Ok, po kolei:
zombie to chyba decyzje, ktorych podjecie odwlekalam, co sprawilo,
ze mimo sielskich okolicznosci przyrody w moim zyciu przestalam miec
energie, zeby sie tym cieszyc. Jak czlowiek ucieka, to zyje tym, co
za winklem, bo w biegu nie zauwaza sie wiele. I czasem ucieczka moze
stac sie celem samym w sobie.
Najwazniejsza decyzja podjeta, wiec zebate towarzystwo szybko mi sie
pewnie nie przysni.
angelbell: mysle, ze nie jest wazne, kto byl operatorem piły. To moj
sen, wiec operatorem bylam ja, tak samo jak obcinaną.
Ale tak - ręka to energia, tworzenie, zycie. Dla mnie dlonie to jest
jedna z wazniejszych moich czesci w ogole. Moje rece pamietaja
miliardy numerow, ktorych moja swiadomosc nie ejst w stanie
spamietac - wszystkie te piny, kody i co tylko - nie pamietam
numeru, ale reka go wystuka. Rece moje, jak im pozwolic i troche sie
wylaczyc, tworza bardzo faje rzeczy - wiele razy podczas jakis
manualnych zajec, np warsztatow ceramicznych budzilam sie z takiego
jakby transu z gotowa rzezba, ktora one sobie zrobily. Stad pewnie
moj lęk zwiazany z niesprawnoscia rąk i stad koszmar, bo obciecie
palcow jest dla mnie wyjatkowo kastrujace. A to, ze we snie
spogladam na okaleczona reke i probuje sie przekonac, ze w zasadzie
to nic sie nie stalo, jest wyjatkowo alarmujacy. Nie tylko sie
okaleczam, ale i zgadzam sie na to, brr.
Przypomnialam sobie, ze jest taka mudra z tych palcow, ktore
stracilam we snie - mudra energii, ktora wg Ajurwedy pomaga oczyscic
ogranizm z toksyn i innych syfow. Moze powinnam tę mudrę cwiczyc,
ale strasznie mi sie nie chce
Malila: tak mysle, ze chowanie palcow do ust to gest ich ochrony,
zeby schowac je w sobie, do srodka. To tez moze byc cos jak taki
bardzo pierwotny gest niemowlaka, z jego odruchem reka-buzia. W
ustach dziecka ląduje w pewnym wieku wszystko, do czego ma ono
dostęp, i tam jest badane, a po wypluciu uzyte w sposob
zreinterpretowany przez język, wargi i smak.
--
stereotypes are a real time-saver