"Serialowi" w kinie Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
      • Rozmowa ciekawa, ale seksistowska. Ze Stuhrem o sztuce, a z Cielecką o dupie (dla nieoglądajacych, to słowo jest cytatem z rozmowy). A swoją drogą, byłam pod wrazeniem identycznosci skojarzeń. Juz gdzieś pisałam, że spowiedź Cieleckiej odebrałam prawie jak prywatną wypowiedź kobiety. I Kubie tez sie tak skojarzyło. Ale czy powinien publicznie rozważać kwestie, ile w tym Cieleckiej, a ile kreacji, nie wiem...
        Co do Stuhra, fajnie podchwycil cykliczny dowcip z pojawianiem sie Wodzianki i przejął inicjatywę w tym temacie.
      • W kwestii anonimowości Czopa, bardzo dziwnej w tej rozmowie. to jeszcze była kąśliwa uwaga Kuby o tym, ze Maciej nie przyjąłby roli w Komisarzu Reksie. To tez było o Czopie?
        Poza tym wrażenia mam podobne - fajna rozmowa ze Stuhrem, i zupełnie zmarnowana z Cielecką, a szkoda.
        • Co do uwagi ws. KA, to było nawiązanie do jakiejs wypowiedzi Stuhra kiedyś wygłoszonej, a dotyczacej nieprzyjecia propozycji gry w KA. A miałby grac głowna rolę (czyli rolę Wesołowskiego). I kontekst tamtej wypowiedzi MS był.... no taki niekorzystny...
    • Zahaczylem wczoraj na KinoPolska o zestaw filmow dyplomowych i etiud z polskich szkol filmowych. Szczegolnie spodobal mi sie film Julii Kolberger "Jutro mnie tu nie bedzie". Fabula, no jak fabula, ot klasyczny obyczaj, ale swietnie zagrany. A scena klotni przy rodzinnym stole wrecz koncertowa, wycofany Tarkowski, napastliwa Kolak, wkurzona Kijowska, skonsternowana Buczkowska. No wlasnie ... Dorota Kolak. Najlepsza w graniu postaci z pokreconym zyciorysem, ktore zawsze wybroni, nawet jesli daleko im od szlachetnosci.
      Godny uwagi byl tez film "Brzydkie slowa", oparty na bardzo filmowym pomysle, aby pokazac zycie mlodego faceta, chorego na zespół Tourette'a. Temat tak filmowy, ze az niebezpieczny, bo oczywistosc mogla go zabic. Ale nie zabila, w czym zarowno zasluga ciekawego kontekstu, w jakim umieszczono glowna postac (realizator dzwieku), jak i jej wykonanie przez Grzegorza Mielczarka. Kawal fajnej roboty wykonal ten aktor, ktory zawsze mi sie kojarzy z bratem albo synem Bonaszewskiego, a poza tym gdzies miga w "Julii". No i pani Kumorek, spiewajaca, ujmujaca dziewczeca ... na chwile przed tym jak zaczela sie spinac w "Przepisie na zycie". W sumie porzadnie i ciekawie opowiedziana historyjka, z ladnym balansem miedzy dramatem a komedia.
      Od strony formalnej natomiast podobala mi krotka etiuda "Przez szybe", z obrazem malego miasteczka czy wsi, troche w klimacie filmow Jakimowskiego.
      Czyli ... na etapie studiowania nie jest zle, ba jest calkiem przyzwoicie, a pozniej ... no roznie bywa ;-)
      • Nie mam kanału, nie oglądałam...
        Tym nie mniej nie wiem, czemu Ci się tak kojarzy, ale za role w tym filmie Mielczarek zgarnął kilka nagód:
        www.filmpolski.pl/fp/index.php/1142948
        • W dzisiejszej GW
          wyborcza.pl/1,75478,12894478,O__Poklosiu___Nie_bylismy_tylko_niewinnymi_swiadkami.html
          A w dzisiejszym Metrze (czasami mi wcisną, jak stoję na czerwonym:) artykuł Tadeusza Sobolewskiego z GW "Jazda na Pokłosie". Przeczytałam z zainteresowaniem.

          Co do wczorajszego Kuby, to rozmowa toczyła się nawet interesująco i na poziomie do czasu pojawienia się MC. Później było już tylko o d...e marynie, jak to u Kuby, z jego inicjatywy oczywiście. A szkoda, bo gości miał tym razem wybitnie intrygujących i to mógł byc odcinek ponadczasowy. W czasie drugich reklam poszłam spac i jestem prawie pewna, że nic interesującego już nie przegapiłam:)
          • No udalo sie Pasikowskiemu wywolac dyskusje wlasciwie narodowa ;-)

            Zastanawia mnie czy KW nie ma czasami ochoty wyjsc z roli tak do konca i po prostu posiedziec na tych kanapach i pogadac, ot tak, bez show'owania, cudowania i dostarczycielki wody jako przerywnika-ozdobnika. Ale MC fajnie wyluzowana byla i gladko wybrnela z pytan podosobistych, no a KW tez i nie naciskal, bo i gosci tej klasy nie zwykl ostro traktowac.

            • matt_banco napisał:

              > No udalo sie Pasikowskiemu wywolac dyskusje wlasciwie narodowa ;-)

              myślę, że o to szło
              bo IMHO trzeba to przegadać by móc w końcu z tym żyć

              --
              z każdym dniem mojego życia nieuchronnie rośnie liczba tych, którzy mogą mnie pocałować w d.....
              moviemovie.blox.pl
              • Przepraszam, ale chciałam dać pewien przykład "dopowiadania", na który ostatnio się natknęłam, a było to dzień przed opowieściami Stuhra u Kuby, i bardzo mi się to zgodziło z opowieściami MS o warsztacie.
                Oglądałam serial BBC na podstawie "Bleak House" (polski tytuł "Samotnia") Dickensa z 2005r, uzupełniony wywiadami. I jest tam wywiad m.in z Denisem Lawsonem, który gra postać Johna Jandyce'a, pana w średnim wieku, opiekuńczego, dobrego człowieka, który mieszka sam, a na początku historii powieści dostaje pod opiekę troje młodych ludzi. Bardzo pozytywna postac. I pan aktor Lawson mówi w tym wywiadzie, że jemu okrutnie przeszkadzało, że nie znamy wcześniejszej historii tej postaci, że nic o nim nie wiemy. I pan Lawson wymyślił sobie pewną backstory, żeby sobie pomóc. Osadził sobie tę postać, na swój własny pożytek, w pewnej historii, i od niej wyszedł stwarzając tę postać, która pojawia się na ekranie. Było mu tak łatwiej.
                A tak w ogóle, to Dickens, jak Dickens, ale zagrane koncertowo. Z ciekawostek - jedną z głównych postaci gra Gillian Anderson.
                • W srodowe wieczory leci na Kulturze cykl rozmów z ludzmi kina. Ciekawe bardzo, nagrane w czasie FFP w Gdyni. Ostatnio puscili rozmowę z Kwiecińskim o produkcji. Zdaje sie, ze nie ma tego w necie, a szkoda. MK mówił o swojej polityce producenckiej, o braku dobrych scenariuszy i o przyczynie tegoż, czyli "zepsuciu" scenarzystów przez wieloletnie naciski zamawiających żądajacych ogladalności, a nie na jakości produktów. No i mówił tez o wynajdywaniu młodych zdolnych aktorów, co jest jego pasją, oraz o nieprzywiązywaniu się do nich, jezeli nie pasuja do kolejnego projektu. W tym wątku pochwalił naszych ulubienców Hotelowych, czyli Igora i Artura, a takze Tomka Schuchardta, jako wybitnie dobrze zapowiadajacych sie aktorów mlodego pokolenia. No i tyle o tej ciekawej rozmowie. Ciag dalszy w kolejną srode, ciekawe z kim tym razem.
                  • Nie lubie okreslenia stajnia wzgledem grupy osob zebranych wokol czegos, no ale ... Jak ogladalem "Och Karola 2" i widzialem te tabuny aktorow z serialowych produkcji pani Lepkowskiej to stwierdzilem, ze oto wlasnie "stajna Lepkowskiej" ; -) No w porownaniu z teamem Kwiecinskiego jest roznica, choc przeciez i pani L. dosc skutecznie kreuje nowe twarze. Z jednej strony jej latwiej, bo ma "ogladalnosc", z drugiej gorzej bo jest ograniczona przyjetymi ramami swoich produkcji (a jakos nie widac, aby chciala poza nie wyskoczyc). No i Kwiecinski ma ta przewage, ze robi prawdziwe filmy kinowe. No i ja jestem bardzo ciekaw, czy OPUS-owi i p. Dzieciolowi uda sie po "Paradoksie" wejsc w swiat seriali. Najlepiej "niezepsutych".
                • Er.pa ... a co to za zwyczaj "przepraszania", tak na poczatku ;-) I to w watku, w ktorym offtopic to wlasciwie glowny topic. Nawet Faszyna sie juz przyzwyczaila do jego "smietniczkowosci" i szkodnikow takich ja ja nawet nie przegania.

                  A co do meritum, to ciekawe jest to jak aktorzy buduja postaci. Kiedys namietnie ogladalem dodatki do DVD, wlasnie po to aby dowiedziec sie na ile to co widze to zasluga aktora, a na ile innych.
                  • "Nawet Faszyna"... A co ja, jakaś Baba-Jaga? Że mam przejsciowy (?) spadek formy spowodowany walką z wiatrakami polskiej biurokracji, to nie znaczy, ze siedzę jak ta Baba-Jaga na grzedzie z miotlą w garsci i przepędzam wszystkich intruzów w danym wątku. Piszta co chceta! Byle z sensem/dowcipem, wybór nalezy do piszących ;)
                  • Ok, to od-przepraszam :)
                    Osobiście stałam się fanką dodatków do DVD, uwielbiam komentarze reżysera do filmu (oczywiście nie zawsze jest to ciekawe aż tak znowu). Czasem film który przy pierwszym oglądaniu wydaje mi się średni, z komentarzem zyskuje zupełnie inny wymiar. Tak jest dla mnie w przypadku "Pokuty", i "Imiennika" - oba filmy zyskały znacznie po obejrzeniu z komentarzem. Ciekawa jest ta wersja filmowego tekstu, którą nam pan czy pani reżyser "sprzedaje".
                    Co do aktorów - akurat w tym "Bleak House" jest jeszcze wywiad z Gillian Anderson i z Charlesem Dancem, oba ciekawe, choć w różny sposób. Anderson-aktorka jest w tym wywiadzie diametralnie różna od tej postaci, którą gra. I ciekawie opowiada o wymyślaniu głosu, sposobu mówienia danej postaci, o tym, jak aktor ma to w głowie, a nie zawsze to co ma w głowie, wychodzi mu ustami, i jak mu nie wychodzi, to się frustruje :) A tu jej głos wyszedł dopiero jak założyła perukę. I rzeczywiście, nie jest to naturalny głos Anderson.
                    Charles Dance z kolei wspomina o tym, że on ma pochodzenie robotnicze, edukację bynajmniej nie ekskluzywną, a w związku z twarzą i sylwetką dostaje role postaci z klasy średniej lub arystokracji (wspomina o Gosford Park, w którym gra jednego z 'upstairs people'). I tu pada zdanie: tak bym zagrał jakiegoś "stoczonego" alkoholika, albo narkomana. Rozbawiło mnie to, bo coś podobnego czytałam kiedyś w wywiadzie z Colinem Firthem, który marzy by zagrać jakiegoś degenerata z klasy robotniczej, albo zboczeńca z krzaków, a z jego aparycją ani rusz :) Na pewno jest w tym kokieteria, ale tez odniesienie do fizyczności, która w tym zawodzie bywa nie do przeskoczenia.
                    Z trzeciej strony - Philip Seymour Hoffman, chłop jak dąb, zagrał bardzo przekonywująco Trumana Capote, który, gdyby mieli się szansę spotkać, sięgał by mu pewnie gdzieś niewiele powyżej pasa :)
                  • matt_banco napisał:

                    > A co do meritum, to ciekawe jest to jak aktorzy buduja postaci. Kiedys namietni
                    > e ogladalem dodatki do DVD, wlasnie po to aby dowiedziec sie na ile to co widze
                    > to zasluga aktora, a na ile innych.

                    Otóż to. Zwłaszcza innych. Mam Dumę i uprzedzenie (miniserial) z dodatkami. Moja fascynacja wysportowanym, świetnie pływającym Colinem F. prysła jak bańka mydlana, kiedy zobaczyłam, że ten słynny skok do jeziora to tylko zeskok na materac, a pląsy pod wodą wykonał dubler:)))
                    • To ja jeszcze cos dodam, bo mi się przypomniało po tekscie glafiry o dublerze Colina. W Bleak House bohater grany przez Dance'a zostaje zastrzelony u siebie w biurze, i się "wykopyrta" na podłogę. Ten odcinek nagrany jest tez z komentarzem rezysera i scenarzysty, i przy tej scenie oni strasznie zaczęli chwalić Dance'a, że on tak pięknie, i SAMODZIELNIE upadł, a nie statysta. A potem był taki uprzejmy, że leżał osobistym plackiem przy kręceniu następnej sceny, w której jego pomocnik dłuższą chwilę siedzi w tym biurze z trupem i się zastanawia.
                      • Matt: <Nie lubie okreslenia stajnia wzgledem grupy osob zebranych wokol czegos, no ale ... Jak ogladalem "Och Karola 2" i widzialem te tabuny aktorow z serialowych produkcji pani Lepkowskiej to stwierdzilem, ze oto wlasnie "stajna Lepkowskiej" ; -) No w porownaniu z teamem Kwiecinskiego jest roznica, choc przeciez i pani L. dosc skutecznie kreuje nowe twarze.>
                        Mnie tam stajnie za bardzo nie przeszkadzają, bo to co przeszkadza, to wystepowanie aktora w wielu produkcjach na raz, a nie sama "stajenność". Ale co do samych stajni, patologią jest niezauważanie aktorów z innych stajni w programach danych tv. Takie kuriozum wystepuje np. w Polsat Cafe, a dokładniej w "Gwiazdach na dywaniku". Program modowy, polegajacy na opiniowaniu ciuchów naszych gwiazd. Tyle że precyzyjnie rzecz ujmując, nie naszych, lecz polsatowskich. I czasem to wspieranie własnej stajni przybiera absurdalne rozmiary. Taki przykład: premiera jakiegos filmu, ktorego współproducentem jest TVN. W głownych rolach m.in. Małaszynski i Karolak, czyli ówczesna stała stajnia TVN. I co sie dzieje w programie? Panie opinuja ciuchy wielu panów obecnych na premierze, ale nie owych aktorów pierwszoplanowych i co tu duzo mówic, megapopularnych. I jest to stała tendencja w tym programie, tak jakby ciuchy nosiły tylko gwiazdy Polsatu, a pozostałe gwiazdy biegały nago po tymże czerwonym dywanie. Tak stajennosc w polskim wydaniu... Jaki woźnica, taka stajnia?
                        • Czytam sobie teraz pełną listę nominacji do Złotych Kaczek i po pierwsze: co na liście nominacji na najlepszy film sezonu 2011/2012 robią Pokaż kotku co masz w środku i Kac Wawa? To jakiś żart? Rozumiem, gdyby to chodziło o najgłośniej dyskutowany film czy coś takiego. Po drugie: wszędzie piszą, że TRANSMISJĘ pokaże TVP1 w poniedziałek. Tylko, że ta transmisja ma trwać 70 minut. To też żart, jeśli w każdej kategorii jest po kilkadziesiąt pozycji nominowanych? Czegoś tu nie rozumiem. A może to ma być transmisja time-lapse (tak to się chyba fachowo nazywa:)).
                          • Szczerze mowiac strona Zlotych Kaczek jest mocno enigmatyczna, jesli idzie o cokolwiek dotyczacego tematu ;-) Wiec sobie sprawdzilem na stronie ale kino+
                            Najlepsza aktorka polskich filmow sensacyjnych ... ale mizeria, o matko
                            Najlepszy aktor polskich filmow sensacyjnych ... no tu juz lepiej
                            Najlepszy polski film sensacyjny ... tak, na liscie jest np. Trick czy Chlopaki nie placza, a nie ma "Tam i z powrotem" Wojcika (mam wielka slabosc do tego filmu), czy chociazby "Zabij mnie glino" Bromskiego. Nie jestem tez przekonany do "Demonow wojny"

                            Mogli tez, jak juz sie tak bawia, dodac do listy B. Cieslaka i jego Borewicza ;-) No niby serial, ale "Zamknac za soba drzwi" bylo filmem fabularnym, wiec formalnie dalo sie to zrobic. Wiecej byloby w tym sensu niz nominowane Jakimowicza za "Mlode wilki".
    • Swietna rozmowa z publicznoscia. Kilka zlotych mysli (lekko parafrazowane):
      "Aktorzy zwykle wiedza o postaci wiecej niz rezyser". "Wladek Pasikowski daje tylko jedna wskazowke aktorom ... szybciej, bo uwaza, ze oto oni skonczyli szkole wiec wiedza jak grac"
      "Sa trzy wazne pytania: kto, co i jak ... jesli nie znamy odpowiedzi na dwa pierwsze, to niewazne jak". "Najwieksze wyzwanie aktorskie ... to w "Poklosiu" ... jak ja po dwoch fakultetach mam wiarygodnie zagrac chlopa"
      "Jako aktora interesuje mnie to czego aktor nie mowi".

      Madry facet.
    • .. tu sobie, jak mieli w zwyczaju komandosi z TTS i zastanowie sie chwile nad "Czasem honoru". Nie w tamtym watku, bo nazbyt goracy, tylko tu. Przejrzalem fora dyskusyjne na portalach filmowych. I troche mnie zdziwlo to co tam przeczytalem. A przeczytalem, ze serial swietny, a conajmniej bardzo dobry. To nigdy nie byl serial swietny, choc momentami, czasami nawet dosc dlugimi (np. IV seria) byl dobry i godny ogladania. Ale przeciez poczatkowa seria byla slaba, dyskusja na temat tego, czy to aby rzeczywiscie sa cichociemni toczyla sie nie tylko na tym forum. Zasady konspiracji w zasadzie kulaly przez caly czas. Serial nabieral wigoru wtedy gdy pojawialy sie postaci negatywne, a to przeciez nie byl to serial o Niemcach czy Sowietach. Nie byl to tez serial historyczny, a wojenno-przygodowy. To ostatnie oczywiscie nie jest zadnym zarzutem, ale mowienie ze uczy on historii to jednak naduzycie. Ostatnia seria wedlug mnie mocno rozczarowujaca ewidentnymi niedorobkami, a jednoczesnie intrygujaca postacia Ryszkowskiego. Jakie to mogloby byc dobre, gdyby dylematy takiego kalibru pojawialy sie i u innych postaci, szczegolnie tych z jasnej strony mocy. Gdyby postaci nie ginely w sposob idiotyczny (Krawiec, Janek), a byc moze przypadkowy, czy nawet po ludzki glupi. Gdyby bylo mniej "dziur" w watkach, a niektore z nich poprowadzone z wiekszym prawdopodobienstwem. I gdyby lepiej obsadzono niektore postaci. Oczywiscie nie mam az tak mocnego odczucia jak po TTS-ie, ze oto zmarnowano temat (tam temat wybitnie filmowy, jak wojennie tajemnice Dolnego Slaska), ale jednak mozna to bylo zrobic lepiej. Szczegolnie, ze przeciez nie chodzilo o warstwe inscenizacyjno czy scenograficzna, czyli potencjalne koszty, a jedynie o sposob opowiadania historii. No ale moze sie myle, moze rzetelnosc nie jest az tak wazna, moze faktycznie licza sie emocje. A te jak widac serial potrafil wzbudzic.
      • Najwększe emocje u mnie budzi własnie ta zmarnowana szansa. Ze mógł byc to świetny serial, bo były ku temu przesłanki. No ale, cytując Kwiecinskiego z tego wywiadu dla TVP Kultura, o którym wczesniej pisałam, najwiekszym problemem filmu w PL sa kiepskie scenariusze. Szkoda, ze dotkneło to takze produkcji firmowanej przez MK.
        • tak właśnie
          ewidentnie uczucie, które mi towarzyszy po obejrzeniu całości to rozczarowanie
          i żal
          bo przecież mogło być tak pięknie..... i wcale nie chodzi o to, żeby wszyscy dobrzy i piękni przeżyli, złych spotkała kara itd.
          ale mogła to być po prostu prawdziwie piękna historia, oparta na mocnych nogach, świetnie zrealizowana, opowiedziana i zagrana

          potencjał był, ale się zmył




          --
          z każdym dniem mojego życia nieuchronnie rośnie liczba tych, którzy mogą mnie pocałować w d.....
          moviemovie.blox.pl
          • A ja tak sobie myslę, że zachwyty nad tym serialem wynikają po prostu z tego, że wyróżnia się na plus na tle innych produkcji tvp ostatnich lat. Wyłączam z tych rozważań mroczne sensacje typu Pitbull, myślę bardziej o tych obyczajowych, nazwijmy to "rodzinnych", choć chyba w obecnych czasach oglądanie rodzinne nie istnieje. Pamiętam rozmowę z zaprzyjaźnioną polonistką z gimnazjum po pierwszej serii, ja narzekałam na brak seriali z jakimś tłem historycznym, które "za naszych czasów" dawały nam jakąś iluzję wiedzy o historii, a nawet jeśli ją zafałszowywały, to budziły pewną świadomość historyczną, że tak się wyrażę. I w tym kontekście wspomniałam o CH 1, że to niby historyczne, ale trochę słabo. I na to ona powiedziała, ze dla jej uczniów to i tak za trudny serial, i oni tego i tak nie oglądają. Zmierzajac do puenty - nie wiem, czy gimnazjaliści się ostatecznie wciągnęli, ale wydaje mi się, że widownia miała całkiem szeroki przekrój, czyli udało się tę widownię wyhodować, stworzyć produkt który daje iluzję czegoś, co w przypadku seriali brytyjskich określano jako "quality television". I w zwiazku z tym producenci się cieszą. A że "my" chcielibyśmy czegoś wyższej jakości? Cóz, jakby CH miał więcej logiki i dbałości o szczegóły, to pewnie skończyłoby się na jednej serii, jak w "Paradoksie" :) Myślę, że osiągnięto w tym serialu kompromis między jakością, kosztami, i tym, co odpowiednia wielkoscią widownia jest w stanie zaakceptować, zrozumieć i chcieć więcej w niedzielny wieczór.
            • er.pa napisała:
              Cóz, jakby CH miał więcej logiki i dbałości o szczegóły, to pewnie skończyłoby się na jednej serii, jak w "Paradoksie" :) Myślę, że osiągnięto w tym serialu kompromis między jakością, kosztami, i tym, co odpowiednia wielkoscią widownia jest w stanie zaakceptować, zrozumieć i chcieć więcej w niedzielny wieczór.>
              Absolutnie tego nie kupuję. Co by szkodziło, gdyby zadbano o szczegóły? Jelen na rykowisku jest jeleniem na rykowisku niezaleznie, czy namaluje go pacykarz czy malarz z dyplomem ASP. Ale na jelenia dobrze namalowanego przyjemniej się patrzy. To samo z popularnym serialem. Zadbane szczegóły nie zamienią go w ambitny serial psychologiczny.
              Co wiecej, nie kupuje wyjasnienia, że głupi lud wymaga seriali źle zrobionych. Że moze wymaga nieskomplikowanych, zgoda. Ale nie byle jakich. Nie na darmo romasidło dziejące sie u Carrintonów ma większe wziecie niż przykładowe romasidło dziejące sie na Pradze.
          • Jest takie powiedzenie: 'nie ważne jak zaczyna, ważne jak się kończy'... Świetnie pasuje do tego ostatniego odcinka jako zakończenia całej serii i można go odnieśc do reżysera, scenarzysty, montażysty, konsultanta i tak dalej. Ja odniosłam wrażenie jakby ewidentnie się spieszyli, tylko nie wiadomo dlaczego. Kasy brakło czy mieli już dośc i wakacji im się chciało. Scena śmierci Janka powinna byc co najmniej wzruszająca, a ja wręcz oczami wyobraźni widziałam reżysera, który pokrzykuje: 'koniec ujęcia, przechodzimy do następnego, czas goni, a czas to pieniądz'. Szybko go zabili, szybko pochowali. I takich scen było dużo więcej. Widac z tego, że słowo 'szybko' to nie tylko domena Pasikowskiego:)
    • ... w serialu "Wszystko przed nami". Przed chwila widzialem fragment, w ktoym zachowywala sie dosc autystycznie ;-) Nie mam pojecia o co chodzi w tej telenoweli (widziany dzisiaj fragment to moje drugie lub trzecie spotkanie z tym serialem), ale mialem wrazenie, ze p. Muskala ostro kombinowala w tej roli ... no wiem, wiem, w kazdej ostro kombinuje, ale czasami mniej widac te starania.
    • Z racji tego, ze powoli wpadamy w przerwe miedzysezonowa (nigdy nie rozumilalem tego, ze pol roku zajmuja 2 sezony premierowa, a drugie pol roku smiga na powtorkach), to i trzeba sobie jakies zajecia na pozaserialowa zime zalatwic. No to zaczalem od wysokiej polki ... a co tam, kino swietne, osadzone w ciekawych czasach i z praktycznie samymi kobiecymi rolami, czyli ubiegloroczne "Sluzace". Wszyscy juz pewnie widzieli, ja dopiero teraz. Bardzo stylowo opowiedzana historia, wciagajaca i wruszajaca. No i swietnie zagrana, szczegolnie przez afroamerykansko czesc obsady. Ladny, "duzy" kawalek kina pokazujacy, ze "bycie czlowiekiem" to wciaz najlepsza miara czlowieczenstwa. Wiec, czy to film kobiecy ... nie, po prostu film o ludziach, tak jak wiekszosc dobrych filmow ;-)
    • Obejrzalem sobie wczoraj, z zadziwiajaca przyjemnoscia, pierwsza czesc "07 zglos sie" czyli "Major opoznia akcje". Ten odcinek zwykle mi umyka w powtorkach wiec smialo moge uznac, ze ostatni raz widzialem go 15-20 lat temu, na tyle dawno, ze moglem spojrzec na niego swiezym okiem (o polnocy). A co zobaczylem? No swietnie zrobiony odcinek wprowadzajacy. Takiego wprowadzania glownego bohatera nie powstydzilby sie zaden ze wspolczesnych seriali (policjant pod przykrywka). Z perspektywy widac tez, ze calkiem fajnie przedstawiono tego bohatera, ktorego kupujemy bez wzgledu na to po ktorej jest stronie. No i jeszcze ta wariacja na temat klasycznego partnera policyjnego. Zrobienie nim kogos takiego jak Zubek to swietne posuniecie. Nie kumpel, a w zasadzie antagonista. No i piekne kobiety, w specyficznym, ale jednak nie mizoginistycznym ujeciu. Patrzac na to to wszystko po prawie 40 latach widac, ze adaptacja kanonicznych wlasciwie rozwiazan zostala zrobiona wyjatkowo dobrze. I wciaz dobrze sie to oglada, szczegolnie ze zlapano tez kawal rzeczywistosci tamtych czasow, kontekst propagandowy przestal istniec. No i fajnie zobaczyc np. Witolda Debickiego (ojca Joanny z "Paradoksu") w uroczym epizodzie stewarda w liniach lotniczych.
      • Tez ostatnio obejrzałam staroć i była to koncówka 1-go odcinka Klossa. Pozazdroscić wprowadzenia do serialu i niesmiertelnego "J23 znowu nadaje". :)
        A dzisiaj wybralismy się na nowego Bonda, z inspiracji męza, któremu spodobała sie piosenka Adele. A mnie się spodobał cały Bond (poza urodą Bonda, rzecz jasna). Bardzo rzadko oglądam podobne filmy, poprzednio chyba tez Bonda i Golden Eye, stąd format odebrałam jako całkiem świezy, czyli z zainteresowaniem. No oczywiscie całość jest w stylu: zabili go i uciekł, czyli wszyscy padają trupem poza Bondem i jego adwersarzem, no ale jaka jest w tym stylu! Muzyka świetna, zdjęcia świetne, rezyseria Mendesa tez swietna, a nawet watek akcji jakby bardziej logiczny niz to bywa w Bondzie. No moze całośc przydługa, ale wybaczam i wybaczam tez brak martini.;)
        Podoba mi sie to wplatanie w dialog ironiczno-komediowych wtrętów, co pozwala choc na chwile odsapnąc od widoku trupów w keczapie. Patrząc na efekty specjalne, zastanawiałam się, ile Bond kosztował i ile by kosztował przy polskich cenach. A jeszcze uwaga co do mizerii naszych filmów: obejrzałam ostatnio urywek Pianisty z fragmentem, gdy Szpilman idzie zrujnowana ulicą W-wy. Ulica po horyzont, z obu stron same ruiny, i zderzyłam ten widok z kupką gruzów w CzH. Nie mogli w CzH pójśc w takie komputerowe efekty czy to tez by było za dużo na budżet serialu?
    • Oglądam wstecznie tvp-kulturową Halę Odlotów, wciągam się w format, i napotkałam w spotkaniu z 8.11. pana Czopa zaproszonego w kontekście Pokłosia. Jest też pan rezyser Obławy. Wklejam poniżej link, dla niecierpliwych pan Czop jest około 13 minuty i potem 26, natomiast jest tez Olbrychski, i dośc zabawną anegdotkę opowiada o koniu u Wajdy w okolicach minuty 18.
      www.tvp.pl/kultura/magazyny-kulturalne/hala-odlotow/wideo/8112012/9070270
      • Tytułem wstepu: po zakupie Filmu czytam najbardziej interesujace teksty, po czym Film ląduje w ustronnej "czytelni", gdzie jest doczytywany przez kolejne tygodnie.
        Tak doczytując listopadowy numer, zwróciłam uwagę na niekompatybilnośc gwiazdek przyznawanych przez recenzentów w róznych miejscach magazynu. Dotyczyło to bodaj filmu Miłość (bodaj, bo "doczytywałam" przedwczoraj, więc nie mam pewności co do tytułu), ktory w tabelce dostał same 5-ki, a w długiej recenzji jedynie 3 gwiazdki. No i mam problem z interpretacją tego faktu. Czy recenzentka była jedyną sprawiedliwą, a reszta z tabelki wykazała instynkt stadny i oceniła film tak, jak prawie wszycy w świecie, czy też, była niekompetentna i stąd ta rozbieznośc. No ale jeżeli była niekompetentna, to czemu redakcja ją nagrodziła przyznaniem miejsca na recenzję? Trudno to rozsądzic, ale po wyjściu z "ustronia" miałam mętlik w głowie: film swietny czy tylko poprawny....
        Takie kwiatki to częsty przypadek w recenzjach Filmowych, a najczesciej zdarza się tak, że filmy ogólnie oceniane jako wybitne tu dostają mocno po głowie. Aż sie prosi o zastosowanie zasady z zawodów sportowych, kiedy to skrajne punktacje są odrzucane.
        • Mnie swego czasu irytowalo strasznie podobne zjawisko w "Telewizyjnej" (jak jeszcze ja czytalem), czyli inne gwiazdki w recenzjach wybranych filmow, a inne w zbiorczym tygodniowym zestawieniu (zdarzaly sie roznice dwugwiazdkowe). Dlatego ja w przypadku gwiazdkowania wierze w statystyke i jedyny sluszny serwis imdb. Jak ocenia 2 tys. osob to latwiej o usrednienie i wiarygodnosc. Ostatnio chociazby pozwolilo to na obejrzenie "Mr. Brooksa" z Costnerem ... dostal 7,4 (dla kontroli na Filmwebie dostal 7,6). Sam pewnie nie dalbym az tak wysokich ocen (zatrzymalbym sie gdzies na 7, moze minimalnie ponizej), ale film bezsprzecznie ciekawy, rowniez i dlatego ze to "inna" twarz Costnera. No ale wracajac do tematu ... recenzja w gazecie ma dla mnie raczej wymiar informacyjny, czyli czego film dotyczy i ewentualnie w jakiej konwencji zostalo to opowiedziane. Czasami zwraca uwage na jakies aspekty, ktore warto dostrzec podczas ogladania. Ale juz wyznaczenie faktycznej wartosci nastepuje w konfrontacji z opiniami innych, w tym przede wszystkim "zwyklych" widzow ... no dobra, "niezwyklych" widzow, czyli tych ktorzy nie traktuja filmow tylko jako rozrywke i dysponuja minimalnym poziomem refleksyjnosci pozwalajacym formulowac bardziej rozbudowane opinie niz tylko "lubie/nie lubie" ;-)
          A tak obok tematu ... sezon serialowy sie skonczyl, ale zahaczylem gdzies odcinek 2 serii brytyjskiego "Sherlocka". Ten z szantazem/nieszantazem w rodzinie krolewskiej. Obejrzalem jakies pol odcinka i zlapalem sie na tym, ze ... ziewam i na tym, ze ogladam bzdury. Z pierwszej serii widzialem dwa odcinki i w miare mi sie podobaly, przy tym jednak stwierdzilem ze nie kupuje tej konwencji.
          No i jeszcze jedno dziwne spostrzezenie ... dostalem wlasnie do pakieru kablowkowego kanal FOX. Oczy mi sie zaswiecily ... po czym okazalo sie, ze nie bardzo mam jak z tego korzystac, bo wszystkie seriale jakie tam leca sa nie dosc, ze sa w polowie sezonow, to jeszcze te sezony sa dalekie od pierwszych. Wiec popatrzylem chwile na twarz Bryana Cranstona i stwierdzilem, ze przy luce dwoch sezonow nie bardzo jest czym sie podniecac.
          • szczerze powiem, że dla mnie recenzje w każdym portalu czy gazecie z programami są czysto informacyjne
            tzn. zachwalany w telewizyjnej film obejrzę szybciej i chętniej niż potraktowany jedną gwaizdką, ale nie traktuję innych jako wyroczni, bo każdy odbiera po swojemu i to też zależy od nastroju oglądającego

            a seriale nie polskie dawno przestałam oglądać w telewizji, wkurza mnie czekanie na następny odcinek, najchętniej oglądam hurtem sezonami
            teraz np. oglądam Suits, drugi sezon, a także czekam na większą partię odcinków Mentalisty czy Homeland


            --
            z każdym dniem mojego życia nieuchronnie rośnie liczba tych, którzy mogą mnie pocałować w d.....
            moviemovie.blox.pl
          • > A tak obok tematu ... sezon serialowy sie skonczyl, ale zahaczylem gdzies odcin
            > ek 2 serii brytyjskiego "Sherlocka". Ten z szantazem/nieszantazem w rodzinie kr
            > olewskiej. Obejrzalem jakies pol odcinka i zlapalem sie na tym, ze ... ziewam i
            > na tym, ze ogladam bzdury.

            Zeszłam na zawał ;) Ten odcinek - moim zdaniem - jest jedną z najgenialniejszych rzeczy, jakie widziałam w tv. Pełen zachwyt. A tu proszę...
            • Pojawił sie necie:
              www.portalfilmowy.pl/wydarzenia,5,12495,1,1,Jest-plakat-Drogowki.html
              Moje pierwsze wrazenie: prawie jak zapowiedź jakiejś komedii romantyczno-kryminalno-pijackiej... A drugie wrażenie: gdzie się podziała polska szkoła plakatu? Czy tam bywały ostre jazdy przede mną? Plakatu nie kupiłam, bilet do kina kupię. No taki los fanki Smarzowskiego. :)
              • rzeczywiście plakat do bani
                ale nie tylko Smarzowski to dobra rekomendacja
                znakomita obsada to drugie
                a buźka Topy to dopiero wabik:)


                --
                z każdym dniem mojego życia nieuchronnie rośnie liczba tych, którzy mogą mnie pocałować w d.....
                moviemovie.blox.pl
              • > Moje pierwsze wrazenie: prawie jak zapowiedź jakiejś komedii romantyczno-krymin
                > alno-pijackiej..

                Nie da się ukryć. Aż się zdziwiłam i nie było to pozytywne zdziwienie.
              • No plakat taki sobie, szczegolnie ta gora ... ale mogli to zrobic inaczej, czyli zrobic serie plakatow z 7 policjantami, w takiej wlasnie "wabikowej" pozie jak Topa. Przypuszczam ze daloby sie to nawet sprzedawac ... naklad z Dorocinskim 15 razy wiekszy niz calej pozostalej szostki razej wzietej.
            • A wiesz jak ja sie zasmucilem ... no nie podszedl mi ten odcinek wybitnie. Nie mowiac o tym, ze troche za duzo tej ultrainteligencji. Ale tez nie zamierzam odpuszczac, bo jeden odcinek mogl sie nie podobac. Kiedys mialem tak z Branagh'owym Wallanderem. Odcinki z pierwszej serii wydawaly mi sie histeryczne, a Kurt w tym wydaniu jakis taki rozmemlany. Ale w drugiej serii juz nie mialem takiego wrazenia, a Kenneth calkiem przyjemnie sie sprawdzal jako Szwed ;-)
    • Panie (wygladajace olsniewajaco) zagraly w jednym odcinku III serii PA. Niestety niewiele wiecej sie dowiedzielismy, bo etatowy wywiadowca TVN, czyli p. Burzynska nie przeskoczyla (bo i za bardzo nie mogla) stereotypowego podejscia, czyli "czy telefon dzwoni czy nie dzwoni".
      Byl tez pan Zebrowski (wyraznie widac, ze p. Michal spuscil troche pary i wyluzowal) i dosc enigmatycznie opowiadal o enigmatycznym "Sępie", w ktorym zagral glowna role. Jakos mnie nie przekonal do tego filmu. Jak tak opowiadal to mi sie - nie wiem do konca dlaczego - "Palipmsest" przypomnial (swoja droga ciekawe co sie dzieje u p. Niewolskiego).
      • Co u Niewolskiego nie wiem, ale co u scenarzysty "P" i owszem: w międzyczasie pyknął sobie scenariusz do Paradoksu. Też na P. ;))))
        Co do Burzyńskiej, załamująca... (::: Ilekroc nastawię się na wysłuchanie jej gosci, tylekroć załamuje mnie poziom wywiadu. Mogła, nie mogła (jak sugerujesz), ale po raz kolejny uznała widzów za durni, którzy nie zrozumieją żadnego bardziej merytorycznego pytania do gościa i dlatego zamiast zapytac np. co Cielecka gra, pyta o jakies pierdoły.
        A panie, zgoda, make-up miały perfekcyjny. :)
        • ;-) Czyli jest nadzieja, skoro z "P" do "P" dalo sie przejsc, pozbywajac przy tym pewnej belkotliwosci (do pierwszego "P" podchodzilem 2 razy i do tej pory nie zobaczylem do konca, no ale moza zawazyly na tym bonczuczne wypowiedzi Niewolskiego).
          Cholera, popsul mi sie odtwarzacz DVD ... no i nie ma wyjscia, trzeba kupic nowy, bo co ogladac do marca ;-)
    • Podjalem probe ogladniecia 2 odcinka II serii. Proba zakonczona sukcesem ... nie zasnalem. Natomiast umeczylem sie straszliwie ;-) Juz dawno mi sie nie zdarzylo az takie "nietrafienie" w konwencje. Moje nietrafienie. Nie kupuje tego, jak dla mnie jest to zbyt belkotliwe i ... bzdurne. Jak bysmy zaprzegli do oceny takiego odcinka "forumowy mechanizm analityczny", to mogloby sie okazac, ze jest tam sporo niedociagniec. No ale ... taka konwencja i w ramach konwencji byc moze sie trzyma kupy (szczegolnie ze jeszcze musi sie odnosic w jakis sposob do pierwowzorui). Niemniej nastepnego odcinka sie boje ... ;-)
      • Ale weź napisz szerzej, bo mnie to intryguje - co dokładnie ci się nie podobało. Bo dla mnie (i większości moich znajomych, których zarażam "Sherlockiem") ten serial to odkrycie roku i martwi mnie twoja opinia.
        • Ogolna niespojnosc mi sie nie podoba. Oraz trywialnosc. Co do spojnosci to te wczorajsze wjazdy na teren bazy wojskowej ... wjezdza sobie dwoch cieci, pomacha do czytnika jakas karta i moze sobie lazic po bazie, nie umiejac przy tym wytlumaczyc kim sa i co w zasadzie robia. Laza i laza i gadaja o krolikach. No dobra, niech bedzie. Albo mrugajeca swiatelko, co to nie do konca zrozumialem, czy to w koncu jakis spotkanie podgladaczy bylo, czy co. Ale Watson zasuwal pod ta gorke, az milo. Scene z mgla, pieskiem i panem w masce przemilcze.
          Trywialnosc. Caly odcinek zasadzal sie na magicznym slowie "hound", ktory zaniepokoil Holmesa. Bo co, bo gosc nie uzyl slowa "dog". Po czym absolutnie przekomiczna scena podrozy po palacu mysli, niczym Cruise w "Raporcie mniejszosci" i odkrycie, ze ow "hound" to akronim badan prowadzonych przez CIA. I bach do komputerka ... i znow magiczna scena z odgadywaniem hasla. No ludzie, no bajka, ktorej orginalnosc jest niekwestnowana, ale nie w moim klimacie ;-)
          Ale taka konwencja i to w zasadzie zamyka dyskusje. Zaczalem sie w ogole zastanawiac, czy ja lubilem klasycznego Holmes'a ... hmmmm ... moze tu jest "hound" pogrzebany, ze blizej mi do Poirota, ktorego w wydaniu Sucheta moge ogladac zawsze i wszedzie.
          • No obejrzałam.:) I to w całości, pomimo, ze miałam cos do zrobienia i siadłam przed tv jedynie na godzine. Nie wiem, jak to się stało, ale nigdy wczesniej nie obejrzalam Tanga w calości, więc tym wieksze zrobiło na mnie wrazenie, choc nie mam zadnej skali porównawczej, co jest tu autorskim wkładem rezysera.
            Zachwyciło mnie aktorstwo starej kadry: Frycza, Englerta i Wisniewskiej. Ale i Hycnar był całkiem, całkiem. :) Jedyne, co mi zazgrzytało, to Kamila Baar, bo jej sposób wysławiania w pierwszej czesci spektaklu wydał mi sie sztuczny i na modłę wystepu w NDiNZ. Na afiszu teatru alternatywnie wisi Dominika Kluźniak, żaluje więc, że to nie ona zagrała we wczorajszym spektaklu, bo bardzo ją cenię.
            No i do kompletu Grzegorz Małecki. Ilekroc na niego patrze, tylekroc kojarzy mi sie jego matka, z którą trudno go skojarzyc bez rzucenia okiem do biografii w filmiepolskim.
            • Miałam iść na "Tango" do Narodowego, ale jakoś się nie złozyło, tym bardziej się cieszę, że miałam możliwość zobaczyć je wczoraj. rewelacyjne! Jestem zachwycona. Aktorska bomba. Małecki niesamowity, Hycnara bardzo cenię, stara gwardia to wiadomo ;) Jestem pod wrażeniem.
            • No ze mnie wyszedl "kulturalny" troglodyta, czyli obejrzalem pierwsza godzine i ... zasnalem przed telewizorem. Jednak wysiadam przy takim poziomie abstracji, czemu nie pomagalo teatralne aktorstwo. Intensywnosc gry u Frycza czy wlasnie u Hycnara zderzona z rozdzielczosca HD i tanczacymi kamerami jakos mnie irytowala. Oczywiscie tak ma byc i jest zgodne ze sztuka, ale mnie meczy ... moze i dlatego, ze jak aktor "jedzie" w takiej formule swoim tekstem, a ja nie do konca rozumiem sens tego o czym on mowi, to dodatkowo czuje sie pognebiony, bo jakbym glosniej slyszal swoja ignoranctwo ;-) (co to fabula robi z czlowiekiem).
              A mnie sie Malecki kojarzyl z Cezarym z "Prosto w serce". Takie proste, najbardziej oczywiste skojarzenie. ;-) Chetnie zobaczylbym go znow w czym rzetelnie komediowym.
              Aaaa i jeszcze mi sie podobalo brzmienie glosu pani Gniewkowskiej. W serialach zwykle brzmi swietnie, ale raczej w takim dystyngowanym stylu, tu pojawialy sie zdecydowanie lzejsze tony.
              Co do Baar to tez bylem zdziwiony, ze az tak niedaleko temu do Hany z NDINZ. Jakos nie przypominam sobie, aby p. Kamila wczesniej az tak charakterystycznie mowila, wydawalo sie ze ten sposob powstal tylko dla potrzeb roli w serialu.
              • Powiedzmy szczerze: nie jesteś jedynym troglodytą. ;) Bo ja choc obejrzałam, to z refleksja, ze mój umysł wyjałowiony ogladaniem seriali, nie jest w stanie uchwycic wszystkich sensów i tresci sztuki. Ale że udało mi sie dociągnąc do konca, uznaję za duzy plus tego spektaklu.
                Co do Małeckiego, tez mi poleciał Cezarym, ale im bliżej konca, tym Cezarego było mniej.
                Kamila Baar tez lepiej wypadła pod koniec, bo niestety jej wejscie w spektakl było fatalne, moim zdaniem. Co do sposobu mówienia, to juz chyba stała maniera, równie denerwujaca jak motoryka jej oczu (inaczej tego nie potrafie nazwac, nie posuwając sie do kolokwialnych i mało politycznych okresleń).
                Natomiast co do zdjec, ponownie, po teatrach na żywo, nie jestem zadowolona ze sposobu kręcenia. Te wszystkie zblizenia nie dośc, ze nie sa teatralne, tylko filmowe, a nawet serialowe, to na dodatek "wycinają" ze sztuki pozostałych aktorów. A przeciez zachowanie drugiego planu jest w teatrze równie ważne jak mówcy.
                Jaki wniosek z całości? Trzeba sobie kupic bilet do W-wy i obejrzeć sztukę w Narodowym.:)
                • "Motoryka oczu" ... prof. Bralczyk bylby dumny ;-)
                  Ja mam wrazenie, ze pojawilo sie jakies niedopasowanie realizacji teatralne i realizacji telewizyjnej. Z jednej strony to swietnie, ze mozna zobaczyc kazdy grymas aktora, kazde drgnienie miesnia. Z drugiej strony kamera i wspolczesne wielkopowierzchniowe telewizory robia z tego cos na graniczy karykatury. Nie wiem czy to wchodzenie z kamera miedzy aktorow to faktycznie dobry pomysl. Raz zaburza "ruch sceniczny", dwa zaburza sposob postrzegania u widza. Oczywiscie to widac szczegolnie w tych sztukach, ktore pozostaja "teatralne", bo te "filmy telewizyjne" jakie czasami sie w tym pasmie pojawiaja to w ogole niewiele maja wspolnego z teatrem.
                  • matt_banco napisał:
                    > "Motoryka oczu" ... prof. Bralczyk bylby dumny ;-)

                    Uwielbiam własną forumową nowomowę, ale wobec powyzszego siegnęłam do słownika:
                    motoryka: "właściwa ludziom i zwierzętom zdolność wykonywania ruchów"
                    lub
                    "w fizjologii charakterystyczna dla zwierząt i ludzi umiejętność poruszania się i kierowania różnymi czynnościami"
                    Profesorowi B. pozostawiam rozsądzenie, czy oczy mają motorykę. ;)))
                    • Tango wczorajsze troszke mnie znudzilo, obsada fantastyczna, szczegolnie starsi, ale to skakanie kamerami mnie zmeczylo. Frycz ciut przerysowany, a Baar z ta dziwna wymowa robi sie wszedzie taka sama, szkoda,bo bardzo ja lubilam,pieknie recytowala wiersze, i wtedy nie bylo tej maniery. Porownywalam do Tanga,ktore ogladalam 50 lat temu w Sopocie na scenie kameralnej i wlasciwie malo juz co pamietam, Edka gral Michalski a Alicje chyba Halina Winiarska,oboje juz nie zyja, i tyle mi zostalo...
                      • Bo Mrożka albo się lubi, albo nie:)
                        Ja widziałam parę lat temu w Katowicach w reżyserii Filipa Bajona i pamiętam, że wyszłam z teatru zauroczona, a na wczorajszym telewizyjnym spektaklu wytrzymałam godzinę, potem przełączyłam. Nie przeszkadzał mi odbiór w HD, a bardziej właśnie zbliżenia i to kręcenie kamery razem z postacią, zwłaszcza, że wokół było widać widzów na krzesełkach. Coś nie zagrało. Ni to teatr, ni film. Denerwowało mnie to strasznie, nie pomagało w odbiorze, chociaż może to i dobrze, iż telewizja eksperymentuje z teatrem. Ale ja wolałabym chyba klasyczne oglądanie widowiska teatralnego z pozycji widza na widowni bez operatora zaglądającego aktorowi w zęby:)
    • W przyplywie, zupelnie nieuzasadnionym, ulanskiej fantazji postanowilem spedzic piatkowy wieczor z tym gorszym koncem polskiej kinematografii. Z tym koncem, przed ktorym zwykle sie ucieka, szukac ostrzezen w recenzjach, opiniach czy zyczliwych odradzaniach zlapanych na lep marketingowych sztuczek. Do wyboru mialem ... "Weekend", "Kac Wawa" i "Big Love". I jeden, jedyny warunek. Dotrwac. Dotrwac do konca, za wszelka cene (sorry Clint). No jesli mam dotrwac, to nie bede sie wspinal na Mount Everest ... "Kac Wawa" odpadl, odpuszcze tez K2, czyli "Weekend", wystarczy mi Annapurna, czyli "Big Love". Na wyprawe wzialem paczke sezamkow i wode z sokiem malinowym, mysl o spiworze porzucilem ... trzeba byc twardym.
      No trzeba ... wyprawa trwala cale 90 minut, sezamki zgrzytaly w zebach ... pozniej zeby zgrzytaly juz same, w gardle zaschlo, woda dawno sie skonczyla. Przedzieralem sie przez nudne chaszcze belkotliwej fabuly zadajac sobie w zasadzie dwa pytania ... po co ktos to nakrecil ... i dlaczego Polski Instytut Sztuki Filmowej to sfinansowal. A na koniec pojawilo sie trzecie ... po jakiego grzyba aktorzy graja w takich rzeczach. Pawlicki, Gonera, Ferency ... Panowie, dla tych paru groszy? To juz lepiej naprawde Geriavit albo Prostamol reklamowac.
      Ponoc na pytanie sens chodzenia po gorach alpinisci odpowiadaja "Bo sa". Ogladanie zlych filmow z tego samego powodu to jednak zly pomysl. Ale Annapurne Polskiej Zlej Kinematografii mam zaliczona ;-)
      • Matt, jestem rozczarowana. Oczekiwałam po Tobie ambicji na miare Everestu, a ty nas raczysz byle Annapurną? ;))) Niestety, z 8-tysięczników mam za sobą tylko K2, więc sobie w temacie nie pogadamy.... :))
        PS, Jedyne, co Cie usprawiedliwia, to wejście zimowe. ;))
        • A skoro kazdy może (spiewac), to kazdy moze tez wydac te przysłowiowe 29,99 w celu wsparcia akcji Dżentelmenów. Pozadrosciłam Mattowi Himalajów filmowych i postanowiłam posłuchac muzycznych propozycji czołowych aktorów serialowych. Powiedzmy szczerze, jednak nie jest tak źle. ;)) No moze potrzeba troche zaparcia, by przebrnac przez trzy propozycje, ale reszta ujdzie w tłoku, a nawet czasem i bez tłoku. Jedni są wiecej niż fajni, inni poprawni, a że cel zbożny, to jest OK. Na razie posłuchałam po kilka pierwszych fraz z każdej piosenki, całość zostawiam na wieczór. Jedno trzeba przyznac: bardzo staranna edycja płytki zrobiła na mnie wrażenie. :)
          • Zachęcona twoim wpisem, poszukałam sobie nagrań na yt - niestety, znalazłam tylko Pawlickiego, Musiała (u którego z głosem nie bardzo) i Lichotę (u którego jw., ale i tak się rozpływam). Ciekawa jestem pozostałych panów.
      • Matt, nie rozumiem, po co Ty się tak katujesz? Potocznie to się chyba nazywa masochizm:) Nie lepiej po raz kolejny pooglądać sobie "Nie lubię poniedziałku" czy "Poszukiwany, poszukiwana". I dowcipne to i mądre no i w tle zawsze jakaś stara syrenka czy inny żuk się trafi:)
        Ja tylko raz ugryzłam kiedyś kawałek "Ciacha" i do dzisiaj męczy mnie niestrawność. Więcej na takie delicje już się nie skuszę. Dla mnie oglądanie czegoś takiego to nie zdobywanie szczytów, a raczej spadanie w dół i to na miarę Baumgartnera, bez spadochronu...:))

        "po co ktos to nakrecil ... i dlaczego Polski Instytut Sztuki Film
        > owej to sfinansowal. A na koniec pojawilo sie trzecie ... po jakiego grzyba akt
        > orzy graja w takich rzeczach. Pawlicki, Gonera, Ferency ...

        To retoryczne pytania, bo wiadomo, ze takie filmy są robione tylko i wyłącznie dla pieniędzy i do czasu wystąpienia Raczka widocznie wszystkim się opłacało. I aktorom i producentom i temu kto finansował...
        • No to nie tak. Czasami trzeba obejrzec cos "tak złego" aby wiedzieć jak złe może to być ;-) A po wtore lubie wiedziec o czym mowie, wiec to nie masochizm, a ... no powiedzmy ... profesjonalizm. Po trzecie takie doswiadczenie przydaje sie przy porownaniach i nawiazaniach, chociaby przy komentowaniu na tym forum. Po czwarte ... juz zawsze bede mogl wyciagnac panu Pawlickiemu udzial w tym filmie. Tyle trudu wlozone w takie miesnie, a i tak goly tylek na wierzchu.
          A "Nie lubie poniedzialku" widzialem tydzien temu. Z floty samochodowej to i tak najbardziej oczywiscie pamieta sie tego czerwonego Triumpha. No i muzyke Matuszkiewicza. To jednak jest geniusz, takie tematy w serialach umieszczac. W "Poszukiwanym, poszukiwanej" przeciez takze jego charakterystyczna muzyka sie pojawia.
          A z rzeczy zlych ... wlasnie obejrzalem "Pana i pania killer". Oj zle to bylo, bardzo bardzo zle. Ze tez nie mozna bylo z tego zrobic prostej, zwyklej, ale zabawnej komedii. I te drewniaki w rolach glownych. I pomyslec, ze Heigl podobala mi sie w "Chirurgach".
          • Tez uważam, ze z przyczyn porównawczych trzeba oglądac i badziewie, bo tylko na takim tle może w pełni zabłysnąć prawdziwy diament. ;)
            Przesłuchałam mniej wiecej całą "dżentelmieńską" płytkę. Chyba tylko Koman ze sznapsbarytonem do mnie nie przemawia. No i młody Musiał, tez jakoś mi nie lezy. Spodobał mi sie Lichota, Bobek i Zakoscielny oraz Polk spiewajacy "kanonicznie", czyli bez wiekszych udziwnien. Małaszyński spiewa to Wesołe miasteczko, mało mi znane, w manierze wprost z PPA we Wrocławiu. Ale moze byc, choc musze jeszcze z raz posłuchac, by sie zdecydowac, na ile mi się podoba to wykonanie. Podsumowując, płytę da się przeżyć głownie dzieki miłym dla ucha piosenkom, a aktorzy robia tu za zło konieczne. ;)))
    • Nie wiem jak panowie wypadaja w teatrze "Kwadrat", bo przedstawione w DDTVN fragmenty niespecjalnie wiele w tym temacie mowily, ale jak koledzy z pracy wypadli swietnie. Lekko, z dystansem. No i faktycznie zabawne, ze mimo iz dzieli ich tylko 2 lata roznicy w wieku, to percepcja serialowo-telewizyjna znaczaco to przeklamuje (o jakies 6-8 lat). No i pan Pawel w tych teatralnych scenach jakis taki ... meski ;-))))
    • Przypomnialem sobie nastepny odcinek "07 zgloś się" - "24 godziny sledztwa" ... tym razem odcinek z czasow schylkowego Gierka, czyli 1978 rok i coca-cola na stole (jak to nazwac, bo przeciez nie product placement, raczej propaganda placement), oprocz piwa i delikatnie zarysowany watek "innosci". Tak jak i poprzednie odcinki ta powtorka tego serialu to dla mnie przygladanie sie rozwiazaniom warsztatowym, a nie sledzenie fabuly. Watek opiekuna i podopiecznego poprowadzony zadziwiajaco subtelnie, choc pewnie kontekst kawalerzysty-geja dosc ryzykowny. Niemniej calosc podana w konwencji specyficznej "poprawnosci politycznej". A na dokladke jeden z fajniejszych kontaktow damsko-meskich, czyli Borewicz w rozmowie z pania historyk (Hanna Stankowna), z rozczulajacym Old Spice'em w tle i Fiatem 131 Mirafiori na drodze. Ten koncept na takie pokazanie Borewicza w relacjach z kobietami jest swietnie zrobiony. Jako smaczek aktorski ... Ewa Blaszczyk w epizodycznej roli milicjantki Zosi.
    • Klasyka gatunku swiatecznego, czyli to samo co bylo, ale jeszcze raz ...
      wyborcza.biz/biznes/1,100896,13055726,Swieta_w_telewizji_jak_co_roku__Kevin_i_inne_ograne.html#Cuk
      Ale czy to ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie? Jeszcze chwila a prawie kazdy bedzie w stanie zrobic sobie wlasna "ramowke" i obejrzec to na co ma ochote i kiedy. Natomiast niezmiernie irytujace jest to bledna kolo ... puszczamy to co lubia widzowie, a widzowie nie maja czego nowego polubic, bo puszczamy to co lubia widzowie. Nie mowiac juz o tym, ze rzadko trafia sie jakies mniej typowe podejscie do repertuaru, albo chociazby samego ukladu (np. wedlug mnie swieta nadaja sie swietnie do puszczania miniseriali, takich 4-6 odcinkowych (albo mniejszych), gdzie mozna emitowac kolejne odcinki dzien po dniu, np takie "Empire Falls").
    • No przyznam, ze pan Prokop (ten Prokop) i pani Ziomecka kieruja "Przekroj" w coraz ciekawsza strone. Numer podsumowujacy rok naprawde ciekawy (piekne, dlugie artykuly). No ale co tam z naszej dzialki. W dziale seriale, kompletnie subiektywne podsumowanie roku 2012, a tam "Breaking Bad", "Homeland", "Dziewczyny", "Community", "Mad Men", "Sherlock" i poza konkursem, w kategorii "dobre, choc polskie" mamy "Bez tajemnic" i "Krew z krwi". No i teraz jak sie to ma do naszego specyficznego forum, o jakze mylacej nazwie "Seriale". Szkoda, ze pani autorka nie napisala gdzie te wszystkie smakolyki oglada.
      W dziedzinie filmu polskiego poszlo juz bardziej "dostepnie", czyli Dorocinski jako najwieksza gwiazda, "Oblawa" jako najlepszy film i "Jestes Bogiem" jako najwiekszy sukces. Za kuriozum roku robi "Bitwa Warszawska", a za kontrowersje roku uchodzi "Poklosie". Czyli standard.
      W dziedzinie filmu zagranicznego jest zdecydowanie mniej oczywiscie, bo wskazano na filmy, ktore "sa najlepsze, choc arycydzielami byc nie chca", a sa to: "Kochankowie z Ksiezyca", "Milosc", "Code Blue" i "Rzez". No intrygujacy zestaw, no ale to Felis go zmajstrowal.
      • No tak, czyli mamy kategorie: serial zagraniczny, polski i polski zagranicą. ;)
        A przy okazji, czy mi się wydaje, że wiekszosc z tych tak chwalonych seriali zagranicznych jest nadawana na kanałach kodowanych, do których trzeba miec kablówkę albo lepsza opcje w satelicie? Ja mam i w neostradzie i z satelity opcje minimum (dla oszczędności czasu i pieniedzy), więc np. takiego HBO nie mam. i nie mam tych seriali...
        • No ja wlasnie nie wiem gdzie leci takie "Community" czy "Parks and Recreation". Oczywiscie w wersji telewizyjnej, a nie torrentowej czy streamingowej. Ja tez mam standardowa kablowke i szczerze powiedziawszy to faktycznie moge sobie ogladac dowolny sezon i dowolny odcinek jednej z serii CSI albo NCIS (szajby idzie dostac, wszedzie CSI ... jak lata temu w TVP lecialo zwykle CSI:LV to bylem wiernym widzem, im wiecej sie pojawialo tym mniej bylem zainteresowany, obecnie nie ogladam wcale). Teraz doszedl FOX, ale tak jak wspominalem serie mocno zaawansowane i nie bardzo jest jak je ugryzc.
      • Ja dzisiaj postawiłam na fonię i wysłuchałam transmisji z Krakowa. Co prawda, nie przygotowałam się na bite dwie godziny siedzenia przed komputerem ze słuchawkami na uszach, bez malutkiej przerwy, ale warto było. 'Stary' Stuhr, co bardzo cieszy, w doskonałej formie, Bohosiewicz rewelacyjna, Kot, Figura również świetni. Szkoda, że reklama tego słuchowiska była znikoma, ja natknęłam się jedynie na wzmiankę w teleekspresie. Ale widzowie/słuchacze zdołali stronkę radia Kraków odpowiednio obciążyć, mi udało się wejść dopiero po 10 minutach:)

        Co do świątecznego repertuaru telewizyjnego, to ja już od lat nie nastawiam się na żadne 'nowości'. Wiadomo, że Kevin, że Pułapki, że komedie romantyczne z choinką w tle, że święta na wesoło z rodzinką Griswoldów i tym podobne. Do tego świąteczny Shrek i inne mikołaje oglądane setki razy w tym okresie. Telewizja w czasie świąt krzewi kulturę fizyczną (zachęca do wyjścia z domu), wspomaga czytelnictwo i niezaprzeczalnie przykłada się do przedświątecznych krociowych zysków operatorów kablówek i właścicieli wypożyczalni dvd. Taka misja po prostu:))

        I mały przewodnik po super serialach (uwaga! trafiają się bluzgi:)
        rozpieprzeni.blogspot.com/2012/07/przewodnik-po-serialach-czyli.html
    • To bylo bardzo dziwne ... standardowo gdzies w tle gral sobie telewizor, siedzialem przed komputerem i ... slysze "Scarborugh Fair". Patrze i oto w "M jak milosc" mamy Dominike Kluzniak wykonujaca ten utwor z akompaniamentem fortepianu. I przez chwile zrobilo sie jakby mniej telenowelowato ... do tego Barcis i Kuszewski ladnie zasluchani.
    • Przypomnilem sobie wczoraj "Bullita". Nie widzialem tego filmu dobre 15 lat, choc niby na polce mam DVD z nim. Ale obejrzalem i szczerze mowiac bylem zaskoczony jego powsciagliwoscia, wlasciwie w kazdym aspekcie. Nawet to co w nim najslynniejsze czyli poscig miedzy Chargerem a Mustangiem tez byl tak fajnie ascytyczny (ale bylo jeszcze Porsche 356, czy nawet Jaguar E-Type przejezdzajacy w tle jednej ze scen). I to byl rok 1968.
      Przelaczylem sie na inny kanal, a tam rzecz ktorej nigdy nie widzialem, czyli "Zlote kolo", polski kryminal z 1971 roku. Milicjanci w pelnym umundurowaniu, w zasadzie prawie galowym, prowadza sledztwo na terenie Wroclawia. Jezdza Fiatami 125, Warszawami, a jeden z podejrzanych jezdzil Skoda Spartak. Az trudno uwierzyc, ze to w zasadzie te same czasy co u amerykanskich kolegow ;-) Ale patrzylo sie na to calkiem przyjemnie, glownie wlasnie w takim kulturowo-historycznym kontekscie (niestety zmeczenie przedswiateczne nie pozwolilo obejrzec do samego konca). No i widac tez ta kolosalna zmiane, ktora za kilka lat wprowadzi "07 zgloś się", czy "Przepraszam, czy tu bija".
      Aaa ... nie wiedzialem, ze kiedykolwiek T. Janczar spotkal sie na ekranie ze swoim synem Krzysztofem. A tu sie spotkali, tez jako ojciec i syn.
    • W zasadzie nic co jest w repertuarze polskich telewizji w ramach oferty swiatecznej nie nadaje sie do ogladania albo bylo juz ogladane tyle raze, ze ... nie nadaje sie do ponownego ogladania ;-) A do tego najazd swiatecznych wersji specjalnych hitow animowanych. Sprobowalem z "Gra dla dwojga", ale tak zakalcowatego thrillera juz dawno nie widzialem. Coz pozostalo ... zrobic sobie wlasna telewizje, a tam dawali "Chciwosc" (niezle, ale jednak rozczarowujace, glownie z powodu dialogow) oraz "Gigantów ze stali". I to ostatnie to bardzo przyjemna rzecz ... fajne kino familijne zrobione pod okiem panow od "kina nowej przygody", czyli Spielberga i Zemeckisa. Kino ekstremalnie "kalkowe", ale jak to zwykle bywa, gdy robia cos fachowcy ... dobre kino. Watek ojca i syna, roboty boksujace, nieodlegla przyszlosc ... trzeba bylo dorzucic Jackmana oraz mlodego naturalnego i uroczego, czyli Dakote Goyo, wykorzystac sprawdzone archetypy Dawida i Goliata, troche tanca i wystarczy. Zawodowa mikstura.
      • Apropos Bullita; scena pościgu-gdzie ścigany staje się ścigającym jest fantastyczna.
        Z miejsca przypomniałem sobie następny film, w którym element pościgu samochodowego był niezły; film "Jade"; jedna z sekwencji związana z tym pościgiem był jakiś uliczna parada w dzielnicy azjatyckiej.
        A co do wspomnień filmowych, to przypadkowo natknąłem się na Ronina. Piękna jest ta Irlandka; zjawiskowej i niepowtarzalnej urody.
        • Po świetach, więc i po bryndzy... Obejrzałam mniej więcej dokładnie Australię. Film jak film, ładne zdjęcia, ładna Australia, a mnie sie w oczy rzucił Jacek Koman w roli bodaj barmana. :)
          Po Australii i nagim torsie Jackmana rzuciłam okiem na nagi tors Małaszynskiego w Skrzydlatych, no i moze to by było na tyle... Niestety, Grodzisk nie Australia i torsy też jakby ciut inne. ;)
          A tak poza tym czasem rzucam okiem na powtórki Brzyduli na TVN7 i rózne inne powtórki na publicznej. A to wszystko w oczekiwaniu na nowy serial z Dorocinskim jeżdżacym na koniu (!). Dorocinski na koniu-palce lizać? ;)))
          I tak zwane apropos: Róza cos znowu wygrała na swiecie. :)
          • Tez sie skusilem na australijskie wystepy p. Jacka. Dziwny film ... nie do konca kupilem konwencje, szczegolnie poczatku. Ale mial jedna mila ceche ... mniej wiecej w 2/3 mial "pierwszy" koniec i tam tez bez zadnych skrupulow skonczylem z ladnym happy endem (Kidman ladna akurat nie byla wiec i zalu wielkiego nie bylo). Zyskalem jakies 40-50 minut zycia, ktore spozytkowalem na czytanie blogow filmowych ;-) (a wsrod nich jeden odnoszacy sie do "Searching for Sugar Man" ... az sie chce do kina isc).
            No mowisz, ze w nowym sezonie czeka nas kon i Dorocinski ... wolalbym Kot i Dorocinski, ale i konia przezyje.
            • "mniej wiecej w 2/3 mial "pierwszy" koniec i tam tez bez zadnych skrupulow skonczylem z ladnym happy endem"
              No to możemy podac sobie rekę. :) Tez wtedy odpusciłam pilne sledzenie ciągu d. i potem obejrzałam jedynie koncowe sekwencje, gdzie sie upewniłam, ze Koman to Koman. A odpusciłam, bo gdy przeczytałam w programie, ze to melodramat, wiedziałam, ze niczego dobrego to nie wrózy. ;)
              Teraz mam w planach wizyte w kinie na nowym filmie z Firthem. Juz jest w programie naszych kin, jedyny problem, to namówic moją "połówkę" na wyjscie na miasto.
              No i bym poszła na film z Wisniewska i Dziegielem."Bym", ale czy pójdę?
              • faszyna napisała:

                > "mniej wiecej w 2/3 mial "pierwszy" koniec i tam tez bez zadnych skrupulow skon
                > czylem z ladnym happy endem"
                > No to możemy podac sobie rekę. :)

                Dzięki. Już się wystraszyłam, że to ze mną jest coś nie tak:)
                Zaczęłam oglądać ze względu dla Komana, potem w kadr wkradł się Jackman, no trudno było sobie odpuścić ten tors, głos i uśmiech... widoki też miały swój udział, ale niestety po połowie filmu odpuściłam. Przełączyłam na końcówkę, załapałam się na 'piękny' (do bólu przewidywalny niestety) happy end i to by było na tyle wrażeń z filmu, na który, nie ukrywam, czekałam. Z bryndzy około świątecznej wart uwagi był chyba tylko Parnassus, ale ja to już widziałam i ten film raczej nie należy do takich, które się ogląda w okresie świątecznym przy suto zastawionym stole w godzinach popołudniowych i z rodziną zagłuszającą odbiór. Dlatego pooglądałam sobie z wielką przyjemnością czekoladowego Deppa, resztę bryndzy pomijam milczeniem. Zadowolone były z pewnością tylko dzieci, bo bajek przynajmniej ci u nas dostatek był na święta:)
                A kolejna bryndza, sylwestrowo-noworoczna, tuż, tuż... gdzie te czasy, kiedy człowiek w biegu kupował kasety wideo, aby ponagrywać filmy i programy, które kolidowały z wyjściem na zabawę sylwestrową? No gdzie!:)))

                PS. Na 'króla' Firtha, który tym razem ma zamiar oszukać króla, też się wybieram i to prawdopodobnie sama, bo moja druga połówka nie gustuje w tego rodzaju produkcjach, a Cameron Diaz nie jest w jego typie:)
                Ale na szczęście wybieram się na film, a nie do kina i Tobie Faszyno radzę to samo:)))
                • Chyba cos przesadziłam z tym arcyDzięglem... :(
                  A co do resztek pobryndzowych, z przyjemnoscia obejrzałam Bezsennośc w Seattle. Mało sie zestarzał ten film...
                  No i co do kina. W moim wieku do kina? Juz mi tylko filmy pozostały z młodzienczych przyjemnosci. ;)))
                  • No ja z filmow niebryndzowatych to obejrzalem holenderskie "Porwanie Heinekena". Moze nie byl to majstersztyk ... nie, nie byl, ale bardzo rzetelnie zrobiony film. Lubie filmy odtwarzajace klimat lat 70 czy 80, ale taki wlasnie specyficznie "niemiecki". No i Rutger Hauer w swoim ojczystym jezyku tez byl kuszacy. Echhh ... przypomnialy mi sie czasy kaset VHS i wypozyczalni i filmy klasy, no powiedzmy ze B, choc czasami i C, w ktorych Rutger troche sie rozmienil. No ale to jednak ten Rutger, jeden z najbardziej charyzmatycznych wspolczesnych aktorow.
                    A tak w miedzyczasie sążnisty wywiad z Malaszynskim ...
                    www.styl.pl/magazyn/wywiady/mistrz-i-malgorzata/news-domagalik-i-malaszynski,nId,763937,nPack,1
                      • Calkiem, calkiem ... co prawda aranz troche nie w moim guscie, ale spiew p. Filipa nie boli.
                        A w temacie starszej gwardii, czyli np. p. Dziedziela i p. Wisniewskiej, to w swiatcznej POLITYCE byl artykul poswiecony aktorom 70+ (no ja wiem, ze p. Marian to jeszcze 60+) i temu jak im sie uklada zycie artystyczne w tym wieku, zarowno teatralne (zwykle lepiej) jak i filmowe (u niektorych calkiem niezle). Czytajac go zlapalem sie na dziwnej (pozornie) przypadlosci ... im aktora czesciej widze (czyli jest bardziej aktywny), tym trudniej mi uwierzyc w jego wiek. I tu najbardziej zdziwil mnie p. Kotys (pochwalony i slusznie za "Erratum"), ktory skonczyl 80 lat. Jak to sie moglo stac?
                        A i jeszcze buszujac po filmpolski.pl natknalem sie na nowa produkcje p. Krzystka pt "Fotograf". Wrocimy znow (i dobrze) do czasow "radzieckiej" Legnicy (choc historia wspolczesna), a w obsadzie sporo rosyjskich aktorow.
                        • "Calkiem, calkiem ... co prawda aranz troche nie w moim guscie, ale spiew p. Filipa nie boli."
                          A wiesz, specjalnie sprawdziłam oryginał, czyli wykonanie Zauchy. Wydawało mi sie, ze bedzie bardzo duża róznica, a tu nic z tego. Oczywiscie Zaucha miał mocniejszy głos i w częsci towarzyszył mu chórek, co wyraźnie wzbogaciło piosenkę, ale nie mozna tu mówic o wokalnym nokaucie. Jest podobnie, może delikatniej, ale w podobnym klimacie. Zresztą sam posłuchaj:
                          www.youtube.com/watch?v=rJWrNJSMdsA
                          • No to może taki wokal Bobka bardziej przypadnie Mattowi do gustu...:)
                            www.youtube.com/watch?v=skSdNfWgZag
                            Ja buszując po necie natknęłam się na bardzo niepochlebną opinie o Sępie. Prawdę mówiąc nie wiem, co o tym myśleć i czy na dwa tygodnie przed kinową premierą powinno się coś takiego pisać. Nie doszukałam się też nazwiska autora tej 'recenzji... Może źle pacze:)
                            www.mowimyjak.pl/kultura/film/sep-dlaczego-nie-warto-isc-do-kina-na-thriller-z-michaem-zebrowskim,98_48825.html
                            • O Matko ... faktycznie ostro (autor jest chyba nad "dodaj komentarz" .. T. Lada). Trudno powiedziec czy to faktycznie merytoryczna recenzja czy jakas srodowiskowa gierka. Co do rezysera to faktycznie jak pare miesiecy temu uslyszalem kto za tym stoi, to lekko sie zdziwilem, ze zdecydowano sie na takie rozwiazanie (no ale kto zabroni pomyslodawcom na tego typu ryzyko).
                              • Taki cytat nt. Szpiegów w W-wie:
                                "Gra go Marcin Dorociński. - Największym wyzwaniem, z jakim musiałem się zmierzyć podczas zdjęć, była jazda konno. Była to dla mnie świetna okazja do zmierzenia się z mitem polskiego oficera przedwojennego - podkreślił Dorociński."
                                Rozumiem, że wedle owego mitu przedwojenny oficer umiał jeździć konno, a Dorocinski ten mit obali. Byle to obalanie z konia nie połamało mu kości. ;)))
    • Brawo ... piekna okladka nowego FILMU, swietne obwieszczenie kto zagra Kuklinskiego. A zagra go p. Dorocinski ... HURA, ale to bedzie rok filmowy, ojojoj! A co wiecej w tym samym numerze p. Marcin rozmawia z Januszem Gajosem. No nowy redaktor naczelny sie stara. Pora zabrac sie za lekture.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.