Dodaj do ulubionych

Renaty Ochwat blog ochwacony

IP: *.centertel.pl 09.05.14, 00:13
Renaty Ochwat blog ochwacony

Jak się nie ma o czym pisać, to lepiej po prostu nie pisać. Ale jak się jest lokalną pisarką i dziennikarką „od kultury” – to pisać trzeba… Choćby o swoim piciu kawy i o tym, jak się piętnaście lat temu poszło do kina na „Pana Tadeusza”.
Renata Ochwat w swym blogowym tekście „Na kawę do muzeum” („Echo Gorzowa”, 7.05.2014) czuje się w obowiązku przypomnieć czytelnikom blogu, kto napisał „Pana Tadeusza” i kto film nakręcił, bo entuzjaści twórczości blogowej Renaty Ochwat tego nie wiedzą, albo przynajmniej autorka tak o nich myśli. Warto zacytować tu odnośny fragment: „Jest taki film, nosi tytuł „Pan Tadeusz”, nakręcił go Andrzej Wajda, obsadził w nim mnóstwo obecnych gwiazd. No i wyszedł sobie taki zakalczyk z dużą pretensją. Ale ten film pamiętam z dwóch powodów. Po pierwsze w tym filmie jest niebywale piękna sekwencja z kawiarką, czyli sceną parzenia kawy. W epizodziku, mistrzowskim zresztą wystąpiła Krystyna Zachwatowicz, żona reżysera. I ta scena, której zresztą ten mierny poeta Mickiewicz wcale nie napisał, jest warta całego tego filmu”.
Tu entuzjaści i pozostali czytelnicy literatury blogowej Renaty Ochwat mogą uzyskać kolejną cenną informację. Przede wszystkim, że Mickiewicz miernym poetą był. Rzeczywiście, małość jego twórczości jawi się w pełni przy wielkości epopei blogowej Renaty Ochwat. To niewątpliwie daje jej prawo do sądów nieomylnych i ostatecznych. Możemy jeszcze dowiedzieć się (gdyby ktoś tego nie wiedział), że miernotą reżyserską jest także Andrzej Wajda, skoro taki, nawet nie zakalec, tylko „zakalczyk” upiekł. Dobrze, że ma żonę, która film ratuje (w epizodzie z kawiarką).
Widać, że w Skwierzynie (gdzie Renata Ochwat do szkół chodziła) nie kazali czytać „Pana Tadeusza”, albo pisarka wolała już wtedy pisać, niż czytać. Gdyby dokładniej zajrzała do „Pana Tadeusza” (nigdy nie jest za późno), odnalazłaby passus o parzeniu kawy w dawnej Polsce i o kawiarce, bardzo ładny i dość obszerny. Mickiewicz potraktował go jako dygresję do tekstu poświęconemu zasadniczej akcji, rozgrywającej się na Litwie, a Wajda bardzo ładnie znalazł dla niego miejsce „na paryskim bruku” . Nota bene, za sprawą sposobu odegrania tej sceny przez śp. Krzysztofa Kolbergera, Wajda kompletnie przeinaczył też intencję Mickiewicza, który tradycję polskiego parzenia kawy (ostatecznie jedną z najstarszych w Europie) rzeczywiście chwalił, a nie wykpiwał. Że tradycja zanikła, widać (także po blogu o kawie). Jeśli więc smakoszka kawy, zasmakowała tylko w tej scenie, to zrozumiała z „Pana Tadeusza” (zarówno Mickiewicza, jak i Wajdy) tyle, ile prawdziwi smakosze kawy mogli jej kupić w sklepie za Gomułki. (Do wiadomości młodszych czytelników: Towarzysz Wiesław nakazał drastycznie zmniejszyć import „kapitalistycznej” kawy i przerzucić się na „socjalistyczną” wówczas gruzińską herbatę).
Drugim powodem, dla którego Krystyna Ochwat w ogóle pamięta film „Pan Tadeusz” była bytność w kinie ówczesnego wojewody Jana Majchrowskiego. Tu dochodzimy do tytułowych fascynacji i irytacji autorki (wszak cały blog nosi tytuł „Moje irytacje i fascynacje”). Fascynacja dotyczyła z pewnością pojawienia się młodego wojewody, który usiadł całkiem blisko przyszłej pisarki-blogerki… Wszak szczerze wyznaje ona, że to „człowiek na pewno warty osobnego felietonu” (bardziej po polsku byłoby „wart”, ale intencja i tak jest jasna).
Tu jednak pojawia się także wyraźna irytacja blogerki Ochwat, do której szczerze przyznaje się przed czytelnikami: wojewoda nie przyszedł sam, tylko z żoną. I to w dodatku jakąś obcą („pochodzącą bodajże z Maroka, nie pamiętam dokładnie skąd”). Nawiasem mówiąc, jak się nie pamięta, to się nie pisze, ale jak się pisze – znaczy, że się pamięta. Jedno jest pewne: żona wojewody Majchrowskiego ze Skwierzyny na pewno nie pochodziła.
Irytacja Renaty Ochwat sięgnęła szczytu, gdy małżonkowie Majchrowscy coś tam sobie szeptali i to po francusku. Rzeczywiście irytujące, zwłaszcza jak się ni w ząb nie rozumie, co też tam oni gadają i to w dodatku w języku Mickiewicza, w którym prowadził wykłady paryskie. „Bardziej schizofrenicznej sytuacji jakoś sobie nie wyobrażam. Było śmiesznie, a potem wysoce irytująco. No ale cóż, krzyczeć na wojewodę nie wypadało, a ja i tak jestem pewna, że pani Fatiha i tak nic nie zrozumiała” – kończy ten odcinek swego blogu Renata Ochwat.
Całkiem słusznie. Zamiast krzyczeć w kinie, można cicho zwrócić uwagę, albo się przesiąść. Tak czynią specjaliści od kultury… praktycznej. Zupełnie nietrafne użycie terminu „schizofreniczny” także należy pisarce wybaczyć. Ostatecznie nie gorszy przecież od pisarki-blogerki autor - Iwan Bezdomny - też miał z tym terminem kłopot i nawet profesor Strawiński mu tego nie wyjaśnił. (To z innego „zakalczyka”, tym razem „Mistrza i Małgorzaty”). A czy wojewodzina Fatiha Majchrowska zrozumiała? Oj, bardzo obawiam się, że znacznie więcej i lepiej niż gorzowska pisarka, dziennikarka i blogerka – Renata Ochwat.

Ksiądz Robak
8.05.2014 r.
Edytor zaawansowany

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.