Dodaj do ulubionych

Czy mamy prawo zacząć własne życie?

06.08.11, 14:09
Teściowa jest starsza (74lata) i schorowana. Ma siedmioro dzieci, a mój chłopak jest jej najmłodszym dzieckiem. Reszta jest już "żonata i dzieciata" więc jest to jakby oczywiste, że to mój chłopak ma się nią zająć na starość. Miałam zamieszkać z nią i moim chłopakiem, ale sytuacja się skomplikowała. Straciłam dziecko a ona wykazała się totalnym brakiem zrozumienia i się pokłóciłyśmy. Od początku miała do mnie kiepski stosunek, ale teraz już tego nie ukrywa. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale nie wyobrażam sobie żeby z nią zamieszkać. Drażni mnie, że ciągle chce sterować naszym życiem, nieustannie mówi nam co mamy robić. A zwłaszcza mojemu M. Miałam ją za dobrą kobietę ale dziś dowiedziałam się że od początku ostrzegała mojego chłopaka przede mną (że go zostawię bo jestem z rozbitej rodziny). Wszystkie elementy układanki zaczęły się jakby układać w całość. Od początku wydawało mi się, że mnie nie lubi, ale mój chłopak zaprzeczał. Teraz już wszystko jest jasne. Mieliśmy mieć dziecko i zgodziła się na to, że razem zamieszkamy, gdy się zaręczymy. Gdy poroniłam postawiła warunki, że dopiero po ślubie. Mój chłopak się postawił. Ale teraz już sobie nie wyobrażam tego wszystkiego. Nie chcę mieszkać w takiej atmosferze. Chcę być z moim facetem, z nim mieszkać i wspólnie żyć. Ale do tej pory były problemy żeby wyrwał się z domu nawet na kilka dni, bo "mama taka chora biedna, przewróci się, straci przytomność a nikogo nie będzie żeby jej pomóc". Wczoraj stwierdził, że jednak chce się wyprowadzić, bo i jego ta sytuacja męczy. Tylko czy mamy do tego prawo? To starsza kobieta. Wszyscy będą mieli do niego pretensje gdyby ją zostawił (a potem do mnie, bo z moje przyczyny). Z jednej strony to rozumiem, ale z drugiej dlaczego to my mamy być odpowiedzialni za nią. ON nie jest jedynakiem. Wszyscy pozakładali rodziny, teraz przyjeżdzają tylko w odwiedziny. A my nie możemy? To niesprawiedliwe. Jeśli się nie wyprowadzimy to dalej będziemy żyli jak do tej pory - ja raz w domu u siebie, raz u niego, zagubiona, już nie wiem gdzie mieszkam. Jestem tym wszystkim zmęczona. Jesteśmy na tym etapie związku, że pora podjąć jakąś decyzję. Jeśli teraz razem nie zamieszkamy to się prawdopodobnie rozstaniemy. Teściowa by była zadowolona, miałaby syna tylko dla siebie, ale co z nami...?
Edytor zaawansowany
  • oliwka188 06.08.11, 14:12
    Najlepsze jest to, że sama skarżyła się nieraz jaką to miała straszną teściową, ile z nią miała wojen i ile to biedna przeszła.. ironia losu..
  • lisia312 06.08.11, 17:47
    tak przeważnie jest. Teściowa jest osobą starszą i wyznaje zasady, że mieszka się razem po ślubie. Ma do tego prawo, ma prawo to wyrazić- oczywiście nie obrażając Was. Może zamieszkajcie w pobliżu, byłoby to chyba najlepsze wyjście. Czy ona jest niedołężna? Nie może sama mieszkać ?
    --
    Jestem kowalem swego losu ?!!!
  • oliwka188 06.08.11, 20:42
    lisia312 napisała:

    > tak przeważnie jest. Teściowa jest osobą starszą i wyznaje zasady, że mieszka s
    > ię razem po ślubie. Ma do tego prawo, ma prawo to wyrazić- oczywiście nie obraż
    > ając Was.
    Ale ona po prostu zmieniła zdanie kiedy się okazało, że poroniłam. Było dla mnie podwójnie bolesne, bo dokopała mi w naprawdę trudnej dla mnie chwili. Oczywiście mi nie powiedziala, przekazał mi to mój chłopak. Zresztą to nie ważne - bo teraz to już mi na tym kompletnie nie zależy.

    > Może zamieszkajcie w pobliżu, byłoby to chyba najlepsze wyjście.
    Nie jestem tego taka pewna... Oni mieszkają w domu na wsi. Musielibyśmy wybudować dom na tym samym podwórku. Nawet gdyby to było możliwe (a nie jest bo nie mamy pieniędzy) to ona wciąż miałaby wgląd w nasze życie. W okolicy, w następnej miejscowości mieszka jej syn, jakieś dwie wiochy dalej córka i ok 15 km dalej kolejna córka..Ale oni oczywiście mają swoje rodziny, nie mają czasu zaglądać...

    Czy
    > ona jest niedołężna? Nie może sama mieszkać ?
    Nie jest niedołężna, wielu rzeczy juz nie zrobi, ale wszystkie czynności samoobsługowe wykona bez problemu. Poza tym sama ugotuje, zrobi drobne prace w ogródku, posprząta. Myślę, że spokojnie mogłaby sama mieszkać, ale kiedy mój chłopak ma nie wrócić na 1 noc, ona zaczyna panikować i płakać.. Oczywiście dzwoni do niego ciągle i (może nieświadomie ale) wzbudza wyrzuty sumienia, że go nie ma w domu. Jej dom był zawsze pełen ludzi i widać, że się boi być sama. Moim zdaniem taka jest kolej rzeczy - ludzie dorośleją i się wyprowadzają, nie powinna wywierać takiej presji na swoim synu...
  • lisia312 07.08.11, 09:30
    masz rację, nie powinna, ale jak sama piszesz, kobieta miała zawsze pełny dom, a teraz się boi...
    Trochę ją rozumiem, bo sama mam 4 dzieci i teściową ( matkę jedynaka), która mieszka 60 km od nas, sama na wsi ( gospodarstwa nie ma).
    Teraz mieszka u nas, bo jest po operacji i jest starsza -79 lat, ale chce wrócić do siebie.
    Czasami się wkurzam, jak mąż kilka razy w miesiącu jeździ do niej ( mogła mieć więcej dzieci, ale nie chciała)- w końcu jest jedynakiem, nie mamy na kogo się oglądać. Ale jak widać nie ma reguły- Twój chłopak ma rodzeństwo.
    Czy rozmawialiście z rodzeństwem? Może zwołajcie naradę rodzinną i spróbujcie coś ustalić, bo sprawa sama się nie rozwiąże, a będzie tylko gorzej.


    --
    Jestem kowalem swego losu ?!!!
  • stefcia31 14.09.11, 15:24
    uważam,że każde dziecko ma obowiazek zaopiekować sie matka(rodzicem), nie tylko na Was ciąży ten obowiązek, ale na całej siódemce, powinni siąć i razem uzgodnić co do opieki nad matką, to że mają rodziny nie zwalnia ich z obowiazku, nie dajcie się

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka