ZAUŁKI ZBRODNI:
"Pobity tez byl tutaj i opowiedzial, ciagle z zadowoleniem, co sie stalo.
Jezeli pamietam dobrze nazywal sie Stanislaw Kwoka, byl miejscowym
dzialaczem 'Solidarnosci'. W sasiedniej sali, gdzie go zaprowadzono, wynikla
jakas drobna przepychanka ze zbyt gorliwa eskorta. Szybko by to zapomniano,
gdyby nie obecny pulkownik, maly skundrel, ale z charakterem pinczera. Zarzucil
on eskorcie nieudolnosc i nakazal uzycie paly. Eskorta, mlodzi zomowcy,
wyraznie nie mieli ochoty na palowanie i zabierali sie do tego z ociaganiem.
Pulkownik sie wsciekl, nakazal skucie delikwentowi rak i zazadal bojowej paly.
Pala byla chyba tak duza jak pan pulkownik, ale zabral sie do niej razno.
Niestety, zanim osiagnal zamierzony wynik, otrzymal od skutego kopniaka, ktory
poslal jego i pale koziolkujac po podlodze. Podwladni zle ukrywali smiech co
wprowadzilo malego sadyste w furie. Dostal wprawdzie drugiego, rownie
skutecznego kopniaka, ale w koncu skaleczyl ofiare i poszarpal kozuch. Kwoka
praktycznie zostal uratowany przez mlodych funkcjonariuszy, ktorzy markujac
bicie, wypchneli go z sali i przystapili do udzielania pierwszej pomocy
zmachanemu i rozmamlanemu sadyscie dowodcy. Mysle ze slawa pana pulkownika,
skopanego przez skutego wieznia, zostala ugruntowana w macierzystej jednostce
do konca jego kariery. Kwoka w kazdym razie byl zadowolony. "