowa decyzja, odrobina dobrej woli,
pospiechem…Nawyki sa jak gruby pleciony przez lata sznur – ciezko go przeciac
na raz, ale mozemy rozpatac sznureczki, po jednym…

“Badzcie dla siebie cierpliwi. Indywidualne wzrastanie to proces delikatny,
wrecz uswiecony. Nie ma lepszej inwestycji. Nie jest to nagle uzdrowienie.”
(S. Covey).
Edytor zaawansowany
  • rudama 13.09.06, 15:10
    Ile z nas mysli, ze jak juz schudnie zacznie sie inne zycie?
    Ze moznaby jesc zdrowiej ALE...
    Zeby przetrwac tych kilka tygodni, miesiecy, a potem typowo „po polsku“ „jakos
    to bedzie“?
    Ilu udalo sie schudnac i potem dalej liczy kalorie i drzy o kazdy centymetr?
    Ile z nas schudlo, a potem przytylo, bo…brakowalo planu, bo to
    schudniecie „udalo sie“ za szybko, niby tyle o tym myslalysmy, a jednak
    wydarzylo sie jakby obok nas?
    Ile z nas w ogole mysli o zdrowiu, poki dopisuje?

    Ja nalezalam do grupy, ktora sie spieszyla. Bralam sie za krotkotrwale diety i
    nie mialam pojecia, co dalej. "No fajnie, bede szczupla". Ok, ale co bede
    jadla? Jak bede sie ruszac? Teraz wiem, ze miedzy innymi nigdy nie udalo mi sie
    zajsc tak daleko jak teraz, bo moj brak wizji powodowal, ze NIE MIALAM DO
    SIEBIE ZAUFANIA.
    Co to znaczy, ze na diecie myslisz: „wytrzymam“, „dam rade“, „tym razem sie
    uda“,"wiem, ze ta dieta mi szkodzi, ale POZNIEJ sie zajme zdrowym odzywianiem"?
    Czy nie znaczy to, ze sobie nie ufasz, ze sie do czegos przymuszasz, ze
    walczysz przeciwko sobie? Ze jestes z gory skazana na porazke?
    Ile z nas mysli: „tylko sobie wmawiam, ze sie uda, i tak w to nie wierze,
    dlaczego niby tym razem ma byc inaczej...“

    KROK 1) Zastanow sie jak chcialabys jesc, poruszac sie, PRZEZ CALE ZYCIE.
    Jaki jest twoj prywatny ideal, ukryte marzenie? Wizja? Co chcesz osiagnac TYLKO
    DLA SIEBIE? Jak te wizje scharmonizujesz z zyciem waznych ci osob? W jakim
    punkcie chcesz byc za 10 lat? Za 20? 40? Czy widzisz swoje zycie jak film,
    widzisz w ktorym momencie jestes? Teraz jestes mloda, myslisz tylko o bikini na
    plazy,albo wymarzonym facecie, ani ci w glowie te rozne chorobska, ktorych sie
    dorabiasz katujac organizm zlym jedzeniem, czy dietami…A moze powinny? Czy
    jestes sobie wyobrazic siebie w wieku 70 lat, kiedy lezysz w szpitalu I
    zastanawiasz sie, "czemu bylam taka glupia, czemu myslalam tak
    krotkowzrocznie"? A widzisz siebie, jak masz tych 70 lat i biegasz z kijkami
    nordic walking i myslisz o swojej sasiadce, ktora tonie w chorobskach?
    Widzisz siebie za rok, jak myslisz: he, moglam byc teraz po 15 dietach I
    pietnastu porazkach, a jednak…

    Rozlozenie wizji na tak dlugi zmienia nasz punkt widzenia. I to wesele za dwa
    tygodnie na ktore chcialas stosowac kopenhaska, ktora i tak sie pewnie nie uda
    i tylko bedziesz tam siedziec przy stole i zal zajadac weselnym tortem, czy nie
    wydaje sie mniej wazne?

    KROK 2) Potem, zastanow sie, czy osiagniecie tego idealu lezy w granicach
    twoich mozliwosci. Nie mamy wplywu na budowe naszego ciala, geny, czy wrodzony
    metabolizm. Ale mamy wplyw na nasze nawyki,nasze lenistwo, odkladanie spraw na
    pozniej niecierpliwosc. Sposob zywienia, sportu, widzenia zycia.NASZE NAWYKI TO
    NIE MY! Czy ten „krag naszych mozliwosci“ zmienia nasza wizje?

    KROK 3)
    Przemysl NAJOGOLNIEJSZE zasady tego zywienia i sportu, ktore BEDA CI
    TOWARZYSZYC PRZEZ CALE ZYCIE, podczas zrzucania wagi i podczas jej trzymania, w
    pracy, podczas nauki, sesji i oblewania tej sesji, na przyjeciach, u gosci i
    podczas przyjmowania gosci, w depresji, podczas ciazy, na urlopie, w chorobie…

    Ktora z nas by chciala liczyc przez cale zycie kalorie? Na kazdym przyjeciu do
    konca zycia wszystkiego sobi odmawiac? Odkladac diete na swietego nigdy, bo
    podroz, bo praca, bo goscie? Jesc przez cale zycie tylko tluszcze, tylko
    bialka, albo jesc tylko prdukty dietetyczne: niesmaczne, bo tak odtluszczone i
    odcukrzone…Kto by chcial odchudzac sie przez cale zycie?

    KROK 4)
    zacznij wprowadzac te zasady.TERAZ. JUZ TERAZ JESTES SZCZUPLA; MASZ SZCZUPLA
    ZDROWA DUSZE; ZYJESZ ZDROWO/SWOBODNIE/TAK JAK ZAWSZE CHCIALAS.
    Zycie nie zaczyna sie jutro, jak juz schudniesz, nawet nie zaczyna sie
    dzisiaj,ONO TRWA; TERAZ.
    Jesli zalezy ci na szybszym efekcie dietetycznym jedz TROSZKE mniej. Jak sie
    nie spieszysz – jedz po prostu zdrowo, wedlug twoich zasad. Schudniesz wolniej,
    ale dasz sobie wiecej czasu na "przejscie", na przyzwyczajenie sie. Juz teraz
    jesz to co chcesz jesc przez cale zycie, i tak jak chcesz jesc przez cale zycie.

    Moje prywatne, „najogolniejsze" zasady to nawyki 1-7.

    1) Jem regularnie
    2) Nie opuszczam posilkow
    3) Jem roznorodnie. To, co mi smakuje – rozsadnie, to, co nie – nie jem w
    ogole.
    4) Nie martwie sie na zapas (mysle racjonalnie, nie powtarzam starych bledow…)
    5) Sport na cale zycie!!!
    7) Spass – Faktor (Spass = radocha, zadowolenie, zabawa)
    8) Zachowuje dystans (zycie nie sprowadza sie tylko do odzywiania).

    O tych zasadach chetnie podyskutuje, wydalo mi sie najpierw wazne, zeby -
    zaniem zaczniemy sie rozdrabniac i wyliczac nasze pojedyncze wpadki,nawyki i
    nawyczki, zwrocic uwage na to, ze kazdy pomniejszy nawyk miesci sie w
    generalnym nawyku generalnym, ktory ma odniesenie do calosci naszego zycia.
  • anna.belle 05.10.06, 10:28
    strasznie fajnie to napisałaś. chyba właśnie jestem na takim etapie w swoim
    życiu, że powoli staram się zmieniać pojedyncze rzeczy, przyzwyczajenia. tak
    żeby ułożyły się stopniowo w optymalna całość :)
  • rudama 05.10.06, 18:50
    Dziekuje;)
    Ja przez ponad dziesiec lat szarpalam sie z roznymi dietami. Oczywiscie nie
    kazdego dnia, ale temat stale mi towarzyszyl, wracal.. Potem ponad rok zajelo
    mi "pogodzenie sie" z faktem, ze...moje nawyki to nie ja. A dopiero od kilku
    miesiecy ucze sie nowego stylu zycia. Jesc, tak jak zawsze chcialam. Uprawiac
    sport, tak jak zawsze chcialam. Myslec i organizowac czas, tak jak zawsze
    chcialam.

    Po kilku tygodniach na tym forum widac juz, ze jest tu sporo osob o bardzo
    dobrych nawykach, dlugich doswiadczeniach i silnie uformowanym zdrowym
    swiatopogladzie zywieniowym. Ciesze sie zatem tym bardziej na kazda duszyczke,
    ktora pragnie droge do zdrowego zycia pragnie zaczac troche wczesniej lub od
    samego poczatku. Trzymam kciuki!
  • rudama 05.10.06, 18:52
    Sorry za powtorzenia ("pragne pragne" itp.), chyba przechwalilam swoja
    organizacje czasu..;)
  • rudama 14.11.06, 23:53
    Odpuscilam sobie ostatnio, zgubilam moja wizje.
    Odpuscilam sobie i zlapalam nieco tluszczyku:(
    Zamieszalam sie straszliwie, popuscilam starym nawykom: kompulsom,
    kombinatorstwu, niezdecydowaniu,perfekcjonizmowi.Straszna mieszanka ten
    perfekcjonizm z niezdecydowaniem, prawda?
    Tak bardzo chcialam zaczac zycie "o ktorym zawsze marzylam" i byc tak idealna,
    ze przesadzilam.
    Bardzo duzo koncentracji kosztuje mnie teraz odbudowanie wizji, ale walcze.
    Za szybko uwierzylam, ze "juz po wszystkim".
    Moje nawyki to nie ja, ale ten pleciony przez lata sznur jest duzo grubszy niz
    pozwolilam sobie uwierzyc.
    No i co, mam teraz usiasc i plakac, taplac sie w rozpaczy?
    NIE.
  • leigh7 15.11.06, 12:59
    No pewnie, ze nie :).
    Najwazniejsze, to sie nie poddawac, i nawet gdy przychodzi chwila slabosci (a
    kazdy je ma, oj kaaaaazdy :), przejsc nad nia do porzadku dziennego ze
    zrozumieniem dla faktu, ze jestesmy 'tylko' ludzmi :).
    Ja co prawda kilogramow gubic nie musze, ale i tak mam duzo do zrobienia w
    kwestii swojej diety i kondycji. Wyznaczam sobie srednio co miesiac daty, ze od
    teraz to juz juz... (zaczne dobrze sie odzywiac, ruszac, spac, patrzec
    pozytywniej na swiat...), a wszystko ma sie zmienic w jednym momencie i na hura
    - i lapie sie na popijaniu kolejnej kawy zagryzanej czekolada... :/
    Poki co, ciesze sie z tego, ze udalo mi sie wyrobic nawyk witania dnia woda z
    cytryna oraz talerzem owsianki oraz codziennej jazdy na rowerze.
    Od czegos trzeba zaczac, a potem pomalutku dodawac troche wiecej :)
    Dlatego tak mi sie spodobalo to forum - akcentuje zmiany powolne i trwale.
    Czyli te najlepsze.

    Trzymaj sie mocno i cieplo.
    Pozdrawiam. :)
  • rojew84 15.11.06, 14:40
    sztywność,reguły,perfekcjonizm do niczego dobrego nie prowadza.Trzeba nauczyć
    się żyć naprawdę ze sobą i nie bać się:pragnień,decyzji i reakcji.
    Może idealna dieta to mit?
  • chihiro2 15.11.06, 15:03
    Rudama, ja tez sie ostatnio troche pogubilam jakos... Bylam na wakacjach, na
    ktorych folgowalam sobie strasznie. przytylam troche, wszystko jest przyciasne.
    Staram sie ograniczac jedzenie w rozsadny sposob, cwiczyc, ale to pierwszy
    tydzien po urlopie i ciezko mi idzie. Pogoda nieladna, po pracy jest ciemno,
    rano tez i w ciemnosci nie bardzo chce mi sie biegac.
    Smutno mi jest troche ostatnio, martwie sie wieloma sprawami na zapas, dopadla
    mnie jesienna chandra i mam wrazenie, ze wielu aspektom nie podolam. I zla
    jestem na siebie, ze pieszcze sie tak ze soba, zamiast wziac sie w garsc i nie
    szukac wymowek. Bo najchetniej poszlabym spac i obudzila sie, jak wszystko sie
    samo (oczywiscie samo, bo ja nie mam ochoty ruszyc palcem) pouklada...
    Jak z tego wybrnac?
    I tez jestem jak Ty niezdecydowana, perfekcjonistyczna, niecierpliwa, nie do
    konca wierzaca w sama siebie ostatnio i do tego jeszcze dosc niechetna przyznac
    sie do swoich slabosci, lenistwa i zmartwien.
    --
    In order to be irreplaceable, one must always be different.
    Coco Chanel
  • krasnoludka 15.11.06, 16:13
    nie wierzę, że to ty napisałaś...
  • chihiro2 15.11.06, 16:27
    Ja, Krasnoludko, ja :((( Niestety, chlip chlip... W weekend bedzie lepiej, ale
    na razie zmartwienia i zmeczenie troche mnie przywalily. Chce isc do domu,
    zajac sie swoimi sprawami, a nie tkwic teraz w pracy...
    --
    In order to be irreplaceable, one must always be different.
    Coco Chanel
  • krasnoludka 15.11.06, 22:15
    życie to jedna wielka sinusoida, raz na górze, raz na dole. zle trzeba
    przeczekać, dobrym się cieszyć. czasem na zapas...
  • rudama 15.11.06, 20:21
    Chihiro, moglabym sie podpisac pod twoim listem,
    szczegolnie motywem z zasnieciem (najlepiej z kciukiem w buzi:)).
    Dodatkowo sama postawilam sie pod presja poprzez fakt, ze jestem w zwiazku i
    moje hustawki zywieniowo-nastrojowe przeplywaja chcac niechcac na Niego.

    Moze dlatego koncentruje sie podwojnie, zeby sie wziac w garsc.

    Zapadla mi w pamiec przeczytana kiedys wypowiedz zalozyciela polskiego klubu
    Anonimowych Zarlokow (niestety nie pamietam jak sie ten pan nazywa).
    Zeby sie uspokoic i wybrnac z kompulsow narzucil sobie nawyk zelaznej
    regularnosci (3 razy dziennie i ani raza wiecej), jedzenia wizualnego (jem to
    co na talerzu), jedzenia spokojnego (bez polykania i pospiechu). Twierdzil, ze
    dzieki temu musi jakos wypelnic dosc dlugi czas pomiedzy posilkami. Sama
    chcalilam regularnosc i nie wzialam na powaznie mojego ostatniego zabiegania.

    Takie to niby proste. A wlasnie te prostote zagubilam zaglebiajac sie ostatnio
    w kwestiach, ktory sposob zywienia jest najlepszy z mozliwych, z czym co
    laczyc, czego sobie odmawiac.

    To zabawne i smutne zarazem, ze o ile jeszcze niedawno perfekcjonistycznie
    odmierzalam np. proporcje tluszczow do wegli, albo perwersyjnie odmawialam
    jedzenia "tych bezwartosciowych oczyszczonych potraw", tak gdy sobie juz
    zaczelam odpuszczac rzucalam sie na te najbardziej zakazane potrawy.
    Czyli moj styl "zdrowego zywienia" ostatecznie niewiele roznil sie od mojego
    wczesniego stylu "odchudzania sie".W glowie mam tez taki sam bigos, co do
    stylow zywienia sie, jak kiedys co do diet.

    Tak nie chce. Wrcacam do ukladania podstawowej WIZJI.
    Mam dosyc zastanawiania sie, co jest najzdrowsze ze zdrowego.
    Najzdrowsze DLA MNIE jest w ogole myslenie jak najmniej o jedzeniu.
    Skupilam sie na tym CO jem, zapominajac JAK jem.







  • rojew84 15.11.06, 20:40
    rudama napisała:

    >> Tak nie chce. Wrcacam do ukladania podstawowej WIZJI.
    > Mam dosyc zastanawiania sie, co jest najzdrowsze ze zdrowego.
    > Najzdrowsze DLA MNIE jest w ogole myslenie jak najmniej o jedzeniu.
    > Skupilam sie na tym CO jem, zapominajac JAK jem.
    >
    >
    >
    >
    co znaczy ze wracasz do układania podstawowej wizji?

    Zgadzam sie co do miimalizowania mysli o jedzeniu!!!
    >
    >
    >
  • chihiro2 15.11.06, 20:52
    Ja nie mam problemu z jakoscia produktow (poza tymi wakacjami), czy
    regularnoscia - jadam bardzo regularnie, tak jak regularne jest moje poczucie
    glodu. Czasem zjem za duzo, ale raczej zdrowego (naprawde minimusli po
    przyjsciu z pracy, przed wlasciwa kolacja, nie jest potrzebne - to raczej
    emocjonalna przyjemnosc kojarzaca sie z domem, spokojem i milym, cieplym
    wieczorem). U mnie problem stanowi ta dziwna niemoc do cwiczen (tzn. mam wielka
    ochote, ale akurat wtedy, gdy jestem w pracy). W weekend naprawde sporo cwicze,
    i lubie, i chetnie moge spedzic na cwiczeniach duzo czasu. Ale w tygodniu -
    porazka. No i to myslenie!!! Wyczytalam, ze kiedy sie nie dosypia, poziom
    kortyzolu rosnie, wtedy ma sie wiekszy apetyt i mniejsza ochote do wysilku. No
    i sprawdza sie. W weekend wstaje dwie godziny pozniej, w zwiazku z tym
    sniadanie jem pozniej i tak mi wypada jedna przekaska z dnia, nie mam ochoty
    podjadac (bo nie wracam z pracy i nie musze sie "dopieszczac") itd. Czyli
    najlepszym wyjsciem z sytuacji dla mnie - nie pracowac!
    A co do Twojego skupiania sie na jedzeniu - w ostatnim Twoim Stylu, ktory
    dostalam od mamy, jest wywiad z Francuzka, autorka ksiazki "Francuzki nie tyja"
    (czy jakos tak). Mowi ona b. ciekawa rzecz: "Amerykanki skupiaja sie na tym,
    czego NIE moga jesc, zas Francuzki koncentruja sie na przyjemnosciach". Bardzo
    zwykla, a madra rzecz. Wiadomo, ze jak sobie czegos odmawiamy, mozg to od razu
    rejestruje i przypomina ciagle o zakazanym owocu. Ile to razy ja sama mowilam
    sobie: "Juz nigdy wiecej nie zjem chipsow!", po czym kupowalam paczke "bo to ta
    ostatnia". Tak tez robia kobiety, ktore opychaja sie przed dieta, "bo i tak sie
    bede odchudzac, no i przez miesiac nie tkne tego czy tamtego". Wazne jest, by
    nie odmawiac sobie niczego tak doszczetnie, by nie traktowac jedzenia w
    kategoriach "zakazane", wtedy sie wariuje. Ale z ta cala swiadomoscia, co dobre
    a co zle, jest to baaaardzo trudne zadanie...
    Jednak jak juz pisalas w pierwszym poscie - mamy czas, uczymy sie cale zycie :)
    --
    In order to be irreplaceable, one must always be different.
    Coco Chanel
  • rojew84 15.11.06, 23:17
    chihiro2 napisała:

    > Ja nie mam problemu z jakoscia produktow (poza tymi wakacjami), czy
    > regularnoscia - jadam bardzo regularnie, tak jak regularne jest moje poczucie
    > glodu.

    chciałabym sobie pozwolić na taką regularność. Generalnie moje życie toczy się
    w dość nieprzewidywalny sposób.Poza tym często nie mogę zjeść,gdy jestem głodna
    bo mam np. pod rzad 3 godziny zajęć.
    Tak bardzo mnie to denerwuje ze mam ochote wycofywać się z rzeczywistościL:(
  • chihiro2 15.11.06, 23:30
    Pod rzad, ale chyba z jakas miniprzerwa? Mozesz podczas jednej zjesc jablko,
    podczas drugiej jogurt z orzechami. Chyba sie da?
    Ja na szczescie mam ten luksus, ze regularnosc nie stanowi problemu. A jestem
    ayurwedyczna pitta, ktore musza miec jakas rutyne w zyciu. Jak nie jem
    regularnie jestem smutna, rozdrazniona i bardzo cierpie.
    --
    In order to be irreplaceable, one must always be different.
    Coco Chanel
  • rojew84 17.11.06, 12:32
    hmmm....a jak to jest z okresleniem swojego typu?Sama zdiagnozowałaś?

    Ja potrzebuję dobrych posiłków o regularnych odstępach ale zawsze myślałam,że to
    jest jakaś chora potrzeba kwalifikujaca sie na zaburzenia . Przecież życie tak
    często częstuje nas dyskomfortem.Często trzeba poświęcać swoje potrzeba choćby
    dla innych przyjemności lub obowiazków.
  • chihiro2 17.11.06, 13:52
    Tak, sama. Latwe to jest z moim przypadku, zreszta mniej wiecej po wygladzie,
    zachowaniu i upodobaniach potrafie u kazdego stwierdzic, jaki typ przewaza.
    Dodatkowo zamierzam w Indiach pojsc do jakiegos ayurwedycznego lekarza, zeby
    sie wiecej o sobie dowiedziec i zeby mi doradzil w kwestiach diety i stylu
    zycia.
    Nie wydaje mi sie, by czesto trzeba bylo poswiecac swoje potrzeby. Ja mam malo
    takich sytuacji. Jedyne, co naprawde poswiecam to cwiczenia (najchetniej
    cwiczylabym w czasie, w ktorym musze pracowac - ale moze to tez kiedys sie
    zmieni, jak np. rozpoczne prace na wlasny rachunek. Jesli rozpoczne...), no i
    nie dosypiam regularnie w tygodniu :( Probuje to zmienic, ale nie wychodzi mi.
    --
    In order to be irreplaceable, one must always be different.
    Coco Chanel
  • leigh7 17.11.06, 16:02
    Chihiro2, a moglabys podac zrodla na ktorych sie opieralas stawiajac sobie ta
    diagnoze? Ja szukalam testow w internecie, ale sa tam bardzo uproszczone i chyba
    nie mozna na nich za bardzo polegac.
    Ponadto, chyba malo kto jest czystym typem, najczesciej jest sie mieszanina
    dwoch, z przewaga jednego.
    Ajurweda interesuje sie od niedawna, czytajac w zasadzie wszystko z orientalnych
    rzeczy co wpadnie mi w rece.
    I hurtem jeszcze jedno pytanie, skoro juz dopadlam klawiatury (mam nadzieje ze
    mnie rudarama nie wytnie) :) gdzies w watkach pisalas o tym ze robilas sobie
    glodowki oczyszczajace (2?3?). Czy Twoim zdaniem lewatywa jest konieczna?


    A co do sennosci, to nie znam osoby ktora nie skarzylaby sie na to ze brakuje
    jej snu :/.
    Spotkalam sie z teoria, ze podzial ludzi na sowy i skowronki jest sztuczny i
    sluzy tylko usprawiedliwianiu niezdrowych przyzwyczajen - tak naprawde kazdy
    zgodnie z natura i jej rytmem powinien wstawac wczesnie rano (po wschodzie
    slonca), a klasc sie najpozniej o 22. Wtedy organizm najlepiej sie regeneruje, i
    najlepiej odpoczywa. Rano ma sie wiecej energii, a i dzien jest jakby dluzszy...
    Wiec moze po prostu wczesniej klasc sie spac?
    O, mozna stworzyc nowy watek o rytmie dnia i wypoczynku - mysle ze jest nie
    mniej wazny niz dieta i ruch.
    Pozdrawiam cieplo.
  • chihiro2 17.11.06, 16:16
    Podaje zrodlo do "diagnozy" ayurwedycznej, ktore wedlug mnie jest najlepsze z
    internetowych: www.holistic-online.com/ayurveda/ayv_home.htm Jest po
    kilka stron na temat kazdej dosha, bardzo dokladne plany zywieniowe dla kazdego
    typu, plus wiele innych ciekawych informacji.

    Co do glodowek - tak, zrobilam trzy, ktore moge uznac (7-dniowa, 10-dniowa i 9-
    dniowa). Uwazam, ze lewatywy sa absolutnie niezbedne. Nie mam za duzo toksyn
    generalnie, bo zdrowo zyje i dobrze sie odzywiam na co dzien, mimo to, gdy za
    pierwszym razem nie zrobilam lewatywy, cierpialam bardzo. Wymiotowalam, brzuch
    bolal mnie okropnie, czulam sie zle i slabo. Przy nastepnych lewatywy juz
    stosowalam i cale oczyszczanie przeszlo znacznie przyjemniej (o ile mozna mowic
    o jakiejs przyjemnosci w tym kontekscie w ogole).

    Tez uwazam, ze podzial na sowy i skowronki jest sztuczny. Kazdy wlasciwie
    lepiej funckjonuje jak jest jasno. A ze ciemno robi sie teraz wczesniej niz
    latem, tym samym organizm sygnalizuje potrzebe dluzszego snu (tak sadze).
    Jasne, ze recepta jest wczesniejsze kladzenie sie spac. Tylko ze szkoda mi dnia
    i wieczora! Tyle chce zrobic po powrocie z pracy, a czasu nie starcza na
    wszystko... I przed spaniem - jeszcze sie porozciagam, jeszcze rozdzial ksiazki
    przeczytam, jeszcze to i tamto... I czas ucieka i robi sie coraz pozniej :(
    W weekend dosypiam za to. A nawet jak wstane wczesniej, zeby np. raniutko
    pobiegac czy pojsc na spacer (lubie to, a w tygodniu nie mam czasu rano), moge
    sie zdrzemnac po poludniu, jak spac mi sie zachce. Trudna sprawa z tym snem :(
    To co dobre u mnie to to, ze sen mam dobry. Nie wiem, co to znaczy "zle spac".
    Zasypiam w ciagu maksymalnie 5 minut od zamkniecia oczu, nie budze sie w nocy,
    mam duzo snow, ktore najczesciej pamietam, i generalnie sen mnie regeneruje.
    Tylko ze za krotko.
    --
    In order to be irreplaceable, one must always be different.
    Coco Chanel
  • rudama 17.11.06, 22:04
    Rojew84,
    "Wracam do ukladania podstawowej wizji" tzn. przemyslenia tego, jak chce przez
    cale zycie jesc i "nie dla jedzenia" i oprocz jedzenia zyc.
    Ostatnio skupilam sie na tym "co" chce jesc, stosujac to czesto jako wymowke
    dla starych nawykow formalnych: odpuszczania sobie, jedzenia pod wplywem
    emocji...
    I chyba jestem na dobrej drodze, krok po kroczku...
    I wiecie, co wam powiem? Dobrze miec to forum, dobrze WAS miec..:)

  • rojew84 18.11.06, 21:16
    ja chciałabym nie skupiać się tak bardzo na jedzeniu,nie poświęcać tej sferze
    tyle czasu ale jednocześnie dobrze jeść,zdrowo.I tu odczuwam ogromny dysonans:(

    Podam dzisiejszy przykład:spotkałam się z przyjaciółmi , pogadaliśmy
    trochę,łaziliśmy sobie i potem oni wymyślili kino.Ja miałam na nie ochotę
    ALE:film był od 18 do 10.Ja już robiłam się głodna.W domu czekała pyszna,gęsta
    zupa z brukselką, której bardzo potrzebował mój brzuszek.Znajomi kupili coś w
    fastfoodzie a Ja....zrezygnowałam z kina i wróciłam do domu.I co z tego,że
    fizycznie jest dobrze-zjadłam ciepłą zupę i dobrą kanapkę z kminkowym chlebem
    i kozim serem?Czuję jednak do siebie żal,jest mi smutno i odczuwam stratę.

    I jak tu dojść ze sobą do ładu?
    Takie chwile zdarzają mi się codziennie.
  • rudama 27.11.06, 17:30
    A jakby w tym fast-foodzie kupic sok i salatke? Albo wymienic korzysci plynace z
    brukselki na korzysci spoleczne?
    Ja strasznie staram sie unikac takich "odmow", jako ze u mnie konczy sie to zbyt
    czesto frustracja i pocieszaniem czekolada. Nawet jesli nie tego samego
    wieczoru, to pozniej; to we mnie siedzi.
    Ale w takim metaforycznym fast-foodzie musze sie tez bardzo pilnowac.
    I tak zle i tak niedobrze.



Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka