Dodaj do ulubionych

O wychowaniu- ale z innej perspektywy.

08.06.12, 13:08
Z cyklu: "co byście zrobiły?" Czyli "pogdybajmy sobie".

A bo mi się żal zrobiło znajomych.
Mają dwoje dzieci. Jedno chore jak czort, kilka razy w tygodniu kurs do szpitala, bo się dusi albo dławi i inne atrakcje ma- i tak od urodzenia, a lat ma już siedem czy osiem. I jest bez diagnozy do tej pory, żeby było jeszcze ciekawiej. Drugie pozaburzane rozwojowo równo- fura zajęć i terapii różnej maści (i to takich naprawdę potrzebnych, nie na wyrost i nie dlatego, że teraz jest moda na terapię na wszystko). Krótko mówiąc- przewalone.

No i druga znajoma mi mówi, że to jest nie do pomyślenia, żeby dzieci miały tyle zabawek, każde życzenie spełnione i tak były rozpuszczone jak tamte. I jak można tak wychowywać i takie tam. I że jej córka jak była chora (miała alergię na mleko- ale naprawdę niestraszną, czasem ją lekko wysypywało, bez dramatu, wyrosła po dwóch latach), to żadnej taryfy ulgowej nie miała. I w ogóle sodoma, gomora i jak_tak_można.

I tak mi się jakoś przykro zrobiło i siedzę i dumam.
No bo przecież ci ludzie sobie zdają sprawę z tego, że z wychowawczego punktu widzenia ich działania są do bani, rozmawialiśmy nie raz.
Ale naprawdę rozumiem, że kiedy się w kółko drży o życie dziecka, to się w życiu nie będzie tego dziecka traktować "normalnie". Pewnie mu się robi krzywdę w pewnym sensie, zgoda. Tylko że to dziecko ma przerąbane- to, kurczę, niech przynajmniej ma tych zabawek i uwagi rodziny ponad standard, nie?
Jak myślicie?

Moja córka miała poważne kłopoty zdrowotne- i niby też nie traktowałam jej jak chorej, tzn nie dawałam jej odczuć, że wariuję ze strachu. Nie wyręczałam jej, dopingowałam do samodzielności, nie było tak, że z racji ograniczeń ruchowych cały świat był na jej usługi- musiała walczyć sama, to był element leczenia. Ale do dziś mam do niej inne podejście, takie specjalne, gdzieś tam podskórnie. I bardziej się o nią boję niż o resztę, i bardziej się nią zachwycam, i w ogóle wszystko, co z nią związane jest "bardziej". Nic na to nie poradzę.

Macie w swoim otoczeniu ludzi z przewlekle chorymi dziećmi? Jak oni sobie radzą z wychowaniem?
Jak byście same postępowały? Nie, to głupie pytanie- tak "na sucho" to sobie można mówić.
Asiu Amelkowa- da się "normalnie" wychowywać dziecko, któremu los przykopał cokolwiek?
Edytor zaawansowany
  • smolineczka 08.06.12, 13:37
    z doświadczenia, na przykładzie, który mam we własnej rodzinie, wiem, że masz absolutną rację, pisząc, że do chorych dzieci ma się "inne podejście, takie specjalne, gdzieś tam podskórnie, bardziej się o nie boi niż o resztę i bardziej się nimi zachwyca, i w ogóle wszystko, co z nimi związane jest bardziej, i nic na to nie można poradzić." moja starsza siostra od 7-go roku życia jest chora na astmę: całą 1-ą klasę podstawówki przeleżała, nauczycieli przychodzili do niej domu, potem przez długie lata miała katar ciągle i najmniejszy stres doprowadzał do tego, że się dusiła... i tak jak piszesz, i nasza mama, i babcia całkiem podskórnie nic na to nie mogli poradzić, a wszystko co z Irką związane, zawsze było "bardziej"... czy może być inaczej - nie wiem, bo dość zrozumiałym wydaje mi się podejście mojej mamy i babci, niż jakieś inne, może nawet bardziej rozsądne, ale mniej emocjonalne, mniej naturalne
    --
    Moja córeczka Marysia
  • iki2007 08.06.12, 15:09
    dla mnie to też normalne, mój Wiktor ma astmę dziecięca, 2 razy miał z powodu silnych infekcji sinicę, jesteśmy bardzo przewrazliwieni z mężem i tylko jak zakaszle, zakrztusi się panikujemy, i tak juz będzie, i jak leżał w szpitalu to cały czas miał kupowane super zabawki, i w ogóle i ja to rozumiem, a jak ktoś nie rozumie, to jest dla mnie mało dojrzały, może nawet zazdrosny nie wiem ale może to za mocne słowa, może faktycznie jak się tego nie doświadczy to się tego nie zrozumie
  • lucy_cu 08.06.12, 16:07
    A powiedz, Smolineczko, bardzo to godziło w Ciebie?
    Bo to jest w ogóle osobny problem- rodzeństwo chorego dziecka....
    Ja się martwię, bo- mimo, że Emilia już zdrowa od paru lat (no ok, znów jej się parę rzeczy sypie, ale już wiadomo, o co chodzi i da się odkręcić, więc bez porównania z tym, co było- wiele razy słyszałam od moich synów (Teresia jeszcze chyba za mała, żeby to ogarnąć), że "dla Emileczki to wszystko", "Emileczce to pozwalasz, a nam nie" itd.
    I wiem, że oni mają rację i że nie jestem sprawiedliwa czasami, choć się staram.
    Ale trzy lata strachu o nią pozostawiły jednak ślad nie do usunięcia.
  • szaszanka21 08.06.12, 17:14
    Jak dla mnie taka sytuacja,że bardziej niż bardzo pochylamy się nad chorowitym dzieckiem jest zupełnie normalna i naturalna.
    Trzeba tylko pewnie pilnować,żeby nie przekraczać tej " cienkiej,czerwonej linii" od której zaczyna się już wypaczanie jego charakteru.
    A wydaje,mi się ,ze matka i tak już zawsze będzie patrzyła trochę inaczej na to jej dziecko,które ma za sobą doświadczenie różnych paskudnych chorób.
    Rodzeństwo chcąc nie chcąc wyczuwa tę różnicę ,ale tego jakby się człowiek starał i tak nie da się uniknąć.Jeśli te różnice nie są drastyczne to nie sądzę, żeby to miało jakiś wielki wpływ na ich relacje.
    Także Lucy wiadomo ,że dla każdego naszego dzieciaka jest naszykowany "kawalek" serca ale dla tych chorowitków ociupinkę większy i już :)))

    --
    Michał 16.07.2007
  • smolineczka 08.06.12, 19:09
    niestety, astma siostry, strach o nią mamy, czuwanie nad nią non-stop (nasza babcia przeszła na wcześniejszą emeryturę, żeby być przy Irce) - a to wszystko zbiegło się w czasie z moim pojawieniem się na świat... najpierw siostra była zazdrosna o mnie, potem ja, kiedy zaczęłam dorastać, miałam wrażenie, że zamiast starsza młodszej, to ja, młodsza o siedem lat, mam we wszystkim ustępować starszej siostrze, bo w razie czego zaczynała się denerwować i dusić... nie potrafię być całkiem obiektywna, ale mam powody uważać, że choroba nie tylko miała negatywny wpływ na Irki system nerwowy, ale też na jej charakter, bo nauczyła się i manipulować rodzicami, i wygrywać ze mną we wszelkich drobnych konfliktach. jak wiecie, do tej pory nie mamy z siostrą dobrych relacji. myślę, że trochę zawalili rodzice, bo, po pierwsze, parę razy usłyszałam od nich, że mam ustąpić siostrze ze względu na jej stan, a ona i bez tech słów nie źle sobie ze mną radziła, a, po drugie, stworzyli sytuację, w której choroba zaczęła być usprawiedliwieniem wszelkiego zła - w moich oczach, oczach dziecka. cóż, rodzice na pewno mieli trudną sytuację, pamiętam nawet nie jedną sprzeczkę między nimi na temat tego czy to babcia, czy mama ponosi winę za to, że Irka ma taki trudny charakter... szczerze mówiąc, zawsze byłam skłonna ich usprawiedliwiać, natomiast trudniej było wybaczać siostrze pewne jej "dziwactwa", zupełnie nie mające nic wspólnego z astmą
    --
    Moja córeczka Marysia
  • myrtille 08.06.12, 19:36
    Myślę, że dużo w podejściu zależy też od kalibru bo jak ja kilka razy słyszałam, że nie wiadomo czy przeżyje noc czy dzień to wiadomo, że pozwalałam na więcej niż normalnie bym pozwalała.
    Np. chciałam by w naszym domu nie było Tv i nie było.
    Jak Amelka zachorowała miała 19 miesięcy i przed sobą minimum pół roku leżenia w szpitalu.
    I te bajki zaraz się pojawiły. Pamiętam jak dziś, zimny, śnieżny styczniowy dzień i Kot Filemon w kółko.
    Od tej pory nienawidzę Kota Filemowa i szpitalnych bajek, aż mnie skręca fizyczny ból jak coś z tego usłyszę.
    W tematyce bajek zluzowałam już i nie trzęsę się nad Em jak widzę że patrzy na bajkę, którą Amelka ogląda choć kiedyś to było nie do pomyślenia. Inna sprawa że max dzienne to jest ok 40 minut i łamię się tylko wtedy jak Amelka jest słaba, marne wyniki etc
    Jak Amelka była mała zasady higieny były po prostu zasadami higieny.
    Odkąd musiałam nauczyć się gotować ciuchy, pościel, myć podłogi milion razy, wyparzać sztućce, kubeczki to stało się codziennością.
    Zawsze dezynfekujemy ręce, jak wyniki lecą na pysk wyparzam rzeczy.
    Aż dziw, że Em pozwalam brać do buzi zabawki umyte 2 tygodnie temu, walające się po podłodze.

    Zawsze już będę odjechana na punkcie zdrowia Amelki. Nie da się od tego uciec. Muszę się tylko pilnować by w pewnym momencie nie przegiąć.
    Póki jeszcze bierze leki to muszę być takim strażnikiem "Nie podchodź do dzieci, nie dotykaj, masz słabe wyniki, nie wolno". Boli to bo z chęcią puściłabym Ja na plac zabaw pełen dzieci, ale wiem że nie mogę.
    Amelka sama się pilnuje, a najlepsze jak strofuje dzieciaki, że rączki trzeba umyć, musi wyparzyć łyżeczkę jak spadnie na ziemię, a maskotkę dać do prania a dzieciak patrzy na Nią jak na kosmitę.

    A jeszcze wracając do pytania, nie sądzę że ma jakąś taryfę ulgową w takiej codzienności - obowiązki swoje ma, praw jakiś specjalnych chyba nie, zabawek normalnie a jeśli jakiś nadmiar jest to nie moja zasługa, a forumek, które życie chcą Jej osłodzić.
    Nie wiem czy nawet uda nam się na wakacje pojechać, więc niestety albo stety nie jest tak że w rewanżu za chorobę dostaje coś ekstra.
    Choć po tym ile wycierpiała, to mam ochotę gwiazdkę z nieba Jej dać.
    Ale Em rześki chłopak, a też bym Mu dała:D
    --
    Amelia - mój Kwiatek :-)
    1% dla mojej córeczki

    http://www.suwaczki.com/tickers/9f7jclb19ugaplyu.png
  • paris4 08.06.12, 19:32
    Nie wypowiem się co ja bym zrobiła? Nie potrafię w takich kwestiach gdybać. Tzn bliższa jest mi wersja z nie dawaniem taryfy ulgowej, ale kto wie jak by to było
    Mam za to w otoczeniu dorosłą już osobę, która jako dziecko zdrowotnie miała pod górkę - teraz jako tako wyszła na prostą. Rodzice trzęśli się nad nią bardzo, i w ogóle była ósmym cudem świata. No i panna taka już pozostała. Jest kompletnie niestrawna na dłuższą metę. Widać, naprawdę widać ogromne błędy rodziców w wychowaniu tego człowieka. Nie krytykuję bo co ja tam wiem, jak oni mogli się czuć mając dziecko, które normalnego dzieciństwa zostało pozbawione. Stwierdzam fakt, że paskudny charakter ma ta kobieta i tyle
    --
    lbyf.lilypie.com/u0dQp2.png
    www.suwaczki.com/tickers/k0kde6ydkhzj6ivn.png
  • narttu 08.06.12, 20:50
    Zabawki to przeciez nie wychowanie. Fakt ze ma duzo zabawek wcale nie znaczy ze rodzicom wchodzi na glowe. Moze te zabawki sa "ciezko zarobione" wycieczkami do szpitala. Trzesienie sie nad dzieckiem tez rozumiem i mysle ze tego sie zmienic nie da. Ale wchodzenie sobie na glowe czy tez manipulowanue jak u smolineczki- nie.
    --
    moj blog: akarimaa.wordpress.com/

    strona ze szczeniacka ;) Manii: sites.google.com/site/raunistulamania/
  • ridibunda 08.06.12, 20:52
    Moje starsze dziecko jest zdrowe jak koń, młodsze ma astmę, trzeba na nią uważać, bo łatwo łapie zaostrzenia, kaszle, dusi się. I traktuję ich podskórnie inaczej, na pewno nad nią bardziej się trzęsę, częściej sprawdzam czy jej ciepło, uważam na to, co robi. Natomiast nie wyobrażam sobie sytuacji ,żebym jej za to, że choruje miała dodatkowo kupować jakieś zabawki ,czy dawać inne przywileje, a starszemu nie. Jak jednemu, to i drugiemu. Obowiązki tez oboje maja prawie takie same. A starszy i tak się buntuje, że jej więcej wolno.
  • f3f 10.06.12, 20:03
    Na tyle na ile znam siebie to sądzę, że w takiej sytuacji moje dziecko było by koszmarnie rozpieszczane, wyreczane oraz mój swiat wirowałby wokół niego w każdej możliwej perspektywie i orientacji...
    Zdaje sobie jednak sprawę, że takie działanie jest ze szkodą dla dziecka, zwłaszcza, w przypadku gdy choroba nie jest jakimś "epizodem", a wiąże się z poważnymi ograniczeniami na całe życie... Gdyż takie wychowanie skutkuje tym, że nasze dziecko wyrośnie na słabego emocjonalnie i psychicznie, niedojrzałego człowieka. A osoba z ograniczeniami (np kaleka) tym bardziej musi być mocna by mogła sobie radzić w zyciu gdy nas już zabraknie.

    Odnośnie Twoich znajomych Lucy to jesli ich "nadmierne" rozpieszczanie sprowadza się głównie do zaspokajania potrzeb zabawkowych to uważam, że to akurat nie jest jakaś wielka tragedia. Konsumpcjonizm nie jest aż taki straszny by nie można było z nim normalnie funkcjonowac w dorosłym życiu. Ale jeżeli wychowanie dzieci leży na całej linii to warto jednak zastanowić czy nie wyrządzimy dziecku tym zbyt ogromnej krzywdy.
  • gdynianka_11 10.06.12, 20:36
    Łatwo postępowanie rodziców zrozumieć, dzieciaków szkoda, ale tak nie wydaje mi się, żeby rozpieszczanie, kupowanie ogromnej ilości zabawek w jakikolwiek sposób pozytywnie wpłynęło na dzieci. Piszesz też w którymś miejscu, że poświęcają dzieciom duzo czasu i uwagi, to bardzo dobrze. Chrującemu dziecku to potrzebne jest najbardziej.
    Jak cięzko jest traktować dzieko chore normalnie, wiem bardzo dobrze ze względu na mojego brata, który całe życie potrzebuje opieki. Moje wnioski są takie, że z jednej strony serce się kraja, gdy się czegoś wymaga, a dziecko i tak w jakiś sposob pokrzywdzone dodatkowo "cierpi", a z drugiej strony bez wymagań, takie dziecko osiągnie znacznie mniej, niż by mogło.
  • aga_junior 11.06.12, 10:36
    Czy bym rozpieszczała? Nie wiem ale na pewno (moim zdaniem) mając chore dziecko poświęcamy mu więcej czasu i uwagi. Czasem sprawy normalne są niemożliwe wiec chcielibyśmy dać coś więcej.
    U mnie jest trochę inna sytuacja, na szczęście nie mam "chorych" dzieci ale po stracie malutkiej moje podejście do dzieci, do macierzyństwa zmieniło się bardzo. Rozpieszczania jest dużo :))) choć ja to jeszcze umiem zachować granicę ale M często przegina.
    Trzymamy się w tym wszystkich jednej zasady "nie lubimy manipulacji" :D
    Andżela już próbowała z racji swojego wieku - nie przeszło :D
    Maciuś właśnie pokazuje nam swoją inteligencję i kombinuje jak koń pod górę :D ale zawsze na końcu się poddaje ;-)

    Ogólnie mówiąc to są ciężkie sytuacje :( jak wychowywać dzieci aby jedno nie czuło się gorsze, zachować w tym wszystkim zdrowy rozsadek ... ? trudne sprawy


    --
    W życiu piękne są tylko chwile...
    „Znamy się tylko na tyle na ile nas sprawdzono”
  • malenkie7 11.06.12, 10:59
    Rodzice dzieci zdrowych, nie wymagających szczególnej opieki, nie powinni krytykować ani oceniac zachowania i metod wychowawczych rodziców dzieci chorych. Z prostego powodu - nie znajdują się w ich sytuacji, nie odczuli na własnej skórze, z czym to jest związane. To sa sytuacje ekstremalne, ciężkie, i ktos, kto czepia się rodziców "rozpieszczających" chore dziecko jest dla mnie po prostu idiotą (sorki za okreslenie). Ja podziwiam rodziców za oddanie, poświecenie, za miłość, jaką darzą swoje chore dzieci. Nie każdy to potrafi.
    --
    Mój fotoblog
  • zalasso 11.06.12, 11:00
    Moje dziecko nie chore, choć chore się urodziło (Lipczątko). Nie rozpieszczam, choć uwagi ze względu na codzienne ćwiczenia i różne takie poświęcamy sporo uwagi. Nie zastanawiam się czy inaczej traktowałabym Kubka, gdyby nie było problemów. Dzieci traktujemy jednakowo, nawet ćwiczenia wykonują razem :)
    Myślę, że dużo łatwiej rozczulać się i rozpieszczać, kiedy dzieci chorują ciągle "infekcyjnie"- gorączkują, źle się czują, mają jakieś ataki (duszności, padaczki). U nas problemy są ortopedyczno- napięciowe. Nie ma to przełożenia na samopoczucie, stan psychiczny, emocjonalny. Ot trochę inaczej funkcjonujemy.
    --
    Kubuś (2007) i Wojtuś (2009)
  • szalona_wielorybica 11.06.12, 11:35
    Mam tylko jednego kosmitę, więc nie mam porównania ;) Nie wiem, czy zdrowe dziecko traktowałabym inaczej, ale wiem, że staram się znaleźć złoty środek pomiędzy rozpieszczaniem a surowością.
    Jonek ze swej "choroby" niestety nie wyrośnie, nie wyzdrowieje, ale musi nauczyć się radzić ze swoimi ograniczeniami i tutaj jestem bezwzględna i nie skora do kompromisów i jak na razie rozwój socjalny jest coraz lepszy, co mnie ogromnie cieszy. Staram się nie usprawiedliwiać jego wyskoków chorobą i wyciągam konsekwencje jak od zdrowego dziecka, tępię głupie latanie po ulicy, rzucanie się na chodnik, dzikie wrzaski w miejscach publicznych.
    A z drugiej strony spełniam jego zachcianki pod pewnymi warunkami i na miarę moich obecnie marnych możliwości, o ile te zachcianki uważam za "słuszne" i nie powstałe po obejrzeniu jednej reklamy. Najczęstszą nagrodą jest malutki samochodzik i tych Młody ma już niemałą kolekcję (ale sprawia mu niezwykłą radość posiadanie kolejnej marki, więc często szukamy jakiegoś konkretnego autka), dla kogoś z zewnątrz nie jest to na pewno zbyt wychowawcze, ale i mi sprawia przyjemność utwierdzania go w jego wielkiej fiksacji, albo lepiej powiedzieć miłości.
    Nie wiem jak byłoby żyć w codziennym strachu o życie dziecka, mi jest ten strach obcy i całe szczęście, bo pewnie wtedy całe misterne poszukiwanie kompromisu między "wychowaniem" a "rozpieszczaniem" spaliłoby na panewce.
  • lucy_cu 11.06.12, 11:36
    No trudne to są sprawy, fakt.

    U nich, tak z obserwacji i w mojej, nieobiektywnej z pewnością, ocenie, nie jest źle- tzn rzeczywiście, konsumpcjonizm kwitnie, ale poza tym dzieci mają obowiązki, bardzo stawia się na ich samodzielność, to nie tak, że wszyscy skaczą, a one tylko wysuwają nowe żądania. Ale, no, jednak, w wyraźny sposób życie rodziny koncentruje się wokół tego, żeby im jakoś zrekompensować niedgodnosci, które fundują im choroby. I to jest, dla mnie przynajmniej, zrozumiałe. Czy prawidłowe i pożądane pedagogicznie, nie wiem- pewnie nie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka