Dodaj do ulubionych

Święta idą...

12.12.06, 14:23
Będzie cudnie. Mamusia jużod miesiąca dzwoni wydając dyspozycje. Znaczy że
mamy przyjechać. Mamy też opróżnić zamrażalnik, żeby się zmieściło to, co
przywieziemy. Już tak 20 lat jeżdżę i wożę.
Święta spędza się przy ŁAWIE - bo czasy stołu odeszły w mrok dziejów w latach
70-tych. Zgięci w pół, ściśnięci. Przed nami telewizor. Wstawajcie, bo trzeba
jeść śniadanie, bo kiedy będzie obiad. Na śniadanie, obiad i kolację to samo
odkąd pamiętam. Tradycja taka. Bigos, kurczak faszerowany. Zjedz jeszcze
kawałek sernika. Obiad musi być wcześniej, bo ciocia przyjdzie. Omówią, jak
się sernik udał każdej.
CO ROBIĆ?
Edytor zaawansowany
  • 12.12.06, 14:35
    Podam adres.wyslij nadwyzki.
  • 12.12.06, 14:50
    Jasne. Aczkolwiek te nadwyżki to ja se muszę przytachać w torbach pociągiem.
    Nie wspominając o tym, że nikt za tym jedzeniem nie przepada. Jakoś inaczej się
    nauczyliśmy jadać :)
    Wiozłaś kiedyś siaty ze słoikami z rosołem i zupą pomidorową, bajdełej?
  • 12.12.06, 14:38
    Nie wiem. Ja wciąż mieszkam z rodzicami i u mnie wygląda to jeszcze ciekawiej.
    Przed kolajcją:No już? Weźcie się streszczajcie! Czy my kiedyś zaczniemy o
    normalnej godzinie wigilię?
    Poetem modlitwa (na głos przez ojac mówiona z prędkością tylko nieznacznie
    mniejsza od karabinu maszynowego) i życzenia: zdrowia, szczęścia i żebyś
    zmieniła w końcu stan cywilny. - Ale ja sobie nie życze zmieniać stanu
    cywilnego. - Ale ja ci życzę.
    I rozmowy przy stole: Gdize jest ten pilot? Czy to musi być tak głośno? Czy w
    tej telewizji już nic lepszego nie dają?
    Chyba się ewakuuję na święta. Ale jeśli nawet to tak późno, żeby jeszcze w domu
    zrobić tyle, ile zdążę, żeby mi nikt nie mówił, że uciekam z domu, bo mi się
    robić nie chce.
    --
    www.horror.com.pl/
  • 12.12.06, 14:48
    Cytuję Mamusię: "życzę Ci, żebyś się nawróciła i dziecko dobrze wychowała".
  • 12.12.06, 14:42
    Oj przydało by Ci się nieco asertywności :)Powiedz raz NIE przyjeżdżamy, chcemy święta spędzić w domu. Jeśli się obrazi to Jej problem. Albo zaproś mamusię do siebie. Może przyjedzie. W imię czego męczysz się 20 lat? Pomyśl o sobie.
    No, odwagi Ci życzę i zdecydowania. I Wesołych Świąt u siebie ;)




    --
    "byle do wiosny"
  • 12.12.06, 14:45
    ho ho ho. I tu się, kochana, mylisz. Raz zaprosiłam. Przygotowałam się. Wigilia
    miała być TRADYCYJNA znaczy postna, ale trochę inne potrawy. Mamusia przywiozła
    wszystko. Gotowy farsz do pierogów z kapustą, opanierowane już dzwonka karpia
    et caetera. Było tak jak w domu (tyle że przy stole). No WŁĄCZCIE NO TELEWIZOR,
    BO CIEKAWY PROGRAM BĘDZIE.
  • 12.12.06, 14:47
    Powiedz NIE? Ha ha ha. TO JUŻ OSTATNIE MOJE ŚWIĘTA, mówi w takich wypadkach,
    jak wyczuje pismo nosem. A w ogóle ma niedobrą córkę.
  • 12.12.06, 14:57
    Fajnie Cię zawzorcowała "a wogóle ma niedobrą córkę". Nio mnie się wydaje, że za dobrą :)

    --
    "byle do wiosny"
  • 12.12.06, 15:01
    Nie. Córka niedobra nie chodzi do kościoła, swoje dziecko wychowuje bezbożnie
    (czyt. nie zmusza do chodzenia do kościoła), co najgorsze - nie chce się
    zwierzać Mamusi. Nie tęskni za domem, bo nie chce przyjeżdżać (no, ja myślę,
    rozwala mnie pobyt tam). I w ogóle nie pogadasz z taką córką niedobrą.
  • 12.12.06, 15:11
    Skoro Mamusia uważa Cię za wyrodną niedobrą córkę
    to żebyś na głowie stanęła niczego nie zmienisz.
    Masz męża i dziecko - oni są najważniejsi a do fanaberii Mamusi zacznij podchodzić z dystansem.

    --
    "byle do wiosny"
  • 12.12.06, 14:56
    Matkojedyna, o matkojedyna !... 20 LAT ?powiedz,że żartujesz.
    Toż to najwyższy czas powiedzieć głośne, stanowcze, chłodne, grzeczne i stalowe
    NIE.
    Jestem cierpliwa raczej, ale nie dałabym rady tyle zrobić dla tzw.swiętego
    spokoju. Nie znoszę konwenansów, w które ktoś mnie wpycha z gracją hipopotama.
    W sztuczności wszelkiej kołowacieję.
    I dlatego właśnie, a szczególnie po przeczytaniu Twojego wątku, coraz bardziej
    chcę zostać sama na te dni...

    --
    Oddychaj, reszta się jakoś ułoży ...
  • 12.12.06, 14:58
    Halo! Powtarzam! Mamusia szantażuje, że jest umierająca! Za każdym razem to są
    JEJ OSTATNIE ŚWIĘTA! Dawniej chciała dożyć komunii wnuczki, teraz chyba na jej
    ślub czeka.
  • 12.12.06, 15:03
    Ależ sama przyznajesz, że to SZANTAŻ.A tak naprawdę ma sie całkiem nieźle,
    skoro tyle energii wykazuje w te dni...
    Nie zrozum mnie źle, nie chcę naskakiwać na Twoją mamę. Po prostu znam te
    numery od podszewki.
    Kurczę, kiedyś trzeba powiedzieć nie. Albo pokornie pogodzić się z sytuacją.
    Trzecia alternatywa to daleka emigracja bez śladu życia. Będzie Cię szukać
    przez media ("Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie")

    ---

    Oddychaj, reszta się jakoś ułoży ...
  • 12.12.06, 15:03
    Szantaż jest katalny :)
    Przetnij to bo w efekcie zejdziesz z tego świata wcześniej od mamusi.

    --
    "byle do wiosny"
  • 12.12.06, 15:07
    Więc mam po prostu powiedzieć DZIĘKUJĘ BARDZO, W TYM ROKU NIE PRZYJEDZIEMY?
    Mein Gott, jakoś mi trudno to sobie wyobrazić.
    Mamusia za byle gówno obraża się śmiertelnie.
    Pamiętam, że raz doszło do tego, że ciotka dzwoniła, żeby mnie naprostować, bo
    Mamusia ledwo żywa, taka UTRUTA chodzi.

    Coś w tym jest, że tak się boję jej reakcji. Bo ja faktycznie niedobra córka
    jestem. Wkurza mnie moja Mamusia. Nie umiem z nią rozmawiać. Nie mam
    cierpliwości do wysłuchiwania, co przeczytała w PANI DOMU i co powiedzieli w
    telewizji.
  • 12.12.06, 15:12
    > Więc mam po prostu powiedzieć DZIĘKUJĘ BARDZO, W TYM ROKU NIE PRZYJEDZIEMY?

    - dokładnie tak :)))
    Odważysz się?
    Wyjdę na złe licho, co namawia Cię do buntu, ale co tam. Przecież jest Ci z tym
    źle...
    Spójrz na swój nick : juz on sam jasno świadczy o tym, że masz problem z matką.
    Pora na zmianę.


    --
    Oddychaj, reszta się jakoś ułoży ...
  • 12.12.06, 15:13
    Mam dwa problemy w życiu, takie naprawdę stresogenne: jeden z pracą, a drugi..
    no właśnie...
  • 12.12.06, 15:45
    matkojedyna napisała:
    > Coś w tym jest, że tak się boję jej reakcji. Bo ja faktycznie niedobra córka
    > jestem. Wkurza mnie moja Mamusia. Nie umiem z nią rozmawiać. Nie mam
    > cierpliwości do wysłuchiwania, co przeczytała w PANI DOMU i co powiedzieli w
    > telewizji.

    wiesz co, bardzo smutno mi to zabrzmiało. Na początku myslałam, że trochę sie
    nabijasz, że może Cię wkurzają niektóre rzeczy w rodzinnym domu, ale gdyby ich
    nie było, to byłoby Ci źle. Ale po tym fragmencie powyzej dotarło do mnie, ze
    Ty swojej matki nie lubisz, ale się jej boisz i masz na siłę wpojone coś na
    podobieństwo szacunku do niej, nie wiem, jak to nazwać, może "respekt". Skoro
    tak, skoro Cię to męczy, to weź się kobito w garść i nie jedź do niej na
    święta, tylko zrób tak, żeby Tobie było dobrze. Trochę asertywności i
    dorosłości dobrze Ci zrobi.
  • 12.12.06, 17:16
    A ja zawsze w takich chwilach mysle, ze kiedys moje dziecko tez mi moze
    powiedziec "wypchaj sie" i zostane sama, sama jak palec... :(
    A swieta to taki czas kiedy ewentualna samotnosc, zmiany bardziej sie odczuwa.
    Mnie tez czasem szlag trafia, ale w koncu max. 3 dni. :) Swieta ida i pojda. :)
  • 12.12.06, 18:06
    Moja babcia wciskala zarcie gosciom,teraz nie pamieta co to znaczy jesc,moja
    mam wciska zarcie gosciom,choc sama nie moze jesc tak ma rozwalony przewod
    pokarmowy,ja karmie wszystkich w kolo,wszystko pamietam i przewod tez ok!
    JESZCZE.Niecierpie tego wciskania i milionowego pytania babci,ale to moja
    rodzinka jest.taka se.Ja tez taka bede mniej lub bardziej i albo sie
    odetne,albo pokornie zjem "pomidorka".
    Teraz..na swieta..bardzo tesknie
  • 12.12.06, 18:31
    No wlasnie Rzaba, o to chodzi. My tez kiedys stetryczejemy, bedziemy
    upierdliwe, sklerotyczki... :) Tylko zeby nie same...
    --
    Splątały sokoły w babiem lecie skrzidła...
    DP.
  • 12.12.06, 19:03
    Ło Matko, toż to wypisz-wymaluj święta u mojej teściowej. Z ławą, telewizorem i
    życzeniami.
    Ale wiesz co? Chyba kiedyś do nich zatęsknimy, jak już ich nie będzie....
  • 18.12.06, 08:10
    Tylko dlaczego tak trudno mi sobie to teraz wyobrazić? Święta spędzane przez
    wszystkie te lata w moim rodzinnym domu skutecznie zraziły mnie do ŚWIĄT.
    Mogłyby dla mnie nie istnieć.
  • 14.12.06, 07:58
    kurwa skąd ja to znam, pobudka bo sniadanie, potem zaraz w poludnie czy o 13
    obiad czlowiek na jedzenia patrzec nie moze a tu zaraz kawa no i kolacja. A na
    koniec jeszcze dlaczego wy tak malo jecie:[
    --
    mój suwaczek
  • 17.12.06, 16:40
    Nie uwierzycie. Na wiadomość, że NIE przyjedziemy na święta, Mamusia podjęła
    decyzję: ONI PRZYJADĄ i przywiozą wszystko. Zaznaczam: to nie PROPOZYCJA, to
    DECYZJA...
  • 17.12.06, 17:11
    o ! Jestem zaskoczona, że zdecydowałaś się nie jechać mimo wszystko !
    A nie da się zaznaczyć w sposób szalenie mily i tak samo uparty, że chcecie TYM
    RAZEM BYĆ SAMI ?
    SPRÓBUJ !
    Trzymam kciuki i donoś jak się sprawy mają :)

    --
    Oddychaj, reszta się jakoś ułoży ...
  • 17.12.06, 17:54
    O kurka, ja chyba bym nie dala rady... :)
    --
    Potestatem obscuri lateris nescitis.
  • 17.12.06, 18:08
    Ale podjęła decyzję, że ONI przyjadą. Nie rozumiem - kim są ONI,czy ONI to WY
    (TY, mąż i dziecko?)?
  • 17.12.06, 18:50
    Oni czyli rodzice. Z całym majdanem świątecznym. :)
    --
    Potestatem obscuri lateris nescitis.
  • 17.12.06, 19:07
    Omajgot. To porażka. Ale ze stołem chociaż będzie lepiej. A może trochę zmian.
    Wynieś telewizor do piwnicy. Narób lodu do zamrażarki, żeby nie było miejsca, i
    wypchnij resztki z powrotem (na drogę) - to wersja light.
    W wersji hard - oświadcz, że jedziesz do przyjaciółki i że cię nie będzie i że
    te święta spędzicie oddzielnie.Że chcesz dać jej odpocząć, bo już 20 lat MUSI
    ;-) CIEBIE GOŚCIĆ. Powiedz jej, że to TY chcesz jej dać odpocząć (a nie odwrotnie).

    Moja mama też ma taki styl dyrektorski. Jest dyrektorem od n-lat i jej się
    utrwaliło. Wszystkie "polecenia" w formie rozkazu. "Trzeba mi zrobić, pomóc,
    załatwić itd". W końcu jej powiedziałam, że w rodzinie się nie rozkazuje tylko
    prosi. Obraziła się, ale jej przeszło.Może ty też tak powinnaś.
  • 17.12.06, 21:50
    Przeglądałam wątek od początku i miałam zamiar zaproponować, żeby rodzina
    przyjechała. Może na swoim terenie uda ci się wszystko lepiej zorganizować.
    Trudne te relacje matka córka. Wkurzają, kiedy są. Marudzimy, wkurzamy się. Aż
    przychodzi taki moment, kiedy są pierwsze święta bez... I tak się robi smutno i
    paskudnie. Właśnie mnie takie czekają. I tęsknię, obwiniam siebie, że można
    było paru słów nie powiedzieć, zaoszczędzić paru wspomnień przykrych. Może
    rzeczywiście byłam taka paskudna, jak mi czasem mówiła. A może jednak nie.
    Radosnych i miłych świąt. Wiele zależy od ciebie!
  • 18.12.06, 08:14
    Ja może mam zaburzone te relacje poprzez nadopiekuńczość matki. Choć nazwałabym
    to jednak inaczej: upierdliwym wsadzaniem nosa we wszystko. I znoszę to tyle
    lat włąśnie dlatego, że myślę sobie: KIEDYŚ BĘDĘ ŻAŁOWAĆ OSTRYCH SŁÓW. Ale
    chyba dość. Przez 40 lat ona nie żałowała mi ostrych słów. Wszystko to pewnie
    dla mojego dobra, ale podobno kochać to akceptować...
  • 18.12.06, 08:15
    Myślę, że zapisze mi ją mamusia w testamencie :)
  • 18.12.06, 08:08
    Postawiłam na wyjście bliższe prawdy, a mianowicie, że mam teraz sporo
    problemów i brak nastroju na święta, nie chcę nawet rozmawiać i marzę tylko,
    żeby te cztery dni przesiedzieć we własnym domu. Błąd! Podstawowa sprawa to:
    dociec, JAKIE problemy. Nie reaguje na hasła w stylu: TO MOJE PROBLEMY I NIE
    CHCĘ NIKOGO NIMI OBCIĄŻAĆ. Co chwilę dzwoni z kolejnym pytaniem typu: PEWNIE
    JESTEŚ W CIĄŻY. Lub: WYRZUCAJĄ CIĘ Z PRACY.
    To jest reakcja na wiadomość, że dziecko ma problemy. To wyobraźcie sobie, jaka
    by była na hasło CHCEMY BYĆ SAMI...
  • 18.12.06, 14:51
    ło matkojedyna - dziewczyno, jak mówisz matce, że masz problemy, to chyba dość
    naturalne, ze chce się dowiedzieć, jakie, co? trzeba było powiedziec prawdę
  • 18.12.06, 15:18
    To właśnie jest prawda... i dlatego nie mam siły, nie dam rady znieść dodatkowo
    tych świąt. Jakoś tak (naiwnie?) pomyślałam, że raz prawdę można powiedzieć.
    Ech.
  • 18.12.06, 18:19
    co się dołujesz.napiszę ci jak wyglądają święta u mojej teściowej to ci się
    polepszy.
    więc zacznijmy od tego że nigdy nie jesteśmy zapraszani- pierwszy raz poprostu
    nie poszliśmy,bo zaproszenia nie było.i zjeb za to był, bo my rodzina i nas nie
    trzeba zapraszać. no to za rok przyszliśmy,a tu już ze stołu wszystko
    sprzątnięte. lipa trochę,ale co-niby my rodzina to bez zaproszenia. mamusia
    męża odgrzała nam po 3 pierogi, herbata,sernik i już.fajnie było. a opłatkiem
    się nie dzieliliśmy bo "cóż mogę wam życzyć,bida w całym kraju to co ma być u
    was"
    --
    Boże,żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce...
  • 18.12.06, 19:42
    O matkojedyna znam,znam.Tylko nie mam gdzie i z kim uciec,bo nie mam męża ani
    dziecka,ale gdybym miała to bym wiedziała co robić - zapaść się pod ziemie na
    te kilka dni!
  • 19.12.06, 07:56
    Teściowa mocno stoi na ziemi :) a jak tam bida u Was?
  • 19.12.06, 09:09
    to znaczy?
  • 19.12.06, 10:33
    To do Joanny, wyżej, było :)
    A co do Ciebie, czasy PRZED własną rodziną wyglądały tak samo... Raz, w czasie
    studiów, chciałam zostać na okres Bożego Narodzenia w akademiku, zobaczyć, jak
    wygląda miasto w tym czasie, skorzystać z oferty kulturalnej. Nazmyślałam, że
    jakaś wymiana, że przyjechali studenci zagraniczni i zgłosiłam się do
    opiekowania nimi i takie tam bery. Obraza, że szkoda gadać! JACYŚ STUDENCI, a
    tu święta w domu.
  • 19.12.06, 11:59
    u nas normalnie,ale u nich kiedy nie zapytasz co słychać to gwarantowaną
    odpowiedź masz "stara bida".już mi ciary po plecach idą jak to powtarzam.
    wiadomo,czasem przydałoby się więcej kasy,ale nażekać nie lubię. jakoś głodem
    nie przymieram i nie lubię jak teściowa "wie lepiej". a ona zawsze wie lepiej.
    a zapomniałam ci napisać że jakiśczas temu jak byłam u niej sama na wigilii (bo
    mąż akurat był za granicą z pracy),to do ryby dostałam frytki!! no jak to
    zobaczyłam to mi normalnie się płakać zachciało.wigilijny stół wyglądał tak:
    ryba z frytkami,3pierogi dla mnie (bo tradycyjnie reszta już jadła) herbata i
    sernik.aż się chodzić na takie święta chce. mi nie chodzi o żarcie, bo w domu
    się najem,ale atmosfera! a u nich jak w trupierni-dobrze że telewizor coś gada :
    (
    --i w tym roku mam zamiar poprostu nie iść.oczywiście nie obędzie się bez
    komentarzy-nie bespośrednio do mnie lecz po rodzinie, bo w tej rodznie to i tak
    do mnie dojdzie.ale wali mie to.a mąż? ajkoś spokojnie to przyjął,chyba też mu
    tam się nie śpieszy
    Boże,żeby mi się tak chciało jak mi się nie chce...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.