W każdej Waszej wypowiedzi jest dużo prawdy.
Jeśli chodzi o ciąże. Mam lekkiego fioła na punkcie dzieci - i tych
w brzuchu, i tych na zewnątrz. Gdyby nie istniały żadne przeszkody,
zachodziłabym pewnie co trzy, cztery lata

Ten przewrót nie jest
więc czymś, co dzieje się poza mną ani co jest poświęceniem. Ja tak
w każdym razie tego nie odbieram. Ale na pewno związane jest z
lękiem przed tym, że nie będę w stanie uchronić swojego dziecka
przed utratą zdrowia w czasie ciąży wynikającą z mojego kiepskiego
stanu fizycznego. I przed pogorszeniem mojego stanu zdrowia.
A Iokepine mówi mi, że dam radę jeszcze dwa razy się narodzić na
nowo

- właśnie sobie to uświadomiłam.
Jeśli chodzi o czerwoną sukienkę. Prasowałam ją z wielką
przyjemnością. W czasie tego prasowania zapomniałam o całym świecie.
Normy rzeczywiście mnie uwierają. Poczynając od konieczności
określania siebie przez to, czym się człowiek zajmuje, jakie ma
stanowisko i jakie dobra udało mu się zdobyć, poprzez konieczność
wyboru takiej a nie innej drogi życiowej (nawet jeśli istnieje sto
takich ścieżek - co z tego? - skoro zgodnie z normą nie należy z
żadnej zbaczać, a co dopiero mówić o wybraniu ścieżki sto pierwszej -
autorskiej), po sankcjonowanie tych norm. A wszystkie te normy
jakie były na poczatku, są teraz i będą zawsze, i na wieki wieków,
amen.
Rocznicę chrzcin rzeczywiście chciałam ominąć. I rzeczywiście miałam
poczucie winy, że sprawiłam przykrość. Ale nie było jakieś
przygniatające. Poza tym szybko minęło. Przestałam o rodzinie myśleć
w ogóle. Zajęłam się wyłącznie sobą. To akurat wiem, co oznacza.
Przez dość długi czas w moich myślach zawsze były obecne dzieci.
Cokolwiek robiłam, one zawsze były gdzieś z tyłu głowy, żeby
przypadkiem nie zapomnieć, że je mam i nie zaniedbać takiego np.
powrotu do domu

A od kilku lat uczę się mieć siebie wyłącznie dla
siebie. Jest mnie coraz więcej. Mam nadzieję, że ten sen oznacza
odzyskanie własnej tożsamości w pełni.
ale i tak muszę to jeszcze przetrawić
Dzięki