• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

"Serialowi" w kinie Dodaj do ulubionych

  • 23.11.11, 22:40
    Śledząc ostatnio w necie informacje na temat "80 milionów" doszłam do wniosku, że na styku: seriale/film kinowy pełno jest stereotypów i sprzecznych opinii. Oto niektóre z nich:
    1/ Aktor serialowy równa się "gorszy", aktor kinowy równa się "lepszy".
    2/ Gdy popularny/dobry aktor kinowy zagra w serialu jest to degradacja, gdy popularny/dobry aktor serialowy zagra w kinie, jest to na pewno chwyt marketingowy ze strony producenta, który chce do kina zwabić fanów i fanki tego aktora.
    3/ Wszyscy narzekają, że ciągle widać w kinie te same znane do znudzenia twarze. Jednakże, gdy tylko w necie pojawia się notka o planach nowej ciekawej produkcji, natychmiast na giełdzie proponowanych przez widzów nazwisk pojawiają się te same typy: Gajos, Adamczyk, Szyc, Karolak, Więckiewicz itp., itd…
    4/ Jeżeli jednak pojawią się w kinie aktorzy znani dotąd tylko z seriali, to słychać narzekania, że jest to na pewno chwyt marketingowy ze strony producenta, który etc. etc….(patrz pkt.2).
    5/ Metki aktorskie są wieczne i niezależne od jakości kolejnych ról. Popularny aktor kinowy może być tylko wybitny, choćby schrzanił swoją serialową rolę, popularny aktor serialowy w kinie z reguły jest "drewnem", które uwiodło swoich serialowych fanów grą jedną miną.
    6/ Najniższą kastę aktorskiej profesji stanowią amanci serialowi, na których suchej nitki nie zostawiają pospołu i krytycy i krytyczki. Dane od Bozi "maślane oczy", dzięki którym taki aktor wygrał casting, stanowią jego największą wadę. Takiemu już nic nie pomoże, niestety….

    I tyle moich refleksji spisanych na kolanie. ;))
    Dla ilustracji zjawiska, cytat z recenzji "80 milionów" z filmwebu zatytułowanej "Czas honoru" (sic!):
    "Na koniec mam złą wiadomość dla fanek Filipa Bobka. Dystrybutor reklamuje jego rolę jako jedną z głównych w filmie, podczas gdy w rzeczywistości grającego Władysława Frasyniuka aktora oglądamy na ekranie przez góra pięć minut. Bobek ma seksowną brodę i nażelowane włosy, czyli wygląda tak jak każdy typowy robotnik epoki socjalizmu. Pod względem image'u wyrabia 200% normy!"
    Moje pytanie: ile normy wyrobił ten recenzent? ;))

    Edytor zaawansowany
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 23.11.11, 23:36
      Ale sie fajnie ostatnio na tym forum zrobilo ... zywotnie i energetycznie. Jakby to bylo gdyby te wszystkie seriale na ktorych wieszamy psy byly lepsze o dwie klasy ... nuda, panie, nudaaaaa.
      Aktor to aktor, jak umie to gra, jak nie umie to jest. I nie ma tu znaczenia forma, a przynajmniej nie ma znaczenia kluczowego. Na dodatek gdzies tam w tle czai sie przeciez jeszcze jeden podzial teatr/kino, obecnie mocno wyblakly. Nie ma juz dawno pomiedzy nimi granicy sztuki, ale jednak wciaz teatr jest jakby ociupinke wyzej ;-)
      No i jest jeszcze jeden zupelnie dziwaczny uklad, a wbrew pozorom calkiem ciekawy, czyli teatr/tv. Ostatnio z ciekawosci sprawdzam na jakich deskach teatralnych grywaja aktorzy serialowi. No i prosze ... taki Teatr Polski w Bydgoszczy. W skladzie mamy: Magdalene Laske (Wiadomosci z drugiej reki), Marte Nieradkiewicz (Barwy szczescia), Anite Sokolowska (Na dobre i na zle). Zadna z nich aktorka kinowa nie jest. Jakie sa w teatrze ... pojecia nie mam, ale uprawiaja obie dziedziny. No i jeszcze maja w skladzie Piotra Zurawskiego, czyli Romka z CH. Pytanie oczywiscie czy transfer byl teatr--> tv, czy tez odwrotnie tv -->teatr. Nie zdziwilbym sie gdyby to drugie ;-) Oczywiscie wciaz jest pytanie ilu fajnych aktorow zasuwa gdzies tam na prowincji, a w serialach jedynie wystepuje na 4 planie. Zawsze jednak mozna liczyc na to, ze ktos ich odkopie jednak, tak jak "legnickich" Chabiora i Bluszcza. Czasami odkopie i zakopie, jak Wiktorowicza z LNW.
      Dzisiaj chyba na ekrany wrocili "Ratownicy" ... nie wiem, nie sprawdzalem, zerknalem tylko do programu telewizyjnego. No pytanie "po co?" jest chyba nie na miejscu (nie pojme nigdy 13-odcinkowych sezonow i powtorek dwa razy do roku). No ale Linda ... nasz klasyczny aktor filmowy zagral. Slabowicie. Podobnie jak slabowicie wypadl w sitkomowym "I kto tu rzadzi". Oczywiscie mozna marudzic na scenariusz i tego i tamtego, ale jednak wdziek gdzies sobie poszedl i lekki zapach sosnowych desek zawisl w powietrzu.
      • 24.11.11, 02:29
        Nie ma czegoś takiego jak transfer z tv do teatru.
        • 24.11.11, 08:33
          "Nie ma czegoś takiego jak transfer z tv do teatru" Naprawde nie ma? A ja pamietam wypowiedź dyrektora bodaj Kwadratu o zatrudnianiu aktorów, ktorzy zdobyli popularnośc w tv, bo to robi kasę w teatrze. Wiec może trudniej o skok z sitcomu do Narodowego, ale do mniej prestizowej placówki, czemu nie. Żmuda Trzebiatowska tez na fali swego serialowego bytu trafiła na deski wspomnianego Kwadratu, a Socha na 6 Pietro.
          • 24.11.11, 10:08
            Wracając do tezy z pierwszego postu, pokusiłam sie o rozbiór na częsci pierwsze cytowanej uwagi recenzenta o Bobku w 80 milionach. Otóz jakie są tezy recenzenta. Pierwsza: "FB ma fanki". Fan płci meskiej to sprawa powazna; pierwsze skojarzenie jest jasne: fan zespołu X to miłosnik muzyki zespołu X. Ale fanka? Fanka to taka bezrozumna dzierlatka, ktora sie kocha w liderze zespołu albo w aktorze X. Dla jego urody rzecz jasna, a nie dla talentu wokalnego czy aktorskiego.;)
            Co dalej: "FB reklamuje film jako dzwignia handlowa". A nie przyszło do głowy recenzentowi proste wyjasnienie, ze Frasyniuk to twarz wrocławskiej Solidarnosci tamtych czasów i zrobienie filmu bez tej postaci lub nieumieszczenie jej na plakacie to jak obrazki z sierpniowej stoczni bez Wałęsy. No ale że udział Frasyniuka w samej akcji bankowej był niewielki jak się domyslam, bo szczegółow historii nie znam, to i roli starczyło na 5 minut ( w tym scena z wymyslonym udziałem WF w scenie na moscie).
            Trzecia teza: "Bobek ma seksowną brodę i nażelowane włosy, czyli wygląda tak jak każdy typowy robotnik epoki socjalizmu. Pod względem image'u wyrabia 200% normy!" Czyli FB jest aktorem slicznym zamiast dobrym. Hm, no tak... Filmu nie widziałam, ale skoro rezyser w okołopremierowym wywiadzie opowiada, ze za Frasyniukiem ówczesne panny wypatrywały oczy, tak byl przystojny, to chyba dobrze, ze tej roli nie zagrał chocby Borys Szyc albo Wieckiewicz (taka była sugestia internautów, gdy ruszała produkcja). No i Krzystek dodał, ze wybrał Bobka z bodaj 300 kandydatów do tej roli, bo był tu problem ze znalezieniem odpowiedniego kandydata. Czyli był to wybór całkiem przemyślany, chocby dla jego warunków, które tak zniesmaczyły recenzenta. Przy okazji, WF brodę jak najbardziej miał, choc zdaje sie dopiero gdy sie zaczął ukrywac (tak podają źródła), a czemu recenzent nazywa zawodowego kierowcę robotnikiem, nie sposob zgadnąć.
            Powyższa recenzja to klasyczy melanż delikatnych insynuacji i obelg. ;))) A po kiego grzyba, pytam? Chyba dla czystej zawistnej satysfakcji recenzenta. ;) Czytając tą recenzję chciałabym sie dowiedziec jedynie, czy w koncu aktor zagrał tego Frasyniuka dobrze czy źle. Niestety, bez pójscia do kina sie tego nie dowiem.
            • 24.11.11, 10:39
              Filmu nie wid
              > ziałam, ale skoro rezyser w okołopremierowym wywiadzie opowiada, ze za Frasyniu
              > kiem ówczesne panny wypatrywały oczy, tak byl przystojny,

              Czytałam o tym gdzieś. Może nawet w jakimś mini wywiadzie z Bobkiem. Dziennikarka zdaje się spytała jak się czuje grając najprzystojniejszego działacza tamtych czasów.

              Co do tych "ślicznych-niezdolnych", to podobnie było po I serii Magdy M., kiedy Małacho miał na zawsze zostać Pjjjotrem Korzeckim i się z tej roli nie wykaraskać (choć przyjęcie tej roli można traktować jako rozpaczliwa próba zerwania z wizerunkiem Granda, który to wizerunek moim zdaniem jednak nie wymagał zrywania). A później Małacho jakoś się mimo wszystko poodbijał od jednej produkcji do drugiej. Akurat może jego rola w "Świadku koronnym" najlepsza nie była, bo i wiele nie wymagała, nie on tam grał pierwsze skrzypce, podobnie jak w "Katyniu". Filmy typu "Ciacho" czy "Weekend" muszę przemilczec, bo to nie moja bajka... Ale koniec końców "wyrósł" na aktora z etykietką - "Całkiem dobry, do tego atrakcyjny, można go brać".

              Zakościelny, kolejny przystojniak, który na zawsze pozostać miał Markiem Brodeckim z Kryminalnych, którym był bodajże przez osiem sezonów. Kryminalni skądinąd fajny i dobry serial wg mnie, ale ileż można! Z tym, że w jego przypadku etykietka brzmi: "Przystojny". W komediach romantycznych, w których umiejętność robienia Polacy niepotrzebnie uwierzyli spełnia się doskonale. "Tylko mnie kochaj" i "Dlaczego nie!" to idealny przykład filmu o niczym. Przystojny aktor bardzo tam pasuje, zwłaszcza, że brakowało tam pięknej aktorki. No i teraz "Czas Honoru", gdzie mnie Zakościelny ani ziębi, ani grzeje. Dla mnie cała czwórka naszych niezwyciężonych chłopców bywa jednak czasem żenująca.

              No i kolejny jest właśnie Bobek. Który na zawsze zostanie Markiem Dobrzańskim vel Arturem Sagowskim, chyba że ktoś będzie miał jaja i da mu porządną dużą rolę, w której nie będzie rozchwianym emocjonalnie mężczyzną bez własnego zdania.
              • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 25.11.11, 01:42
                Z racji tego, że na dniach koczy sie polski sezon serialowy uznalem, ze sezon dvd-owy zainaugoruje sobie "Skrzydlatymi swiniami". Film ... fantastyczny poczatek, a pozniej ... no w troche nietaka strone to pojechalo, ale nie o fabule.
                Zupelnie przypadkowo to tez produkcja AKSON-a, o czym nie wiedzialem siegajac na polke. Wiec dostalem komplet "aksonowych" aktorow. Malaszynskiego ... calkiem, calkiem. Dlugo nie moglem sie przekonac do tego aktora, wlasciwie latami, ale jest dobrze. Chociaz nie wyjezdza za bardzo poza swoje standardowe rozwiazania. Podobal mi sie Rogucki, serialowo biegajacy w "Czasie honoru" po bazarze. Kanciasta i dynamiczna Boladz. Przemknela Gorczyca. Wiec zestaw "serialowy" w tym obrazie kinowym akurat calkiem pokazny i nijak nie powodujacy bolu zebow. Dodatkowo cudne epizody, w wykonaniu Romantowskiej i Grabowskiego. No i Kulesza ... kapitalna. O ile w TV jest fajna, o tyle tu stylowa i zaskakujaca. A za jakis czas pewnie zobacze "Sale samobojcow" i "Roze". To jest dobry przyklad aktorki filmowo-telewizyjnej, do ktorej kino dojrzalo, albo ona dojrzala do kina, nie wiem.
              • 19.05.12, 14:02
                reporter Andrzej Tomczak, dziennikarz TVP , reporter śledczy pokazuje dorosłym i dzieciom niezłe kino włącz link i zobacz sam
                www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/magazyn-ekspresu-reporterow/wideo/list-od-anny-09112010/3286152
            • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 24.11.11, 20:39
              Aż mlaskałam z zadowolenia, czytając ten post :)
              PS. Moja mama do dziś twierdzi, że Frasyniuk to najprzystojniejszy polityk w kraju.
          • 24.11.11, 10:35
            I Żmuda i Socha są absolwentkami Wydziału Aktorskiego Akademii Teatralnej w Warszawie. To praca na scenie jest podstawą ich wykształcenia, a nie granie w takim czy innym serialu. Dlatego absolwent Wydziału Aktorskiego - nawet jeśli przez ileś lat tuła się po telewizjach - do teatru raczej "wraca", niż "idzie". Tak to rozumiem. Przy czym - dla uściślenia - mówimy o tym skąd dokąd przebiega "transfer", a nie o aspektach komercyjnych i o tym gdzie się zdobywa popularność.

            Zupełnie inaczej jest w przypadku aktorów niewykształconych, czy tych po eksternach w ZASPie, którzy mają pełne wzięcie w telewizji. Pokaż mi wśród nich takiego, który na dobre zagrzał miejsce w teatrze?

            P.S. Z Teatrem Kwadrat - też strzał kulą w płot, bo - choć to wręcz ikona komercyjnych scen - zatrudnia samych wykształconych aktorów po państwowych szkołach teatralnych.
            • 24.11.11, 10:56
              Jak kula, jaki płot? Przeciez nie chodzi o sugestie, ze amatorzy trafiają do teatru z seriali, ale że wykształcony aktor zdobywa popularnośc (i jakies tam umiejetności) w serialu, a potem na tej podstawie dostaje propozycje z teatru. Mówienie, ze absolwent "przetarty" tylko w serialach wraca do teatru to jakas pokretna filozofia. Wracac można drogą teatr-serial-teatr, a nie dyplom-serial-teatr, tak przynajmniej sądzę.
              • Gość: Kas_stan IP: *.home.aster.pl 24.11.11, 11:32
                Ależ ten wątek zrobił się interesujący :)

                Ja mam takie skojarzenie dotyczące tematu, że z tv nie można do teatru - można, bo co zrobił Karolak zakładając swój prywatny teatr? Przecież po pierwsze potrzebował pieniędzy, a po drugie rozpoznawalnej twarzy. Sami wiecie, że on gra we wszystkim co można ;) Człowiek otwiera lodówkę i wyskakuje Karolak. Owszem, więcej go jest w kinie i od niego zaczynał (z tego co pamiętam to "Ciało" to była jego pierwsza duża rola), ale potem byli "Kryminalni", "Dwie strony medalu", "Mamuśki" (rewelacyjny duet Karolak-Celińska!!!) i jakieś pomniejsze epizody, gdzie indziej. Ale tę rozpoznawalną twarz musiał wyrobić sobie na małym ekranie i teraz robi świetny teatr, włożył w to serce, pracę i jest to doceniane przez środowisko teatralne (koledzy aktorzy, krytycy, dziennikarze), oni dostają nagrody, mają publiczność i dobre recenzje. Czy ktoś powie, że jest on jest niewykształcony? Nie, skończył szkołę w Krakowie. Że, nie utalentowany? Ależ, nigdy w życiu! Gdyby był do niczego to by tyle nie grał i w kinie i serialu i teatrze u innych, nie u siebie. Do tego jeszcze sprawny menedżer :)))

                Co do Bobka - po "Brzyduli" jest gwiazdą. Jak dla mnie rola Sagowskiego, to, że ją przyjął to porażka. Uważam, że powinien czekać na coś lepszego. Owszem on ma trudniej, bo jest ładny. I świetnie gra "maślane oczy", został zaszufladkowany jako etatowy podrywacz ("Klub szalonych dziewic", "Weekend"). A rola Frasyniuka, którą dostał ze względu na warunki fizyczne, jest tak naprawdę inna. Nawet jeśli to tylko 5 minut w całym filmie. Bo nie podrywa kobiet, nie rozkochuje, nie roztacza wdzięków - jest kierowcą i chodzi o politykę. Życzę mu więcej takich ról, bo wiem, że on ma ambicję, żeby nie być zaszufladkowany jako ten piękny serialowy. Zresztą z tego co pamiętam zaczynał w teatrze i dla "Brzyduli" zrezygnował z roli u Anny Augustynowicz. I ja uważam, że dobrze zrobił. Co to byłaby za strata dla serialu polskiego brak Filipa B. ! ;) A jak ktoś nie wierzy, że Frasyniuk te 30 lat temu był piękny, to niech poszuka jego zdjęć z tamtych czasów, wiem, że są, bo widziałam.

                PS. W "80 milionach" jest jeszcze parę innych osób, które kojarzę z seriali i z przyjemnością pójdę popatrzeć na nich na dużym ekranie, bo są młodzi i zdolni i wykształceni : Solarz ("Sprawiedliwi"), Czeczot ("Brzydula"), Podsiadlik ("Ekipa"), Domagała ("Hotel 52"), Głowacki ("Instynkt").

                • 24.11.11, 17:06
                  Wreszcie udało mi sie znaleźć strone z linkiem do tego wywiadu Krzystka, w którym mowa m.in. o obsadzeniu roli Frasyniuka. Tak ok. 3:50 min. Cała rozmowa ciekawa, bo Krzystek mówi o swoich filmach z pasją, ale polecam ten jeden fragment o wyborze Bobka: jest jak znalazł odnosnie cytatu z recenzji.
                  www.prw.pl/articles/view/18343/gdzie-sie-podzialo-80-milionow-
                  • Gość: vika IP: *.dynamic.chello.pl 24.11.11, 17:37
                    No to ja zapraszam do nas, do Krakowa, gdzie Krzysiek Kwiatkowski z "Hotelu 52" gra Hamleta w Teatrze STU (tak, tak). I nie jest to jego pierwsza duża rola teatralna (poprzednio "Nienasycenie" w Teatrze Studio w Warszawie i "Sonata Belzebuba, nie pamiętam gdzie). A znana z tego samego serialu Laura Samojłowicz od tego sezonu pracuje w teatrze w Lublinie.
                • 24.11.11, 19:05
                  Kas stan,
                  Powiedzieć, że otwierając IMKĘ "wrócił" do teatru to jest dopiero ignorancka herezja! Karolak zawsze w teatrze był. I po skończeniu szkoły - na scenach w Krakowie i potem w Nowym, w Łodzi i potem - w teatrach w Warszawie. Gość jest normalnym wyrobnikiem teatralnym - sezon w sezon, premiera w premierę. Nie ma roku bez premiery z udziałem Karolaka. Grał nawet w Teatrze Narodowym.

                  Ugryź się w język, albo dobrze sprawdź zanim następnym razem napiszesz o kimś, że jest "transferem z tv do teatru".
                  • Gość: Kas_stan IP: *.home.aster.pl 24.11.11, 19:53
                    Almuna,
                    widzę, że po raz któryś trafiam na kogoś nieomylnego, kto ma zawsze rację ;) Nie zamierzam prowadzić dyskusji na poziomie akademickim czy raczej rozbijać się o poziom "krytyki teatralnej". Nie moja to branża, ani też nie jestem obecnie na bieżąco.
                    Pisząc o Karolaku miałam na myśli to, że facet zarobił kasę i ma "twarz" po telewizji, więc wystartował z własnym teatrem, bo gwarantuje mu to sukces frekwencyjny. Może upraszczam, a Ty jak masz taką potrzebę to nazwij mnie ignorantką - nie pogniewam się. Nie chcę się kłócić, tylko prowadzić sympatyczną wymianę poglądów :)

                    Co do Lubaszenki, to jak rozumiem nie zaliczysz do jego "stania na scenie" grania w musicalu "Metro"?
                    • 24.11.11, 20:46
                      Aha, czyli sobie tak peplamy byle co, a jak się okazuje, że gadamy bzdury, to ten kto to wytyka, to jakiś nieobyty, niesympatyczny buc, który się wechnął do piaskownicy i zepsuł fun? No to OK, myślałem, że grzebiemy bardziej merytorycznie, ale lepiej nie, bo to od razu "akademicka dyskusja", nieomylność itp. Dobra, zrozumiałem, tracę dyskutanta.

                      Co do Lubaszenki, to się nie upieram, może na jakiejś scenie drzazgę w syrę sobie wbił, ręki nie dam sobie uciąć, ale to "Metro" na kilometr mi wali kolejną herezją... Nie wiem, może mylisz z Kordkiem? Lubaszenko w "Metrze"? Aż za chwilę sprawdzę...
                      • 24.11.11, 20:56
                        Lubaszenko w teatrze? prosze bardzo :)
                        www.e-teatr.pl/pl/osoby/1016,karierateatr.html#start
                      • Gość: Kas_stan IP: *.home.aster.pl 24.11.11, 21:18
                        > Co do Lubaszenki, to się nie upieram, może na jakiejś scenie drzazgę w syrę sob
                        > ie wbił, ręki nie dam sobie uciąć, ale to "Metro" na kilometr mi wali kolejną h
                        > erezją... Nie wiem, może mylisz z Kordkiem? Lubaszenko w "Metrze"? Aż za chwilę
                        > sprawdzę...

                        Nie, nie mylę z Kordkiem. Choć jak już tak się licytujemy co kto pamięta, to ja pamiętam pierwsze "Metro" te dwadzieścia lat temu i różne historie dookoła. I teraz na jubileuszu Lubaszenko też był, więc dlatego odświeżyłam sobie pewne wydarzenia.

                        I nie tracisz dyskutanta, po prostu nikt tutaj do tej pory tak napastliwie nie atakował. Nie chcę Cię urazić i wcale nie uważam, że zepsułeś fun i się wepchnąłeś, doceniam i imponuje mi ten poziom dyskusji, bo można dowiedzieć się różnych interesujących rzeczy.

                        Faszyna, dzięki za link do e-teatru :) To tylko uwiarygadnia całą dyskusję i pokazuje, jak prosto jest się pomylić na temat kariery aktora, jego umiejętności.
                        • 24.11.11, 22:09
                          Zaraz zaraz... Sześć przedstawień to jest "kariera"?! (BTW ja też dziękuję za link!) Sześć przedstawień jest rzekomo moją "pomyłką co do kariery aktora, jego umiejętności"?! Jak się ma sześć przedstawień, w których zagrał w teatrze Lubaszenko (e-teatr wlicza w to również jednorazowe występy okolicznościowe, obsadę samego siebie we własnej reżyserii i koleżeński gościnny występ u Józefowicza) do jego kilkudziesięciu ról filmowych, serialowych?! Skoro od 30 lat oglądamy gościa w głównych rolach, facet ma niekwestionowany status gwiazdy ekranu, to gościnny występ w teatrze w Rzeszowie, Białymstoku i Szczecinie raz na ruski rok jest dowodem na wielką karierę teatralną czy raczej na jej brak?!

                          Na nikogo nie chcę napadać, ale czy Wy, ludzie, czujecie odrobinę te proporcje?!
                          • 24.11.11, 22:11
                            Aha! Wśród tych jego wielkich kreacji teatralnych jakoś nie doszukałem się rzekomo pamiętnej roli w "Metrze". Pewnie tym razem to portal e-teatr się pomylił.

                            • 24.11.11, 22:34
                              To nie ma byc wątek do kłotni, lecz do dyskusji!
                              Czy to taka filozofia wrzucic hasło do google i sprawdzic to Metro? Mnie sie udało za pierwszym razem. I Lubaszenko, owszem, jest!
                              www.metro.art.pl/obsada.htm
                              Nawet plotkarskie portale to potwierdzaja, choć na swój zwykly sposób:
                              "Oto owoc miłości z Metra. Marianna Lubaszenko - córka Olafa Lubaszenko i Katarzyny Groniec."
                              • 24.11.11, 22:57
                                O.K. Lubaszenko grał w Metrze. To w sumie doliczyliśmy się już siedmiu przedstawień w których zagrał w teatrze. Wszystkie razem tworzą już całkiem pokaźny zbiorek, który śmiało możemy nazwać "karierą teatralną", tak?

                                W całym tym wywodzie chodziło mi o Lubaszenkę jako przykład faceta, który stał się aktorem (trochę pewnie "z powodów rodzinnych") w swoich latach dziecięcych (świetne "Życie Kamila Kuranta"), nieźle sobie radził, dostawał propozycje, nigdy nie musiał/nie znalazł w sobie powodu/nie chciało mu się iść do szkoły teatralnej. Teatr przez to nie stał się jego (i jemu podobnym! W następnym pokoleniu kimś takim jest powiedzmy Bartek Obuchowicz) naturalnym miejscem pracy. Ale oczywiście jak staję wobec postaw tak pryncypialnych, że siedem gościnnych występów czyni z Lubaszenki pełnoformatowego aktora teatralnego, to ja już dalej w tę dyskusję wolę nie brnąć, bo wyczuwam jak beton wiąże się w retoryce interlokutorów

                                Nara!
                                • 24.11.11, 23:09
                                  A tak naprawdę o co Ci chodzi, bo sie pogubiłam?
                                  Co do wykształcenia OL, w wikipedii piszą: "W roku 1991 Olaf Lubaszenko zdał eksternistyczny egzamin aktorski. Grał już wtedy w niezwykle popularnym musicalu Metro". No wiec jak zdał ten egzamin, to jest aktorem z wykształcenia. A czy aktor gra czy nie gra w teatrze, to inna inszośc. Czyli albo dostanie etat albo nie, albo ma takie ciągoty albo nie. Nie widze potrzeby, by każdy aktor pracował w teatrze, jezeli umie grac. Szczególnie że aktorów jak psów, a etatów jak białych kruków. ;)) Choc oczywiscie jak aktor gra tylko przed kamera, to byc może za duzo sie nie nauczy. No ale zachodnia kinematografia stoi takimi "kamerowymi" aktorami a nie "teatralno-deskowymi".
                                • Gość: 1234 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.11, 00:31
                                  Wprawdzie teatr telewizyjny, ale teatr. Całkiem pokaźna lista
                                  filmpolski.pl/fp/index.php/513031
                                  • 27.11.11, 01:05
                                    Nie bardzo chce mi się wierzyć że to napisałaś/eś. Jedyna nadzieja, że 1234 to nie Twój nick, tylko jakiś bot, bo tylko bot, albo coś w stylu tłumacza stron internetowych może pokojarzyć teatr z teatrem tv. W sensie realizacyjnym jedno z drugim ma tyle wspólnego co zamek do spodni z Zamkiem Książąt Pomorskich.

                                    Coś masz jeszcze w zanadrzu? Może znasz kogoś, kto siedział na widowni teatru tv? Może wiesz gdzie teatr tv ma teraz swoją siedzibę? Nie wiesz przypadkiem czy planują jakieś objazdówy po Europie? Z jakimi tytułami? A ilu jest aktorów w zespole teatru tv? Wiesz dlaczego lubię oglądać teatr tv wiele razy? Bo aktorzy zawsze grają trochę inaczej i to jest piękne!

                                    Ale skojarzenia naprawdę gratuluję! Sam bym nie wpadł. Dżizass...
                          • Gość: Kas_stan IP: *.home.aster.pl 25.11.11, 10:40
                            Hej Almuna,
                            Twoim zdaniem lepiej było by, gdybym słowo "kariera" napisała w cudzysłowie? Na zasadzie umownej, chcesz mrugnięcia okiem, tak? Nie napisałam, że "Sześć przedstawień jest rzekomo moją "pomyłką co do kariery aktora, jego> umiejętności"?! ". Nie przyszło Ci do głowy, że może miałam na myśli siebie? Nie jestem fanką Lubaszenki, nigdy nie byłam, zawsze kojarzył mi się z kimś kto z powodów rodzinnych został aktorem (Ty też wysnułeś taki wniosek), nie wiedziałam, że jest eksternem, nie wiedziałam, że zagrał w 6 spektaklach na prawdziwych deskach teatralnych, nie bawią mnie jego filmy, raczej żenują. Nie twierdzę, że jest wielkim aktorem teatralnym, bo nie jest. Chodzi tylko o taki drobiazg, żeby trzymać się faktów. Nie "odbieraj" mu tego - zagrał, ktoś go zatrudnił, ktoś chodził go oglądać. A kiedy Józefowicz brał go do "Metra" to był pewnie jedynym obok Kordka "zawodowym" aktorem, reszta to były dzieciaki, dla których to była trampolina do kariery (Janowski był piosenkarzem, muzykiem, nie ma wykształcenia aktorskiego, chyba, że nie znalazłam tej informacji).

                            Lubię teatr, ale życie tak się układa, że nie mam czasu tam chodzić, od kilku lat. Nie jestem na bieżąco, ale bywałam na spektaklach, gdzie aktorzy (dziś gwiazdy tv) musieli grać dla 5-6 osób w teatrach warszawskich, przy sali na kilkadziesiąt miejsc. Oni wtedy nie mieli nazwisk, nie mieli twarzy rozpoznawalnej, to były etaty teatralne, to było radio (uwielbiam Teatr Polskiego Radia), nie było tylu sitcomów, telenowel, seriali, serwisów plotkarskich, gazetek dla pań, tabloidów, etc. Teraz byle kto jest gwiazdą, sławny, znany! Aż mnie rzuca jak to widzę. Ważniejsze jest kto, gdzie, z kim. Mnie to nie kręci, ale w takich czasach żyjemy, a sądzę, że będzie jeszcze gorzej.

            • Gość: marta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.11, 17:40
              w przypadku aktorów niewykształconych, czy tych po ekster
              > nach w ZASPie, którzy mają pełne wzięcie w telewizji. Pokaż mi wśród nich takie
              > go, który na dobre zagrzał miejsce w teatrze?

              Ależ proszę bardzo- Janusz Chabior. Egzamin eksternistyczny zrobił w 2000 roku, w teatrze gra od 1991, w warszawskich Rozmaitościach z niezłym skutkiem od 2006. Talentu zaś trzeba, sam papier nie wystarczy. Jeżeli mam jako przykład podane aktorki po warszawskiej AT w wydaniu Sochy lub Żmudy, które kończąc uczelnię przygotowującą je do gry na scenie, zostawiają ową scenę, by chałturzyć w tv, to po latach dla mnie nie jest to żaden "powrót na scenę", a właśnie "transfer", bo po karierze tv wiedzą, że na swoim nazwisku w takim teatrze zarobią więcej. Socha zaczynała w Ateneum u samego Holoubka, teraz "przygrywa" w 6. Piętrze- degradacja artystyczna ot, co!
              • 24.11.11, 18:33
                Marta,
                Jak polemizujesz, to bądź łaskawa z całą opinią, a nie połową. Mówiłem o tych aktorach po eksternach i bez wykształcenia "którzy mają pełne wzięcie w tv". Chabior i jego przypadek jest akurat koronnym argumentem na "transferowanie" z teatru do tv. Od teatru w Legnicy, przez ogólnopolską sławę spektaklu "Made in Poland" Wojcieszka, do TR Warszawa. I dopiero jak przyjechał do Warszawy miał bliżej na castingi i branża się o niego upomniała.

                Również nie chodziło mi o papier, bo wcale nie uważam, żeby aktorzy po eksternie byli 'gorsi'. To w ogóle nie jest polemika na temat talentów, tylko na temat miejsca uprawiania zawodu aktora. Nadal twierdzę, że jeśli aktor/aktorka kończy szkołę teatralną, to na scenę "wraca" a nie "idzie". Tak jest z Michałem Żebrowskim, tak kiedyś było z Markiem Kondratem (zanim nie zrezygnował z zawodu w ogóle), a na przykład z Olafem Lubaszenko nigdy się tak nie stało, bo ten gość ani szkoły nie skończył, ani chyba nigdy na scenie nie stanął.
                • Gość: marta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.11, 19:06
                  Wiesz, należy zacząć od podstaw, stara niepisana zasada brzmiała, że aktor bez ukończenia PWST nie ma prawa stanąć na scenie. Bez poznania metody Stanisławskiego nie byli godni, po prostu. Teraz to wszystko straciło na wartości. Bardziej się ceni aktorów filmowych, "Złote Kaczki, "Złote Lwy", te nagrody mają prestiż...A nagrody teatralne w Kaliszu, czy Feliksy warszawskie to tylko niegroźna zabawa dla "inteligentów"...Ale to tylko moja dygresja, niezwiązana z tematem.

                  A eksternistyczne egzaminy aktorskie są wbrew pozorom bardzo trudne. Ludzie, którzy je zdają maja prawo nazywać siebie aktorami, mimo, że nie recytowali "Hamleta" z podziałem na role przez 4 lata w PWST. Dlatego nie wrzucajmy ich do jednego worka z ludźmi po wygranych castingach serialowych.

                  I nie mogę się zgodzić, że aktor po PWST zawsze na scenę "wraca". Jeżeli z aktorstwem teatralnym nie miał do czynienia przez lata nie poradzi sobie i musi zaczynać od nowa, tak jak każdy amator. Nie jest po prostu w stanie pełni kontrolować swojego ciała, dykcji, aktorstwo filmowe i serialowe wymaga innych predyspozycji...Przykład może niezbyt chlubny, ale Małgorzata Foremniak "wracająca" po latach na deski Komedii w "Jabłku" poległa całkowicie, właśnie ze względu na braki dykcyjne, brak koordynacji scenicznej i maniery filmowe. Teatr to jest codzienna praca nad sobą, umiejętność, która niećwiczona przez lata, zanika. Dlatego uważam, że "aktorstwo teatralne" pani Herbuś, Cichopek, Sochy, czy Żmudy jest na tym samym poziomie, wszystkie cztery startowały na próbach z podobnego pułapu. Całej drogi zawodowej Żebrowskiego nie znam, ale dla mnie wybitnym aktorem tearalnym nigdy nie był nie będzie. A Kondrata na scenie nie widziałam, z racji dośc młodego wieku, więc się nie wypowiadam.
                • 24.11.11, 19:07
                  A ja dalej swoje.;) Dla mnie aktor jak lekarz: absolwent medycyny, którego pierwsza praca była w firmie farmaceutycznej, a druga w szpitalu, idzie do lecznictwa, a nie wraca do lecznictwa. Ale oczywiscie co dwie osoby, to trzy zdania na ten temat.;))
                  Jeszcze co do eksternów z talentem: aktorka Narodowego Danuta Stenka z dyplomem Studium Aktorkiego przy Teatrze Wybrzeże.
                  • Gość: 1234 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.11, 19:58
                    > Jeszcze co do eksternów z talentem:...
                    Nie trzeba daleko szukać: Daniel Olbrychski. Aktorem dyplomowanym został dopiero w ubiegłym roku. A takiego Hamleta, jakiego on zagrał to długo nikt nie zagra. Miałam to szczęście i widziałam.
                    • 24.11.11, 20:25
                      Info z wiadomosci jest takie, ze ruszył nowy portal filmowy:
                      www.portalfilmowy.pl/index.html
                      Moze bedzie ciekawy i kompetentny, skoro reklamowali go Odorowicz i Bromski.
                      A póki co, mój ulubiony konik, czyli o serialowych w recenzji 80 mln na tymże portalu:
                      "W rolach głównych obsadzono aktorów dobrze osadzonych w popkulturze: znanych głównie z seriali telewizyjnych (Filip Bobek i Marcin Bosak), albo innych realizacji (Wojciech Solarz, Krzysztof Czeczot). W tej grupie najlepiej wypada Piotr Głowacki, grający nadzorującego kapitana SB Sobczaka./.../. Ale siłą filmu są aktorzy drugoplanowi, grający dystansem, błyskiem ironii, na oddechu uzyskiwanym po dobrym wykształceniu i praktyce na teatralnych deskach." Czyli znowu mamy serialowych i teatralnych. A ci nieteatralni to Bosak (Teatr Dramatyczny) i Solarz (Narodowy) (!). Czyli role w Dramatycznym i Narodowym to nie jest praca warta zauwazenia. Brawo, tak trzymac! ;))
                    • 24.11.11, 20:34
                      Ooo... To bardzo ciekawy przykład. Niestety trudno przyłożyć to tego kalibru jakąś miarę, która pasowałaby do innych. Wybitny, samorodny talent, który po pierwszym roku szkoły teatralnej wziął z nią rozbrat, bo okazało się, że ani ona jego ani on jej nie potrzebuje. Tej decyzji - jak wieść gminna niesie - bardzo dopomógł Adam Hanuszkiewicz. Pod jego skrzydłami Olbrychski został potem gwiazdą narodowej sceny, ale kiedy ten ich mariaż się zakończył - praktycznie zakończyła się również kariera teatralna Olbrychskiego.

    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 24.11.11, 22:41
      Czekajac na Hotel 52 zerknalem na "Ojca Mateusza", ktorego zwykle ogladam w niedziele. I tak patrze na tego Lubosa i patrze ... i tak patrze na ta Preis i patrze ... alez oni fajnie, lekko domkneli te swoje postaci, Pluskwy i Natalii. Preis zdecydowanie nieserialowa aktorka, filmowo-teatralna ... a chaltury nie odwalila, zreszta czy kiedys zrobila cos slabiej? Lubos tez niespecjalnie serialowy. Nie wiem na ile ich postaci byly nakreslone w scenariuszu, ale widac co wniesli aktorzy (nie znam wersji wloskiej, wiec nie wiem jak taki Pluskwa wygladal w oryginalne). Nikt nie moglby powiedziec, ze oto graja w "serialiku" i rozmienili sie na drobne. Zarowno Natalia, jak i Pluskwa, to kawal rzetelnego rzemiosla. Zreszta "Ojciec Mateusz" ma wyjatkowo dobrze napisane postaci, jak na tak lekka produkcje.
      No i fajne bylo to, ze w tresci ostatniego odcinka nawiazali do "schudniecia" Natalli ;-)
      • 25.11.11, 10:19
        Matt, czemu wskoczyles z wpisem tak wysoko? Trudno znaleźć...
        A temat jak najbardziej a propos. Nie chodzi mu oczywiscie o goracy temat kiboli w W-wie, ale o serialowy/kinowy. Piszesz pozytywnie o Kuleszy.. No własnie, to kapitalny przykład, jak taka sobie aktorka serialowa pokazuje klase w kinie. Obie kreacje, czyli w SS i Rózy są doskonałe. Tyle matka w SS to jakby powielenie z SŚ, a Róża to całkiem inna wartośc. Widziałam, podziwiałam, Kulesza jako Róża jest wspaniała.
        Podobnie Grabowska, w serialach jaka taka, a w Joannie genialna. I doceniona na Orłach i w Moskwie. Czyli niekoniecznie serialowy to kiepski. ;))) Oczywiscie zaraz ktos bedzie chciał mnie upomniec, ze to aktorka teatralna, ale sek w tym, że zaistniała w powszechnym "obiegu" po wystepach filmowych. Zreszta to teraz norma, popularność daje tv, a nie teatr czy kino.
        Co do Małaszynskiego, to klasyczny przykład tego, o czym napisałam zaczynając watek: jako amant z MM ma przechlapane for ever. A że przy okazji ma warsztat aktorski, jaki ma i preferencje przy wyborze scenariuszy takie jakie widac chocby po Ciachu, to i obrywa z prawa i lewa. Ale zgoda, w Skrzydlatych był OK. Tylko może ciut za tłusty, jak to skomentowała moja druga połowa. Tyle że tu pewnie meska zazdrość przemówiła... ;)))
        • Gość: marta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.11, 10:49
          Matt- nawiązując do Twojego przykładu z "Ojca Mateusza" a propos Lubosa i Preis...Mamy kolejny dowód na to, ile dają teatralne szlify. W przypadku Preis to właśnie teatr był bazą, tv długo nie mogła się do Niej przekonać, że niby zbyt dramatyczna, że heroina, że lekko zagrać nie da rady. Lubos to też cholernie utalentowany teatralny przypadek, długo marginalizowany przez kino...Pluskwa, aż kipi niewymuszoną autentycznością, co w zderzeniu z kwadratowym Żmijewskim(największą zasiedziałą pomyłką etatową Teatru Narodowego) aż bije po oczach.

          Faszyno w przypadku Grabowskiej zgadzam się całkowicie. Zawodowo znam Ją dośc długo, dla mnie jest przede wszystkim aktorką teatralną, ale prawda taka, że ceniona przez środowisko stała się po filmie Falka, jest to krzywdzące wielce, ale niestety prawdziwe. Aczkolwiek uważam, że w tym konkretnym przypadku "zawiniła" niewielka "obecność środowiskowa" samej zainteresowanej, ludzie liczący się w tym kraju, decydujący o tym, kogo będziemy oglądać, czy to w kinie, czy w tv, to bardzo hermetyczna grupa, która doceni dopiero, gdy ktoś uznany powie, że ten czy tamta jest dobry. A bez stałych wizyt na salonach i życiu poza Warszawą jest to na pewno utrudnione. Podobnie jest pewnie w przypadku wspominanego przez Ciebie wielokrotnie Filipa Bobka. Założę się, że gdy jeden z "5 największych" powie kiedyś, że Bobek jest niezłym aktorem będziemy widywać Go w kinie o wiele częściej...
          • 25.11.11, 11:40
            No żeby było jasne co do FB. Nie wiem, jaki potencjał ma Bobek, ale mam wrazenie, ze niezły, tyle że na razie obsadzaja go dokładnie tak jak Marylin Monroe: jako męski odpowiednik głupiej blondynki. Bo czymże innym są epizody w Weekendzie, Klubie SzD czy Sali S. Dlatego jestem bardzo ciekawa jego wystepu w 80 milionach, bo, jak to wczesniej słusznie zauważono, zapewne tam nie romansuje, lecz tylko spiskuje. ;)
            Z aktorów stale prowincjonalnych wymienie aktorów teatru Wybrzeże. Baka: czymze byłby bez Kieslowskiego? Talent Kolak dostrzeżono dopiero niedawno po nagrodzie za Jestem twój, a Kasprzyk zabłysła Belissimą. I ta ostatnia gra najwięcej, bo sie przeniosła na stoleczne salony. Więc wracając do Bobka, jeżeli wreszcie którys rezyser odpuści sobie patrzenie w jego "maslane oczy" (to okreslenie z rankingu Filmu) i rzuci okiem w, umownie mówiąc, duszę, to sie przekonamy, czy to aktor dobry czy nie. Na razie zrobił to w jakims sensie Krzystek, który sadząc po obsadzie Małej Moskwy i 80 milionów, lubi chyba pracowac z aktorami innymi niz wszyscy pozostali.
            Przy okazji, więc jednak nie Bołądź, jak doniósł swiat seriali, lecz Grochowska zagra u Wajdy. Chyba lepszy wybów, przynajmniej odnosnie podobienstwa do pierwowzoru.
          • 26.11.11, 02:18
            "co w zderzeniu z kwadratowym Żmijewskim (największą zasiedziałą pomyłką etatową Teatru Narodowego) aż bije po oczach".

            Ze trzy sezony musiało Cię nie być w Narodowym, skoro nie update'owałaś statusu Artura Żmijewskiego. Już dawno nie etat, a tym bardziej nie "zasiedzenie".
            • Gość: marta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.11, 10:37
              > Ze trzy sezony musiało Cię nie być w Narodowym, skoro nie update'owałaś statusu
              > Artura Żmijewskiego. Już dawno nie etat, a tym bardziej nie "zasiedzenie".

              Napisałam, o Nim jako o pomyłce, nie użyłam czasu przeszłego, gdyż w kontekście mej wypowiedzi nie był to istotny argument. Był na etacie w jednym z najlepszych teatrów w tym kraju i tyle. A fakt, że na owym etacie trwał od 1998 roku, z dykcją niedającą najmniejszych szans, by usłyszeć Jego głos siedząc dalej niż w 4 rzędzie, o balkonie nie wspominając, to kolejny dowód na to, że pomyłki "obsadowe" zdarzają się wszędzie. I te trzy sezony nieobecności teatralnej dotyczą raczej Ciebie, a nie mnie, bo w 2008 roku Żmijewski miał premierę spektaklu "Wiele hałasu o nic" i na pewno wówczas na etacie był...
              • 26.11.11, 11:11
                Gwoli ścisłości: Żmijewski na pewno nie jest Skrzydlaty. Co najwyżej moze być uskrzydlony rolą ksiedza M.;)
                A co do TN, i teraz w ofercie repertuarowej jest to "Wiele hałasu..." ze Zmijewskim w obsadzie. Luknijcie sobie na strone Teatru.
                • Gość: Kas_stan IP: *.home.aster.pl 26.11.11, 13:00

                  > Gwoli ścisłości: Żmijewski na pewno nie jest Skrzydlaty. Co najwyżej moze być u
                  > skrzydlony rolą ksiedza M.;)
                  > A co do TN, i teraz w ofercie repertuarowej jest to "Wiele hałasu..." ze Zmijew
                  > skim w obsadzie. Luknijcie sobie na strone Teatru.

                  Wiesz Faszyno, ja często bardzo żałuję, że na forum nie ma takich lajków jak na FB. Bo często czytając Twoje posty mam ochotę kliknąć "lubię to" :) To kolejna próba z Twojej strony wprowadzenia rozejmu i pokoju w tej dyskusji. Tak trzymaj :))))

              • 26.11.11, 14:01
                Jeśli naprawdę o taką ścisłość chodzi to - proszę bardzo - same ścisłe fakty:
                1."Wiele hałasu o nic" było ostatnią premierą Artura Żmijewskiego w Teatrze Narodowym, a od tamtego czasu mijają dokładnie trzy lata.
                2. Na tej samej stronie Teatru Narodowego, na którą powołuje się faszyna jest pełna lista nazwisk zespołu aktorskiego (link: www.narodowy.pl/o_teatrze/pracownicy/artysci/aktorzy/). Jak odszukasz tam Żmijewskiego - stawiam kolację.

                Marta, nie napisałem, że w kontekście Twojej wypowiedzi to był istotny argument, ale napisałaś coś, co się mija z faktami. Sprostowałem i tyle. Po kiego grzyba mi tu wywijasz swoimi kompleksami na temat chodzenia do teatru?
                Kastan, do rozejmu potrzeba pełnego dostępu do spornych faktów. Jak się wygodne pół prawdy wywleka na światło dzienne, a niewygodne pół zamiata pod dywan, to to bardziej wkurza i od rozejmu oddala niż przybliża. Ale to jak widzę jest w obyczaju tego forum, więc chyba niepotrzebnie mącę wodę w zarastającym stawie...
                • Gość: Kas_stan IP: *.home.aster.pl 26.11.11, 15:22
                  > Kastan, do rozejmu potrzeba pełnego dostępu do spornych faktów. Jak się wygodne
                  > pół prawdy wywleka na światło dzienne, a niewygodne pół zamiata pod dywan, to
                  > to bardziej wkurza i od rozejmu oddala niż przybliża. Ale to jak widzę jest w o
                  > byczaju tego forum, więc chyba niepotrzebnie mącę wodę w zarastającym stawie...

                  Ależ mąć tę wodę, mąć ;) Sam wiesz, że każdy ma swój punkt widzenia i może to i dobrze, że się nie widzimy, bo inaczej skakalibyśmy sobie do oczu w obronie własnych racji. A czytając tę dyskusję zatęskniłam za teatrem... I się wybiorę. Do Narodowego, a co nie wolno? ;P Nie koniecznie na Żmijewskiego!
                  • 26.11.11, 15:35
                    To może ja dosadniej i niekoniecznie w duchu pokojowego wspólistnienia. ;)) Problem tematu pt. AZ w TN jest taki, ze forumowicze z tego wątku mieszkaja w całej PL, a TN jest dokładnie rzecz ujmując w W-wie. Czyli gadamy o czyms, co jest znane z autopsji tylko niewielu. Bo ja np. byłam w TN tylko raz i takie wieki temu, że ludzie tak długo nie zyją ;)). I jeżeli juz, to sobie moge pogadac o plusach i minusach Kolbergera u Hanuszkiewicza, a jezeli o AŻ, to co najwyzej w kontekscie jego kinowych czy serialowych produkcji. Które, co ważne dla przebiegu tej dyskusji, są osiągalne dla każdego z tv i kinem w poblizu.
                    Czyli mozesz sobie pultać sie na laickość tej czy owej wypowiedzi, ale smutna/realistyczna prawda jest taka, że sobie nie pogadamy. A pultać sie na darmo to mi się normalnie nie chce. Bo jak sie pultać, to na nieprofesjonalnych/nieuczciwych krytyków, którzy o serialowych tylko źle lub wcale, a o teatralnych na kolanach, o czym jest ten "mój" wątek.
                    PS. Dalej się opieram, ze Skrzydlatość AŻ jest wykluczona z braku takowegoż na liscie płac Skrzydlatych. To tak gwoli scisłosci, jak zwykle... ;)))
                    • 27.11.11, 00:08
                      "Pultać"? Czy tak się mówiło za czasów, kiedy Hanuszkiewicz był dyrem Narodowca? Masz tam jeszcze coś z lamusa? "Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj"?

                      To nie ma nic do rzeczy, że Teatr Narodowy jest w Warszawie. W niczym to nie zmienia faktów o których tu piszemy. Czy Żmijewski ma etat w Narodowym czy nie - jest do sprawdzenia w necie, nie trzeba przyjeżdżać do Warszawy.
                      Nie napisałem słowa o tym jakim AŻ jest aktorem. Ani tym bardziej, że etat/brak etatu czyni go lepszym czy gorszym. Nie rozumiem Twojego akapitu o "pultaniu się" na krytytków, którzy o serialowych aktorach - źle, a o teatralnych - na kolanach. Widziałem w Narodowym pięć albo sześć tytułów z Arturem Żmijewskim i na kolana nie powalił mnie ani razu. Dobry był w Kopciuchu, słaby w Śnie nocy letniej, a w pozostałych sztukach - średnia krajowa. Tyle na temat opacznie rozumianego "skrzydlatego" aktora.

                      Dobranoc państwu.
                      • 27.11.11, 14:04
                        No tak, doszlismy do konkluzji tak ładnie opisanej przez klasyka: Nobody's perfect.;) Jedni mają problem ze znajomością wspólczesnych realiów teatralnych (mści sie brak oczytania w teatralnych portalach branżowych, a to przeciez psi obowiązek kazdego serialowego forowicza!), inni z kolei mają problem ze znajomością bogatych zasobów polszczyzny (ponoć: ojczyzna-polszczyzna, moze to zatem są kosmopolici?).
                        Jednakże, przy całej naszej niedoskonałości, pultać sie można, byle pro publico, a nie dla czczej uciechy. ;)))

    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 25.11.11, 11:14
      Tak popatrzylem na obsade "tla" w "Hotelu 52" i na chybil trafil sprawdzilem pana C. Jankowskiego. W "Hotelu" gral policjanta, a wczesniej:
      - "Plebania" - dzielnicowy
      - "Barwy szczescia" - policjant
      - "M jak milosc" - policjant
      - "Kryminalni" - strazak ;-))))) no bo przeciez nie policjant ;-))
      - "Deteminator" - komisarz ... ooo ... wyzszy policjant
      - "Glina" - tajniak ... no ... policjant "pod przykrywka"
      - "Twarza w twarz" ... tak, tak ... policjant
      - "Na wspolnej" ... policjant, ale byl tez kurierem i windykatorem
      - "Samo zycie" ... policjant, ale tym razem ma stopien i nazwisko - sierzant Rybicki
      - "Klan" - policjant

      Nie wiem co o tym myslec, ale ten pan jest chyba archetypowym bezimiennym policjantem. W sumie ma swoja "nisze", ale idac do szkoly aktorskiej chyba nie myslal, ze zostanie "policjantem".
      • 25.11.11, 11:50
        Inny człowiek, inny wypis z listy ról:
        Życie jak poker-diler
        W dól kolorowym wzgorzem-czlonek bandy
        Oficer-czlonek bandy
        Pitbul-diler
        Prawo miasat-wspolwiezien
        Ojcie Mateusz-wiezien
        1920.Wojna i milosc-sowiecki gwalciciel
        Róża-sowiecki gwałciciel.
        A czy ten aktor, konczac szkołe, chcial stale mordowac i gwałcić? ;)))
        • 25.11.11, 13:00
          I znowu jak znalazł cytat do mojej "80-milionowej" kolekcji:
          "Jedyny problem, z jakim boryka się widz, ma związek właśnie z rozpoznawalnością. Jest konfrontowany z taką obfitością twarzy znanych z telewizji, że przez chwilę nie wie, czy ogląda film fabularny, czy kolejny serial popularnej stacji. Bohaterowie tracą przez to na uniwersalizmie; ale jako, że wszyscy znani ze srebrnego ekranu aktorzy poradzili sobie ze swoimi rolami wybornie, ani trochę nie psuje to ostatecznego wrażenia."
          Pytanie za 100 punktów: czy widok np. Gajosa, Lindy lub Więckiewicza na ekranie sprawia, że jakis film pozbawiony jest uniwersalizmu? To jest jedyny problem, z jakim się borykam po przeczytaniu tej recenzji. ;))))
          • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 25.11.11, 14:09
            ;-) Belkotliwe ... znaczy siedze w kinie, patrze na ekran i nie wiem czy to serial czy film? Uniwersalizm postaci? No ale to sa konkretne postaci (no powiedzmy ze historyczne) i twarze mniej znanych aktorow tu niczego nie zmienia. Frasyniuk "Bobkowy" jest podporzadkowany konkretnemu wizerunkowi tej postaci. Zreszta ... nawet gdyby Bobek gral jak trzeba "bezimiennego pracownika zajezdni" to co ma do tego jego obecnosc "telewizyjna".
            Jesli juz to nie jest kwestia uniwersalizmu, tylko "stylu" ktory trzeba wypracowac w ramach postaci, a nie przejmowac z dotychczasowych dokonan. Stylu mowienia, patrzenia, chodzenia, a nawet oddychania i palenia papierosow. Dlaczego Dereszowskiej Szyc "zgrztal" w "Bitwie"? Bo jak sama mowi, widziala w nim cwaniaczka z Pragi. Wiec jesli w "Bobkowym" Frasyniuku da sie dostrzec maniery metroseksualnego wspolczesnego managera to istotnie cos bedzie nie tak, ale nie w kategoriach uniwersalizmu postaci, tylko zwyczajnego jej spartaczenia.
            • 25.11.11, 14:29
              "metroseksualny wspolczesny manager" Matt, jak ja Cie uwielbiam! :)))))
              Z tego, co widziałam w zajawkach, czyli Bobek-Frasyniuk proszony o podpisanie jakiegos dokumentu, mówiący, ze czerwoni sie wściekną i jadący tramwajem, to mało tu widze miejsca na metroseksualność. Pozostaje więc zupełnie czysta seksualność tuza naszej okołosierpniowej opozycji. ;)))
              Przy okazji, bardzo mi sie podobały te echa starej zazdrości w wypowiedzi radiowej Krzystka (dałam wczoraj link), gdy opowiadał, jak to znajome piały z zachwytu na widok WF. Ech, ci faceci.... ;)
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.11.11, 12:59
      W dzisiejszym "Przekroju" mamy zestawienie mlodych aktorow (ponoc nastepcow Cybulskiego). To co wazne, jest to charakterystyka przede wszystkim teatralno-filmowa, seriale w zasadze sa potraktowane marginalnie. No ale do zagorzalej dyskusji na temat ... akurat pasuje.
      • 28.11.11, 16:47
        Matt, do czego mnie prowadzi miłośc do Twoich postów? Do finansowej ruiny! Całe 3,99 wydałam na Przekrój. I na chleb mi brakło... ;))
        No ale skoro wydałam, to sie odniose. Nie do tego, co napisałes, bo niczego nie napisałeś Bogiem a prawde, lecz do tego, co napisali inni, czyli co myśla o aktorach autorzy rankingu.
        Primo, nie zgodze sie, ze rola Gierszała w Milionie była do kitu. Mnie sie bardzo podobał. To była inna twarz Gierszała, tj. inna niz w SS.
        Secundo, Zukowska mi sie przejadła po dwóch serialach (Majka, Hotel). Moze i ona cos ma, ale chyba drugi raz do tej wody (zachwytu) nie wejdę. ;)
        Co do Kulig, moze nawet nie tyle rola, lecz sama gra w Milionie rozczarowująca.Spodziewałam sie po wczesniej przeczytanych zachwytach, jaka ta JK och i ach, duzo więcej. I nie chodzi mi o biust, gwoli wyjasnienia.
        Co do Bołądź, zgoda, w SŚ była swietna, ale i nawet w UW dała się zauwazyc.Szkoda, ze serial zdechł, bo juz nawet zaczynał żreć. ;))
        Popławska jest moze i swietna, ale "cóś una za chuda". Jakby tak dodac z 10 kilo, byłaby bardziej uniwersalna. A tak jest świetna do ról ostrych pań ze zdeklarowanym pogladem na świat. Czy to wystarczy, nie wiem...

        No i tyle na ten raz, obowiązki wzywają. :)
        • Gość: matt_banco IP: *.ok.ae.wroc.pl 28.11.11, 18:05
          No widzisz, nie chcialem narazac na wydatek, ale uznalem ze warto poinformowac o takim artykule, szczegolnie ze jednak jest to troche inaczej zrobione niz te rankingi ktore pojawiaja sie w "FILMIE". Ustosunkowywac sie raczej nie bede, bo nie wiedzialem sporej czesci tych filmow kinowych w ktorych grala ta grupa, ze o "teatrach" nie wspomne. Chociaz z drugiej strony w czesci charakterystyk brakuje troche wlasnie "serialowych" wystapien.
          • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 28.11.11, 19:00
            Obawiam się, że mnie też naraziłeś na ten wydatek - jutro kupię "Przekrój", bo ciekawa jestem, kogo tam dali. Tylko tych nominowanych do nagrody im. Cybulskiego?
            • 19.05.12, 14:06
              Andrzej Tomczak reporter, dziennikarz TVP , reporter śledczy pokazuje niezłe kino włącz link i zobacz sam www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/magazyn-ekspresu-reporterow/wideo/list-od-anny-09112010/3286152
        • 28.11.11, 20:12
          faszyna napisała:

          > Matt, do czego mnie prowadzi miłośc do Twoich postów? Do finansowej ruiny! Całe
          > 3,99 wydałam na Przekrój. I na chleb mi brakło... ;))

          Zachęcona tematem też planuję wydać, chociaż od czasu, gdy Przekrój przeniósł się z Krakowa stracił we mnie stałą czytelniczkę.

          > Co do Bołądź, zgoda, w SŚ była swietna, ale i nawet w UW dała się zauwazyc.Szko
          > da, ze serial zdechł, bo juz nawet zaczynał żreć. ;))

          No właśnie, po ostatnim odcinku UW nawet przyszło zainteresowanie kolejnymi:)
      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 28.11.11, 21:10
        To z dyskusja poczekam na zakupy szanownych kolezanek ...
        A w ramach uzupelnienia tego co tam napisali, dodam "aspekt serialowy" tam gdzie go pominieto:
        Poplawska Magdalena - zabraklo 39,5 i Przepisu na zycie, moze nie sa to znaczace rzeczy w jej karierze, ale ta druga jest istotna dla poziomu serialu ;-)
        Żukowska Marietta - zabrakło "Londynczykow" (swietna), "Instynktu" (niepotrzebna), "Hotelu 52" (najpierw frapujaca, pozniej irytujaca, ale ... w sumie moze byc, taka postac)
        Głowacki Piotr - zabrakło "Instynktu" (ciekawa rola, fajnie charaktersytyczna)
        Kulig Joanna - zabrakło "Czasu Honoru" (gdzies w tle), "Szpilki na Giewoncie" (hmmm ... taka zadziora, widzialem pobieznie 2-3 odcinki)
        Gosiorowska Roma - zabraklo "Londynczykow" (odpowiednia ilosc Romy w Romie)
        Schuchardt Tomasz - zabraklo "Ratownikow" (calkiem niezla rola jak na ten serial, dalo sie wyczuc pewien magnetyzm tego aktora, fajnie iskrzylo z Figurska)
        Frycz Olga - no wszelkie "Rozlewiska" (nie ogladam), "Wiadomosci z drugiej reki" (kuszaca)
        Boladz Olga - zabraklo "Hotelu 52" (intrygujaca, ale gdzies to sie pozniej rozmylo)
        Pawlicki Antoni - zabraklo "Czasu honoru" (stylowy, w epoce)

        Jak poczytacie w tygodniu, to porozmawiamy o kategorii "w typie", czyli odniesieniom do "hamerykanskich" aktorow ;-)

        • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.11.11, 11:10
          Tak popatrzylem sobie na ta liste z "Przekroju" i ... przeszukalem w pamieci aktorow starszych od tych zaprezentowanych o kilka lat raptem, a obecnie stanowiacych trzon "gwiazdorski":
          - W. Mecwaldowski - rocznikowo pasuje do zaprezentowanych, bo urodzony w 1980, ale mentalnie zawsze przynajmniej 5 lat jak jak 10 wyzej od metrykalnego wieku. Aktor, ktory wykonal kawal roboty i znalazl dla siebie nisze pod tytulem ... Mecwaldowski. Prawdopodobnie dobil do granicy "bytnosci ekranowej", za ktora czai sie znudzenie widzow.
          - L. Zurek - minimalnie starszy, bo rocznik 1979, ale tu znow sytuacja odwrotna niz u Mecwaldowskiego, czyli mentalnie kilka lat mlodszy niz metryka pokazuje. "Zestarzenie" powinno mu pomoc, bo jego chlopaczykowatosc juz sie wyczerpala jako ekranowy sposob bycia;
          - T. Karolak - "40-latek", ktory odpalil po trzydziestce i zbudowal sobie nie tyle nisze, jak Mecwaldowski, co firme pod nazwa "T. Karolak". Piekny, podrecznikowy przyklad "chcenia i robienia".
          - M. Dorocinski - nastepny odpalony po trzydziestce. Zawsze stylowy, z nieoczywistym wdziekiem. No i lubi kombinowac.
          - T. Kot - mozna powiedziec, ze to mentalny brat Mecwaldowskiego, podobna droga budowania kariery. Nie bardzo wiadomo po co bierze tez "smieciowe" filmidla, no ale pewnie dziala podobnie jak Karolak ... placa to robie, taki mam zawod ;-)
          - P. Adamczyk - moze wszystko. Bezsprzecznie najlepszy aktor zimowego sezonu serialowego 2011.
          - P. Malaszynski - nie moze wszystkiego, ale sie bardzo stara i za moment bedzie mogl ;-)

          Na razie wystarczy tej "meskiej" zabawy.
          • 29.11.11, 12:14
            No urokliwe było to: "nie moze wszystkiego, ale sie bardzo stara i za moment bedzie mogl". Tyle czy prawdziwe? Niektórzy juz nie beda mogli. Np. taki Malaszynski za chwilę wypadnie z kregu kandydatów do roli amantow. Nie te lata, nie te warunki co trzeba. ;) To zreszta ciekawy przypadek, przy okazji wywiadu na temat Listów do M. objawił swoja traumatyczna niechęc do komedii romantycznych po epizodzie z Magda M. Potem rzeczywiscie robił wszystko, byle nie "romantyczyć", ale niestety "nie mógł wszystkiego", i przy takim a nie innym wyborze ról troche sobie popsuł opinię. Jestem ciekawa, czy w koncu jakis rezyser znajdzie do niego taki klucz, który otworzy wszsytkie ukryte mozliwości aktora. Niestety, Małaszynski to jak na razie więcej nadziei niz ich spełnienia.
            Że niektórzy juz pokazali wszystko co maja, to tez fakt. Taki chocby Mecwaldowski, ktory mnie nieco rozczarowal w WzDR. Chyba jednak to nie była rola dla aktora z takim ADHD jak WM.
            Co do Dorocinskiego, nieoczywisty wdziek to on może miec wyłącznie dla faceta. ;) Ja zauważam w nim niegłębione pokłady testosteronu. ;)))) Niby bardzo ładny to on nie jest, ale widać w nim takiego diabła, za którym chce sie iśc na koniec swiata. Nawet gdy wraca sponiewierany przez ubecje (Róża), ma w sobie wiecej uroku niz niejedno okrzyczane ciacho.

            I tyle krótko i ad vocem ode mnie. Matt, czekam na damski cd zabawy. :)
            • 29.11.11, 12:33
              faszyna napisała:

              > Co do Dorocinskiego, nieoczywisty wdziek to on może miec wyłącznie dla faceta.
              > ;) Ja zauważam w nim niegłębione pokłady testosteronu. ;)))) Niby bardzo ładny
              > to on nie jest, ale widać w nim takiego diabła, za którym chce sie iśc na koni
              > ec swiata. Nawet gdy wraca sponiewierany przez ubecje (Róża), ma w sobie wiecej
              > uroku niz niejedno okrzyczane ciacho.

              O, co do Dorocińskiego absolutnie zgadzam się z powyższą opinią:) Dla mnie to taki przyczajony tygrys, ale jeszcze tylko przez chwilę. Więckiewicz na pewno czuje na plecach oddech tego aktora:) Widziałam fotkę z nowego filmu, "Obława" z jego udziałem (pokazał się na planie tegoż w czasie rozdawania "Złotych Kaczek") i już chciałabym zobaczyć, niestety dopiero za rok.
              • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.11.11, 13:06
                ;-) "Nieoczywistosc wdzieku" Dorocinskiego polega na tym, ze jest on nietrywialny, niekatalogowy i nie kloci sie z niezaprzeczalna meskoscia tego aktora. A jego poklady testosteronu widze tym bardziej, iz sam ich specjalnie zasobnych nie posiadam ;-)
                Co do czucia oddechu przez Wieckiewicza to jednak sie nie zgodze. W jego przypadku "nieoczywistosc wdzieku" osiaga juz zupelnie stratosferyczny poziom ;-) Obaj maja charyzme, choc Wieckiewicz mininalnie wieksza, a dodatkowo ma ogromny margines "przerysowania". No ale to znow przyklad aktora "odpalonego" sporo po 30 ... Ciekawe, ktory z obecnie widzanych w czwartych planach mlodych aktorow "dojrzeje" po 30 i da w kosc Kosciukiewiczowi czy Pawlickiemu.
                • 29.11.11, 17:42
                  No nie mogę:
                  "A jego poklady testosteronu widze tym bardziej, iz sam ich specjalnie zasobnych nie posiadam ;-)"
                  Wiedziałam, ze Kopernik była kobieta, ale zeby i Matt? O jedną "Seksmisję" za duzo, kolego? ;))))))
                  • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 29.11.11, 20:04
                    ;-)))) No wiesz ... do kobiety to mi jednak daleko, ale jak sie wyglada jak "księgowy ze Star Treka" to i meskosc nie jest priorytetem ;-)
                • 29.11.11, 22:19
                  Gość portalu: matt_banco napisał(a):

                  > Ciekawe, ktory z obecnie widzanych w czwartych planach mlodych aktorow "d
                  > dojrzeje" po 30 i da w kosc Kosciukiewiczowi czy Pawlickiemu.

                  Czwarty plan to chyba anonimowi statyści;) chociaż zapewne młodych aktorów też tam można spotkać, jako drugoplanowi mają już nazwisko, twarz i zaczynają się liczyć. Przychodzi mi na myśl Filip Garbacz z oryginalną i nietuzinkową dla filmu urodą, do tego raczej już nie czwarty plan.
                  Tylko czy się utrzyma tak jak chociażby Bartosz Obuchowicz (to już chyba nawet teatralny aktor pełną gębą w Teatrze Polskim w Bielsku Białej). Co do Kościukiewicza to we wspomnianym rankingu w Przekroju w notce o tym aktorze jest mowa o czekającym na premierę filmie Filipa Marczewskiego "Kamfora" z młodym aktorem w roli głównej, otóż "Kamfora to fabuła na podstawie krótkometrażowego "Melodramatu" tegoż reżysera, w którym to filmie główną rolę zagrał nastoletni wówczas Alan Andersz wysoko ustawiając Kościukiewiczowi poprzeczkę (film kandydował do studenckiego Oskara, otrzymał mnóstwo nagród na festiwalach). W rankingu pojawiła się również, jako jedyna wśród zawodowców, amatorka Olga Frycz, czyli być może idzie nowe w kwestii akceptacji uzdolnionej aktorsko młodzieży "bez szkoły".
          • Gość: matt_banco IP: *.zif.ue.wroc.pl 29.11.11, 15:49
            W przerwie obowiazkow zawodowych usiadlem na chwile do klawiatury i ... no okreslenie "trzonu gwiazdorskiego" zenskiej czesci pokolenia 30+ okazalo sie bardzo trudne. Zabralem sie wiec za statystyke "wiekowa" bez kontekstu "gwiazdorskiego" i wyszly ciekawe rzeczy.
            - M. Cielecka i M. Ostaszewska - rownolatki (72) i zasadniczo obsadzane "w wieku". Obie tez zaczely flirtowac z telewizja, co szczegolnie ostatnio dadalo ich wizerunkom pewnej lekkosci (ot, taki paradoks);
            - I. Kuna i A Kulesza - w zasadzie tez rownolatki (70 i 71), ale jakos tak zawsze ma sie wrazenie, ze mentalnie sa o 5 lat starsze, co oczywiscie w niczym nie przeszkadza;
            - S. Bohosiewicz - tez zawsze mentalnie o kilka lat ponad metryke;
            - A. Dereszowska i K. Gorczyca - malolaty (82 i 85), ktore "wyskoczyly" ze swojego przedzialu i wizerunkowo sa w pokoleniu 30+

            Po co to pisze? Ano pisze, bo to ciekawe jak role, ale tez typu urody, zmieniaja percepcje i przesuwaja "wiek" ;-)))
            • 29.11.11, 17:53
              Nie ten wątek, ale i tu sie nada. Wystarczy zmiana aktorów, a niestrawny serial staje sie całkiem strawny. W ostatnim odcinku zamiast Muchy i jej babskiej spólki tudziez Braciaka z przybudówkami obejrzeć mozna, jak zwykle, choc w wiekszym wymiarze Bobka (dla urody!) oraz, dla reszty przymiotów, duet Wosinska (T.Dramatyczny) + Machalica (T.Powszechny) I scenariusz odcinka jakby ciut lepszy... Choc to ciagle te samo PWS, ale przyjemnośc ogladania jakby wieksza. :)
            • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 29.11.11, 22:03
              Zabawy z rocznikami zaiste fascynujące! Dereszowska jest ode mnie rok starsza??? Na gacie Merlina, faktycznie dałabym jej z pięć więcej. To samo z Kuleszą - miałam wrażenie, że jest od Dorocińskiego starsza więcej niż te dwa lata (myślę, oczywiście, w kontekście "Róży", na którą bardzo czekam). Zaskakujące.
      • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 29.11.11, 21:57
        No to kupiłam "Przekrój", po raz pierwszy od jakichś trzech lat ;)
        Bardzo ciekawe to zestawienie. Załamałam się nieco, bo znam (tak, żeby móc coś powiedzieć o możliwościach aktorskich) tylko niewielką część z wymienionych. Żukowską, Gąsiorowską, Bołądź, Pawlickiego i Hycnara (którego sama dla siebie odkryłam, gdy jeszcze kończył AT i przyznam, że od tamtej pory chodzę do teatru "na Hycnara"). Resztę kojarzę z nazwisk i tytułów filmów. Mam co uzupełniać.
        A serial został doceniony tylko w przypadku Popławskiej (dość pobłażliwie zresztą).
        • 30.11.11, 21:46
          Szukając czegoś tam natknęłam sie na starą, ale ciekawa dyskusje o polskich amantach filmowych. Rozmowa zaczyna sie od Szyca, więc temat i do wątku PnZ, ale że nie tylko o Szycu, to daje tu. Mnie ta dyskusja rozbawiła, a szczególnie konkluzja koncowa o szukaniu amantów na siłe i o polskiej mizerii w amantowej dziedzinie.
          www.tvp.pl/styl-zycia/magazyny-sniadaniowe/pytanie-na-sniadanie/wideo/wspolczesne-meskie-ikony-polskiego-kina/1983812
          • 01.12.11, 09:54
            Nowy Film i dwie pozycje warte polecenia. Po pierwsze, bardzo ciekawy artykul Łukasza Maciejewskiego: "Oddajcie mi moich aktorów". Przeczytać naprawdę warto. :)
            Po drugie, ranking aktorów filmowych. Mniej tu o tv, ale poczytać tez warto i moze nawet przedyskutowac w tym wątku. ;) Z aktorskich cenzurek fragment tylko jednej, pod którą sie prawie bez zastrzeżeń podpisuję: "Och, Karol, jesli mój komentarz uderzył kogos prosto w serce, to niech mnie zjedzą pudelki".
            • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.12.11, 10:37
              Widzialem okladke wczoraj, ale nie moglem sie zdecydowac, ktory z dodanych filmow jest mi mniej potrzebny i odlozylem zakup ... chwilowo. Dzisiaj kupie.
              A teraz troche "offtopicowo":
              Im jestem starszy tym gorzej u mnie z czytaniem ... i to nie dlatego ze mam problemy ze wzrokiem. Gdzies po drodze zmienilo sie sporo rzeczy, przede wszystkim latwosc dostepu do informacji. Obecnie nie kupuje juz gazet, bo biezaca informacja jest wszedzie. Kupuje jeszcze czasopisma, powiedzmy ze opiniotworcze i wlasciwie tylko po to aby przeczytac co mysla inni. Na ile to pozniej osadza sie na moich wlasnych pogladach ... trudno powiedziec.
              W najlepszych filmowo-czytelniczych czasach regularnie kupowalem i czytalem FILM, KINO, CINEMA, a wczesniej EKRAN czy takie cudo jak FILMOWY SERWIS PRASOWY (taki czarne, chude), a teraz ... a teraz pozostal tylko FILM i rubryki filmowe w tygodnikach. A i tak przeczytane rzeczy przelatuja przeze mnie dosc bezrefleksyjnie, bo przestaly miec walor zachety/ostrzeznia przed pojsciem do kina ;-) Co mi po recenzji rzeczy, ktora zobacze w najlepszym wypadku za pol roku. Wiekszym "guru" jest IMDB, bo jak tam cos ma te 7 gwiazdek, to mozna przysiasc i zerknac, a jak ma 8 to obowiazkowo. Filmy na DVD ktorych nie znam (a takie sa najlesze) tez czesto kupuje na podstawie tych gwiazdek (i zadnych innych, w polskie gwiazdki jakos nie wierze).
              Nawet moje ulubione felietony i artykuly problematyczne jakos tak zbladly i przegraly z tym co mozna poczytac w sieci, chocby tutaj, czy na TELEWIZJI, gdzie lubie podczytywac mega-watki z serii "Ojej, co tu wybrac ... "
              No to ide do kiosku ;-)
              • 01.12.11, 11:10
                "ale nie moglem sie zdecydowac, ktory z dodanych filmow jest mi mniej potrzebny i odlozylem zakup ... chwilowo". Osobiscie mam inną taktykę: nie kupuję z reguły Filmu z filmem. Dzisiaj nadłozyłam troche drogi w poszukiwaniu kiosku z filmem bez płytki, bo kiosk przy drodze takowego nigdy nie ma.
                Filmów na płytkach i tak z reguły nie oglądam. Ostatnio po wielu tygodniach siegnełam po Rózyczkę. Film ciekawy, bardzo dobry, a jak sie Boczarska rozbiera! ;)) I juz rozumiem, czemu to właśnie ona wręczała na Kaczkach nagrode w kategorii idiotycznie nazwanej "najlepsza kochanka" ( a nie mogło byc: najlepsza amantka?).
                • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.12.11, 01:17
                  Tak, tak ... wiem, nie dopisywac "pomiedzy". Ale tylko tu moge dopisac cokolwiek na temat "Rozyczki". Wlasnie obejrzalem ... stala sobie grzecznie na polce dobrze ponad pol roku chyba. Rzetelny kawal kina, choc minimalnie braklo tego czegos, co pozwoliloby powiedzec "ach" (cokolwiek by to mialo byc). Boczarska przepiekna i to nie tylko w kategoriach urody ... uwielbiam takie aktorki jak ona, tak plastyczne, potrafiace byc piekne, brzydkie, stylowe, bezstylowe, eleganckie i byle jakie. Swietnie "wywazona" rola, ciagnaca caly film. Zaskoczyl mnie natomiast i to na plus Seweryn. Jakos nie przepadam za jego mentorskim tonem i teatralnoscia, ale tu wykazal sie idealnym dystansem. Rozdarty natomiast jestem przy Wieckiewiczu. No jak zwykle zagrane zawodowo, ale jakos tak nie pasowal mi do tej roli, byl za bardzo "wieckiewiczowaty". Musze jeszcze nad tym pomyslec, co mi tak naprawde tu nie zagralo. Za to zagrala muzyka. Lorenc w calej krasie, choc inny niz zwykle. Muzyke znam doskonale z plyty i co ciekawe wole ja w takiej wersji, niz w filmie, co tez mnie zaskoczylo.
                  A wracajac do pani Magdaleny ... no pojde i kupie "Jak sie pozbyc cellulitu" bo czuje niedosyt ;-) Niewazne czy to kicha, czy nie ... musze ja zobaczyc w czyms nastepnym ;-)
                  • 07.12.11, 09:44
                    No pewnie, ze nie powinienies.. Za karę pewnie dorobisz sie tylko jednego czytelnika postu. Czyli mnie. ;))
                    Jestem pod wrazeniem: dla pani MB pokazującej brak/obecnośc cellulitu kupisz sobie film? I jeszcze go obejrzysz? No tak... Czego ci faceci nie zrobią dla pięknej kobiety... ;)))
                    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.12.11, 10:03
                      Liczylem sie z taka kara ;-) Jednak filmu nie kupie, zerknalem na YT na dwa fragmenty i chyba wystarczy. Niestety znow przyklad "papierowych" dialogow, czyli czegos co na papierze jakos sie bronilo, po wypowiedzeniu przez aktorke razi sztucznoscia. Swoja droga wystarczylaby jakas proba czytania, aby wylapac ze cos nie brzmi, albo ze aktorka nie potrafi/nie jest w stanie podac tekstu naturalnie.
                    • 07.12.11, 11:18
                      faszyna napisała:

                      > No pewnie, ze nie powinienies.. Za karę pewnie dorobisz sie tylko jednego czyte
                      > lnika postu. Czyli mnie. ;))
                      Zawsze czytam nowe wpisy, również te "pomiędzy":)
              • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 01.12.11, 21:44
                To się przyznam, że od paru lat "Filmu" nie kupuję. Miałam wrażenie, że dostaję coraz mniej treści, a coraz więcej głupich artykulików o niczym i reklam. Nie wiem, czy się przełamię ;) Fajny ten ranking?
                • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.12.11, 00:08
                  No kilka lat temu faktycznie FILM mial powazna depresje, szczegolnie mnie denerwowal za czasow Prokopa ;-) Irytyjacy byl tez wtedy gdy staral sie byc "popkulturowy" i wymieniano materialy z "Machina", ktora tez czytalem.
                  Ale od jakiegos czasu nie jest zle. Ten numer mozna nawet uznac za bardzo dobry:
                  - artykul o Nikicie Michalkowie
                  - "Kochamy nienawidzic" - o fanach i antyfanach, ktorego uzupelnieniem jest "Fanow kochamy, ale olewamy"
                  - wywiad z J. Borusinskim z Mumio
                  - wywiad z Lazarkiewicz i Adamik na temat "Glebokiej wody" - taki sobie, ale przynajmniej brzmi zachecajaco gdy pisza, ze w jednym odcinku spotykaja sie Topa z Kulesza ... no przyznam, ze czuje lekkie podniecenie ;-)
                  - no i ow ranking - no fajnie napisany, na dwuglosie, trudno weryfikowalny, bo "przecietny" widz nie ma szans zobaczenia tych wszystkich filmow, szczegolnie ze nie wszystkie mialy juz premiery
                  • 19.05.12, 14:04
                    dziennikarz Andrzej Tomczak, reporter śledczy pokazuje dorosłym i dzieciom niezłe kino włącz link i zobacz sam
                    www.tvp.pl/publicystyka/magazyny-reporterskie/magazyn-ekspresu-reporterow/wideo/list-od-anny-09112010/3286152
            • 01.12.11, 11:53
              faszyna napisała:

              > Nowy Film i dwie pozycje warte polecenia. Po pierwsze, bardzo ciekawy artykul Ł
              > ukasza Maciejewskiego: "Oddajcie mi moich aktorów". Przeczytać naprawdę warto.
              > :)
              Bardzo podoba mi się tutaj polecanie czasopism/artykułów do przeczytania, bo nawet jeśli przerzucam wiele w EMPiKu, warto, nie warto, to nie wszystkie, chociaż na Filmie raczej się nie zawiodłam, też kupię:). No i udał się ten wątek:)
            • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.12.11, 15:21
              Faktycznie ciekawy numer FILMU. Ranking jest subiektywny, ale ci ktorzy tam trafili to i tak szczesciarze w porownaniu z tymi, ktorzy trafili do "Oddajcie mi moich aktorow". Tylko kto ma ich oddac ... telewizja, gdzie pracuja na chleb, czy tez dzialania poboczne gdzie probuja cos robic. Gdyby ta cala wymieniona grupa miala kontynuowac kariere w rozumieniu autora, to musieliby grac co 2 lata glowna role, a dodatkowo 1-2 razy pojawiac sie w roli drugoplanowej. WIec statystycznie jakies 5-6 glownych rol na 10 lat, z czego przynajmniej 2-3 "w gornych rejonach" sztuki aktorskiej ;-) Kto te wszystkie filmy mialby napisac i zrobic? I to zrobic zawodowo.
              Z wymienionych w tym artykule aktorow faktycznie zaluje ze nie udalo sie poprowadzic sensownie kariery A. Biedrzynskiej - za Dekalog, a wczesniej za Ucieczke - alez to byla przebojowa, nowoczesna i wrazliwa dziewczyna.
              A reszta? A reszta albo robi co robi i marnuje talent (Krukowna) lub go wykorzystuje (zdecydowana wiekszosc), albo robi co robi mimo pewnych brakow (np. Krolikowski).
              Dlaczego Gniewkowska jest w stanie "byc na fali" aktorskiej, a Foremniak juz nie do konca?
        • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.12.11, 17:39
          No wlasnie, mialem skupic sie na przekrojowej sugestii "W typie" przypisanej polskim aktorom mlodego pokolenia:
          - M. Poplawska - w typie Krystyny Jandy, temperament, neurotycznosc, chetnie przekluowana humorem, nawet typu urody ;
          - M. Zukowska - w typie Jadwigi Jankowskiej-Cieślak z "Trzeba zabic te milosc" ;
          - P. Głowacki - w typie mlodego Jacka Nicholsona,
          - J. Kulig - w typie Anity Ekberg przelamanej Dorota Stalinska
          - M. Kosciukiewicz - w typie Jamesa Deana
          - J. Gierszał - w typie Leonarda DiCaprio
          - T. Schuchardt - w typie Raya Liotty z "Chlopcow z ferajny"
          - O. Frycz - w typie Natalie Portman z "Czarnego labedzia"
          - O. Boladz - w typie Jane Fondy/Jodie Foster
          - A. Pawlicki - w typie mlodego Daniela Olbrychskiego

          Jakies naciagane te porownania ;-)
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 01.12.11, 15:49
      W pozostalych odnogach tego watku rozmawiamy o tych "z przodu" albo o tym "z samej gory". A mnie fascynuja ci, ktorym nikt pewnie wielkiej kariery nigdy nie wrozyl (w rozumieniu wielkich, pierwszoplanowych rol), a ci jednak znalezli sobie miejsce i uprawiaja to rzemioslo z iscie przodowniczym zapalem, choc raczej ich nazwiska nie trafiaja na sama gore plakatow filmowych czy serwisow plotkarskich. A wiec kilka przykladow:
      - S. Orzechowski - idealny "przecietniak", od zawsze w wieku dojrzalym ;-)
      - A. Mastalerz - odpowiednio freakowaty gdy trzeba
      - J. Chabior - wiadomo, samograj w zasadzie.
      • 02.12.11, 00:10
        "80 milionów" miesci sie jak najbardziej w temacie wątku, a że byłam i widziałam, to sie tu wpiszę ze swoimi wrażeniami. Ogólna ocena jest taka, ze film niezły, naprawdę warty obejrzenia dla scenerii lat 80-tych i tematu. Podobali mi sie aktorzy własciwie bez wyjątku. Krytycy chwalą aktora grającego ubeka (bodaj nazywa sie Głowacki) i slusznie: gra fajnie. Ale tez ma co grac, bo rola dobrze napisana. Z "naszych" i serialowych spodobał mi sie Krzyszfot Czeczot, którego wczesniej polubiłam za gre w Brzyduli, ale tu gra lepiej. No chociaz ma tu z oczywistych powodów mniej scen, wiec moze i mniej okazji do wpadek. Bosak i Solarz tez dobrzy. Bobek ma swoje filmowe "5 minut", co nalezy rozumiec dosłownie: niestety tylko te pięc minut. W których wypada normalnie, czyli mniej więcej dobrze. Ale te "5 minut" podsumowuje problem z tym filmem. Otóz scenariusz filmu nie bardzo mi się widzi. Ubecji jest multum i ubecy mają co grac. Natomiast zawartośc Solidarnosci w Solidarnosci niestety jest za mała. ;) Jest postac fikcyjna, grana przez Bosaka, jest "tajemniczy" grany przez Benoit, ale co z Frasyniukiem? Zamiast tekstów, ze trzeba spytac Władka i ze Władek się zgodził, chciałabym zobaczyc Władka pytanego o zgodę. Bo skoro głownym guru tamtych czasów był Władek, to czemu ta rola ogranicza sie do dwóch-trzech zdan i jazdy tramwajem? Cos tu wyraźnie nie zagrało. Są baby pokazane z prawa i z lewa (patrząc na Grochowską nieodparcie myślałam o przyszłej Wałesowej), a Władka niet. I nie piszę tego, bo zabrakło mi widoku "maślanych oczu FB". Poszłam, bo temat i zajawki mnie przekonały, ze warto. No ale jak to bywa z polskimi filmami, najgorzej sie ma scenariusz. Akcja ubecji jest pokazana dokładniej niz akcja strony przeciwnej, która z kolei jest pokazana mniej płynnie, czy jak to nazwać, i ten brak równowagi mi sie nie spodobał. To nie postaci z Solidarnosci są papierowe, to scenariusz robi z nich papierowe postaci. Po prostu, zabrakło w filmie charyzmy Władka. ;))
        Nie dziwię sie teraz, czemu poczatkowo Frasyniuk z taką rezerwą wypowiadał sie o filmie. Bo niby w nim jest, ale go nie ma.
        Mam nadzieje, ze ktoś poza mną tez ten film obejrzy i tu napisze o swoich wrazeniach. Moje są takie, ze kilka szans na lepszy film zmarnowano. A że to, co wyszło, jest niezłe, to dla mnie troche za mało. Zamiast "niezłe", powinno byc: bardzo dobre.
        I tyle nocnych wrażeń znad lampki wina. :))
        • 02.12.11, 04:21
          Mam podobne odczucia do Twoich. Fabuła w pewnym momencie jakby skręca, jakby to był film o tym co się stało z tymi pieniędzmi, a nie co się stało z tymi ludźmi. W połowie nagle główni bohaterowie znikają, przestają być potrzebni fabule. Za to - tak jak piszesz - na pierwszy plan wychodzi kaptian Sobczak (faktycznie świetnie zagrany!), nagle ważni się robią inni bohaterowie drugiego planu - Frycz, Baka, Benoit. Narracja jest niezła, dobrze się ogląda, ale nie można w trakcie filmu podmieniać głównych bohterów. Widz nie identyfikuje się z kaptianem Sobczakiem. Widz identyfikuje się z solidaruchami.
          Druga rzecz, która mnie szarpnęła to pierwszy kwadrans korepetycji z historii dla obcokrajowców. Znowu trzeba jak krowie na rowie - plansza co to był sierpień '80, zgrane kadry Wałęsa, stocznia, podjarka, oraz dialogi o tym, co to była własność prywatna w socjaliźmie itepe, ale jak Olga Frycz (mimo roli w filmie 'Wszystko co kocham') pytana przez Kubę Wojewódzkiego nie wie kiedy był stan wojenny, to może takie "zabiegi edukacyjne" są dziś pewnym obowiązkiem filmowca.
          Ale to wszystko i tak nie szarpało mną jeszcze tak, jak sceny pod koniec fabuły, w których Sobczak sam się podkłada. Teraz uwaga, będzie spoiler. Dawałem wciąż szanse scenarzyście, kiedy kapitan Sobczak złożył księdzu (Stroińskiemu) propozycję korupcyjną po raz pierwszy (scena w samochodzie). Fakt, że zrobił to przy świadku (cinkciarz Władziu, czy Włodziu) był naciągany, ale powiedzmy, że kupiłem... Ale ta scena zaraz potem, w pałacu arcybiskupskim - moim zdaniem - kładzie ten film. Niepodzielny pan i władca całego wykreowanego w filmie świata, bystry, cyniczny, przebiegły geniusz, który w swojej przenikliwości demaskuje nawet najbardziej zakamuflowany związek oficera kontrwywiadu (Frycz) z dawnym członkiem KEDYWU (Benoit), nieproszony ani nieprzymuszony opowiada jakiemuś księżulowi (przy kolejnym świadku - M. Kumorek jako siostra Celestyna bodajże) nie tylko o swojej propozycji korupcyjnej, ale nawet o tym co myśli o córce komendanta ("pół komendy już ją miało")! W swoim nagłym skretynieniu nie pamięta, że pięć scen wcześniej sam kazał swoim ludziom utrzymywać podsłuch w pomieszczeniach tejże kurii, na której właśnie siedzi! Szczyt idiotyzmu, naiwność jakiej nie jestem w stanie przełknąć w tej całej historii. Naiwność, która nie tylko wypłaszcza cały film, ale czyni głównego bohatera kompletnie niewiarygodnym. Jak można być tak głupim będąc tak inteligentym?!

          I napisałbym to co Ty, faszyno... Mogło być bardzo dobrze, a było tylko nieźle.
          • Gość: I racja IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.11, 07:24
            no jak w temacie
            • 02.12.11, 09:59
              Almuna, świeta racja. Cos z tym ubekiem nie zagrało. Jakos mało wiarygodna była ta przemiana z ideowego ubeka w materialiste. Czy to nie za wczesnie z punktu widzenia historii? Takiej przemiany spodziewałabym sie raczej kilka lat później.
              Duzo sensowniej ode mnie ująleś to "zgubienie" solidarnosciowych bohaterów w połowie filmu. Z filmu o naszych robi sie film o "onych". Jak na film o sukcesie Solidarności, to raczej porażka niz sukces scenarzystów. To tak, jakby Kloss w połowie Stawki wyjechał na urlop. ;)))
              I jeszcze o Władku. Nie wiem, jak to było w realu, ale spoko móglby byc w filmie mózgiem tej operacji. No i niechby było, ze łatwiej w filmie o widok nagich pośladków Bosaka niz maślanych etc... Bobka ;), skoro teraz meskie posladki w modzie, ale nawet bez pokazywania Władek móglby rzadzic zza kadru. A tak, przez te 5 minut Władek tylko obnosi swoja brode i naprawdę nie dowiemy sie, czemu z tego obnoszenia awansował na legendę Solidarnosci.
              Na marginesie utyskiwań na scenariusz, dorzucę i utyskiwania na montaż. Moim zdaniem obie sceny na moście zostały zmarnowane. Nie żeby zostały źle nagrane czy cos, ale nie został wykorzystany ich potencjał. Zaraz przypomina mi sie tu sekwencja wstepna do Essential Killing z pogonią helikopterem. Długo trwała, a oczu nie mozna było oderwać. A tu, szast-prast, z jakąs nie do konca przekonywująca przebitką na orkiestrę, i po wszystkim. I obie bez dobrej puenty.
              • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.12.11, 10:06
                No i po co ja mam kupowac gazety i czytac jakies recenzje, jak Wy tak celnie i fachowo sobie z tym radzicie ;-))))
                • 02.12.11, 10:29
                  No ale my piszemy o tym, o czym nie piszą recenzenci. Czyli dla równowagi, poczytaj opinie obu stron.:)
                  A skoro o recenzjach (gazetowych), to chce wrócic do Filmu i recenzji Listów do M. Recenzja pisana z zastosowaniem "sensora żenady" oczywiscie nie moze byc przychylna. Tylko ja sie pytam, czemu recenzenci nie uwzgledniaja w swoich opiniach przynaleznosci gatunkowej filmów? LdM to film z założenia błahy, rozrywkowy, okołoświateczny etc. Czyli dla pokrzepienia serc, a nie dla pokrzepienia ducha. ;)
                  Recenzent sie czepia filmowej Nibylandii. Tylko czy ktos idąc do kina oczekiwał hiperrealizmu i trudnej miłości w warunkach obskurnych popegieerowskich osiedli czy sląskich familoków? Dla miłosników trudnej miłości w trudnych czasach polecam "Róże", a dla miłosników kinowego fanu własnie Listy do M.
                  Czy bycie "filmem dobrym, bo polskim" jest takie złe? Wolałabym slogan "dobry, mimo że polski", bo byłby bliższy naszej filmowej prawdzie. TVN-owi udało sie to, co nie wyszło w całym tuzinie fiilmów z tej kategorii: zrobił film nieobciachowy. To mało? Dla mnie chwatit, a dla krytyka to tylko "strzał w stopę".
                  • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.12.11, 11:08
                    ;-) Tak, czytalem. Wszystko na nie. A strone wczesniej slawetny "Wyjazd integracyjny" dostaje 3 gwiazdki (LDM dwie), chociaz w tekscie recenzji nie ma w zasadzie pochlebnego slowa. No ale jest jeszcze ladniejszy kwiatek w pazdziernikowym FILMIE, gdzie redaktor naczelny dal "1920 Bitwie Warszawskiej" ... 5 gwiazdek i ekscytowal sie, ze Idziak krecil z wielu kamer 3D i jeszcze w ruchu. Jaki z tego wniosek? No trudno powiedziec, bo albo ktos wykonuje swa recenzencka robote nierzetelnie albo ... powierzchnie reklamowa sprzedam.
                    Ale, ale ... jesli juz przy gwiazdkach. Bawia mnie gwiazki z "Telewizyjnej". Kiedys bardziej, teraz jakby mniej, ale istnial problem niespojnosci ... gwiazdki przy opisie i gwiazdki w od "A-Z" nie zawsze sie zgadzaly. No ale to mnie wazne. Najbardziej bawi mnie to jak czas weryfikuje "gwizadkowosc". Filmy, ktore czesto w kinach i krotko po dostawaly calkiem dobre, a czasami wrecz bardzo dobre oceny, w "bycie telewizyjnym" zdarza sie, ze traca 1, a nawet 2 gwiazdki. Koronny przyklad to "Siedem", ktorego obecna wartosc to 3 gwiazdki (Telewizyjna sprzed 2 tygodni).
                    Tak przy okazji Finchera, to obejrzalem "odleżany" na polce "Social network", no zawodowo zrobiona rzecz, chociaz jako "niefejsbukowicz" nie do konca dowiedzialem sie na czym polega fenomen tego wynalazku. Eisenberg w roli glownej doskonaly. Natomiast zagadka na razie pozostaje dla mnie dlaczego Reznor dostal Oskara za muzyke do tego filmu. Musze ja zdobyc i posluchac "poza" filmem. Teraz musze to jeszcze obejrzec z komentarzem, zeby znow sie przekonac, jakiego rzemiosla trzeba aby uzyskac tak zamierzone, konkretne rezultaty.
                    • 02.12.11, 18:01
                      Matt, upomnienie partyjne! ;) Wpisuj sie na dole, a nie jak Ci w duszy gra, bo potem trudno znaleźć. A co do meritum, rzeczywiscie te porównania są od czapy. Kulig przełamana Stalinską albo na odwrót... Czy piszacy widział Stalinską? ;))

                      Z innej beczki: zapowiada sie nowy film do potepienia w czambuł, czyli Kloss-reaktywacja z Kotem i Vegą na krzesełku reżysera. Stawiam pół litra, jezeli to dzieło wyjdzie do dzieła... ;)))
                      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.12.11, 18:05
                        Tak jest, Towarzyszko Faszyno ... ale, ja tylko chcialem tak ... no ... tak, pod tematem, zeby jakas logika byla ... ale ... oczywiscie, slucham sie, karnie i bez gadania ;-)
                      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.12.11, 18:23
                        A co do Klossa ... a niech kreca, ostatni raz ten serial widzialem majac lat 11-12 i wystarczy. Ale w ekipie "standardzik podwyzszony", czyli zobaczymy Piotra Adamczyka, Daniela Olbrychskiego, Wojciecha Mecwaldowskiego, Martę Żmudę Trzebiatowską i Adama Woronowicza plus Pasikowski chyba jako scenarzysta.
                      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.12.11, 18:39
                        Nie czytalem wczesniej tego artykulu w Newsweeku (kultura.newsweek.pl/patryk-vega-sni-o-ameryce,53890,2,1.html), ale ten fragment jest na tyle zabawny, ze az przytocze:
                        Wygląda jak turecki basza i zachowuje się tak, jakby kiedyś naraz wciągnął kilogram koki i tak już mu zostało. Niezwykle elokwentny, pewny siebie i mało subtelny w przekazie, w czym przypomina bohaterów „Ciacha”. Absolwent socjologii w Collegium Civitas w Warszawie, naprawdę nazywa się Patryk Krzemieniecki. Zafascynowany sensacyjnym dorobkiem Quentina Tarantino, tak jak on robienia filmów uczył się w kinie. Obejrzał absurdalnie dużą liczbę filmów, wiele, jak np. „Urodzonych morderców” Stone’a, analizował klatka po klatce.

                        Szczegolnie ta "klatka po klatce" mi sie podoba. Niemniej mimo wszystko chcialbym aby sie Vedze udalo zrobic cos zaskakujacego i bezblednego od strony rzemiosla.
                        • 07.12.11, 09:59
                          Z cyklu "etykietkowych" recenzji cytat z pani Małkowskiej rozmawiajacej na stronie rp na temat 80 milionów: "/.../ sie najsłabiej wykazał Filip Bobek, a poza tym jest najkrócej na ekranie, bo tylko 5 minut". Widziałam film, FB nie miał nic do zagrania, ale te 5 minut spedził całkiem udanie. Ale oczywiscie, "najsłabiej sie wykazał", bo? Bo tylko przez 5 minut? Nigdy chyba nie zrozumiem krytyków, którzy juz na pierwszy rzut oka skreślają aktora, który im nie "pasi" z jakis innych wzgledów.
                          • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.12.11, 10:06
                            Najwyrazniej w przekonaniu krytyka, aktor jak nie ma co zagrac, to powinien ten brak "dograc" ;-) Innymi slowy "zagrac brak grania" i byloby ok.
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.12.11, 00:06
      W ramach remanentów i zagospodarowywania przerwy serialowej obejrzalem "Sale samobojcow" ... i byl FB. Po co byl? No po to by byc i sie ladnie komponowac ;-) Ja rozumiem, ze FB chce "wyskoczyc" ponad role serialowe, ale nie wiem czy to jest dobra droga.
      A co do filmu. Albo sie zestarzalem albo stracilem wrazliwosc, ale nie ruszyl mnie absolutnie. Galopujaca histerycznosc i emocjonalne rozpaparanie to troche za malo na wciagajaca historie. Podobnie jak te wszystkie avatarsko-wirtualne rzeczy. Ale Kulesza zawodowa, Pieczynski niestety znow "psiakowaty". Gierszal ladnie ucharakteryzowany, ladnie "pogiety", w ogole ladnie, ale zebym padl na kolana, to jednak nie (jako Kazik z WCK jakos bardziej mi sie podobal). Podobnie Roma ... poczekam na jakas "normalna" jej role, taka w ktorej nie bedzie Romy. Ale ... mimo wszystko cieszy, ze taki film powstal. Nie dla mnie, ale doceniam bieglosc i sprawnosc oraz spojnosc konceptu.
      • 08.12.11, 00:31
        Ja również słabo zdzierżyłem "ogólne rozhisteryzowanie". Wejście w historię jakie proponuje się widzowi jest cholernie naiwne - imprezowy homoseksualny wkręt, który strasznie łatwo i szybko osuwa się w bardzo złożony kompleks odrzucenia i lawinowo rozchwiewa gościem przez kilka scen aż do stanów psychotycznych, zapaści, katastrofy, pandemonium...
        Nawet jeśli wysiłkiem woli starałem się to kupić to pół godziny później, jak widziałem, że dwoje rozgarniętych rodziców, dziesiątego dnia zapaści syna w sieci nadal nie wpada na to, żeby go odciąć od netu, to miałem ochotę - jak ten widz ze trzy lata temu w tej reklamie, która się działa w kinie - wstać i wrzasnąć Pieczyńskiemu: "Kabel! Wyrwij kabel!"

        Lubię w filmach Komasy (warszawski epizod "Ody do radości" był genialny!), że się nie przygląda jakiejś rzeczywistości obiektywnie, ale że w nią wchodzi i sam się w niej przegląda. To stwarza kino zaangażowane emocjonalnie. Ja czuję, że ten koleś, który mi tę historię opowiada dałby się za nią pokroić. I to jest walor.
        • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.12.11, 00:55
          "Ja czuję, że ten koleś, który mi tę historię opowiada dałby się za nią pokroić. I to jest walor".
          Bardzo celne spostrzezenie. W "Odzie" tez mi sie najbardziej podobala nowela Komasy ... no i Glowackiego sobie "wynalazl".
          • 08.12.11, 12:15
            Matt, przeciez FB to jest klasyczny przykład castingowej polityki naszego biznesu filmowego. Facet jest przystojny i szuka roboty, bo z czegoś musi zyć. A co mu ostatnio oferują? Otóz tylko i wyłacznie role męskich ciach, z naciskiem na "być", a nie na "mówić". W efekcie dostajemy milczącego partnera Kuleszy (SS), napalonego kolege Szalonych dziewic, piękniego opozycjonistę (80 milionów), lekarza-kobieciarza w Hotelu 52 czy playboya w Weekendzie. A do kompletu, czytaj: do dobicia, rola w PwS, czyli w żenujących popłuczynach po udanej Brzyduli. I własciwie tylko w tej ostatniej FB pokazał, ze moze znacznie więcej niz od niego oczekują (pokazał tez u SzMS w komediowym duecie z Ewą Kasprzyk). A wiesz, co jest w tym zestawie ról najbardziej zabawnego? Otóz FB nie umie grac scen męsko-damskich. Jest w nich kompletnie nieprzekonywujący, co widac chocby w ostatnich odcinkach PwS, a co autorytatywnie stwierdzam jako zdeklarowana miłośniczka wszelakich filmów romansowych ;))
            Ciekawe, czy sie doczekam (i Filip B. razem ze mną ;)), ze FB dostanie role do zagrania, a nie do oglądania. Bo jak na razie jego aktorskie zycie toczy sie pod tytułem: Wystarczy byc. I nie dzieje sie to niestety według scenariusza Kosińskiego...
            • 08.12.11, 12:28
              Gazetowa notka o zblizającym sie koncu zdjęć do juz sławnego "Westerplatte" podaje głownych aktorów wedle ostatniego stanu zatrudnienia w tym projekcie. ;)) Zebrowski zamiast Lindy jako Sucharski i do kompletu Kuba Wesołowski, Borys Szyc, Mirosław Zbrojewicz, Przemysław Cypryański i nasz dzielny Reiner-Adamczyk w roli lekarza M. Słabego. Proponuje dokręcic sequel w konwencji SF, ze sceną kapitulacji placówki, podczas której Słaby ujawnia sie jako podwójny agent Reiner i aresztuje Wesołowskiego, blokując mu tym samym karierę cichociemnego w dalekiej Anglii. ;))
              • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.12.11, 13:27
                K. Wesolowski to jednak fenomen. Za chwile zobaczymy go jako komisarza policji w "Komisarzu Aleksie" (przynajmniej nie zagra Aleksa), wpadnie jeszcze jako "Guzik" z CH, miotal sie w "1920" i jeszcze bedzie bronil Westerplatte.
                Obsada tego "Westerplatte" dosc zabawna przyznam. Jest nawet pan Polonski, czyli dzielny ochroniarz pani matki Fisherowej z CH. Rozumiem, ze pomysl na "odklejenie" sie od komediowego wizerunku to wpakowanie sie w mundur i karabin w dloni. Jak widac jedni maja problem z byciem ladnym, inni maja problem z byciem smiesznym.
            • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.12.11, 13:12
              No to ja czekam razem z Toba i razem z FB na to, az dadza mu "zagrac", a nie "pobyc". FB ma problem z tym, ze jest przystojny i sympatyczny. Nie ma w nim, przynajmniej na razie, "ciemnej strony", ktora miewaja przystojne chlopaki. No ale z wiekiem ... moze, moze cos sie wykluje.
              • 08.12.11, 13:32
                Myslę, ze jednak ma. Tą ciemną stronę. Czasem wychodzi z niego cham.;) Oczywiscie nie prywatnie, co to, to nie. Ale były takie sceny w PwS pomiedzy jego bohaterem a juz niekochana narzeczoną (Socha), gdy zachowanie bohatera było dalekie od kurtuazji. Spod pieknej facjaty FB wychodzila jakaś nutka niespodziewanaego okrucieństwa. Nie wiem oczywiscie, czy by tego starczyło do zagrania bandziora, ubeka czy gestapowca, ale że nie był to jak zwykle układny Filip, dobrze było widac.
      • 08.12.11, 14:44
        dziwne ... mnie się Sala Samobójców podobała. W końcu jakiś polski film - mówiący o współczesnych problemach, nie o rozrachunkach... z historią, jak chyba większość naszych filmów. W dodatku poskładany ciekawie - chociaż znałem zakończenie, to mnie nawet wciągnął.
        Kulesza, Pieczyński a przede wszystkim rewelacyjny Wezgraj - skupiają na sobie uwagę. Dawno żaden aktor mi się tak nie podobał. Kulesza to się marnuje w serialach - ale z czegoś trzeba życ.

        Bobek... chyba był, ale ... nawet nie zwróciłem uwagi.
        • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.12.11, 15:10
          Nie, to nie byl zly film ... Czasami po prostu tematyka nie trafia, czy tak jak tu nie trafia klimat opowiadania. Podobnie bylo u mnie z "To nie jest kraj dla starych ludzi" ... niby wszystko ok, Barden hipnotyczny, a jednak mi sie to nie podobalo ;-)
          Moze to tez kwestia tego, ze kultura "wirtualna" to nie jest moje srodowisko naturalne, mimo ze uczestnicze w tym od polowy lat 90. Pewnie dla mlodszego pokolenia ten film ma inny kontekst, rowniez spoleczny. Niemniej uwazam, ze walor fabularny samej historii byl jednak dosc wtorny - wyalienowany outsider probujacy zwrocic uwage otoczenia i szukajacy akceptacji, ale tez ucieczki. Sama opowiadana historia nie przelamuje schematu, ale sposob jej opowiedzenia juz tak.
          • 09.12.11, 14:42
            "To nie jest kraj dla starych ludzi" też do mnie nie trafił - a o "Sali Samobójców" słyszałem wiele dobrego przed obejrzeniem, i jak to bywa... spodziewałem się jakiegoś... rozczarowania. A tu... niespodzianka.

            Też przecież ... jestem po trzydziestce i pamiętam życie bez świata wirtualnego.
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.12.11, 23:43
      No to swiat sie konczy ... "Sennosc" mi sie podobala, nie zasnalem, obejrzalem do konca. Nie cierpie wykoncypowanych filmow ... ten wykoncypowany, a jednak dalo sie obejrzec. Dialogi tez dalekie od naturalnosci, momentami zbyt literackie, a jednak dalo sie obejrzec. O co tu chodzi? Obuchowicz zaskakujacy ... i niedrazniaca, stonowana Kozuchowska. Nawet muzyka, zwalona z Nymanow i innych, zwykle wkurzajaca pewna wtornoscia ... zadzialala. No to mnie zadziwiono ...
      • 09.12.11, 01:48
        Tak, to jest niezły film. Kiedyś go niefrasobliwie nabyłem. Jak obejrzałem - nie żałowałem. Ale drugi raz bym nie obejrzał :)) Więc zalega.
      • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 09.12.11, 08:01
        Ha :)
        Byłam na "Senności" w kinie, pamiętam recenzje - nie były zachęcające. A mnie się podobało. Do tej pory pamiętam, jak Obuchowicz mnie zaskoczył.
        Dobrze wiedzieć, że nie jestem z tym sama.
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.12.11, 02:11
      Olsnilo mnie, o godz. 2:08 ... ten watek nie jest o aktorach serialowych w kinie, tylko o nas, ogladaczach seriali (stad "serialowi") ktorzy poszli do kina, byc moze nie do rzeczywistego, ale jednak ... tak mnie ostatnio wzielo na ogladanie polskich filmow kinowych, ze sie z tego powoli seria robi ... wlasnie obejrzalem sobie "Chrzest" ;-)
      • Gość: Kas_stan IP: *.home.aster.pl 09.12.11, 17:45
        A ja znalazłam coś fajnego we wczorajszym "Dużym Formacie". Nie ma tego jeszcze w sieci, więc przepisuję fragment.
        Jacek Szczerba pisze o Danielu Olbrychskim: "A co robił Olbrychski, gdy się nudził? W granym po włosku filmie Miklosa Jansco "Rzym pragnie nowego cesarza" (1974) liczył sylaby swoich kwestii. Każdą wypowiedź zaczynał odpowiednim włoskim słowem, potem recytował "Litwo, Ojczyzno moja", byle liczba sylab się zgadzała, i na końcu znów dawał właściwe włoskie słowo. W dubbingu wszystko było OK."

        Przeczytałam to i pomyślałam, że to niesamowite, jak utalentowany musi być aktor, żeby zagrać Klaudiusza recytując Mickiewicza i żeby było to wiarygodne. A my tu dyskutujemy, czy FB jest tylko ładny, czy może utalentowany, albo kiedy wyjdzie z niego "pazur" (nawiasem mówiąc na Plejadzie jest już 3 części wywiadu z nim i ciężko się to ogląda). A i tak chyba nikt nigdy nie dorówna Olbrychskiemu :)
        • 09.12.11, 18:33
          Ładne to o Olbrychskim. :)
          A co do FB i jego wywiadów na plejadzie, jestem pod wrażeniem, jak mozna nie tracąc nic z wizerunku szczerego, prostolinijnego chłopaka z Gdanska tak dalece nic nie mówic o rzeczach, o których nie chcialoby sie powiedzieć. I nie chodzi mi nawet o unikanie tematów z zycia prywatnego, ale o konsekwentne unikanie recenzowania produkcji, w którym niestety przyszło zagrac (ta uwaga dotyczy róznych wypowiedzi FB w offach z produkcji). Choc oczywiscie preferuję u aktorów ekshibicjonistyczną szczerość wypowiedzi. ;)))
        • 09.12.11, 19:04
          Dokładnie rzecz biorac, na plejadzie jest 9 części wywiadu z FB. Trzeba tylko kliknąc w nagłowek plejady: wideo.
    • 09.12.11, 18:16
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.12.11, 21:53
      Faszyno, nie bij ... a przynajmniej nie mocno ;-) Tak, do "Chrztu" pana FB nie zaproszono, bo i trudno sobie wyobrazic kontekst w jakim moglby wystapic ... no chyba nie w bandzie bandziorow pod przywodzctwem "Grubego".
      No, ale ze watek juz wielokrotnie odbijal sie od roznych rankingow, a Tomasz Schuchardt zwykle niezle miejsca w nich zajmuje, to i nawiazanie jest. Zasiadajac do ogladania bylem pelen obaw. NIe tak dawno widzialem "Moja krew" tego rezysera i mimo swietnej obsady, to tamten film nie do konca mi sie podobal. Z "Chrztem" jest troche inaczej. Nadal jest to troche za bardzo wymyslone, nie mowiac o tym, ze zasadza sie na bardzo podobnym pomysle jak "Moja krew", ale ogladane jako "przypowiesc machoidalna" jest calkiem, calkiem. Marcin Wrona ma wyrazne ciagatki to opowiadania o meskich przyjazniach i to w takim prawie podrecznikowym wydaniu. I byloby to calkiem ok, gdyby nie opieralo sie na wlasnie takich jakichs wykoncypowanych perturbacjach jakim owa przyjazn ma byc poddawana. No i to obowiazkowe osadzenie w dziecinstwie, chodzeniu na ryby, lobuzerce i tak dalej.
      "Machoidalnosc" jest tez troche denerwujaca. Stosunek do kobiet jest taki dosc "nastoletni", o ile guru polskiego kultu macho, czyli Pasikowski stal na stanowisku, ze "to zla kobieta byla", o tyle Wrona stoi na stanowisko, ze "to moja kobieta jest", gdzie MOJA jest oczywiscie kluczowe. Wolalbym aby nadano im troche bardzo wielowymiarowa postac.
      Przekonalem sie do ZIelinskiego. Zwykle mnie lekko drazni, glownie swoja fizycznoscia, w ktorej jest jakas taka cwaniaczkowata nuta. Ale tu byl bardzo dobry. Schuchardt istotnie zagral swietnie. Jest magnetyzm, jest naturalnosc, jest dobrze. Ale troche im ten film ukradl kolega Woronowicz. Jezu ... co ten facet potrafi. Pamietam go z rozmowy u KW, takie zalękniony kurczak, a tu prosze, boss i oprawca pelna geba i to bez uzywania sztuczek bardziej gangstersko doswiadczonych kolegow. Scena w kuchni, gdy postac grana przez Shuchardta prosi go o zmniejszenie dlugu ... rewelacyjna. Woronowicz bezlitosny, Schuchardt skamląco-proszący. Kawal kina. Niezla tez byla muzyka ... choc ktos (Macuk) troche inspirowal sie dokonaniami Gustavo Santaolalla.
      No, a zeby bylo w klimacie forum, to w tle przemykal Pawel Tomaszewski, czyli Kuba z H52, a tu zdecydowanie bardziej psychotyczny, choc bez linijki tekstu chyba.
      • 09.12.11, 23:51
        Bić nie zwyczajnam,"Chrztu" nie widziałam, a co do Woronowicza, nie przypadł mi do gustu w "Babach...". A filmy bez FB to nie filmy stracone. ;))))
        Obejrzałam natomiast w powtórce odcinek "Instynkut" i az mnie powaliły na ziemię mizerne dialogi (kto tak mówi?) i mizerna reżyseria. To chyba miała byc taka konwencja, ale dla mnie zamiast konwencji wyszła kaszana.Wiec i na nowego Klosa w reżyserii Vegi nie czekam. Nie czekam, to i się nie rozczaruję.
      • 10.12.11, 02:39
        Ciekawy ustęp o tej "machoidalności". Porównanie do Pasikowskiego też dużo robi, bo jakkolwiek Pasik wielką estymą kobiet nie darzy, to jednak w większości miały u niego jednak jakąś podmiotowość i autonomię. To kobieta wybierała, a nie ją się oddawało koledze jak butelki do skupu. A u Wrony - "Słuchaj, lalunia, to jest Jasiu, jak mi się coś stanie, to on się tobą zajmie. I japa, bo tera idziemy na ryby!"

        "Moja krew" była przewrotna, pokombinowana, oryginalna ale miała filmowy kunszt (mało dialogów, dużo narracji czystym obrazem. Nienużącej!) i utrzymała się w granicach wiarygodności. A ten "Chrzest" - jakiś przereklamowany, obwrzeszczany wielkim kinem, a to taka nudnawa fabułka, niepotrzebnie pełnometrażowa (30 minut wystarczyłoby z nawiązką), pełna obyczajowej sztampy. Faktycznie warto ze względu na Worona - gangsta. W ogóle - aktorsko film OK, choć akurat Zieliński nie powalił. Schuchardt lepszy. Ale to Woron rozbija bank i to z drugiego planu.
        • 13.12.11, 17:56
          Obejrzałam zdjecia na stopklatce:
          www.stopklatka.pl/wydarzenia/wydarzenie.asp?wi=83546
          i mam wrażenie, ze szykuje się nam kicz nad kicze. A te zdania:
          "Prace nad tekstem trwały pięć lat, ale dziś jest on podobno bez skazy. Scenariusz jest tak skonstruowany, że kiedy podczas prób myślimy o wyrzuceniu chociażby połowy zdania, okazuje się, że wszystko się rwie i do siebie nie pasuje."
          napawają mnie optymizmem, że mała jest szansa, abym sie myliła. "Krowa która duzo ryczy, daje mało mleka". ;))))
          • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 13.12.11, 20:38
            Kot jako Kloss mnie załamał... Chyba nie chcę tego oglądać.
          • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.12.11, 21:13
            No pan PV jest mistrzem PR-u. I jak widac samopoczucie ma bardzo dobre. Chociazby to:
            "W Polsce takiego filmu z całą pewnością jeszcze nie było. Kiedy oglądam nakręcone już materiały, zdecydowanie przypominają mi one projekty amerykańskie niż cokolwiek innego"

            No ostatnio nie czuje sie za dobrze, ale jeszcze pamietam ze podobne teksty lecialy w przypadku Twarza w twarz ;-) Albo to:
            "Nie ma tu scen, gdzie widać brak pieniędzy, albo dobry pomysł nie wypalił, bo zabrakło na coś czasu, możliwości, albo ktoś źle zagrał. Jest to równy, bardzo dobrze zrealizowany film, w którym nie ma mielizn. Od początku do końca utrzymuje wysoki poziom."
            No Zosia-samosia, sam sobie kreci, sam oglada, sam sie ustosunkowuje. Nie zdziwilbym sie gdyby te teksty od razu na poczatku wreczyl dziennikarzowi, juz przygotowane ;-)
            Ale ... patrzac na zdjecia nie moge powiedziec, ze mnie zniechecily. Podobnie jak obsada. Mimo, ze ogladana juz tyle razy, to oprocz pani MZT, wszyscy sa w stanie zagrac porzadnie (ostatnio obejrzalem "Kreta" i wrocila mi wiara w Szyca. Ladnie, powsciagliwie zagrane, bez fajerwerkow ... ale akurat to zaleta). Wszystko tak naprawde zalezy od konwencji i tego czy aktorzy ja zlapali. Skoro zlapali w PITBULLU to moze i tu sie uda. Ja tam, mimo wybujalego ego pana Vegi, chcialbym aby mu sie udalo. Co prawda wtedy zacząłby cos mamrotac o Oskarze, Niedzwiedziu i Lwie ... no ale, to i tak niewielka cena za porzadne kino rozrywkowe.
            • 13.12.11, 21:21
              Kot, Mecwaldowski, Adamczyk, Woronowicz... Wiesz, co ich łączy? Fatalnie połozona farba na głowie. Gdy widze tak przefarbowane głowy, to z mety produkcja kojarzy mi sie z kiepskim sitcomem albo i innym ...em. No sorry, ale autentycznie to na tych fotkach z planu wyglądają tylko Kloss i Brunner, czyli SM+EK.
              • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.12.11, 21:29
                A to oczywiscie, ze farba fatalna, ale mam nadzieje, ze to zniknie na etapie postprodukcji i zrobienia korekcji kolorow. Na jednym ze zdjec Mecwaldowski wyglada jak ... mlody Lepper ;-) i to juz z opalenizna.
              • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.12.11, 02:13
                Zamiast pracowac, ja wole ... no wlasnie. Tak popatrzylem na tego Kota w mundurze i uznalem, ze popatrze sobie na Kota w garniuturze, czyli zatopilem sie w "Erratum". Przyznam, ze troche mnie zaskoczylo, na plus. Przypomnialem sobie, jak pare lat temu kochalem ogladac takie "niespieszne" filmy, jakies "Drozniki" i tak dalej. Ogladajac "Erratum" balem sie zacznie przyspieszac, ze skreci w jakies "Red Rock West". A tu nie ... stylowo i spokojnie i wolniutko do konca. Super ...
                Fajnie popatrzec na nieblaznujacego Kota i fajnie zobaczyc, ze po "blazenadach" nie zostal w jego stylu gry ani jeden grymas, nic sie nie przykleilo. Bardzo mi sie podobaly sceny na posterunku, gdzie Kot mial za partnera pana Michałowskiego. Wyczute, naturalne rozmowy. Az sie zdziwilem, ze prosta, zwykle rozmowa, moze az tak zwrocic uwage jakas taka swiezoscia. Zreszta i rozmowy z p. Rogalskim rownie dobrze zagrane. No wlasnie, cale starsze pokolenie aktorow bardzo stonowanie i cieplo w tym filmie wypadlo.
                Niedziejąca sie historie bardzo klimatycznie dopelnila muzyka.
                A jako bonus dostalem Wroclaw udajacy Szczecin, ale jakos tak ze w ogole nie poznalem. I jezioro Mietkowskie, ze Sleza w tle.
                Pora spac.
                • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 14.12.11, 10:16
                  Nareszcie normalne forum dyskusyjne, aż chce się czytac:)
                  Z tej "Zosi - Samosi" uśmiałam się do łez. Vega ma rzeczywiście specyficzne podejście do własnych produkcji, ale Jego 'wybujałe ego' na szczęście nie powala na kolana reszty świata i ja osobiście cieszę się, że po Ciachu nie nastąpiła reaktywacja i sam PV na chwilę 'spokorniał'. Nie jestem złośliwa, co to to nie, ale jakiś umiar musi byc! Dlatego nie wierzę w Klosa i mam nadzieję, że nie powstanie jak Feniks z popiołów (nadzieja matką głupich, co prawda), ale pomarzyc wolno:)
                  Fajnie faszyno, że masz takie zdrowe podejście do FB i produkcji lub pseudo produkcji w których brał udział, bo niedobrze mi się już robi, jak czytam te wszystkie recenzje i komentarze na Jego temat. Nie jestem zagorzałą fanką Filipa ani wielbicielką seriali w ogóle, raczej wolę dobre kino, zwłaszcza studyjne, ostatnio byłam na kilku filmach pokazywanych w ramach festiwalu "kino latino", ale "Brzydulę" oglądałam i uważam, że FB dobrze sobie poradził z rolą, a nawet nie zgodzę się z Tobą, że słabo gra w partiach, że tak powiem damsko - męskich. W tym serialu (innych z nim niestety nie widziałam) mnie do siebie przekonał. Jeśli radośc, gniew, zaskoczenie, determinację, zdumienie, niedowierzanie, irytację, oburzenie, smutek czy w końcu miłośc można wyrazic jedną miną i 'maślanymi oczami':), to jakiś potencjał aktorski w nim tkwi. Tak myślę.
                  Zmykam do pracy.
                  • 14.12.11, 10:33
                    Powiedzmy szczerze, moje zdrowe podejscie to wynik kiepskiego wzroku. Z wiekiem coraz mniej widze w jaskrawych kolorach, a coraz więcej w odcieniach szarosci.;))
                    Nikt nie jest doskonały, ale i nikt nie jest wyłacznie do d... , dotyczy to takze róznych aktorów z metkami wypisanymi przez krytyków wyłącznie jaskrawymi kolorami. Co do scen i FB, miałam na mysli PwS, bo w Brzyduli był jakos mniej czy więcej OK. W "tych" scenach, bo ogólnie był bardzo OK. Dla poprawy nastroju przeleciałam w weekend kilka odcinków serialu i naprawde zrobiła na mnie wrażenie gra FB. Szkoda faceta na PwS, bez dwóch zdań.
                    Co do B, jeszcze dwa słowa o serialowej Uli. Wielu osobom Kaminska nie pasuje, ale mnie sie podobała. Choc oczywiscie zauważam jej nierówną gre i nieklejenie sie postaci przed i po metamorfozie Uli. W tej drugiej odsłonie grała zdecydowanie gorzej. No ale to moze kwestia gorszej rezyserii: pierwszą część zaczął Smarzowski, a serial konczyła min. Lewińska, wynajeta tez do PwS.
                    • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 15.12.11, 10:30
                      Zdrowe podejście to zdrowe podejście, a wiek to sprawa drugorzędna:)
                      Ogólnie chodzi o to, że jeśli dany aktor gra w serialach i to tych z niskiej półki, to nie znaczy, że trzeba Go już skreslic niezależnie od tego czy ma potencjał aktorski czy nie. Podobnie było z Małaszyńskim. Po Magdzie M został wywindowany na piedestał, same zachwyty, ochy i achy, a po następnych serialach, tych mniej udanych, od razu dostał po łapach, delikatnie mówiąc... W pewnym sensie to rozumiem, ale na Boga, dlaczego od razu takiego aktora mieszac z błotem, może po prostu spójrzmy na to inaczej. Może to wina reżysera, scenarzysty, albo po prostu sytuacji ekonomicznej kraju, bo w końcu naprawdę trzeba z czegoś życ!!!
                      A jeśli w ogóle o serialach mowa, których notabene niestety prawie nie oglądam (brak czasu, brak czasu, brak czasu i małe zainteresowanie:) ), to Brzydula mnie wciągnęła. Dobry montaż, dobre, cięte, dowcipne dialogi, dobra (nawet w wykonaniu Brodki) muzyka i dobre (wbrew pozorom) aktorstwo. Oczywiście wiele postaci zostało wręcz perfidnie przerysowanych, ale chyba o to chodziło. Violetta (przez V i dwa tt:) ), Przemko, Adam czy nie do podrobienia 'kurier', nadali temu serialowi klimat i wdzięk. A serialowej Uli nie wyobrażam sobie w wykonaniu kogoś innego niż Kamińskiej, chociaż rzeczywiście po metamorfozie to już nie była ta Ula i nie chodzi tylko o wygląd. Z jednej strony to zrozumiałe. Była prezesem dużej, znanej firmy, nabrała pewności siebie i ogłady, ale denerwowało mnie momentami Jej zarozumialstwo i wręcz idiotyczne zachowanie. Dawna Ula bywała śmieszna i niezgrabna, ale na pewno nie była idiotką, no ale tu chyba należy się ukłon w stronę scenarzystów...czyż nie?
                      A Marek? No cóż. Mnie przekonał i jako niedojrzały chłopiec i jako romantyczny kochanek:)
                      A miałam pisac o czymś innym:).
                      To jeszcze faszyno coś specjalnie dla Ciebie i dla Twojego zdrowego podejścia... niezależnie od wieku...
                      www.orange.pl/kid,4000000436,id,4001884152,title,Gwiazdy-ogladaja-odc7,video.html
                      I znowu zmykam do pracy
                      • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 15.12.11, 11:11
                        Jeszcze mała dygresja Dlaczego nasi scenarzyści tak się upierają w serialach w zakończeniach typu: 'padli w sobie w ramiona i odtąd żyli długo i szczęśliwie"?:)
                        Tak było w przypadku Magdy M i to w dwóch seriach i dokładnie tak samo było w przypadku Brzyduli. Przede wszystkim brakowało takiej poważnej, szczerej, prawdziwej rozmowy między głównymi bohaterami.
                        Czy my (widzowie) naprawdę jesteśmy traktowani jak dzieci lubiący bajki z happy endem, czy to producenci uważają, że tylko taka komercja zapewni im oglądalnośc? Oto jest pytanie.
                        Mnie w każdym razie takie zakończenia nie kręcą i mam nadzieję, że nie jestem wyjątkiem...
                        • 15.12.11, 20:38
                          Nie jestes wyjatkiem, oj nie. Mnie tez nie krecą, że sie tak wyrażę. :)
                    • Gość: matt_banco IP: *.zif.ue.wroc.pl 15.12.11, 14:40
                      ... zakazil tez forum TELEWIZJA, gdzies tez sie toczy dyskusja na temat mozliwosci aktorskich naszego Filipa "Na cenzurowanym" Bobka. Glafira slusznie chyba wskazala przypadek Malaszynskiego, choc wydaje sie, ze ten mial lepszy poczatek (do tej pory pamietam "Biala sukienke", a i w pierwszym OFICERZE milo bylo). Ale pozniej jakos tak ... nie do konca. Powoli zaczalem sie przekonywac przy III serii CH, a juz zupelnie bezbolesnie poszlo z "Latajacym swiniami". Na tyle dobrze, ze jak dzis slysze, ze gdzies ma zagrac PM, to jest to w zasadze zaleta ;-) I teraz moja ulubiona zabawa wiekiem. FB ma obecnie 31 lat, PM ma 35. PM w wieku FB gral w w "Magdzie M" i drugiej czesci "Oficera", a za chwil mial zagrac "Twarza w twarz" z "Tajemnica twierdzy szyfrow". Czyli zasadniczo mozna uznac ze FB jest prawie na tym samym etapie rozwoju co PM 4-5 lat temu (nawet jesli "Brzydula" nie da sie porownac z "Oficerem"). A to oznacza, ze jak ktos troche z Bobkiem "popracuje", a ten sie troche "spatynuje" i nabierze dojrzalosci, to cos tam jeszcze ciekawego sie moze zdarzyc. Choc patrzac troche z szerszej perspektywy, to jednak PM mial troche bardziej uniwersalne warunki niz FB, zle moze sie myle. Z drugiej strony jest jeszcze drugi nasz chlopak do bicia czyli Leslaw Zurek ... tez mimo wszystkiego co zrobil wciaz majacy pewien problem z wizerunkiem.
                      • 15.12.11, 18:22
                        Gość portalu: matt_banco napisał(a):

                        > Choc patrzac troche z szerszej persp
                        > ektywy, to jednak PM mial troche bardziej uniwersalne warunki niz FB, zle moze
                        > sie myle. Z drugiej strony jest jeszcze drugi nasz chlopak do bicia czyli Lesla
                        > w Zurek ... tez mimo wszystkiego co zrobil wciaz majacy pewien problem z wizeru
                        > nkiem.

                        Wydaje mi się, że Żurek bardzo długo będzie miał jeszcze problem z wizerunkiem, bo to z urody taki "wieczny chłopiec" w przeciwieństwie do zdecydowanie bardziej uniwersalnych PM i FB. Niby takich chłopięcych aktorów jest bardzo mało, ale dobrych ról dla nich niestety chyba też.
                        • 15.12.11, 19:49
                          Ciekawy ten temat, taki Bobkowy... ;)) Nie wiem, czy mozliwosci PM były większe czy mniejsze. Na pewno miał więcej szczęscia i finansowe zaplecze w postaci etatu w teatrze. Co do tych mozliwości, widze zasadniczą przewage FB w dykcji. Bo głosu PM nie lubię nawet w radiowych reklamach (gdyby miał inny głos, a głownie jego wysokość, na pewno mógłby zagrać więcej).
                          Obu różni cos, co nazwałabym poziomem męskości. PM spokojnie moze grac napakowanego testosteronem zbira (jak np. Granda), a FB to wielka niewiadoma. Ale mysle, ze tez by sobie poradził z rolą czarnego charakteru w markowym garniturze, choc pewnie gorzej byłoby, gdyby ten typ miałby byc prymitywnym mięśniakiem. PM w takiej roli czemu nie, mimo całej swojej przystojnosci, ale FB? Chyba jednak nie...
                          Ta dyskusja w "telewizji" to typowe bicie dyzurnego ucznia. FB źle gra w PwS... A kto tam gra dobrze? Kazdy gra na jedno kopyto, a jedyna róznica jest taka, ze pozostałych aktorów znamy z innych produkcji i nie możemy powiedziec, ze nic nie umieja, bo wczesniej pokazali, ze umieją (taka np. Kulesza, w PwS mało strawna dla mnie, ale jak zagrała w Róży!). A FB poza epizodami i rolą w Brzyduli nie miał okazji nic wiecej pokazac, więc, przy załozeniu, ze maslane oczy Marka Dobrzańskiego zasługują na automatyczne potepienie w czambuł, FB obrywa z prawa i lewa. A to nieporozumienie, wiele scen z Markiem pokazało, ze facet sporo może. Ale co on generalnie moze w PwS, jak gra 95% serialu w dwóch pozycjach (siedząca, stojąca), w dwóch lokalizacjach (biuro, dom) i czterech garniturach? ;)) No chociaz moze przesadzam, dyzurne garnitury i jeden dres miał Marek, a Artur ma też fajne blezerki i t-shirty. :)

                          • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.12.11, 20:27
                            ale tak tylko lekko ... w "Polityce". Wojewodzki w swojej satyro-celebryckiej rubryce namazał coś takieg:
                            "Aktor mlodego pokolenia pan Filip Bobek idzielil wywiadu, w ktorym udziela wywiadu, ze nie lubi udzielac wywiadow dlatego tego nie robi. Wywiad ten jest zapowiedza kolejnych czesci wywiadu opowiadajacych o tym, dlaczego nie lubi ich udzielac".

                            Wirus Bobkowy jak widac szaleje ... pieknie!
                            • 15.12.11, 20:37
                              Czytałam, czytałam.. :) A wywód Kuby W. jest z kategorii: cokolwiek zrobisz, i tak ci przyp... Z wywodu wynika, ze FB nie miał prawa zmienic zdania w sprawie wywiadów, lub ze nie miał prawa udzielic tego jednego, bo zadeklarował, ze gremialnie nie lubi/unika. Wedle tej logiki i autor "wiem, ze nic niewiem" trafiłby do Kuby. Ale ze wtedy Kubowej pulpy jeszcze nie było, to facio niestety skonczył, jak skonczyl. ;))
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 16.12.11, 08:47
      Pozwole sobie na mala polemike. Pazura szczyt popularnosci uzyskal dlugo przed "13 posterunkiem". Mozna w zasadzie powiedziec rzecz wrecz odwrotna ... to ten serial nadal mu niepotrzebny wizerunek "kawalarza", jak to sie wtedy pisalo "polskiego Jima Carreya".
      To przed 1997 rokiem zrobil "Killera", "Sare", "Psy", "Krolla", "Tate" ... i cala reszte.
      Ale mimo to mozna popatrzec na jego kariere z punktu widzenia serialu, ale nie bedzie nim "13 posterunek", a powazne i udane "Pogranicze w ogniu".
      A sam Pazura ... no coz, wciaz szuka drogi do powrotu na szczyt, na ktorym byl w latach 90. Gdy nie robi za "blazna" to jest calkiem w porzadku. Zdecydowanie wole go w rolach powaznych niz tych komediowych ... taki paradoks ;-)
      • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 16.12.11, 11:16
        Żaden paradoks. Ja też wolę Pazurę w tych rolach przed "13...". Zresztą lubię Go do tej pory.
        A życie prywatne naszych gwiazd to teraz "spiritus movens" nagonki na nich, tym się kierują przede wszystkim nasi ukochani internauci, a gra aktorska sama w sobie schodzi na drugi plan. W każdym razie ja mam takie odczucia. Albo inaczej. Brak informacji na temat życia prywatnego spowodowany unikaniem takich informacji przez samego zainteresowanego powoduje nagonkę, spekulacje i tym podobne ( a Wojewódzki nie jest tu wyjątkiem).
        Wirus Bobkowy szaleje, bo facet nie rozmawia z mediami na tematy, na które nie powinien rozmawiac zdrowo myślący człowiek, że tak powiem. W każdym razie na pewno nie można Go zaliczyc do celebrytów, którzy istnieją dlatego, że są znani z tego, że są znani:). Teraz na topie zaczyna byc K. Wieczorek. Na razie zagrał w kilku serialach, tych mało popularnych ( MjM, coś tam nad rozlewiskiem, Plebania i coś tam jeszcze:) ), ale już zaczyna byc o nim
        głośno i niebawem usłyszymy, że pewnie jest gejem, ma rozstępy i nie lubi rukoli:)
        Dosadnie? Pewnie tak, ale dajmy tym 'młodym' aktorom szansę na zaistnienie w światku aktorskim. Moi ulubieńcy, czyli Colin Firth i Johny Deep wywindowali się na szczyty dopiero w wieku około 50-siątki na karku a CF doczekał się w końcu nawet swojej figury woskowej...
        Tak a'propos, ciekawa jestem, czy jakiś nasz polski aktor (aktorka) też kiedyś zaistnieje w w formie wywoskowanej ( nie mam na myśli naszego gabinetu figur w Międzyzdrojach gdyby co...), jak myślicie? Może Olbrychski?
        A wracając jeszcze do FB, Małaszyńskiego i ich walorów fizycznych i wiekowych to rzeczywiście ten drugi miał większe możliwości pokazania się w filmach fabularnych, ale nie da się ukryc, że ten pierwszy wzbudza większe kontrowersje. I wydaje mi się, jak zauważyła faszyna, że głos to Jego główny atut, a głosem można zdziałac naprawdę wiele. Z tego co pamiętam, to w ubiegłym roku wygrał jakiś konkurs na 'sylwestrowego całusa' czy coś takiego w Radiu Zet. W każdym razie daje nam temat do rozmów, a to już coś...:)
        I znowu muszę zmykac... Proza życia.
        • 16.12.11, 13:52
          Kontrowersje wokól FB sa dwojakiem natury. Pierwsza to nazwisko, przyznacie, ze niezbyt fortunne. A taka uroda tego zawodu, ze nazwisko wazy w karierze.
          Drugie to fatalny wystep FB w teleturnieju Milionerzy czy jak to było. Gdzieś, moze na początku tego wątku, dałam linka na rozmowę o aktorskich amantach. I tam pod koniec nagrania właśnie było o tym wystepie i jego złych skutkach dla opinii o FB.
          Przy okazji, co do mówienia o prywatności, Kuba nabija sie z FB w temacie udzielania wywiadu o nieudzielaniu. A mnie zadziwia pewien znany serialowy aktor, nazwisko pominę, ktory od początku kariery mówi, ze o prywatnosci nie bedzie mówic, a gada o szczególach tej prywatnosci bez ustanku. Czyli mówic nic nie mówiąc tez sztuka. ;))
        • 17.12.11, 02:16
          Gość portalu: glafira napisał(a):
          Moi ulubieńcy, czyli Colin Firth i Johny Deep wywindowali się
          > na szczyty dopiero w wieku około 50-siątki na karku

          Uuu... Widzę, że się swoich ulubieńców odkryło w okolicach "Dziennika Bridget Jones" i serii "Piratów z Karaibów". Polecam wcześniejsze pozycje obu ulubieńców. Warto!
          • Gość: matt_banco IP: *.wroclaw.vectranet.pl 17.12.11, 12:55
            ;-))))). W tym przytoczonym zdaniu jest powiedziane tylko, ze JD i CF zostali wywidnowanii na szczyty w wieku okolo lat 50. Co jest powiedzmy prawda w polowie, jesli za szczyt uznac filmy mainstreamowe, z dochodem na poziomie min. 300 mln$ ;-)))))) Blizsze chyba jest powiedzenie, ze obaj panowie maja bardzo dobra passe po 40-tce.
            • 17.12.11, 13:38
              "Gość portalu: glafira napisał(a):
              Moi ulubieńcy, czyli Colin Firth i Johny Deep wywindowali się a szczyty dopiero w wieku około 50-siątki na karku"
              Almuna: " Uuu... Widzę, że się swoich ulubieńców odkryło w okolicach "Dziennika Bridget Jones" i serii "Piratów z Karaibów". Polecam wcześniejsze pozycje obu ulubieńców. Warto!"
              A jednak glafira miala rację! Przynajmniej co do CF. Szczyty w rozumieniu swiatowej sąłwy i oskarowego uznania to role w Samotnym i Królu: dwie nominacje i jeden Oskar. CF zaistniał w powszechnej świadomosci rolą w serialu Duma i uprzedzenie (1995), a potem, choc zagrał kilka fajnych ról, był jednak ciągle aktorem "nizinnym". Wyzyny to te wczesniej wymienione role zagrane w wieku 49 i 50 lat.
              • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.12.11, 14:14
                A ja w czasach posuchy telewizyjnej kolejno biore z polki nieobejrzane filmy ... Wczoraj trafilo W KONCU (wstyd, wstyd ... ) na "Droge do szczescia". No i wlasnie ... Leonardo. Przygladam sie zawsze z uwaga, temu co robil i nie da sie ukryc, ze zdecydowana wiekszosc mam na polkach (zreszta ciezko nie miec jego 8-9 ostatnich filmow). No i wlasnie, przyklad aktora, ktory jest chlopiecy podrecznikowo, a jednak daje rade. Co prawda czasami pojawia sie nutka histerii w tym co proponuje (np. krzyczacy Leonardo czasami wpada w zbyt wysokie tony), ale akceptowalna. No oczywiscie pomaga w tym charakteryzacja, ale sam Leo ma ten dar, ze mu sie wierzy.
                Co do samego filmu to ... mysle od wczoraj. Znaczy, ze przynajmniej dobry ... z kapitalna koncowka. Ciekawe jest tez relacja Leonarda z Kate Winslet, niby jest od niej starszy o rok, a jednak nijak nie da sie tego zobaczyc ;-) Z drugiej strony w ogole to nie przeszkadza.
                No i wlasnie ... wspomniany Depp czy wlasnie DiCaprio zaczynali ... no powiedzmy, ze malo spektakularnie, ale spotkali sie w rzeczy wybitnej, czyli "Co gryzie Gilberta Grape'a" i ... no wlasnie, czy ktos na poziomie roku 1993 przypuszczal, ze za 15 lat tych dwoch to bedzie extraliga?
                • 17.12.11, 14:49
                  Najpierw w temacie Deppa. Mnie sie chyba najbardziej podobał w Co gryzie.. Bardzo mocno zapadla mi w pamięc ta rola.
                  A w temacie Rozyczki, dopiero teraz obejrzalam historycznie wczesniejsze Życie na podsłuchu. Pamietam uwagi w recenzjach, ze Różyczka jest wtórna wobec ZnP, ale mnie sie wydała duzo ciekawszym filme. I to aktorstwo... :) Jedyne, co mi się naprawde spodobało w ZnP, to finał, a dokladniej finał wątku ubeka i pisarza. Nagle wszystko sie odwróciło i białe stało się czarne, a czarne stało sie białe. Przy okazji refleksja w temacie kolorów: Prezes miał jednak rację? ;))))))
                  • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 17.12.11, 16:37
                    Dzięki faszyno za odczytanie ze zrozumieniem mojej wypowiedzi:) Dokładnie o to mi chodziło. CF był aktorem znanym dzięki roli Darcy'ego, tego z DiU, doceniony został jednak dopiero niedawno. Z JD też sprawa ma się podobnie. Obaj panowie tak naprawdę swoje apogeum osiągnęli dobrze po czterdziestce, więc miałam na myśli to, że nasi panowie PM i FB mają jeszcze czas i wiele rol przed sobą. A JD pamiętam właśnie z filmu "Co gryzie...", no i oczywiście z "Edwarda Nożycorękiego" czyli z filmów, które powstały na długo przed Piratami. No i jeszcze z "Don Juana...".
                  • 17.12.11, 17:40
                    Po przeczytaniu tego, co napisałaś, faszyno, czuję się jak nożyce po uderzeniu w stół.

                    "Życie na podsłuchu" jest jednym z najlepszych filmów jakie widziałem kiedykolwiek. Scenariuszowo - jest to dla mnie matryca filmowej historii doskonałej. Myślowo - porusza większość dylematów "inteligenta - celebryty" żyjącego w opresyjnej rzeczywistości komunistycznego raju. Sensacyjnie - ma niezwykle inteligentnie prowadzoną intrygę z czcionką maszyny do pisania w roli głównej. Zarówno od strony spiskowców, jak i tropiących - pierwsza liga kryminału. Historia miłosna - bez komentarza. Rywalizacja protagonisty i antagonisty - nie ma żadnych oczywistości, jest niejednoznaczna, oryginalna i zaskakująca. Oprócz tego film ma walor kameralności, każdy z bohaterów jest ważny, nie ma statystów, ta historia dzieje się na styku walki opozycji z aparatem opresji, a nie pamiętam, żeby ktoś tam kogoś uderzył. Oglądamy pojedynek na myśli. Od początku do końca.

                    "Różyczka" z kolei jest powierzchownie opowiedzianą historyjką, która - gdyby nie świadomość, że zza pleców Seweryna wychyla się duch Jasienicy - nie zostawiłaby zbyt wiele w pamięci. Niby w porządku, choć pełno tu oczywistości i narracyjnej przewidywalności. Niby przyswoiłem bez obrzydzenia, ale to był "jeszcze jeden film" o agencie, który robi na dwa fronty. Nie chcę się wyzłośliwiać, ale z tej serii to jednak wolę "Donnie Brasco" (z czasów kiedy Johnny Depp był gdzieś ze 20 lat przed pięćdziesiątką!). Poza tym są w "Różyczce" elementy trudne strawienia: monolog Seweryna na posiedzeniu pisarzy i literatów - płomienne, onanistyczne przemówienie, którego głównym tematem jest Andrzej Seweryn, jego dykcja, samogłoski i ogólnie: "wybitne aktorstwo sceniczne". Dalej: tytułowa bohaterka - owszem - pięknie sfotografowana, ale większość ciężaru dramatycznego, który miała do zagrania ześlizgiwał się jej po biuście. Jakoś słabo ją czułem. No i Wydarzenia Marcowe 68 roku na UW przeplatane ze zdjęciami dokumentalnymi - słabo, niskobudżetowo, mało wiarygodnie i po naszemu.

                    Żeby nie było - w "Życiu na podsłuchu" też wypatrzyłem skuchę. Wartburgi, których użyto w filmie były modelami z silnikami od VW Polo, które instalowano już po zjednoczeniu Niemiec. Wcześniejsze modele, te z czasów z NRD miały inne światła i były węższe o 8 cm. I to wyczerpuje listę mankamentów tego filmu :))
                    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.12.11, 18:07
                      ;-) No to juz wiem po jaka cholere trzymam te wszystkie filmy. Mialem dzisiaj "doogladac" Joanne, ale jest pokusa przejrzenia "Zycia na podsluchu" i poogladania "nietakich" Wartburgow (mozna powiedziec nie tak taktowanych Wartburgow)..
                    • 17.12.11, 18:24
                      Jak Ty nozyce, to ja stół. ;)))
                      Przebija w Twoim poscie prosty pogląd: białe jest ZnP, czarna jest R. No a dla mnie nie jest tak czarno-biale. Moze dlatego, ze ogladałam oba filmu w odwrotnej kolejnosci, może dlatego, ze ZnP było tak okrzyczanym tytułem... Moze, moze, ale na pewno nie zgodze sie, ze aktorstwo Boczarkiej polegało na oglądzie biustu. Widziałam w R duze emocje, czego nie odczułam w ZnP. Seweryn w tym przemówieniu-moze kabotynstwo, ale dla mnie to bardziej kabotynstwo bohatera niz aktora.
                      Nie rozbiore na części pierwsze obu filmów, co tobie tak dobrze wychodzi, a mnie nijak, nijak.... Ale tez nie zgodze się, ze istnieje jakas zasadnicza jakosciowa przepaść miedzy tymi tytułami. Bo dla mnie ZnP to tez film srednio oryginalny; od niemal pierwszych scen wyczułam, ze ubek przejdzie na druga stronę. Po prostu to był ten rewolwer, który skoro pojawił sie w I akcie, na pewno wypali w finale...
                      Matt, obejrzyj ZnP mozliwie szybko i sie odnieś. Bedzie wynik dyskusji 1:2 albo 2:1. ;)))
                      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.12.11, 18:43
                        Widzialem ZnP jakies ... hmmm ... 4-5 lat temu? Ale, czasami prowadze notatki na temat ogladanych filmow (bo pamiec juz nie ta ;-). I znalazlem zapis z 10 listopada 2007 roku, gdy ogladalem ten film:
                        "Majstersztyk. Scenariuszowy, reżyserski i aktorski. Nie wiem czy doczekamy kiedyś takich filmów jak "Good Bye Lenin", czy właśnie "Życie na podsłuchu". Filmów, które poruszając istotne tematy z przeszłości robią to w tak frapujący i wieloaspektowy sposób. Film o podsłuchiwaniu to pozorny samograj. Łatwo wpaść na mieliznę statycznej akcji i powtarzalności. I tak jak w pamiętnej "Rozmowie" Coppolli, tak i w "Życiu na podsłuchu" udało się tego uniknąć. Wielka w tym zasługa fascynującego - w roli oficera STASI - Ulricha Muhe, który potrafił tak przekonująco i ascetycznie jednocześnie zagrać przemianę ... z robota w człowieka. Dodatkowo świetna muzyka Gabriela Yareda i zdystansowana praca kamery, wsparta scenografią idealnie oddającą atmosferę NRD i jej ówczesnego systemu. Ciekawym smaczkiem jest oczywiście auto polskiej produkcji, czyli Żuk, pełniący funkcję pojazdu operacyjnego STASI (swoją drogą ciekawe czy to prawda, czy tak im podpasował stylistyką). Świetny film, z kapitalnie rozłożonymi akcentami i epilogiem, który mimo pewnego "doczepienia" należał się i widzom i przede wszystkim głównemu bohaterowi. Czapki z głów."

                        Ale nie traktuj tego jako glosu w sprawie. "Rozyczke" widzialem pare tygodniu temu, zdecydowanie bardziej pamietam.
                        • 17.12.11, 21:20
                          "mielizna statycznej akcji i powtarzalności", "przekonująco i ascetycznie jednocześnie zagrana przemianę ... z robota w człowieka", "zdystansowana praca kamery"
                          Matt, co ja tutaj robię? Mój zasób slow w temacie: filmy wszelakie, jest kompromitujaco skąpy.. A mysl o robieniu notek z ogladanych filmów nawet nie zaczęła kiełkowac w mojej głowie. Chyba w celu osiągnięcia chocby minimalnego samozadowolenia z uczestnictwa na forum muszę zmienić kategorię na jakąś inna, bliższą mej profesji. ;))))))
                          • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.12.11, 21:28
                            Tez sie smialem, jak to czytalem ... no coz, czasami nie wszystko sie ladnie "opisuje", ale probowac trzeba (i tak w do grafo-mistrzow opisujacych sprzet grajacy jeszcze mi daleko) ;-) No Faszyna bez przesady, jakos nie zauwazylem do tej pory zadnych brakow erudycyjno-jezykowych u Ciebie. Nigdzie Cie nie puscimy, tu jestes potrzebna. No i nie mow, ze nie masz satysfakcji z uczestnictwa w tym forum ... ;-)
                            • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 18.12.11, 11:42
                              Ja powiem inaczej. Uczestnictwo w tym (takim forum) to zaszczyt:) dzięki Tobie faszyno, dzięki oczywiście matt banco i jeszcze paru innym komentującym, bo ja już straciłam nadzieję, że gdzieś jeszcze w tym szerokim wirtualnym świecie można natrafic na normalną, zdrową dyskusję:)
                              Chętnie zaprosiłabym tu paru zawodowych recenzentów, a co, niech się uczą... Na naukę ponoc nigdy nie jest za późno:)
                              • 18.12.11, 12:28
                                Matt, wcale sie nie nabijałam, jak bum cyk cyk. :)))) Odniosłam sie jedynie do istotnego zagadnienia, jakim są róznice w sposobie werbalnej komunikacji miedzyludzkiej, wynikające z odmiennego zawodu uprawianego przez osoby komunikujace sie ze soba. Masz tu dwa teksty z netu, przeczytaj i powiedz, czy widzisz róznicę:
                                "Wydaje się, że szulkinowskie dzieło z kręgu realizmu magicznego i spojrzenie nań z punktu widzenia semiotyki i psychoanalizy, a zatem w oparciu o symbol złych oczu i motywy wampiryczne, umożliwia odpowiedź na powyższe pytanie."
                                "Oczywiście najprostszym sposobem jest kupienie odpowiedniego podłoża w sklepie ogrodniczym. Jeżeli nie mamy takiej możliwości, musimy pamiętać, że w skład odpowiedniego podłoża powinny wchodzić:włóknisty torf, kora, węgiel drzewny, a nawet odrobina styropianu."
                                Ja zauważam tu róznicę nie tylko dlatego, ze zawodowo bliżej mi do kwiatków niz do Szulkina, ale i dlatego, ze mój język bierze sie z mojego zawodu, w którym mowi sie jezykiem prostym, od czasu do czasu udziwiając go skomplikowana terminologią fachową. Natomiast jezyk ludzi szeroko pojetej kultury (chocby czasem byli to ludzie bez kultury ;)), to język od początku skomplikowany, ktorego sie używa do opisu sytuacji prostych. Ostatnio chodzą za mną zaslyszane w tv słowa "vintage" i "grunge'owy", oba mi obce do bólu, a nie chce mi sie sprawdzic w słowniku co znaczą. Ale przeciez dla kogoś, kto ich używa, słowa takie jak: sklep ogrodniczy, torf i podłoże, na pewno sa całkowicie zrozumiałe. I to jest ten lingwistyczny problem z moja precepcją niektorych recenzji: jest tam słownictwo, którego nie używam w żadnym okolicznościach i ktore, nawet gdy swietnie rozumiem jego znaczenie, nigdy by mi nie przyszło do głowy, gdy siadam przed klawiaturą i sobie tu piszą, piszę, piszę......
                                • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 18.12.11, 13:00
                                  ;-) Alez ja wiem, ze czasami sie lekko odlatuje jezykowo, czesto na granicy a czasami i za granica grafomanii (o wlasnie, przyklad slowa, ktore niby tu pasuje, ale nie do konca). Czasami zdarza mi sie jakas taka wycieczka w dziwaczne odniesienia, porownania, byc moze nie do konca zrozumiale, a czasami zdarza sie np. cos takiego:
                                  "Weźmy faceta ... niespecjalnie przystojnego, lekko wycofanego z życia. Postawmy przypadkowo na jego drodze kobietę ... atrakcyjną, ale lekko zamgloną codziennością. Niech zaczną ze sobą rozmawiać. Po prostu. I niech zacznie pomiędzy nimi coś lekko drgać. Rodzi się fascynacja ... nie to za mocne słowo. Rodzi się pewne napięcie i ciekawość."

                                  Prosto i chyba zrozumiale, chociaz "zamglenie codziennoscia" jest chyba troche zbyt poetyckie (jak wczoraj szukalem wpisu dotyczacego ZnP, to tak mi wpadl w oko ten fragment ... dotyczacy zreszta filmu jednego z moich ulubionych rezyserow). Pisujac o serialach czy filmach staram sie zeby bylo czytelnie i lekko, ale jak widac nie zawsze sie udaje, bo przeciez sa to rzeczy nieprzygotowywane, nieredagowane. Nie udaje sie tez i dlatego, ze kazdy ma jakis styl pisania. Styl "forumowy" pozwala mi cwiczyc owa lekkosc, ktorej mi wciaz brakuje, szczegolnie ze jezyk zawodowy, ktorym sie posluguje tez jej nie sprzyja (chociaz ostatnio jest lepiej).
                                  • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 19.12.11, 09:23
                                    Ja jeszcze szybciutko odniosę się do mojego ostatniego postu. Napisałam w formie żartu, że recenzenci powinni zaglądac na takie strony, ale prawdę mówiąc, to wcale nie musi byc żart.Ja wspomnianych przez Was wyżej filmów niestety jeszcze nie widziałam, ale czytałam poważne recenzje i naprawdę nijak się mają do tego, co tu poczytałam, nie mówiąc o 'popeerelowskim' wartburgu:)
                                    A grafomania? No cóż. Ma też swoje drugie oblicze: "Nie tępic! Organizmy pożyteczne!
                                    ...grafomani są jak kaprofagi, pracowicie neutralizują i utylizują wszystko". "Czyli co? Trudna zgoda na koegzystencję...".:)
                                    • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 19.12.11, 10:25
                                      A wracając jeszcze do FB. Faszyna wspomniała o Jego udziale w milionerach. Tak się składa, że ja akurat oglądałam ten odcinek i nie ukrywam, że pewien niesmak pozostał. Mierna znajomośc, czy nieznajomośc kanonów naszej literatury to rzeczywiście duże faux pas i obawiam się, że za Bobkiem jeszcze długo, oj dłuuugo ten ogonek będzie się ciągnął, ale taka na przykład Scarlett O'Hara też była zupełną ignorantką i osobą kompletnie nieoczytaną, a jednak zakochał się w niej na zabój TAKI mężczyzna jak Rhett!:)
                                      A poważniej. Wydaje mi się, że zadziałał wtedy przede wszystkim stres i presja, zwłaszcza, że facet jakieś tam poczucie humoru ma, co widac zresztą na niżej załączonym obrazku
                                      prostowserce.tvn.pl/1,1,filip-bobek-nie-wytrzymal,60230,wideo.html
                                      Co prawda praca nie zając, ale z czegoś trzeba życ, więc zmykam...
                                      • 19.12.11, 11:20
                                        Gość portalu: glafira napisał(a):

                                        > A wracając jeszcze do FB. Faszyna wspomniała o Jego udziale w milionerach. Tak
                                        > się składa, że ja akurat oglądałam ten odcinek i nie ukrywam, że pewien niesmak
                                        > pozostał. Mierna znajomośc, czy nieznajomośc kanonów naszej literatury to rzec
                                        > zywiście duże faux pas i obawiam się, że za Bobkiem jeszcze długo, oj dłuuugo t
                                        > en ogonek będzie się ciągnął
                                        Tak apropos powyższego przypadku, to pamiętam opowiastkę zasłyszaną baaardzo dawno temu w radiu o jednym z naszych wielkich aktorów przedwojennych (Junosza Stępowski lub ktoś w tym rodzaju). Otóż aktor ten czytał w studiu radiowym fragmenty Trylogii Sienkiewicza i kilka razy zdarzyło się mu przeczytaĆ Kmicio, okazało się potem, że Trylogię zobaczył pierwszy raz na oczy, gdy przyszło mu do czytania w studiu, stąd ten językowy błąd. Oczywiście historyjka ta była niczym innym tylko zabawną anegdotką o wielkim aktorze. Być może za dziesiąt lat to co dzisiaj jest wielkim faux pas Bobka będzie również anegdotą o znanym aktorze;)
                                        • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.12.11, 12:40
                                          To jest szersza kwestia i pytanie co wspolczesny, wyksztalcony czlowiek wiedziec powien ... wiedziec? A moze tylko znac? Zawsze mnie denerwuje, ze znajomosc Mickiewicza miesci sie w kanonie wiedzy (no jak to nie wiesz o czym byla III czesc "Dziadow"), ale juz w dziedzinie chemii, fizyki czy podstaw techniki to mozna dowolne farmazony gadac i zawsze zaslonic sie, ze "nie mam glowy do matematyki" albo "ja sie techniki nie tykam". Nie pamietam kontekstu gafy FB, ale gdyby to byla zla odpowiedz na pytanie "Co to jest sublimacja", to nikt by sie nad nim nie pastwil. Oczywiscie tu pojawia sie kwestia zawodu FB, czyli bycia aktorem, ktory pracuje w znacznej mierze "w slowie i literaturze". No ale ... iluz fascynujacych aktorow to nie do konca podrecznikowo wyksztalceni ludzie.
                                          • 19.12.11, 12:59
                                            Tu jest mniej wiecej o pomyłce FB i JK w Milionerach, filmy sa tez na youtube:
                                            koktajl.fakt.pl/Kompromitacja-Kaminskiej-i-Bobka-,artykuly,120840,1.html
                                            Masz 100% racji, Matt, nieznajomość wyniku 2+2 nie kompromituje, a nieznajomośc terminu dadaizm jak najbardziej. ;)) Taki to terror humanistów i pseudohumanistów masci wszelakiej. :((((
                                            • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.12.11, 13:20
                                              No zajrzalem. To bardziej wpadka JK niz FB. Ale tak mnie naszlo jakos filmowo (wlasnie sobie kupilem i przesluchuje soundtrack z "Casino Royale") ... ciekawe czy za 10 lat za grzech przeciw kanonowi uznawana bedzie bledna odpowiedz na pytanie:
                                              Jak na imie mial sympatyczny przemytnik z "Gwiezdnych wojen", dumny posiadacz Sokola Millenium: a) Hans b) Hank c) Han d) Honey
                                              • 19.12.11, 16:37
                                                Gość portalu: matt_banco napisał(a):

                                                > ciekawe
                                                > czy za 10 lat za grzech przeciw kanonowi uznawana bedzie bledna odpowiedz na py
                                                > tanie:
                                                > Jak na imie mial sympatyczny przemytnik z "Gwiezdnych wojen", dumny posiadacz S
                                                > okola Millenium: a) Hans b) Hank c) Han d) Honey

                                                No chyba podobna historia już się wydarzyła:) Jakiś teleturniejowicz, wykształcony, który radził sobie z naprawdę trudnymi pytaniami poległ na pytaniu (z odpowiedzią a,b,c) - W jakim filmie nie grała Oreiro?;)
                                                • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 20.12.11, 10:16
                                                  Masz rację matt banco, ale w tym przypadku chyba bardziej chodzi o to, że każdy Polak, który w tym kraju zdał maturę, albo usiłował ją zdac, nie może takich rzeczy nie wiedziec, a z tego co pamiętam, pytania o bohaterów Gwiezdnych wojen na maturze jak dotąd nie było, a o bohaterów Lalki, Chłopów czy prozy Żeromskiego i owszem. W każdym razie internauci nie są w stanie tego Bobkowi wybaczyc, bo nawet średnio przygotowany maturzysta (niedoszły lub przyszły) te kanony naszej literatury musiał przerobic, chocby ze streszczeń nie widząc nawet tych książek na oczy.
                                                  • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 20.12.11, 10:35
                                                    Na marginesie: Ja też nigdy nie przebrnęłam przez całą Trylogię, a trzecią częśc, czyli "Pana Wołodyjowskiego" doczytałam tylko do momentu Jego ślubu z Baśką. Działania wojenne już mnie nie zainteresowały. A z "Nad Niemnem" pamiętam tylko co piątą stronę, a opisy przyrody wszelakie poszły w byt niepamięci. I niestety, na bohaterach "Gwiezdnych wojen" też bym się skompromitowała, nie mówiąc o 'sublimacji".:)))))))
                                                  • 20.12.11, 10:59
                                                    Myslę, że największy problem tej wpadki polega na tym, ze niewiedzą wykazali sie studentka filologii (niewazne, że niemieckiej) i aktor, który z urzedu powinien byc za pan brat z literaturą. To nie był przypadek studentki rolnictwa i inzyniera od budowy A4. ;) Takim by Prus i Judym wisieli i powiewali, ze sie wyrażę dosadnie i kolokwialnie, a i widzowie teleturnieju pewnie by przymkneli jedno oko na taką niewiedzę. Tu jednak osoby zawodowo operujące w świecie literatury dały sie poznać jako kompletni ignoranci na swoim własnym podwórku. To tak, jakby tenże inzynier nie odrózniał betonu od asfaltu (choc jeżdżąc po polskich drogach czasami mysle, ze i tak bywa ;)).
                                                  • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 20.12.11, 11:41
                                                    Argument oczywiscie trafny, ale i tak uwazam ze oburzenie poprogramowe bylo klasycznie polskie. Ja wiedzialem, ze to Boryna ... a ten picuś-glancuś nie wiedzial. Wiedza teleturniejowa ma wlasnie taki urok, ze daje widzom mozliwosc poprawienia sobie samopoczucia.
                                                    A tak na marginesie "kanonow". Dawno, dawno temu ... w czasach liceum moj kolega poslugiwal sie w pewnych sytuacjach takim oto tekstem "no ... leciał dżojsem, strumieniem podświadomości" (nie wiem skąd to wziął, czy własne czy zapożyczone). W każdym razie ja, człek młody i niewykształcony nigdy w tamtych czasach nie łapałem o co chodzi. Jaki "dżojs", jaki strumień podświadomości ... Ale najlepsze było to, że razem z owym kolegą byliśmy wtedy zaczytani i zaoglądani w dziełach SF. No więc wydumałem z swoim małym możdźku, że ten "dżojs" to jakas forma energii czy czegoś podobnego (tak mi pasowało, bo mi sie kojarzyło ze "skokiem w nadprzestrzeń" z Gwiezdnych wojen i oczywiscie z napędem WARP ze Star Treka). Wiec w mojej interpretacji ow tekst oznaczał, że ktoś "bardzo bardzo szybko" cos robil. Owo "leciał dżojsem" utkwiło mi w głowie na lata i stał się swoistym idiomem.
                                                    Edukacja trwala, jedna, druga ... w koncu sie skonczyla, a "latanie dżojsem" pod czaska tkwiło. I dopiero po latach ... siedzac w ustronnym miejscu przywowłałem je z pamięci i ... olśnienie. Idioto ... leciał Joyce'm, strumieniem świadomości. Teraz już nie wiem czy owe "pod" przed świadomością było już gdy wypowiadał to moj kolega, czy tez sam to sobie dostawiłem, żeby łatwiej zmóc problem intepretacji tego dziwadła.

                                                    No i teraz gdybym z liceum wyniósł wiedze na temat Ulissesa i specyficznej techniki pisarskiej, to nie urodziłaby się w mojej głowie taka śliczna, sajensfikszynowata interpretacja.
                                                  • 22.12.11, 11:41
                                                    Tym razem wpadły mi oko wczorajsze "Rozmowy nocą". To jest oczywiscie one są calkiem "wczorajsze", ale wczoraj obejrzałam je po raz drugi w tv. I co tym razem zobaczyłam? Ano to, ze niektórzy amanci są zupełnie "nieamantni". ;) Moze Dorociński wielkim aktorem jest, ale jako amant jest "nie tego". Zupełnie nie przemawia do mnie jego spojrzenie zbitego psa, którym pojechał od początku do konca filmu z bardzo małymi wyjątkami. To jest nawet ciekawe, talent Dorocińskiego sprawdził sie doskonale w złozonej "Rózy", a juz w prostackich "Rozmowach" jakoś nie bardzo... Oczywiście mozna dodać, że scenariusz tez nie bardzo i sensu w filmie "nie bardzo", ale za duzo tego nie bardzo jak na jeden film. Dorocinski to zreszta ciekawy przypadek, ma metke, ze to aktor wielki, a jak jest "niewielki", to krytycy pisza, ze mu sie nie chciało, a nie, ze "mały". Wielki bez chęci-nowa metka do mojej kolekcji metek aktorskich. ;)))
                                                  • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 23.12.11, 08:53
                                                    Bo na "polish romantic comedy" wyłożył się już niejeden aktor. To jest coś, co nam wybitnie nie wychodzi. Nawet tak szeroko reklamowane "Listy do M". Recenzje film miał dobre, ale mnie jakoś szczególnie nie zachwycił, zdecydowanie wolę wersję brytyjską, chociaż komedie romantyczne z udziałem Hugh Grant'a od jakiegoś czasu omijam szerokim łukiem, podobnie jak polskie filmy w których niezmiennie królują nasi 'czołowi amanci polskiego kina'.
                                                    A Dorociński ma tą zaletę, że jeszcze nie wyskakuje z lodówki, przynajmniej u mnie:)))
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.12.11, 02:04
      Jakby ktos przeoczyl wypowiedz p. Karolaka na temat produkowania polskich "zlych" filmow.
      wyborcza.pl/1,75480,10854150,Tomasz_Karolak__Nie_jestem_ciachem.html
      Mimo wszystko, zadziwiajace ...
      • 26.12.11, 22:38
        A co Cie zadziwia, konkretnie? Kulisy powstawania polskich filmów, zgoda Karolaka na gre w filmach nierokujacych od początku czy tez jego ekshibicyjną potrzebę dowalenia producentom/scenarzystom i reszcie produkcji? Bo ja od dawna nie rozumiem, czemu aktorzy, bądź co bądź ludzie kształceni w swoim zawodzie, nie potrafia od razu zauważyc ewidentnych mankamentów scenariuszy, które dla laików- widzów widoczne sa od pierwszej sceny filmu. I nie rozumiem tez, jak zapewne szanujący siebie aktor moze grac w takim filmie, jak ten z Langiem jako rezyserem, o którym to filmie mówi Karolak. Kazali mu przystawiając pistolet do głowy? Gdzie te chłopy, chciałoby sie zakrzyknąc, bo ja tu widze same baby-aktorów narzekających, ze ich ktoś uwiódł, wykorzystał i porzucił w ciąży. No ale przeciez mamy 21 wiek i rozwiniętą antykoncepcę, nie pora juz na naiwne dziewice padające ofiarą cynicznych Casanowów (przy okazji, Karolak właśnie jest w tv w programie opartym na Kabarecie Starszych Panów i śpiewa). Dziewicami są co najwyzej widzowie nabierani na coraz to kolejne kampanie reklamowe "najlepszych polskich komedii" czy "rodzimych wersji Tarantino".
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.12.11, 20:16
      Bryndza w tv (no dobra, byly dwa dobre filmy "Angielska robota" i "Koń Swietego Mikolaja" ... to sobie poogladalem troche rzeczy w wykonaniu polskich aktorow, niejako przygotowujac sie do ogladania "Smuteczku". I przypomnialem sobie cos takiego:
      www.youtube.com/watch?v=iPLsG3os_hY&feature=related
      Trudno uwierzyc, ze to jest ta sama kobieta, ktora gra w PNZ ...
      Tu natomiast wystepuje jako sliczny bonus ... a piosenka ... a piosenka jest wmózgwchodząca
      www.youtube.com/watch?v=lQSnTNZ_s4w&feature=related
      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.12.11, 23:12
        Obejrzalem sobie "Smuteczek" ... no do Adamczyk znów porządził. Nie wszystko mi sie podobalo w tym spektaklu, ale calosc byla calkiem smaczna i wprawiajaca w dobry humor.
        • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 27.12.11, 11:03
          Ja też obejrzałam Smuteczek. Całośc była naprawdę niezła mimo występu naszej trójki "czołowych amantów polskiego kina". Sorry, ale ostatnio każdy film promowany udziałem Kota, Karolaka czy Adamczyka napawa większośc widzów odruchem wprost proporcjonalnym do promocji danego filmu, czy coś w tym rodzaju:)).
          Dzięki matt za te linki. Ja osobiście mam duży sentyment do Magdy K. Naprawdę dobrze śpiewa, byłam na Jej recitalu, poza tym dziewczyna uczęszczała do szkoły muzycznej , niestety nie wiem, czy ją ukończyła. Ale na żywo prezentowała się świetnie i profesjonalnie. Niestety nie widziałam Jej w żadnym serialu, więc nie mnie oceniac jaką jest aktorką, przypuszczam że dobrą widząc Jej popisy aktorskie na scenie. Pamiętam (czytałam gdzieś, nie oglądałam), że zagrała w Hotelu 52 kobietę beznadziejnie zakochaną i wykorzystaną przez (nomen omen) Bobka...:)
          • 27.12.11, 13:30
            Gość portalu: glafira napisał(a):
            Pamiętam (czytałam gdzieś, nie oglądałam), że zagrała w Hotelu 52 kobietę beznadziejnie zakochaną i wykorzystaną przez (nomen omen) Bobka...:)
            To chyba powazna nadinterpretacja! ;)) Zagrała żonę chorego męza, która wpadła w oko lekarzowi (Bobek) i chyba vice versa, ale do beznadziei tego uczucia nie doszło z powodu niekontynuowania wątku Kumorek w cd Hotelu, a to zapewne wynikało z prostego powodu, jakim była rola MK w PnZ. I tak to gorący romans skonczył sie na bodaj jednym pocałunku, a w związku z kontynuacja tvn-owskiego PnZ zapewne nigdy sie juz nie dowiemy, co by było dalej: czy wygrałaby (bez)nadziejna miłość do Bobka, czy wierność małżeńska.
            Swoja droga, co sie Bobek wezmie za romansowanie z mężatką, to wątek (z MK) lub serial (KSzD) pada. ;))))
            • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 29.12.11, 13:00
              Czy to Bobek swoimi romansami z mężatkami spowodował spadek tychże seriali, tego nie wiem:)), ale naszła mnie taka mała dygresja. Tak sobie teraz pooglądałam dwa odcinki dwóch tvn-owskich serialowych 'hitów' i tak sobie myślę:). Po pierwsze Jan Jankowski. Pamiętam Go z pierwszej polskiej telenoweli "W labiryncie" i nie ukrywam, że pozostawił po sobie duże wrażenie. I wyglądem i rolą. A w "Na wspólnej"... Bez komentarza.
              Po drugie. "Magda M" częśc IV. Tu zaciekawiła mnie relacja damsko - męska po rozstaniu. Bo choc schemat podobny jak w "Brzyduli" (obrażona księżniczka i skamlący piesek, a potem padli sobie w ramiona i tak dalej...), to zdecydowanie wolę jednak "Brzydulę, bo tam przynajmniej Marek zachował jakąś klasę i był bardziej wiarygodny, a poza tym te kilka odcinków już po rozstaniu ale jeszcze ze 'starą' Ulą, czyli tą przed przemianą było naprawdę udanych... I jeszcze tak sobie myślę...Może czasami warto odpuścic i nie ulegac naciskom widzów a propos kontynuacji, bo że IV seria Magdy M popsuła całokształt skądinąd udanego serialu to nie ulega wątpliwości.
              Z życzeniami na nowy rok dla producentów i scenarzystów. I decydentów o tym, co wolą widzowie...
              • 29.12.11, 13:18
                Mi się podoba Magda M, teraz leci nawet tv.wp.pl/name,Magda-M,prid,24000093067,opis.html?ticaid=1da4e :)
              • 29.12.11, 18:05
                No własnie, pomimo szemranego formatu latino;)) "Brzydula" jest dość wiarygodna psychologicznie. I zachowanie obojga bohaterów po zerwaniu tez miesci sie w normie: ona go nie chce, bo straciła zaufanie i jest do głebi urazona, a on ją nagle chce, bo wreszcie do niego dotarło, że ją kocha. Tak przeciez bywa i w zyciu, ze dwoje "nie chce na raz". Ale to, co było w Magdzie M. część IV to był absurd na absurdzie, takie mam zdanie. Chcieli na siłe dalej doic tą złotą kurę no i nie wyszło to na zdrowie ani kurze ani dojącym. No ale kto w ogóle widział, by doic kurę? ;))))
                Tez bym chciała zyczyć producentom wiecej umiaru (pazerność szkodzi opinii ;)) i rozsądku. Ale czy producenci czytają to forum? Ha, to jest pytanie na nowy rok!

                PS. Szykuje sie nowy serial Polsatu z Grabowską i Bukowskim. Moze byc ciekawie z racji na obsadę. Ale będzie lub nie będzie niestety dopiero jesienią.
                • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 30.12.11, 11:17
                  No tak... prawda stara jak świat: "I w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało na raz":))
                  A tu chyba trzeba oddac hołd P. Małaszyńskiemu, na którym wszyscy swego czasu wieszali psy, bo nie chciał więcej grac Piotra twierdząc, że niewiele już uda się wykrzesac z tej postaci. Jak się okazuje miał rację, było Go posłuchac:)))
                  • 01.01.12, 22:06
                    "Znowu o FB" nie musiałoby byc o FB, ale że powiedział, co powiedział w wywiadzie (Gala), a mnie sie to spodobało (jako nawiązanie do naszych utyskiwań), to zacytuję fragment:
                    "Serial to szkoła zycia. Potrafi zmęczyć. /red.:mozna protestowac przeciwko panujacym warunkom./ Albo spojrzec na podpisaną umowę i pozostac przy wyciąganiu wniosków z przeszłosci. Tuż po szkole aktorskiej przez półtora roku nie miałem pracy."
                    No własnie, my tu krytycznie albo bardzo krytycznie, czemu to taki czy owaki aktor gra w takim czy owakim badziewiu (zamiast w "Hamlecie" ;)), a to tylko ekonomiczna rzeczywistość skrzeczy. I tą to górnolotną uwagą zaczynam nowy rok forumowy... ;))))
                    • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 02.01.12, 10:28
                      A ja właśnie przeczytałam, że nawet imc Żebrowski, który swego czasu zdecydowanie mówił wszystkim serialom 'nie', zgodził się na udział w "Na dobre i na złe". Czyżby i Jego dopadła twarda rzeczywistośc? (ekonomiczna?) :))
                      A tak naprawdę, to nie zawsze aktor grający w serialach (nawet tych z niższej półki) postrzegany jest przez widzów jako ktoś 'gorszy'. Jest pewien aktor, którego ja osobiście bardzo cenię. I chyba (mam nadzieję) nie tylko ja. Chociaż nie pamiętam, aby zagrał gdzieś główną rolę, to można Go zobaczyc prawie w każdym serialu i w bardzo wielu filmach, przeważnie w rolach drugoplanowych. Grał Perłę, Łukaszka, Pshemko, Jureczka i jeszcze wiele, wiele innych ról. Pewnie już wiecie o kogo chodzi...
                      A polska rzeczywistośc jest jaka jest. Nie tylko aktorzy grają w badziewiach aby miec co do garnka włożyc, że tak powiem. Wszyscy wiemy, że gro osób mądrych, wykształconych i tak dalej robi to co robi, bo musi.
                      I tym akcentem i ja witam w nowym (oby lepszym) roku, nie tylko forumowym...:)))
                      • 02.01.12, 23:06
                        Gość portalu: glafira napisał(a):

                        > Jest pewien aktor, któ
                        > rego ja osobiście bardzo cenię. I chyba (mam nadzieję) nie tylko ja. Chociaż ni
                        > e pamiętam, aby zagrał gdzieś główną rolę, to można Go zobaczyc prawie w każdym
                        > serialu i w bardzo wielu filmach, przeważnie w rolach drugoplanowych. Grał Per
                        > łę, Łukaszka, Pshemko, Jureczka i jeszcze wiele, wiele innych ról. Pewnie już w
                        > iecie o kogo chodzi...

                        Jak widać nie bez przyczyny nazwał siebie "szmatą serialową";)
                        • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 03.01.12, 09:21
                          > Jak widać nie bez przyczyny nazwał siebie "szmatą serialową";)

                          I za to Go właśnie cenię!!! :)
                          Ma dystans do siebie, poczucie humoru i nie piep.... farmazonów, że robi to dla 'sztuki'...:)

    • Gość: martyna IP: *.acn.waw.pl 26.12.11, 21:53
      Przed chwilą przypadkowo obejrzałam z 10 minut końcówki utworu filmowego (chyba?) zatytułowanego "Dlaczego nie?" - trafiłam akurat na "scenę romantyczną" w wykonaniu trochę "serialowych" Zakościelnego i Cieślak. Rany boskie!
      Widziałam kilka odcinków Rezydencji i tam chyba mimo wszystko lepiej grała, chociaż i tam już było dramatycznie.
      A Zakościelny... Chłop jak dąb - prawdziwie drewniany. Brr, straszne to było.
      Fakt, scenariusz tych scen był też taki, że trudno to było grać bez wstydu, ale mimo wszystko. Naprawdę obawiam się Zakościelnego w "Regułach gry". Wyczytałam, że podobno ekipa twierdzi, że jest "nieodkrytym talentem komediowym".... Już się boję.
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.01.12, 15:04
      ... czyli prezent noworoczny dla nas, od miesiecznika "FILM" .... ranking aktorow serialowych.
      No to ja z ulubionej dzialki czyli LNW, oto co mamy ...
      - o Fraszynskiej - "... w kazdym gescie i spojrzeniu prawdziwa jak jej serialowy maz Dariusz Wiktorowicz";
      - o Pierzak - "... przedstawia swoja postac dwojki dzieci (no mala niedorobka, bo dzieci jest trojka) jakby od niechcenia, ale stoi za tym ogrom pracy."
      - o Kosińskim - "... jak wielu mezow, zdystansowany, akceptujacy i w swej biernosci madry. Nie musi komentowac i usmiechac sie."
      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.01.12, 15:18
        O ile przy LNW bylo adekwatnie o tyle przy PNZ mamy troche laurek:
        - o Kumorek ... "skupiona na postaci, ktorej tworzenia sprawia jej, jak widac, autentyczna przyjemnosc ... przed kamera imponuje pewnoscia siebie";
        - o Szycu ... "wie na czym polega aktorstwo (bezsprzecznie) ... konsekwentnie buduje postac romantycznego pana po przejsciach ... jest naturalny, rozluzniony, choc wewnetrznie zdyscyplinowany (ojej ...)".
        - o Ostaszewskiej ... "perelka sezonu, ryczaca trzydziestka ... daje bohaterce tyle ciepla i wesolosci, ze na kolejne odcinki PNZ czeka sie z niecierpliwoscia". (Hmmmm ... )
        - o Kolak ... "pelna paleta barw smutku i uciechy, zazenowania i sily, spokoju i troski, refleksyjnego optymizmu i dziewczecego temperamentu" (no ale kogos fraza poniosla ;-)
        - o Adamczyku ... "kolejna rola niedorajdy, ktorego kobiety osaczaja". No ktos zadania domowego nie odrobil jak widac, bo Adamczyk przede wszystkim serialowo to Reiner z CH, a "Zabcia" to ladny i zgrabny serialowy bibelocik.

        No wlasnie w rankingu nie ma praktycznie aktorow z CH, no i nie ma chociazby Gniewkowskiej, tatana pracy serialowej.
      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.01.12, 16:08
        to taka wskazowka dla Faszyny, jakby chciala pobiec i kupic ... FB nie zalapal sie do rankingu aktorow serialowych ... ale jest Leslaw Zurek ;-) No ja wiem, wiem to nie to.
        • 02.01.12, 18:55
          "Filip Bobek: W PwS do perfekcji opanował sztuke siadania za biurkiem, siedzenia za biurkiem i wstawania zza biurka. Udała mu sie jeszcze jedna sztuka: niemal żadnej miny ani gestu skopiowanych z Marka D. Pytanie tylko, czy przezył cios w serce zadany przez stację TVN propozycją zagrania kolejnego prezesa. A może by dać Bobka na prezesa d/s repertuaru TVN? Moze nie bedzie lepiej, ale na pewno ładniej."

          Matt, nie masz racji. Powyzej zagubiona ocena z rankingu Filmu na temat moich ulubionych "maslanych oczu". A poza wszystkim innym: skoro moja mama całe żcyie wytykała ojcu, ze kocha sie w Kalince J., to chyba i ja moge sie od czasu do czasu zakochać telewizyjnie? ;))))
          • 03.01.12, 11:26
            Koniec wygłupów, zaczęły sie schody.;) No moze nie schody, ale pora na kilka słow na powaznie o rankingu.To kolejny ranking, po lekturze którego przesladuje mnie wrażenie, ze recenzenci nie obejrzeli częsci seriali, a wybór aktorów do oceny został dokonany wg klucza sprzedażności rankingu, a nie znaczenia aktora w serialowym światku. Obecnie jest tak samo, wyraźnie oboje nie ogladali Czasu Honoru, skoro napisali, co napisali o Adamczyku i nie napisali ani słowa o kilku pozostałych z CzH. Nie oglądali tez uważnie Wiadomości, bo gdyby oglądali, to by wiedzieli, że serial juz spadł z anteny i niektóre uwagi w rankingu są nieaktualne. No i pewnie by tak dobrze nie ocenili obojga głownych aktorów, bo o Niej (bodaj Łaska) moim zdaniem nie powinno byc tak na rózowo, podobnie jak i o Nim (Mecwaldowski). To nawet smieszne, obie postaci zagrał bodaj tylko w pierwszym odcinku, przez pozostałe odcinki jeden z serialowych braci-bliźniaków spędził w śpiączce, więc gdzie było widac tą tak chwaloną róznicę w odtworzeniu przez WM obu postaci, nie bardzo wiem.
            Kiedys te pierwsze rankingi Filmu pełne były zjadliwych uwag o co najmniej kilku aktorach, a teraz kolejna juz ocena odbywa sie na zasadzie wytypowania jednej czarnej owcy w stadzie mniej czy bardziej białych. Tu za czarną owcę robi Mucha, nie powiem, ze niezasłuzenie, ale nie ona jedna grała, jakby nie grała, w minionym sezonie.
            Nie wiem, jak skomentować uwagi o Szycu. To chyba zadziałało coś, o czym kiedyś juz w tym watku pisałam, czyli "aktor wielki, bo wielki". A Kumorek "miła, bo miła". ;)
            I tyle na szybko i krótko, bo bez Filmu pod ręką.
            • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.01.12, 12:36
              Z tymi zestawieniami to troche nie bardzo wiadomo dlaczego sie to nazywa "ranking". Do rankingu to chyba potrzeba jakiejs punktacji i listy wedlug niej posortowanej, w kazdym razie jakiejs oceny. A tu albo buzka usmiechnieta albo nie (drobna dygresja: nie pojmuje skad sie wzial pomysl binarnej oceny, typu "lubie", "nie lubie". Jakby system punktowy, gwiazdkowy byl trudniejszy).
              Tak CH przepadl kompletnie ... w ten sposob nie dodano pani Samusionek ciekawej roli, ktora tam zagrala. Na ranking sie pewnie nie zalapalaby ale warto przypomniec to co w CH robila Joanna Jezewska (moglby ktos wpasc na pomysl, jak wykorzystac ta aktorke). O Gniewkowskiej juz wspominalem.
              Nie bardzo wiem tez co robi w zestawieniu Kuszewski, a czego nie robi np. K. Wieczorek (toz to dopiero jest krol seriali/telenowel).
              Tak naprawde to z tego "rankingu" zostawilbym:
              - P. Adamczyka - za Reinera i Andrzeja "Zabke",
              - M. Bukowskiego - za powrot w meskim stylu
              - J. Fraszynska - za dystans i precyzje (ogladalem wczoraj znow LNW ... duet z Wiktorowiczem to czysta chemia ;-)
              - D. Kolak - za dojrzala dziewczecosc i styl
              - M. Kozuchowska - za darcie japy i stojenie min, coraz mniej strawne
              - M. Ostaszewska - za trafienie w punkt

              od siebie, calkowicie subiektywnie, dorzucilbym:
              - K. Preis i E. Lubos - za tworzenie w "Ojcu Mateuszu" postaci kompletnych i spojnych
              - L. Malec - za to samo co ci dwoje powyzej, tylko w "Hotelu 52"
              - K. Kula - bo cieszy i budzi apetyt ... byc moze na wyrost, ale szanse sa
              - K. Gniewkowska - bo sie odnalazla w wielkim stylu w serialowej klasie 50+, choc sama jeszcze nie nalezy
              - F. Bobek - bo sie odcina, choc nie moze

              No i jeszcze wskazania grupowe:
              - Na dobre i na zle - .... ;-) .... tak, tak, za szukanie nowego ksztaltu, robienie sztucznego oddychania temu zachowawczemu serialowi i za rudzielca (K. Dabrowska), ktory irytuje, ale jakas postac zbudowal
              - Instynkt - za polozenie czegos tak oczywistego, glownie poprzez przekombinowanie watku glownego i cuda obsadowe
              - Czas honoru - za wdrozenie koncepcji Total Quality Management, czyli ustawiczne poprawianie serialu i dotarcie do punktu, gdzie "jest dobrze". Do stanu "bardzo dobrze" brakuje kontroli racjonalnosci postaw ;-)
              - Przepis na zycie - za dobre samopoczucie przy serwowaniu nieswiezych i wtornych rozwiazan
              • 03.01.12, 22:35
                Matt: "F. Bobek - bo sie odcina, choc nie moze "
                Ej, Matt, czy to pode mnie ta uwaga? Jak tak, to wyjasniam, ze FB słuzy mi ostatnio jako modelowy przyklad do rozważań, a nie, pomimo moich deklaracji, obiekt czegokolwiek wiecej. ;)) Więc nie musisz tak ciagle o Bobku. :)
                A ja chyba zaczne na okragło o Bukowskim. Obiekt do pisania/wzdychania bardziej oczywisty... ;)))
                • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 03.01.12, 23:20
                  Po prostu podoba mi sie Twoje podejscie do tematu i Bobek jako modelowy przyklad. Po wtore watek z leitmotivem ma swoj bezsprzeczny urok.
                  Ja chwilowo zglebiam doglebnie filmowe dokonania polskich tworcow z ostatnich 3-4 lat. I jestem mile zaskoczony, np. "Swinkami" Glinskiego (prowadzic mlodych to on naprawde potrafi, a Garbacz ma potencjal). Sprawdzilem tez "Czarny czwartek" i tez pozytywne wrazenia (adekwatny, ascetyczny styl i udane oddanie klimatu). No i po "Krecie" zabralem sie za "Enena" coby sobie Szyca obgladnac z kazdej mozliwej strony.
                  • 04.01.12, 18:24
                    W ramach czegos w rodzaju "wycieczki szkolnej" oebjrzałam po raz drugi "80 milionów".To ciekawe wrażenie, bo filmy dziela się na takie, które traca przy drugim oglądzie, na takie, które zyskują i na takie, których za żadne skarby nie chce sie drugi raz obejrzec. Otóz 80 milionów nalezy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Film obejrzałam z jeszcze wiekszą przyjemnoscią, bo w miedzyczasie wyparowały mi z głowy wszelkie reklamowe zajawki i trailery i widziałam głownie plusy, a nie minusy filmu. Dostrzegłam np. przy okazji bardzo fajną kreację Krzysztofa Czeczota, bo jego ksiegowy jest cud-miód księgowym. I szkoda, ze w ramach ukrywania się przed ubecją, zaleconego przez biskupa, ukrył się tak dokładnie, ze Krzystek nie zdołal go odnaleźć w drugiej połowie filmu. ;))
                    Jeszcze bardziej sie ukrył Frasyniuk, bo z ukrycia wychyla sie w filmie nader rzadko, a szkoda podwójna, bo nie dość, ze dzielny, to i ładny (w odróznieniu od ksiegowego, reprezentujacego styl męski socjalistyczny). Przy okazji, skoro o WF czyli o FB mowa, jeden fragmencik z wywiadu w gazecie raczej babskiej, więc, Matt, zapewne go nie czytales:
                    "Rozsmieszyła mnie opowieśc o reakcji jego (WF) córki na wiadomość, ze to ja zagram jej ojca. Na początku ucieszyła sie, bo "on taki przystojny". Ale kiedy zobaczyła zdjęcia z planu, uznała, że jestem zbyt podobny do jej ojca z tamtych lat i "juz nie taki przystojny"."
                    Ciekawe, ale przy tym ponownym oglądzie ubek Głowackiego już tak się aktorsko nie wybija z tłumu, bo mlodzi solidarnosciowcy z ksiegowym na czele tez robią duże wrażenie. Tyle, ze ubek jest w filmie na pełnym etacie, a "nasi" na poł etatu. Może dlatego, ze z 80 mln w kieszeniu nie mieli ekonomicznego przymusu tak dużo harować na planie? ;)))))
                    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.01.12, 18:54
                      Fajnie napisalas ... zgrabniutko.
                      Ja na film kinowy tego roku (czyli taki na ktory pojde do kina ... raz w roku) wybralem "W ciemnosci". Ide w piatek.
                      Doogladalem wczoraj "Enena". Nie jest to moze obraz wybitny, ale zaskakujaco wciagajacy. No i ogladanie wrazliwego Szyca i to w relacji mesko-meskiej naprawde przyjemne. I nawet ta nietypowa fryzura miala swoj klimat.
                      • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 04.01.12, 20:13
                        Ja wybrałam "Różę". Na dwa takie filmy w ciągu miesiąca nie dałabym rady psychicznie...
                        • 04.01.12, 21:15
                          O Rózy piszą, ze film cięzki, ale mimo ze zapewne jest cięzki, to mi sie chce pójśc na niego drugi raz. Bo to piekny film o miłosci. I jakos tą miłośc bardziej pamietam z projekcji niz sceny gwałtów, zabojstw etc. W kazdym razie polecam.
                          • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 04.01.12, 22:14
                            Ciekawa opinia, bardzo za nią dziękuję, bo - przyznam się - boję się tej "Róży". A jednocześnie potwornie chcę zobaczyć. Dodałaś mi otuchy.
                      • 04.01.12, 20:23
                        Ja tez sie wybiorę, a przynjamniej chce sie wybrac w ten weekend. Szkoda jednak, ze chodzisz metoda "filmu roku". ;)) Przyznam, ze w ostatnie lata podłapałam bakcyla filmowego i chodze ponadnormatywnie czesto. No ale za to nie chadzam do teatru i nie tylko dlatego, ze w mojej wsi jest taki sobie. Po prostu kino jakos bardziej mnie wciągneło.
                        Więc wracając do meritum, czyli Bobka jak zwykle ;)), przy drugim oglądzie dostrzegłam, ze zagrał te Frasyniukowe momenty bardzo dobrze. Naprawde, to nie był tvn-owski prezes ani dyzurny podrywacz. To facet, któremu o coś chodziło, ale o co,nie powiem, bo mało w filmie bylo widać, niestety.
                        Teraz czekam na odważny ruch ze strony jakiegos dobrego rezysera, który poza ciałem zobaczy w nim i duszę. ;)))
                        Przy okazji, czy ten, chwalony przez Ciebie powyżej w watku, Małaszynski nie zaliczył odmowy, gdy dostał propozycje zagrania u Krzystka w Sprawiedliwych? Tak mi sie gdzies w pamieci błąka. Wybór był prosty: Krzystek lub bodaj Vega i PM postawił na urode rezysera, a nie na intelekt. ;)))

    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 06.01.12, 18:32
      No i stało się, poszedłem na „W ciemności”. Jak na byłego kinomana ze sporym doświadczeniem bałem się trochę, że oczekiwania moje są za duże. Obawy były nieuzasadnione. Historia Poldka Sochy jest opowiedziana świetnie, z odpowiednio rozłożonymi akcentami, zamierzenie ascetycznie, ale i bez uczucia jakichkolwiek oszczędności. Co przede wszystkim zwraca uwagę:
      - Więckiewicz. Zbudował postać niejednoznaczną, łączącą cwaniactwo i pragmatyzm z jakąś taką nutą nieoczywistego człowieczeństwa. Kapitalny pomysł aby jego postać mówiła gwarą uliczną, zresztą do eksperymentów językowych jeszcze wrócę. To co mi się szczególnie u pana Roberta podobało to umiar. Jakoś tak idealnie skomponował tę postać z języka, swojej fizjonomii, gestów. Jedną z głównych scen filmu Więckiewicz spuentował jednym grymaso-uśmiechem i nic więcej nie trzeba było;
      - wielkie sceny. Jest ich w filmie kilka i robią piorunujące wrażenie. Po prostu. I nie chodzi o wielkie inscenizacje, a o napięcie i/lub emocje.
      - pomysły obsadowe. Film to koprodukcja więc zrozumiałe, że w rolach głównych pojawili się aktorzy niemieckojęzyczni. I jest dobrze, ale nie jestem do końca przekonany do obsadzenia Benno Fürmanna w roli jednego z bohaterów żydowskich. Jest to chyba najbardziej „niemiecki” Żyd jakiego widziałem w kinie. I nie chodzi nawet o fizjonomię, a bardziej o pewną postawę, sposób wchodzenia w relacje. Nie wiem, może to kwestia jakichś stereotypów, którymi mimowolnie się posługuje. Oczywiście tak ustawiona postać daje możliwość przełamania stereotypów i chyba po to została tak skomponowana. Z polskich aktorów to oczywiście Kinga Preis zaczarowała mnie zupełnie, a Żurawski wyrasta na fachowca od rosyjskojęzycznych oficerów;
      - pomysły językowe. Generalnie postaci mówią w swoich językach i tam gdzie trzeba pojawiają się napisy. Udało się to tak zrobić, że widz prawie nie ma problemów z przełączaniem się „ze słuchu na literki”.
      - humor. Udało się go osadzić bardzo naturalnie w tragicznej wojennej rzeczywistości. Jest idealnym uzupełnieniem, dodaje kolorytu i podkreśla „lwowskość”, a także uzupełnia charakterystykę postaci.
      - seks. Tak, to jest pewne novum. Pomijając pewne konieczności fabularne, zdecydowano się na pokazanie, iż wojna wojną, ukrywać się trzeba, ale pewne potrzeby istnieją, nawet jeśli ich spełnienie jest dość karkołomne. Nic więcej nie napiszę bo to się ogląda a nie opisuje, ale scena miłosna między Więckiewiczem a Preis jest fantastyczna.
      - scenografia i lokalizacje. Żadnych półśrodków. Nigdzie nie ma się wrażenia, że coś jest nierzeczywiste czy kartonowe i to zarówno w scenach miejskich, jak i kanałowych. Jest brudno, mokro, szczurzaście (szczury zresztą grają zawodowo). Mieszkanie Sochy i wejście do niego to osobny kawał świetnej roboty.
      - zdjęcia. Mocno kontrastowe i raczej monochromatyczne, ale ze świetnie wygrywanymi akcentami kolorystycznymi (proszę patrzeć na „wygrywanie” butów w ważnych scenach). W niektórych scenach pojawia się duże ziarno (czy też szum), ale nie wiem czy to zamiar artystyczny, czy wymóg techniczny. Mając tak ograniczone możliwości jakie dają „kanały” wykorzystano wszystko co się dało, stąd dużo odbić (w tym te w oczach).
      - latarki. Temat powiązany z poprzednim i jedyny, który nie dawał mi spokoju. Nie wiem jak faktycznie rozwiązywano w tamtych czasach problem zasilania takich lampek, ale w trakcie filmu ma się wrażenie, że technologia „bateryjna” była na bardzo wysokim poziomie.
      - końcówka filmu. Trochę szkoda, że „dopisana” napisami, a nie „sfilmowana”, ale byłaby po prostu za mocna.

      To tyle, tak na gorąco. Jeden film na rok ... może być, jeśli jest taki jak ten. Ale coś mi się wydaje, że jeszcze w tym roku do kina pójdę ;-)
      • 06.01.12, 19:24
        Zazdroszczę, ze byłes. Ja sie zagapiłam i chyba biletów juz na weekend nie ma. :(
        A co do drugiego filmu, idź koniecznie na "Różę". A jesienią na Wałęsę. Czyli musisz postarać sie o trzy grzyby w barszcz. ;)
        • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 06.01.12, 19:44
          Trailer "Rozy" byl przed "W ciemnosci". Tak, zachcialo mi sie pojsc ...
          A wlasnie ... pierwszy raz w kinie robilem notatki "w ciemno" na "W ciemnosci" ;-) Ciekawe doswiadczenie, a jedynym problemem okazalo sie trafianie w nowa linie, tak aby nie pisac po napisanym. Czytelnosc, mimo pisania bez patrzenia, calkiem satysfakcjonujaca.
          • 07.01.12, 13:01
            Matt zachwyca sie RW w Ciemnosci, a ja jestem pod wrazeniem migawek z plany Wałęsy (dzisiejsze DDTVN). Przeciez on nie gra Wałesy, on jest Wałęsą! Kurcze, tak dobrze wejśc w skórę i sposób mówienia Lecha W. to może tylko aktor bardzo wybitny. I to się RW udało. I nawet, jeżeli film bedzie miał jakies mankamenty, to niewatpliwie i ta rola Wieckiewicza bedzie swietna.
            Przy okazji, przypomniał mi sie wystep RW w "Świadku koronnym", czyli pierwszym komercyjnym produkcie stacji TVN. A dokładniej, przypomniało mi się, jak mocno oberwał od krytyków Małaszyński z powodu chorej promocji filmu wyłacznie jego twarzą zamiast i twarzą RW. Zreszta, jaki aktor w tym filmopodobnym salcesonie miałby jakies szanse przy pełnokrwistej postaci Blachy granego przez Wieckiewicza....
            • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.01.12, 14:05
              Tak widzialem te migawki w DDTVN. Wlasnie wychodzilem z domu, jak zapowiedzieli, ze bedzie cos takiego ... przysiadlem ... pojawił się Wałęsa, chwile porozmawiał z Fallac, coś tam rzucił do Węglarczyka i poszedł. A ja zostałem na kanapie ze szczęką w okolicach kolan. Wstałem, wsiadłem na auta i pojechałem, a po drodzie zaczałęm rozmyslać, a to o "Cumie", a to o Blachowskim, a to o "Koniu trojańskim", a to u ubeku z "Różyczki", a nawet o wampirze z "Kołysanki", a także i o "Samowolce", ktora nie tak dawno w nocy gdzieś po raz n-ty obejrzałem (to taki dziwny film, że oglądam go za każdym razem, bo mnie Jakus zawsze hipnotyzuje - przykład aktora, którego sie boje i za skarby nie świata nie byłbym w stanie do niego podejść ;-)
              No i wychodzi, że ten najwolniej rozpedzajacy sie aktor swojego pokolenia (uznaje "Vinci" za wejście do I ligii, a Więckiewicz miał wtedy 37 lat) właśnie rozjeżdza konkurencje walcem.
              • 08.01.12, 15:04
                Znajomi wyciągneli nas wczoraj na film, którego nie miałam w planach, czyli na "rumowego" Deppa. Nawet się ucieszyłam, bo po "Gilbercie" Deppa lubie. No ale sie niestety rozczarowałam... Częsty zarzut wobec polskich filmów jest taki, ze są to filmy lokalne i zniezrozumała dla świata. A dla mnie takim filmem jest własnie "Dziennik". To historia o poczatku kariery jakies amerykanskiego guru dziennikarskiego, tyle że klient jest mi zupełnie nieznany. Więc i film mało mnie zainteresował, bo tresci w nim niewiele: jest to raczej sekwencja różnych zdarzen z zycia dziennikarza, pokazanych cazsem bardzo zabwnie, ale bez wyraźnego finału. No i ten Depp: cały czas przesladowało mnie wrażenie, ze jest zwyczajnie za stary do tej roli. W realu bohater miał lat 20 i kilka, a Depp to rocznik 1963. Jedyne, co mi wpadło w oczy, to wystep Aarona Eckarta (facet jak zawsze wart uwagi, choc obgrywa drugie plany). Przy okazji wieku, to rocznik 1968, a jego bohater chyba powinien byc starszy niz ten Deppowy. Jednym słowem, wieczór nie był zmarnowany jedynie dlatego, ze biletów na Holland juz i tak nie było, a kino było sponsorowane przez znajomych. Chociaż, skoro za cudzą kase, wybrzydząc moze nie powinnam? ;)))
                • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.01.12, 15:31
                  No prosze, ja za to dzisiaj z wyprzedazy przytaszczylem sobie w koncu rownie "deppowy" film, czyli Burtonowska "Alicje w krainie czarow". Obowiazek zakupu istnial, bo mimo ograniczania popytu na filmy DVD postanowilem, ze "burtony" nadal bede kupowal (choc zabawne jest to, ze akurat najbardziej lubie "niedeppowa" DUŻĄ RYBĘ). A zupelnie przypadkiem znalazlem na YT moj ulubiony film z Johnnym, czyli "Benny i Joon". Nie, ulubiony to za malo powiedziane, to w latach 90 byl ukochany film, choc nie da sie ukryc, że znaczaco przyczyniała się do tego Mary Stuart Masterson (no i mamy zwiazek z nastepną perełką z początku lat 90, czyli "Smażonymi zielonymi pomidorami"). W "Bennym" jest jeszcze jedna cudna rzecz, czyli piosenka Proclaimers - "I'm Gonna Be (500 miles)".
                  www.youtube.com/watch?v=79bQAFVswtM&feature=related
                  Ech ... na wspominki mnie wzięło ;-)
                • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 09.01.12, 12:26
                  Matt, jestem pod wrażeniem Twojej recenzji z "W ciemności". Naprawdę. Potrafisz przekazac to co w filmie ważne i zachęcając do obejrzenia przy okazji nie zniechęcac, a to duży plus jeśli wiesz co mam na myśli:)))
                  Ja w tym roku zaliczyłam na razie tylko jeden film kinowy, właśnie "Dziennik..." z Deppem (zawsze mam problem, czy pisze się Go przez dwa e czy przez dwa p:) ), i podobnie jak Faszyna wyszłam z kina rozczarowana. To nie to czego się spodziewałam i w zasadzie nie ma o czym pisac, chociaż oczywiście nie zniechęcam, zwłaszcza jeśli ktoś bardzo tęskni za latem, słońcem i plażą:))
                  A co do Więckiewicza, to chyba mamy oto przykład polskiego aktora, którego tak naprawdę doceniono niedawno, czyli gdzieś w okolicach 'czterdziestki', bo chociaż gra już od prawie dwudziestu lat, to nie ulega wątpliwości, że swoje pięc minut przeżywa teraz. Ja do tych wymienionych przez Ciebie Matt ról dodałabym jeszcze nauczyciela z "Wszystko będzie dobrze". W każdym razie ja uwielbiam ten film, a rola RW - bezcenna...
                  • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.01.12, 12:39
                    O tak "Wszystko bedzie dobrze" widzialem 2 razy i przy obu razach oczy mi sie zamglily na wilgotno. Na polce wciaz stoi "Wino truskawkowe", ktore jakos nie moze trafic do odtwarzacza, no ale jak juz robie festiwal Wieckiewicza, to i to w tym tygodniu obejrze.
                  • 09.01.12, 12:46
                    W ostatnim Tygodniku kulturalnym na TVP Kultura (jest juz pewnie w necie) krytycy zasadniczo chwalili "Dziennik", a jedyny, który był raczej przeciw, podnosząc te same kwestie co i my, to krytyk znawca komiksu. Czyli im mniej kto krytyk filmowy, tym bardziej krytyczny wobec "Dzienników". ;))
                    Przy okazji tego mojego zarzutu co do wieku Deepa/Deppa (tez mam ten zasadniczy problem!), jest jednak cos takiego w naszej podświadomości, co nie pozwala na automatyczne akceptowanie starych aktorów grających młodych. Bo młodość to nie tylko brak zmarszczek, ale i ten cały "młodzieżowy całokształt", który w dyskusjach z mlodym rodzinnym pokoleniem podsumowuję stwierdzeniem, że praca 20-latka na zmywaku świadczy o szukaniu drogi zyciowej i wrażeń, a taka sama praca u 50-latka o tym, ze tenże jest życiowym nieudacznikiem. Depp w roli 20+ dziennikarza to nie jest moim skromnym zdaniem najlepszy pomysł obsadowy, bo odebrałam go nie jako młodzienca zażywającego rum i dragi dla młodziezowego fanu, lecz jako z lekka zużytego faceta, który ciągle nie potrafi odnaleźc swojej zyciowej drogi.
            • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.01.12, 00:58
              Do puli filmow z Więckiewiczem, ktore widzialem, dorzucilem "Zwerbowaną milość". Film troche "popsuty", ale chyba przede wszystkim przez reżysera, który dziwacznie poprowadził zmiany postaw, a troche przez scenariusz lekko dziurawy. Więckiewicz bardzo stonowany, właściwie ascetyczny. Orleańska "dorysowana" ale bez przegięć. Przede wszystkim brakło napięcia i to tak konkretnie (sceny kulminacyjne stanowczo za słabe). No ale, dało sie obejrzeć, klimat końca lat 80 sprytnie zasygnalizowany (obowiązkowe szklane butelki na mleko), na tyle na ile pozwalał budżet. No i muzyka całkiem, całkiem ... co prawda wtórna i za widoczna (a raczej zbyt słyszalna), ale stylowa.
              • 09.01.12, 12:53
                No jak to jest, Matt, że choc to ja notorycznie chodze do kina, to Ty oglądasz filmy? ;) Czyli ze masz więkzzy dorobek oglądacza nie ruszając sie z fotela, niż ja ruszajac sie kosztem czasu i pieniedzy? Twoja lista filmów z RW to lista moich nieobejrzanych filmów. Nawet, gdy bardzo chcę i gdy w mojej "wsi" nasze jedyne kino gra cos bardziej ambitnego niz Piraci i sp. (niestety, rzadko gra, bo ma sieciowy repertura sieci niestey wyraźnie nie-Gutkowej), to ja sie nie wyrabiam z obejrzeniem tego, co było na mojej liscie pozycji do obejrzenia,. Właśnie np. nie obejrzałam Szpiega, że o Wymyku nie wspomnę. No ale za to obejrzałam "Dziennik" z rumem. :(
                • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.01.12, 13:15
                  ;-) No coz kino u mnie przegralo tez i z powodow finansowych. Co ciekawe jest pod tym wzgledem coraz gorzej. Jak "wysiadalem" z kina to bilety byly po 16 PLN bodajze, wiec za wyjscie "parowe" wychodzilo lekko ponad 30 PLN. Po odczekaniu 4-5 miesiecy za te pieniadze mialem plyte DVD z filmem na ktory nie poszedlem do kina. Obecnie bilet kosztuje 22-23 PLN, a ja za 30 PLN wciaz mam plyte DVD (chociaz mowiac prawde, 90% filmow z mojej grubo ponad 500 sztukowej kolekcji DVD kupilem za zdecydowanie mniejsze pieniadze ... taki mam talent do wyszukiwania okazji ;-) ... do tej pory pamietam, ze za calosciowe wydanie "Parku Jurajskiego", czyli 4-pack DVD zaplacilem 12 PLN, za piekne wydanie "Dawno temu w Ameryce" zaplacilem 4 lata temu 9 PLN ... tak, pewien sklep nie dla inteligentnych, lubil robic takie podarki).
                  Ale obecnie z racji braku miejsca przychylam sie do rozwiazan typu VOD lub podobnych. Niemniej postanowilem juz, ze raz na kwartal rusze tylek i pojde do kina ;-)
                • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 09.01.12, 13:55
                  Rzeczywiście Matt, Twoja lista filmów obejrzanych, nie tylko z RW, jest imponująca. Fajnie trafic na takie forum, gdzie można spotkac (wirtualnie oczywiście) prawdziwych filmowych pasjonatów:)
                  Matt, a widziałeś "4;13 do Katowic"? Bo ja wybieram się na ten film (mam już bilet) pod koniec stycznia. Pytam , bo podobno niełatwo było (jest) go zobaczyc, nie wiem dlaczego. Czy dlatego, że krótkometrażowy, czy że w 3D czy w końcu dlatego, że sieciowe kina nie parają się takim repertuarem...
                  Jeszcze dwa słowa na temat "80 milionów". Wspomniałaś Faszyno, że obejrzałaś ten film po raz kolejny. Może ja powinnam pójśc w Twoje ślady, to znaczy jeszcze raz pójśc na ten film, bo ja ciągle nie mogę oprzec się wrażeniu, że czegoś mi w tym filmie zabrakło i nie wiem czego. Ogólnie moje wrażenia są jak najbardziej pozytywne (aktorzy, dialogi, sama treśc filmu), a jednak uczucia mam mieszane i nie chodzi tu absolutnie o 'tylko 5 minutowy' występ Pana Bobka:))) Może faktycznie było Go trochę za mało, bo pokazał się aktorsko z innej strony, podobnie zresztą jak i 'brzydulowy' Maciek, ale ogólnie trapi mnie pewien niedosyt co do tego filmu, nie wiem, może zakończenie? A może po prostu się czepiam:)
                  • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.01.12, 14:06
                    No niestety jako filmożerca cierpię na dość ograniczającą przypadłość, a mianowicie nie widzę w trójwymiarze (wada wzroku). Szczerze mówiąc nie próbowałem nowych technologii kinowych, ale złe doświadczenia z okularami czerwono-niebieskimi oraz brak jakichkolwiek wrazen 3D w kontaktach z nowoczesnymi okularami telewizyjnymi, nie nastrajają mnie przychylnie do tego typu prezentacji dzieł filmowych. Prawdę powiedziawszy nie chodzi o to, że zobaczyłbym 3D, bo to po prostu niemozliwe, a bardziej o to aby ta technologia nie uniemozliwiala ogladania tak "upośledzonym" jak ja. Ale temat jest otwarty i pewnie będę się musiał z nim poważnie zmierzyć i dokladnie sprawdzic ;-)
                  • 09.01.12, 14:53
                    O ile wiem, 4:13 jest w 5D, stąd te kłopoty ze znalezieniem kina, które to gra. W sąsiedniej "wsi" grali go za duze pieniądze w jednej sali. Ale już nie grają.
                    Co do 80 milionów, pełna zgoda, film zostawia mnóstwo niedosytu, o tym pisałam po pierwszej projekcji, ale o dziwo, przy drugiej tego niedosytu nie odczułam. Oczywiscie poza Bobkiem. ;)))))))))))))
                    A co do Bobka i fatalnego poziomu dziennikarstwa "wywiadowego", obejrzałam w necie krótka rozmowę z FB w Gdansku (DDTVN), gdzie wśród niewielu z zadanych pytan było i takie, co FB dostaje w prezencie od fanek (a dostaje słodycze). Przyznam, że inteligencja stojąca za tym pytaniem mnie powaliła. Nastepne pytanie będzie moze o rozmiar kolnierzyka, coby fanki przerzuciły sie na koszule?
                    • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 09.01.12, 17:57
                      Z tego co ja się orientuję, to "4:13..." jest w 3D, tylko podobno autorzy filmu zastrzegli sobie, że ten film będzie wyświetlany tylko w 3D, no ale dla większości kin to przecież nie problem...
                      A wspomniany wywiad z Bobkiem też widziałam. Niestety nie była to rozmowa wysokich lotów. Pani prowadząca nie potrafiła wyjśc poza ogólny schemat pytań zadawanych Bobkowi od czasu Brzyduli. A szkoda, bo skoro już Go dorwała, to moglibyśmy się dowiedziec przynajmniej co jada na śniadanie i czy słodzi kawę:)) Ale udało mi się też z doskoku zobaczyc właśnie RW przygotowującego się do roli Wałęsy i też mi szczęka opadła... na takiego Wałęsę na pewno warto pójśc do kina.
    • Gość: matt_banco IP: *.ok.ae.wroc.pl 09.01.12, 16:18
      czyli Dorocinski, Simlat i Klynstra. Moze w koncu uda sie dzisiaj obejrzec ... do trzech razy sztuka. O 20:30 na TVP1.
      • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 09.01.12, 18:11
        Ja też mam taką nadzieję, że dzisiaj w końcu się uda...czekam na ten spektakl od 5 grudnia:))
      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.01.12, 21:56
        Ale to bylo zgrabne, tylko szkoda ze nie dluzsze o te 15 minut. Niemniej chlopaki swietnie wczuly sie w klimat, a tekst nie nalezal do najprostszych (no moze oprocz "tak jest panie Selznick" ;-) No i wszyscy rowno na granicy blazenady, a jako bonus indywidualne "solóweczki". Dorocinski jako Scarlett naprawde zabawny. No i dowcipne bylo to gdy Simlat na chwile wpadl w taki zydowski akcent.
        Nie byloby to takie fajne, gdyby nie sama sztuka laczaca kontekst tworzenia "Przeminelo z wiatrem" z robieniem filmow i rolą jaką pełnia poszczegolni tworcy. Lekkie, dowcipne i sensowne. Wiecej prosze, zdecydowanie.
        • 09.01.12, 22:07
          A jak Ci się podobał Dorocinski? Bo mnie, przyznam, momentami nie bardzo... Natomiast Simlat był od poczatku do konca wspaniały. A co do samej sztuki, smiałam sie jak najeta przez pól sztuki. Tyle że chyba do pełnego odbioru komizmu tej sztuki trzeba znajomosci ksiązki. Bo mnie najbardziej rozmieszał ten dysonans miedzy tonem prawdziwych scen w książce a tym, co z tych scen zrobiła ta trójka panów.
          • 09.01.12, 22:22
            Ale łamaga jestem, zapomniałam...
          • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.01.12, 22:29
            Wszyscy mi sie podobali. Dorocinskiemu jest zwykle najtrudniej wejsc w lekkie tony, zwykle to troche nieporadnie robi, ale jest w tym prawdziwie uroczy (choc prawie zawsze uzywa tego samego wyrazu twarzy). No i swietnie mu wychodzi przejscie w druge strone, czyli z lekkich tonow w te powazniejsze (tu tez koncowka byla juz Dorocinskiego). Simlat to Simlat ... dla mnie byl odkryciem w "Brzyduli", wczesniej jakos go nie wylapalem. Ma ten dar, ze nie musi odwolywac sie do przerysowania aby byc zabawnym. Natomiast czuje niedosyt Redbada, to dla niego po czesci ogladam "Na dobre i na zle", bo na sledzenie dokonan teatralnych nie ma szans.
            Wszyscy grali, a to najwazniejsze.
            • 10.01.12, 09:57
              A co wy na taka zamianię: Orzechowski zamiast Dorocinskiego, Zielinski zamiast Simlata i Charewicz do kompletu? To obsada z teatru ? (skleroza-nie pamietam), o jakiej wyczytałam dzisiaj w mojej łazienkowej czytelni, w jakims kolorowym miesieczniku. Tez mogłoby byc ciekawie..
              • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 10.01.12, 10:17
                Ciekawe, ciekawe ... Orzechowski jak Scarlett to pewnie bylo rozbrajajace. Ech szkoda, ze przy obecnej technologii nie rejestruje sie masowo spektakli teatralnych i nie wydaje na DVD ;-) I nie przeszkadzalaby mi statycznosc takiej prezentacji, bo przeciez na widowni tez sie siedzi w jednym miejscu i nie ma montazu ;-)
                No ale troche mojej ulubionej statystyki wiekowej:
                Selznick w momencie krecenie filmu mial 37, Hecht 45 lat, a Fleming 50. Wiec obsada "telewizyjna" ma troche odmlodzona, a ta "teatralna" troche postarzona ;-) Zastanawia mnie cos innego, mianowicie w Teatrze Wspolczesnym ten spektakl trwa 2 godziny 20 minut z przerwa. W TV trwalo to troche ponad godzine w zasadzie.
                www.wspolczesny.pl/teatr/rep/r-kim.html
                • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 10.01.12, 11:23
                  W krakowskim Teatrze STU spektakl ma trwac 2 godziny 10 minut. W obsadzie: Krzysztof Globisz, Olaf Lubaszenko, Szymon Bobrowski... Zapowiada się ciekawie.
                  A sama sztuka bardzo fajna, zabawna, bardzo mi się podobała. Dorociński świetny od początku do końca, 'brzydulowy' Adam nie do podrobienia, a rodzący Redbad rozśmieszył mnie do łez. A najzabawniejsze jest to, że podobno tak było naprawdę. Gdzieś kiedyś czytałam o kulisach powstawania "Przeminęło z wiatrem" i rzeczywiście trójka głównych autorów filmu zamknęła się na kilka dni, aby stworzyc wszystko od samego początku, chociaż zdjęcia do filmu już trwały...
                  • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 10.01.12, 11:49
                    No to zaczynam sie zastanawiac czy spektakl w teatrze TV nie byl po prostu godzinną reklamą samej sztuki, którą - jak zdołaliśmy zidentyfikować - w pełnej wersji i na żywo można obejrzeć w polskich teatrach ;-)))
                    • 10.01.12, 17:22
                      Berlin ogłosił liste filmów konkursowych.. I jak zwykle, Polaków w Berlinie brak... Kiedys wiosną mówiło sie, że późna premiera "Róży" jest związana z planami wystawienia filmu na Berlinale. Ale jak widac cos nie poszło ( nie chcą nas jak zwykle?)... Bardzo żałuje, bo "Róża" to film, który powinien spodobac sie w Niemczech z oczywistych powodów politycznych. Ogólnie odnosze wrażenie, ze werdykt z Gdyni jakos zablokował festiwalową droge "Róży". Nie żebym sugerowała, ze zablokował doslownie, ale jakby sprowadził na film jakies złe fatum... No i teraz, gdy pora na Orły, pojawiło się "W ciemnosci", czyli mega konkurent do honorów....
                      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 10.01.12, 17:59
                        Hmmmm ... na 41 filmow bedacych na oficjalnej liscie kandydatow do nagrody ornitologicznej widzialem 8 (bardzo przyzwoite lub nawet lepiej, z wyjatkiem jednego ... cellulitowego), a nastepne 8-9 chetnie bym zobaczyl.
                        A na stronie PNF-u znalazlem takie oto "kwiatka"
                        "Będą filmy debiutantów, takie jak DAAS Adriana Panka, KI Leszka Dawida, LINCZ Krzysztofa Łukaszewicza czy KRET Rafaela Lewandowskiego. (sprawdzic, czy na pewno wszystkie debiutanckie)".
                        To ostatnie wrzucone w nawiasie to chyba polecenie do pracownika czy cos takiego, zeby im sie kategorie nie pomylily ;-)
                        • 10.01.12, 19:30
                          No dobry ten wtręt. :))
                          A ja szukając tej notki znalazłam info na wielu innych stronach, a na jednej było też: "Będzie można zobaczyć także nagrodzone filmy: RÓŻA Wojtka Smarzowskiego, pokazywany na tegorocznym festiwalu w Berlinie". A szukanieRózy na stronie BIFF daje wynik: zero. Ciekawe....
                    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 10.01.12, 21:07
                      Dzisiaj w radiu klasyczno-filmowym, ktorego slucham w aucie usyszalem o tej premierze krakowskiej "Ksiezyca i magnolii", z Lubaszenka w obsadze. Nawet w ramach promocji sie wypowiedzial, ze powrot do teatru to swietna sprawa, bo nie ma pospiechu, mozna wszystko przemyslec i nie ma konfliktu interesu, czyli nie trzeba robic kompromisu miedzy jakoscia a czasem poswieconym na przygotowania. No ladnie, ladnie ...
                      • 11.01.12, 15:17
                        Ja o "Julii", ale nie chce mi sie pisac w Juliowym wątku, bo uwagi są natury ogólnej, a nie Juliowej.
                        Pierwsza, ze format polski, a jakby południowoamerykanski. Mizerny jakos...
                        Druga, ze aktorstwo marne... Kiedys to aktorzy grali, że hej, tak by się chciało podsumowac. Tu niestety nie. Stara kadra (Wieczorek) gra bez chemii i emocji, a nowa kadra (Julia Jakośtam) grać jeszcze nie umie. To raczej wprawki w stylu" "jak mała Julcia bawi się w teatr" niz świadome aktorstwo. Rozumiem, 22 lata na karku i studia w trakcie, ale skoro ktos ją wziął do tego serialu, to mógł wczesniej sprawdzic, czy ta ładna i miła skądinąd dziewczyna umie duzo, średnio, mało czy nic. Efekt jest taki, ze nawet ja, masochistyczna ogladaczka seriali TVN, jestem serialem znudzona.
                        Trzecia uwaga jest taka, ze pora chyba na zmiany fachowców od produkcji seriali/castingu etc w stacji TVN. Nastała tam jakas dziwna moda na przenoszenie w stosunku 1:1 obsady z jednego serialu do drugiego. Takie pakietowe przenosiny źle wpływają na odbiór seriali, bo pozbawiaja widza przyjemności z oglądania nowych twarzy i nowych konstelacji aktorskich. Tu importowano ekipe z Majki, wczesniej do PwS wzieto hurtem "Brzydulowców"... Czy aby nie są prostą konsenwecją tej polityki gorsze notowania seriali TVN, brak pewniaków do Telekamer i moze nawet gorszy standing finansowy stacji?
                        • 11.01.12, 21:28
                          faszyna napisała:

                          > aktorstwo marne... Kiedys to aktorzy grali, że hej, tak by się chciał
                          > o podsumowac. Tu niestety nie. Stara kadra (Wieczorek) gra bez chemii i emocji,
                          > a nowa kadra (Julia Jakośtam) grać jeszcze nie umie. Efekt jest taki, ze nawet ja,
                          > masochistyczna ogladaczka seriali
                          > TVN, jestem serialem znudzona.
                          > Trzecia uwaga jest taka, ze pora chyba na zmiany fachowców od produkcji seriali
                          > /castingu etc w stacji TVN. Nastała tam jakas dziwna moda na przenoszenie w sto
                          > sunku 1:1 obsady z jednego serialu do drugiego. Takie pakietowe przenosiny źle
                          > wpływają na odbiór seriali, bo pozbawiaja widza przyjemności z oglądania nowych
                          > twarzy i nowych konstelacji aktorskich.
                          > Czy aby nie są prostą konsenwecją tej
                          > polityki gorsze notowania seriali TVN, brak pewniaków do Telekamer i moze nawet
                          > gorszy standing finansowy stacji?

                          Podpisuję się pod całością. Julia aktorka chyba jeszcze za wcześnie trafiła do serialu i od razu do tytułowej roli wieloodcinkowego tasiemca, widzę szkolną grę i brak tego "czegoś". Wieczorek być może jest chwilowo wypalony, ma już ksywkę "król seriali", może zmęczenie materiału dopadło go właśnie w Julii, zresztą zupełnie nie podoba mi się ten trójkąt, tak do końca nie wiadomo czy dramatyczny czy komediowy, do tego oderwany od rzeczywistości.
                          Widziałam Wieczorka w jakimś innym aktualnie emitowanym serialu, właściwie jakby przeszedł z Julii na drugi plan. Te aktorskie "pakiety" faktycznie są irytujące dla widza, ale tym chyba nikt specjalnie się nie przejmuje;)
                        • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.01.12, 00:03
                          Nie ogladam ani "Julii" ani wczesniejszych produkcji popoludniowych TVN (wyjatkiem byla "Brzydula", na ktora lubilem sobie zerknac i to bez przymusu). Ale tak troche obok tego ... dzisiaj poprzelaczalem sie pomiedzy kanalami, czyli miedzy "BSZ", a "NW" ... zadnego z nich nie ogladam, ale czasami gdzies cos mignie, czasami popatrze 2-3 minuty. No i troche zglupialem, bo w NW Schejbal-senior, Dominika Figurska, Maciej Jachowski ... migracje trwaja. Mam wrazenie, ze niektorzy aktorzy "łażą" po serialach, w czym celuje faktycznie KW. Wydawalo mi sie, ze rozumiem przymus ekonomiczny, ze nie przeszkadza mi to, ze tak "skacza", ale dzisiaj mnie to jakos rozdrażniło ;-))))) Dlaczego? Ano dlatego, ze wiekszosc "skoczkow" w zasadzie wszedzie robi to samo i trudno nawet powiedziec, ze to jest ich wina, ot po prostu "jadą na wizerunku" ktory wypracowali (no powiedzmy, bo czesc gra siebie całym sobą) i ktory daje mozliwosc zarabiania. Ale to widza męczy. I ta pakietowośc o której piszecie też zmęczy, jeszcze tym razem sie jakoś uda. Po cześci pewnie pakietowość wynika z tego, że niektóre seriale są jednak kręcone poza stolicą i wówczas różnorodność bazy aktorskiej jest troche mniejsza, no ale to mocno naciągany argument ;-) Po wtore daje sie zauwazyć pewną klanowość związaną z danym producentem czy nawet reżyserem.
                          No nic pora konczyc, bo sie zaraz nocny "House" zaczyna, a obecna seria puszcana w TVP na nowo mnie wciągnęła. Szczególnie, że "Trzynastka" wraca ;-)))
                          • 12.01.12, 11:09
                            "Nie ogladam ani "Julii" ani wczesniejszych produkcji popoludniowych TVN". Matt, no powiedz szczerze, czy to jest jakaś zasadna wymówka dla nieznajomosci serialu? Kto w dzisiejszych czasach ogląda "popoludniowe produkcje"? Obecnie ogląda sie internetowe wydania seriali w porze pasujacej odbiorcy. Więc nie gadaj, ze "popołudniowym" mówisz stanowcze "nie", lecz kliknij dwa razy enter i obejrzyj z 10 minut dowolnego odcinka "Julii" dla celów badawczych i dyskusyjnych. ;))
                            • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.01.12, 11:33
                              ;-)))) Nie wiem dlaczego, ale Twoja riposta bardzo, ale to bardzo mnie rozbawiła. Poczułem sie jak maly chlopiec zlapany na krętactwie ;-) No ale to pokazuje tez jak trudno sie przestawic mentalnie. Przeciez jak najbardziej ogladam seriale w wersji internetowej, ale gdzies tam w mozgu zalegaja złogi starego podejścia, w ktorym telewizja to to co w telewizorze i to najlepiej takim kineskopowym (taki właśnie posiadam).
                              Ostatnio odkryłem właśnie w wersji sieciowej seriale typu "Ice Road Truckers" i "Drwale", czyli takie quasidokumentalne obrazki z zycia przedstawicieli wybranej profesji. Wczesniej omijalem takie cuda szerokim łukiem, choć nie wiem dlaczego. Teraz obejrzałem i jeden i drugi i bardzo mi sie podobalo, no prawie ... element rywalizacji uwazam za kompletnie zbyteczny i sztuczny. Szczegolnie "ICT" jest kuriozalny, bo chodzi o jezdzenie ciezarowkami (no dobra, marzenie poznego dziecinstwa) po jednej i tej samej drodze, z poludnia na polnoc i z powrotem ... po lodzie i w sniegu. Jaki ma to sens ... naprawde nie wiem, ale jest to na swoj sposob hipnotyzujace (ale nie tak, jak ogladane lata temu, na jakims dziwnym kanale satelitarnym transmisje z kabiny lokomotywy ... kamera na wprost, tory, szybki pociag i jedziemy ... tak, tak, ogladalem takie rzeczy i to o 4 nad ranem zmagajac sie z jakas choroba).
                              • 12.01.12, 11:52
                                No tak, facet=pojazdy... ;)))
                                A ja śledzę programy Galileo, gdzie pokazuja od kuchni produkcję róznych rzeczy. Wczoraj było np. o kranach. Pasjonująca opowieśc np. o tym, jak sie nakłada błyszczące zewnetrze takiego kranu. Albo jak sie przędzie grubą linę zdolną do utrzymania cos ze 100 kg z nici pająków (no chociaz nie wiem, czy to było w galileo). Ale ogólnie, jak juz trafie na taki program, to sie wgapiam w ekran jak nie przymierzając w maslane oczy FB. ;))))
                                • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.01.12, 12:05
                                  No program "Jak to jest zrobione" emitowany na Discovery tez jest moim ulubionym. Niestety ogladam tylko wtedy gdy jestem na wystepach goscinnych ... ostatnio chyba robienie ciasteczek typu markiza. Albo kije do krykieta ;-)
                                  No pojazdy ... moja wielka milosc i dlatego wielbie od lat "Legendy PRL" P. Mikiciuka ... jedyny program motoryzacyjny przy ktorym sie wzruszam, szczegolnie jak pokazuja jakas wioseczke, w ktorej zyje jakis facet majacy szmergla na punkcie starych aut i robi wszystko zeby uratowac jakiegos przerdzewialego starego ROBURA albo innego ŻUKA.
                                  • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 12.01.12, 13:04
                                    To ja a propos "Legend PRL-u" i seriali. Czy ktoś pamięta jeszcze coś takiego jak "Isaura?:)))
                                    To był fenomen (jednocześnie totalny gniot) podczas emisji którego pustoszały ulice...
                                    Teraz tych seriali jest po prostu za dużo, przy czym ilośc nie idzie w parze z jakością, nastąpił ogólny przesyt podobną tematyką w każdym serialu i jak piszecie 'powtarzalnością' aktorów. Najlepiej sobie odpuścic i nie torturowac się oglądaniem czegoś co wzbudza w nas tylko irytację i nudę. No chyba że do celów badawczo-dyskusyjnych, to co innego:)))))
                                    A taka pasja Matt to fajna sprawa. Ja też znam takiego jednego wielbiciela starych pojazdów. W garażu u niego stoi do dziś syrenka, którą kiedyś kupił na jakiejś autogiełdzie starych samochodów, ciągle w niej coś grzebie, naprawia, rozbiera, potem zbiera do kupy, znowu rozbiera, przerabia, kupuje części, sprzedaje części, znowu coś tam do niej kupuje, jednym słowem totalny odjazd. Zapisał się nawet do klubu miłośników Syren. Daję link jakbyś chciał sobie poczytac:)
                                    www.syrena.nekla.eu/portal.html
                                    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.01.12, 14:31
                                      A dziekuje, dziekuje ... zerkne na "syrenki". Zawsze podziwiam pasjonatow (sam niestety nigdy w zadnej dziedzinie pasjonatem zaprzysieglym sie nie stalem).
                                      Co do "Isaury", to ... nie pamietam i to nie dlatego, żem był nieobecny, ale głównie dlatego, ze bylem w wieku niekoniecznie zainteresowanym perypetiami tego typu ... co innego "Szpital na peryferiach" ;-) Ogladany u babci, chylkiem spod koldry. Ale "Isaure" pamietam z innnego kontekstu. Babcia moja wielka fanką będąc zaprenumerowałą jakąs dziwaczną, chylba lokalną (jakaś Bydgoszcz czy Toruń chodzi mi po glowie) gazetę, w której "leciała" Isaura w postaci powieści w odcinkach (no chyba że mi pamięć płata figla). W każdym razie gazeta jakaś była i był do dla mnie pierwszy kontakt z prenemeratą. Gazeta przychodząca pocztą ... wow!
                                      Jak już tak wspominam, to spod babcinej kołdry widziałem też filmy Woodego Allena, w tym "Spiocha" z ktorego nic nie rozumialem i ktorego nigdy pozniej nie widzialem.
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.01.12, 10:49
      Z racji tego, ze watek w zasadzie stal sie bardzo interdyscyplinarny ... i bardzo dobrze, bo jest gdzie popisac o kwestiach okolo i niekoniecznie serialowych. Tym razem o kreceniu nowego filmu, z Dorocinskim, Stuhrem, Zielinskim i Rosati ...
      krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,10954855,Maciej_Stuhr_konfidentem__a_Weronika_Rosati_____FOTO_.html
      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.01.12, 10:54
        Ooo i nawet zmiescilem sie w temacie, rezyserem "OBLAWY" jest pan, ktory sporadycznie bo sporadycznie, ale jednak robil BRZYDULE, NA WSPOLNE czy EGZAMIN Z ZYCIA. Niestety dwoch filmow fabularnych ktore zrobil nie mialem okazji zobaczyc.
        • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 13.01.12, 13:17
          A ja wczoraj zerknęłam na końcówkę "Ojca Mateusza" i na napisy końcowe i powiem szczerze, że nie wiedziałam, iż reżyseruje to Dejczer. To teraz już wiem, dlaczego "Ojca Mateusza" da się oglądac:) Akurat seriale w Jego wykonaniu są niezłe, w każdym razie w moim odczuciu. Nie wspomnę tu o "Oficerze", bo to według mnie jeden z najlepszych seriali, jakie w ogóle powstały w polskiej telewizji, ale nawet takie tasiemce jak "M jak..." czy "Na dobre i ....", czy w końcu "Magda M" ( oczywiście mowa tu I i II serii), to seriale które przynajmniej nie znikają z powierzchni telewizji ani pamięci widzów, jak większośc 'tworów', które serwuje nam w ostatnich latach nasza ukochana telewizja, a zwłaszcza TVN.
          • 13.01.12, 14:01
            Ja ostatnio ratuję swój gust, podłamany ogladaniem PwS, powrotem do "Brzyduli", serialu do oglądania na dobre i na złe. :) No i tak sobie oglądałam jeden z pierwszych odcinków az do napisów koncowych i z rozczuleniem przeczytałam nazwisko Smarzowskiego na liście płac. No moze WS odżegnywać się do woli od swojej serialowej chałtury, ale ja wiem swoje: dobry rezyser serialu (WS czy wspomniany Dejczer) to plus dodatni takiego serialu. I tak sobie patrząc na to nazwisko WS jako rezysera Brzyduli zaczęłam sie zastanawiać, czym byłaby Brzydula bez WS, albo Magda M bez Borcucha, który serial sformatował, oraz Dejczera, który ten format pociągnął przez kolejne serie (choc nie dał rady przydać blasku bezsensownej koncówce, niestety).
            • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 13.01.12, 15:02
              Ja nie pamiętam (i nie chce mi się teraz szukac:) ) kto reżyserował poszczególne serie czy odcinki Magdy M, bo był jeszcze Borcuch i Lang, ale na pewno te najlepsze czyli początkowe były udziałem Dejczera. A kto schrz...ł końcówkę? Chyba nie Dejczer? Zresztą nieważne.
              Ja myślę faszyno, że dobry reżyser to nie tyle plus dodatni (a bywa plus ujemny? :)))) ), ile clue całego serialu. Dlatego nie katuj się oglądaniem 'popłuczyn' po Brzyduli tylko zaczekaj cierpliwie, aż maślane oczy Bobka trafią 'prosto w serce' na przykład Dejczera. Życie to najlepszy scenariusz, więc kto wie? Zresztą z tego co pamiętam, FB wystąpił gościnnie i w "Magdzie M" i w "Na dobre i na złe", więc jakiś krok naprzód już był.
              A ja sobie chyba za Twoim przykładem też w wolnej chwili zerknę na Brzydulę, ten piątek trzynastego dla mnie niestety nie zaczął się szczęśliwie, może przynajmniej Marek Dobrzański poprawi mi humor? :))))))
              • 13.01.12, 15:59
                Glfiro, na złą pamiec polecam: www.filmpolski.pl/fp/
                To moje niewyczerpane źródło wiedzy., kto z kim w polskim kinie. Wiec nie narzekaj na "chcę/ nie chcę", lecz wrzuc powyższy link w ulubione.:)
                Co do MM, pierwsze 5 odcinków było Borcucha, potem Dejczer i Lang, a koncówka znowu Dejczer. Co do odejscia Borcucha, pamietam jakis wywiad, w którym mówił o niezgodzie na jakies kompromisy co do tej produkcji jako o przyczynie odejscia.
                • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 13.01.12, 17:46
                  Jasne, wpiszę do ulubionych, przyda mi się:) Dzięki.
                  A ogólnie to powiem: oj tam, oj, tam:))) Nieważne w końcu kto reżyserował, liczy się efekt...
        • 13.01.12, 18:42
          Gość portalu: matt_banco napisał(a):

          > Niestety dwoch filmow fabularnych ktore zrobil nie mialem okazji zobaczyc.

          Myślę, że Obława przyciągnie już do kin więcej widzów, bo ukazuje się coraz więcej notek o filmie, no i Dorociński ma, podobnie jak FB, wiele fanek, kolejna mroczna rola podobnie jak w Rewersie, ale dla fanek nie musi grać amanta;)
          • 13.01.12, 19:23
            Mroczna rola-mroczny amant. ;) Polecam w tej kategorii Tadeusza z "Rózy": nie dosc, ze mroczny to i z kałachem.;)
            • 13.01.12, 20:27
              faszyna napisała:

              > Mroczna rola-mroczny amant. ;) Polecam w tej kategorii Tadeusza z "Rózy": nie d
              > osc, ze mroczny to i z kałachem.;)

              W "Obławie" też będzie strzelał, ale racze z krótkiej lufy;) Niestety na premierę trzeba poczekać do września. A tak na marginesie to pomyślałm sobie, że filmowcy od tegorocznych jesiennych premier i filmów prezentowanych na festiwalu w Gdyni razem z "Wałęsą" (tak chyba będzie też z "Obławą") mają pecha, bo wszystkie filmy będą na bank zdominowane przez "Wałęsę", mam tylko nadzieję, że Wajda, dając szansę wielu ludziom filmu, zaprezentuje swój film w Gdyni poza konkursem, ale nie wiem czy w zasadzie pod koniec swojej reżyserskiej kariery będzie aż tak wspaniałomyślny;)
              • 13.01.12, 22:41
                Wałesa i tegoroczna Gdynia to raczej wykluczone. Mowa o ewentualnej premierze jesienią, a pomijając kwestie, kiedy w ogóle skoncza się zdjęcia, mysle, że w planach bedzie raczej jakis ważny europejski festiwal, na który przyjmuja wyłacznie premierowe filmy.
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.01.12, 22:47
      ... przyczepila sie do mnie ta piosenka jakis czas temu, ale dopiero dzisiaj zobaczylem do tego teledysk, a tam ...
      www.youtube.com/watch?v=0r0MyepfbTQ&feature=related
      Tu juz jest bardzo odlegle od watku, ale co mi tam ... wkrecajace.
      • 13.01.12, 22:55
        Twoje obejrze jutro, ale na szybko, to znasz?
        www.youtube.com/watch?v=Mq0HUJFrdzs
        Kasia Klich z "dyzurnym chlopakiem", jak się okreslił sam zainteresowany. Lubie ten dysk, jest OK.
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.01.12, 23:39
      Z racji tego ze sobota telewizyjnia calkowicie powtorkowa, no moze oprocz jednego filmu z Pete'm Postlethwaite ... ale mimo, iz lubie i jego i Imelde Staunton, to skonczylem na kanapie z disneyowskimi "Zaplątanymi". A tam ... a tam Julia Kamińska. Matko i córko, ale ten dubbing był doskonale zrobiony, po prostu miód w uszy (troche dziwnie to zabrzmialo ;-) I jeszcze Stenka ze Stuhrem. Kawał kapitalnej roboty ... do wyśmienitego filmu. Uffff. Julią głosowo jestem zachwycony (i to mimo, iż w piosenkach zamieniła inne fachmanka, ale piosenki w tym filmie to osobny majstersztyk).
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.01.12, 12:17
      ... godzina cokolwiek dziwna, bo niedziela o 13:10, ale film z cyklu "30 minut", na dodatek mocno nagradzane. Popatrzec trzeba ...
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.01.12, 17:17
      Obejrzalem sobie wlasnie NDINZ ... dlaczego w takim razie tu sie dopisuje? A bo glownie chodzi o Zebrowskiego i jego transfer do tego serialu. Jest to troche zaskakujace, ale przyznam, ze zdynamizowal odcinek po prostu wzorcowo ;-) Gdzies tam go porownuja do House'a, ale to nie to ... postac grana przez Zebrowskiego jest podskórnie oślizła i niesympatyczna, ale poprzez tempo grania i jednak (Boze, co ja pisze) pewien przerysowany wdziek, całkiem ciekawa ;-) To wygladalo tak, jakby "wejscie" Zebrowskiego do szpitala w LG specjalnie zostalo podkrecone, bo tempo odcinka (jak na ten serial) bylo zawrotne. Nie wiem czy mi sie to podoba w kategoriach czysto fabularnych (duzo zbiegow okolicznosci), ale bardzo podoba mi sie turbo-dopalanie jakie zaserwowano tej, jak nie patrzec, dosc wiekowej produkcji TVP.
      • 15.01.12, 17:48
        A ja własnie lukam na Mateusza, w którym pojawia sie Kumorek i Socha. Takie "serialowe w serialu". ;) Zebrowski strasznie kostyczny na oko, ale czy dobry czy zły, nie wiem, bo obejrzałam raptem kilka chwil NDiNZ. A te "30 minut", no nie wiem... Pierwsze 11 minut spedziłam na telefonicznej rozmowie tylko zpodgl ądem na tv, a finezji konca nie pojęłam, podobnie jak tego deszczu nagród. No ale "milionowy ksiegowy" Czeczot mi sie spodobał.
        • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.01.12, 18:02
          No fabularnie to te "30 minut" to byl taki odcinek troche lepszej "Glebokiej wody" ;-) Caly czas czekalem ze cos mnie zaskoczy, cos inaczej niz standardowo ... no i mnie zaskoczylo, ze bylo az standardowo, wiec w sumie ;-))))) No ale biorac pod uwage, ze to wlasciwie takie debiut pana Konopki, to od strony "roboty filmowej" bylo niezle (chociaz mam pewien problem z tymi nagrodami za scenariusz, bo ten akurat byl poprawny ale nieporywajacy). Niemniej zrobione zawodowo, aktorsko tez porzadnie. A Czeczot ... on zawsze lubil (i wciaz lubi) sobie pogrywac w mniej komercyjnych rzeczach.
          • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 15.01.12, 19:49
            Widzę, że przegapiłam coś ciekawego:) No ale godzina 13.10 w niedzielę to raczej nie pora na siedzenie przed telewizorem, przynajmniej dla mnie. Ale na pocieszenie mam "Blask ognia" o 21.20. Może to film nie najwyższych lotów, ale myślę, że warto zobaczyc, chocby dla Sophie Marceau. Ale ja właściwie nie o tym. Piszesz Matt, że głos JK w "Zaplątanych" wręcz Cię oczarował. Nie ukrywam, że mnie też. To naprawdę był majstersztyk dubbingu:) Wypożyczyłam ten film jakiś miesiąc temu, kiedy musiałam zając czymś będącą pod moją opieką bratanicę i sama wpadłam po uszy. Polecam, zwłaszcza tym, którzy nie mogą się do Kamińskiej przekonac. W "Zaplątanych" jest świetna, chociaż operuje tylko głosem. Ale w końcu głos to przecież połowa sukcesu aktora, niekoniecznie zawodowego...
            • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.01.12, 20:14
              Ten film o 13:10 to nalezalo bardziej ogladac jako pewien wstep do tego co p. Konopka zrobi pozniej, a ze zrobil ostatnio "Lek wysokosci", z bardzo zacną obsadą to i zobaczyc debiut warto bylo.
              Tak JK w "Zaplatanych" zrobila rzecz bardzo smaczną. Pewnie spora w tym zasluga rezysera dubbingu, ale Julia zniuansowala glosem bardzo rozne stany (moze przesadze, ale lepiej byla zgrana ze swoja postacia niz kolega Stuhr ;-). Fajne bylo to, ze mimo ingerencji w wysokosc tonu glosu, Julia zachowala swoje "charakterystycznosci" glosowe, ktore jak sie okazalo sa bardzo mile dla ucha (a momentami uroczo slodkie). Brzmialo to ekstra. A wlasnie, widzialem reklame z MZT ... no ta pani glosem pracowac nie potrafi.
      • Gość: Aga IP: *.dynamic.chello.pl 15.01.12, 21:28
        Mam podobne odczucia (jak zwykle). NDiNZ od dość dawna próbuje się zreanimować, dziś mu się naprawdę zacnie to udało. Żebrowski... Nie pałam do niego szczególną sympatią, jego transfer do serialu trochę mnie zszokował - byłam ciekawa, co z tego wyniknie. Na razie mi się podoba. Jest inny, osobny, interesujący. Kupuję to.
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.01.12, 20:46
      A tak jakoś przez przypadek znalazłem, że Laura Samojłowicz jest w zespole aktorskim lublinskiego Teatru Osterwy. Czyli transfer serial-teatr ... co to kiedys identyfikowalismy tego typu ruchy ;-) Ale dobrze, zawsze to szansa na wypracowanie warsztatu.
      • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 16.01.12, 10:13
        Z tym transferem serial - teatr bywa różnie. P. Małaszyński ściągnął do teatru Kwadrat swoją koleżankę z planu, właśnie MŻT, do sztuki "Kiedy Harry...". Ja nie byłam na tym spektaklu, więc oprę się na opinii znajomych, którzy to widzieli i mając w pamięci, co tu ukrywac, dobry film, wyszli z teatru rozczarowani. Marta grała sztucznie, mało profesjonalnie, na pierwszy rzut oka było widac, że teatr Jej nie służy. Może zjadła Ją trema, tym bardziej, że to było drugie czy trzecie przedstawienie po premierze, ale czy taki eksperyment rzeczywiście posłuży wypracowaniu warsztatu w Jej przypadku?
        W teatrze nie ma poleceń typu 'cięcie', 'dubel' i tak dalej, nie ma odpowiedniego ustawienia kamery, świateł i tym podobnych, jest żywa sztuka, aktorzy często eksperymentują bo wymaga tego sytuacja na scenie i samo wykucie roli na pamięc nie wystarcza...
        Ja oczywiście nie mówię NIE takiemu transferowi, właściwie to "jestem za, a nawet przeciw":)))), ale... no właśnie, zawsze jest jakieś ale...
    • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.01.12, 00:27
      Obejrzalem wlasnie bardzo ciekawy film, ktory zapodala TVP2, czyli "Jak sie robie telewizje" z Duchovnym i Weaver. Lekkie, z satyrycznym zacieciem, ale jednak tez i powazne, bo pokazujace jak telewizja kretynieje. Rzecz dotyczyla krecenia seriali, a dokladniej pilota nowego serialu i tego na jakie kompromisu musial isc scenarzysta. Przedstawiono to oczywiscie w modelu amerykanskim, gdzie scenarzysta/kreator ma go powiedzenia najwiecej ... no oprocz producenta. Cala reszta, w tym rezyser to po prostu wynajeci rzemieslnicy.
      Tak sobie na to patrzylem i zastanawialem sie, czy w Polsce tez juz to powoli tak wyglada, czy tez nasze "slabe" scenariusze sa po prostu slabe i na razie jeszcze nikt ich nie psuje ... bo nie ma za bardzo czego psuc ;-) Co do doboru obsady to mozna smialo zalozyc, ze jest bardzo podobnie, a moze nawet i gorzej.
      Ciekawe tez bylo to, ze glowna role gral Duchovny, na chwile przed "Californication" i juz tu bylo widac, ze takie klimaty mu sie podobaja ... zlamac/przelamac/wpuscic troche powietrza.
      • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 17.01.12, 10:28
        Henryk Martenka w swoim cyklu "Z życia sfer polskich" w Angorze nr 2 pisze: "Śmierc w życiu jest aktem nieodwracalnym, zaś w serialu nieodwracalna bywa. Gdyby to zależało od telewidza, to bohater, który zszedł w 3245 odcinku jakiejś szmiry, po siedmiuset kolejnych mógłby ukazac się na nowo, czego nikt nie oprotestowałby, bo kto pamiętałby tę postac? Trochę trudniej jest w przypadku bohaterów dobrych i lubianych, którzy sami już mają po dziurki w nosie mydlanej chałtury. W programie II TVP dba o to matka scenarzystów Ilona Łebkowska, dzięki której jedni bohaterowie żyją długo i zdrowo, a inni znikają w stylu fatalnym, o którym sami chcieliby zapomniec, ale się nie da".
        "Cała Polska turlała się ze śmiechu, gdy heroina Mostowiakowa odchodziła do krainy wiecznych łowów po kartonowej katastrofie".
        "Łebkowska łacno może się zrehabilitowac, w godniejszym stylu odsyłając w zaświaty Ryśka Lubicza". "To zależy, czy Ryśka lubi".
        "Gdyby dziś miał ktoś napisac "Ars moriendi" naszych czasów, musiałby odnieśc się do telewizyjnej mitologii. Bo kto pamięta zgon Prometeusza, gdy każdy pamięta zgon Hanki od Mostowiaków".

        Bez komentarza...:)))
        • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.01.12, 11:04
          Jednak, co by nie mowic p. Lepkowska robi swoje dokladnie tak, jak pokazano we wspomnianym filmie. Pelni funkcje producenta kreatywnego i juz. Podobnie robi M. Kwiecinski, no tylko w lepszym stylu i z lepszym smakiem. Sama funkcja jaka pelni p. Lepkowska jest ok, zawsze uwazalem ze taki model produkcji sie sprawdza (ba, wrecz kwitnie patrzac za ocean). Problemem jest tylko to, ze akurat robi to w taki "polski" sposob i nie ma ochoty, a moze i predyspozycji, do tego aby proponowac rzeczy orginalne i choc troche wykraczajace poza "format". No ale z drugiej strony, p. Lepkowska nie produkuje dla HBO czy Showtime'a, tylko dla TVP2, ktore nie przelyka zbyt dobrze produkcji zbyt odstajacych od standardowych wyobrazen. Pytanie tylko kogo wyobrazen. Ja zwykle zakladam, ze kazde dzialanie, nawet na pozor nieracjonalne, poparte jest jakims rozpoznanie, analiza i refleksja. Ze skoro ktos o tej 20 puszcza "historie rodzinne ze zdrada w tle i rozmowami przy stole", to znaczy ze jest to oczekiwane. A ze ja nie oczekuje ... no coz, dopoki jeszcze proponuja tez cos i dla mnie, to nie bardzo moge narzekac.
          No i jeszcze jedna kwestia, produkcje p. Lepkowskiej to jednak "dlugodystansowce" blizsze telenoweli niz serialom. Jest zbudowany pewien swiat, rzadza nim pewne prawa (podobne do rzeczywistych), ale z postaciami bywa roznie. Jedna trwaja, inne odpadaja. Czy smierc Hanki to przyklad "polskiego" rzemiosla telewizyjnego czy tez rodzaj zemsty producenta? Bo jesli rodzaj zemsty to jest to majstersztyk ;-) Skutecznie osmieszyc postac wręcz ikoniczna, tak aby nie mozna sie bylo do niej w zaden sposob odwolac, nie przypominajac sobie sposobu jej odejscia. Kilkanascie lat ekranowego żywota Hanki zniknęło rozbite w pył, przy pomocy niewinnych kartonów. ;-)
          • 17.01.12, 12:25
            No tak, fakt, tvp nie znosi oryginalnosci. I jest do bólu tradycyjna. Oczywiscie mówię o serialach. Po latach niepatrzenia obejrzałam NDiNZ i az mną wstrzasnąl ten staromodny styl, jakże rózny od tego choćby, wg jakiego kreci sie Dr House'a. Ale niechęc do oryginalnosci to nie jest domena wyłącznie tv. Ostatnio zmierzyłam sie z sekatorem osoby dopuszczajacej pewien mój tekst do publikacji w pewnej gazecie.Wszystkie bon moty, które ostatnio gęsto wsadzam w swoje pisarskie elaboraty i typowe dla mojego języka, wyćwiczonego chocby na tym forum, zostały wyciete w pień. A to, co pozostało, stało się tak samo smaczne jak dzika kaczka po trzech dniach pieczenia w brytfannie (niestety wiem dobrze, jak to (abs)smakuje). Podobnie te nasze seriale, z kartonami zabijającymi ulubioną bohaterkę....
            • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.01.12, 12:44
              No trudno sobie wyobrazic, aby w NDINZ zrobiono numer "z drobiem", czyli zawody takie jak pomiedzy House'm a Willsonem w jednym z ostatnich odcinkow. Albo strzelanie ziemniakmi (ta seria House'a obfituje w tego typu wątki i też nie do końca jest to takie super, bo zwyczajnie za dużo, no ale jako przyprawa do dania głównego pasuje idealnie, jak we wcześniejszych seriach miłość do monster trucków).
              Problem w tym, ze w polskich serialach postaci nie maja za bardzo drugiego zycia, czegos obok. Międlą te wątki zawodowe albo rodzinne i za cholere nie wiadomo co ich kręci, a co podnieca. Nawet sportem jak sie zajmuja to w słusznej sprawie, jakis maratonik-triathlonik w sprawie serca niedziałającego. Nie ma maniaków, nie ma hobbystów, nie ma miłośników. Jak już coś się pojawi, to w siermiężnej postaci kanonu zachowań postaci określonego typu, np. zbuntowany młodzieniec grający na gitarze, emeryt rozkochany w ogródku.
              • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 17.01.12, 13:41
                Przed chwilą usłyszałam w radiu, że zakończono już zdjęcia do nowej wersji Klossa. Premiera 12 marca. Z krótkiej zapowiedzi reżysera wynika też, że zapowiada się następny hit, jakiego jeszcze w Polsce nie było.... Tylko dlaczego mam wrażenie, że już to słyszałam:
                "Efekty specjalne na najwyższym poziomie, szczegółowo dopracowany, koronkowy scenariusz, wyśmienita obsada, film będzie trzymał w napięciu od pierwszych do ostatnich sekund, reszta to wielka tajemnica, gdyż widz nie może znac treści ani zakończenia filmu, bo to będzie wielkie zaskoczenie..."
                Może pora umierac:)))))))

                To jeszcze krótki cytat z 'baaardzo' krótkiej recenzji filmu "80 milionów":
                "Jaki by nie był, ma jedną niepodważalną zaletę: zero Kota, Szyca, Karolaka, Adamczyka..."
                • Gość: matt_banco IP: *.zif.ue.wroc.pl 17.01.12, 14:16
                  A ja przekornie powiem tak ... wiecej Kota (tego z "Erratum" czy "Skazanego na bluesa"), wiecej Szyca (tego z "Kreta" czy z "Symetrii"), wiecej Adamczyka (tego z "Czasu honoru", ale też i z "Przepisu na życie") i tylko z Karolakiem jest troche wiekszy problem, ale ogolnie tez wiecej, tylko nie w wersji "przaśna komedia polska". Cala czworka to wyrazisci aktorzy, w stosownych warunkach dodajacy do rzemiosla cos jeszcze ... czasami tylko wdziek, czasami emocje.
                  A nowa "Stawka" ... niech bedzie jak najlepsza, bo to ostatnia szansa Vegi i on o tym bardzo dobrze wie. Wie, ze po nastepnej wpadce przestanie byc TYM Vegą, co zrobił kiedyś wybitny serial. I zostanie "adkiem drabińskim" ...
                • 17.01.12, 14:29
                  Jakis dziwny ten rezyser jak na nasze warunki:
                  Radziwiłłowicz i Janda; Kolberger i Wencel; Frycz i Janda; Pazura i Pilaszewska; Mackowiak i Piróg; Zurek i Chodczenkowa: Solarz i Czeczot. To głowni aktorzy grający w kolejnych filmach tego "dziwaka" Krzystka. Czemu dziwaka? A no bo, jak cytuje Glafira, "zero Kota, Szyca, Karolaka, Adamczyka..." I podziwu godna konsekwencja lub nawet hobby, aby nowy film oznaczał także nowe twarze na ekranie. I to czasem całkiem nieoczywiste twarze jak chocby ten ostatni zestaw z 80 milionów.
                  PS. oczywiscie "nowe twarze" to pojecie umowne, ale że nie ma tu mowy o rezyserskiej stajni, to widac.

                  • Gość: matt_banco IP: *.zif.ue.wroc.pl 17.01.12, 14:44
                    No i jeszcze wzial pod opieke artystyczna autorskie przedsiewziecie rodziny Bluszczow, czyli "Być jak Kazimierz Deyna".
                • 17.01.12, 17:14
                  Gość portalu: glafira napisał(a):

                  > "Efekty specjalne na najwyższym poziomie, szczegółowo dopracowany, koronkowy sc
                  > enariusz, wyśmienita obsada, film będzie trzymał w napięciu od pierwszych do os
                  > tatnich sekund, reszta to wielka tajemnica, gdyż widz nie może znac treści ani
                  > zakończenia filmu, bo to będzie wielkie zaskoczenie..."

                  Wiadomo coś o tytule?
                  • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.01.12, 17:23
                    No tytul to HANS KLOSS - STAWKA WIĘKSZA NIŻ ŚMIERĆ, przynajmniej tak podaje nasza ulubiona baza polskich filmow. O samej produkcji juz w tym watku sie ona ma moment pojawila (pod koniec pierwszej setki).
                    • 17.01.12, 21:11
                      Dziwny ten watek o "Julii", taki mało inspirujacy... No wiec ja w tym serialowym uniwersalnym wątku wpiszę moją refleksje, czemu "Julia" mnie nie wciaga. Otóz tvn ma ostatnio problem z wykreowaniem nowego amanta. Udało sie kiedys z Małaszynskim i to był taki strzał w dziesiątke, ze nawet dzisiaj na onecie pojawiła sie galeryjka zdjęc pt. słynny polski przystojniak z żoną, a przeciez od premiery Magdy M. upłyneło, bagatela, jakies 7 lat. Udało sie takze z Bobkiem: zamienili faceta z niewyrazistego młodzienca w wartego grzechu prezesa (czego ten garnitur nie robi z faceta, to juz było widac po Pretty woman i "stworzeniu" Gere'a).
                      Ale niestety później ani rusz. Ciachorowski z "Majki", delikatnie mówiąc, nic specjalnego i teraz chyba szykuje się nam powtórka z rozrywki. Bo kto niby ma byc kołem zamachowym romasowego wątku w "Julii"? Nie Lewandowski przeciez, ani "przechodzony" Wieczorek. Czyzby ławka kandydatów na dyżurnego amanta TVN okazała się krótsza niz ławka rezerwowych naszej druzyny na euro? ;)
                      • 17.01.12, 22:22
                        faszyna napisała:

                        > Bo kto niby ma byc
                        > kołem zamachowym romasowego wątku w "Julii"? Nie Lewandowski przeciez, ani "
                        > "przechodzony" Wieczorek.

                        Patrząc na Lewandowskiego nie mogę się uwolnić od wrażenia, że zaraz zacznie mówić skecz o chińskiej zupie kabaretu Ani Mru Mru, więc gdzie mu do amanta:)
                        "Król polskich seriali" czyli pan Wieczorek zapewnił sobie płynność finansową na jakiś czas, ale tym samym stracił urok tajemniczości, a wiadomo, że w amancie musi być jakaś tajemnica.
                        Przed widzami jeszcze prawie 200 odcinków, wierzyć mi się nie chce, że wypełni je głównie ten mdły do bólu trójkąt.





























                        • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.01.12, 22:57
                          Chyba w niedziele widzialem przez przypadek ten skecz w TV ... po raz 241 ... i cholera, jak nie przepadam za AMM to ten skecz jest doskonaly, a oba Wójciki maja więcej z amantów niż rzeczony Lewandowski. Zreszta jako wielki milosnik "Spadkobiercow" uwazam, ze aktorsko (oczywiscie w ramach ograniczonej konwencji) chlopaki i kobiety kabaretowe potrafia byc bardziej sprawne niz kwiat tvn-owych seriali.
                      • Gość: matt_banco IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.01.12, 22:48
                        Obejrzalem w celach dyskusyjnych 13 odcinek ... uhmmm ... uhmmm ... Drogie Kolezanki, o czym to do diaska jest? Fabula zostala mi streszczona, wiec orientowalem sie kto jest kim i tak dalej, ale w tym odcinku nie bylo niczego, ale to niczego godnego uwagi, poza ... doleczkami w policzkach glownej bohaterki i Obuchowicza, ktory wprowadza troche tempa do tego teatrzyku. Wielka impreza miala byc, a tu pare osob, troche swieczek i ... wielki sukces.
                        No ale do amantow, do amantow przechodzac ... to znaczy sie do kogo? Do "krola seriali"? Nigdy nie bylem fanem pana Wieczorka, ale mam wrazenie ze on ma jednak bardzo ograniczone mozliwosci ekspresji i w zasadzie nie jest to jego wina ... taka twarz ;-) No i naprawde trudno powiedziec czym sie ta jego postac rozni od tej granej w MJM. Ten drugi, taki bardziej misiowaty to człek o aparycji "brata-łaty" i tyle. Potencjalu romantycznego wielkiego nie ma. Tez nie wiem jak to sie ma ciagnac dalej, jesli najciekawszy facet, czyli mechanik sluzy glownie do bicia, a i tez kolo amanta nawet nie stal.
                        No i jest jeszcze MZT ... jest, to chyba dobre slowo, bo trudno te proby bycia szwarcharakterem uznac ze udane proby budowania postaci. I pomyslec, ze ona mi sie nawet podobala w "Twarzą w twarz". Ba, podoboac to ciezko zeby sie nie podobala, ale nic wiecej.
                        Generalnie straszliwie to wszystko wątłe jest, nie ma fabuly, nie ma tkanki, nie ma relacji, no i nie ma humoru. Zeby przez caly odcinek nie bylo niczego zabawnego. Moze czegos nie zauwazylem, ale nie wiem ktora z postaci mialaby robic za standardowego "komedianta".
                        Nie planuje obejrzenia jeszcze jednego odcinka, nawet w celach dyskusyjnych ;-)))
                        • 18.01.12, 09:18
                          No wiec, skoro pełna zgoda co do "niedyskusyjnosci" Julii, to ja z refleksją po wczorajszych Paszportach Polityki. Pierwsza jest taka, ze źle to świadczy o panstwie polskim, ze naciekawsze zdarzenia artystyczne wiążą sie z osobami urodzonymi albo mieszkającymi za granicą. Ci od A do Z krajowi twórcy nie maja takiej swobody/takich mozliwosci?
                          A to chyba nawet dośc prawdopodobny wniosek: trudno byc prorokiem w polskim kraju.
                          Druga refleksja posrednio wiąże się z ważnoscią gości honorowych gali. Paszporty przybieraja na znaczeniu, a nasza "serialowa" nagroda, czyli Telekamery z powodu polskiego piekiełka/polskiej małosci podupadła. Najpierw spadły z piedestału do internetu, a teraz zamiast gali w tv ma byc bodaj tylko gazetowy anons o wynikach. Szkoda, że srodowisko sobie odpusciło....
                          • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 18.01.12, 10:27
                            A ja wpadłam na to forum, poczytałam komentarze, wpadłam na tvn player, obejrzałam jeden odcinek Julii, idąc za ciosem włączyłam jeden odcinek PwS i po głębszej analizie stwierdziłam, że to co przed chwilą zobaczyłam nie nadaje się do żadnych celów, a cel 'badawczo - dyskusyjny' postanawiam sobie zostawic na lepsze telewizyjne czasy. Może gdy poznikają te nie mające oglądalności twory serialopodobne, pojawi się w końcu coś dobrego:))) Jedynie Kulesza w PwS zdołała coś we mnie poruszyc i mogłabym ostatecznie podyskutowac na temat Jej roli, ale całokształt serialu łącznie z rolą z FB niestety nie nastraja do rozmów. Byc może trzeba zobaczyc około 50 odcinków, aby wyrobic sobie własne zdanie, ale ja na to ochoty nie mam, sorry:)))
                            Dlatego wrócę do wczorajszego wątku. Matt, do Twojej przekornej wypowiedzi dodam: więcej Szyca (z "Vinci" i z "Oficerów"). Co do reszty to się zgadzam absolutnie. Kot w "Skazanym na bluesa" i Adamczyk w "Czasie honoru". A co ciekawe, nikt nie wspomina Adamczyka z ról Papieża i Chopina. No to chyba Mu się udało zerwac z tym tak nie lubianym przez aktorów wizerunkiem 'jednej roli', chociaż ja tak naprawdę nigdy nie mogłam zrozumiec, dlaczego aktorzy aż tak bardzo walczą o to, aby nie kojarzono ich tylko z jednym bohaterem? A co w tym złego? Mikulski zawsze pozostanie Klossem, Gajos Jankiem, Perepeczko Janosikiem, Małaszyński Piotrem Korzeckim, Bobek Markiem Dobrzańskim czy Colin Panem/Markiem Darcy'm... Dzięki tym/takim rolom wyżej wymienieni panowie osiągnęli coś, o co dobija się gro aktorów na całym świecie, czyli sukces i sympatię widzów, a ja chętnie pójdę na film, w którym mam okazję pooglądac na przykład Piotra z "Magdy M" w innym wydaniu. Byle to nie było "Ciacho", czyli cytując Patryka: 'najlepsza polska komedia wszechczasów, lepsza od "Seksmisji"'... ... ...
                            • 18.01.12, 11:15
                              Glafiro, 133 na 325, to jest liczba słow, które poświęciłaś do opisu tego, "co przed chwilą zobaczyłam nie nadaje się do żadnych celów, a cel 'badawczo - dyskusyjny' postanawiam sobie zostawic na lepsze telewizyjne czasy". Juz sie boje, ile bedzie słow w słowach, gdy obejrzysz cos wartego celu badawczo-naukowego. ;)))))
                              A poważniej, nawet największy badziew nadaje sie do dyskusji i to własnie dlatego, ze jest ekstremalnym zjawiskiem w swoim badziewiowatym rodzaju."Dobrze czy źle, byle o nas mówili"-to jest ta reguła wlasnie. Choc oczywiscie wole dyskutowac o ekstremach pozytywnych, a nie negatywnych, tyle że czasem o pozytywnych nie da sie duzo powiedziec (w koncu nieprzypadkiem role czarnych charakterów dają wieksze sznase aktorom niz role świetych).
                              Co do Adamczyka, dla mnie nie jest ani papieżem, ani Chopinem, ale głownie dlatego, ze obu tych filmów nie obejrzałam w całosci, lecz po czasie w kawałkach i w tv. Wiec PA jest dla mnie głownie gestapowcem i Żabcią. A w tych rolach jest świetny.
                              • Gość: glafira IP: *.gl.digi.pl 18.01.12, 12:20
                                Ok! faszyno, pogadajmy o tym co nam sercu bliskie:), czyli: nieważne, że mówią źle, byle mówili, czyli...o roli FB w serialach:))))))
                                A dla mnie takim celem badawczo - dyskusyjnym wartym byc może i miliona słów może byc na przykład "Brzydula". Już kiedyś tu chyba pisałam, że ten serial mnie wciągnął, był zrobiony dobrze, a i aktorsko wystawiam mu same pozytywy ( o innych (większości) serialach niestety nie podyskutujemy z racji tego, że ja seriali z reguły nie oglądam, a o tych co widziałam w całości i mogę wystawic jakiś tam pozytyw, mimo wszystko nie mam najlepszego zdania, no może oprócz Magdy M, Oficerów, "Czterdziestolatka":))), "Dumy i uprzedzenia":))), "Stawki większej niż życie":))), "Wojny domowej":))) ).
                                Co ty na to???
                                Tak a propos Brzyduli, to też czytałam dużo niepochlebnych opinii, na przykład te, że propaguje 'czynniki antyspołeczne'. Hmm... ciekawe, w moim rozumieniu chodzi chyba o to, iż popiera miłośc (niemoralną?), czyli taką, która przedkłada porywy serca nad zdradę??? Dla mnie to samo życie, ale za takim tematem do dyskusji jestem jak najbardziej za... Zatem otwieram nowy wątek: 'Niemoralna propozycja Marka Dobrzańskiego..."
                                W końcu mamy karnawał, pobawmy się trochę...:)
                                • 18.01.12, 20:52
                                  OK, chwytam temat.;)))
                                  Czy to mozna jednak nazwac niemoralną propozycją Marka? Zgoda, to były porywy serca, ale pytanie: czyje? Bo chyba najbardziej widzów. Którzy się dali kupić i kibicowali czemus, czemu by w realu nigdy nie nieprzyklasneli. To jest własnie magia kina, wmówić widzom, ze stroną, którą nalezy poprzeć, jest bawidamek, notorycznie zdradzajacy narzeczoną i cynicznie uwodzacy brzydką sekretarkę. I nawet w najbardziej dramtycznym momencie, gdy Brzydula dowiaduje się, jakim ziólkiem jest wybranek jej serca, widzowie dalej kibicuja tej miłości... A gdzie zdrowy rozsądek widzów? Gdzie poczucie moralnosci i solidarnośc ze zdradzoną narzeczoną? No własnie, wyparowały na widok maslanych oczy amanta. ;)))
                                  NoCzyz nie tak dokładnie, jak było u Rodowicz?
                                  "Tylko że on tak w oczy im patrzył,że robiło się jakoś inaczej, i te słowa, co miały coś znaczyć,
                                  to nagle znaczyły nie to. Mówiły mu, że łotr,mówiły mu, że drań /.../"
                                  • Gość: martyna IP: *.acn.waw.pl 18.01.12, 22:17
                                    Widzisz, ja kibicowałam, bo nigdy nie widziałam cynicznego uwodzenia brzydkiej sekretarki. Widziałam natomiast oszukiwanie samego siebie, okresowe głupie bufonady (w rozmowach z tzw. przyjacielem) i całą serię głupot. To mi w ogóle umożliwiało kibicowanie tej całej sytuacji.
                                    A narzeczona sobie sama trochę zasłużyła (że nie kopnęła go w tyłek wcześniej) ;)
                                    Czuję się więc moralnie w porządku ;)
                                    • 18.01.12, 22:48
                                      Fakt, narzeczonej sie nalezało, ale tylko za głupote. ;))
                                      A oszukiwanie samego siebie źle sie dla bohatera skonczyło. Swoją drogą, na szybko próbuję sobie przypomniec jakis film, w ktorym był tez tak przewrotnie układała się historia w mysl porzekadła: ...żeby dwoje chciało na raz, i nic mi nie przychodzi do głowy.
                                      A co do moralnosci widza, kto sie nad takową zastanawia, gdy kibicuje szlachetnym złodziejom, nawróconym mordercom etc etc. ? No chyba nikt... Przy okazji, przypomniał mi sie film/serial ogladany bardzo dawno temu, w którym tak sie zadziało, ze zołnierz (rzymski?) zgwałcił dziewczyne z podbitego (?) narodu, a potem z tego gwałtu zrodziła sie wielka miłośc... Co to było? Wie ktos moze?
                                      Wracając do meritum, rzeczywiscie w Brzyduli rozwój wątku miłosci Marka do Uli został pokazany bardzo ciekawie i troszke wbrew schematom. I dzieki temu serial był tak interesujacy jak na taki format.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.