05.01.18, 22:24
Pogadamy?
Edytor zaawansowany
  • nocnyzbych 07.01.18, 09:25
    Chętnie!
  • lizzbeth 07.01.18, 17:48
    Super!
  • nocnyzbych 07.01.18, 21:42
    Króciutkie te nasze wpisy , ale początek jest.
    Ja dopiero zaczynam swoją aktywność na forum.
    Z tego co zdążyłem przeczytać tematy rozpinają się między banałem , a szokiem.
    Stąd pytanie o czym chciałabyś pogadać?
  • lizzbeth 07.01.18, 22:35
    Cześć. Dobre pytanie, na które nie znam jeszcze odpowiedzi. Może coś pomiędzy banałem a szokiem :). Może o sensie życia. Albo cierpienia. Tylko czy to nudne nie będzie. Nie mogę się pogodzić z cierpieniem dzieci. Nie mogę nawet w maleńkim procencie pojąć zaistnienia holokaustu.
    Albo możemy kawały pisać, jestem wesołą osobą.
  • nocnyzbych 08.01.18, 12:21
    Cześć. Proponujesz ambitne tematy , nie banalne , a już na pewno nie nudne. Taki sens życia zgłębiały tęgie umysły i można za nimi powtarzać ale wolałbym sam dojść do własnego. Co po pozostaje po przeciętnym człowieku ? Najważniejsze - potomstwo jasne bez tego zrywamy łańcuch genów i to co odziedziczyliśmy po przodkach cały trud włożony w nasz rozwój przepada. A jeśli ktoś nie może począć potomka to jego życie nie ma sensu. Na pewno może mieć drugi raz koła nie odkryje , coś wartościowego może wymyślić. Może pomóc współplemieńcom w rozwoju. Ważne żeby przejść przez życie wnosząc coś od siebie i nie zniszczyć zbyt dużo. Wtedy gdy bilans jest dodatni można mieć przekonaniem że sens był.
  • lizzbeth 08.01.18, 17:57
    Witaj Zbyszku. Nie czytałam książek filozoficznych, więc na pewno niczego po mędrcach nie powtórzę. A sama mogę powiedzieć, że co ja tam wiem....Jednak swoje przemyślenia mam, jak zapewne każdy. A efekt moich przemyśleń jest smutny: bezsens. Z tym, że ja jestem przekonana, że sens jest. Chodzi o to, że ja go nie widzę. "Nieprzerwanie dziedzictwa po przodkach", to dla mnie za mało, ja takiej potrzeby nie widzę. Pozostawienie czegoś po sobie- to dla mnie też za mało, żebym mogła sobie wytłumaczyć moją bytność tu. Nawet wiara w Boga niczego mi nie rozjaśnia- za dużo jest cierpienia. Podobno ono uszlachetnia itp....Też to do mnie nie przemawia.
    Może jednak za poważna taka rozmowa, nie sądzisz? Obyśmy nie odstraszyli osób, które być może zechciałyby tu z nami pogadać.
  • nocnyzbych 10.01.18, 10:54
    Cześć. Nasze pierwsze wpisy faktycznie są dość poważne. Myślę że to tylko taki początek. Co do uszlachetnia poprzez cierpienie to mam taką wątpliwość że jeśli to cierpienie jest wynikiem ludzkiego działania to zamiast uszlachetnienia pojawi się chęć odwetu - zemsty. Mnie cierpienie innych daje lekcję dystansu do moich problemów, które są w kontekście prawdziwego cierpienia malutkie i wynikają głównie z moich słabości. Takie pytanie się nasuwa czy ta Twoja opinia o cierpieniu wynika z obserwacji czy doświadczenia osobistego?
  • lizzbeth 10.01.18, 21:27
    Witaj. Nie, to nie doświadczenie osobiste, to wynik rozmyślań :). Zawsze byłam wrażliwa na cierpienie dzieci, bo to ani winy się jakieś doszukać, jakiejś nauczki od losu, no bo za co? Więc dlaczego?
    Ale wreszcie zrozumiałam, że najlepiej o tym nie myśleć. I tak się nic nie poradzi.
    Ciekawe, czy ktoś nas czyta?
    Jak Ci się zaczął 2018 rok?
    Pamiętam, jak sobie nieraz myślałam, że jak będzie rok 2000-y, to będę już taaaka stara :). Ha ha - 2018 jest :).
  • kobiecasamotna 10.01.18, 23:01
    Owszem, podczytuję, żeby nie powiedzieć podglądam. I najbardziej interesuje mnie czemu nocnyzbych pojawia się głównie w godzinach przedpołudniowych?
    Taka babska ciekawość. Pozdrawiam
  • nocnyzbych 11.01.18, 05:08
    Cześć. Taką mam pracę ze aktywny jestem w nocy chociaż ostatnie dni odstawały od normy. Dzisiaj już wracam do zwykłego trybu. Rok 2018 bez problemów czyli jak dotąd dobrze. Lepiej mogę podsumować 2017 był ciężki finansowo , ale zostałem dziadkiem i to maleństwo przyniosło tyle radości że reszta się nie liczy. W zasadzie to jestem mężem babci bo to dziewczynka.
  • kobiecasamotna 11.01.18, 10:53
    Aktywny nocą? A dzisiaj znów pojawiłeś się wczesnym rankiem (chociaż dla mnie taka godzina to właściwie noc prawdziwa). Jakaś sprzeczność niepokojąca, wewnętrzna, intrygująca ukrywa jest za tym :)))
    A na poważnie, gratuluję wnuczki. Taka mała kobieta musi być cudowna. Niestety, na razie nie było mi dane doświadczyć takiego cudu, mam malutkiego wnuka. Też jest super, chociaż sukienek kupować nie mogę:(
  • lizzbeth 11.01.18, 20:08
    Gratuluję Wam wnuków! Ja też mam. A teraz Kobieto pracuj nad tym, żeby zostać babcią i sukienki kupować, a Ty Zbychu nad tym, żebyś dziadkiem był :). Trochę ich tam może pogonić trzeba :). Ja to już mam nawet takiego, że do przedszkola na dzień babci chodzę. I patrzcie, wnuki mamy, a ciągle młodzi jesteśmy, prawda?
  • kobiecasamotna 12.01.18, 10:16
    Za gratulacje dzięki. A na młodzież nie ma co naciskać, jeszcze się zestresują i zdemotywują, i w ogóle.... Mam nadzieję, że spódniczki jeszcze będę kupować, na razie muszę uważać na porozwalane wszędzie samochodziki. I latające w powietrzu klocki.
    Jasne, że jesteśmy młodzi. Kto nam tego może zabronić? :)))
  • lizzbeth 13.01.18, 10:41
    Przechodziłam przez to, ale tylko od święta. Ty masz te atrakcje na co dzień?
    Lubicie czytać książki? Ja lubię, ale coś ostatnio słabo mi idzie. Co zacznę czytać, to zasypiam :D. Chyba za ambitne sobie wypożyczam. Niby jestem coraz młodsza ;), ale głowa, jakby mi chciała pokazać, że nie: nudna książka?-to do spania hi hi.
  • kobiecasamotna 13.01.18, 16:48
    Atrakcje prawie codziennie, blisko mieszkamy. Czytam, lubię czytać, żadna lektura nie jest mi straszna. Zasypiam raczej przy tv. Tylko czasu na życie za mało w natłoku obowiązków. Dopiero z roboty wróciłam. Spróbuję odtajać i biorę się za prawdziwe życie. Może nawet tu zajrzę:))
  • lizzbeth 14.01.18, 11:36
    Pewnie zajrzałaś, a tu pustki. Zbychu chyba zrezygnował, może dla niego za nudno. A o czym tu można pisać w necie, gdzie wszyscy mogą czytać, a jeszcze chciałoby się nie odstraszyć potencjalnych znajomych. Może Ty Kobieto masz jakiś pomysł, jakiś temat ciekawy?
    A może się ktoś dołączy i coś poradzi?
    Ja uważam, że pisać można o wszystkim, o codzienności też. Ja np. teraz bułeczki drożdzowe robię. W przerwie tu zajrzałam.
  • kobiecasamotna 15.01.18, 15:27
    Ja też myślę, że o wszystkim. Tylko... ja nie na wszystkim się znam. Takie, na ten przykład drożdżowe bułeczki, zupełnie mi nie wychodzą :(( No , nie rośnie mi ciasto i już. Dawno się poddałam i nie robię.
    Ale o pogodzie mogę, o modzie, o literaturze, o dzieciach, o teatrze, o kinie....a nie, o kinie to nie mogę, bo to nie moja muza, ta X. Zdecydyjmy się na coś i rozkręcajmy ten interes/
  • lizzbeth 15.01.18, 17:37
    Znasz się na modzie? Ja nie bardzo. To poradź mi, jak się ubrać do ekskluzywnego klubu na koncert jazz.
    Nie wiem, czy się wybiorę, zależy, czy znajdę w szafie ciucha, bo nie zamierzam nic kupować.
  • kobiecasamotna 15.01.18, 17:44

    Jazz, to ja bym na czarno obskoczyła. Im bardziej klub ekskluzywnym, tym bardziej fason "blisko figury":))
  • lizzbeth 15.01.18, 18:04
    Dzięki. Widzę, że ciuch by się znalazł w szafie. "Blisko figury" to najbardziej lubię :).
  • kobiecasamotna 15.01.18, 18:49
    To gratuluję figury :)))
  • lizzbeth 16.01.18, 08:54
    Eee no, bez przesady. W coś się wcisnę :))). Ale dziękuję :).
    Przydałoby się trochę schudnąć :).
  • kobiecasamotna 16.01.18, 14:31
    Schudnąć to by się zawsze przydało :))
  • lizzbeth 17.01.18, 20:17
    Też tak myślisz? To zaczynamy! Najlepiej mi to wychodzi, jak wchodzę codziennie na wagę. Jeśli tego zaniecham, to spódniczki mi się kurczą w zastraszającym tempie :). A z drugiej strony: lubię jedzonko :)).
  • kobiecasamotna 17.01.18, 21:02
    A ja nie lubię codziennych kontaktów z wagą :P I jedzonko nie zawsze i nie każde. Ale spróbujmy, pod warunkiem, że nie będzie publicznego odczytywania wyników.
  • lizzbeth 18.01.18, 13:04
    No to próbujemy :). Ale może od...jutra hi, hi- jak zawsze :).
    Na dworze tak pięknie, biało, uroczo. Tylko tak sobie myślę, że np. sarenki nie mają teraz co jeść. A lisy mogą chyba zjadać osłabione sarenki. Ale mnie myśl naszła! Piękny świat, ale okrutny.
  • kobiecasamotna 18.01.18, 16:09
    Od dzisiaj, koniecznie. Tylko rozsądnie, z głową, żeby nie być, jak te osłabione sarny:))
    A świat jest piękny i dobry, to my wprowadzamy weń okrucieństwo.
  • obrotowy 16.03.18, 16:22
    kobiecasamotna napisała:
    > A świat jest piękny i dobry, to my wprowadzamy weń okrucieństwo.


    Swiat nie jest ani piekny, ani dobry, ani nie ma kolorow.

    - te cechy przypisuja mu tylko ISTOTY myslace, wartosciujace i widzace... like you...

    Relny Swiat - ten istniejacy obiektywnie - ma tylko ksztalty.
  • lizzbeth 17.03.18, 13:51
    Trzeba pisać na końcu wątku, bo tutaj ciężko znaleźć :).
  • kobiecasamotna 19.03.18, 11:46
    Piękne kształty, jak rozumiem;) A my je wypełniamy według własnych upodobań. No, nie wiem... nie wiem.
  • she_5 18.02.18, 10:48
    nocnyzbych napisał(a):

    > (...)
    > Najważniejsze - potomstwo jasne (...)

    Potomstwa o ciemniejszej karnacji nie dyskredytowałabym, jednakowoż :)


    --
    Does she or doesn't she?
  • lizzbeth 18.02.18, 17:51
    Rzeczywiście! Ja to odczytałam jako oczywistość, czyli: "Najważniejsze potomstwo, jasne, bez tego zrywamy łańcuch...". Zbychu, co autor miał na myśli :)?
  • searam 20.01.18, 21:31
    Ok.Pogadajmy wiec ...:) Niech sie opowiesc wije i snuje.. swobodnie..Omija rafy i skaly...:) Dotyka tego i owego..umila , smieszy , ale nie rani... Buduje przyjazne uczucia...
  • lizzbeth 21.01.18, 19:06
    Witaj searam :). Jest nasz już czwórka :). My ostatnio o odchudzaniu, ale ja przez weekend przytyłam 1,5 kg. I nie chcę teraz o tym myśleć.
    Fajnie by było, jakbyśmy tu zbudowali "przyjazne uczucia" :).
  • kobiecasamotna 21.01.18, 19:57
    Ja po przepracowanym weekendzie, z przepalonymi zwojami.
    Jak nie można o odchudzaniu, to proponuję pogadać o gogolowskim "wiju", o tym, żę "wije, wije się rzeczka, jak srebrzysta wstążeczka" (w dzieciństwie zaszłyszane), o spławie drewna i zboża za granicę w szlacheckiej Polsce (wijącymi się wdzięcznie wodami) a na koniec zanucić pieśń Moniuszki, ze szczególnym uwględnieniem strofy "kręć się kręć wrzeciono,wić się tobie wić".
    To na przjazne uczucia nie powinno zaszkodzić.
    Boże, jaka ja jestem zmęczona.
  • searam 21.01.18, 20:47
    Kiedys bylo popularne porzekadlo : "Kochanego ciala nigdy za wiele...":) Moze 1,5 kilograma in plus niewiele zmieni... Czytalem kiedys o mezczyznie,ktory zeniac sie zazadal od wybranki ( kontrakt !) utrzymywania wagi 54 kg, jako warunek trwalosci zwiazku.
    Ha! Panie nie maja lekko..Uzupelnie, ze jestem feminista;) i uwazam, ze faceci nie maja prawa sie "zapuszczac" na wadze..
    Na przepalone zwoje doradzam elektryka...Na zmeczanie nie mam pomyslu. Moze dobry skecz kabaretowy..?
    Aha, budujmy..budujmy !
  • lizzbeth 22.01.18, 13:54
    Do budowania murarz by się przydał, a ze mnie jak widzę murarz kiepski :). Więc my tu tak cegła do cegły i nie wiadomo czy się nie zawali ...
    Nie podpisywałam takiego kontraktu, ale nie wiem czy "na szczęście" czy nie. Bo w razie nie wywiązania się wolna bym była :D, a w przypadku wywiązania- szczuplutka hi hi. A tak, to nie mam ani tego ani tego :D.
    Na zmęczenie nie masz pomysłu? Najlepszy jest odpoczynek :P.
  • kobiecasamotna 22.01.18, 13:58
    Zmartwię Cię , nie jesteś feministą, jesteś raczej facecikiem, który myśli, że przez parę kilogramów więcej traci się na wartości. A co do wspomnianego kontraktu, ciekawe, czy któraś z pań podsunęła swojemu lubemu umowę, w której warunkiem trwałości związku byłby np. brak przerostu prostaty?
    Elektryka nie znalazłam, zwoje musiały zregenerować się same. Skecz kabaretowy i dobry na dodatek ? Może coś polecisz. Bo niczego zabawnego i na poziomie dawno nie słyszałam.
    Budujmy...budujmy!
  • searam 22.01.18, 16:29
    Twoje zyczenie , Madame..:www.youtube.com/watch?v=vLNHPnyGeeA
    Skecz jest mistrzowski...:)
    Na facecika przymkne oko...Znacznie dowartosciowujace byloby : " meska szowinistyczna swinia...";)
    Skoro murarz by sie przydal, elektryk tez, to jaki jeszcze fach bylby mile widziany..? Jesli dobrze zrozumialem : dla mnie proktolog...:)
    Kuchcika nie potrzeba...Daje sobie rade z orientalna kuchnia:) masazysty tez nie...:) I to jest dobry pomysl na zmeczenie , nieprawdaz..?:)
    Budujmy... Budujmy !
    - A do wiechy to jak daleko...?:)
  • lizzbeth 22.01.18, 17:00
    :O
  • kobiecasamotna 22.01.18, 17:31
    Searam, proktolog obsługuje nieco inne rejony. Bliskie ale jednak nie te. Warto pamiętać, jeśli jest się facetem:))
    Skecz mistrzowski, zgoda. Dzięki, odpoczęłam jeszcze bardziej.
    Orientalna kuchnia nie dla mnie, za dużo zapachów. Ale dobry masaż może być :)
    Budujmy, budujmy.... bo tu o budowanie chodzi a nie o to żeby zaraz wiechę instalować.
  • searam 22.01.18, 18:44
    Kurcze, co ja z tym proktologiem..?! Dr.Freud by sie zamyslil... Atlas anatomii trza by mi bylo ponownie przekartkowac..Tu lusterko nie pomoze...:)
    Dokladam jeszcze jeden :www.youtube.com/watch?v=keppfjOvtzo
    To moja dorazna pomoc w procesie wypoczynku i stawaniu na nogi. Mam nadzieje, ze paniom przypadnie do gustu:)
    Czyli, ze w naszym budowaniu jest jak z gonitwa za kroliczkiem..?!:) Mnie sie to podoba. Wieche lub stepke zostawiamy innym !
  • kobiecasamotna 22.01.18, 20:14
    Merci beaucoup.
    Dr.Freud rzeczywiście mógłby coś na tę okoliczność zdiagnozować.
    Widzę, że morskie słownictwo Searamowi nieobce.
  • searam 22.01.18, 21:15
    Morskie opowiesci tez mi nieobce..:) A nad Freudem i ja sie onegdaj zadumalem..:) Wyszlo na moje, ze to lipa, ale nadal swietny temat salonowy...Nadaje sensu i wigoru w gonitwie za kroliczkiem..;) Playboya..
  • kobiecasamotna 22.01.18, 21:27
    Toż to wątek 55+, jakie króliczki??? Jaki wigor???
    Tylko temat salonowy, dla gawędziarzy ;)
  • searam 22.01.18, 22:13
    Pozwole sobie zaprotestowac co do 55+. Wiec zeby poczuc sie lepiej, zmienmy nazwe watku na : "100 - 45"..!
    Wtedy przybedzie wigoru przy " budowaniu..".:) Tyle. ze kroliczek bedzie w smietanie podany w salonie...;)

  • kobiecasamotna 23.01.18, 09:52
    W salonie, panie hrabio, to może oczekiwać gości królowa gustownie obsypana brylantami i szafirami. Miejsce króliczka w śmietanie jest w jadalni (albo stołowym).
    Naprawdę myślisz, że zmiana etykietki pomoże? Może trzeba trochę wiary w siebie, jak w skeczu nr 2 ;))
  • searam 23.01.18, 10:11
    Skoro bylo o przyroscie wagi...Prosze o usmiech :)

    Rozmawiają dwie koleżanki:
    - Mam doła, depresję i w ogóle. Jestem gruba i samotna.
    - No coś ty, Mariola, nie wygłupiaj się. Pokaż, gdzie ty jesteś gruba?
    - Może jeszcze mam ci pokazać, gdzie jestem samotna?

    Udanego dnia !

    (To za ulubionym www.J.M.)
  • kobiecasamotna 23.01.18, 10:25
    :)))
  • searam 23.01.18, 13:39
    W trosce o dobre samopoczucie, ciag dalszy:)...

    - Cześć, Malwina, gdzie Gocha?
    - Gocha mówi, że nie przyjdzie, bo ją wszystko boli z przodu, z tyłu, gardło też. Że piła wczoraj wieczorem wino z tymiankiem i tak się to skończyło. Nie rozumiem.
    - Z tym Jankiem. Mnie też po nim wszystko bolało.
  • kobiecasamotna 23.01.18, 13:55
    Nie schodźmy poniżej pewnego poziomu
  • nocnyzbych 26.01.18, 12:24
    Czasami się jednak udaje. Ważne że ktoś czuwa.
  • lizzbeth 26.01.18, 15:52
    Wszyscy tu czytali Freuda? Ty Zbychu też? Ja nie czytałam.

  • nocnyzbych 26.01.18, 16:43
    Nie czytałem i choć coś tam wiem to wiedza moja skromna. Może zaproponowałbym lżejszy temat np.film albo muzyka. Ostatnio odkryłem kilka ciekawych filmów których nie widziałem w telewizji.
  • kobiecasamotna 26.01.18, 17:12
    To ja pięknie poproszę o tytuły ciekawych filmów. Analfabetka kinowa ze mnie, może dlatego, że nie jestem w stanie żadnego, właściwie, filmu zapamiętać i zrozumieć. A te nieliczne, które pamiętam i lubię oglądałam pewnie z 50 razy.
    Freuda nie czytałam w całości, nudne to jest, tak naprawdę bardzo. A poza tym, stare i przereklamowane:)
  • nocnyzbych 26.01.18, 19:42
    Mogę polecić dwa. Nie są to nowości ale ja oglądałem po raz pierwszy. "To waśnie miłość" i "Dziewczyna z tatuażem" oba są dostępne na cda.
  • searam 26.01.18, 23:53
    Ciekawe filmy..? Prosze bardzo.. ).:www.youtube.com/watch?v=Eoi8ADowVmo
    Basic english.Polish viewer can cope... Opasle tomy Freuda, nawet oprawione w skore nie przydadza sie, nawet jesli nie przeczytane..;)
    Serdecznosci, Ladies & Gentlemen ! :)
  • lizzbeth 27.01.18, 13:42
    Był ktoś z Was na stand-up? Nie wiem czy warto się wybrać.
  • nocnyzbych 28.01.18, 16:50
    Ja nie byłem i choćby dlatego wybrałbym się żeby wrobić sobie opinię.
  • lizzbeth 28.01.18, 19:37
    Ja też. Ale plany się zmieniły. Jednak kiedyś się wybierzemy, może być wesoło.
  • nocnyzbych 29.01.18, 16:47
    Ja mam upatrzony kabaret i jeszcze tylko należało by skrzyknąć ekipę. Niestety słabo się staram a nie mam pewności że zainteresuję innych.
  • lizzbeth 29.01.18, 22:17
    A po co ekipa? A może się skrzykniemy we czwórkę hi hi? Żartuję, ja pasuję.
    Jaki to kabaret? Ja chyba tylko jeden lubię z tych najbardziej znanych.
  • nocnyzbych 30.01.18, 09:12
    Przechowywania. Nie jest najpopularniejszy ale pasuje mi ten klimat i wykonawcy.
  • lizzbeth 31.01.18, 12:38
    Ale to jest łózka Przechowalnia? Czy taka nazwa kabaretu?
  • nocnyzbych 03.02.18, 09:50
    Chodzi mi o łódzką Przechowalnię.
    Czasami obejrzę , posłucham czegoś na You Tube i nabieram chęci żeby poczuć ten klimat
  • deck55 31.01.18, 08:40
    czemu nie?
  • lizzbeth 31.01.18, 12:38
    A do czego to pytanie, do kogo :)?
  • nocnyzbych 07.02.18, 09:32
    Chyba dotyczyło kabaretu.Na takie wspólne wypady to chyba znacznie za wcześnie.Popiszmy jeszcze trochę,szkoda zrywać nawiązany kontakt.Jeździcie na zimowy urlop w góry?❄
  • lizzbeth 08.02.18, 14:44
    Czasami jeździmy. A Ty?
    Z tym wspólnym wyjściem, to ja żartowałam. Nie wybralibyśmy się z kimś z internetu gdziekolwiek. Mój facet by się na to nie zgodził.
    Ciężko mi się tu pisze, nie przemyślałam tego. Okazało się, że nie lubię publicznie pisać czegokolwiek o sobie. Nie wiem więc, jak przyszłość tego wątku. Ludzie widzę też się nie palą do pisania.
  • nocnyzbych 08.02.18, 16:02
    Żeby wybrać się gdzieś razem trzeba chyba z rok pisać na forum. Wtedy można mieć przekonanie że trochę się znamy. Na zimowym wypoczynku w górach byłem raz wiele lat temu. Niestety nie opanowałem umiejętności jazdy na nartach i mnie nie ciągnie. Przysłuchuję się rozmowom i odnoszę wrażenie że większość jeździ i w tym zestawieniu wychodzę na dziwoląga.
  • lizzbeth 08.02.18, 19:21
    To mamy tu już dwa dziwolągi, ja też nie jeżdżę. Mamy w górach rodzinę, więc jeździmy bardziej do nich niż na wypoczynek. Kto umie, ten szusuje :). A ja wtedy w domu siedzę. Też mnie do nauki na nartach nie ciągnie. Znam osoby, które w naszym wieku zaczynały jeździć. Ale trzeba chcieć. Ja nie chcę.
  • nocnyzbych 11.02.18, 10:08
    No to już mi raźniej. Ta moja opinia że większość jeździ w góry bierze się chyba stąd że jeżdżący chwalą się głośno , niejeżdżący siedzą cicho. Kilka lat temu moja ówczesna firma zafundowała nam wyjazd na narty. pojechałem bez entuzjazmu ale jak wszyscy to ja też wypożyczyłem narty i dalej próbować. Młodsi i szczuplejsi jakoś sobie radzili , chociaż większość nie potrafiła jeździć. Mnie po dwóch godzinach łapały skurcze i tyle było z tej nauki. Dał o sobie znać brak aktywności fizycznej niestety z upływem lat jest coraz gorzej. Czas wielki co z tym zrobić bo jak nie to zawał albo coś podobnego. Najlepiej zacznę dzisiaj w końcu jest niedziela można ją poświęcić dla siebie.
  • lizzbeth 12.02.18, 17:26
    No i co, zacząłeś? Ja to się przyznam, że trochę biegam, trochę sobie ćwiczę, a to jakaś wycieczka rowerowa... Ze sportów zimowych, to tylko łyżwy. Dawno nie byłam, w tym tygodniu się wybieramy. Mąż na nartach umie, ale ja się już nie nauczę, bo mnie nie pociąga - górki, za szybko...ojej, bałabym się :)). I jeszcze wiecie, czego nie chcę robić? Z kijkami chodzić, jakieś to takie nie dla mnie, nie mam nawet i na razie nie kupię. Może kiedyś....kto wie, może mi się odmieni.
  • nocnyzbych 13.02.18, 20:29
    Cała moja aktywność zamknęła się krótką gimnastyką , ale w moim przypadku dobre i to. Zima pod tym względem jest trudna. Latem to chociaż rower ratuje sytuację no o wieczory dłuższe
  • nocnyzbych 16.02.18, 10:35
    Dlaczego tak tu cicho?
  • lizzbeth 16.02.18, 12:57
    Dzień dobry :). Ja nie bardzo miałam czas i nie zaglądałam, sorki :). Dlaczego inni się nie odzywają... nie mam pomysłu na odpowiedź. Dziś, to już w ogóle nie mam czasu i chyba dlatego się zmobilizowałam.
    Każda gimnastyka lepsza niż nic. Ja o łyżwach mogłam tylko pomarzyć, nie było kiedy.
    Nie mogę uwierzyć, że za chwilę luty się skończy i zaraz wiosna.
    Czas za szybko ucieka, jak już się jest 60 - ...4. A dopiero co było "60 - 5" :).
  • nocnyzbych 18.02.18, 18:50
    Cześć 🙂 60 - 4 to tak jak bym coś o sobie usłyszał. Jakoś te liczby spływają po mnie bez emocji.
    "Dopóki jeszcze ciut się chce" Dopóki apteki na mnie nie zarabiają i mam jeszcze jakieś marzenia nie czuję się stary. Mam trochę niedosyt motywacji tak jak z tą gimnastyką , ale będę nad tym pracował. Zima się kończy odkurzę rower i dalej zwiedzać okolicę. Gdyby jeszcze był ktoś do towarzystwa na te wycieczki łatwiej byłoby o systematyczność.
  • she_5 19.02.18, 16:01
    a daleko mieszkasz ode mnie? ja też sama pedałuję

    --
    Does she or doesn't she?
  • nocnyzbych 19.02.18, 17:31
    W województwie łódzkim
  • she_5 21.02.18, 13:12
    heh, świat jest jednak mały; powiat łódzki wschodni?

    --
    Does she or doesn't she?
  • nocnyzbych 22.02.18, 09:05
    Niestety nie ale po sąsiedzku tomaszowski. To już jest w zasięgu roweru. Może to być czynnik motywujący.
  • she_5 22.02.18, 10:05
    no no

    --
    Does she or doesn't she?
  • nocnyzbych 23.02.18, 11:33
    Czy no no miało znaczyć nie nie.
  • lizzbeth 20.02.18, 19:12
    Jestem chora
  • nocnyzbych 20.02.18, 19:31
    A co Ci dolega ? Wiesz wszyscy znają się na medycynie więc może jakaś porada.
  • lizzbeth 20.02.18, 23:44
    Dolega mi "zaraza" od męża :). Przepisali mu antybiotyk, więc też go zaczęłam brać. Nie brałam antybiotyku jakieś 15 lat, myślę, że czasem, to nawet wskazane. Jak wszyscy, tak i ja "znam" się na medycynie bardzo dobrze, niestety tym razem antybiotyk wskazany, ponieważ mam w domu małych gości- za mali, żeby się nami opiekować :).
    Jak widać, już mi się poprawia.
  • nocnyzbych 21.02.18, 10:42
    Świetnie że Ci się poprawia. Ja nie brałam antybiotyku od tak dawna że nie pamiętam ile to już upłynęło czasu no ale jak trzeba i jeszcze ci mali goście. To pewnie wesoło w takim towarzystwie. Nasza jeszcze za malutka na samodzielne wizyty przyjeżdża tylko z mamą.
  • lizzbeth 24.02.18, 21:24
    Raz wesoło, raz niewesoło, zależy czy się bawią czy leją :).
    Tym razem mi było cały czas niewesoło, bo to nie była choroba bakteryjna, tylko zwyczajnie wirusisko. Antybiotyk nic nam nie pomógł, strasznie się wymęczyliśmy, chyba grypa. Zostało osłabienie, czasu trzeba, żeby organizm wrócił do normy.
    A Wy zdrowi wszyscy?
  • nocnyzbych 25.02.18, 10:30
    Już tak bo jeden domownik złapał jakiegoś wirusa ale już jest w porządku. Na wirusy to antybiotyki nie bardzo skutkują i organizm musi się zmagać z intruzem a po takiej walce trzeba dochodzić do siebie czas jakiś. Z tego co piszesz idzie ku dobremu. Ci mali goście to chłopcy że tak się leją?
  • kobiecasamotna 25.02.18, 11:12
    Melduję się po długim choróbsku. Wirusowym, jak najbardziej. Przeżyłam.
    Dla nocnegozbycha podziękowania za filmy, które umilały mi czas, kiedy mogłam już jako tako na oczy patrzeć.
    Jakbyś miał w zanadrzu coś niegłupiego i fajnego zarazem, to polecam się łaskawej pamięci.
    Piękny dzień dzisiaj mamy. Mimo słabiutkiej formy zachęcam do spaceru.
  • lizzbeth 26.02.18, 14:00
    Witaj Kobietko, jak miło, że jesteś :). Może i inni wrócą. Współczuję choróbska, dobrze, że stało się przeszłością :).
    Piszesz, że dzień był piękny, ale przecież mrozisko nieprzeciętne. Ja nosa za próg nie wystawiłam.
    Dobrą komedię bym obejrzała, śmieszną, nie taką "amerykańską", gdzie każde słowo o seksie ma powodować u mnie wybuchy śmiechu, a powoduje niesmak, niedzisiejsza jestem...
    Dzisiaj obejrzę dramat: "Zagubiony czas", o 21-ej ma być na Filmbox.
    Zbyszku, chłopaki czy dziewczyny, jednako się leją, gdy w grę wchodzi dochodzenie swych racji :))).
  • nocnyzbych 01.03.18, 09:56
    W mojej głowie funkcjonuje stereotyp że dziewczynki zwłaszcza małe są grzeczne i bicie nie wchodzi w grę. Musiało się wiele zmienić bo jak obserwuję na ulicach dziewczyny wbite w spodnie w grubym makijażu z dumą prezentujące tatuaże i często posługujące się wulgarnym językiem to jestem lekko zszokowany.
  • lizzbeth 04.03.18, 13:01
    Co pokolenie, to cudniejsza młodzież :). Zaczyna się już od dziecka. Małe dziewczynki bardzo lubią naprać starszym braciszkom. Tak to teraz jest, dzieci rządzą, płeć nie gra roli, teraz gender jest :))).
    Kobietko, czy Ty już doszłaś do siebie po chorobie? Bo ja ciągle chrząkam, aż już mam gardło zdarte. W chorobie tak mnie nie męczyło, jak po chorobie. Syrop piję, trochę pomaga...
    Zdrówka wszystkim życzę.
  • kobiecasamotna 04.03.18, 22:48
    Owszem Lizzbeth, prawie wydobrzałam. Gardło długo miałam zdarte, syropy nie pomagały, żadne. Do dzisiaj pochrząkuję. Ale ponieważ moje choróbsko zaatakowało przede wszystkim żołądek, gardło było tylko dodatkiem do innych atrakcji Za życzenia zdrowia, sedeczne dzięki, nie życzę sobie już żadnej grypy. Ani innego świństwa.
    A dziewczynki różne bywają, są też takie księżniczki, cudne kochane i miłe. Ale księżniczka też musi dawać sobie radę w życiu. Przyznam się, że ja lałam chłopaków na podwórku (oczywiście tylko wtedy, kiedy było to absolutnie konieczne) i bratu też się dostawało (wstyd mi dzisiaj, bo młodszy jest). Ale to dawno było, złagodniałam koło 10 roku życia. I tak mi już zostało :P
    Pozdrawiam ciepło
  • nocnyzbych 05.03.18, 07:40
    Dzięki za pozdrowienia zadziałały bo obroniłem się przed wirusami ( jak dotąd ) . Szkoda że te wirusy takie małe bo można by się było bronić przed nimi skuteczniej gdyby były widoczne. W tym roku podobno grypa zebrała większe niż przeciętne żniwo i te mikroby coraz sprytniejsze.
    Ja miałem tyko brata co prawda starszy ,ale trochę chorowity i dzięki temu w domowych bijatykach szanse były dość wyrównane.
    Dbajcie o gardła i nie zaniedbujcie klawiatury.
    Dzisiaj ma być dodatnia temperatura w dzień.😉
  • kobiecasamotna 05.03.18, 08:39
    Bądź czujny Nocnyzbychu, wirusy ciągle w natarciu. Wczoraj rozchorowała się moja przyjaciółka i mój malutki wnuk. A dodatnie marcowe temperatury sprzyjają tym mikroskopijnym wirusowym gadom.
    Mam dziś wolne, pewnie większość dnia spędzę u mojego chorowitka, tak, że z klepania w klawiaturę (czytaj: z kontaktów towarzyskich) nici. Może wieczorem uda mi się zajrzeć.


  • lizzbeth 05.03.18, 21:02
    Kobietko, przecież Twoje kontakty towarzyskie nie ograniczają się chyba do klawiatury? Bo moje najczęściej tak. Jakiś czas nad tym ubolewałam, ale...: "im bardziej poznaję ludzi..."- znacie to? Coraz bardziej jestem zadowolona z takich kontaktów. Nikt mnie tu nie wykorzysta, nie nabierze, nie zostawi samej, wtedy, kiedy potrzebuję być z ludźmi. Nikomu też się tu nie będę zwierzać, tym samym nikt mnie nie zrani krytyką czy zwyczajnym olaniem.
    Zbyszku, faktycznie wiosna. Może na dworze jeszcze nie całkiem, ale ja wracam do sił i dziś zasiałam pomidorki- czyli wiosna już ! :).
    Moim zdaniem przed wirusami jedyną ochroną byłyby maseczki, naprawdę- jakieś antywirusowe:). Ewentualnie trzymać się z daleka od zarażonych, ale o to trudniej. Ja płukałam gardło kilka razy dziennie- taką dezynfekcję sobie robiłam, łykałam witaminki, a i tak się zaraziłam. Natomiast żadna z osób, które trzymały się z dala od chorego i potem też ode mnie nie zachorowała.
  • kobiecasamotna 05.03.18, 21:40
    Owszem, towarzysko się udzielam, kontaktu z ludźmi mi nie brakuje. W wolne dni czasami lubię pobyć sama, prawie nigdy to się nie udaje. A jeśli chodzi o internet, to tu też można zostać nabranym, wykorzystanym, oszukanym i olanym. I wyśmianym. Zdecydowanie wolę relacje w realu. Ale trzeba przyznać, że net jest wygodny.
    Na wirusy nie ma mocnych, są wszędzie. I atakują bezpardonowo.
    Pomidorki zwiastują nam wiosnę w Twoim wątku :)) Niech rosną, będziesz nam donosić jak się pomidorowa sprawa rozwija.
    Dobranoc, jutro do roboty trzeba.


  • nocnyzbych 06.03.18, 09:57
    Lizzbeth jak widać lubi ogrodnictwo ja tej frajdy nigdy nie czułem chociaż miałem w rodzinie zapalonego ogrodnika. Całą pasją była działka od wczesnej wiosny do późnej jesieni i zimą problem co ze sobą zrobić. Chorował duuże ilości pomidorów były wielkie okazy zbliżały się do masy 1 kg a przy tym mięsiste i smaczne niemal słodkie. Pozyskane z dorodnych okazów nasiona wysiane zajmowały w mieszkaniu wszystkie parapety. Takie grzebanie w ziemi podobno nieźle uspokaja to dobra metoda relaksu w zaganianej rzeczywistości.
  • lizzbeth 06.03.18, 11:32
    Oj, nie, nie przepadam za uprawianiem roślinek. Tylko że takie własne pomidory mają wyjątkowy smak, którego nie mają żadne inne, choćby z nie wiem jak ekologicznych upraw. Ja nawet nie lubię pomidorów, ale te własne smakują mi i to bardzo. Nie mają kilograma, nie dbam o nie jakoś szczególnie. Są pyszne.
    Co do oszukania przez internet, to owszem, czyta się o tym. Ale kto z Was mnie tu oszuka, czy skrzywdzi? Tym bardziej, że nie podam żadnych danych o sobie. Nawet kiedyś w przyszłości, gdybyśmy się bardziej zapoznali, to i tak bym się chyba bała przedstawić- zresztą nie wiem, nie myślałam o tym.
  • kobiecasamotna 06.03.18, 12:42
    Jak dobrze, że dziś pracowy luzik i mogłam tu zajrzeć w czasie przedłużonego śniadania.
    Cudna ta Twoja pomidorowa opowieść , Lizzbeth. Mam znajomą, która w podobny sposób opowiada o robieniu przetworów na zimę. Nie znosi słodyczy, nienawidzi gotować ale produkuje kompociki, dżemy, galaretki, konfitury. I smakują jej, jak żadne (a nie jadała nawet babcinych). Skomplikowani, my, ludzie, jesteśmy. Nie ma co.
    Internet można wykorzystywać do różnych celów, jak każde narzędzie. Zraniona, oszukana, uwiedziona i skrzywdzona możesz zostać nawet wtedy, kiedy postarasz się być najbardziej anonimowa. No i uzależnić się można łatwiutko.
    Ale mam nadzieję, że tu nikomu nic złego nie grozi :)) Po prostu pogadać można, posmęcić, może nawet pośmiać się.
    Wracam do obowiązków służbowych. Ciekawe do której dziś owe obowiązki przytrzymają mnie w pracy, bo to nigdy nie wiadomo.
    Uśmiechu na resztę dnia dla wszystkich.
  • lizzbeth 06.03.18, 19:02
    Robiłam dawniej dżemy, dzieciom smakowały, ale ja jadłam (próbowałam) to tylko raz w roku w czasie "produkcji" i było to udręką- nie cierpię dżemów. Jestem chyba "inaczej" skomplikowana, niż mnie zakwalifikowałaś - moje dżemy były niedobre, jak wszystkie inne :).
    Oglądał ktoś "Kształt wody"? Ciekawa jestem opinii. Co takiego jest w tym filmie, za co ten Oskar? Bo ja nie wiem.
    Pozdrawiam tych, którzy piszą i tych, którzy czytają, a jeszcze nie piszą i tych, co czasem coś napisali :).
  • kobiecasamotna 07.03.18, 08:20
    Oczywiście, Lizzbeth, że każdy ma inaczej. Po prostu historie w jakiś sposób są podobne. Ja od paru lat przeżywam nieustanne zdziwienie, że to co smakowało mi przez całe życie nagle robi się zupełnie niejadalne. Pożegnałam się już z większością ulubionych potraw.
    O "Kształcie wody" nic nie wiem. Oglądałam kiedyś inny film tego reżysera, "Labirynt fauna" , chyba dobrze zapamiętałam tytuł. Był ciekawy, w każdej (powiedzmy) warstwie. Ale lekkie i przyjemne kino to nie było.
    Do roboty czas wylecieć. Pozdrawiam mile.
  • lizzbeth 08.03.18, 19:23
    Dobry wieczór :).
    Jak minął dzień Szanownym Forumowiczom?
    Mówisz, że to był dobry film? Ja nie oglądałam. Szczerze mówiąc nie przepadam za filmami, zdecydowanie wolę książki. Jednak ten obejrzeliśmy ze względu właśnie na jego nagrodę. I według mnie fabuła jest tak naiwna - nie wiem, jak to inaczej nazwać. Wydaje mi się, że nawet dziecko dziwiłoby się, że pewne sceny, epizody, zachowania w ogóle są możliwe. No niby fantasy, ale jednak... Ale...ja się nie znam, Oskara jednak dostał.
    Życzę miłego wieczorku w ten wyjątkowy dzień ;).
  • kobiecasamotna 08.03.18, 22:26
    "Labirynt Fauna" na pewno nie nadawał się dla dzieci, baśniowo tam co prawda było ale .... Zapomnieliśmy już, że baśń to właściwie takie coś dla dorosłych. Pisałam już, że na filmach się nie znam zupełnie, trudno mi je zapamiętać, zobaczyć całościowo, ocenić, zrozumieć "co reżyser chciał przez to powiedzieć". Też wolę książki. Ale do kina czasem wypada pójść i wtedy wybieram coś, co ma dobre recenzje. Czasami się natnę, czasami jestem zadowolona. Tak było z "Labiryntem". Pamiętam, oczywiście niewiele szczegółów ale nastrój, świetnych aktorów, jak najbardziej.
    Jak odpuści mi to świństwo, które znowu każe mi mieć katar i gorączkę to może się wybiorę na oskarowego laureata.
    Idę sobie, żeby nikogo nie zarazić. Dobranoc
  • nocnyzbych 09.03.18, 01:59
    Ja też pamiętam co nieco Labirynt Fauna jakoś nie mnie nie oczarował. Krążą opinie że Oskary dostają nie koniecznie najlepsze filmy. Czasami trzeba nagrodzić film z powodów np. politycznych.
  • kobiecasamotna 10.03.18, 16:00
    Ja absolutnie nie mówię o oczarowaniu, zresztą trudno by było użyć tego słowa w stosunku do takiego filmu. Ale już samo to, że cokolwiek z niego pamiętam jest dla mnie znaczące. Bo zwykle nie pamiętam nic.
    Wiem, że wielu krytyków obstawiało wygraną ostatniego filmu Zwiagincewa. Dla mnie najsłabszego, z trzech, które widziałam. Tak że de gutibus....
    A tak w ogóle, znów jestem chora, najukochańszy wnuk mi sprzedał jakieś świństwo i chorujemy sobie synchronicznie.
    Uciekam, żeby nie zarażać
  • lizzbeth 10.03.18, 18:56
    A ja dzisiaj rowerkiem jeździłam (20 km!). Słoneczko, wiatr w twarz obojętnie, w którą stronę się jedzie- jak zawsze :). Dotlenienie ponad normę, dlatego chyba potem leżenie, spanie, a w domu nawet nie poodkurzane :). Ale jeszcze jest czas, jeszcze nadrobię. Nie spodziewałam się, że tak padnę. Jednak po zimie mięśnie rozleniwione. Niby coś tam zawsze ćwiczę, ale widocznie za mało. Mimo wszystko już mnie korci, żeby jutro też pojeździć.
    Nie wiedziałam, że można tak co chwilę się zarażać, myślałam, że nabywa się odporności. Musi to być jakiś inny wirus. Mój mąż też ciągle kaszle, ale to jeszcze z tamtej grypy. Dzisiejszą wyprawą go doprawiłam, teraz mu syropki podstawiam, może przejdzie.
    Wam też zdrówka życzę.
    Lizka
  • nocnyzbych 11.03.18, 17:26
    Mój rower jeszcze zakurzony. W sobotę pogoda sprzyjała pracom garażowo domowym i jakoś zeszło do wieczora. Wirusy trzymają się z dala i syropki nie potrzebne. Dzisiaj dłuższy odpoczynek bo na noc znowu do pracy trochę przykro ale jest jak jest. W przyszłym tygodniu dwie Krystyny zaprosiły będzie wesoło. Macie jakieś znajome Krystyny to takie popularne imię. Pozdrawiam 😉
  • kobiecasamotna 12.03.18, 08:53
    Ostatni wirus jest z całą pewnością inny, wymęczył moje zatoki i głowę, znów 3 dni wyjęte z życiorysu. Dzisiaj próba powrotu do normalnej życiowej działalności. Ale będzie się to ciągnąć za mną jeszcze jakiś czas.
    Krystyny jakieś znam ale nie tak blisko, żeby zapraszały na imieninowe balangi. Imię jest ładne i czekam wysyp małych Krystynek wśród znajomych. Tyle nomalnych imion wróciło do obiegu, mam nadzieję, że na to też przyjdzie pora.
    Rower fajna rzecz ale nie bardzo lubię jeździć po mieście, no i zatoki trzeba doprowadzić do porządku.
    Pozdrawiam.

  • lizzbeth 12.03.18, 20:26
    Mam Krystynę w bliskiej rodzinie, ale daleko, nie ma szans na świętowanie, bo trzeba by kilka godzin jechać. Telefonik musi wszystko zastąpić, niestety.
    Rowerem po mieście, to faktycznie żadna przyjemność, nawet jeśli są ścieżki rowerowe. Najlepiej jechać za miasto, ale na to trzeba czasu, siły i zdrowia.
    Coś mi zdrówko zaszwankowało po raz kolejny w ciągu kilku miesięcy. Tak tylko ogólnie chce napisać, że nie wiem, cóż to ze mną jest. Przyjdzie w końcu chyba fachowców odwiedzić. Takie pogorszenie zawsze nasila moje rozmyślania na temat sensu istnienia, naszej tu obecności, pytania skąd my tu i po co. Zadajecie sobie też takie pytania bez odpowiedzi? Tzn. nawet, jeśli jest odpowiedź, to jest to kwestia tylko wiary, nie wiemy nic. Czasem mnie to przygnębia, ta niemożność poznania.
  • kobiecasamotna 12.03.18, 21:37
    Lizzbeth, odwiedź tych fachowców bez specjalnych rozkmin. Wiadomo, że jesteśmy tutaj tylko "przejazdem", wiara albo jej brak daje w zasadzie te same odpowiedzi. A my możemy przeżyć, to co tutaj, spokojnie i w miarę radośnie albo w strachu, że zmierzamy ku wiadomemu finałowi. Zaklepuj kolejkę u specjalistów, ogród czeka, rower odkurzony, stand up nie skonsumowany jeszcze :))
    Jeśli chodzi o moje rowerowe możliwości, to to, co w zasięgu ręki i formy to albo wertepy, które uwielbiam (ale takich co je uwielbiają jest o wiele za dużo, jak na mój gust) albo miejskie laski z latającymi swobodnie dzikami albo ścieżki rowerowe, na których ruch jak na Marszałkowskiej. A poza tym, głupio się czuję bez wszystkich gadżetów potrzebnych teraz do jazdy.
    Trzymaj się Lizz, niczego nie zaniedbuj . Dobranoc wszystkim.
  • lizzbeth 13.03.18, 19:05
    Trzymam się :).
    Moje rozmyślania na temat sensu bytowania nie są strachem przed "finałem". Nie wiem, co by było, gdyby się z nim świadomie przyszło mierzyć. Na razie taka emocja mnie jeszcze nie dopadła. Ale wszystko przed nami, pożyjemy- zobaczymy; nie pożyjemy- szybciej zobaczymy :).
    Przy dużej ilości rowerzystów na wertepach jest jednak bezpieczniej. Ja jeżdżąc sama przez laski ( fajnie zabrzmiały te "laski" :D ) mam duszyczkę na ramieniu. No i Anioła Stróża, na którego liczę w razie czego, ale jakby się tak zagapił? Na szczęście mąż też lubi rowerowe eskapady, ale czasem go nie ma albo mu się nie chce, a mnie pili ku wyprawie, to zdarza się, że się sama wybieram, bo tu w pobliżu nie mam nikogo chętnego.
    Uśmiech rozsyłam dla wszystkich :).
  • kobiecasamotna 19.03.18, 11:43
    Witam wszystkich w czasie ustawowej śniadaniowej przerwy.
    Lizzbeth, mam nadzieję, że już po konsultacjach z fachowcami od przróżnych dolegliwości, spokojna i radosna. Nocnyzbych po imprezowym imieninowo tygodniu wraca do formy. Ja nadganiam zaległości w robocie, mając nadzieję, że wszystkie bakterie i wirusy poszły sobie gdzie indziej szkodzić. Wiosna niedługo będzie rozsiewać alergeny, będziemy kichać ze szczęścia,w przeciwsłonecznych okularach.
    Za porządki by się trzeba zabrać a strasznie się nie chce.
    Kawa wypita, wracam do zarabiania pieniędzy.
    Wszystkich pozdrawiam.
  • lizzbeth 21.03.18, 21:48
    Hejka :), jakoś się na to pyłkozależne kichanie nie zanosi hi hi, raczej od przewiania. Ale cichną zawieje, śnieg z lekka zanika, nadzieja się budzi na rozsiew alergenów. Ja nie kicham od pyłków, a Wy? Jeśli już to raczej od pyłów :), wielkich jakichś cząstek.
    Marzy Wam się coś? Mi się marzą wyjazdy, zwiedzanie kraju, ale oprócz tego, to chyba już nic.
  • kobiecasamotna 22.03.18, 08:51
    Kichają moje, już dorosłe, dzieci. I nie tylko kichają, zaczyna się od końca lutego, wtedy zaczyna pylić leszczyna. Koszmar.
    Ciepełko kiedyś przyjdzie i wtedy marzy mi się porządny spacer, długi na kilkanaście kilometrów, forsowny i męczący. I wyjazdy w Polskę też mi się marzą, w tylu miejscach jeszcze nie byłam. Ale na razie czekam na nowego wnuka i na nic, literalnie, czasu nie mam.
  • lizzbeth 23.03.18, 19:29
    Oj, to macie przekichane. Gdzieś kiedyś czytałam, że smarowanie w nosku oliwą z oliwek zmniejsza objawy, ale nie wiem, czy to prawda.
    Mówisz, że jak się czeka na nowego wnuka, to na nic czasu nie ma :D ;)? Nie przesadzaj, pospaceruj :). Ja też lubię długie spacery, ale poza miejscem zamieszkania, czyli np. po plaży lub w górach.
    Śnieg leży, nawet padał dziś, ale w powietrzu już wyraźnie czułam dziś wiosnę, sama nie wiem, skąd to "czucie" się wzięło. Możliwe, że podświadomie sama siebie oszukałam, no bo nie było wiatru, chociaż słońca tez nie było, ale...tak było wiosennie ze śniegiem hi hi.
  • nocnyzbych 24.03.18, 00:47
    Resztki śniegu nie zmienią faktu nadejścia wiosny, jest w kalendarzu i w przyrodzie też widać. Codziennie można zaobserwować przylatujące ptaki i słońce grzeje mocniej. Ja kicham latem najprawdopodobniej jestem uczulony na któreś zborze. Wjechałem kiedyś między dwa pola dojrzewających zbóż, reakcja alergiczna była tak gwałtowna że musiałem się zatrzymać bo nie mogłem utrzymać otwartych oczu. Mam teraz jedno w głowie, zrzucić zimowe ciuchy i delektować się wiosennym powietrzem.😊
  • kobiecasamotna 24.03.18, 11:53
    Ja tam dorosłych nosów niczym smarować nie będę, niech sami zainteresowani o nie zadbają.
    Nowy wnuk lada chwila ma się pojawić, jestem ciągle na nasłuchu, zwarta i gotowa do pomocy. Ale na spacerek długi idę, zachciało mi się zobaczyć nowe osiedle, które niepostrzeżenie wyrosło na niedalekich ugorach i podmokłych łączkach. Wczoraj byłam na spektaklu w ramach jakiegoś festiwalu teatralnego, spodziewałam się, że ośrodek kultury w jakimś ustronnym miejscu a trafiłam w środek nowego miasteczka. Trzeba się rozejrzeć.
    U nas wczoraj pogoda, dla mnie idealna, mokro ale ciepło, dziś przejaśnieniaj, dlatego spacer długi zaplanowany.
    Pozdrawiam wiosennie.
  • kobiecasamotna 24.03.18, 11:59
    Nocnyzbychu, kobiety mają trudniej ze zrzucaniem zimowych ciuszków. Bo: a to nie ma co na siebie włożyć, zwykle się okazuje, a to zima zostawiła jakieś zbędne dekagramy. Do wiosny trzeba się długo i poważnie przygotowywać ;)) Facetom łatwiej.
  • lizzbeth 25.03.18, 11:00
    Dziękuję za pozdrowienia. Kobieto, Ty ciągle na nasłuchu i zwarta, to faktycznie ciężko się gdzieś ruszyć, to już się nie dziwię, że czekając nie masz czasu ;).
    Ja też chcę do teatru, czy w ogóle gdziekolwiek, ale jakoś się nie składa. Jedyne na co mogę liczyć na razie, to rower. Dziś mamy plany uskutecznić wycieczkę, ale może krótszą niż poprzednia. Piękne słońce, żal nie wykorzystać.
    Zbychu, jakie wracające do nas ptaki widzisz? Ja się nie znam za bardzo na fruwaczach. Bocianów jeszcze nie widziałam.
    Dekagramy już zrzuciłam, ale nie zmienia to faktu, że nie mam co na siebie włożyć :D. Najlepiej byłoby się najpierw wybrać na zakupy ;).
  • nocnyzbych 25.03.18, 21:09
    Widzę tylko klucze przelatujących ptaków, ale na ogół ich nie rozpoznaję. Zbyt wysoko lecą i nie znam się na ptakach raz leciały niżej i chyba były to gęsi.
    Lizzbeth gratuluję zrucania dekagramów , mnie nie idzie za często łakomstwo wygrywa.
    Z tym "nie mam co na siebie włożyć" to nie przesada? Wszak nie szata zdobi człowieka.
    Najważniejsze jest dobre samopoczucie i uśmiech na twarzy.😁
  • lizzbeth 25.03.18, 22:29
    Ależ żadna przesada ;). A jakże to można mieć "dobre samopoczucie i uśmiech na twarzy", jak nie ma co na siebie włożyć ;)?
    Za gratulacje dziękuję, nie wiem, czy mi się należą, nie wiem, dlaczego schudłam. Teraz jem i nie chcę już chudnąć. Jak na razie waga jest stała. Kurczę, nawet fajnie wyglądam- " z tyłu liceum" :D.
    Na rowerkach było 15 km, za dużo było, bardzo się zmęczyłam. Ale rozkręcę się, po zimie zawsze tak ciężko.
    Fajną miałam niedzielę, wiecie? Dużo gości było, miło było, tylko po wycieczce za bardzo spać mi się chciało i ciężko było wytrwać bez ziewania :D.
    Miłej nocki!
  • kobiecasamotna 26.03.18, 08:54
    Mimo "wnukowego" nasłuchu udały mi się w weekend dwa dłuuuugaśne spacery. Jeden 15 kilometrowy, niedzielny trochę krótszy, brzegami Wisły, mamy tam ptasi rezerwat. Ptaków, akurat, niewiele wypatrzyłam, za to wszędzie widać imponujące ślady bobrzej działalności. Powalone albo mocno ponadgryzane drzewa, wszędzie drzewne wióry pokażnej wielkości, wszystko to w środku miasta, właściwie.
    Dekagramy, jak sobie już pójdą zostawiają, niestety, pewną pustkę ubraniową. Konieczną do zapełnienia. Bo inaczej nici z dobrego samopoczucia. Tak mamy.
    Pozdrawiam poniedziałkowo.
  • lizzbeth 26.03.18, 21:34
    Witam Was. Ja to tak raczej żartem z tą pustą szafą. Bo szczerze, to jest tak, że wszystko było ciasne, a teraz znowu jest dobre. Jeśli w najbliższym czasie nie stanie się za luźne ( ani za ciasne ), to będę happy.
    Bobrów coraz więcej wszędzie i niszczą umocnienia rzek, już pomijając, że "wycinkę" robią. Dziurawe wały, no to wiadomo, czym to grozi.
    Jak tam porządki? Ja połowę okien dziś obskoczyłam, jutro reszta. W tym roku skromne święta, mało gości będzie.
    Dobranoc, idę czytać.
  • kobiecasamotna 27.03.18, 09:34
    Porządki by czas zacząć, ponieważ nie mam zbyt wielkich przestrzeni do ogarnięcia będę pewnie zwlekać do ostatniej chwili. Jęśli wnuk postanowi pojawić się w terminie, to w Niedzielę Wielkanocną będę go witać w szpitalu . Trzeba zadbać o odpowiednio lekką strawę dla karmiącej mamy.
    Moja szafa to potwór, mieszczący staszną ilość rzeczy, zawsze jednak czegoś w niej brakuje (albo nie można znaleźć). Szukam sposobu na optymalizację:))
    Przez całe życie słyszałam, że bobry lubią spokój i czystą wodę, stąd moje zdziwienie skąd one w okolicach ściekowych kolektorów i szumiącej samochodami ulicy. Widocznie takie czasy, musiały się przystosować.
    Nie chce się dzisiaj pracować ale trzeba. Pozdrawiam wtorkowo.
  • lizzbeth 28.03.18, 19:44
    To byłyby piękne święta z Takim Prezentem :).
    Ile by tam w tej szafie nie było, to i tak nie ma się w co ubrać, prawda?
    Ja nie mam dużo ciuchów, ale też nie mam dużych potrzeb, a to: "nie mam co na siebie włożyć", to taka śpiewka niezależna od ilości kobiecej garderoby :)) - tak mi się wydaje.
    Mało gości będzie w święta, więc i szykowania niewiele. Króciutkie święta, dwa dni tylko, zleci jak wszystko, jak chwilka.
    Jakiś nowy organ naukowcy odkryli w człowieku - "interstitium", no no, jak to jeszcze niewiele wiadomo. Myślałby człowiek, że odkrycia dotyczyć już powinny dalekich rubieży kosmosu, czy bliżej biorąc, czegoś tam w głębinach oceanów, a tu masz- w człowieku. Żeby to jeszcze jakiś malutki organik, a on całkiem spory.
    No to do jutra kochani :).
  • kobiecasamotna 29.03.18, 12:36
    Byłoby pięknie, na razie jest nerwowo, córka zmęczona, senna i rozdrażniona, ja zestresowana.
    Jeżeli chodzi o szafę to ja, akurat, lubię mieć w niej duuużo. I ciągle mi czegoś w niej brakuje. Efekt - najczęściej chodzę w ukochanych ubraniach, reszta się w szafie "cukruje i układa" (i gniecie, oczywiście).
    Ten nowoodkryty organ może być nadzieją na leczenie chorób nowotworowych, cudownie by było. A człowiek, to podobno cały kosmos, aż strach pomyśleć co jeszcze można w nim odkryć;)
    Nie ma żartów, już czwartek, trzeba za robotę się zabrać.
    Pracowicie pozdrawiam więc.
  • lizzbeth 30.03.18, 12:17
    Kochani, nie było nawet wczoraj czasu, żeby zajrzeć. Niby dwa dni świąt, ale trochę tej ganianiny jest. Życzę Wam, którzy tu piszą i którzy czytają tradycyjnie: Wesołych Świąt!!!
  • nocnyzbych 31.03.18, 01:42
    No nareszcie w domu. Jeszcze tylko pracowita sobota spędzona na porządkach , naprawach i zakupach , a potem całe dwa dni wolnego. Wszystkim forumowiczom składam życzenia : Wesołych świąt i jakiejś przyjemnej niespodzianki.
  • kobiecasamotna 31.03.18, 10:57
    Mój wielkanocny Zajączek nie zameldował się jeszcze na świecie, czekam więc dalej i w pośpiechu gotuję, piekę i sprzętam.
    Wszystkim pogodnych i dobrych Świąt, ciepłych rodzinnych spotkań i mądrych wyborów przy stole życzę.
  • lizzbeth 05.04.18, 13:40
    Jak tam po świętach? Zajączek na pewno już jest. A brzuszki? Wracają do stanu sprzed ;)? Ja dokonywałam dobrych wyborów, deków nie przybyło. Zadowolona jestem z tego, bo niedługo trzeba się przecież opalać. Tak naprawdę, to dziś można, oczywiście, kto w pracusi siedzieć nie musi, ale wietrzyk czasem troszkę chłodny.
    No to przyznawać się, ile komu przybyło i nie kłamać :D.
  • kobiecasamotna 05.04.18, 17:40
    Zajączka wciąż brak, chociaż dwa alarmy były :( Jakoś się facecikowi nie spieszy. Może dzisiaj? Ja od niedzieli na nasłuchu i w blokach startowych.
    Na szczęście moja skóra bardzo nie lubi słonka więc muszę tylko kombinować, czym ją wdzięcznie (i zarazem skutecznie) przysłaniać. Podobno najlepszy jest granatowy dżins, tylko wytrzymać w nim trudno. Niełatwy czas przede mną, kilka miesięcy uciekania przed słońcem. Ale ważenie mogę sobie odpuścić, bo kto mnie znajdzie wśród zawojów i woali?
    Ale chyba trochę, jakby, luzu w ubrankach mniej ;(( Ale to z tych nerwów :P
    Pozdrawiam i do domu lecę nasłuchiwać.
  • lizzbeth 06.04.18, 17:27
    Ale się naczekacie. A może już...? :)
    Ja lubię być opalona, ale ja się nie opalam w sensie: koc, leżak itp. Wszelkie roboty na dworze wykonuję w stroju pozwalającym słoneczkowi działać, wczoraj też, choć trochę zmarzłam. Jednak po kilku czy może kilkunastu takich wystawach na słońce też muszę się już ukrywać i wiem, że to wcale nie jest łatwe.
    Wyjeżdżam dzisiaj na kilka dni do rodzinki. Jak wrócę, to się odezwę i poczytam, co tam u Was się działo. Pozdrówka :)
  • nocnyzbych 06.04.18, 21:30
    Specjalnie poszedłem się zważyć i jest jak ok , przed świętami udało się troszkę zbić wagę więc w święta wyrównałem i trzymam ostatni poziom. Czeka mnie trochę prac około domowych , a to zawsze pomaga spalić trochę kalorii.
    Takie mam poświąteczne obserwacje że zanikają zwyczaje , szczególnie brakuje mi strzelania w Wielkanoc. Pamiętam ile zachodu było kiedyś przy organizowaniu artylerii , a teraz prawie zupełna cisza. Polewanie jakoś jeszcze się kultywuje chociaż pogoda nie sprzyja.
    Zajączek musi zaznaczyć swoją suwerenność ,nikt mu nie będzie rządził w końcu to facet nie!
    Pozdrowienia :)
  • kobiecasamotna 07.04.18, 21:24
    Zajączek raczył się był pojawić wczoraj w nocy. Podobny jest, na razie wg niektórych, do krecika. Ale, niezaprzeczalnie, to facecik. Cała szczęśliwa jestem ale zmęczona ogarnianiem Starszaka + codziennego rozgardiaszu.
    Strzelania też mi brakuje, chociaż nawybrzydzałam się dość na wybuchy pod oknami bloku. W tym roku ucho moje odnotowało 2 (słownie dwa) strzały. Smutne.
    Święta w magiczny sposób windują wagę do góry, na szczęście później można zacząć z wagowym nawisem walczyć. I mieć cel w życiu, 1 albo 2, albo 4 kilogramy mniej.
    Pozdrawiam mile.
  • lizzbeth 09.04.18, 22:16
    Witam, wróciłam. Moje gratulacje z okazji powitania nowej istotki na tym naszym świecie. Co tam kilogramy przy taki szczęściu. Mi to teraz przybyło, bo imprezowałam. Ale nic to, niech to właśnie będzie jakiś cel. Bo coraz trudniej o jakiś cel, przynajmniej mi. Jak to u Was z tym celem w życiu? Ile jeszcze do osiągnięcia?
    Ja o wystrzałach zupełnie zapomniałam, tyle lat już nie słyszałam. Możliwe, że dlatego, że rano śpię, a strzelanie, jeśli się odbywa, to dość daleko stąd. Ja po prostu nie wiem.
    Buziaki dla Zajączka :***( grypy nie mam :D ).
  • kobiecasamotna 10.04.18, 20:33
    Buziaki przekażę z przyjemnością.
    Celów w życiu parę by się znalazło: chciałabym umieć dobrze pływać, dorzucić do przeczytanych już książek to, co wartościowego do przeczytania pozostało, nauczyć się robić dobre zdjęcia, panować lepiej nad emocjami, poimprezować bez ograniczeń. Dużo jeszcze bym chciała...
    Lecę z nóg, bo nowy wnuk=nowe zobowiązania. Czuję, jakby pół etatu mi przybyło do obrobienia :))
    Dobranoc.
  • lizzbeth 12.04.18, 11:44
    W sumie, to i ja mam takie cele. Może bez pływania, bo nie umiem i nie pociąga mnie to. Myślę, że gdybym się nauczyła, to byłabym "utopiona"- w sensie, że kochałabym to. Jednak traumatyczne zdarzenie z dzieciństwa ( koleżanka się topiła) zostawiło uraz, którego nie chcę przełamać. No i do fotografii nie mam zamiłowania. Dużo książek chciałabym przeczytać, ale czytanie idzie mi dobrze tylko zimą. Panować nad emocjami ( zwłaszcza złymi)- tego bym chciała najbardziej, a poimprezować- oj, równie bardzo :). Myślę, że to akurat jest ciągle aktualne i nawet powoli zaczyna się dokonywać.
    Zbychu, a Twoje cele? Co się nie odzywasz?
    Może ktoś do nas dołączy na tym forumku naszym? Zapraszamy :).
  • nocnyzbych 13.04.18, 13:33
    Przepraszam za milczenie ale pojawił mi się problem z internetem w telefonie.
    Dopiero jak się dostanę do komputera mogę coś napisać.
    Cele ? Proszę bardzo jestem przygotowany:
    1. Pozbyć się nadwagi.
    2. Zaprzyjaźnić się z kimś.
    3. Przekonać samego siebie że nie jestem nieudacznikiem.
    4. Poprawić asertywność.
    5. Podejmować śmielsze wyzwania.
    6. Nauczyć się tańczyć tango.
    7. Wyremontować motocykl.
    To tyle na początek , chyba wystarczy.
    W związku z poprawą pogody mam do Was pytanie.
    Jak często chodzicie w spodniach i dlaczego?
    Mam wrażenie że kobiety porzuciły sukienki , a spódnice to już całkiem zniknęły.
    Może to tylko taka specyfika środowiska w jakim się obracam i stąd to pytanie.
    Pozdrawiam i również zapraszam do korespondencji.

  • lizzbeth 13.04.18, 16:56
    Ja Zbyszku też używam internetu tylko w komputerze. W telefonie sporadycznie, że dwa razy w roku, jak już nie ma wyjścia.
    Najlepszą metodą na schudnięcie jest: mniej jeść, lepszej nie ma. A jeszcze do tego ćwiczyć mięśnie brzucha, to efekt murowany. Ale nie od razu. Wiem po sobie.
    Przyjaźń- myślałam już, że nie istnieje, ale znalazł się ktoś, kto zawsze o nas pamięta, zawsze zapyta, zawsze chce pomóc, nawet nie proszony. Uważam go za przyjaciela, jedynego.
    W życiu nic nie osiągnęłam. Nie jest to moja wina, ale jednak...długo dołowało. A ludzie też są okrutni, każdy chce być lepszy od innych. Ja nigdy takich zakusów nie miałam.
    Z osoby myślącej zawsze tylko o innych, nigdy o sobie, dostosowującej się do wymagań, potrzeb innych ludzi stałam się egoistką. To jest dość trudne, ale nie daję się już wykorzystywać. Szkoda tylko, że tak późno, bo dopiero od kilku lat.
    Zbychu, umiesz krok podstawowy tanga? Ja się nauczyłam na początku tego roku.
    Kobietko, a Ty umiesz tańczyć?
    Bardzo rzadko chodzę w spodniach. Ostatnio nawet rowerem jeździłam w spódnicy. Lubie wyglądać, jak kobieta :))).
    Pozdrawiam Was również.
  • kobiecasamotna 14.04.18, 14:25
    Wiesz, Lizzbeth, ja powinnam umieć tańczyć, zważywszy na to, ile w umiejętności taneczne zastało w moim życiu zainwestowane. Ale nigdy nie błyszczałam na parkiecie. Ot, taki ciężki przypadek ze mnie :) Może gdyby więcej praktyki .. Z dzieciństwa pamiętam różne spotkania towarzyskie moich Rodziców, często gęsto z tańcami, jak Ci ludzie tańczyli, jak naturalnie się umieli poruszać w takt muzyki. Też tak bym chciała. Tylko takie "normalne " tango" mogłoby mnie porwać.
    Ja też "osiągów" specjalnych w życiu nie odnotowałam. Ale nieudacznikiem bym się nie mogła nazwać, mocno bym musiała zgrzeszyć.
    Też dojrzewam do myśli o większym dbaniu o swoje własne potrzeby, bardzo boję się przegiąć więc na razie jeszcze dobra duszyczka ze mnie.
    Sukienki i spódnice polubiłam niedawno, niestety częściej noszę zimą, latem długie spodnie. Takie wymagania mojej skóry (a właściwie mojego paskudnego choróbska).. Szkoda, bo teraz takie pięknie, powłóczyste cuda na dziewczynach widuję.
    O przyjaźni napiszę później, teraz ze Starszakiem na spacer się wybiorę (czytaj podrzucą mi kochane dzieci wnuka). Muszę przeciwsłoneczny rynsztunek przygotować.
    Pozdrawiam

    Pozdrawi)
  • lizzbeth 14.04.18, 20:50
    Jak "zostało zainwestowane", to coś tam na pewno umiesz. Ze mną gorzej było, mąż nie chciał, no i jak się nauczy? No i wiecie, co zrobiłam? Postawiłam sprawę na ostrzu noża: szykuje się wesele, choć jak się okazało jeszcze nie w tym roku. Powiedziałam, że nie pójdę, a to bliska rodzina męża. No i uległ. :)). My to w ogóle nie umieliśmy tańczyć, mąż woli sobie siedzieć na weselach, na bale się prawie nie chodziło, bo jak iść? Po co? Żeby on siedział? I ja też? Ale to się zmienia. Szkoda, że na starość.
    Współczuję z powodu paskudnego choróbska. Ja lubię słoneczko. Tak sobie pozwalałam ciałko wystawiać przy okazji robót ogródkowych, dokładnie kopania i się przeziębiłam. Ostatnio źle się ciągle czuję, więc nawet nie wiem, kiedy mam gorączkę. Dobrze, że mnie olśniło i zmierzyłam, to przynajmniej wiem, czemu dziś ze mnie zdechlak. Nurofen wzięłam. Zamawiam teraz preparaty w aptece i poczytałam w necie o ibuprofenie. Bardzo niebezpiecznym okazuje się być ten specyfik, zwiększa ryzyko zawału o 30%. Jedynie palaczowi ze zdrowym sercem przyniósłby korzyść, podobno zmniejsza ryzyko zachorowania na raka płuc. Daruję go sobie, zamówię pyralginę, bo te gorączki, przeziębienia, to długo mnie chyba jeszcze będą nawiedzać. Nie mam pojęcia, jak zwiększyć odporność. Od ponad roku nie mam chyba żadnej odporności, nic nie działa, nie pomaga.
    Dodam jeszcze na koniec, że tak ogólnie, to niczego nam nie brakuje, ale nie zmienia to faktu, że mi się prawie nic w życiu nie udało. A teraz chcę pożyć, bawić się, wychodzić gdzieś. Może się uda, muszę być uparta.
  • kobiecasamotna 14.04.18, 21:25
    Czyżbyśmy tego samego męża miały? :)). Bo ja też nie potańczyłam specjalnie w życiu a wyszłam za mąż zaraz po skończeniu studiów. Ale nie ma się co roztkliwiać, trzeba starać się odrabiać zaległości.
    Ja nigdy nie lubiłam słoneczka, myślę, że do czasów diagnozy mój organizm sam bronił się przed niepożądanymi bodźcami. Mój Ojciec cierpiał, że nigdy nie bywałam tak pięknie opalona, jak moje koleżanki. A co roku montował fajne wyjazdy wakacyjne.
    Ostatnio też narzekam na formę, miałam dwa nawroty grypy, jeszcze ciągle nie wygrzebałam się do końca z różnych słabości. To tak, żeby Cię pocieszyć.
    Ganiałam dziś za wnukiem na placu zabaw, powoli spacery z nim zamieniają się w sporty wyczynowe. Może od tego forma zacznie zwyżkować:))
    Odpoczywaj Lizz, daj sobie łagodnie dojść do całkowitego zdrowia. I witaminę D łykaj.
    Dobranoc
  • lizzbeth 15.04.18, 15:27
    No to nadrabiamy! A patrz kochana, tyle się namęczyłyśmy bez tańców, a tu takiego Zbyszka mamy, co chce tańczyć. Gdzież on się podziewał przez te lata :)?
    Pięknie za oknem, a ja sama, cóż siła wyższa.
    Dziś cierpię jedynie na brak weny do pisania i na jakiś tam ból w plecach. Nawet ponarzekać nie mam na co, bo w miarę dobrze się czuję, to cieszyć się trzeba.
    Z wnukami można mieć "zaprawę". Moje na szczęście dość daleko, ale jak już zawitają, to nawet ganiać się z nimi muszę (musiałam- teraz nie wiem, czy dałabym radę, jak przyjadą to sprawdzimy :))).
    Miłej niedzieli. Pozawijaj się koleżanko i na spacerek :).
  • nocnyzbych 15.04.18, 18:24
    Cześć !!!
    Taniec zacząłem doceniać z wiekiem. W młodości słabo spisywałem się na parkiecie , teraz trochę lepiej , ale ciągle jest niedosyt. Jedno wydaje się pewne żeby czerpać radość z tańca trzeba potrenować , większość zna " weselny szarpany " i " dwa na jeden ". Zdarzyło mi się kilka partnerek z którymi taniec był wyjątkowo przyjemny nie wiem czemu to przypisać. Może to po prostu osoby wzbudzały we mnie sympatię czy jak żartobliwie skomentowała moje pochwały koleżanka " lekko się prowadziły ". Być może przez kilka dni nie będę się odzywał z braku dostępu. Pozdrowienia ! 😉
  • kobiecasamotna 16.04.18, 17:26
    No to, można powiedzieć, że sucha zaprawa taneczna była, deklaracje padły, wypadałoby jakiś melanżyk zmontować:) Tylko, że ja bym rock&rolla wolała albo latino jakieś :P Ale koniecznie z "lekko (się) prowadzącym" partnerem.
    Za oknem ciągle pięknie, dziś , na moje szczęście, nie ma słonka, nie muszę się szczelnie zawijać. Żyć nie umierać. Lecę na popołudniowy spacer. Sama. Ale nudzić się nie będę, obiecuję.
    Jutro jakieś ważne szczepienie wnuka, pocieszajkę trzeba przygotować, po drodze do sklepu z zabawkami zajrzę.
  • lizzbeth 17.04.18, 21:52
    Jak po szczepieniu? Dorośli przeżyli ;)?
    Jak Zbychu też umie rock&rolla i latino, to się umówcie, ja pasuję. To ja będę z tym moim dalej trenowała, choć posucha długa z tańcami. Co się wcześniej nauczyłam, to zapomniałam i trzeba będzie od nowa. Ale może udałoby mi się ze Zbyszkiem tańczyć, bo ja dla odmiany "prowadzę się dobrze" :P. Ale to i tak na jedno wychodzi ;).
    Namówiła mnie koleżanka na taki zespół "Teatr Piosenki Młyn", a teraz w ostatniej chwili okazało się, że im nie pasuje. Chyba sami pójdziemy, już się przecież psychicznie nastawiłam. Nie mogę się nad sobą aż tak znęcać ;). Każdą rozrywkę chętnie przyjmuję. Szkoda, że to nie w weekend.
    Ja też mam ostatnio problem z internetem. Dziś widzę działa dobrze, ale wczoraj nie było. Może coś tam gdzieś naprawiali.
    Pozdrawiam Was, buziaki :*.
  • lizzbeth 17.04.18, 21:57
    Muszę się wyżalić, właśnie odwołali występ :(. To jest znęcanie się ;).
  • kobiecasamotna 18.04.18, 17:55
    To przykre Lizz ale może poszukaj innych atrakcji. Jeśli czas i finanse pozwalają to całkiem sporo czasoumilaczy się znajdzie. A piosenek tego akurat zespołu poszukaj sobie w internecie.
    Zbyszek wyraźnie pisał, że tango chciałby tańczyć. A taki wyrafinowany taniec na początek, to chyba nie dla mnie. Za długo trwała moja taneczna posucha :)
    Szczepienie przeżyliśmy, najlepiej chyba sam zainteresowany. Podobno była nieduża gorączka ale poza tym ok.
    A można wiedzieć, co Wy z tym tangiem oboje? Bo w czasach naszej (nieodległej, w końcu) młodości tango tańczyli starsi wujowie i nudnawe kuzynki. No i na zajęciach tanecznych trzeba było podstawowy krok zaliczyć. A na dyskotekach szalało się w całkiem innym rytmie i stylu.
    Dobrego popołudnia wszystkim

  • lizzbeth 19.04.18, 21:52
    Bezcenne rady zawsze w cenie :P.
    Cóż, jak się ma 55+, to nie ma się co na siłę oszukiwać, jest się przecież starszym wujkiem i pewnie nudnawą...ciotką. I dlatego ja i Zbyszek idziemy w tango, szalone dyskoteki ja zostawiam dla 10+.
    To kiedy ta impreza? Zbyszek zniknął, obie nie pobalujemy, krok nam się nie zgodzi, jakkolwiek by to kto rozumiał :D.
    Przepiękna ta wiosna, prawda? Ja niezbyt czuła na różne uroki, ale jak tak się porozglądam, jak się to wszytko pobudziło do życia, jak kwitnie, i ciepło tak, to mi milej, uśmiech się ciśnie, czy chcę czy nie. Roboty tylko dużo, ale od tej roboty siły witalne wracają, zmęczenia nawet nie czuję.

  • kobiecasamotna 20.04.18, 11:26
    No ale przecież my nie na tangu wychowani ;) Impreza może być choćby dziś, może do wieczora zbyszek się znajdzie. Musimy tylko rozstrzygnąć co wolno tańczyć takim 55+, to co zwykle czy lecimy w standard?
    Wiosna cudna, głównie dzięki umiarkowanym temperaturom. Oknem sama świeżość wdziera się do domu Zwłaszcza nad ranem. Roboty mi nie przybyło, bo ogródka ani działki nie posiadam. Ja dziecko blokowiska i do tej pory nie dorosłam chyba do pragnień o własnym kawałku ziemi. Mój młodszy brat, owszem, już tak.
    Uważaj z robotą, Lizz, żeby zmęczenie podstępnie Cię nie dopadło.
    Dobrego dnia
  • nocnyzbych 20.04.18, 12:43
    Cześć już się odnalazłem.
    Problem z dostępem na razie się rozwiązał. Jeśli chodzi o taniec to optuję za klasyką , na podskoki w rytmie disco braknie mi kondycji. Tango czy walc zwłaszcza lekko tańczone mniej męczą i sprawiają większą przyjemność. Patrzę z podziwem na pary startujące w turniejach i zazdrość bierze.
    Wiosnę podziwiam z podobnym zachwytem, nie udzielam się w ogródku, ale mam do naprawy samochód i ładna pogoda jest niezbędna.
    Za to jutro wieczorem będzie mała imprezka.
    Pozdrawiam cieplutko 🙋
  • lizzbeth 21.04.18, 09:58
    Nie wiem, czy ta pogoda nie jest za ładna, żeby cokolwiek robić- za gorąco, szybko się człowiek męczy i trzeba uciekać w cień. Przynajmniej tak tu u mnie jest.
    Ja dziś tańczyć będę (chyba), szkoda, że nie z Wami :(. Mam po po południu gości, a potem wspólny wypad na mały kameralny koncercik na pobliską wieś. Spodziewam się bardzo przyjemnego wieczorku. Jednak w tej chwili jestem zła na siebie i na świat cały, bo w nocy nie mogłam spać, może to od gorącego dnia było, w każdym razie wstałam sobie niedawno, bo po 9-tej, mam strasznie dużo do zrobienia dziś, a tu ledwo człek oczy otworzył od razu załamka :(. Dlatego teraz kawka, komputer i czekam na powera. Ale jak się nie doczekam, to bez niego muszę się ruszyć: po tygodniu dbania o "zewnątrz" wewnątrz jest co robić ;). Do tego ciasto, sałatka....Powerze przybywaj!
    Zbyszku, my właśnie naprawiliśmy samochód, jest czym jeździć.
    Kobietko, jak starszak znosi ubytek zainteresowania, który siłą rzeczy musi go dotykać?
  • kobiecasamotna 21.04.18, 11:52
    Starszak jeszcze malutki. Brata kocha miłością wielką, przytula, całuje, głaszcze. Zasypywany jest nowymi zabawkami, kto przychodzi obejrzeć Nowego przynosi prezenty dla obu chłopców. Generalnie, na razie zazdrości brak. Pewnie z czasem się pojawi ale na razie spokój.
    Oboje ze Zbychem dzisiaj imprezujecie, pozazdrościć. Ja rozrywkowych planów na razie nie nie mam, za to sprzątaniowe jak najbardziej :(( A bardzo się nie chce. Też nie spałam w nocy, budził mnie ból stawów, jestem cała "połamana". Trzeba to rozchodzić (czytaj: rozpracować). Jedna kawa za mną, zaraz aplikuję sobie następną i idę sprzątać łazienkę.
    Przyjemności wieczorową porą Wam życzę.

  • kobiecasamotna 21.04.18, 13:55
    Zbyszku, na tańczących zawodowców to ja z również z podziwem patrzę, tudzież z zazdrością. Ale umiejętności to może by mi wystarczyło na "walczyka w trzecią stronę" (tak mawiał wujek mojej mamy).
    A kondycję zawsze można poprawić :)
  • she_5 21.04.18, 17:02
    Dziś jest jutro. I też mam dziś małą imprezkę, na której spodziewam się spotkać także pewnego Zbycha. Ale by było śmiesznie, gdybyś to był Ty :). Wszak region już uzgodniliśmy :)

    --
    Does she or doesn't she?
  • lizzbeth 22.04.18, 19:52
    Dzień dobry. Witaj she. Wczoraj było "jutro" i jak, spotkałaś Zbycha?
    Fajny wczoraj dzień miałam, nic nie zakłóciło dobrego nastroju. Dzisiaj też: rowerek, relaks, kawki- żyć nie umierać. Szara rzeczywistość już zagląda przez okno, może by tak nie wpuścić? Tak sobie już teraz balować...
    Kobietko, jak stawy? Ja odkąd zaczęłam machać narzędziami ogrodniczymi nie odczuwam żadnych bólów, ból kręgosłupa- jak ręką odjął, stawy w stanie dobrym. Ty nie masz hektarów, to zostają Ci tylko te tańce, jak na razie wirtualne. A tak poważnie, to ciekawe, czy my się kiedyś spotkamy. Ja na tańce na pewno się nie umówię, bo wcale nie umiem- takimi tam raz na raz itp, nie będę się popisywać przed tancerzami, którzy coś tam jednak potrafią.
    Kobity, jakie macie imiona?
  • nocnyzbych 22.04.18, 21:39
    Cześć
    Moja sobota bardzo owocna. Samochód już jeździ i chociaż do pełnej sprawność jeszcze trochę brakuje to jestem z siebie dość zadowolony.
    Impreza się udała i dzisiaj mam tak zwany "zespół nabyty dnia wczorajszego".
    She niestety byliśmy na innych imprezach , a mam tę pewność bo znam wszystkich uczestników i mieszkają w Łodzi.
    Imion też jestem ciekawy Lizzbeth można podejrzewać że to Elżbieta?
    Dobranoc i kolorowych snów. 🌙
  • kobiecasamotna 23.04.18, 16:50
    Dzięki za troskę Lizz, stawy nieco lepiej. Moje wredne choróbsko wybrało sobie, na razie, za cel skórę i stawy. Czasami tak dają popalić, że trudno wykonać jakieś bardziej precyzyjne ruchy. Rozruszałam i na razie może być. Boję się, że w końcu trzeba będzie zdecydowanie mocniej farmakologicznie podziałać.
    Imprez Wam zazdroszczę, też tak chcę. Szkoda, że She i Zbych się nie spotkali :((Byłoby o czym opowiadać.
    Jeśli idzie o imię, to wychylać się nie będę, powiem tylko, że moje dość popularne w tym przedziale wiekowym. I że nie jest to Grażyna.
  • lizzbeth 23.04.18, 22:33
    Dobry wieczór.
    Ja nie słyszałam tej nazwy "zespół nabyty dnia wczorajszego", bardzo mi się spodobała. Czy objawy już minęły :P?
    Zbyszku, nie podam swojego imienia, też się nie będę wychylać.
    Będziemy chyba znać tylko imię naszego, jak na razie jedynego pana.
    kobiecasamotna, okropne to choróbsko, współczuję. Co do imprez, to ja aż tak nie szaleję, choć przyznam, że coraz częściej. Tak naprawdę, to też nie bardzo jest z kim. Ale czasem się coś trafi i trzeba skorzystać.
    she_5, a jak Ty po imprezie? Może jednak spotkałaś Zbycha, tylko on o tym nie wie :)?
  • kobiecasamotna 24.04.18, 00:53
    Tak naprawdę to mogę podać, żaden problem. Jeśli masz jakieś opory możemy "przedstawić się" sobie na priv.
    Podejrzewam, że jutro będę miała "zespół nabyty poprzedniej nocy" i padnę z niewyspania. Ale jakoś nie mogę zmusić się do wskoczenia do łóżka. Poczytam jeszcze chwilę.
    Dobrej nocy wszystkim
  • misiuwwa 25.04.18, 13:32
    dzień dobry :) chętnie porozmawiam :) waldek
  • lizzbeth 25.04.18, 20:11
    Dobry wieczór.
    Witaj Waldku, jak Ci dzień minął?
    kobiecasamotna, a jak Ty? Czy ustępuje już "zespół nabyty poprzedniej nocy"? Ja też czasem nie mogę spać. Cały dzień potem zmarnowany. Musisz się trzymać, dzieciaczki Cię potrzebują.
    Zbychu, pojawisz się i znikasz... :)
    she_5, jak po imprezce, bo nic nie opowiedziałaś jeszcze?
    Odzywali się tu jeszcze searam i obrotowy i cisza. Jestescie?
    U mnie nuda, wiosna piękna, całe dni na dworze jestem, żadne imprezy się nie szykują. Dzisiaj nawet deszczyk mi wszystko podlał, mogę sobie przy komputerze posiedzieć.
    Lubicie muzykę poważną? Bo ja tylko te najbardziej znane "kawałki", ale tytułów ich prawie nie znam, tylko niektóre.
  • nocnyzbych 26.04.18, 01:57
    Cześć
    Witam nowego kolegę na wątku.
    Pojawiam się jak tylko mam chwilę i coś do napisania. Z muzyką poważną to jest tak że zbyt rzadko mam z nią kontakt. Czasem jak mnie najdzie wyszukuję coś na YouTube i kilka tytułów mógłbym wymienić. Polecam Tańce Połowieckie. Polećcie coś od siebie chętnie posłucham. Pora zarabiać pieniążki. Pozdrawiam i dobrego pogodnego dnia:)
  • misiuwwa 26.04.18, 14:11
    witaj "nocnyzbych" :)
  • misiuwwa 26.04.18, 14:10
    lizzabeth - dni mijają mi dobrze :) ogólnie staram się być pozytywną osobą :)buziak :)
  • lizzbeth 26.04.18, 19:44
    Zbychu, to ja polecam "Chór niewolników" z "Nabucco".
    O drugiej w nocy bierzesz się za zarabianie pieniędzy? To co Ty robisz?! -to żart oczywiście i nie odpowiadaj na głupie pytanie ;).
    Waldku, ja też się staram, czasem się udaje, czasem są takie doły, że lepiej się zaszyć i przeczekać. Buziak :).
  • nocnyzbych 27.04.18, 04:43
    "Chór niewolników " jest super, do posłuchania"Lekka kawaleria" fragment myli mi się z "Marszem Radeckiego".

  • misiuwwa 27.04.18, 08:19
    lizzbeth :) jasne :)
  • 000w4 27.04.18, 17:03
    Tylko?
  • searam 27.04.18, 21:28
    Jestem Madame...;) Still going on...
    Dla glebszych przezyc... Elina Garanca .. Carmen ! Eh, zeby kobiety dzisiaj tak kochaly...;)
    www.youtube.com/watch?v=K2snTkaD64U

    Jak tu nie wielbic opery. Nabuccco ? Masterpiece !!
  • lizzbeth 27.04.18, 21:50
    Cześć, posłucham muzyki w niedzielę, dzisiaj już nie.
    Searam, a Ty Polak jesteś :)?
    Śpijcie dobrze kochani. Męczący dzionek miałam. Buziaki dla wszystkich :).
  • lizzbeth 29.04.18, 15:48
    Halo, halo, sama ze sobą gadać nie będę :). Marsze dla mnie za ciężkie, Carmen bardziej mi pasuje :). Ja polecam "czardasz"- Monti.
    Na kawkę jadę. Jak spędzacie niedzielę?
  • nocnyzbych 30.04.18, 19:16
    Marsze bywają też lżejsze, poleciłbym Mozarta Marsz Turecki na pewno słyszałaś. Niedziela była handlowa i dzięki temu udało mi się zaopatrzyć w narzędzia i środki potrzebne do remontu samochodu. Dla mnie handel w niedziele jest dużym ułatwieniem. Po liczbie klientów wnioskuję że większość chciałaby mieć możliwość kupowania w niedzielę. Może jestem w błędzie, co Wy na to?
  • lizzbeth 30.04.18, 22:12
    Tak, ten marsz słyszałam, każdy na pewno słyszał, ale nie znałam ani tytułu ani autora, jest piękny.
    Większość ludzi zapewne chciałaby kupować w niedzielę, ja też, jednak jestem zdania, że markety spokojnie mogą być w niedziele zamknięte. Jeśli już ktoś zapragnie kupić artykuły niezbędne, to kupi w sklepiku osiedlowym. Walczyło się kiedyś o wolne soboty, to niech może chociaż niedziele ludzie mają wolne. Akurat w handlu jest taka możliwość.
    W jakich zawodach są teraz wolne soboty? Na pewno w szkołach i urzędach. Czy jeszcze gdzieś?
  • kobiecasamotna 30.04.18, 22:55
    Dobry wieczór Kochani.
    Do marszowej kolekcji dołączam mój ukochany Marsz triumfalny z opery Aida. I dorzucam marsze całej familii Straussów.
    Ja, niespodziewanie, słucham dzisiaj Debussyego. Już zapomniałam jakie to piękne.
    A przechodząc do spraw prozaicznych, rozleniwiona sklepami działającymi na okrągło zawsze zostawiałam coś do kupienia na niedzielę. Ale bez problemu mogę się przeorganizować. I nie czuję, że coś ogranicza moją wolność. Ale rozumiem, że nie wszyscy tak mają :)
    Bzy pachną, jak oszalałe a temperatura mocno letnia. Gdzie się podziały niegdysiejsze maje?
    Dobranoc.

  • searam 01.05.18, 09:54
    Aria w wykonaniu nieodzalowanego Aleksandra Hvorostowskiego... Cyrulik z Sevilli..
    www.youtube.com/watch?v=TKDXr_fimQ8
  • lizzbeth 01.05.18, 22:33
    Ten rok jest chyba wyjątkowy, zimne maje zapewne wrócą. Mi pogoda raczej odpowiada. Może wczoraj było za gorąco, ale ja jestem zmarzluch, do tego ostatnio chorowity. Teraz przynajmniej się nie przeziębię. Często też pada, roślinki podlane- no słowem: całkiem zadowolona jestem.
    Melomanką nie jestem i nie będę, to nie moja muzyka. Fragmenty tylko lubię, takie właśnie, jak tu polecacie- przyjemne dla mojego ucha.
    A ja coś szczególnie dla Zbycha- Preisner "Tango"- bo to tango :). Zbychu, kiedy te tańce? Zorganizuj coś :))).
  • kobiecasamotna 02.05.18, 14:13
    Lizz, posłuchaj, proszę walców Czajkowskiego, Szostakowicza, Prokofiewa, walca z opery "Faust". Od razu stwierdzisz, że to właśnie Twoja muzyka. I potańcować można przy okazji :))
    Na razie proponuję zorganizować imprezkę, jak by tu powiedzieć, symultaniczną? Każdy u siebie, umawiamy się tylko, co tańczymy.
    Nie mam dzisiaj wolnego, to lecę, pa pa pa

  • lizzbeth 02.05.18, 15:25
    Walce, jak najbardziej! Cudowne są.
    A lubi ktoś jazz?
    Majówkę spędzam w domu, dokładnie głównie obok domu :). Walczę z oporami, które mi stawiają rośliny- też coś chorowite. W przeciwieństwie do mnie, im cieplej, tym bardziej je zarazy biorą. Staram się je leczyć, a one mi za to ładnie kwitną.
    Teraz w domku jestem i ciasto piekę. Co prawda z nikim się nie umawiałam, ale różnie może jutro być, przezorny zawsze ubezpieczony :).
    Co do imprezy, to jak będę mogła się umówić na wirtualną, to dam znać. Może komu spasuje :).
  • searam 02.05.18, 17:29
    Jazz..? Miles Davies "Bitches Brew" , please...:)
  • lizzbeth 03.05.18, 18:10
    Ja jazzu nie lubię, tak tylko zapytałam z ciekawości.
    Dzisiaj Święto Konstytucja 3 maja. Kiedyś zastanawiałam się, dlaczego obchodzimy takie wydawałoby się dziwne święto, bo obwiązywała bardzo krótko i w sumie nic dobrego z niej wtedy nie wynikło. Musiałam trochę poczytać, żeby zrozumieć, jak była ważna.
  • lizzbeth 06.05.18, 08:55
    Searam, posłuchałam poleconej przez Ciebie muzyki, bo mąż znowu woła na koncert jazzowy. Ale...jak mi się to nie podoba! Wezmę sobie kawkę i jakoś przesiedzę, to w takim przyjemnym lokaliku będzie. Zdecydowanie wolę muzykę klasyczną.
    Moi drodzy, na chwilę obecną rezygnuję z udzielania się w tym wątku. Jeśli ktoś chciałby kontynuować znajomość, to zapraszam na mojego maila na gazecie. Login, jak widać. :).
  • searam 06.05.18, 22:42
    De gustibus non est diputandum... Nie rozwodz sie z powodu tych preferencji.. Wiecej seksu...wiecej...
  • nocnyzbych 08.05.18, 19:57
    Było by fantastycznie gdyby w związkach były osoby dopasowane w 100% to jednak między bajki. Seks nie jest sposobem na wszystko zwłaszcza że stracił już sporo na znaczeniu.
  • siem3mam 16.05.18, 17:41
    Seks stracił na znaczeniu?...i kto to mówi Mężczyzna???? ;) nie wierzę.... :))))
  • jaonufry55 16.05.18, 18:30
    Witam.
    597/174/82/ ... szpak-bródka..
    Raczej sympatyczny i dojrzały facet.
    Przyznam, że jestem znużony koresp. z paniami kolekcjonerami zdjęć.
    Tadeusz
    P.S…interesuje mnie rower, muza 67-80, rower, taniec...etc, etc...
  • siem3mam 16.05.18, 21:11
    Też lubię muzę z tego okresu..np Breakout
  • she_5 16.05.18, 21:20
    co to jest 597?

    --
    Does she or doesn't she?
  • siem3mam 16.05.18, 21:31
    59 lat i 7 mcy...;)))
  • she_5 17.05.18, 00:46
    :-)))

    --
    Does she or doesn't she?
  • searam 18.05.18, 21:46
    Hey! Hey ! Licytuje ! Ja jestem 1009/183/21 !

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.