Dodaj do ulubionych

Najgorszy dół - choroba Mamy - plis/pomoc!

16.04.08, 01:54
Witam na forum jako nowa, jestem Magda (ten nick to z powodu mojego
ulub. serialu, nic ciekawszego nie umiałam dzis wymyśleć).

Czytuję forum od dawna, ale nigdy nic nie pisałam, bo ani nie byłam
w nastroju do użalania, bo nie miałam na co, ani nie mogłam służyć
żadną sensowną radą.

A dziś był (tzn. we wtorek) najgorszy dzień w moim życiu.
Dowiedziałam się, że moja Mama jest chora, bardzo poważnie, ona nic
jeszcze nie wie (co sobie sama myśli w duchu, to tylko Ona wie). Ja
usłyszałam od lekarza wstępne info i jest bardzo źle. Najprawd. rak
żołądka. Jeszcze nie umiem w to uwierzyć.

Zawsze rak to było coś, co spotyka innych. Teraz dotknęło mnie
bezpośrednio, mnie i moją Mamę przede wszystkim.

Nie umiem jeszcze pisać i rozmawiać o tym. Weszłam na forum o
nowotworach, zaczęłam czytać i przerosło mnie w tej chwili. Zaczęłam
ryczeć, zdołowałam się totalnie, złapałam doła i postanowiłam
przyjść tu.

Ludzie, czy ktoś z tego forum przeszedł coś podobnego?

A z drugiej strony, czy ktoś z Was ma takie wrażenie, że nic w życiu
nie ma kurwa za darmo?! Że jak w jednej dziedzinie idzie OK, to
reszta się pieprzy? Bo ja tak mam. Zawsze sinusoida. (O ile dobrze z
matmy pamiętam). Jak szła nauka, to uczucia nie szły, jak było
później uczucie i super facet, to ciężko z kasą, jak rodzina, mąż,
dziecko, to z praca się popierdoliło, jak kasa zaczęła iść, dziecko,
mąż zdrowi, to Mama chora, a jak zaszłam w ciążę bez problemów w
2004 r. to moja ukochana Babcia zmarła, dwa tygodnie po tym, jak się
dowiedziała, że będę mieć dziecko. Teraz finansowo jest OK.,
staraliśmy się o drugie dziecko od kilku miesięcy, a tu szok:(((

Boję się, że historia się powtórzy.... Że ja zajdę w ciążę i .....

Nigdy nie było mi tak źle w życiu, gdybym miała taka władzę, to
chciałabym sama mieć tego raka, naprawdę, bo ja jestem silna i umiem
walczyć, a Mama ma 67 lat, ma słabą psychę i jest kruchą istotką w
sumie. A moja Córka tak Babcię kocha i uwielbia, a ma dopiero 3
latka:((( Moja Babcia zmarła jak miałam 29 lat, a nie 3, kurwa
mać!!!
I znowu ryczę...

Proszę o dobre słowo, o cokolwiek pozytywnego... ale na podstawie
własnej historii, czy ktos z tego wyszedł?


Edytor zaawansowany
  • 16.04.08, 10:11
    Faktycznie niezbyt ciekawie, ale może nie załamuj się na samym początku, może
    chociażby z tego względu,że jak Ty się załamiesz to kto będzie stał twardo
    nogami na ziemi by pomóc mamie?
    Piszesz,że prawdopodobnie-czyli jeszcze pewności nie ma, jeszcze jest nadzieja.
    Jakiś czas temu mój wujek miał zdiagnozowanego raka płuc na 90% procent i na
    szczęście po bardzo szczegółowych badaniach okazało się,że nie jest to jednak
    rak. Nawet jeśli się okaże,że niestety tak jest to trzeba walczyć do końca,
    badania wykażą jakie stadium, jakie są rokowania, czy są przerzuty no i jak jest
    złośliwy. I przede wszystkim nie wchodź na forum o nowotworach-czytając posty
    tylko się zdołujesz i nakręcisz nie w tym kierunku co trzeba-bo tak na prawdę do
    czego potrzebne Ci jest czytanie takich postów-diagnozy i porad odnośnie
    leczenia tam nie zaczerpniesz-od tego jest lekarz. Można sobie wejść na forum o
    zdrowiu z zapytaniem o domowe sposoby leczenia kataru np.
    Z mojej rodziny nikt na szczęście nie był chory na raka żołądka, moja babcia
    miała raka piersi-25 lat temu to było-dzisiaj ma 89 lat, jest po mastektomii, ma
    wycięte węzły chłonne pod pachą, ale żyje.
    Nie kojarz sobie zbiegów okoliczności czegoś złego co się dzieje komuś z Twoich
    bliskich z czymś dobrym co przytrafia się Tobie bo w taki sposób będziesz bać
    się,żyć pełnią życia i gotowa jesteś jeszcze sobie wmówić,że lepiej nie żyć
    pełnią życia i być szczęśliwym bo coś się stanie-a to przecież nie prawda, bez
    sensu.
    W życiu zawsze tak jest-nic za darmo i nic się nie da na to poradzić.
    Nie myśl w ten sposób,że jak zajdziesz w ciążę to coś się stanie-są rzeczy
    których nie da się przewidzieć, zaplanować lub im zapobiec- nie ma sensu tego
    robić bo co ma być to i tak będzie-ja wierzę w przeznaczenie i nie widzę sensu w
    zamartwianiu się o rzeczy na które nie ma się wpływu. Nie zrozum mnie źle,że mam
    na myśli to,żebyś nie martwiła się o mamę bo nie o to mi chodzi-martw się z
    umiarem, wspieraj i walcz o nią, ale jednocześnie musisz żyć swoim życiem bo
    masz dla kogo, Twoja mama na pewno Cię kocha i nie chciałaby,żeby nawet jej
    choroba odbiła się na Twoim życiu w żaden sposób.
    Życzę powodzenia i mam nadzieję,że się to dobrze skończy dla wszystkich.

    --
    Trzymajmy się ramy to się nie posramy ;)
  • 16.04.08, 11:40
    kurcze, ale sie kreci....
    moja ciotka ma raka piersi zdiagnozowanego....
    brat jej eks-ziecia jest energoterapeuta, czy cos w ten desen.....
    i wiesz co, lekarka ostatnio pytala co ona zrobila i co bierze, ze
    jest mniejsze niz bylo...
    oczywiscie chemia bedzie, ale wyglada na to, ze jest nie tak zle...
    a ja prawie bezdomna bylam jeszcze do dzis (mamy termin najmu do
    piatku) i rzutem na tasme mamy nowe lokum... ale bylo goraco, juz
    mnie zaczynalo serducho bolec ;)
    powaznie....
    kurcze, dowiedz sie, jeszcze dodatkowe badania i nie tracic nadziei,
    jak to boo rzekla, po diagnozie jeszcze wiele latek i jest oki...
    sciskam i czekamy na wiesci

    --
    obrazy, malunki i nie tylko
  • 16.04.08, 17:14
    Magda, nie załamuj się! sytuację znam z autopsji - moja mama
    zachorowała kilka lat temu na raka piersi, ale na szczęście jest
    twardzielką i wszystko z nią ok:) kiedy sie dowiedziałam, byłam w
    takim szoku, że nawet do mnie nie docierała powaga sytuacji. Nie
    mogę się teraz rozpisywać, ale jakyś chciała, to napisz na mojego
    gazetowego maila
    Będzie dobrze! i przestań sobie wmawiać, że zawsze coś się musi
    spieprzyć, bo to samospełniająca sie przepowiednia
  • 16.04.08, 21:54
    Madziu, na początku zawsze jest szok, ale: rak to nie wyrok smierci,
    tylko przewlekła choroba, teraz wszystko się leczy. O ile w ogóle to
    rak, prawda? Twoja Mama ma Ciebie, będziecię się nawzajem wspeirać,
    to strasznie ważne. Mamie potrzeba siły psychicznej - będzie ją
    czerpać choćby z tego, że ma kochaną wnusię, która jej potrzebuje.
    Nie mówię "głowa do góry" bo przeżywasz straszne chwile, ale
    niedługo napewno będziesz w stanie inaczej na to wszystko patrzeć.
    Pozdrawiam:)
    --
    Sen zająca

    Mam ciało 18-latki. Trzymam je w tapczanie.
  • 16.04.08, 23:45
    Dziękuję za odzew z całego serca! To niesamowite przeczytać takie
    słowa otuchy, naprawdę dzięki Wam serdeczne:)

    Ten mój post był strasznie chaotyczny, ale to emocje się wylały...
    Dziś mam już jakikolwiek punkt zaczepienia, w nd. wizyta u dobrego
    lekarza, (na szczęście są dobrzy ludzie, którzy popytają tu i ówdzie
    i coś podpowiedzą), na razie bez Mamy, czekam niecierpliwie, co on
    powie.

    Takie słowa o Waszych bliskich, którzy wyszli lub wychodzą z
    choroby, strasznie mnie na duchu podnoszą. Mam nadzieję, że nie
    będzie najstraszniej, dziś poczytałam cały wypis (bo Mama jest w
    domu, z przekonaniem, że to wrzody żołądka, choć "to może być
    wszystko") i oprócz tego żołądka reszta jest czysta, czyli płuca,
    wątroba, jelita... Więc pocieszam się, że to może wczesna faza.
    Naprawdę nigdy nie byłam pesymistką i histeryczką, przepraszam za
    ten pierwszy post, moja postawa życiowa to raczej realizm wymieszany
    z optymizmem z dużą dozą intuicji i zdrowego rozsądku.

    Naprawdę dzięki Wam za te słowa napisane...

    Będę się dzielić swoimi emocjami (z góry sorry;-) i innymi
    wieściami, i postaram się również służyć swoją radą na tym
    fantastycznym i ludzkim forum:)

    Pozdro dla wszystkich i dzięki przeogromne raz jeszcze:)
  • 17.04.08, 00:03
    pisz, pisz, czekamy na dobre wieści:)
  • 18.04.08, 17:17
    Przede wszystkim - nie ulegaj takim schematom, jak wlasnie "cos za cos".

    Po drugie - owszem, moj dziadek pokonal raka w wieku...89 lat, nikt w to nie
    wierzyl, ze sie uda! Mial niesamowita wole walki, optymizm, energie zyciowa.
    Kolezanka mojej mamy (mocno po 60tce), gdy lekarz powiedzial jej 13 lat temu, ze
    ma raka kregoslupa i prawdopodobnie 1-2 zycia przed soba, powiedziala: a ja
    prosze pana, sie na to nie godze. Zamierzam jeszcze pozyc.
    Zyje do dzis.

    Polecam Ci goraco na Twoj obecny stan psychiczny ksiazke dr Simontona "Milosc,
    medycyna i cuda" o wplywie nastawienia psychicznego pacjenta na przebieg choroby
    i wyzdrowienia. Powoli i medycyna klasyczna zaczyna dostrzegac te zwiazki, coraz
    wiecej sie o tym mowi.

    Sciskam Cie
    --
    Amelia Charlotte
  • 21.04.08, 00:39
    Staram się nie ulegać żadnym schematom, przepraszam po raz kolejny
    za pierwszy post - po prostu muszę się wygadać...

    Chociaż moje myśli są chaotyczne i sama nie wiem, co pisać i chyba
    niczego szczególnego po forum nie oczekuję... Tylko może
    wysłuchania/przeczytania.

    Dziś z mężem byliśmy u doktora (z polecenia), bardzo pozytywne
    wrażenie na nas zrobił (zważywszy, co się dzieje w służbie zdrowia
    od wielu lat), Mama ma już miejsce na oddziale i termin operacji
    wyznaczony na 5 maja ale czekamy nadal na wyniki hist-pat. Bo bez
    tego nikt nic powie konkretnego.

    Żyję w zawieszeniu. Serce mi pęka tysiąc razy na dzień. Oczywiście
    to co tu piszę, to tylko tak "między nami". Bo na zewnątrz zachowuję
    fason, z Mamą staram się rozmawiać normalnie, o codziennych
    rzeczach. Mama jest teraz bardzo słaba i obolała po badaniu
    (kolonoskopia-badanie jelit oraz gastroskopia, którą wykazała to złe
    ale była "mniejszym złem", pobrano jej wycinki i myślę (pocieszam
    się ciąglę),że takie pobieranie wycinków na żywca musi boleć,
    chyba...?
    Odnośnie poprzednich wpisów - zrobię wszystko dla mojej Mamy, żadne
    pieniądzę nie grają roli (gdyby to było takie proste...), ale nie
    wiem w sumie co robić.

    Metody niekonwencjonalne - jestem za, (jestem za wszystkim, co może
    pomóc mojej Mamie), ale jak znaleźć uczciwego człowieka a nie
    oszusta, szarlatana? Jestem z Łodzi, ale w sumie rejon Polski nie ma
    znaczenia. Jak znaleźć tego uczciwego i czy to może w jakikolwiek
    sposób pomóc, czy jest wśród Was więcej osób, które miały z tym
    kontakt? Czy to coś dało? Co ja mogę jeszcze zrobić oprócz
    wspierania mojej Mamy i kochania jej,jak tylko można kochać swoją
    Mamę?
  • 21.04.08, 02:05
    Napisz do mnie na priv,może coś podpowiem,wklejam link,znam Panią osobiście,bardzo pomogła mnie i innym,ma naprawdę dar uzdrawiania i nie jest pazerna www.wrozka.com.pl/02_98/14.htm
    --
    Wierszyki Nie-Poważne
    Słońce w gowa chyba pizło.Bestoż mi się to wyślizło..autor:Broneknotgeld
    Hej! Ormowiec! Do szeregu!Galot se niy potroć w biegu!autor:też Bronek:-)
  • 12.09.17, 14:16
    Nie ma co się załamywać. Przykro mi to mówić ale żeby byc szczęśliwym trzeba zdać sobie z sprawę z tego jak wygląda życie. Czasami nie układa się po naszej mysli ale czy to źle? wszystko o czegos prowadzi i ma jakies konsekwencje. Utrata bliskiej osoby jest straszna ale zamiast płakać i się zamartwiać chyba lepiej bedzie jak powiesz mamie że da rade. Zamiast przypominać jej o tym, że jest chora traktuj ją jak normalna osobę. Żyjcie dalej! bo z rakiem wygrywa wiele osób.

    --
    www.horoskop360.pl/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.