Ostatnio snia mi sie, stereo i w kolorze, same koszmary. Te dwa
snily mi sie nad ranem, w kolejnych dwoch dniach.
Jeden, potwornie meczacy, o wampirach-zombich, ktore niemrawo, ale
uparcie, namnazaja sie w dosc sielskiej okolicy (mojej ukochanej wsi
wakacyjnej). Mimo mojej z nimi walki mnoza sie jak kroliki, kasajac
w szyje kogo popadnie. W koncu zapedzaja mnie do jakiegos ponurego
poprzemyslowego budynku, zrezygnowana daje sie im ugryzc (szczypie
jak przy pobieraniu krwi). Towarzyszy temu znuzenie i znudzenie
sytuacją walki mojej z nimi i ich mnie ścigania. Najciekawszego co-
bylo-potem nie dosnilam, bo obudzil mnie pocałunek jak najbardziej
zywego nie-wampirza.
Drugi sen, mniej jednoznaczny:
- koncówka snu -> w wyniku celowego (?) działania operatora pily
tarczowej trace trzy palce prawej dłoni: kciuk, środkowy i
serdeczny. Bol jest ogromny, ale bardzo szybko mija. Kiedy ustaje,
patrze na moja okaleczona dlon i mysle, ze nie wyglada tak
koszmarnie. Ran nie widac - zabliźniły sie jakos, palce
poprzesuwaly, dlon nie wyglada na okaleczona. Mysle tez, ze cale
zycie balam sie okaleczenia dloni (to prawda w realu) i wlasnie ten
moment, ktorego sie balam, nadszedl. Ogarnia mnie smutek i prosze o
oddanie palcow, moze da sie je jeszcze przyszyc. Operator pily nie
chce, musze go bardzo prosic, w koncu on jakby sie nudzi ta sytuacja
i daje mi palce - po jednym. Wkladam je do ust, miedzy policzek i
zęby, czuje ze nie mam tam juz wiecej miejsca, nie czuje w ustach
zadnej krwi, jakbym trzymala jakies kawalki gumy.
No i co o tym myslicie?
--
Lubi sie ocierać o orzech kokosowy, migdały lub limonkę.