Spodobało mi się
Byłam nad morzem o zmierzchu z mężem koleżanki (facet sporo starszy, taki który mógłby pokazać coś ciekawego). Chciałam się zwijać, by uciec przez przypływem, ale namówił mnie na kąpiel. Kąpiel w przybierajacej wodzie, wśród wysokich fal była fajna choć też trochę niebezpieczna, fale znosiły w stronę brzegu. Potem morze się cofnęło i okazało się, że na dnie jest jasnozielona, bardzo miękka i dość długa trawa, wysokie drzewa (sosny?), a trochę dalej płynie szeroka rzeka. Nad rzeką stała świątynia (?) z wieżyczkami zakończonymi kulami. Ten znajomy chciał mi ją pokazać, podeszłam, ale wtedy fale zaczęły się zbliżać, więc uciekłam na brzeg. Potem czekałam wśród ludzi na brzegu, by mu wyjaśnić, że chciałam obejrzeć tę budowlę, ale musiałam uciekać przed falami. Był w pobliżu, ale mu tego nie wyjaśniłam. Niedługo znalazłam się w mieście, wśród ludzi. Zmierzchało się tylko na początku snu, potem był dzień.
Tej samej nocy przyśnił mi się mniej przyjemny sen, byłam na sali gimnastycznej z jakimiś ludźmi, dzieciakami i nagle wybuchł pożar. Przeraziłam się, że nie ma dokąd uciekać i że wszyscy tam spłoniemy, ale okazało się, że z boku są jednak drzwi, przez które uciekliśmy. Ale był jakiś problem z wydostaniem się z płonoącej szkoły. Udało mi się jednak wyślizgnąć po prostu przez drzwi wejściowe. Potem chodziłam z jakimś facetem od jednej kępy drzew do drugiej i w każdej znajdowaliśmy prowiant, tu pomidory czy jabłka, a tam coś innego. Chciałam potem zanieść to jedzenie do szkoły, zamierzałam dostać się tam po drabinie, ale wszystkie drabiny były jakieś lewe (za krótkie, spróchniałe, bez stopni) i nie było jak wejść.
--
Narodziło się nowe słońce - i rośnie.