Dodaj do ulubionych

Poważny problem.

04.01.07, 09:55
Naprawdę nie wiem, gdzi szukać pomocy, a problem dotyczy mojej matki.
Nienawidzi mojego męża tak obsesyjnie, tak dokładnie, że nienawiść ta
organizuje jej życie, a nawet podejrzewam, że je przedłuża. Co by ona robiła,
gdyby jej zabrać możliwość podsłuchiwania, robienia na złość, pomawiania i
awantury? Mieszkamy niestety razem, bo miało być inaczej, miała nie być
skazana na samotność, mieliśmy wspólnie jeździć na wczasy, wspólnie
wychowywać dziecko, wspólne gospodarstwo prowadzić. Tymczasem ona sobie
wymyśliła, że się rozwiodę, otrzymam alimenty i będziemy żyły razem z moją
córką we trzy, a jego się wykreśli z życia. Jesteśmy może czasem
konfliktowym, ale kochającym się małżeństwem. Matka od ponad 25 lat nie
przyzwyczaiła się do myśli, że nie jestem singlem.Życie z nią zaczyna być
koszmarem i nie wiem zupełnie, co mam z tym zrobić. Np. wszystko ginie spod
ręki - łyżki, nożyczki, jedzenie i środki czystości. Nie pożycza, tylko
chowa. Nim się zorientowaliśmy istniały nieporozumienia, obwinialiśmy się
wzajemnie, potem kupowaliśmy nowe rzeczy. I następuje wtedy zwrot "starych".
Awantura się nie udaje. Trzeba być ograniczonym, żeby myśleć iż nożyczki będą
powodem do rozwodu. Ta swoista kleptomania jest tak uciążliwa, że trudno żyć,
bo dotyczy wszystkiego, rzeczy dziecka, podlewania kwiatów trującą
substancją, mazania drzwi jakąś mazią itd. Matka ma 83 lata jest sprawna
fizycznie, nawet bardzo jak na swój wiek. Jesteśmy zmęczeni oczernianiem nas
u rodziny i znajomych. Szczytem było jak przed Świętami zatrzymała mnie jakaś
obca baba, pytała niby o matkę, a potem "wyczytała mi" mój życiorys z
komentarzem, a potem pyta, czy ten diabeł mieszka dalej z nami, czy już się
wyprowadził. Tak się zdenerwowałam, że pomyliłam autobusy, pojechałam bez
sensu i zapłaciłam karę, bo zły bilet miałam. Mąż nie pije, nie pali,
pracuje, pomaga i naprawdę do niewielu rzeczy można się przyczepić. Ona sama
rozwiodła się jak miałam 3 lata i życie spędziła zgorzkniała i sama, bo teraz
myślę - z nią naprawdę trudno było wytrzymać. Tylko co dalej?
Edytor zaawansowany
  • malenkajalenka 04.01.07, 19:05
    patowa sytuacja:(

    mamy pewnie nie mozecie samej zostawic, wyprowadzić się, bo to starsza osoba..
    chyba pozostaje Wam wspierać się nawzajem i kochać...


    --
    mój suwaczek

    Wiem, dokąd idę, więc tam dojdę :)
  • maziala 05.01.07, 00:01
    piszesz ze mama jest sprawna fizycznie, a psychicznie? Rozmawiałaś z nią ?
    czy w ogóle można z nią porozmawiać?
  • olusia19 05.01.07, 10:26
    O tak, rozmawiać potrafi i na postronnych osobach robi wrażenie. Jest oczytana,
    elokwentna, formułuje zdania poprawnie i sugestywnie. Trudno zauważyć, że coś
    jest nie tak, zwłaszcza, że przytakuje, zgadza się i pozornie logicznie to
    wypada. Rozumie wartość rodziny. Dopiero po dłuższej znajomości, po obsesyjnych
    zachowaniach, po dłuższym czasie widać manię prześladowczą, obsesyjny strach
    przed mężczyznami i nienawiść skupioną na moim mężu. O tyle mnie to niepokoi,
    że usiłuje swoje przekonania przelać na wnuczkę, albo chociaż
    przestraszyć "chłopami". Próbujemy stale być, nie zostawiać dziecka z nią sam
    na sam, ale jest to trudne. Coś jak schizo. Tyle, że jakaś rozmowa z lekarzem
    nic nie daje, bo tego na pierwszy, ani dalszy rzut oka nie widać. Ona się
    szalenie mobilizuje i stąd długo w opinii rodziny i znajomych uchodziliśmy za
    ciemiężycieli biednej, starej kobiety, nękanej każdego dnia. Każdy się
    nabierze. Dopiero poznając nas i ją w czasie - można zauważyć i się...
    przerazić. Lekarz rodzinny po prostu nie widzi problemu, bo jego zdaniem matka
    jest wiarygodna. Nawet podejrzanie mi się przyglądał, jakby ona miała majątek,
    albo miałabym spadek dostać. Niestety była niezamożna, teraz jest uboga wręcz i
    nie w tym sprawa. Gdyby nie my, nie miała by możliwości finansowo egzystować.
    Kto by jej coś kupił, albo walczył z jej bałaganem, zgniłymi owocami i
    ziemniakami w jej pokoju? Ostatnio twierdzi, że moje jedzenie ją truje, bo
    tylko czekam na jej śmierć i nic ode mnie nie je. Jest mi ciężko i zupełnie nie
    wiem, co z tym zrobić.
  • arwen8 05.01.07, 12:51
    Jesteś potwornie uzależniona od matki. Ty, Twój mąż, Twoje dizecko - jesteście
    dla niej NICZYM. A jednak tak bardzo ją usprawiedliwiasz, tak bardzo pragniesz
    ją uszczęśliwić, czujesz swoją bezgraniczną odpowiedzialność, jesteś nawet
    gotowa poświęcić dobro własnej rodziny (bo swoje dobro już poświęciłaś) na
    rzecz kobiety, która krzywdzi Ciebie i Twoją rodzinę. Dla Ciebie ważniejsze
    jest nie szczęście Twojej rodziny, lecz to, co pomyślą inni. Ważniejsze jest
    dbanie o niedbającą o nikogo matkę. Boisz się żyć własnym życiem, podejmować
    decyzje, które są dobre dla Ciebie. Każdy Twój krok jest robiony z
    uwzględnieniem mamusi. Nie rozumiesz nawet, że Twoje dziecko, Twój mąż, i całe
    Wasze małżeństwo cierpi na tym.

    Już po pierwszej "sugestii" matki o zostawieniu męża i szczęśliwym zamieszkaniu
    we trójkę powinnaś byłaś uciąć wszelkie z nią stosunki i uciec jak najdalej.
    Ale Ty nie widzisz żadnej krzywdy w jej słowach. Wybaczasz, usprawiedliwiasz i
    tkwisz dalej w totalnie chorej sytuacji. A więc jesteście z mamusią warte
    siebie...
  • malenkajalenka 05.01.07, 19:32
    a ja to rozumiem, ze zajmujesz sie mama mimo tak trudnej sytuacji.
    co wiecej, mysle ze gdybym byla na Twoim miejscu, to sama poszlabym do
    psychologa, aby porozmawiac z kims kto da Ci konkretne rady, pomoze sobie z tym
    poradzic, zyc z tym, bo inaczej sie wykonczysz, to naprawde paranoja



    --
    mój suwaczek

    Wiem, dokąd idę, więc tam dojdę :)
  • maziala 05.01.07, 23:34
    no to jak? próbowałaś rozmawiać z mamą? mówiłaś, że kochasz i ją, i męża i ze
    nie może Cię stawiać w takich sytuacjach. To, że jej się nie ułozyło nie znaczy,
    że Tobie ma się nie ułożyć, nie znaczy, że Twój mąż jest niedobry. Mówiłaś, że
    nie zawsze dzieci popełniają błedy rodziców?
    Myślę, że warto pogadać (tym bardziej że z własną matką łatwiej pogadać niż np.
    z toksyczną teściową) Ale musisz postawić sprawę twardo - albo ona przyjmie to
    do wiadomości, albo się wyprowadzacie i będziesz ją po prostu odwiedzać ( i to
    sama, żeby nie upokarzała Twojego męża przypadkiem)
    Ja wiem że to cięzko tak, ale Ty też nie możesz się męczyć, ani Twój mąż, ani
    tym bardziej dziecko. Zasługujecie żeby odetchnąć.
  • grazynaraj 06.01.07, 22:33
    Moja droga pamietaj kazdy medal ma dwie strony , jesli to wszystko prawda co
    piszesz to nie rozumiem dlaczego sie nie wyprowadzicie czy nie lepiej byłby sie
    wyprowadzic moze na jakis czas aby strony nabrały dystansu do sprawy moze na
    odległosc zrozumiecie co jest w zyciu wazne .Dotyczy to kazdej ze stron .
    Rozumiem ze samodzielne mieszkanie kosztuje ale skoro jest tak zle to po co sie
    meczyc razem ?i to 25 lat!czy nie jestes wygodna .
    -- Droga Olusiu pamietaj ze Twoje dziecko na to wszystko patrzy to bardzo
    smutne. To nie kleptomania tylko starosc, nie wiedomo co ty bedziesz wyczyniac.
    Twoja matka zyje w leku najpierw stracił meza a pózniej ciebie bo pokochałas
    kogos innego . Zastanow sie moze jednak jest wyjscie .

    gaja
  • burza4 11.01.07, 16:52
    szczerze mówiąc - jak dla mnie pora zadać sobie pytanie co jest dla ciebie
    ważniejsze - dobro TWOJEJ rodziny - którą jest mąż i dziecko, czy dobro matki
    która sprawia wrażenie osoby z zaburzeniami psychicznymi?

    szukasz rady? wyprowadź się, i nie oglądaj za siebie. Nie ma innego sposobu na
    ocalenie waszej rodziny, i tak się dziwię, że twój mąż jeszcze tkwi w tym
    chorym układzie - czy dobrze rozumiem, że od 25 lat jesteście małżeństwem i
    cały czas mieszkacie z matką???

    Nie jesteś odpowiedzialna za życie matki, ona ponosi konsekwencje swoich
    decyzji życiowych - ty nie masz takiego obowiązku.
  • suprice1 16.01.07, 16:36
    popieram burze4.Matka jest dorosla, choc schorowana.Dorosli podejmuja
    samodzielne decyzje.Ty tez jestes dorosla-podejmij decyzje dobra dla Twojej
    rodziny, nie matki.Przeciez masz nowa rodzine od 25 lat, teraz nie matka jest
    nr 1 a corka i maz.Przekonaj ja o tym i wyprowadz sie nawet to rodziny
    meza.Swoja droga wspolczuje twojemu mezowi-ja bym nie wytrzymala 25 lat
    uszczypliwosci.podziwiam go.musi byc silnym facetem i bardzo Cie kochac, skoro
    sie nie wyprowadzil.Chcesz dalej tkwic w takim ukladzie?Czy chcesz dobra dla
    swojej rodziny?Wiesz o tym ze dziecko tez na tym cierpi, dziecku latwo wmowic
    wszystko, oczernic kochanego ojca...Ja bym wiala jak najdalej.wiem ze to matka
    i ja kochasz ale nie daj burzyc swojego zycia rodzinnego.W sumie to chyba o 25
    lat za dlugo zyjecie z matka.
  • inia33 18.01.07, 18:14
    trafiłam tu przypadkiem i sobie poczytuję te ciekawe dla mnie wątki
    teraz nie wytrzymałam i muszę coś napisać
    Twoja matka jest chora! z racji wieku coś jej się poprzestawiało
    coś, co ją od dawna męczyło, nabrało rozmiarów obsesji
    albo się z tym pogodzisz i postarasz się ją traktować jak osobę chorą
    albo rozstaniecie się z matką, zapewniając jej opiekę dostosowaną do jej
    wieku i sprawności

    niestwety temat znam, mój dziadek zachowywał się dokładnie w ten sposób
    mieszkał sam, ale ok półtora roku temu zdrowie mu zaczęło szwankować
    zamieszkał u syna
    ale co przez ostatnie lata zdrowia napsuł całej rodzinie!
    mama stanem przedzawałowym to przypłaciła
    cała miejscowość patrzyła na dzieci dziadka jak na najgorszych wrogów
    to był koszmar, nie zapomnę do końca życia tego dziadkowi!!!
    wszyscy go okradali lub chcieli otruć
    ale niestety to był człowiek psychicznie chory, z manią prześladowczą
    i to zawsze sobie i mamie powtarzałam
    mi udawało się tym za mocno nie przejmować, mamie nie
    w końcu to jej ojciec...

    dziadek umarł w kwietniu, miał 83 lata
    nawet po śmierci rodzinę poróżnił
    sprawy spadkowe ciągną się, rodzina coraz bardziej skłócona

    ale to akurat zaczęło się dość dawno, sprawa z dziadkiem tylko wszystko pogorszyła
    eh, życie:(((
    --
    Maja
    moje kudłatki
  • olusia19 04.07.07, 10:55
    Miałaś rację! Moja Matka jest chora nieuleczalnie. Obecnie przebywa w
    hospicjum, bo nie sposób doglądać jej w domu. Każdy lekarz do którego się
    udawałam w ciągu lat, zlecał ogólne analizy, których wyniki były zulpełnie
    niezłe, a zachowania interpretował wiekiem i konfliktowym charakterem, ew.
    miażdżycą. Tymczasem glejak - guz mózgu rósł powoli, a teraz nic już nie można
    zrobić. Guz jest nieoperacyjny, serce zbyt słabe. Szkoda tych lat,
    straconych... Dopiero jak przestała normalnie mówić, otrzymaliśmy skierowanie
    do neurologa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka