(...)
>
> Prawo RP nie okresla kiedy obywatelowi mozna odmowic zrzeczenia bo takiego
> czegos nie przewiduje sie w praktyce, jezeli przedstawiona sa wymagane
> dokumenty i sa one zgodne z rzeczywistoscia. Jakakolwiek specyfikacja
> kiedy mozna odmowic bylaby uwazana za naruszenie praw czlowieka. A tym
> bardziej jakies METNE SFORMULOWANIE O INTERESACH PANSTWA.
Ten aspekt tematu jest zamknięty, i porucznik przegrał.
Pan plesser ujął rzecz rozsądnie i lapidarnie.
Ja rozumiem, że porucznik nawykł do życia w państwie którego interesy są nie
tylko mętnie sformułowane, ale i nie stają się ani trochę bardziej klarowne w
postępowaniu przed dysfunkcjonalnymi sądami, ale zapewniam, że nie wszędzie
jest tak samo.
Nie mówiąc już o tym, że gdyby ustawodawca konstytucyjny nie przewidywał
możliwości odmowy, to nie byłoby najmniejszej potrzeby mieszać w to prezydenta
RP, żeby wyrażał zgodę, do tego osobistym podpisem, dla samej tylko pompy i
ceremonii. Do oceny prawdziwości papierow niepotrzebna jest osobista decyzja
głowy państwa.
Dowcip prawny polega na tym, że suwerenna decyzja głowy państwa nie jest
zaskarżalna, a decyzja jakiegokolwiek innego organu państwa jak najbardziej
jest - do NSA, a potem ew. takze do Sadu Najwyzszego.
Polsce chodziło nie o prawdziwość dokumentow, ani o pompe i ceremonial, tylko o
odebranie możliwości apelacji od negatywnej decyzji, i uniemozliwienie
ewentualnej publicznej dyskusji związanej z publicznymi procesami odwoławczymi
w takich sprawach.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.