Alzheimer

WNĘTRZNOŚCI

założyciel: hiena-margie

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • jest przerażający...
    :{
    --
    Wy smutasy i mazgaje...
    • 26.11.08, 21:20 Odpowiedz
      Jak byłam nastolatka mieszkałam. kilka lat z osoba chora na
      alzhaimera To był koszmar dla mnie i całej rodziny...to bardzo,
      bardzo trudna choroba.Obecnie najgorszym koszmarem mojej mamy jest
      to ze moze sama na nia kiedyś zachoruje...
      • 26.11.08, 21:41 Odpowiedz
        Matka mojej ciotki chorowała 8 lat. Ostatnie 4 najgorsze ,ciotka musiala zajmować sie nią jak kilkuletnim dzieckiem. Wzięła urlop zdrowotny -roczny aby moc w ostatnim okresie zycia z nią być, pilnować jej. Jednej nocy zbyt moco spała, umęczona po całym dniu pilonowania staruszki, która w nocy chcąc skorzystać z łazienki pomyliła drzwi. Wypadla z balkonu na pierwszym pietrze. Umarła kilka dni pozniej w wyniku obrażeń. Ciotka nawet nie płakała. Na uwagi reszty rodziny, ''dlaczego, przeciez straciła matke'' odpowiedziała prosto. Ja matkę straciłam kilka lat temu, kiedy przestałam mieć z nią kontakt. Żyła w swoim świecie, na dzieci mowiła per pan, pani, godzinami włóczyla sie po podwórki czekając az ukochana córka przyjedzie. Córka była tuż obok i cierpaiła patrząc na matke, ktora całe życie pracowała jako pedagog, była w swietnej formie intelektualnej...az do choroby.
      • 26.11.08, 21:53 Odpowiedz
        Podobno jest niedziedziczna.

        Znam przypadek Pana, ktory ganial żonę z nożem / lub gdy budzila sie
        widziala ostrze nad glową/ ze słowami "wynos sie stad ty k..., co
        zrobilas z moją żoną, byla piekna i mloda,a Ty jestes stara i
        brzydka".

        Naprawde okrutna to chorobasad
    • 26.11.08, 23:21 Odpowiedz
      A jakie są objawy?
      • 26.11.08, 23:23 Odpowiedz
        depresja
        trochę agresja
        zanik pamieci
        pomieszanie z poplątaniem.
        ponieważ nie ma mnie na miejscu, jade jutro zobaczyć co się dzieje,
        narazie jest mega nerwówka.
        --
        Wy smutasy i mazgaje...
        • 26.11.08, 23:33 Odpowiedz
          W zasadzie Ch.A. nie zaczyna się tak nagle.
          • 26.11.08, 23:38 Odpowiedz
            wiem....
            zobaczę poprostu o co chodzi....
            --
            Wy smutasy i mazgaje...
            • 27.11.08, 11:25 Odpowiedz
              Az mi się gorąco zrobiło, jak zobaczyłam dziś tytuł Twojego wątku.
              Nawet nie wiem, od czego zacząć. Tak, to straszna choroba. Ja mam ją
              na codzień, moja mama choruje. Zdiagnozowana została parę miesięcy
              temu. Jeszcze w kwietniu mama mieszkała sama i z pomocą naszą i
              życzliwych sąsiadów (zakupy, obiady) radziła sobie bardzo dobrze. Od
              początku maja ma całodobową opiekę, mieszka z nią pani, która się
              wszystkim zajmuje. Nie jest już w stanie funkcjonować sama. Choroba
              Alz. ma 2 etapy. Mama ma drugi etap; trzeci polega na tym, że
              człowiek już tylko leży, nie mówi, nie ma z nim kontaktu. Codziennie
              po rozmowie z mamą czy wizycie u niej ryczę, bo nie mogę patrzeć na
              jej bezradność. Jest jak kiluletnie dziecko, które zrobi, co mu się
              każe. Ale najgorsze jest to, że ona wie na co choruje, zdaje sobie
              sprawę na czym polega ta choroba. I z tym sobie zupełnie nie radzi.
              Kończę już ten post, bo łzy mi ciekną, a w pracy siedzę, zaraz ktoś
              przyjdzie z jakąś sprawą. Daj znać, jeśli potrzebujesz jakichś rad,
              pomocy. Mam nadzieję, że w przypadku osoby Tobie bliskiej diagnoza
              nie potwierdzi podejrzeń, życzę Ci tego z całego serca.
              • 27.11.08, 16:15 Odpowiedz
                choroba straszna. moja babcia z którą mieszkałam chorowała na
                alzheimera. najukohańsza babcia na świecie, która swoje wnuki
                stawiała zawsze na pierwszym miejscu, zawsze miała dla nich czas,
                naleśniki, racuchy na jedno skinienie(ach co to były za placki
                smażone jeszcze na starym piecu kuchennym). zaczęło się od gubienia
                rzeczy. najpierw szukała wciąż gdzie są jej okulary, zapominała o
                różnych rzeczach. ale z tym dało się żyć. pamiętam że rodzice
                ukrywali co się z nią tak naprawde dzieje. wiedzieliśmy tylko my i
                dziadek. i chyba to dobrze. myślę że dla takich ludzi prawdziwym
                problemem jest myśl że będą od kogoś zależni. później dochodziło do
                tego że trzeba było drzwi trzymać pod kluczem , bo ciągle wychodziła
                i szukała gdzie jest jej dom. robiło się to niebezpieczne bo nie
                potrafiła sama wrócić.zdarzało się że ktoś obcy odprowadzał ją do
                domu. nie poznawała nikogo. tego ostatniego czasu z życia babci
                staram się nie pamiętać. to może poczuć i wyobrazić sobie tylko
                osoba z tym bezpośrednio związana. była z nami do samego końca. jej
                pokój zamienił się w szpital a my wszyscy w pielęgniarki. jako 17
                letnia dziewczyna potrafiłam założyć kroplówkę czy podać morfinę.
                jak wracam myślami wydaje mi się to przerażające. wiem że w mojej
                mamie myśl że może też zachorować budzi strach, zresztą we mnie też.

                "jeżeli za wszystko jest śmierć
                to ja za nic ginąć nie będę" W. Bartoszewski
                • 27.11.08, 16:48 Odpowiedz
                  wg mnie ludzie, zyją tak krótko ,że wszelakie choroby powinny omijac ludzi szerokim łukiem. To przykre jak sie patrzy na tak ciezko chorego człowieka w dodatku nie mogąc mu pomoć z żadem sposób.
                  • 27.11.08, 17:22 Odpowiedz
                    To generalnie jest bardzo trudnia sytuacja. I bardzo obciążająca dla
                    rodziny (pod każdym względem - emocjonalnym, finansowym). Ja nie
                    wiem, co będzie dalej. Czy podołam opiece nad mamą? To jest jedna z
                    takich sytuacji, gdzie, patrząc z zewnątrz, człowiek myśli, jasne,
                    dam radę, to moja matka. Ale jak się w tym siedzi. to nie jest to
                    takie proste i nie wiem, czy się pewniego dnia nie skończy domem
                    opieki... Na razie ciężko mi o tym myśleć, ale nie wykluczam takiego
                    rozwiązania.
                    • 27.11.08, 17:25 Odpowiedz
                      I Anamelia, podziwiam, chapeaux bas!
                      • 27.11.08, 17:51 Odpowiedz
                        co do domów opieki, dla większości ludzi jest to okrucieństwem , jak
                        można oddać bliską nam osobę do takiego miejsca. jestem pewna że w
                        pewnym momencie choroby dla mojej babci byłoby obojętne czy jest tu
                        czy gdzie indziej. wszędzie czuła się obco. a zwracanie się jej do
                        mnie, swojej wnuczki: proszę pani czy mogę już iść do swojego domu,
                        było niesamowicie przykre. to, że była z nami to decyzja mojej mamy.
                        nam pozostało tylko pomóc, na ile mogliśmy. było ciężko. nie wiem co
                        mogę poradzić osobom parającym się aktualnie z tym problemem. nie
                        orientuje się również na jakim etapie jest w tej chwili medycyna. 10
                        lat to dużo. jest to duży problem. myślę że wżne jest aby rodzina w
                        takiej sytuacji się zjednoczyła aby nie pozostać z tym samemu. bo
                        samemu się nie da rady. może nie tyle fizycznie co siada psychika.
                        pozdrawiam
                        --
                        "jeżeli za wszystko jest śmierć
                        to ja za nic ginąć nie będę" W. Bartoszewski
                    • 27.11.08, 17:50 Odpowiedz
                      ela38 rozumiem ciebie doskonale. Pamietam jak mama ciotki w chorobie była strasznie zlosliwa. Potrafiał, jak jeszcze byla na chodzie, smiecie do zupy wsypywać. Ciotka płakała z bezsilnosci. Potrzeby fizjologoczne załatwialam tam gdzie stała. Miała problemy ze zwieraczami a pampków nie dała sobie zakladać. Musisz byc silna, kto jak nie córka, moze pomóc mamie.
    • 27.11.08, 23:48 Odpowiedz
      chyba jestem w szoku jeszcze
      i nie wiem co powiedzieć.
      chyba lepiej nic.....
      --
      Wy smutasy i mazgaje...
      • 27.11.08, 23:56 Odpowiedz
        Niestety, jest tak pisały dziewczyny wyżej. Ja nie chciałam opisywac
        rzeczy detalicznie, ale wiesz mi to co napisały dziewczyny jest i
        tak bardzo delikatne to naprawde przerażajaca choroba.

        Ale wiesz to się da ogarnąć, nie jest łatwo ale da się więc nawet
        jeśli to jest ta choroba to masz jeszcze troche czasu żeby powoli
        przywyknąć i wszystko zorganizowac jak najlepiej.
        Trzymam kciuki za pomyslne wiadmości.
        • 28.11.08, 10:22 Odpowiedz
          Do pewniego momentu da się to wszystko ogarnąć. Ale w tej chorobie
          zawsze przychodzi taki etap, że chory jest bardzo złośliwy, często
          agresywny. To nie jest jego zła wola, wynika to z braku możliwości
          komunikowania swoich potrzeb, oczekiwań, uczuć. Moja mama jest teraz
          bardzo kochana, taka mała bezsilna istotka. Etap agresji jeszcze nie
          nadszedł. Od paru miesięcy nie kontroluje tez swoich potrzeb
          fizjologicznych, chodzi w takich specjalnych pieluchomajtkach dla
          osób dorosłych. To także dla bardzo duży stres dla niej, bo zdaje
          sobie z tego sprawę.
          Kolejnym problemem są koszty opieki. Rosną one właściwie z miesiąca
          na miesiąc. Na razie, oby jak najdłużej!, jesteśmy w stanie opłacić
          opiekę dla mamy, leki, te pieluchomajtki. Pani, która zajmuje się
          mamą i mieszka z nią, raz w miesiącu ma 3 dni wolne. Do tej pory w
          te dni wolne zajmowała się mamą jej siostra, ze mną dochodzącą. Ale
          ona nie daje rady zarówno fiycznie jak i psychicznie. Mam y więc
          panią, która ją zastępuje. I takie zastępstwo to koszt 200-300 zł za
          dzień... Ktoś powie, że nie powinnam tak na to patrzeć, ale skądś
          trzeba brać te pieniądze...
    • 29.11.08, 23:58 Odpowiedz
      Dzisiaj mija kolejny dzien.
      Powoli się oswajam. Niemniej przeraża mnie to co widze
      i fakt ze bede musiala lada moment wyjechac i pozostawic rodzine
      znerwicowaną, skłóconą, pełną trosk a przy tym i bezradną...

      Jestem tu na chwilę a już czuję że nie mam sił. A co dopiero Ci
      którzy mają to na codzień. Ręce mam związane.

      Widać że nie każdy martwi się o tyle o osobę chorą, co w spojrzeniu
      widać "a jeżeli mnie to spotka?" "jak dobrze że to nie ja.."
      I jak też tak mam...czy powinnam się wstydzić?

      Nie pokazuję płaczu ani emocji. Trzymam to dla siebie.

      --
      Wy smutasy i mazgaje...
      • 09.12.08, 15:55 Odpowiedz
        znowu przyjechalam na kilka dni
        bo juz nie moglam wytrzymac myslac
        co sie tu dzieje
        bez zmian...
        rozmowa o smierci
        o braku pieniedzy
        o pozostawieniu samej sobie
        i karze Boskiej...
        --
        Wy smutasy i mazgaje...
        • 09.12.08, 15:58 Odpowiedz
          cóż ci mam powiedzieć, maggie? bardzo ci współczuję...
          --
          Trzy fazy życia kobiety:
          1. wkurza ojca 2. wkurza męża 3. wkurza zięcia
          • 09.12.08, 16:45 Odpowiedz
            Ja tez Ci współczuję, bo wiem, na czym to wszystko polega... To, że
            nie ma Cię na miejscu, też sprawy nie ułatwia. Napisz, gdybyś
            potrzebowała jakiejś rady. Trochę wiem na temat tej choroby. Moja
            mama raz w miesiącu spotyka się z psychologiem w ramach tzw. grupy
            wsparcia. Próbowałam znaleźć jej jakąś zorganizowaną grupę chorych,
            z którymi mogłaby się spotykać raz-dwa w tygodniu. W całej Warszawie
            jest tylko jedno takie miejsce, na Woli. Miejsc niewiele, chętnych
            przeciwnie. Pierwszeństwo mają chorzy z Woli, dla innych nie ma
            miejsc... A kontakt z innymi chorymi jest dla takich osób bardzo
            ważny. Nie zapomnę, jak moja mama i jej opiekunka na tej grupie
            wsparcia spotkały panią z podobnym stopniem zaawansowania choroby.
            Od razu zaczęły się do siebie uśmiechać (moja mama już prawie się
            nie uśmiecha), wzięły się za ręce, coś do siebie mówiły... Ale
            niestety, u nas w kraju na wszystko brakuje kasy, więc nikt nie dba
            o samopoczucie chorych ...
    • 09.12.08, 17:18 Odpowiedz
      Baaardzo Wam Dziewczyny współczuję!!!
      Na dzień dzisiejszy nie mam aż takiego problemu, ale życie jest zyciem....
      Urzekły mnie Wasze pełne miłości i ogromnej troski o bliską osobę rozmowy o tej
      trudnej chorobie.
      I tak sobie pomyślałam, ze Wasi bliscy mają ogromne szczęście, ze Was mają!!!
      Chylę czoła i życzę siły
      Pozdrawiam B
      --
      *******************************************
      ... Pomnóż to przez nieskończoność, dodaj głębię wieczności,
      a otrzymasz próbkę tego, o czym mówię ... Joe Black
      • 11.12.08, 12:46 Odpowiedz
        Dzięki Basiu. Ja to muszę przyznać, że nigdy taka serdeczna dla
        mojej mamy nie byłam jak teraz... My zawsze byłyśmy związek
        walczący;0, a teraz znalazłam w sobie tak dużo miłości, cierpliwości
        i czułości dla niej. Ona jest taka bezradna. W zeszły weekend
        końćzyła 75 lat, zrobiliśmy jej u nas w domu imrezę urodzinową, była
        cała rodzina mieszkająca w Warszawie, ona aż się popłakała ze
        wzruszenia. I nie potrafiła tego swojego wzruszenia wyrazić słowami,
        ale tuliła się do nas żeby pokazać swoje uczucia...
    • 09.12.08, 17:27 Odpowiedz
      współczuję.

      swoją drogą czytałam właśnie w weekendowym "Sunday Times", że
      nastąpił jakis przełom w badaniach nad tą chorobą i okazuje się, że
      ma coś wspólnego z .... wirusem opryszczki. To ponoć dobra nowina bo
      znaczyłoby , że da się to leczyć znanymi i niedrogimi lekami
      przeciwwirusowymi - w ciągu roku mają przeprowadzić badania
      kliniczne potwierdzające skutecznośc takiej terapii.

      Brzi to dla mnie przeciwnieno ale ja się na medycynie nie znam... za
      to artykuł przeczytałam od deski do deski bo mam tego wirusa
      opryszczki w sobie w nadmiarze i walczę z tym świństwem
      bezskutecznie od lat sad
      • 11.12.08, 13:40 Odpowiedz
        • 11.12.08, 13:49 Odpowiedz
          Wróciłam
          i z rana telefon

          "nie wytrzymam, zabieraj, dom opieki!"
          i rózne tego typu rozkazy....

          Sęk w tym że ta częśc rodziny jest bardzo
          niestabilna, nerwowa, i wogóle tam nie ma spokoju.
          Wogóle cała rodzina po świecie rozrzucona
          ale bezradna....

          Też byłam zdziwiona ile mam w sobie cierpliwości
          jak często się uśmiecham, jak spokojnie rozmawiam -
          chyba jak nigdy...i to chyba wiele daje.

          Obecny opiekun nie ma charakteru do takiej opieki..
          są rozkazy i nerwy i wzdychanie. Nie obwiniam, wiem
          że to ciężkie ale mimo wszystko chyba nie tędy droga.

          Ta wersja alzheimera jest bardzo smutna - znam też inną osobę ale ona
          jakoś hmmm choruje na 'wesoło'??? Nie wiem czy to ma sens..

          Natomiast tu jest ciągle płacz, wyrzućcie mnie na śmieci
          oddajcie i wogóle momentami totalny hardcore...
          Wychodzą przestraszne przeżycia chyba z dziećinstwa...

          --
          Wy smutasy i mazgaje...
          • 11.12.08, 14:20 Odpowiedz
            Maggie, a jest jakaś szansa na zmianę bądź odciążenie opiekuna? Nie
            chcę wchodzić z butami w Twoje życie, ale może wchodizłaby w grę
            taka stała opieka, jaką ma moja mama?
            • 11.12.08, 14:30 Odpowiedz
              Tam jest opieka dochodząca, na każdy telefon na każde zawołanie.

              Natomiast opiekun z rodziny nie ma tzw supportu od całej reszty -
              unikają mieszkania jak ognia. On siedzi tam dzien i noc,
              na dodatek sam jest niepełnosprawny!
              A jego rodzina to banda lekomanów i hipochondryków..

              Moja strona rodziny jest po calym swiecie rozrzucona...

              W takiej małej mieścinie nawet nie ma wolantariuszy ktorzy by
              przyszli pomagac...nie ma grup wsparcia ani terapii.
              Ot nafaszerowac lekami i dowidzenia.
              --
              Wy smutasy i mazgaje...
              • 11.12.08, 14:48 Odpowiedz
                Okropne, najgosze to, że jak człowiek choruje to ludzie od niego
                uciekają. A w tej chorobie bardzo ważne jest ciepło, atencja.
                Próbowaliście znaleźć kogoś przez opiekę społeczną? Moja mama, poza
                tą stałą opiekunką, ma też panią 2-3 razy w tygodniu z opieki. Jest
                jakimś urozmaiceniem, a także dociąża stałą opiekunkę, która, choć z
                mamą niezwiązana emocjonalnie, to naprawdę lekko ne ma.
                • 19.12.08, 12:51 Odpowiedz
                  Jestesmy w trakcie zalatwienia opieki prawnej...

                  www.alzh.pl/standardy_2_16.html
                  cokolwiek to by znaczyło bo jakoś
                  brzmi to groźnie...

                  --
                  Wy smutasy i mazgaje...
                  • 19.12.08, 19:25 Odpowiedz
                    Ja już niestety widziałam wiele przypadków Ch.A. Darzę wielkim szacunkiem osoby, których zalety charakteru umożliwiły im opiekę nad chorym.
                    W mojej rodzinie obserwowałam niestety podobną sytuację do tej, jaką ma nasza_maggie. Przebieg choroby był piorunujący i w tym wstępnym etapie mieszkający razem zdrowy mąż zachowywał się strasznie-był agresywny słownie, domagał się usunięcia chorej żony z domu. Następnym etapem był prywatny całodobowy oddział alzheimerowski, gdzie chora żona przebywała ok. pół roku do czasu, kiedy już w ogóle nie chodziła i musiała być karmiona. Następnie już leżąca powróciła do domu, gdzie mąż był już w stanie zorganizować opiekę na kilka godzin dziennie (karmienie, przewijanie), co pozwoliło tej osobie przeżyć w tym stanie jeszcze 6-7 lat. Ostatnie lata były już bardzo spokojne i nie można było na męża powiedzieć nic złego. Jednak jego zachowania na początku choroby nie daje się zapomnieć.
    • 19.12.08, 13:15 Odpowiedz
      chcialabym ja wspierac, ale ciezko mi to idzie. Odwiedziny u niej to monologi
      jej meza, te same zdania, te same gesty. Kilkanascie razy dziennie, przez kilka
      dni pod rzad. Nie ma szansy na rozmowy, w ktorych on by nie uczestniczyl. Wiec
      wytrzymuje u nich dzien, gora dwa i uciekam do domu. I odnosze wrazenie, ze jest
      o nia zazdrosny, potrzebuje jej wokol siebie non-stop. Nie wiem na ile zdaje on
      sobie sprawe ze swojej chobory, bo nigdy nie byl osoba otwarta i grajaca w
      otwarte karty, wiec gra nadal--ma wypracowane zachowania i odpowiedzi, ktore
      kamufluja jego chorobe. W

      --
      According to the Gallup Poll [...] more than half of the American population
      believes that the entire cosmos was created six thousand years ago. This is,
      incidentally, about a thousand years after the Sumerians invented glue (S. Harris)
      • 28.12.08, 12:45 Odpowiedz
        Skonczy sie domem opieki.
        Mamy zwiazane rece, mieszkamy zbyt daleko, dlatego bedzie tutaj nieopodal.
        Tamta rodzina sie wyparla. Interesowalo ich tylko co bedzie z mieszkaniem. Nie
        wspominajac, ze pol tego mieszkania i rzeczy osobistych zostalo juz wyniesione...

        Takie Swieta.
        --
        Wy smutasy i mazgaje...
        • 28.12.08, 15:45 Odpowiedz
          Maggie, wspólczuję Ci, wiem, ile kosztuje taka decyzja. Rozmawiałam
          z różnymi osobami, które przeszły przez podobne doświadczenia. I
          myślę, że dom opieki to nie musi być majgorsze wyjście. Psycholog,
          która opiekuje się moją mamą wręcz sugerowała takie rozwiązanie, bo
          chorym dobrze robi kontakt ze sobą. Jasne, najlepiej w domu, w
          otoczeniu kochającej rodziny, ale nie zawsze jest to możliwe i wtedy
          dobry dom opieki jest lepszym wyjściem. Panie ze stowarzyszenia
          alzh. dały nam różne wskazówki, na co zwracać uwagę wybierając dom.
          Jeśli chcesz, podzielę się nimi z Tobą. Ściskam Cię mocno.
          • 29.12.08, 00:36 Odpowiedz
            Dzieki.
            Dla mnie poprostu przerazajace jest zachowanie tamtej czesci rodziny.
            Dostali opieke, wychowano im dzieci, lecono na kazde zawolanie. A
            teraz? 'A co ona dla nas zrobila takiego?!'

            Szlag mnie trafia. Wuj coprawda nie jest pelnosprawny ale jego
            rodzina....
            N I C
            Dzieci nie przychodza, a maja 10 minut. Jego zona przylatuje zeby
            opiekunka robila jej zastrzyki - i oglada seriale i spipeprza do
            domu swojego.
            NIC nie kupili na swieta, nawet najmniejszego drobiazgu!!!!!
            A tyle od niej dostali przez cale zycie.... mimo nerwow i czasami
            upartosci - mieli zawsze wsparcie....

            To juz nawet nie jest zenada. Jakbym mogla, wypisalabym Ciotke z
            rodziny na amen. Jest bezczelna i ma tupet jak malo kto.



            --
            Wy smutasy i mazgaje...
            • 29.12.08, 12:55 Odpowiedz
              Niestety, często sprawdza się powiedzenie, że z rodziną to tylko na
              zdjęciach się dobrze wychodzi. Są ludzie i ludzie. Na to nic nie
              poradzisz. Ale pewnie im kiedyś ktoś za to odpłaci. Jeśli mają
              dzieci, to jaki wzór postępowania im dają?
              Rozumiem, że niektórych sytuacja przerasta, ale szkoda, że nie
              potrafią zachować się przynajmniej przyzwoicie.
              • 13.06.09, 15:02 Odpowiedz
                Minelo kilka miesiecy
                --
                Wy smutasy i mazgaje...
                • 13.06.09, 15:13 Odpowiedz
                  Minelo kilka miesiecy.
                  Babcia jest juz w domu opieki. Nie chodzi. Ciagle krzyczy...

                  Wuj ktory sie nia zajmowal, dostal wylewu bedac sam u siebie w domu.
                  Rodzina po 2 tygodniach pobytu na OIOMie oddala go do hospicjum.
                  Ma zone i 2 doroslych dzieci. Jedno mieszka zagranicą.

                  Jego zona wiec nie tyle wyparla sie tesciowej ktora wychowala jej
                  dzieci, ale i meza - i tak juz niepelnosprawnego. I uwierzcie mi,
                  warunki sa...i bysmy pomogli. I opiekunka jest i bylaby
                  rehabilitacja...zeby okazala dobra wole. Ale jak zwykle jest leniwa
                  i wygodna. Jak jej corka 20 letnia.
                  Babcia tylko wyjechala a ona przyleciala po meble....


                  A Ojca jak transportowali do hospicjum, to zadna z nich nie
                  przyjechala rano z ciuchami - ani zeby z nim pojechac, ani zeby
                  dojrzec czy pożegnać się.
                  Corka 'zaspala' i musiala leciec po lewe zwolnienie do roboty
                  (kolejne) bo jej chlopak przyjechal na wakacje- a Mamusia
                  powiedziala ze
                  nie da rady sama jechac....


                  Rece mi opadaja.

                  Babci dom jest ogołocony...udało mi sie wyrwac kilka starych zdjęć i
                  dokumentów - leżących jak smieci w piwnicy.

                  Wujek nabral kredytow - i kto to splaci? Tam nikt nic nie wie i nie
                  chce powiedziec, nawet na co poszły te pieniądze...

                  Każdy kłamie..


                  Moze Ciotka je spłaci- jak wyłaczy radio maryja albo telewizje.....
                  Chociaz nie, powiedziala, ze jej to nie dotyczy i jak cos - to
                  pojdzie mieszkac pod mostem albo wyjedzie do brata ktorego nascie
                  lat nie widziala i ktory ja wycyckal z ziemi po jej matce...

                  Teraz odpadnie ładna renta po Babci - tylko dlatego ją trzymali...


                  Przepraszam. Uzewnętrzniam się - ale jest mi tak przykro...i głupio.
                  • 14.06.09, 00:21 Odpowiedz
                    Kurcze, a może my sie za bardzo kamuflujemy z myślami.Może w morde
                    jeża trzeba stanąć oko w oko z gadem i powiedzieć ''brzydzę sie
                    tobą ,jesteś życiową świnią''Mówmy to,nie ma co sie przejmować.On
                    wszyscy do grobu pójdą ze swoimi przekonaniami że postąpili ok.Może
                    warto aby usłyszeli-nie w awanturze tylko w spokoju.Warto powiedzieć
                    wstydź sie ty parodio czlowieka..
                    Każdy z nas ma takie przypadki wokół siebie.I będzie chyba coraz
                    gorzej.Mówi sie o asertywności dużo -ale ludzie idą po bandzie
                    znieczulając się zupełnie na innych.
                    • 15.06.09, 13:00 Odpowiedz
                      to nawet na nich nie dziala....jak po kaczce...

                      To chyba wynik socjalizmu? Wszystko się należy
                      "bo jestesmy biedniejsi'...

                      Skoro mozna wlasnego Ojca oddać ot tak - ktory jest przytomny,
                      zaczyna mówić i wszystko cale życie dla nich robił....
                      --
                      Wy smutasy i mazgaje...
                      • 17.06.09, 10:01 Odpowiedz
                        Po prostu mnie zatkało. Czy, pomijając ogromną podłość, ona nie
                        obwawia się tego, że jej dzieci na to patrzą (córka z bliska, jak
                        rozumiem) i kiedyś wezmą przykład z mamusi? I tez oddadzą jak nikomu
                        niepotrzebny mebel?
                        U mojej mamy na razie bez większych zmian, choroba jakby przestała
                        galopować. Ma trudności z formułowaniem wypowiedzi, ale jest z nią
                        kontakt. I ma dwie (na zmianę po pół miesiąca każda) naprawdę dobre
                        opiekunki. I mnie codziennie, bo teraz, kiedy nie pracuję, jeżdżę do
                        niej codziennie choć na chwilę.
                        Maggie, serdecznie Cię pozdrawiam.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.