Zaszokowala mnie skala tego zniszczenia i szybkosc, z jaka
nastapilo. Nie wiedzialam o pozarach w Wiktorii do wczorajszego
popoludnia, cieszac sie sydnejskim latem i nie wlaczajac radia, TV
czy komputera.
Do dzisiejszego poranka doliczono sie ponad 100 osob, ktore zginely
w pozarach (przypuszczam ze bedzie ponad 300). Liczba ofiar jest
najwieksza od czasu wojny - zadna dotychczasowa kleska zywiolowa w
Australii nie zebrala takiego zniwa. 750 domow splonelo,
zniszczonych jest 300 000 hektarow, ale to nie koniec, front ognia
nadal sie posuwa. Straszne. Co gorsza, wiele z tych pozarow jest
dzielem podpalaczy.
www.theaustralian.news.com.au/story/0,25197,25027160-601,00.html
images.smh.com.au/ftsmh/ffximage/2009/02/07/fires_wideweb__470x294,0.jpg
www.ntnews.com.au/images/uploadedfiles/editorial/pictures/2009/02/07/1_A_fire.jpg
Zmiana pogody, ktora przeszla nad Wiktoria wczoraj, dotarla do
Sydney tej nocy. Jest teraz szaro i chlodno, zaczelo kropic, co
powinno pomoc gasic pozary wokol Sydney, szczegolnie w okolicy Peats
Ridge. Na szczescie w NSW nie ma zbyt wielu pozarow i zadnych ofiar,
wiec nasi stanowi strazacy pojechali do Wiktorii. Inne stany tez
pomagaja - wysylaja strazakow, specjalistow od medycyny sadowej (do
identyfikacji ofiar), psychologow no i sprzet. Premier federalny
poslal wojsko. Szpitale w Melbourne przeszly na procedury
przygotowane dla ataku terrorystycznego - przyjely kilkaset
poparzonych osob.
A tymczasem w Queensland powodzie, spowodowane deszczem wokol
corocznych cyklonow.
Biore sie do pracy, zeby sie czyms zajac. Jestem wstrzasnieta. W
przerwie zadzwonie do Czerwonego Krzyza i do biura pomocy ofiarom
pozarow.
Luiza