Dodaj do ulubionych

znalazlam, to zareklamuje

  • 26.11.07, 20:35
    Jadlodajnia filozoficzna - piekna nazwa ,podoba mi sie , wybralabym sie tam
    gdyby nie odleglosc. A swoja droga jezeli ktos zna jakas jadlodajnie
    fiolozoficzna na terenie Auckland to prosze , dajcie mi znac.
  • 27.11.07, 10:02
    wyzwanie podjęłam ;D spróbujemy dotrzeć, a na razie posłałam info w eter do
    "Warszawskich Kiwich" big_grin
  • 28.11.07, 18:37
    > "Warszawskich Kiwich" big_grin
    ooo, a dużo ich jest??
  • 29.11.07, 10:37
    garść czy dwie big_grin
  • 28.11.07, 11:47
    iza42 napisała:

    > Jadlodajnia filozoficzna - piekna nazwa ,podoba mi sie , wybralabym sie tam
    > gdyby nie odleglosc. A swoja droga jezeli ktos zna jakas jadlodajnie
    > fiolozoficzna na terenie Auckland to prosze , dajcie mi znac.

    --------------

    Osobiście wolałbym nazwę "filozofia jadalna" czyli Kiwi w pigułce.

    Niestety odległość nie pozwala mi uczestniczyć, a szkoda bo chętnie obejrzałbym
    jakąś dobrą hakę na żywo.

  • 28.11.07, 19:08
    Chodzilo mi o to ,ze te slowa jadlodajnia filozoficzna jakos nie pasuja do
    siebie. Jadlodajnia to dla mnie odpowiednik stolowki pracowniczej , baru
    mlecznego , takie sobie dosc prozaiczne miejsce natomiast filozofia kojarzy sie
    ze wzniosloscia umyslu.
    Czy mozna rozprawiac o filozofii przy zupie mlecznej lub leniwych pierogach ?
    Pewnie mozna ale ja wolalabym przy kawie lub kielszku dobrego trunku .
  • 28.11.07, 20:36
    a mi sie, wrecz przeciwnie, wydaje ze bary mleczne sa (a
    przynajmniej byly) jak najbardziej filozoficzne, czym bardziej
    podstawowe otoczenie i menu, tym lepiej sie "filozofowalo". byl we
    wroclawiu taki bar mleczny "mis" na kuzniczej, kolo uniwersytetu,
    ktory tak wlasnie pamietam. albo stolowka studencka u plastykow, na
    WSSP, nawet nasza skromna kanciapa na filologii, ktora o ile
    pamietam serwowala tylko kawe zalewajke, herbate popularna i fasolki
    sojowe w sosie pomidorowym. a mimo to domoroslych filozofow nie
    brakowalo.

    ale fakt, ze takich miejsc w NZ nie spotkalam, dominuje raczej
    kultura "zjadles, to zaplac i wynocha", tyle ze po kiwusku, z
    usmiechem.

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 28.11.07, 23:20
    W Auckland w ksiegarni Borders jest kawiarnia , gdzie mozna przesiadywac
    godzinami przy kawie z ksiazka w reku , problem w tym ,ze trudno tam znalesc
    stolik , nikt nie wygania. Ponoc maja tam nawet jakies spotkania filozoficzne od
    czasu do czasu.
    Ale masz racje , filozofowac mozna nawet przy pomidorowej. Dla mnie atmosfere w
    barach mlecznych psuja troche wyziewy z kuchni ale w koncu receptory sie
    adaptuja ...
  • 01.12.07, 22:43
    Ciesz sie poki mozesz! Amerykanscy wlasciciele Borders chca
    sprzedac nowozelandzkie sklepy i z tego co wiem, jedynym kupcem jest
    Whitcoulls. Biada! Do Whitcoulls wchodze tylko kiedy musze albo
    skusza mnie kuponem "50% off", nie cierpie tej sieci. Jedyny
    Borders w Christchurch jest w galerii (sic!) Westfields na
    Riccarton, gdzie nawet kupon "50% off" na mnie nie dziala, wiec
    raczej nie bywam. Na szczescie niedaleko mojej pracy jest Scorpio
    Books, ksiegarnia z prawdziwego zdarzenia, ale bez kawiarni
    filozoficznej.

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 02.12.07, 21:11
    poledownunder napisała:

    > Ciesz sie poki mozesz! Amerykanscy wlasciciele Borders chca
    > sprzedac nowozelandzkie sklepy i z tego co wiem, jedynym kupcem jest
    > Whitcoulls. Biada! Do Whitcoulls wchodze tylko kiedy musze albo
    > skusza mnie kuponem "50% off", nie cierpie tej sieci. Jedyny
    > Borders w Christchurch jest w galerii (sic!) Westfields na
    > Riccarton, gdzie nawet kupon "50% off" na mnie nie dziala, wiec
    > raczej nie bywam. Na szczescie niedaleko mojej pracy jest Scorpio
    > Books, ksiegarnia z prawdziwego zdarzenia, ale bez kawiarni
    > filozoficznej.
    >
    O to niedobrze , nie wiedzialam o tym . Ja tez na ogol nie chodze do
    Whitcoulls, chyba ze musze . Nie bardzo rozumiem w takim razie dlaczego pare
    tygodni temu otwarli nowa filie Borders w Albany w nowym centrum handlowym (
    albo galerii ) Westfield ?
  • 06.06.08, 01:19
    A jednak, stalo sie. Nowym wlascicielem ksiegarn Borders jest
    Whitcoulls. O ile pamietam poprzednim wlascicielem Whitcoulls byl
    WH Smith, siec kiosko-ksiegarni angielskich, specjalizujacych sie w
    lekturze na pociag i samolot, i ten charakter pozostal tez po
    zmianie wlasciciela. Nie wrozy to dobrze Borders.

    Ostatnio jak bylam w Borders zauwazylam dziela Paulo Coelho
    wyeksponowane w sekcji "Filozofia". Na podstawie pobieznej
    znajomosci Coelho zdziwilam sie i zastanawiam sie czy to zdziwienie
    swiadczy o mojej nieznajomosci Coelho, czy tez moze o ksiegarni?

    www.stuff.co.nz/4574362a13.html


    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 06.06.08, 09:58
    Oj , to rzeczywiscie niedobrze wrozy, ale moze przyjamniej beda starali sie
    zachowac charakter tej ksiegarni? W koncu Borders to firma miedzynarodowa , maja
    sklepy w Australii i pewnie w innych krajach tez.
    Co do Coelho to byl on zawsze odkad pamietam sprzedawany w sekcji Filozofia
    tak,ze tutaj nic nowego , ja tez pamietam mialam problemy ze znalezieniem jego
    ksiazek w sekcji beletrystyki.
  • 29.11.07, 10:47
    "te słowa jadłodajnia filozoficzna jakoś nie pasują do
    siebie." i chyba właśnie o to założycielom chodziło !

    nie jest to restauracja, trochę klub, trochę bar, coś zjeść można, ale za to
    ciagle odbywają się tam imprezy "dla ducha", galerie, spotkania autorskie itp itd.

    "Czy mozna rozprawiac o filozofii przy zupie mlecznej lub leniwych pierogach ?"
    ależ oczywiście ! pirogi bądź zupa w swej prostocie nie zaśmiecają umysłu
    rzeczami nieważnymi, jesz "odruchowo" a wszystkie twoje myśli odlatują ... ku
    innym sprawom. jestem przekonana ze nie jeden filozof coś wymyślił dumając nad
    prostą strawą big_grin

    "ja wolalabym przy kawie lub kielszku dobrego trunku" co chyba szybciej
    doprowadziłoby do stanu upojenia i mało filozoficznego bełkoty big_grin
    "dumanie przy kieliszku dobrego trunku" to chyba raczej poza niż faktyczne
    filozofowanie. z opisów różnych wynika jasno - ze myśli "głebokofilozoficzne"
    ujrzały światło dzienne co najwyżej nad szklanką trunku... kiepskiego wink
  • 29.11.07, 20:17
    Przyznam sie , nie przyszlo mi do glowy ,ze kieliszek dobrego trunku w liczbie
    pojedynczej lub filizanka kawy moze doprowadzic czlowieka do stanu belkotu
    filozoficznego wskutek upojenia ... wlasnie czym ? .
    Moze wlasnymi myslami ? A moze chodzi o pobudzenie ? Alkohol w malych ilosciach
    i kawa maja wlasnosci pobudzajace .
    Zgadzam sie ,ze leniwe pierogi sa neutralne dla umyslu i jezeli mialabym
    wybierac poniedzy nimi a kiepskim trunkiem z pewnoscia wybralabym to pierwsze.
    Nie wiem sprawiloby jakakolwiek roznice w kwestii glebi myslenia ale
    przynaajmniej zaoszczedziloby mi skurczow zoladka.
  • 30.11.07, 10:48
    iza42 napisała:

    > Przyznam sie , nie przyszlo mi do glowy ,ze kieliszek dobrego trunku w liczbie
    pojedynczej lub filizanka kawy moze doprowadzic czlowieka do stanu belkotu
    filozoficznego wskutek upojenia ...

    big_grin no bo widzisz, czas w którym wypija się jedne kieliszek jest zbyt krótki by
    oddać się głebokim filozoficznym rozważaniom... wiec albo zagłebiona w owe
    filozofie zamawiasz kolejny i kolejny i kolejny albo... rozważania już prawie
    filozoficzne przerwie brutalnie kelner stawiający cię przed wyborem - zamawiasz
    następny albo płacisz i wychodzisz wink

    i osobiście też wole "filozofie nad pierogami" niż nad kiepskim trunkiem big_grin
  • 30.11.07, 21:52
    kiwigirl napisała:

    > big_grin no bo widzisz, czas w którym wypija się jedne kieliszek jest zbyt krótki by
    > oddać się głebokim filozoficznym rozważaniom... wiec albo zagłebiona w owe
    > filozofie zamawiasz kolejny i kolejny i kolejny albo... rozważania już prawie
    > filozoficzne przerwie brutalnie kelner stawiający cię przed wyborem - zamawiasz
    > następny albo płacisz i wychodzisz wink

    Tak ,co napisalas wiele wyjasnia , rzeczywiscie juz zapomnialam jak pije sie w
    Polsce . Sytuacje pogarszaja ci brutalni kelnerzy spychajacy ludzi na dno
    pijanstwa .
    To rzeczywiscie stawia filozofow przed trudnym wyborem i w takiej sytuacji bar
    mleczny to bardzo dobra alternatywa.
    W NZ jest troche inaczej - tutaj na scianach lokali wisza kartki "nie
    sprzedajemy alkoholu osobom pijanym " ,choc jaka jest realizacja tego przepisu
    dobrze nie wiem bo nie mam doswiadczenia .
    >
    > i osobiście też wole "filozofie nad pierogami" niż nad kiepskim trunkiem big_grin
  • 30.11.07, 19:44
    Współczesne kluby artystyczne i galerie często mają pzewrotne nazwy, tak jak
    przewrotna i prowokacyjna jest współczesna sztuka.
    Choćby np. bardzo popularna w Warszawie "Fabryka trzciny", która z produkcją
    trzciny nie ma nic wspólnego.

    No a przy okazji zarabiają na wynajmowaniu sal lub samodzielnym organizowaniu
    różnego typu spotkań, w tym o Kiwi.


    www.fabrykatrzciny.pl/
    www.filozoficzna.art.pl/

    Ale żeby to zrozumieć trzeba myśleć trochę szerzej i wyzwolić się ze skojarzeń
    typu "pierogi leniwe raz!"

    Nikomu takie nazwy jak "Złote tarasy", "Stary Browar", "Kredens" czy "Rzeźnia"
    nie kojarzą się z balkonem, piwem, meblem czy wieprzowiną.

    Współczesnemu Polakowi taka nazwa od razu kojarzy się z klubem lub galerią.

    pozdrawiam
  • 30.11.07, 22:04
    ouzothedrink napisał:

    > Ale żeby to zrozumieć trzeba myśleć trochę szerzej i wyzwolić się ze skojarzeń
    > typu "pierogi leniwe raz!"
    >
    > Nikomu takie nazwy jak "Złote tarasy", "Stary Browar", "Kredens" czy "Rzeźnia"
    > nie kojarzą się z balkonem, piwem, meblem czy wieprzowiną.

    Dziekuje za cenne uwagi , rzeczywiscie musze byc bardzo staromodna bo browar
    kojarzy mi sie z piwem , kredens z ...kredensem , rzeznia z miejscem kazni
    zwierzat , zlote tarasy ... no tutaj przynajmniej moge uruchomic swoja
    wyobraznie , zaraz czy nie jest to nazwa tego nowego centrum handlowego w
    Warszawie ?
    >
    > Współczesnemu Polakowi taka nazwa od razu kojarzy się z klubem lub galerią.
    >
    A z czym Ci sie kojarzy galeria ? Przyznam sie , ze mnie kojarzy sie sie z
    galeria obrazow lub innych dziel sztuki. Ale ludziom w Polsce galeria kojarzy
    sie z centrum handlowym . Czy wspolczesny Polak , rozumiem ze czlowiek o
    szerokich horyzontach umyslowych zaakceptuje mozliwosc ,ze slowo moze miec
    wiecej niz jedno znaczenie ?

    rowniez pozdrawiam
  • 01.12.07, 12:41
    iza42 napisała:

    > Dziekuje za cenne uwagi , rzeczywiscie musze byc bardzo staromodna bo browar
    kojarzy mi sie z piwem , kredens z ...kredensem , rzeznia z miejscem kazni
    zwierzat , zlote tarasy ... no tutaj przynajmniej moge uruchomic swoja
    wyobraznie , zaraz czy nie jest to nazwa tego nowego centrum handlowego w
    Warszawie ?
    > >
    > > Współczesnemu Polakowi taka nazwa od razu kojarzy się z klubem lub galerią.
    > >
    > A z czym Ci sie kojarzy galeria ? Przyznam sie , ze mnie kojarzy sie sie z
    galeria obrazow lub innych dziel sztuki. Ale ludziom w Polsce galeria kojarzy
    sie z centrum handlowym . Czy wspolczesny Polak , rozumiem ze czlowiek o
    szerokich horyzontach umyslowych zaakceptuje mozliwosc ,ze slowo moze miec
    wiecej niz jedno znaczenie ?
    >
    > rowniez pozdrawiam


    -----

    O Jezu!
    Przecież każdy Polak wie co to jest browar czy rzeźnia.
    Ale jak zobaczy plakat zapraszający na pokaz maoryskiej Haki w Browarze lub
    Rzeźni, to do głowy mu nie przychodzą inne skojarzenia, niż klub, galeria
    sztuki, czy teatr i nie rozprawia tyle o tym.

    Jeśli galeria kojarzy się Tobie tylko z wystawą obrazów lub dzieł sztuki to
    znaczy, że albo tylko znasz takie galerie, albo tak bardzo kochasz sztukę.
    Tak czy owak znów nie myślisz szerzej.
    Galerie już budowano, gdy nie było jeszcze obrazów i centrów handlowych.
    Jest to rodzaj budowli, tak jak schody, balkon, piwnica czy dach.

    "Galeria - podłużne pomieszczenie umieszczone na zewnątrz lub wewnątrz budynku,
    na wysokości górnych kondygnacji. Usytuowane wzdłuż ścian, przybiera formę
    empory, loggi. Takie galerie bardzo często stosowane były w kościołach
    romańskich i gotyckich.

    Określenie używane również w odniesieniu do samodzielnej konstrukcji łączącej
    dwa budynki w poziomie parteru lub wyższej kondygnacji
    np. najwyżej położony balkon w teatrze"

    Jeśli powiesz tylko galeria to mi się to kojarzy z takim właśnie rodzajem budowli.

    Jest to również skrót od "galeria sztuki", "galeria handlowa", "galeria w teatrze"

    Nie mylić z galaretą i galanterią !


    A Złote Tarasy to nie tylko galeria handlowa.
    To również studio TV, hotel, sale biznesowe, galerie sztuki, knajpy, fitness,
    itd. itp.

    Mnie Browar kojarzy się ze sztuką, a browar z piwem.
    Tak z piwem kojarzy mi się Piwnica, a piwnica z niepotrzebnymi klamotami.

    Zresztą takie przewrotne nazwy bywały już za komuny i, co ciekawie, nikogo
    wówczas nie dziwiły.

    Czy Stodoła w Warszawie naprawdę kojarzy się Tobie ze słomą?
    Chyba nikt takich skojarzeń nigdy nie miał i nie ma, choć wszyscy wiedzą jak
    wiejska stodoła wygląda.

    Proszę zauważyć, że każdy język na świecie się zmienia, a dziwienie się jest
    powszechnie dozwolone tylko w dzieciństwie.
    Później, do końca życia pozostaje już tylko zadawanie sobie pytań i nauka, by w
    końcu i tak umrzeć z pytaniami bez odpowiedzi.

    Niestety wyjechani dziwią się wszystkiemu przez resztę życia nie rozumiejąc, że
    to co już poznali też się zmienia.


    Ciekawe z czym się Tobie kojarzy słowo Arena. Bo mi z piaskiem.

    Mogę Cię jednak pocieszyć, że wg aż badań 40 % Polaków nie rozumie przesłania w
    reklamach, które są jeszcze bardziej przewrotne.


    Już tam za naukę nic nie wezmę.


    Wracając do tematu to żałuję serdecznie, że nie zobaczę tej haki.
    Haka ma coś w sobie, co powoduje u mnie dreszcz, chociaż wszystkiego w niej do
    końca nie rozumiem.

    Pozdrawiam serdecznie.
  • 01.12.07, 22:37
    Nie do konca sie zgodze. Jezeli uzywasz slowa "galeria" w znaczeniu
    architektonicznym, to idziesz na galerie, nie do galerii. Zupelnie
    inne znaczenie. Tylko kiedy chodzi o funkcje takiego pomieszczenia,
    chodzisz do galerii. Jak dla mnie jasne jest ze mowimy o galerii w
    tym znaczeniu. Jako osoba wyjechana moge sie jedynie powolac na
    leksykon PWN z 1998 r, bo nowszego wydania nie mam, ale tam galeria
    to:
    1)samodzielne muzeum malarstwa lub rzezby, rowniez dzial w wiekszym
    muzeum
    2) salon wystawowy polaczony ze sprzedaza dziel sztuki

    Wyglada na to ze w przeciagu ostatnich 10 lat element wystawowy
    stracil na znaczeniu, tudziez powiazanie z dzielami sztuki, i
    galeria to po prostu sklep lub "podłużne pomieszczenie umieszczone
    na zewnątrz lub wewnątrz budynku" wypelnione po brzegi sklepami.
    Cynicznie osmielam sie stwierdzic, ze ta zmiana znaczenia jest
    zyklym wynikiem potrzeby zaspokojenia jakiegos snobizmu. W chodzeniu
    do galerii jest cos wznioslego, w chodzeniu na zakupy wrecz
    przeciwnie. Wiec zrobmy tak, zeby na zakupy chodzilo sie do galerii
    i wtedy wszyscy beda zadowoleni i nikt nie bedzie sie musil
    czerwienic zapytany jakie ma plany na sobote. "Musze odwiedzic
    kilka galerii" brzmi dumnie.

    Rowniez argument ze stodola mnie nie przekonuje. Stodola to nazwa
    wlasna jednego klubu, nie nazwa ogolna klubow o pewnym charakterze,
    wiec ten przyklad niczego nie ilustruje.

    Zgodze sie natomiast, ze jako wyjechani musimy pogodzic sie z tym,
    ze kraj ktory pozostawilismy za soba zmienia sie bez nas i mozliwe
    jest, ze nigdy juz tak naprawde nie bedziemy go rozumiec ani czuc.
    Powtorze sie pewnie piszac, ze jako emigranci wiekszosc z nas laduje
    w miejscu miedzy kulturami, jedna znamy w czasie przeszlym, ale nie
    terazniejszym, druga w terazniejszym ale nie przeszlym, wiec niby
    jestesmy wzbogaceni o druga kulture, ale obie sa niekompletne.

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 01.12.07, 23:46
    Dobre, he, he Zwłaszcza z tym:

    "W chodzeniu do galerii jest cos wznioslego, w chodzeniu na zakupy wrecz
    przeciwnie. "

    Tylko jest jeden szkopuł. Nikt tak w kraju nie mówi.
    Raczej jedzie do centrum handlowego i nie brzmi to ani dumnie, ani wstydliwie.
    Po prostu jedzie na zakupy.
    Najczęściej jednak wymienia nazwę centrum bo od razu wiadomo gdzie kupił tę
    śliczną kurtkę; w KingCrosie, Auchanie, M1 itp.

    Nie słyszałem, żeby ktoś powiedział, że jedzie do galerii.

    Słyszałem natomiast, że była niezła impreza i dobre żarcie w jakiejś galerii -
    plus nazwa tej galeriowej knajpy.

    Rozumiem, że wszystko to wynika z faktu posiadania przez Ciebie starego wydania
    słownika.

    Tu jest ode mnie w prezencie dla Ciebie nowsza wersja:


    sjp.pwn.pl/lista.php?co=galeria

    I tak dziękuję Bogu, że nie jestem zmuszony słyszeć, że ktoś jedzie do malla.

    Chociaż niektórzy już kombinują, żeby Polaków do tego słowa przyzwyczaić:

    www.mall.pl/onas.php
    Wprowadzają nawet termin, którego nie znajdziesz w najnowszym wydaniu słownika:
    "profesjonalna galeria handlowa internet mall"

    A z tej wielokulturowości, o której wspominasz to najbardziej zazdroszczę Tobie,
    że możesz oglądać na żywo maoryskie haki.

    pozdro i nara
  • 02.12.07, 03:03
    ouzothedrink , gdybys ze zrozumieniem przeczytal to co napisalam zaoszczedziloby
    Ci to tej zbednej pisaniny wspomaganej cytatami ze slownika. Napisalam z czym mi
    sie kojarzy galeria , a nie jakie sa wszystkie mozliwe znaczenia tego slowa,
    poczawszy od historycznie najwczesniejszego. Wyobraz sobie ,ze potrafie odroznic
    galerie od galarety i od galer tez.
    Popisywanie sie znajomoscia nazw rozmaitych klubow w Warszawie oraz szydzenie z
    tego , ze u osob "wyjechanych " wywoluja one inne niz u Ciebie konotacje uwazam
    za rodzaj szowinizmu kulturalnego lub jak napisala Pole snobizmu. Poza tym
    jezeli naprawde chcesz sie taka wiedza popisywac rob to w swoim gronie , tam cie
    bardziej docenia.
    Nie masz racji twierdzac ,ze nikt w kraju nie mowi o chodzeniu do galerii. W
    moim rodzinnym miescie ludzie chodza do galerii Tesco ( lub innej ) na zakupy i
    prawie nikt nie uzywa nazwy centrum handlowe. Poslugiwanie sie wylacznie nazwami
    firmowych sklepow na ogol nie wystarcza bo sklepow o rozmaitych nazwach jest
    mnostwo i nawet wytrawni bywalcy nie znaja wszystkich sklepow. No chyba ,ze
    zalicza sie do elity , ktora kupuje ciuchy z markowa sygnaturka .
  • 02.12.07, 09:48
    ouzothedrink napisał:

    > Rozumiem, że wszystko to wynika z faktu posiadania przez Ciebie
    starego wydania słownika.

    Dochodzi jeszcze fakt, ze wyjechana jestem juz jakis czas, wiec
    chcac niechcac mam pewne luki w nowomowie. Badac pozostanym masz tu
    nade mna przewage, wiec sie nie bede spierac, choc zastanawiam sie
    po co trzymac sie terminologii skoro rzekomo nikt tak w kraju nie
    mowi? Z ciekawosci weszlam na strone
    www.galerki.pl/
    i widze, ze nie tylko ja jestem skolowana. Reklama Google zaprasza
    do "Galleria dell'Accademia. Visit the Famous Florence Museum.
    Reserve Advance Tickets Today!". A to by sie zdziwili pewnie ze sie
    reklamuja nie wsrod milosnikow sztuki a wsrod sklepomanow.
    (Reklamy Google są to reklamy dopasowane do kontekstu miejsca na
    stronie, w którym są wyświetlane...podobno)

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 02.12.07, 10:25
    Chciałem tylko i wyłącznie zaznaczyć, że:

    1. współczesnemu, światłemu, szeroko myślącemu Polakowi wyraz galeria kojarzy
    się z czymś dużym, wąskim i długim, wypełnionym jakimś towarem.

    2. współczesny zwykły zjadacz chleba w Polsce prawie w ogóle nie używa tego
    słowa w języku mówionym. Słowo to występuje natomiast często w języku pisanym
    przed nazwą i określeniem charakteru danej szeregowej budowli.

    Ktoś tak wzniosły jak Iza powie, że idzie na wystawę do ... i tu pada tylko
    nazwa galerii wystawowej.

    Ktoś nie tak wzniosły jak Iza powie, że jedzie na zakupy do ... i tu pada tylko
    nazwa galerii handlowej, często z dodaną na końcu nazwą ulicy lub dzielnicy,
    jeżeli w mieście jest więcej centrów o takiej nazwie.

    Słowo galeria można jedynie usłyszeć już na terenie samego centrum dla
    odróżnienia dużej części spożywczej centrum i samej właśnie handlowego galerii
    butików. Czyli: "po zakupach pójdziemy do galerii napić się kawy" - bez żadnej
    nazwy, bo wiadomo o jaką chodzi.

    Nie wiem czy wiesz, ale znany piosenkarz amerykański posiada w domu całą galerię
    samochodów wyścigowych.

    A moja żona jak chce mnie wkurzyć to mówi, że nie ma co na nogi włożyć, podczas
    gdy jej szwagierka ma w domu całą galerię butów.

    Zarówno te samochody jak i buty służą właścicielom i nie mają charakteru
    eksponatów do oglądania.


    Ciekawe z czym Izie kojarzy się wyraz "centrum"
    Pewnie też z handlem. Mi natomiast ze środkiem czegoś.
    Głównie z centrum uwagi.


    pozdrawiam

    P.S.
    Widzę, że zabolało tu niektórych słowo wyjechani. Jeśli tak to bardzo
    przepraszam. Jest ono obecnie często używane w przypadku najnowszej emigracji,
    głównie do UK. A wzięło się z najnowszego dokumentalnego serialu TV o takim
    właśnie tytule, opisującego wady i zalety emigracji.


    www.itvp.pl/event/wyjechani/

    Nie ja wymyśliłem ten wyraz, który cały czas podkreśla mi na czerwono słownik j.
    polskiego Firefox'a.
  • 02.12.07, 21:24
    ouzothedrink napisał:

    > Nie wiem czy wiesz, ale znany piosenkarz amerykański posiada w domu całą galeri
    > ę
    > samochodów wyścigowych.

    Mysle ,ze nie tylko on chociaz nie bardzo wiem o kogo Ci chodzi.
    >
    > A moja żona jak chce mnie wkurzyć to mówi, że nie ma co na nogi włożyć, podczas
    > gdy jej szwagierka ma w domu całą galerię butów.
    >
    > Zarówno te samochody jak i buty służą właścicielom i nie mają charakteru
    > eksponatów do oglądania.
    Nie zgodzilabym sie z takim twierdzeniem , ludzie ktorzy zbieraja samochody
    czesto zabawiaja swych gosci pokazujac swoje "eksponaty ",
    podobnie jak ludzie , ktorzy zbieraja obrazy i znaczki. Fakt ,ze samochody
    oprocz funckji estetycznej maja rowniez cel uzytkowy wcale temu nie przeszkadza.
    galeria butow w domu , przyznam sie ,ze pierwszy raz slysze . Kojarzy mi sie z
    prezentacja na pokaz.
    >
    >
    > Ciekawe z czym Izie kojarzy się wyraz "centrum"
    > Pewnie też z handlem. Mi natomiast ze środkiem czegoś.
    > Głównie z centrum uwagi.

    Ani jedno ani drugie. Kojarzy mi sie ze srodmiesciem. Coz , moze jestem
    ograniczona. Zaznaczam jednak ,ze nieobce mi sa inne znaczenia tego slowa.

  • 02.12.07, 21:52
    iza42 napisała:

    > Coz , moze jestem ograniczona. Zaznaczam jednak ,ze nieobce mi sa inne
    znaczenia tego slowa.

    ----

    Cóż, ja tego nigdy nie twierdziłem.
    Zachęcanie do szerszego myślenia to nie to samo co uznanie kogoś za ograniczonego.


    swo.pwn.pl/haslo.php?id=9323

    Ja jednak pozostaję przy swoim i uważam, że galeria musi być czegoś (np sztuki)
    inaczej jest tylko szereg czegoś, pusty rząd nie wiadomo czego.


    encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=4011159

    Serdecznie pozdrawiam.


    A tu skojarzenie, które zapewne nigdy nie przyszłoby Tobie do głowy:


    encyklopedia.pwn.pl/haslo.php?id=3903669

    Amen
  • 02.12.07, 23:41
    Ouzo, czy moglbys wyjasnic skad Twoj wniosek, ze kogos zabolalo
    uzycie slowa "wyjechani"? Mnie osobiscie ono nie razi, trafnie
    oddaje nasza sytuacje, jest mniej emocjonalnie naladowane
    niz "emigranci", co tez mi sie podoba, wiec nie mam problemu z
    uzywaniem go. Podobnie jak z uzywaniem slowa "pozostani" bo w koncu
    tym ktorzy dokonali innego wyboru tez sie jakies opisowe slowo
    nalezy. Mam nadzieje, ze to nie uzycie przeze mnie tego slowa
    doprowadzilo Cie do Twojego wniosku, i ze nie czujesz sie urazony
    slowem "pozostany" bo to by faktycznie moglo oznaczac, ze
    przeciwstawne mu "wyjechany" zawiera jakies pejoratywne podteksty i
    powinnam sie go wystrzegac.

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 03.12.07, 03:01
    Pole , to chyba odnosi sie do mnie , bo ja dalam dowod temu ze mnie slowo
    wyjechana razi . Szczegolnie strona bierna tego przymiotnika powoduje ,ze jakos
    automatycznie nasuwa sie mi pytanie przez kogo ?
    Ponadto wbudza to u mnie nieprzyjemne konotacje z osoba rozjechana ( przez
    samochod na przyklad ).
    Podobnie z osoba pozostana. Znowu cisnie sie na usta podobienstwo do odoby
    pozostawionej przez kogos.
    Ciekawe co powiedzieliby na to wspolczesni lingwisci?
  • 03.12.07, 21:40
    poledownunder napisała:

    > Ouzo, czy moglbys wyjasnic skad Twoj wniosek, ze kogos zabolalo
    > uzycie slowa "wyjechani"? Mnie osobiscie ono nie razi, trafnie
    > oddaje nasza sytuacje, jest mniej emocjonalnie naladowane
    > niz "emigranci", co tez mi sie podoba, wiec nie mam problemu z
    > uzywaniem go. Podobnie jak z uzywaniem slowa "pozostani" bo w koncu
    > tym ktorzy dokonali innego wyboru tez sie jakies opisowe slowo
    > nalezy. Mam nadzieje, ze to nie uzycie przeze mnie tego slowa
    > doprowadzilo Cie do Twojego wniosku, i ze nie czujesz sie urazony
    > slowem "pozostany" bo to by faktycznie moglo oznaczac, ze
    > przeciwstawne mu "wyjechany" zawiera jakies pejoratywne podteksty i
    > powinnam sie go wystrzegac.
    >

    -----------

    Mógłbym wyjaśnić.
    Po prostu takie odniosłem wrażenie z budowy zdania w Twojej wypowiedzi. Jeśli
    tak nie nie jest to cieszę się ogromnie, bo ja również nie miałem niczego
    zdrożnego na myśli używając tego modnego obecnie określenia. Nie ja je
    wymyśliłem zresztą.
    Jeśli chodzi o mnie to absolutnie nie obraża mnie stworzony przez Ciebie i
    bardzo oryginalny twór "pozostani".
    Chociaż ja siebie określiłbym raczej jako "powrócony".
    Nie pomyl tylko z "nawróconym" !.

    Pozdrawiam
  • 10.12.07, 14:31
    donoszę ze imprezka odbędzie się 11 grudnia (wtorek), godz. 19
  • 12.12.07, 11:57
    poledownunder napisała:

    > jezeli ktos sie wybierze, zapraszam do dzielenia sie wrazeniami


    no to jak zapraszasz to się podzielę wink

    jedno pierwsze ale poważne "ale" - staliśmy pod numerem 33/35 na Dobrej i za
    diabła nie było tam knajpy... jakieś garaże (?) zaułki ale na pewno nie knajpa.
    obok jest jakiś podejrzany bar na rogu - koleżanka nawet odważnie weszła... ale
    to nie było tam. nie tylko my mieliśmy problem. chodził "wśród garaży" jakiś
    chłopak - wyglądał na zagubionego. jak zobaczył na mojej czapce kiwi to podszedł
    i sie spytał czy wiemy coś o wieczorze nowozelandzkim i gdzie to jest (był to
    Kiwi, który akurat w trakcie objazdu europy wpadł na parę dni do Wawy ;D )
    moment później dołączył do nas jeszcze jakiś facet - starszy australijczyk.
    widzieliśmy też jeszcze jakąś parę która też ewidentnie zwiedzała garażowe
    zaułki szukając wejścia.

    wreszcie po światłach widocznych przez okno tu i tam "w garażach" znaleźliśmy
    drzwi. przydało by się jakieś oznaczenie widoczne. jak ktoś knajpy nie zna to
    moze jak widać mieć problem. a jak jest tego typu "impreza" to moze jakiś
    plakacik od strony ulicy... cokolwiek...

    sama prezentacja... hmmmmmmmm ...

    na ekranie leciał pps z fotkami map i Maorysów i łodzi przybyszów, i daty, daty,
    daty... jakiś gość opowiadał o tym jak "zasiedlono" Nową Zelandię. szczerze - ja
    i moja kumpela uznałyśmy że to było nudne... taka "prezentacja szkolna na lekcję
    historii": w tym i tym przypłynął Tasman, później cośtam, w 1769 Cook ... bla
    bla bla... plansze wisiały czasem serio długo. gdzieś "bliżej czasów
    współczesnych" padł tekst ze "był problem dla białych bo im się Maorysi
    rozplenili dwukrotnie" ... dobre nie ? Oczywiście żaden z obcokrajowców nie
    rozumiał ani słowa, ale zakładam ze ta "prezentacja" to nie dla nich była...

    w międzyczasie na końcu sali krążył taki gość co nawijał o swoich grafikach i
    tatuażach i co on komu może zrobić na życzenie. bez pytania nawet czy nas to
    interesuje czy nie - a nie interesowało - ustawił nam na środku stołu laptopa i
    puścił pokaz swojej 'sztuki' ... potem tak samo podchodził do kolejnych
    stoików... dziwne to było, bo jak ludzie siedzą w grupie przy stoliku i gadają,
    i ignorują dwu czy trzykrotne "zaproszenie" żeby podejść do jego stołu i
    pooglądać wydruki itp, to chyba jasne jest ze nie jesteśmy zainteresowani, i nie
    do końca na miejscu jest "włażenie z butami" - nie chcesz sam obejrzeć to ci
    postawię przed nosem na stole tak czy siak...

    tak w ogóle to uznaliśmy wszyscy że z nowozelandzkimi czy maoryskimi to te
    grafiki miały niewiele wspólnego, były to raczej takie "zabawy wzorami" typu
    bierzesz wzór (moze i kiedyś obecny na jakimś maoryskim poliku czy pośladku)
    zmieniasz mu kolory, odbijasz 3 razy, obracasz albo robisz "lustrzane odbicie"
    i gotowe... mnie sie to skojarzyło z takimi "kosmicznymi obrazkami robionymi
    sprayem" przez gości na Krupówkach czy starówkach czasem big_grin

    potem inny gość - albo trener albo komentator opowiadał o rugby - niestety
    nagłośnienie było takie sobie i na końcu sali słychać tylko było gdy puszczali
    głos z filmu przez głośniki... nie wiem wiec co opowiadał itp ale pokazywali na
    ekranie ileśtam fragmentów Haki z różnych meczy, nie tylko all blacks ale też
    np. z Samoa, oraz jedną babską hakę i fragment babskiego meczu big_grin to faktycznie
    zainteresowało większość obecnych big_grin

    potem nowozelandzki artysta pokazywał nowozelandzką sztukę współczesną (zresztą
    chyba były to slajdy z jego własnych wystaw, ale pewna nie jestem - znów głos do
    tyłu nie docierał). Panowie potem sobie pogadali i się okazało ze Daniel był w
    PL już pare razy, pierwszy jakies 10 lat temu, a od 3 miesięcy mieszka w PL (w
    ogóle uznał ze Polska i okolice sa super miejscem dla sztuki współczesnej) on
    zresztą jest jednym z tych których wystawiali w Zachęcie chyba z półtora roku
    temu jak prezentowali sztukę Australii i Nowej Zelandii. bardzo miły facet, jak
    się okazuje jest on też kolejnym którego do Polski przywiało za kobietą wink

    potem jakaś para pokazywała swoje fotki z wyprawy do NZ. no fotki jak fotki. nie
    wiem, ale oczekiwałam czegoś więcej. no choćby "artystycznych" czy choc po
    prostu dobrych zdjęć fotografa amatora. to co jest w naszej galerii tutaj często
    jest lepsze od tego co pokazano. moja koleżanka wręcz stwierdziła że my
    powinniśmy byli swoje foty z NZ przynieść i pokazać... jakiegoś ciekawego filmu
    (było kilka z pure.nz ściągniętych) nam też zabrakło. Goście opowiadali o
    swoich wrażeniach z NZ. ze tam kempingi są rodzinne a nie młodzieżowe jak u nas
    (?) ze Kia zżera opony (?) że z Cape Reinga było najbliżej do domu. Szczerze -
    nie wsłuchiwałyśmy się, bo a) było słabo ich słychać, b) jakoś te fotki nie
    porywały...

    w "międzyczasach" DJ puszczał jakieś kawałki kiwijskiej muzyki, polinezyjskie
    regge itp. fajne klimaty big_grin

    w sumie to wieczór spędziliśmy miło, niespecjalnie niestety zainteresowani tym
    co pokazywano. M stwierdził że spodziewał się więcej właśnie super fot i filmów,
    krajobrazów, czegoś co by Polaków którzy jeszcze tam nie dotarli zachwyciło,
    zapadło w pamięć... czegoś więcej o kulturze Maorysów, jakiegoś dobrego pokazu -
    choćby dobrego filmu - ich tańców, rzeźby itp większość pokazanych rzeczy to
    były zdjęcia w stylu "reprodukcji ze starych książek", mi zabrakło choćby
    "nowoczesnych" zdjęć tatuaży nie tylko twarzy ale i reszty ciała...

    Kiwich de facto nie było, szkoda bo przy odrobinie chęci można było kilku Kiwich
    zgarnąć i niech poopowiadają o fajnych miejscach w swoim kraju, a nie tylko z
    punktu widzenia Polaka turysty. Ambasada ograniczyła się do dostarczenia
    folderków (fakt ładnych bardzo) i map NZ i skontaktowania ludzi organizujących
    event z Danielem.

    no ... niedosyt po prostu.

    niestety wieczór skończył się mało przyjemnie, gdy dwóch podpitych polaków
    zaczęło dość intensywnie nagabywać Kiwich. najpierw "grzecznie" wylatując z
    tekstami "welcome my English friends!" potem dopytujac 1500 razy "are you from
    New Zealand?" i wyciągając łapska "do witania" po raz nie wiadomo który...
    chłopaki z zasady mili, najpierw jak to oni starali się miło tłumaczyć ze oni
    nie są z Anglii, i ze nie rozumieją po polsku, co pijanych polaczków tylko
    nakręciło... ładowali sie nam do stolika, nachylajac nad nami gadali -juz po
    polsku- rzucając teksty "niecenzuralne" usiłując wmówić chłopakom ze oni jednak
    go rozumieją i tylko udają... no zrobiło się na tyle niemiło ze zasugerowałam
    zmianę stolika na jakiś bliżej baru "i ludzi" , co by uciec od nich bo ja nie
    miałam zamiaru z pijanym kolesiem który bełkotał wdawać sie w "rozmowę" a żaden
    z Kiwich nie umiał tych facetów "odstawić na bok" gadając do nich po angielsku.
    Skończyło się tym ze moment później po tym jak wzięliśmy swoje rzeczy i sie
    przesiedliśmy zjawił się ochroniarz i gości wyprowadził. na szczęście.

    szkoda mi było że ten facet który przyleciał do naszego "wspaniałego" kraju
    pełen dobrych chęci poznania go (wybrał Warszawę nad Pragą, bo mu mówili znajomi
    z Praga to już "angielski stag night" sie zrobił, a Warszawa taka piękna...) i
    tak ciepło się o nim wypowiadał - miał okazje sobie obejrzeć w pełnej krasie
    naszą "przyszłość narodu" - bo zakładam ze owi podpici panowie byli w wieku
    studenckim...
  • 13.12.07, 22:21
    Kiwigirl, dzieki za tak obszerny raport. Poznalam tego goscia od
    dat (jezeli to ten sam co w rozpisce na stronie jadlodajni), mily
    chlopak, pomieszkiwal u mnie jak byl w nz. Mowienie o historii nie
    jest latwe, wydaje mi sie ze niewielu historykom udaje sie to zrobic
    z uszanowaniem faktu ze sluchacze niekoniecznie podzielaja ich
    pasje...przy okazji podsune mu zeby sie nastepnym razem streszczal smile

    A tak ogolnie, to niedosyt lepszy jest od przesytu, zostaje cos na
    nastepny raz. Jako ze znasz juz dosc dobrze NZ i Kiwich, moze
    odczulas ten niedosyt bardziej niz ci ktorzy jeszcze nie byli i
    wszystko bylo dla nich nowe? Duzo bylo ludzi?


    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 14.12.07, 12:30
    Pole, sam chłopak pewnie był miły - nie miałam okazji z nim pogadać, a wiadomo
    ze nie przez prezentację slajdów sie ludzi poznaje wink

    przed ekranem było, ja wiem, z 5-8 rzędów krzesełek, pełnych widowni, która
    wpatrywała się w ekran. (sorry nie liczyłam, ale przejście wąską ścieżką między
    nimi a barem ze szklanicami piwa wymagało uwagi wink bo ludków przybywało na
    beczkach, stołkach i innych "zdatnych do siadania" elementach wyposażenia )

    wiesz, pomyślałam to co ty, ze może fakt że nie zachwycił mnie ten pokaz to
    kwestia tego, że wiele z tego co tam było już widziałam, znam, i nie było
    nowością, ale...

    raz) wiele miejsc z waszych fot w galerii tutaj widziałam i nadal je oglądam z
    zachwytem... co leci program w tv o NZ, to OBOJE oglądamy z zaciekawieniem...
    wiec czemu tego nie ?

    dwa) była z nami koleżanka która w NZ nie była. raptem widziała część naszych
    fot (filmu nigdy) i szczerze - chyba bardziej niż ja była znudzona. nas
    przynajmniej w niektórych momentach zainteresowało coś "familiar" albo właśnie
    sztuka współczesna (choc głównie dlatego ze taka była "niezowozelandzka" big_grin ) i
    oczywiście rugby, podczas gdy ona jednym okiem zerkała raz na jakiś czas na
    ekran i nie wyglądała na wciągniętą... zresztą wyszła jakoś w połowie imprezy...

    ludzie zebrani przed ekranem oglądali chyba całość pokazu. nie wyglądali na
    "porwanych tym co widzieli", ale tez nie zasypiali.

    zupełnie nie umiem ocenić liczby ludzi, ale w połowie mniej więcej był w tej
    części z ekranem tłumek może około 50 osób ? plus w pozostałych częściach baru
    ludzie przy stolikach, na kanapach - nie wiem czy akurat przyszli na pokaz, czy
    po prostu na piwo do "swojego" baru, bo tam na pewno głos nie docierał (jak u
    nas, a byliśmy tuż za "widownią" ) i raczej mało było widać
  • 17.12.07, 12:09
    hej
    wczoraj oglądaliśmy taki oto program:
    www.itvp.pl/video.html?channel_id=-1&site_id=-1&genre_id=-1&form_id=-1&video=30082
    (jak klikniecie fotkę to odtwarza cały (chyba?) pogram big_grin

    śmiesznie, bo poniekąd na potwierdzenie naszych wrażeń z jadłodajni
    filozoficznej - obejrzeliśmy z zainteresowaniem, choć nic nowego się nie
    dowiedzieliśmy big_grin

    program zrobiony kolorowo, choć "autorytety" mało zachwycajacy, szczególnie pan
    "profesor" ...

    kilka "perełek":

    pierwsza podstawowa - na samym początku goście witają się "po maorysku".
    prowadzący tłumaczą co i jak z dotykaniem nosów po czym połowa gości "pociera
    noski jak eskimoski" grrrrrrrrr
    że to szczegół - wiem, ale to jeden 'z tych' szczegółów, które różnią i choćby
    dlatego powinny - skoro je pokazują jako element kultury, ciekawostke - być
    pokazane prawidłowo.

    prowadzący - Skiba - kilka razy zaczynał zdanie od "w Australii...", "jak byłem
    w Australii..." , inni uczestnicy mu delikatnie uwagę zwracali... a ten znowu
    "Australijczycy..." no sorry !!! nie mogli wyciąć i nagrać raz jeszcze ???

    co ciekawe na koniec w tzw. "wyciętych" fragmentach pada kolejne "w
    Australii..." i facetowi mówią ze to program Nowej Zelandii a nie Australii, a
    on ze wie, ale mu się płytka zacieła, się wytnie... się nie wycięło jak widać...

    oglądaliśmy mimo to z zaciekawieniem. maoryska grupa z Londynu wink pokazała kilka
    tańców, nawet coś uczyli widzów. fajnie, wesoło... choćby tego typu pokaz (w
    znaczeniu filmu, niekoniecznie oczywiście ściąganie grupy) mogli dać w Jadłodajni.

    mam pytanie - jeśli komuś zechce się obejrzeć całość. gdzieś pod koniec gość
    podchodzi na scene z maską. twierdzi ze maoryską... czy na prawdę ?

    Mój Kiwi stwierdził ze to bardziej wygląda jak Afrykańska... moze z okolic
    Polinezji, jakąś Samoa czy jak, ale nie Maoryska... ja sie na niej dopatrzyłam
    wzorów "kropeczkowych" typowych dla Aborygeńskich obrazków...
    czyżby znów się komuś wyspy pomyliły ? smile

    przy okazji, skoro już gdzieś kiedyś wytknięto kiwisom ze niewiele wiedzą o
    kulturze i historii Europy... proponuję dotrwać do fragmentu gdzie pytają
    POLAKÓW na ulicy m.in. :

    co to jest Haka (zwierzę? )
    kim był James Cook (pisarz? ale chyba nic dobrego nie napisał, bo nie
    czytałem... jakiś znany aktor nowozelandzki? )

    miłego ogladania

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.