Re: A na razie, źeby mi się nie nudziło...
Tyle, ze ta (oryginalna, i oczywiscie pozytwna) recenzja nie stanowi
wlasnosci "prof." Jarzebskiego, a Monash University, ktory za nia
byl P. Jarzebskiemu laskaw zaplacic w dolarach australijskich.
Oczywiscie, kazdy moze wypozyczyc w bibliotece Monash University
egzemplarz mej pracy doktorskiej i napisac na jej temat recenzje.
Czemu wiec tego nie zrobisz, wiarus? Przeciez tyle jest na
antypodach twych ziomkow, ktorzy rownie dobrze wladaja jezykiem
Mikolaja z Naglowic co jezykiem Wilhelma Szejk-Speara...
I zauwaz, ze oryginalna recenzja nie mogla byc negatywna, bowiem
wtedy nie bylbym PhD... A komisja nostryfikacyjna, o czym wiesz
dobrze, udupikla mnie nie dla tego, ze cos bylo nie tak z moim
doktoratem (sami napisali, ze spelnia on wszelakie wymogi), ale na
podstawie tzw. technicalities, czyli ze uznali, ze nie wiedza do
jakiej dyscypliny mnie zaszufladkowac, a wiec nie moga mi
nostryfikowac dyplomu, bo nie maja ku temu uprawnien
("jurysdykcji"). To podobne do tego, jak gangsterzy, manipulujac
prawem, unikaja kary...