Dodaj do ulubionych

Nie dla mnie ten raj

28.07.08, 02:00
Jako, ze sie tu troche udzielalam i ze duzo mi pomogliscie, to nie
chce znikac tak bez sladu. Po pol roku w NZ doszlismy do wniosku, ze
to jednak nie dla nas miejsce i zaczynamy sie pakowac. Bilety do
Londynu kupione na pazdziernik i juz od bardzo dawna nic mnie tak
nie ucieszylo jak ten zakup (za ostatnie pieniadze...)

Pozdrawiam smile
--
O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
Edytor zaawansowany
  • 28.07.08, 03:58
    Wlasnie, niedawno zajrzalam na Twoj blog i ze zdziwieniem
    dowiedzialam sie,ze uciekacie stad. No, coz kazdy ma swoje powody i
    rzeczywiscie czesto zdarza sie, ze ludzie rozczarowuja sie do NZ.
    Wbrew korzystnym pierwszym wrazeniom nie jest to raj dla wszystkich.
    Zreszta, gdzie ten raj jest? Mysle,ze duzym problemem dla Polakow w
    NZ jest jej oddalenie i mala ilosc rodakow, do czyni emigracje
    trudna przynajmniej na poczatku. Jak sie przez to przejdzie to potem
    leci juz z gorki.
  • 28.07.08, 08:59
    Jak Cię ostrzegałem i podesłałem fotki z NZ, to mnie tu wyśmiano.
    A tymczasem jesteś kolejna osobą z tego forum, po kowalsi i adamovskim, która
    dała nogę z NZ.

    Zima jest tam teraz za ostra, czy jak?








    --
    You can only judge by what you understand.
  • 28.07.08, 13:45
    szkoda Kasiu, mam nadzieje ze odwiedzicie mnie w Chch, zima w pelni
    wiec przyjezdzajcie na narty!
  • 21.09.08, 13:03
    Ej, ja to sie chyba sie nie licze! Ja wyjezdzalam z zamiarem
    powrotu. Przygoda miala trwac 2 lata, a trwala rok, ale to ze
    wzgledow zawodowych mojego meza. Ja kocham NZ i opowiadam same cudne
    historie o niej teskniac z oddali. Jednoczesnie, bedac w PL narzekam
    na smetna rodacza mentalnosc, chamstwo i brud w naszym kraju. Jednak
    zawodowo baaaardzo mi dobrze w PL, no i latwiej miec male dziecko z
    rodzina do pomocy u boku (niezastapione babcie!).

    NZ dala mi bardzo wiele. Dala mi odwage myslenia, ze wszedzie dam
    rade, nawet na koncu swiatawink Dala mi duzo energii, ktora teraz
    procentuje w PL. Poza tym poczulam, jak wiele jeszcze do zobaczenia
    w Europie. Dopiero w NZ majac taka perspektywe spojrzenia, zdalam
    sobie sprawe, ze przeciez trzeba jechac do Wloch! Teraz rozkoszuje
    sie Toskaniasmile Polecam bardzo Toskanie, lecz nie te z przewodnika -
    Florencja, Siena itp., ale taka z pysznym winem, swietnym zarciem,
    leniwa, z jej malymi miasteczkami, ktore nie sa opisane w
    przewodniku, a mozna dostrzec je jadac droga. Tam dopiero sa lody i
    osteriesmileTam glowa odpoczywa od zmartwien i pogoni.

    Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich!
  • 29.07.08, 10:05
    o rany !!!!!!! kasia !!!!!!!!

    mnie tez dawno tu nie było, ale takiego niusa to się nie
    spodziewałam !!!

    kasiu, ja się domyślam ze ci cięzko wszystko opisywać, ale możesz
    powiedziec choć ciut ciut dlaczego podjęliście taką decyzję ?
    czy po prostu nei pasuje wam "klimat" NZ (nie mówie tu oczywiście o
    ostatnich huraganach i zimie ) czy to kwestia pracy czy jeszcze
    czegoś innego ?

    i czy to "po równo" wasza decyzja - tzn. twój kiwi tez tak czuje ze
    to "nie to" czy bardziej twoja ?

    powiem ci szcerzze, ze ja coraz bardziej oswajam myśl o wyjeździe,
    zaczynamy "pod to" wreszcie układac plany mówiąc już wprost ze w tym
    i w tym momencie wyjeżdzamy... jakoś tak raczej patrzyłam na was i
    umacniałam się w myśli ze jednak jest tam ok.......
  • 29.07.08, 12:58
    nie mam chwilowo czasu sie rozpisywac, ale powiem, ze mnie zbilas z
    pantalyku ta nowina. Raptem dwa tygodnie chyba nie zagladalam na
    Twojego bloga, a tu bomba. Ciekawa jestem co tak nagle zadecydowalo
    o Waszym odwrocie, bo pol roku wydaje sie tak niedlugo, trudno chyba
    wczuc sie w rytm nowego kraju w tak krotkim czasie.

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 31.07.08, 02:28
    Przepraszam za szokowanie wink Powiem tylko, ze powody powrotu sa
    glownie osobiste, Nowej Zelandii wiele do zarzucenia nie mam - dalej
    twierdze, ze to piekny kraj. Domki campingowe mi nie przeszkadzaja,
    ludzie sa mili, jedzenie pyszne, zarobki niskie (jak sie nie jest
    lekarzem czy inzynierem).

    Przekonalam sie chyba, ze nie potrafie zyc az tak daleko od rodziny,
    przyjaciol i Europy.
    --
    O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
    Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
  • 31.07.08, 07:32
    Szok kulturowy w polaczeniu z niskim zarobkami rzeczywiscie zle rokuje.
    Pierwsze na ogol po jakims czasie przechodzi, chociaz moze prowadzic do
    obnizonego nastroju, z zarobkami gorzej, jezeli niskie nie daja wiele motywacji
    do pozostania jezeli sie ma inne, ciekawsze alternatywy.
    Wszedzie mozna zyc( no, prawie wszedzie) ale jeszcze trzeba miec za co zyc.
  • 31.07.08, 10:04
    wiem ze mieliście przeprawy z netem, ale co - serio tak cięzko się
    zgadać z rodizną na pogaduchy na skype/telefon rano czy wieczorem ?

    a powiedz - z ciekawości - jak często widywałas sie z rodziną będąc
    w Londynie ? czy to fizycznia/techniczna niemożność wpadnięcia do
    domu na weekend z NZ tak ci dokuczał, czy raczej sama świwadomość ze
    to niemożliwe ?
  • 31.07.08, 22:41
    Widzisz Kiwigirl ja wlasnie tego nie rozumiem - bedac w Londynie
    jezdzilam do Polski mniej wiecej raz do roku na pare dni, dzwonilam
    do rodzicow raz na tydzien i zupelnie mi to wystarczalo. Nigdy nie
    tesknilam do Polski. A teraz tesknie do Londynu.

    Moze chodzi o to, ze tam ulozylismy sobie jakos zycie i dopiero
    teraz to doceniamy?

    Poza tym tutaj trafilismy na sam poczatek recesji. Moj chlop,
    pracujac w biurze podrozy w Londynie, w ciagu 3 lat sprzedal wakacje
    za ok 2 miliony funtow. Tutaj od 5 miesiecy nie zrobil ani jednego
    zamowienia. Ani jednego. Kazdego moze dobic...

    --
    O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
    Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
  • 31.07.08, 23:58
    a czy podroze, wakacje i turystyka nadal sprzedaja sie tak pieknie w
    UK.... tam tez sie recesja zaczyna.. (podobno..)
    ???
  • 01.08.08, 00:19
    Nie wiem, czy sie sprzedaja, pewnie tez bedzie dol, bo dol jest
    ogolnoswiatowy.

    Ale jednak tam mieszka 60 milonow ludzi, a tu 4 i tam maja wiecej
    pieniedzy i wakacje sa tansze, bo blizej.

    Ale serio to nie o to chodzi, bo w koncu zawodowo po paru latach
    bysmy wyszli na to samo - czy tu czy tam. Po prostu sobie nie mozemy
    tu miejsca znalezc. Bywa.

    Wiekszosc dziewczyn, ktore tu przyjechaly ze swoimi Kiwi-chlopakami
    zrobilo to z powodu ich wizy (czyli braku tejze) i niemozliwosci
    pozostania w Europie. Czesc pokochala to miejsce, czesc nie. My
    przynajmniej tego problemu wizowego nie mamy smile

    Najsmieszniejsze, ze rodzice Kiwiego stwierdzili, ze w takim razie
    oni zaczna spedzac wiecej czasu w Londynie (gdzie maja
    mieszkanie) smile Teraz beda mieli 2 synow w UK, jednego na polnocy
    USA, a czwarty tez chce sie z Australii do Londynu przeprowadzic.
    Wyglada na to, ze cala rodzinka wraca do UK.
    --
    O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
    Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
  • 01.08.08, 12:43
    Witam wszytkich, musze przyznac ze Cie Kasia763 rozumie. Chyba dlatego ze jestem
    w podobnej sytuacji. Od dawna czytam to forum choc niegdy sie wczesniej nie
    wypowiadalam. Moja sytuacja jest bardzo podobna do Twojeje. Jestem w NZ od
    lutego z podobnego do Ciebie powodu moj chlopak jest nowozelandczykiem.
    Poznalismy sie w Szkocji gdzie wczesniej mieszkalam i szczerze przyznam ze
    rowniez tesknie za UK.Tyle ze moj kiwi nie za bardzo chce tam wracac (bo nie
    bylo go w NZ ponad 2 lata i jeszcze sie nie nacieszyl powrotem). Ale sam jest
    zszokowany zmianami jakie tutaj nastapily (gl. podwyzki).Musze przyznac ze to
    piekny kraj, ale dla mnie najwiekszy problem stanowi zanlezienie pracy...I sama
    nie wiem co bedzie dalej, choc zyje nadzijeja ze wkrotce jakos sie ulozy. I ze
    najgorsze(poczatki)beda juz za nami. Pozdrawiam
  • 01.08.08, 13:30
    Ja po ponad roku ulozylam sobie zycie, choc przez pierwsze 7
    miesiecy nie raz chcialam wracac. W sumie to tutaj mam ciekawsza
    prace niz w uk i czuje ze sie rozwijam. Teraz jakos nie widze siebie
    w Londynie. Chociaz musze przyznac, ze Auckland nie byloby miejscem
    dla mnie.

    Moesta, gdzie mieszkasz?
  • 02.08.08, 00:16
    strasznie sie ciesze jak to czytam, kinga.

    w moim akurat przypadku nie moge powiedziec ze mam ciekawsza czy
    lepsza prace niz mialam w uk, ale dzieki temu mam mozliwosc robic
    wiele rzeczy, ktorych tam robic nie moglam bo bylam pochlonieta
    praca, i to raczej z rozpedu niz z wyboru. tu, mozna powiedziec,
    rozwinelam sie bardziej w dziedzinach pozapracowych. tez nie
    przyszlo mi to latwo, i pierwszy rok byl trudny bo bylam
    przyzwyczajona do pewnych rzeczy i musialam swoje przyzwyczajenia
    zmienic zeby sie wpasowac w tutejsze warunki kiedy jasne sie stalo,
    ze nie da sie tak po prostu zreplikowac swojego dawnego trybu zycia,
    ktory sie mialo w europie.

    osobiscie wydaje mi sie, ze jezeli jest taka mozliwosc, warto dac nz
    caly rok i poobserwowac jak sie toczy zycie o kazdej porze roku -
    moze w lecie znajdzie sie cos co polubisz az tak, ze wynagrodzi ci
    nieciekawa zime.

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 02.08.08, 04:10
    Moj chlopak pochodzi z Dunedin, wiec obecnie tutaj mieszkamy. Ale rozwazamy
    bardzo powaznie przeprowadzke do Christchurch. Ja mam problemy ze znalezieniem
    pracy tutaj wiec liczymy na to ze moze w wiekszym miescie bedzie latwiej.
    Zobaczymy jak bedzie ale wiem napewno ze trzeba byc bardzo odpornym bo poczatki
    nie sa proste. Pozdrawiam serdecznie wszytskich forumowiczow.
  • 03.08.08, 21:24
    Chyba zawsze tak jest, ze emigrujac trzeba cos poswiecic, czegos sie wyrzec na
    rzecz czegos innego. Dla mnie bolaczka w NZ jest pogoda, przez iles tam lat
    pobytu w RPA przyzwyczailam sie do slonecznego lata trwajacego 9 miesiecy w
    roku, tutaj tego nie ma. Ale tez nie musze sie martwic o przestepczosc, zamykac
    sie w samochodzie, ogradzac sie kilkumetrowymi plotami i martwic sie, ze ktos
    mnie napadnie i zabije na ulicy. Emigranci z Europy polnocnej prawdopodobnie
    pogody krytykowac nie beda ale beda zwracac uwage na inne aspekty zycia, ktorych
    im tutaj brakuje.
    Poczatki emigracji sa zawsze ciezkie, po poczatkowej euforii, ktora trwa
    miesiac- dwa, czasem dluzej przychodzi czas na zderzenie z rzeczywistoscia i to
    jest czesto bardzo trudny czas, nie wszyscy maja ochote sie z tym borykac i
    wybieraja powrot. Znam wielu Anglikow ktorzy po kilku lub kilkunastu miesiacach
    pobytu w NZ doszli do wniosku,ze nie dla nich ten kraj, spakowali manatki,
    sprzedali domy i udalis sie z powrotem do ojczyzny. Niektorzy z nich jednak
    wrocili z powrotem i mieszkaja tutaj. Wsrod Poludniowoafrykanczykow malo jest
    ludzi, ktorzy tak robia bo tam strach wracac, wiec motywacja jest silniejsza aby
    tutaj zostac. Ogolnie zgadzam sie z Pole, aby sie przekonac jak tutaj naprawde
    jest trzeba pomieszkac dluzej niz pare miesiecy, ale chyba najwazniejsza jest
    motywacja.
  • 04.08.08, 02:54
    Polecam Christchurch - jakbys sie wybierala i miala czas na jakas
    kawe daj znac. My mielismy podobny dylemat bo moj maz jest z
    Invercargill (jeszcze gorzej niz Dunedin jezeli chodzi o prace) i
    poszlismy na kompromis - on jest w miare blisko domu, a ja nie
    jestem na zupelnym koncu swiata.

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 06.08.08, 13:41
    > a ja nie jestem na zupelnym koncu swiata.

    nojak nie ? juz dalej niz NZ sie nie da wink

    ale tak was czytam i widze pewną zależność - zależność imigracji a
    nie kraju do którego sie imigruje. mój Kiwi jak przyleciał z NZ do
    UK, to trochę pobył w UK, wrócił do NZ, za chiwle znów przyjechał,
    po dwóch latach znów wrócił. potem już został w UK. potem
    przeprowadził się do PL, i zaczęlo sie od pocztaku. pobył pół roku -
    wrócił do UK trochę tam pobył "u siebie" i znów do polski zjechał,
    na ciut dłużej, potem znów go kryzys dorwał, wiec uciekł do UK, zeby
    wreszcie przyjechać i zostać w PL.

    jak widać, ta imigracja po prostu tak ma, ze łatiwej ją "oswoic"
    małymi krokami.
  • 06.08.08, 23:26
    Hi Kiwigirl - tato Nicka mi powiedzial, ze robmy sobie co chcemy,
    ale zdecydujmy sie wreszcie gdzie chcemy mieszkac, bo nie jestesmy
    shuttle bus, nie mozemy tak jezdzic w te i z powrotem. Jak widac na
    przykladzie Twojego malzonka, jednak mozna wink

    Adamowski i wszyscy - to prawda, ze NZ to piekny kraj, chociaz nie
    samymi widokami i urokami przyrody czlowiek zyje. Nie bede narzekac
    na NZ, bo nie mam na co, jak juz mowilam w dalszym ciagu uwazam, ze
    jest tu pieknie i przyjaznie i obiektywnie patrzac jest to jedno z
    najlepszych panstw na swiecie.

    Powody mojego powrotu do Europy sa czysto subiektywne. Pomimo calego
    piekna itd. zle sie tu czuje. Pewnie moglabym sie przyzwyczaic,
    czlowiek jest wstanie przyzwyczaic sie niemal do wszystkiego, nawet
    do obozow koncentracyjnych... Tylko po co?

    Ciesze sie, ze sprobowalismy, dalismy sobie i NZ szanse, ale nic na
    sile. Na pewno bedziemy przyjezdzac to na wakacje smile I moze ktoregos
    razu zmienimy zdanie i zostaniemy?

    Za to Adamowski mnie postraszyl ta nienawiscia Anglikow do narodu
    polskiego. Nigdy mnie zadna dyskryminacja w UK nie spotkala, ale
    moze nagle sie zmienilo? Wiadomo, jak kryzys w kraju, to szukaja
    kozla ofiarnego.

    --
    O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
    Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
  • 06.08.08, 14:06
    No coz Kasiu, szkoda troche bo NZ to piekny kraj, ale bez pol miliona dolarow na
    poczatek mieszka sie w nim troche ciezko...

    Zycze szczescia i powodzenia,

    Adamovski
  • 08.08.08, 14:06
    Drogie Panie, zony kiwusow. Rozumiem (moesta, zauwaz ostatnia litere
    w tym wyrazie), ze poznalyscie swoich chlopakow poza NZ, na ogol w
    UK. Czy nie zasatanawilo was co oni tam robia. Czy nie
    zauwazylyscie, ilu w ogole kiwusow zyje w UK? Co oni wam mowili na
    ten temat, bo chyba o tym rozmawialiscie. Nie przyszlo wam do glowy
    zeby ich zapytac dlaczego tak wielu z nich wyjezdza?? Przeciez tez
    pochodzicie z kraju emigrantow wiec te sprawy nie powinny byc
    abstrakcyjne.

    Zycze powodzenia w utrzymywaniu waszych miedzynarodowych zwiazkow.
  • 08.08.08, 22:48
    w moim przypadku kiwi byl na dwuletnim "big oe" i nigdy nie
    wchodzilo w gre pozostanie w anglii na stale, choc jakby chcial to
    mial taka mozliwosc przeze mnie. i owszem, zauwazylam ze w uk zyje
    duzo kiwusow, ale z tych wielu z ktorymi sie zetknelam, pamietam
    tylko jedna osobe, ktora nie planowala tu wrocic. wiekszosc robila,
    co sie przyjelo robic na big oe - pracowala za dnia, balowala w nocy
    i podrozowala rozklekotanym camperem po europie w przerwach,
    planujac co beda robic jak wroca do nz. moze w ciagu ostatnich 7
    lat od mojego wyjazdu to sie zmienilo i teraz wiekszosc chce tam
    zostac na stale, ale kiedy ja poznawalam swojego kiwiego, on i jego
    znajomi traktowali big oe jak wlasnie to - big oe a nie big escape.

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 09.08.08, 00:27
    Dokladnie tak jak Pole mowi smile Stare przyslowie pszczol
    mowi: "Podroze ksztalca" wiec oni jada swiat poogladac.

    Tylko, ze w Polsce o oe nikt nie slyszal, dla wielu Polakow wyjazd
    mlodziezy za granice, to powod do rozrywania szat i wyzywania ich od
    zdrajcow ojczyzny.

    Z moim kiwi bylo nieco inaczej, bo cale dziecinstwo (12 lat) spedzil
    w UK, a jak pojechal na oe to tez mu sie do 5 lat przedluzylo. Jest
    kiwi raczej z wyboru.

    --
    O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
    Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
  • 09.08.08, 02:45
    wlasnie moj kiwi i chyba z 4 jeszcze ktorych znamy wyjechalismy z UK w mniej
    wiecej tym samym czasie. Chlopakom zatesknilo sie do rodziny i kraju. Oni tez
    byli w UK na OE, glowniej grajac rugby, ale zatesknilo im sie do domu i choc
    wciaz wspominamy i opowiadamy stare dzieje, jakos nikt sie nie kwapi na powrot
    do UK (no chyba ze na tydziensmile).
    powody wyjazdu do UK sa rozne tak samo jak powody powrotu do NZ (i pozostania w
    nim).

    ale tu na forum widac ze jednak wielu niegatuwnie w stosunku do NZ nastawionych-
    wciaz wyjazd do innego kraju wiaze z kasa..
  • 09.08.08, 10:00
    No ale jakies powody musza byc, ze wiekszosc mlodych Kiwi wyjezdza na OE wlasnie
    do UK a nie gdzie indziej. Nie twierdze,ze jest tym powodem kasa ale ciekawa
    jestem co nimi powoduje? Chyba nie rugby, bo rugby moga sobie grac u siebie w
    domu.
  • 09.08.08, 11:28
    Moj chlopak tez byl na 2 letniej wizie. Nie planowal zostac dluzej w UK. I tak
    jak wiekszosc osob wczesniej pisalo, moj kiwi rowniez pracowal w UK i w miedzy
    czasie zwiedzal Europe. Powod dla ktorego on i wiekszosc jego znajomych
    wyjechala do UK to wlasnie zwiedzanie Europy, poznawanie nowych ludzi itd. Nie
    byly to napewno powody kierowane "zlym zyciem" w NZ. A dlaczego UK? a nie inne
    kraje z tego co moj kiwi mowi to przez jezyk, latwosc porozumiewania sie w UK
    bez trudow pokonywania barier jezykowych.

    Poledownunder...dzieki za propozycje spotkania w Christchurch, dzisiaj dostalam
    propozycje pracy wlasnie tam wiec przenosimy sie na 100% za ok 2 tyg. wiec milo
    bedzie sie spotkac..

    Pozdrawiam
  • 09.08.08, 11:33
    Male sprostowanie, meqy to tez ja sorry mam 2 konta na gazecie. W przyszlosci
    bede uzywac tylko moesta zeby nie robic zamiesznia. Przepraszam
  • 11.08.08, 10:06
    > No ale jakies powody musza byc, ze wiekszosc mlodych Kiwi wyjezdza
    na OE wlasnie do UK a nie gdzie indziej.

    to ze jako nowozelandczycy - jesli mają angielskie korzenie (a wielu
    ma) to moga bez problemu dostac dwuletnią working visa do uk, albo
    jak nie, to holiday working visa co pozwala im nie tylko wydawać
    zebraną wcześniej kase, ale tez właśnie w miedzyczasie popracować i
    dorobić na dalsze balangowanie i zwiedzanie. oprócz tego w UK mówią
    znanym im jezykiem więc czują się tam prawie jak u siebie.

    pewnie mogliby polecieć zamiast do UK to do PL, albo np. Hiszpanii,
    ale raz ze z wizą na pewno nie byłoby tak łatwo bo nie nalezy sie "z
    automatu", a dwa - ilu kiwich gada po hiszpańsku czy po polsku czy
    po niemiecku zeby w takim kraju poradzić sobie w sytuacjach innych
    niż zameldowanie w międzynarodowym hostelu/kupno biletów itp ?

    po prostu do uk im najprościej. a UK stanowi dobrą baze do dalszych
    wypadów do Europy.
  • 09.08.08, 11:21
    kasia763 napisała:

    > Tylko, ze w Polsce o oe nikt nie slyszal, dla wielu Polakow wyjazd
    > mlodziezy za granice, to powod do rozrywania szat i wyzywania ich
    od
    > zdrajcow ojczyzny.

    Do tego fragmentu odniose sie specyficznie: BZDURA.

    Do pozostałych wypowiedzi ogolnie: uwazam ze czy to jest wyjazd na
    krocej typu oe, czy dluzej, nie ma az takiego znaczenia. Ilu
    spotkalyscie np. Amerykanow, Kanadyjczykow, czy nawet
    Australijczykow na ichnich oe?? I liczcie w procentach.
    Chodzi o to ze nawet Kiwusi dobrze wiedza ze zyja na zadupiu. Inne
    nacje nie musza jezdzic na oe bo tego typu potrzeby moga zaspokoic u
    siebie.
    A dlaczego do UK?? Bo to jest modne, bo Kiwusi uwazaja sie za bardzo
    brytyjskich, bo to jest latwe - jest ich tam duzo, moga sie tez
    kisic we wlasnym sosie. Dla mnie to tez zasciankowosc.

    Pozdrawiam z dwudziestopieciostopniowej Warszawy.

    P.S. NZ sux tongue_out
  • 09.08.08, 12:34
    minimus napisał:

    > Inne nacje nie musza jezdzic na oe bo tego typu potrzeby moga
    zaspokoic u siebie.

    Do tego fragmentu odniose sie specyficznie: BZDURA.

    niby jakie potrzeby zaspokaja w takim razie oe? mi sie wydaje, ze
    chodzi o potrzeby pobycia w innej kulturze, poznania innych krajow
    lepiej niz na to pozwala dwutygodniowa wycieczka - jak cos takiego
    mozna zaspokoic u siebie?

    > Ilu spotkalyscie np. Amerykanow, Kanadyjczykow, czy nawet
    Australijczykow na ichnich oe??

    australijczykow nie mniej niz kiwich, moze nawet wiecej.
    kanadyjczykow tez sporo, Amerykanow mniej. ale to ze wielu
    amerykanow nie odczuwa potrzeby wychylania sie poza swoj stan, w
    najlepszym przypadku stany, to akurat dla mnie nie swiadczy o
    wyzszosci stanow nad reszta swiata. A odpowiedz dlaczego do uk kiwi
    jezdza jest chyba prosta - jak sie chce zobaczyc europe (a nawet do
    ameryk jest to wygodny punkt wyjsciowy) to jest to najprostsze
    rozwiazanie - z racji na wspolna historie kiwi maja tam latwiejszy
    dostep do rynku pracy - automatycznie wydawane wizy na 2 lata z
    prawem do pracy dla kazdego ponizej 30 bodajze lat. nie wiem czy
    jakikolwiek inny kraj europejski oferuje im takie warunki. plus
    oczywiscie brak bariery jezykowej.

    --
    Forum Aotearoa
    ~ Nowa Zelandia od środka ~
  • 11.08.08, 10:26
    > Ilu spotkalyscie np. Amerykanow, Kanadyjczykow, czy nawet
    > Australijczykow na ichnich oe??

    całkiem sporo, a amerykanów najwięcej. zdecydowanie więcej niż
    kiwusów.

    pytanie tylko gdzie się szuka. Kiwi skupiają się na UK, bo jak
    pisałam wyżej, łatwo im tam zrobić sobie baze do zwiedzania Europy.

    Amerykanów zaś sporo spotkaliśmy w Azji. szwędajacych się po
    Tajlandii, Kambodży i okolicach. gro backpakersów tam spotkanych to
    byli amerykanie. nowozelandczyków spotkaliśmy DOSŁOWNIE 2 sztuki
    (parę) i kilku Aussie. co ciekawe spotkaliśmy młodych Amerykanów w
    Nowej Zelandii big_grin

    Aussie i Amerykanów za to spotkaliśmy w Pradze. i wszysct zgodnie
    twierdzili ze są "w trasie" big oe.

    > Kiwusi dobrze wiedza ze zyja na zadupiu. Inne nacje nie musza
    > jezdzic na oe bo tego typu potrzeby moga zaspokoic u siebie.

    hmm fakt ze Kiwi wiedzą ze są na zadupiu owszem - motywuje ich do
    zwiedzania świata. według mnie to fajne.

    my mamy podobnie, przekonani o dziurowatości polski na skraju
    lepszej zachodniej europy jak tylko się dało zaczęliśmy z naszego
    kraju wyjeżdżac. często też w "daleki" swiat, do Ameryki
    południowej, na trekkiingi po nepalu, na szlajanie się po Azji, czy
    też własnei do AUS czy NZ.

    różnica podstawowa - Kiwi przyjeżdżajacy do Europy sa NZ dumne.
    opowiadają o niej, poprawiają uparcie tych którzy twierdzą ze są z
    AUS, ze NZ to kolejna "dzielnica" AUS itp. a my się wstydzimy
    pzyznać często ze jestesmy z Polski...

    ja nie wiem gdzie tu zaściankowość...

    a co do tego o czym pisze kasia że w Polsce o oe nikt nie slyszal,
    dla wielu Polakow wyjazd mlodziezy za granice, to powod do
    rozrywania szat i wyzywania ich od zdrajcow ojczyzny to fakt. w
    USA, UK, AUS NZ i wielu wielu innych krajach to normalne ze młodzi
    robią OE, albo GAP YEAR - nazwij to jak chcesz, szwędając się po tej
    czy innej części świata. to u nas sie patrzy krzywo jak ktoś chce
    sobie wziąć dziekankę i pojechać na misję do afryki, czy pomedytować
    w jakimś kraju gdzie mnisi buddyjscy na ulicach to norma, czy po
    prostu się poszwędać, pospać na plażach i pobyc "młodym i wolnym".

    ja mam teraz ochotę na taki spóxniony "gap year". bo nigdy go nie
    miałam. teraz - byćmoze właśnie dlatego że zaraz po szkole były
    studia, jeszcze w trakcie studiów praca - to mając 30 lat mam ochote
    wszystko piżgnąć w kąt i pojechać własnie tak na rok, zobaczyć jak
    to będzie. po drodze znowu się szwędając po azji. i wiem że wiele
    osób sie puka w głowę, rodzice pewnie młotek wyjmą jak im plan
    przedstawimy - no bo kto normlany rzuca wszystko, prace itp itd, i
    zamiast podpisywac wreszcie umowe na stałe i brac kredyt na
    mieszkanie na następne 30 lat jedzie na drugą strone globusa wydać
    wszystkie oszczędności... ?
  • 09.08.08, 11:43
    Tych, ktorzy sie interesuja statystykami i raportami na podstawie danych Immigration Service, moze zainteresowac sondaz pod tytulem “Return Migration of New Zealanders: Shuttle and Circular Migrants” (sondaz porownawczy, rok 1990 i 2000), ktorego mozna sciagnac tutaj:

    www.waikato.ac.nz/wfass/migration/docs/nzpr02-28-lidgard.pdf
    Zawiera m.i. rozdzialy na temat motywacji wyjazdu i powrotu Nowozelandczykow(Reasons for leaving / Reasons for return).

    Jest ciekawy, ale oczywiscie kazdy ma swoje osobiste powody, poglady i doswiadczenia, ktore nie zawsze pasuja do szufladek statystycznych.
  • 10.08.08, 08:08
    Ciekawy artykul. Istotne w tych wyjazdach i powrotach mlodych Kiwi jest to, ze
    powielaja istnijaca w tym kraju tradycje wyjazdow na oe. Czyli robia to co
    robili ich rodzice w czasach mlodosci. Przypominam sobie jak wkrotce po
    przyjezdzie do NZ dowiedzialam sie,ze w tradycji Kiwi jest wyjazd do kraju
    przodkow, do mother England.
    Niestety ze statystyk wyglada, coraz mniej wraca z tych dluzszym
    pobytow.Najliczniejsza grupe stanowia mlodzi ludzie i onie glownie wracaja z UK,
    ale tez Ci sami ludzie czesto wyjezdzaja z powrotem.
    Najlatwiej jest wrocic po krotkim pobycie nie dluzszym niz dwa lata, co tez jest
    logiczne.
    Z tych co wracaja w starszych grupach wiekowych po dluzszym pobycie sa to zwykle
    ludzie dobrze ustawieni finansowo, ktorzy tutaj przyjezdzaja korzystac z
    lifestyle, ktore im rodzimy kraj moze zaoferowac.
    Pomiedzy NZ i Australia duzo jest migracji w obie strony bo latwiejsze jest to
    do wykonaia ze wzgledu na mniejsza odleglosc geograficzna. Ale i tutaj przewaza
    tendencja odplywowa.
  • 10.08.08, 10:43
    Dziekuje, zes podsumowala wyniki po polsku, bo moze nie kazdy zna jezyk angielski na tyle, aby sie przegryzc przez caly raport.
  • 10.08.08, 21:04
    Raport jest dosc szczegolowy i czytanie zajmuje troche czasu. Wylowilam rzeczy,
    ktore byly dla mnie istotne, o ktorych nie wiedzialam, z pewnoscia jest duzo
    informacji, ktora ominelam.
  • 11.08.08, 22:58
    Mi sie jeszcze nasuwaja jakies pomysly, ze to moze byc uwarunkowane
    historyczno-genetycznie wink W koncu wszyscy tutaj sa potomkami
    emigrantow. 100 czy 200 lat temu wyprawna do Nowej Zelandii byla
    duzo trudniejsza i wymagala duzo wiecej odwagi i determinacji i
    pewnie podejmowaly sie jej odwazne (czasami zdesperowane) jednostki
    z wrodzona "zylka podroznicza". Zamilowanie do podrozy i odkrywania
    odleglych swiatow moglo im pozostac, stalo sie czescia kultury i
    dalej trwa.

    Poza tym w Londynie jest duzo wiecej Australijczykow niz Kiwich,
    pelno tez ludzi z RPA czy Zimbabwe (chociaz tym trudniej wyjechac) i
    inszych bylych angielskich koloni.
    --
    O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
    Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
  • 12.08.08, 14:04
    kasia763 napisała:

    > 100 czy 200 lat temu wyprawna do Nowej Zelandii byla
    > duzo trudniejsza i wymagala duzo wiecej odwagi i determinacji i
    > pewnie podejmowaly sie jej odwazne (czasami zdesperowane)
    > jednostki z wrodzona "zylka podroznicza". Zamilowanie do podrozy i
    > odkrywania odleglych swiatow moglo im pozostac, stalo sie czescia
    > kultury i dalej trwa.

    Kasia - teoria godna Darwina big_grin
  • 19.08.08, 02:34
    Czesc wszystkim,

    Nie bylo mnie tutaj dosc dlugo, sama nie wiem czemu
    chcialam napisac, ze rozumiem decyzje Kasi - ja i moj kiwi bardzo powaznie sie
    zastanawiamy nad wyprowadzka do Londynu. Powodow jest sporo: lepsza praca dla
    kiwiego (w swojej obecnej pracy sie meczy i jest zdemotywowany), wiecej
    mozliwosci pracy dla mnie, i przede wszystkim blisko do domu i rodziny i
    przyjaciol.
    Nie wiem sama czy sie tu dobrze czuje czy nie: przyzwyczailam sie, we wrzesniu
    tego roku beda 2 lata odkad tu zawitalam. Na nasza decyzje wplyw ma tez
    rozczarowanie kiwiego powrotem do ojczyzny (Kiwi spedzil 5 lat w Anglii i we
    Wloszech i kiedy wrocil do NZ zajelo mu ponad pol roku przyzwyczajenie sie - i
    chyba caly czas sie przyzwyczaja...
    Poza tym, musze wam powiedziec szczerze ze pogoda tutaj mnie dobija (a moze to
    tylko w Wellington tak leje?) Mam dosc mieszkania w tekturze i grzyba i wilgoci,
    ble.)
    --
    "Marysiu! Przecież mówiłem Marysi!!! Pięć kilogramów cukru do siatki i do domu,
    do domuuuuuuu!!!!!!!"

    aotearoa blog
  • 19.08.08, 06:05
    moze sie przeprowadzcie do Bay of Plenty, u nas troche popada i
    zaraz sloncesmile) - tak jak teraz pieeknie swieci!
  • 20.08.08, 10:53
    Kazdy musi sobie znalezc miejsce na ziemi.Jesli jestescie
    niezadowoleni to wracajcie do UK.Ciekawe czy bedzie sie wam znowu
    dobrze w UK?Mysle ze wiele zalezy tez od partnera , jesli twoj Kiwi
    jest nieszczesliwy w swoim kraju to tez udziela sie to pewnie Tobie
    a tak naprawde to on pownien cie wspierac i pomagac zaaklimatyzowac
    sie w nowym kraju.Jesli ja narzekam na Polske to dziwne zeby moj
    mezulo nie narzekal, dla niego to obcy kraj.Z krajami to troche jak
    z matka , pijaczka i dziwka ale to twoja matka wiec ja kochasz i
    wybaczasz ale gdyby byla przybrana macocha to pewnie sobie odpuscisz
    zycie z taka kobieta smile
  • 22.08.08, 11:17
    czytam z uwagą co piszecie, nie znajduję wątków czy ktoś z nas
    polaków w NZ prowadzi jakieś biznesy, knajpkę, motel, sklepik, mozże
    to jest sposób z tego co czytam NZ jest dość przyjazna na tego typu
    działania
  • 22.08.08, 15:01
    Ja prowadzilam przez 6 lat hotelik w NZ. Nowa Zelandia jest bardzo
    przyjazna malym biznesom , formalnosci zwiazane z zalozeniem wlasnej
    firmy sa minimalne , reszta zajmowala sie moja ksiegowa smile
  • 24.08.08, 12:06
    i jak było z tym hotelikiem na chleb maożna zarobić, dzierżawiłaś,
    kupiłaś, czemu przestałaś, na północnej czy południowej wyspie, wiem
    że dużo pytań, wybacz ale mam okazję zasięgnąć wiedzy rzadkiej wśród
    polonusów na obczyźnie, większość ma etat.
    Przepraszam jeśli to brzmi jak namolność.
    Rano w kraju czuć było jesień, z okolicy Suwałk wczoraj odleciały
    pierwsze bociany, zaczęły się wielkie powroty polaków z wakacji.
    Pozdrawiam

    Jacek
  • 25.08.08, 18:20
    Dzierzawilismy przez 6 lat , a potem sprzedalismy biznes nastepnym
    nieszczesnikom. Zaruje! Napewno na turystyce mozna zarobic troche
    pieniedzy , my nigdy nie narzekalismy.Po 6 latach bylismy po prostu
    gotowi na inne wyzwania.Wspanialy styl zycia,hotelik byl na wyspie
    polnocnej w srednio turystycznym rejonie.W tamtych czasach wielu
    obcokrajowcow milo takie biznesy ze wzgledu na latwosc otrzymania
    rezydencji w Nowej Zelandii , mielismy Anglikow , Niemcow i
    Amerykanow prowadzacych w miescie podobne biznesy.Jesli jest sie
    czlowiekiem towarzyskim , otwartym na swiat i ludzi i lubiacym
    ciezko pracowac to polecam , fajna sprawa. Jak bylam na Mazurach to
    mi mowili ze bociany odlatuja co roku okolo 23 sierpnia , jedni
    zarzekali sie nawet ze jota w jote co roku w ten sam dzien odlatuja
    bociany smile
  • 25.08.08, 22:02
    Tak mówią że można kalendarze ustawiać pod suwalskie bociany, pewnie
    racjonalnie można to wytłumaczyć, sporo lat mieszkałem w pobliżu
    Słowińskiego Parku Narodowego nad morzem, tamtejsze bociany i czaple
    bardziej oporne, pewnie nagrzany Bałtyk je spowalnia.
    Piszesz w tamtych czasach o ludziach chcących otrzymać rezydencję,
    czy dzisiaj jest inaczej?
    Czy nowe Wasze choryzonty poszły też w swoją własną działalność
    czy "spoczywacie" na etacie.
    Wiesz jak przeglądam strony Trade Me to jestem zaskoczony mnogością
    restauracji, moteli, hoteli do wydzierżawienia lub kupienia o
    franchingu nie wspomnę, skażony środkową europą może czytam to
    opacznie czyli ludzie pozbywają się biznesu bo nie jest dobrze, mogę
    też czytać oczywiście rynek jest stosunkowo duży i rotacja to
    normalna rzecz.
    Cóż i tak już postanowione hihi jeszcze tylko rok.
    Jacek
  • 25.08.08, 22:52
    Wiesz jak sie juz zaczelo cos swojego w zyciu to na tym sie juz
    chyba pozostanie.Nie wyobrazamy sobie na "etaciku" na kogos
    pracowac.Takiej mozliwosci nie ma jest za duzo mozliwosci zarabiania
    dla siebie i na siebie.W NZ jak i chyba w innych krajach rotacja
    biznesow jest duza.Tendencje sa takie jak sie ma biznes , rozkreca
    sie go i sprzedaje w tym punkcie szczytowym , wtedy jestes w stanie
    dostac za twoj biznes najwiecej pieniedzy , bo twoje przychody sa
    duze i potencjalny kupiec , chce wejsc w pewny biznes. CZyli z moich
    obserwacji 5-6 letni cykl , umowy dzierzaw podpisuje sie na 5 lat
    standardowo z mozliwoscia przedluzenie na 5 i na 5 .Co do rezydenta
    to ja mysle ze pewnie dziala to na tej samej zasadzie , biznes
    hotelarski jest chyba najbardziej sprzyjajacy dla obcokrajowcow ,
    bez wiekszych uzdolnien czy umiejetnosci smileKnajpka czy kafeteria to
    trzeba juz umiec cos ugotowac i przypasc do gustow tubylcom a to
    przychodzi juz z czasem. Niestety pierogi to nie wszystko.CZyli z
    tego co piszesz to za rok przenosicie sie gdzies w swiat czy juz
    konkretnie do NZ ?
  • 26.08.08, 22:59
    Nasza wizja to bardziej smak Toskańskiego słońca na talerzu i dobre
    wino niż pierogi i bigos, wiem że mamy wśród polonii szczególnie
    kanadyjskiej i amerykańskiej monopol na te specjały rzadkie w naszym
    polskim domu, no chyba że u mamy na niedzielnym obiedzie.
    Mieliśmy wybywać w marcu 2009, ale do jesieni żona ma jeszcze
    kontrakt do realizacji tak że chyba późna jesień 2009.
    Tak decyzja zapadła, wstępnie rekonesans NZ, odrobina Australii i
    decyzja gdzie.
    Chcemy po prostu zacząć robić i żyć tak jak obiecujemy sobie od
    dawna, w przyjaznym środowisku, zależni od własnej pracowitości,
    inwencji, samodzielności.
    Czas zakończyć wyścig szczurów i pogoń za własnym ogonem.
    Co do gustów kulinarnych i atmosfery klientów, hmm zawsze znajdziesz
    własną grupę docelową )))
    Jacek
  • 22.09.08, 02:48
    Kasiu jesli potrzebowalabys pomocy w osiedleniu sie na islandii to bardzo
    chetnie pomoge w koncu to blisko londynu a i mamy tu gejzery smile
    tak sie zlozylo ze jestesmy w podobnej sytuacji
    pozdrawiam

    ps.zmiany z reguly wychodza na lepsze smile
  • 22.09.08, 04:42
    Hallo smile Dzieki, ja Islandie bardzo chetnie odwiedze, gejzery
    poogladam, w goracych zrodlach sie wymocze, ale zamieszkam raczej
    gdzies w londynskich okolicach wink

    Jeszcze tylko tydzien i 2 dni i wracam do cywilizacji, ech.
    Interesujace to byly miesiace.
    --
    O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
    Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.
  • 22.09.08, 14:58
    kasia763 napisała:

    > Hallo smile Dzieki, ja Islandie bardzo chetnie odwiedze, gejzery
    > poogladam, w goracych zrodlach sie wymocze, ale zamieszkam raczej
    > gdzies w londynskich okolicach wink
    >
    > Jeszcze tylko tydzien i 2 dni i wracam do cywilizacji, ech.
    > Interesujace to byly miesiace.


    powodzenia zycze w realizowaniu nowego celu.
    skoro mowa o cywilizacji to uwazaj zebys sie nia nie zachlystnela.tak sie sklada
    ze bylem niedawno w londynie i ... nie odbierz mnie zle ...ale abys sie lekko ta
    cywilizacja nie rozczarowala.
    mysle ze i tak w miare uplywu lat docenisz zycie poza cywilizacja smile

    ...i tak wazne zebys kierowala sie sercem. jeszcze raz powodzenia
  • 22.09.08, 20:27
    Jezeli nie przyjezdzasz sie tutaj dorabiac masz szanse aby byc bardzo zadowolony.
    Do innych zalet NZ zaliczylabym jeszcze jej polozenia geograficzne. Fakt, ze
    wiele ludzi narzeka,ze ten kraj jest na koncu swiata i daleko od Europy ale
    nagroda jest bliskosc pieknych wysp Pacyfiku. Te wyspy - Samoa, Tahiti, Cook
    Islands, Fiji i wiele innych polozone sa tylko o pare godzin lotu od NZ i
    stanowia wspanialy przerywnik w zimie, cieple,otoczone cieplym morzem i rafa,
    swietne miejsce dla wypoczynku, nurkowania, raj na ziemi, polecam.
    Co do sluzby zdrowia sektor szpitalny jest bezplatny dla rezydentow (
    nierezydenci musza placic wiec konieczne jest ubezpieczenie),
    bezplatne sa rowniez tzw maternity services, za wizyty u GP trzeba placic ale
    panstwo doplaca do wizyty rozmaite sumy w zaleznosci od grupy wiekowej.
    Oczywscie ulgi dotycza rowniez tylko rezydentow.
  • 22.09.08, 23:11
    Zartuje przeciez z ta cywilizacja. Spedzilam w Londynie 5 lat i
    wielkich oczekiwan nie mam. Ma piekne miejsca i ma miejsca bardzo,
    bardzo paskudne. Ale ciesze sie, ze wracam - do znajomych, do
    starych katow, do europejskiej historii i kultury itd.
    --
    O to chodzi jedynie, by naprzod wciaz isc smialo
    Bo zawsze sie dochodzi gdzie indziej niz sie chcialo.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.