Troche potrwało zanim się rozpędzili - narada, odprawa, tłumaczkę trzeba było
odwołać z urlopu, szef zły, bo żona się w zamieszaniu dowiedziała, że wcale nie
był na delegacji w Londynie, tylko z tłumaczką trzy dni na daczy pod Zegrzem...
A że po angielsku bardziej boli? No pewnie, bo im bije w imydż zewnętrzny. Do
skoku na kasę w Brukseli potrzebne jest przekonanie tych, co jeszcze
Najjaśniejszej nie znają, że to taka zwykła stuletnia demokracja. Zanim się
zorientują, że bynajmniej, to w kredensie będzie wyłamany zamek, srebrne
łyżeczki sprzedane, a kasa podzielona. Więc bardzo im zależy, żeby w tej
krytycznej dobie imydż nie doznał uszczerbku.
Trzeba by więcej po angielsku: i środki większe wydatkują, i przepracowana
tłumaczka będzie żądać podwyżki; same pozytywy.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.