WDOWY i WDOWCY - ŁĄCZMY SIĘ Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
                    • Gość: Anna-Maria IP: *.acn.waw.pl 17.09.04, 21:15
                      Maro - wspaniały pomysł.
                      BUZIACZKI
                      • Gość: mara IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.04, 19:58
                        Wybaczcie. Ważne sprawy spowodowały, że "mój wdowiec" nie dojechał. Teraz jest
                        już za późno bo mieszka w miejscowości położonej 30 km od mojego miejsca
                        zamieszkania. Przykro mi i jemu. CZET (tak będzie się podpisywał)bardzo
                        przeprasza. Ja jutro na 2-3 dni jadę do rodzinki, więc wprowadzę go dopiero w
                        przyszłym tygodniu.
                        KSk40 pisze, że się troszczę. Nie nazwałabym tak tego. Powód dla którego się
                        włączyłam do Waszego portalu jest prosty. Otóz wiem co to znaczy samotność, Nie
                        jestem wdową ale od ponad 20 lat jestem sama (na szczęście obecnie już nie
                        samotna). Ale kilka lat samotności było dla mnie czymś okropnym, Nie jeden
                        wieczór przepłakałam w poduszkę. W dzień musiałam się trzymać ze wzgledu na
                        dziecko. Więc doskonale Was rozumiem. CZET obecnie jest też bardzo samotny i
                        dlatego chcę żeby Was poznał. Kończę. Pozdrawiam Was wszystkie serdecznie
                        Odezwę się gdy wrócę. Zczę przyjemnej niedzieli.




    • Witajcie, chce Wam cos napisać. Tez jestem wieloletnią wdową, jak Wy czyje się samaotna, dzieci mam dorosłe. Mam 52 lata i chce mi się jeszcze zyć. Zapisałam sie do "randek" w 3 miejscach w necie, jestem tam od roku, poznałam wielu mężczyzn, ale blizszych kontaków żadnych. Popiszemy kilka listów i ....... znajomośc sie urywa. Zbyt duza odległośc zamieszkania nie sprzyja bliższej znajomości. Stwierdziłam też że panowie sami nie wiedza czego chcą, tzn. moze wiedzą ale sie boja. No cóż nic na siłę ..... może kiedyś.
      Natomiast poznałam fajnie koleżanki i jesteśmy w kontakcie listownym, na gadu, lub osobistym.
      Pozdrawiam wszystkich i zycze spełnienia oczekiwań - Ania
    • Gość: ksk40 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 18:55
      Znowu okrutne życie daje znac o sobie
    • Pozdrawiam, na dworze robi sie szaro i smutno a i u Was tez niewesolo: panie
      narzekaja na samotnosc, a panow nie ma. Probowalyscie kiedys mile panie
      pomyslec tez o pozytywnej stronie tego ze jestesmy same? Bo takie tez sa. Nic
      na sile, troche cierpliwosci a moze wszystko sie .................
      Obesrwuje swoje zestresowane i zdominowane przez mezow w pracy kolezanki i
      czasami chyba juz nie wyobrazam sobie powrotu. Moze taki luzny i bez zobowiazan
      zwiazek to jedyne wyjscie.
      • Masz racje. Pisalam o tym na watku "czy warto byc singlem"
        • "Koleje losu nie maja biletow powrotnych"
          Najlepsze wyjscie to zaakceptowac to co dzieje sie wokol nas, wtedy latwiej
          brnac w zycie.
          Mysle ze niektore mezatki czy posiadaczki stalych partnerow czasami zazdroszcza
          nam tej samosci, bo samotne moga byc tak samo jak my. Samotnosc wsrod bliskich
          bywa zabojcza.
          • Gość: Ann IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.04, 11:50
            Tak, to prawda. Chyba już lepiej być samą i samotną, niż samotną w związku. Ja
            taką jestem. Uczę sie zyć obok mojego męża, który nie rozmawia ze mną, nie
            chodzi na spacery, właściwie nic nas nie łączy(oprócz dzieci), a wszystko
            dzieli. Powoli staram sie sama zapewniać sobie drobne przyjemności w życiu, bo
            tylko na siebie mogę liczyć. Myśle,że byłabym szczęśliwsza, będąc sama. Tylko
            dziecko jeszcze małe.....
            • Tego nigdy nie bedziesz pewna. Wszystko ma plusy i minusy.
              A moze jednak wysil sie jeszcze i sprobuj ratowac zwiazek.
              Jesli jest choc najmniejsza szansa to warto.
              A jesli zdecydujesz sie jednak byc samotna matka
              - to napewno sobie poradzisz.
              Trafnej decyzji zycze i trzymam kciuki.
    • dawno mnie u was nie bylo :)
      Kochani, zostalam wdowa prawie 10 lat temu .
      Dlugo nie moglam pogodzic sie z ta sytuacja, bolalo bardzo, ale ... nadejdzie
      taki czas, ze wspomnienia zaczna przywolywac usmiech, nie lzy.
      I wtedy dopiero zacznie sie czas na nowe zycie.

      Zeby zaczac zycie od nowa, trzeba nie tylko pogrzebac ukochana osobe, ale i
      nabrac dystansu do tamtego, brutalnie przerwanego przez smierc zwiazku.
      Ja dlugo porownywalam potencjalnych kandydatow do mojego pierwszego meza i to
      juz skazywalo kazde spotkanie na porazke.

      Az przyszedl dzien, gdy spotkalam te szare oczy, ten jedyny na swiecie usmiech.
      I zamknelam na zawsze rozdzial z przeszlosci.
      Majac 48 lat zaczelam nowe zycie.
      Dobre zycie u boku kochanego czlowieka.

      Wam tez sie uda, tylko prosze, nie porownujcie!
    • Gość: - IP: *.acn.waw.pl 04.10.04, 19:08
    • Gość: anja IP: *.widzew.net / *.widzew.net 08.10.04, 15:43
    • Gość: . IP: *.acn.waw.pl 09.10.04, 20:15
    • Gość: a IP: *.acn.waw.pl 13.10.04, 18:28
      • Gość: CZET IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.04, 19:40
        Nie wiem czy ta strona jeszcze żyje, bo ostatni zapis jest z 13 października.
        Mara namawiała mnie już wcześniej bym do Was napisał, ale musialem do tego
        dojrzeć. Jestem wdowcem od 5 lat. Mam dorosłą córkę. Mieszkam w mieście
        powiatowym. Pracuję "na swoim". I czuję się samotny i spragniony towarzystwa
        bliskiej osoby (tej od serca), z którą można być i bywać. Lubię podróże, lubię
        gotować i lubię jeszcze ...... wiele, wiele innych "przyjemności". Chciałbym
        nawiązać kontakty z kobietą w wieku młodszym od mojego (tj. ok. 50 lub mniej,
        wesołą, towarzyską, szczupłą i lubiącą podróże i taniec. Odezwij się. Czekam.
        Pozdrawiam wszystkim na tej stronie i cieszę się, że mogłem tu zawitać.
        Przyjemnej niedzieli.
        • Czet, miło że zawitałeś na forum, zapraszam do rozmowy
          • Gość: CZET IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 12:27
            Dopiero dzisiaj ponownie zajrzałem Cieszę sie , że jeszcze można tu bywać. W
            związku z tym, iż wyjeżdżam na groby najbliższych napiszę więcej po powrocie.
            Pozdrawiam Ciebie ksk40 cieplo i serdecznie.
            • Jak to miło że ponownie zaczynany tu zaglądać.
              • Gość: jeszczejedna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.04, 20:18
                Czy to forum jeszcze działa?
                • Gość: jeszczejedna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.04, 20:32
                  Jeśli tak, chętnie dołączę. Może komuś pomogę, może ktoś wesprze mnie dobrym
                  słowem lub radą. Blisko półtora roku temu zmarł mój mąż. Do dziś bardzo boli,
                  choć pozornie wszystko jest OK. Wydaje mi się, że jeśli dni pędzą przed siebie
                  bez nieoczekiwanych,negatywnych, niespodzianek można żyć i w miarę znośnie
                  funkcjonować, nawet ciesząc się wieloma sprawami.Ale gdy pojawiają się problemy,
                  bardzo odczuwam Jego brak. Kogoś bliskiego, komu można się zwierzyć, zaufać,
                  poskarżyć na świat, być wysłuchanym i za chwilę życie znów może być piękne. Mam
                  dobre i mądre dzieci,ale świat moich kłopotów jest moim światem. Nie chcę,aby o
                  wszystkim wiedzieli, nie wszystko zrozumieją, czasem wręcz przestraszą. Żle
                  jest mi samej!
                  Jak dajecie sobie radę z taką "życiową", praktyczną samotnością? Przecież nasze
                  życie było zbudowane dla dwojga, wszystkie obowiązki można było podzielić, we
                  dwójkę łatwiej było poradzić sobie z nimi. Teraz natomiast całość przypada na
                  jedną osobę. Celowo nie piszę "kobietę" lub "mężczyznę" bo myślę, że wszyscy
                  mamy podobne problemy.
                  • Gość: Anna-Maria IP: *.acn.waw.pl 11.11.04, 21:20
                    Witam
                    Bardzo ładnie to opisałaś - no cóż takie jest życie.
                    Wiem - samej jest bardzo żle. Co możemy zrobić w takiej sytuacji? - tego chyba
                    nikt nie wie
                    pozdrawiam
                    • Gość: jeszczejedna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.04, 13:31
                      Ktoś napisał na tym forum,że jest nas tak dużo. A mnie wydaje się,że tak mało.
                      Kiedy znalazłam to forum pomyślałam - nareszcie coś dla mnie. Tymczasem tak
                      niewiele osób tu dociera. Oczywiście - im mniej wdów i wdowców, tym lepiej. Ale
                      nie jesteśmy jedynymi, których dotknęła bolesna samotność. Może trzeba się
                      bardziej "rozreklamować?" (wiem, to nienajlepsze określenie). Nie bójmy się
                      mówić o tym, co najważniejsze- o bólu, tęsknocie, pustce. to pomaga.
                  • Gość: kami IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.11.04, 19:46
                    Bardzo potrzebuje pomocy i wsparcia. W sierpniu zmarl moj maz i czuje sie
                    strasznie samotna.
                    • Gość: jeszczejedna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.04, 20:53
                      Kami, jestem z Tobą. Trzy miesiące, to mało i dużo jednocześnie. Pewnie
                      pracujesz (a praca - obojętnie jaka by była - bardzo pomaga nie myśleć), miałaś
                      swoje zaiteresowania i pomysły na życie (swoje! a nie wspólne!), krąg znajomych,
                      może jesteś czyjąś mamą? Teraz możesz w tych miejscach szukać ucieczki od
                      smutku, odpoczynku od dręczących myśli, budować świat od nowa. Ale i tak
                      będziesz musiała swoje odpłakać - nie bój się tego! Przecież nie przewidzisz
                      wszystkich sytuacji, jakie Cię spotkają i obudzą wspomnienia.
                      Ja trzymałam się chyba nieźle (tak to oceniam), niedługo, po jakiś właśnie
                      trzech miesiącach, zaczęłam opróżniać szafy z ubrań, papierów już nikomu nie
                      potrzebnych i wszystko dawało się znieść (bardzo pomogli mi synowie, którzy
                      mobilizowali do usuwania wielu rzeczy). Jak długo miałam wpływ na to, co robię,
                      byłam spokojna. Tylko zdjęć nie potrafiłam ogladać - właściwie do dziś nie mam
                      odwagi na nie spojrzeć, choć powoli czuję,że ten czas nadchodzi. Ale
                      nieoczekiwany list od przyjaciół w którym były zdjęcia sprzed roku, wiele łez
                      mnie kosztował. Po prostu nie przewidziałam tego.
                      Ciebie też czekają różne "niespodzianki" - nie unikniesz ich. Ale tylko pierwszy
                      raz naprawdę boli. Każdy następny jest łatwiej znieść. Pomyśl wtedy - już raz
                      dałam sobie radę, już raz przez to przeszłam, wiem jak to jest, poradzę sobie.
                      Nie wiem, czy jesteś osobą wierzącą, ale jeśli tak, wiara może Ci pomóc. Mnie
                      pomogła i pomaga nadal. Ale to już zbyt osobiste rozważania,jak na forum.
                      Nie chciałam się wymądrzać, piszę o moich doświadczeniach, może troszkę Ci
                      pomogłam? Pamiętaj - nie jesteś sama i nie jesteś jedyną owdowiałą osobą na
                      świecie. Tylko nasze cierpienie jest samotne. Ale to też jest życie.
    • Gość: qwer IP: *.acn.waw.pl 28.10.04, 20:05
      ???????
    • Gość: asdf IP: *.acn.waw.pl 30.10.04, 19:47
      cisza - a szkoda.
      • Gość: Akinka IP: *.chello.pl 01.11.04, 15:13
        Witam. Pierwszy raz jestem w Waszym wątku i całkiem tu miło. Co prawda jestem
        byłą wdową i aktualną rozwiedzioną, ale może mnie nie wyrzucicie ? Obecna pora
        roku, zima i wczesna wiosna jest dla mnie okropna, bo nie mogę nic robić na
        działce, a jak pojadę, to praktycznie na króciutko, a nie na parę godzin. Może
        dzięki rozmowom z Wami ten czas mi jakoś mało boleśnie minie.
        Pozdrawiam
        • Gość: mandy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.04, 15:31
          myślałam że jest to forum tylko dla wdow i wdowców. Ale skoro Akinka zawitala
          to chyba i ja mogę. Jestem rozwiedziona od tak dawna, że już nie pamiętam ile
          to lat. Nadal jestem samotna. Jakoś się z tym pogodziłam i jest mi w miarę
          dobrze, nie mniej ta pora roku sklania do tego by nawiązać kontakt z kimś
          interesującym, bo to i czasu wiecej i z domu się nie chce wychodzić. Poza tym
          miło wieczorem zasiąść przy komputerze i z kimś porozmawiać. Pozdrawiam
          wszystkich.
    • Gość: anja53 IP: *.widzew.net / *.widzew.net 01.11.04, 16:32
      a mnie smutno dzisiaj, sama siedze w domu
      • Gość: Akinka6 IP: *.chello.pl 01.11.04, 17:47
        Muszę sprostować, że jestem Akinka6, bo coś się źle zalogowałam.
        Anja53 wcale nie jesteś sama, bo zajrzałaś na forum a tu też są ludzie.
        Powiem Ci to co mówiłam swojej córce, gdy była smutna: "Wywietrz ząbki". Mam
        nadzieję, że się nie obraziłaś ?
        Pozdrawiam
    • Pozdrawiam wszystkich serdecznie!!
      ligia12
      • Gość: mandy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.11.04, 23:45
        Rozchorowałam się. Leżę w łózku, dzieci daleko i nawet szklanki herbaty nie ma
        mi kto podać. W takiej sytuacji samotność szczególnie się odczuwa. Czy zawsze
        tak będzie? Trochę mnie to przeraża. Trzymam się do czasu kiedy mi nic nie
        dolega, ale gdy przypląta się jakieś choróbsko jestem przerażona. A wiadomo że
        człowiek staje się coraz starszy i coraz częściej zaczyna chorować. Jak sobie
        wówczas radzić? Wstyd mi prosić sąsiadów o zrobienie zakupów lub inną formę
        pomocy. Starałam się dzisiaj "wywietrzyć ząbki" ale nie wiele to pomogło. Może
        jutro będzie lepiej. Życzę wszystkim dobrej nocy.
        • Gość: ksk40 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.11.04, 13:20
          Mandy, rozumię Cie doskonale, moje dziecko też daleko.
          Nie myśl teraz o tym co będzie za kilka lat.Nie wstydż się
          prosić sąsiadów o drobną pomoc, przecież nie robisz tego ciągle
          tylko w nagłej sytuacji.Ja też zwróciłam się kiedyś do moich
          sasiadów z prośba o pomoc.Przyznali,że sami nie mieli odwagi
          proponować czegokolwiek.Dziś , gdy nie widzimy sie kilka dni
          słysze delikatne pukanie do drzwi i zatroskany wzrok mojej Jadzi-i pytanie czy
          wszytsko w porządku.
          Mandy , jak masz ochotę to napisz , porozmawiamy.
          • Gość: mandy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 17:06
            ksk dzięki serdeczne. Zrobiło mi się cieplej na duszy, że ktoś, kogo osobiście
            nie znam, potrafił mnie pocieszyć. Twoja odpowiedź sprawiła mi wiele radości.
            Dzisiaj już inaczej patrzę na te swoje obawy. Zadzwoniły również koleżanki,
            zatroskane moim milczeniem. Przyjaciółka, mimo że mieszka na drugim końcu
            miasta i ma masę własnych problemów, przyszła do mnie ze świeżym pieczywem i
            termosem zupy pomidorowej (bardzo smacznej). Więc jednak nie jestem tak samotna
            jak mi sie wczoraj późnym wieczorem wydawało. Dzięki Wam wszystkim za to. I
            jedno jest pewne - zawsze zaoferuję swoją pomoc osobom jej potrzebującym.
            Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru.
    • Gość: rozalka olaboga IP: 80.53.160.* 14.11.04, 21:05
      No wlasnie bo kupy nikt nie ruszy
    • Gość: UP UP IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.05, 00:07
      :)
    • kto wychodzi za wdowca beczy jak owca:)))tak mówią:)))
      --
      nikt nikogo,tak do końca nie zna.
    • Nie rozumiem dlaczego WSZYSCY szukacie nowych partnerów. Czy nikomu nawet nie przyszła do głowy myśl, że miłośc do dotychczasowych powinna być WIECZNA? Że to właśnie we wdowieństwie jest piękne?
      • Nie życzę nikomu zostać wdową lub wdowcem, ale w życiu i tak bywa.
        Miłość miłością, a życie toczy się dalej. Tak, tak - wdowieństwo jest bardzo
        piękne - dzieci już na swoim, a co wdowa ma robić?, jak sobie radzić w różnych
        sprawach życiowych.?
        Chyba według "szczurka_m - wdowy, czy też wdowcy powinni w samotności czekać
        na śmierć. Np. w wieku 40 lub 50 lat musimy byś sami?, czy nie potrzebna jest
        druga osoba?
        Kto tego nie doświadczył, ten nie rozumie.
        • Zapewne nie rozumiem przez doswiadczenie, ale rozumiem przez wewnętrzne przekonanie. Że miłość nie jest sobie a życie sobie a jest ważniejsza od życia. Także i to, że chciałbym aby ktoś był mi tak wierny a ja tak samo jej. Mój post nie jest oskarżeniem myślących inaczej a próbą usłyszenie odzewu od muyślących tak samo
    • czekam na nowe posty, ale wszyscy sie rozwiali? czy watek juz nie istnieje?
      • dobry wieczór! przeczytałam właśnie wszystko. co prawda pobieżnie, ale to z
        powodu późnej pory...
        Obok śpią dzieci,a mi spłynęły wielkie łzy po policzku. Mam 35 lat i od pół
        roku jestem wdową. Nie znoszę tego słowa i nie znoszę tego stanu. Ciągle
        jeszcze buntuję się i miotam, że wcale nie tak miało wyglądać to moje życie, w
        którym tak się starałam, dążyłam, realizowałam. Aż nagle śmierć ukochanej osoby
        przerwała wszystko. Dlaczego dzieją się takie tragedie? Dlaczego ludzie
        przestali umierać ze starości? Dlaczego opuszczają malutkie dzieci? Dlaczego aż
        tylu tych ludzi? Dlaczego? Czy ktoś może mi odpowiedzieć? Chętnie bym sobie
        przeklęła, ale widzę pod spodem napis o nie łamaniu regulaminu....Chcę być
        dzielna, mądra, chcę zrobić z resztą mojego życia (ile by mi go nie zostało)
        coś dobrego, może wspaniałego, wiecie, na przekór okrutnemu losowi...Moje
        życzenia wobec losu urosły znacznie, bo skoro dał mi smak szczęścia, to niech
        się teraz jeszcze wysili i dołoży coś więcej!
        POzdrawiam i mam nadzieję, że ci z was, którzy piszą że są samotni, to tylko
        mały procent na tle tych, który się udało....
        Ach, jeszcze jedno. Mimo smutnego tematu tego forum, nie ma tu tyle jadu, żółci
        ile jest gdzie indziej. Jest jakoś...inaczej. Może dlatego, że cierpienie
        związane ze smiercią uświadamia nam bezsens złości, którą żywimy do różnych
        exów, exi, czy jeszcze jak ich tam nazywacie.
        I mimo żalu, bólu, pozdrawiam i cieszę się, że tu trafiłam:)
        • Dziendobry! Mysle ze przeklinac mozemy sobie prywatnie, wszyscy chca od czasu
          do czasu tak soczyscie i moze nawet talerzem tez rzucic..Regulaminu lepiej nie
          lamac, bo nas skasuja :) Jest bardzo trudno wierzyc w to, ze mozna isc do
          przodu, szczegolnie dopiero w 6 miesiecy po tym jak zostalas sama..To zabiera
          wiecej czasu, ale trudno wierzyc Ci w tej chwili w jakakolwiek przyszlosc
          odpowiedniej 'jakosci' bo przeciez masz wrazenie ze przeciez juz mialas takie
          szczescie z Twoim mezem,,,przeciez nic takiego sie wiecej nie powtorzy....Masz
          wymagania w stosunku do losu..Rany, jak ja to znam...Zawsze mi sie wydawalo, ze
          przeciez to co najlepsze juz za mna..ze nic wiecej tej rangi mnie nie
          spotka...No i ciezko byc samemu/samej jak sie mialo wspaniale malzenstwo..
          Glowa do gory..w miare uplywu czasu bol nieco lagodnieje. Do konca chyba nigdy
          nie odchodzi, ale jakos trzeba zyc.
          • dziękuje za słowa otuchy. A Tobie ile czasu zajęło pogodzenie się z losem, z
            sytuacją, z tym, że całe Twoje dotychczasowe zycie to już tylko wspomnienia? Bo
            ja na razie nie mogę nawet wspominać, nie chcę więcej łez, nie chcę, żeby moje
            dzieci widziały mnie zapłakaną. Nie mogę też jeździć na cmentarz, wywołuje to
            we mnie jakieś wewnętrzne konwulsje. Po prostu nie mogę. Psycholog mówi mi , że
            to o.k., bo jestem młoda i skierowana na życie a nie na myśli o wieczności.
            Tylko jak to wszystko do jasnej pogodzić?! Tu taka strata, smierć, żal, a z
            drugiej strony przyszlość. Z jednej strony tak mocno go kochałam i nie
            widziałam poza nim życia, a z drugiej: zostało mi jeszcze życie moje i moich
            dzieci i muszę zrobić z nim coś dobrego.
            To pocieszające, że wiesz, jak to jest, to znaczy, że nie jestem jakimś
            wyjątkiem....A Tobie, Asiu się udało? Jesteś szczęśliwa, może związana z kimś?
            Jak długo do tego dochodziłaś?
            Ja jestem chyba ciągle w miejscu, gdzie usiłuję nerwowo poskładać- przynajmniej
            w myślach- to, co rozsypało się tak nagle. Chcę mieć znowu moje życie. Chcę być
            szczęśliwa i mieć przyszłość, jak to napisałaś, "odpowiedniej jakości". I
            najciekawsze jest to, że ja w to uwierzyłam niemal od pierwszej chwili, kiedy
            zginął mój mąż. Uwierzyłam, że to się stanie, że będę miała dom, szczęśliwą
            rodzinę, wiesz, frazesy....Ale ja to wszystko mam przed oczami i boję się, ze
            im więcej lat będzie upływać, a stan ten się nie zmieni, zacznę być zgorzkniałą
            panią w średnim wieku. Strasznie to wszystko się pogmatwało, a było tak prosto.
            Myślę, że mnie rozumniesz i dziękuję za to. Tylko chciałabym wiedzieć, czy
            udało Ci się odzyskać szczęście?Mam nadzieję, że tak...
            • W Twoim przypadku duza mobilizacje stanowia na pewno dzieci, i beda Cie
              napedzaly. Dobrze ze rozmawiasz z psychologiem, to bardzo wazne. Mi chyba takie
              najbardziej podstawowe pozbieranie sie zabralo 2 lata. Jestem teraz juz 7 lat
              sama (dzieci nie bylo)i nie jestem z nikim zwiazana. Wydaje mi sie, ze jest
              dosyc trudno znalezc kolejnego partnera, ale to zapewne sprawa wielce
              indywidualna.
              • Witajcie!
                Miło, że jednak ten temat rozwija się
                Pogodzić sie ze stratą kogos bliskiego jest bardzo trudno. Ale życie toczy się
                dalej i musimy żyć. Tak, jest ciężko, bardzo ciężko.Nawet jak nie ma się dzieci
                trudno jest żyć w pojedynkę. W pewnym stopniu dzieci wypełniają pustkę, ale nie
                do końca.
                Ja jestem 3 lata sama. Nie muszę opisywać jaka pustka jest wokół mnie. A tak
                bym chciała coś zmienić.
                asia9111 - Masz rację - bardzo trudno jest o nowego partnera. Ale czy nie
                warto???
                Pozdrawiam
                • Hej,
                  oczywiscie, ze warto, szczegolnie jak Ci brak kogos dla kogo warto wracac do
                  domu...a ile mozna rozmawiac z kotem, aczkolwiek jest rozkoszny..
                  Tylko jest ciezko, czlowiek po latach malzenstwa tez wypadl z obiegu, i
                  randkowanie nie jest az takie latwe...a nawet jak nastapi, to jakos nie jest to
                  juz ten 'zerw krwi' i po prostu jest wszystko jakies takie jalowe...To moze byc
                  tylko moje w tej dziedzinie doswiadczenie...Jakos wydaje mi sie, ze latwiej
                  jest wskoczyc w wir pracy..
    • Widze, że tak naprawde to nie ma tu rozmów, w wiekszości sa tylko próby
      zawiązywania znajomości?

      Jestem wdową od ponad 3 lat.
      Zostałam nią mając prawie 31.

      Wdowy i wdowcy to często ludzie, którzy nie mają z kim pogadac wieczorem - i
      bardzo sie zdziwiłam że w tym wątku tak wiele bezsensownych wpisów - jak te z
      "cyferkami". Czyjaś bezmyślność tylko utrudniła czytanie.

      O czym marzymy, czego pragniemy? Pomysł na rozmowę dobry tylko mało kto go
      podjął. :o)

      Mnie się nie chce marzyć.
      Mieliśmy tyle wspólnych planów, dopiero zaczynaliśmy sie rozkręcać - i nagle
      stop, koniec.
      Jest dobrze, nauczyłam się żyć z tym co sie stało - w jakiś sposób pogodziłam
      sie z tym. Nie boję sie nawrotow żalu, tęsknoty - przyjmuje je jako naturalna
      kolej rzeczy. Wydawało mi sie że wszystko jest już OK.
      I tylko niechęć do marzeń...

      Staram sie ich nauczyc od nowa. Idzie mi powoli. Dopiero teraz, po trzech
      latach, zaczynają powoli powracać, takie małe - chęć na wypad z koleżnakami, bez
      dzieci, na tydzień. Małe marzenie na poczatek. Dobre i to.

      Ktoś w tym watku napisał o wierności na wieczność. Jakiez to patetyczne. Miłość
      i tak trwa. Gdy na poczatku pocieszano mnie "młoda jesteś, jeszcze sobie życie
      ułożysz" - mają cna myśli "jeszcze za mąz wujdziesz" - bolało, bolało strasznie!
      Niby z dobrego serca takie pocieszenie - ale to jak sól sypana na świeżą rane.

      Czas goi rany. Ale odcieta ręka nie odrasta. Serce goi się ale pozostaje blizna.
      Teraz już przyjmuje do wiadomości - rozumem - że można znów pokochać. Że jedna
      miłość nie wymazuje innych. Ale serce - serce nie potrafi. Nie mam pewności że
      potrafię dać z siebie tyle co kiedyś - bo część mego serca na zawsze będzie
      należeć do tego który odszedł. Nie kazdy będzie umiał sie z tym pogodzić.
      A ja nie szukam. Nie umiem. Nie chcę?
      Będzie co ma być.

      Nie będzie źle.
      • cześć Inko,
        nie znam Cię, ale kiedyś ktoś z Samodzielnej Mamay poradził mi, żebym się z
        Tobą skontaktowała, bo przeszłaś to, co ja...Napisałam na Twojego gazetowego
        maila, ale nie było odzewu. Pomyślałam, że żyjesz swoim życiem, swoimi
        radościami, kłopotami i nie zaglądasz może nawet....Ale przypadkiem jesteś
        tutaj (przypadkiem?). Piszesz,ze w większości są tu próby nawiązania
        znajomości....Ja sama nie wiem, jak tu trafiłam, bo nie miałam takiego zamiaru.
        Może z ciekawości, jak radzą sobie inni?
        To wszystko, co piszesz, to prawda. I to, ze wątpisz, czy będziesz mogła dać z
        siebie tyle, co kiedyś...I to, że gadanie o ułożeniu sobie życia z kimś to jak
        sól na ranę.....I pytanie, czy ktoś zaakceptuje Twoje wnętrze z całym tym żalem
        i myślami o szczęśliwej przeszłości......Widzisz, ja jestem o wiele krócej
        sama, ale wiem dokładnie o co Ci chodzi...Masz dzieci, prawda? Ale one do końca
        też nie wypełnią serca, miejsce tego jedynego zostaje puste.
        Wczoraj ogładałam filmiki z Nim. Nie wiem, po co się tak katowałam, chyba po
        to, żeby do końca zdać sobie sprawę, że to koniec, że on nie wróci....
        Też mieliśmy plany...dzieci takie małe (2,5 i 4 latka)...właściwie, to głównie
        ja planowałam i tym bardziej mi teraz trudno, gdy zastanawiam się tylko, jak
        przeżyć kolejny dzień, wieczór...Dalsze plany to abstrakcja, tym bardziej, że
        nie dają żadnej radości, bo przecież miały sens, kiedy dzieliliśmy tę radość we
        dwoje....Rozmawiam z ludźmi, czasem nawet bardzo długo i szczerze, ale sama
        wiesz, jak trudno takimi rozmowami zastąpić te wieczorne wspólne chwile kiedy
        wystarczyło się przytulić, opowiedzieć, jak ciężko było w pracy, jak dzieci
        dały w kość..I tylko on to rozumiał...Wiesz, jak wyglądają rozmowy
        szczęśliwych, choć wyczerpanych dniem kochających się ludzi. Rodziców. Właśnie.
        Intymność rodziców jest inna niż intymność kochanków. Jest pełniejsza, bo
        umocniona myslami o życiu, które stworzyli...Boże, przez 10 lat było tak
        pięknie...
        Wiesz, nawet Ci zazdroszczę, że masz za sobą już 3 lata, i że tak powiem,
        okrzepłaś w tym bólu i żalu. Wiem, że droga jest bardzo długa i trudna, ale ja
        powtarzam sobie, że musi się udać po raz drugi, że Bóg nie zostawia, że daje w
        życiu szanse....I może za jakiś czas samo się ułoży, żal nie minie, ale może
        pozwoli pełniej doświadczać nowych uczuć....Ja teżnie szukam, szczególnie, ze
        wszystko jest takie świeże, nawet nie chcę o tym myśleć, że ktoś mógłby go
        zastąpić. Ale jednocześnie żądam od życia, od Boga, od losu, żeby to nie był
        koniec. Czekam na drugą szansę na szczęście. I może pojawi się zanim włosy
        pokryje mi siwizna:)
        • Twój list w ogóle do mnie nie dotarł! W mojej skrzynce pusto od dawna. :o)
          Właściwie jej nie używam. Może stąd problem.
          Skąd sie wzięlam w tym wątku? Nawet nie wiem, przez jakiś odsyłacz w czyims
          wątku na jakims forum. Niektórzy mówią, że przypadek nie istnieje więc może
          jestem tu w jakims celu?
          Maiłam to szczęście że trafiłam w internecie na wiele życzlwiych osób - i aj tez
          trafiłam na wdowy, które juz miały pewien "staż", których słowa były mi potrzebne.
          Pamietam doskonale, że z tego jak i co ludzie pisali do mnie - było można
          odczytac kto przeszedł w życiu jakies bolesne wydarzenia. Te osoby nie pisały
          "weź się w garść", nie pocieszały zadającym ból "jeszcze kogoś poznasz".
          Czytałam je tak jak teraz ciebie - odnajdując w tym co piszesz własne
          przezzycia, myśli.
          Sam czas nie jest lekiem. Ważne co sie w nim dzieje. Ludzie, których sie w tym
          czasie spotyka.
          Tak mam dzieci. Wtedy miały 2 i niecałe 6 lat. Wtedy były tym co nie pozwalało
          dac sobie zwolnienia z życia. Teraz - i tak wszystko siłą rzeczy koncentruje się
          wokół nich - bo moją rodziną są One. Na szczęście nie jedyną - mam wsparcie
          rodziny i przyjaciół, naprawdę na nikim z bliskich mi osób sie nie zawiodłam,
          tylko wspólnicy męża okazali sie.. szkoda gadać. Grosza nie zobaczyłam z tego co
          mi sie należało. Cóż. Bywa.

          Ja nie czekam az mi sie druga szansa przytrafi. Nauczyłam się żyć bez Niego - i
          zdaję sobie sprawe z tego, że decyzja o związaniu się z kimś to teraz dużo
          trudniejsze niż kiedyś.
          Kiedyś byłą to decyzja dwojga ludzi, wiążąca ze sobą dwie rodziny.
          Teraz - dzieci, ich akceptacja i akceptacja przez nie, rodzina mojego męża - to
          nadal moja rodzina, wspomnienia i kawał zycia związane z człowiekeim który nadal
          jest w moim sercu. Trudne to.
          A przecież jest tyle wolnych , bez zobowiązań, bez dzieci, pieknych młodych
          kobiet. :o)
          Pogoda ducha to bardzo przydatna rzecz. Choć żałoba ją nieco udeptuje - to ona
          wraca i odradza sie z czasem.
          Czy okrzepłam w bólu i żalu? Nie.
          Nie ma ich. One BYWAJĄ. W całkiem nieoczekiwanych momentach mimo że wydaje się
          że juz jest sie przyzwyczajonym. Ale nie da sie przywyczaić do tego, że moich
          córeczek już tata na ręce nie weźmie. Wystarczy czasem mała dziewczynka w
          przedszkolu biegnąca do taty z okrzykiem "mój tatuś" a gula w gardle wyrasta i
          łzy trzeba jakoś zamaskować.
          Tyle że ja już wiem, że nie ma co z tym walczyć, że takie chwile przychodzą i
          mijają i trzeba to zaakceptować.
          Pierwszy rok jest najtrudniejszy, bo czas liczy sie się na tygodnie "od", bo
          wszystko jest "pierwszy raz bez niego". Potem czas robi sie dwoisty - tak
          niedawne jest wszystko, tak żywe w pamięci - a równocześnie tyle się wydarzyło w
          tym czasie, widac to zwłaszcza gdy dzieci sa małe. Przedszkole, szkole -
          wszystko juz bez taty. Ta lalka jeszcze od taty - a ta jak go już nie było.
          Nic na siłę.
          Swój żal trzeba przezyć.
          A czasem trzeba mu pozwolic wrócić i przepłynąć przez nas jeszcze raz. I życ dalej.
          • bardzo cenie sobie to co Panie piszecie. Tak, najgorszy jest 1szy rok-1sze
            Swieta, urodziny, imieniny...Potem w gardle dlawi juz nieco mniej, ale
            jednak..od czasu do czasu pojawia sie i znika, i trzeba z tym zyc, tez, bo
            innego wyjscia nie mamy.Wlasciwie jest tak, ze tylko chyba najblizsza rodzina
            jest ta ostoja, bo znajomosci inne pomalu sie rozpadaja..nawet na poczatku jak
            czlowiek jest gdzies zapraszany i nawet udziela sie jakos tam towarzysko i bez
            obnoszenia swego bolu, to potem juz jako singiel z odzysku...jestes 5tym kolem
            u wozu, i byc moze nawet podswiadomie jakims zagrozeniem dla zwiazkow innych.
            Tak, ze to tez sie wykrusza w miare uplywu czasu. Nie wiem czy tez macie takie
            doswiadczenia.
          • Oj, Boże, strasznie się boję tych łez. Moje dziewczyny idą od września do
            przedszkola...A ja już wyobrażam sobie uśmiechniętych tatusiów kręcących video
            na jakiejś przedszkolnej imprezie. Nawet nie chcę myśleć. A że z natury łatwo
            się wzruszam, rozczulam, to myślę, że będzie to bardzo trudne i przykre dla
            mnie...Może nie powinnam się nad sobą rozczulać i właśnie WZIĄĆ SIĘ W GARSĆ?
            Dwa dni temu oglądałam nasze filmy...Kiedy urodziła się starsza córka...Tata
            czytający jej bajki, ganiający za nią po pokoju....I wiecie, wydało mi się, jak
            bym oglądała film, a nie swoje życie. Minęło pół roku, a ja żyję nieszczęśliwym
            życiem, a to, co było jest aż nierealne. I odległe? Tam radość, szczęście,
            obrączki, pocałunki, a tu smutek wewnątrz, chociaż dla dzieci muszę przyklejać
            uśmeich....Dwoistość...Tamto życie- to życie....A zagrożenie, Asiu? NIe. Ja nie
            jestem dla nikogo zagrożeniem. Bo nigdy nie miałam zamiaru i nie chciałam
            odbijać nikomu nikogo. Choćby nie wiem co, choćbym miała być sama do końca
            życia. Nie wyobrażam sobie zadawania bólu innym kobietom, a może nawet
            dzieciom...
            To prawda, że jest tyle pięknych, młodych, wolnych dziewczyn...I kto pakowałby
            się w związek z kobietą, jak by nie było, po przejściach...z dziećmi, które
            jednak, chociaż słabo, pamiętają ojca...Też mam w głowie te pytania...I
            odpowiedź: jeśli jest, to chyba jakiś szalony. Szczerze, ja, w odwrotnej
            sytuacji, nigdy bym się w coś takiego nie pakowała..
            ....ale życie podobno pisze najlepsze scenariusze.......
            ....i podobno jeśli czegoś bardzo mocno pragniesz, to wszystkie siły
            wszechświata sprzyjają ci w realizacji tego celu.....
            Idę popłakać:(
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-186

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.