No to jestesmy. Rozpoczyna sie 3ci tydzien na drugim koncu swiata, chodzac do gory nogami ;D
Moje pierwsze wrazenia sa bardzo bardzo pozytywne. Ostatnie 4 lata spedzilam w Wlk Brytanii i Nowa Zelandia idealnie wypelnia to, czego mi w UK brakowalo. Przestrzen, przyroda, piekne widoki, pewna taka dzikosc

nie tylko przyrodnicza. Przypomina mi to miejsce troche swiat z filmow amerykanskich (bo w USA nigdy nie bylam, i tylko wyobrazac je sobie moge na podstawie filmow). Wszystko jest jakies takie przestronniejsze, ulice szerokie, mozna rowerem sobie pojechac bez strachu. Zieleni wiecej o wiele. Ludzie znacznie bardziej otwarci niz w UK, wielu z nich bylo tu kiedys "obcymi" i nie urywaja rozmowy po zagadnieciu skad jestes. A jednoczesnie jest sporo usmiechania sie i uprzejmosci jak w Anglii, z tym ze moze troche szczerszej?
Na razie pochlonieta jestem aklimatyzacja w pracy. Powoli skupuje niezbedne rzeczy, czekajac na kontener z polkuli polnocnej
I zachwycona jestem pogoda. Robi sie zimno, to prawda, zwlaszcza w nocy. Ale jak wyjdzie slonce, upal i mozna z krotkim rekawkiem biegac. A przed nami lato, wiec bedzie coraz lepiej.
No i te rosliny - czuje sie jak w ogrodzie botanicznym
Mam nadzieje ze pobyt staly uda sie szybko sfinalizowac bo to czekanie mnie dobija. Az sie boje zakochiwac w tym miejscu, jakby mialo cos nie wyjsc.
Jest moze ktos z Hamilton?
Pozdro,
ogzinka