> prawdziwystarywiarus napisał:
>
> > Kraj A, ktory nie tolerowalby dalszego posiadania obywatelstwa, z jakim
> > urodzil sie w kraju B kandydat do naturalizacji (czyli nabycia obywatelstw
> a
> > kraju A), oddawalby przywilej nadawania swojego wlasnego obywatelstwa (A)
> w
> > rece obcego rzadu (B), ktory moglby decydowac, kto moze, a kto nie moze
> > zostac obywatelem powiedzmy USA, poprzez zwalnianie lub nie zwalnianie z
> > obywatelstwa powiedzmy polskiego. Na to zas nie pozwala suwerennosc kraju
> A,
> > ktory ma wylacznosc decyzji, kto moze zostac obywatelem A.
>
> Wywod teoretycznie sluszny, jednak wobec mojego postulatu, aby to nie rzad
czy
> prezydent decydowal o zrzeczeniu sie obywatelstwa, ale wlasnie 'oswiadczenie
> woli' samego zainteresowanego calkowicie nieprzystajacy. Kraj A otrzymawszy
> komplet dokumentow od wnioskujacego i wydaniu pozytywnej opinii proponuje
> termin uroczystego nadania obywatelstwa w formie promesy tegoz. Na tej
postawie
>
> petent udaje sie do konsulatu kraju B i 'oswiadcza swoja wole' zrzekajac sie
> obywatelstwa, co zostaje poswiadczone przez tegoz konsula kraju B na pismie i
> udaje sie wprost na uroczystosc nadania obywatelstwa kraju A. Proste,
> nieskomplikowane i nie dajace mozliwosci naduzyc w normalnym swiecie.
>
> pozdrawiam
Jeszcze prostsze: petent naturalizuje sie w kraju A bez pytania kraju B o jego
cenne zdanie, po czym zarowno kraj A, jak i jego nowy obywatel, przestaja sie
przejmowac krajem B, i zyja dlugo i szczesliwie. Sprawdzilem, dziala.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.