Dodaj do ulubionych

wykończona przez teściów:(

26.06.07, 12:46
Witam wszystkie forumowiczki:) Jestem po raz pierwszy na tym forum.
Chciałabym prosić i radę, bo kompletnie nie wiem co robić:( Jestem załamana
zachowaniem moich teściów i mojego męża. Nie chciałabym się za bardzo
rozpisywać, dlatego napiszę w skrócie.
Będąc na 2 roku studiów zlaiczyliśmy "wpade". Wzięliśmy slub. Oboje nigdzie
ni pracowlaiśmy. Moi i jego rodzice obiecali pomoc w opiece nad dzieckiem i
pomoc fnansową. To była ich decyzja i ogromna cheć pomocy. Zgodizliśmy się.
Dzieki temu nuieliśmy szansę skończyć studia w terminie. Maż przeprowadził
się do mnie. Od dnia wyprowadzki z domu jego rodzice wcale się nim nie
interesowali. Nie dawali mu pieniędzy, nie interesowlai się czy czegoś mu nie
brakuje. Oboje byliśmy na utrzymaniu moich rodziców. Wyprawkę dla dziecka
kupiłam ze swoich odszczędności i bardzo dużo kupili moi rodzice. Urodził się
nasz synek. Przeniosłam się na studia zaoczne, maz został na dziennych.
Zadnej pomocy ze strony teściow nie otrzymałam. PO jakimś czasie zdałam sobie
sprawę z tego, że to były tylko obiecanki. Znalazłam pracę dorywczą, żeby
choć troszkę odciążyć rodziców. czułam siępodle wobec moich rodzicow - ze
tesciowie obiecali, a tym czasem wszytsko spadło na głowę moich rodzicow. Od
tesciow nigdy nic nie dostaliśmy. Kiedys mąż przy jakieś rozmowie (nie było
mnie przy tym) powiedział swoim rodzicom, ze jest mu przykro, że tyyyyyleeee
obiecali i w zaden sposob sie z obietnicy nie wywiązali. No i się zaczęło....
Teściowie zaczeli nazywac moich rodzicow "idiotami", bo tylko idioci kupują
dziecku firmowe buty, ubrania, zabawki, które i tak pojda w kąt. Zabolało
mnie to bardzo. Grzecznie, ale stanowczo zwróciłam uwagę teściom i
powiedziałam, że jeśli im sięcoś nie podoba to nie mająchociaż brzydko
komentować. I że nie mają prawa decydować jakie prezenty dla dziecka mogą
kupowac moi rodzice. Teść się wściekł, wyzwał mnie w moim domu od niepoważnej
gówniary, trzasnąl drzwiami i wyszedł. Od tego czasu minęły 3 miesiące. Nie
jeżdże do tesciow, bo jest mi przykro, ze tesc mnie tak potraktował. Synek
tez nie jeździ, bo wychodzęz założenia, ze gdyby dziadkom na wnuku zależało
to sami by przyjechali. Tym czasem oni nawet nie zadzwonią i nie zapytają o
wnuka. Wiem, że wydzwaniają do męża co kilka dni i wypytują o wszystkich i o
wsyztsko tylko nie o dziecko:( To tylko namiatska zachowań moich teściów.
Czuję, że stałam się kłębkiem nerwów. Najgorsze jest to, że ni mam wcale
wsparcia ze strony męża. Mąż broni matke i ojca obojętnie czy mają rację czy
nie. No i nie widzi potrzeby żeby jego ojciec mnie przeprosił i zeby jego
rodzice przeprosili moich za te niegrzeczne odzywki:(((((((((((( Co robić?
Nie mam sił:( Tyle czasu już upłynęlo a mnie to coraz bardziej boli.... Nie
takich dziadków chciałam dla syna:(
Edytor zaawansowany
  • olusia19 04.07.07, 10:43
    Niestety tak to bywa, gdy młodzi ludzie zaczynają od drugiej strony, a potem
    nie dość, że ze sobą się nie dotarli i ze sobą żyć nie potrafią, to już mają
    dziecko i jeszcze rodziny na głowie. Przeszłam coś podobnego, wiem jak boli,
    popełniłam setki błędów. Teraz trzeba się z tym po prostu pogodzić. Grać i
    lawirować jeszcze wiele lat. - Ważne żeby przetrwało Wasze małżeństwo, bo tak
    naprawdę, to nie z teściami, ani rodzicami się wiązałaś. Masz męża, dziecko i
    należy pomyśleć, żeby jak najszybciej się odpępnić, zdecydować o swoim życiu
    samodzielnie. I tak Cię czekają momenty szantaży uczuciowych. Twój mąż skoro
    tak codziennie zdaje relacje także jest człowiekiem młodym i mało
    odpowiedzialnym. A Ty jak widać nie jesteś wymarzoną synową. I tak zostanie.
    Musisz się przyzwyczaić, że co byś nie zrobiła i tak będzie do kitu. Więc
    zajmij się mężem, dzieckiem i nie rozpatruj komu jeszcze się podobasz. Nie
    urodziłaś się do podobania teściom. Naprawdę. Bunty naprzeciw jego rodziców
    zaostrzą jedynie sytuację. Jak do tej poryśię nie spodobałaś, to sie nie
    staraj. Na imieniny życzenia przez telefon, no - ostatecznie ziele jakieś
    szt.1. Co teściowa ugotuje - cudo, co teść powie - geniusz. Potem wychodzisz,
    zamykasz drzwi i nie masz czasu. Incydent potraktuj, jakby mucha narobiła - już
    zmyłaś. Zlekceważ, - "ach, to nie ważne, co było, to było - prawda jaki śliczny
    wnuczek?" I znowu wychodzisz. Nie szkoduj sobie, że nie dają pieniędzy -
    trudno. To się może nigdy nie zmienić. Pociesz się, że do rzadkości należą
    sytuacje kochanej synowej. Zazwyczaj to jest "ona", co zabrała chłopczyka. A to
    Ty musisz chłopczyka trzymać - obiadem, seksem, chwalbą, inaczej Twoje dziecko
    w skrajnym przypadku nie będzie miało ojca. Jeśli nie jest on nałogowcem, jeśli
    pracuje i próbuje się starać, chwal pod niebiosa, a dobrze na tym wyjdziesz.
    Ocenisz to w przyszłości. I nie męcz się moralnie, ani fizycznie. Dla
    niektórych fakt, że chłopczyk wpadł z "tą lafiryndą", nie dość że musiał się
    żenić, to jeszcze z nią mieszka - jest faktem podstawowym do końca życia i tak
    zostanie, aż do ich śmierci. Aż do ich śmierci! Podkreślone. Więc nie
    przechodź sama siebie z robieniem piętrowego tortu dla teściowej, bo będzie wg.
    niej: za kolorowy, za słodki i krzywy. Zajmij się swoim dzieckiem, swoim mężem.
    Ich kochaj, oni są Twoją rodziną. Reszta to dodatki. Nawet Twoi rodzice, to
    inna rodzina. Stawiaj na swoją. Naucz się rozróżniać rzeczy ważne od małych.
    Twoi rodzice pomagają, bo mogą to robić i chcą. I chcą! Gdyby nie chcieli, nie
    mogli - na pewno by sytuacja była inna. Nie porównuj!. Uśmiechnij się
    dziewczyno i lekceważ małe rzeczy i małych ludzi.
    Powodzenia.
  • real-kapucynka 13.10.07, 13:51
    Nawet dobrze, że nie dali wam nic, bo mielibyście poczucie , że coś
    im zawdzięczacie i te głupie wypominki by były. Nam teściowie kupili
    mieszkanie, bo ich było na to stać, ale przez to że nam kupili to
    mieszkanie teść podkreśla na każdym kroku jaki on bogaty jest i oh
    ah,a my biedni! Wypominał nam to mieszkanie przez co w końcu
    doszło do porządnej kłótni , potem nas przepraszał, ale niesmak
    pozostał do dziś i tak mi zalazł za skórę, nie tylko zresztą z tego
    powodu, ale z bardzo wielu powodów że poprostu jak tylko o nim
    pomyślę, to ciśnienie mi się podnosi , bo tak go nie lubię!
    Teściowej zresztą też nie lubię, bo jej jest wszystko jedno , ona ma
    dokładnie wszystko w dupie, ważna jest dla nich kasa i nic więcej!
    Syna mają gdzieś, nie zapytają co u niego, czy zdrowy jest, jak tam
    w pracy itd.Dzwonią wtedy jak potrzebny jest im żeby pomóc staremu w
    pracy. Ważny jest za to nasz piesek, którego usilnie chcieli nam
    zabrać, ale powiedziałam że pies jest mój i niech sobie wezmą ze
    schroniska i wzięli w końcu pieska ze schroniska nazywając go takim
    samym imieniem jak nasz piesek. Ręce opadają!!! Pies ważniejszy niż
    własny i jedyny syn.

    Nie łam się dziewczyno, ciesz się że nie musisz im nic zawdzięczać!
    Wtedy to dopiero by wam truli !
  • rowinki 13.10.07, 20:42
    Otóż to nie łam się!
    Nam się na dnach urodzi córka,męża rodzice nawet nie interesują się
    kiedy mamy termin,co nam się urodzi i wogle (mi to pasuje,bo
    przynajmniej mi głowy nie będą zawracać,ale widze jak jest przykro
    mojemu mężowi,który patrzy jak moi rodzice pytają czy mogą nam
    pomóc,czy czegos nam nie potrzeba,czy mamy na chleb,tamci zero
    zainteresowania)Ostatnio jego matka zadzwoniła w jego
    imieniny,złożyła życzenia i ...zapytała kiedy awansuje,opadły mi ręce
    Na szczęście nie utrzymujemy z nimi kontaktu
  • ziutka23 20.12.07, 13:02
    Boże, jak ja Cię rozumiem, jakbym czytała swoja historię. Też ślub
    był u nas w przyspieszonym tempie, tyle że ja już wtedy byłam na
    ostatnim roku studiów, mąż na 4. Teściowie nie zgadzali się na ślub,
    pewnie ze zwgl na mnie. Ciąża interesowała ich o tyle o ile. Moi
    rodzice mieszkają daleko, więc przed ślubem (na który się uparliśmy
    z moim ówczesnym narzeczonym), pytali moich teściów, czy nam pomogą,
    bo oni nie są w stanie tego robić na odległość. Oczywiście tak! I na
    dodatek teściowa uparła się że musimy zamieszkać razem (6 osób na
    60m2). Nie chciała sluchac, że może zamieszkamy w jej panieńskim
    mieszkaniu, które stoi puste. Nie miałam z nią kontaktu jeszcze za
    czasów narzeczeńskich, ale po ślubie było już tylko gorzej. Nie
    zwracała się do mnie nigdy wprost, z czasem jak urodziło się nasze
    dziecko, przez usta nie przeszło jej słowo "mama". Nawet do
    kilkumiesięcznego niemowlaka mówiła "Wyjdź z pokoju, bo babcia musi
    wyjść na balkon". Oczywiście było to skierowane do mnie, żeby
    zabrała dziecko i wyszła, no ale gdzie by do mnie otworzyła usta.
    Prezentów żadnych dziecko od kochanej babuni nie dostało, a jak
    dostaliśmy od moich rodziców pieniądze na wózek dla pierworodnego,
    to powiedziała, ze to jakiś wymysł, że można dziecko wozić w wózku
    po jego tacie z 1980r. mniej więcej. I tak na każdym kroku. tak,
    jakby małemu nie należało się nic dobrego. Sama nigdy wnuka nie
    wzięla na spacer, teść dopiero na roczek wziął małego na ręce, do
    tamtej pory zero relacji. kilka razy mówiła mężowi, że powinniśmy
    się wyprowadzić, ale gdzie? Było po drodze kilka sprzeczek, ale nie
    brałam w nuch udziału. W końcu ni z gruszki ni z pietruszki, teść
    zaczał na mnie jechać, że skłócam syna z matką, że ja oczerniam.
    Doszło do awantury, bo zaczęlam sie bronic. powiedziałam, że nikt
    nie ma prawa mnie obrażać, że jestem matką ich wnuka czy im sie to
    podoba czy nie. Wyzwał mnie od gówniar, szczochar i jeszcze gorsze.
    Zdziwił się, ze stawiałam opór, bo myslal, ze jak otworzy mordę, to
    ja się zamknę i odejde potulnie. mam już swoje lata i wyższe
    wyksztalcenie, wiec sobie nie pozwolilam. na koniec przybiegła
    teściowa i powiedziała, jak sie coś nie podoba, to pakowac walizki.
    więc z rocznym synkiem o godz 21 wyszlismy z torbami. melinowaliśmy
    ponad tydz, zanim wynajęliśmy mieszkanie. potem tesc dzwonil do
    meza, ze moze koniec tych wakacji i czas wracac do domu. zdziwil sie
    bardzo, jak maz powiedzial ze nigdzie nie wracamy. to oczywiscie
    bylo nekanie, ze jestemy gowniarzami i sami sobie rady nie damy. ze
    krzywde robimy dziecku odciagajac go od dziadkow. ale do dnia
    dzisiejszego (mineło prawie pół roku) ani tesc ani tesciowa nie
    zapytali o wnuka. pomijam fakt, ze zostalismy bez dachu nad glowa, a
    ona ma co najmniej 2 mieszkania, w ktorych moglibysmy mieszkac. ale
    to niewazne. tesc jeszcze nas straszyl, ze matka zle sie czuje po
    naszym odejsciu i ze jak sie jej cos stanie, to popamietamy. ale
    nikt nie pomyslal, co bedzie jak sie rocznemu dziecku cos stanie, po
    tym jak po nocy musial sie ewakuowac od troskliwych dziadkow. teraz
    mamy spokoj, mieszkamy osobno, syn rosnie na schwal, kochany szkrab.
    tez nie bedzie juz tamtych dziadkow widzial, to decyzja meza. sam w
    sumie nie utrzymuje kontaktu z rodzicami, ja tym bardziej nie
    zamierzam. ale sie rozpisalam. duzo by opowiadac, koncze, trzymajcie
    sie dziewczyny!!
    --

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka