Dodaj do ulubionych

Pogadałabym...

05.06.02, 17:11
Trochę ponad ćwierć wieku, obrączka na palcu od...bardzo niedawna i brak chęci
do życia. Przeraża mnie tempo i brutalność dzisiejszego świata. Martwi mnie
upływający cas i to, że... nie umiem się w nim odnaleźć. Najgorsze jest to, że
Ci najbliżsi, kórzy powinni być moimi przyjaciólmi... nie są nimi. Rozmowy z
mężem, mamą, koleżankami są... takie płytkie, tak niewiele dające. Czy ktoś z
was pogadałby ze mną przez chwilkę? Nie jestem pesymistką, po prostu... szukam
przyjaciela, który potrafi choć na chwilę wysiąść z tej pędzącej karuzeli i
zobaczyc obok drugiego człowieka.
Nie chcę zaśmiecać forum jakimś długim wątkiem, więc jesli znajdzie się wśród
czytających ktoś, kto chciałby mieć we mnie przyjaciela i wytrzyma co jakiś
czas moje marudzenie i prośbę o pomoc, to niech napisze.

Pozdrawiam
wszystkich forumowiczów
bardzo serdecznie
Z_D
Edytor zaawansowany
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 17:30
    Hej,
    zielona damo:-) Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. To sama już wiesz.
    Ja się staram odnaleźć w tym pędzącym świecie, choć go tak do końca nie
    akceptuję, ale nie mamy wyboru. Jesteśmy tu i teraz.
  • Gość: cholka IP: *.wroc.gazeta.pl 05.06.02, 17:31
    Witam. Skad ten pesymizm? Mloda, mezatka, plany na przyszlosc, milosc,
    rodzina, szczescie, ktore tak trudno znalezdz, a jeszcze trudniej je utrzymac,
    ale... Zgadzam sie z Toba - ten swiat chyba troszke zwariowal. Odczuwam czasmi
    to samo co Ty. Plany, milosc, pieniadze, zycie, rodzina z ktora troszke za malo
    spedzam czasu, ale bylo to wrecz konieczne, by oczyscic relacje, to nie
    wszystko. Czasami siadam w swoim wynajetym pokoju, w kamienicy na 4 pietrze i
    patrze na ludzi w parku. Nie wiem czy sa szczesliwi, czy przechodzac obok
    siebie zauwazaja drugiego czlowieka. Wydaja sie byc szczesliwi, ale czy sa?
    Co robisz by byc szczesliwa? By w pelni korzystac z zycia?
    Wiesz najwazniejsze to miec jakies plany, kochac kogos, zyc dla kogos - to daje
    sile i spokoj, bo trudy zycia codziennego zawsze beda.
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 17:37
    Zgadzam się, że żyć dla kogoś, to najwieksze szczęscie. Przykre, gdy nie ma się
    z kim podzielić radościami i smutkami. Słyszałam kilka razy taką opinię, ze
    należy znaleźć szczęście w sobie w pierwszej kolejności. Ale mnie się wydaje,
    ze bardziej chodzi o poczucie własnej wartości jako człowieka. Tylko, że
    posiadanie jej dla samego siebie tak do końca nie cieszy.
  • 06.06.02, 10:03
    Gość portalu: cholka napisał(a):

    > Co robisz by byc szczesliwa? By w pelni korzystac z zycia?
    > Wiesz najwazniejsze to miec jakies plany, kochac kogos, zyc dla kogos - to daje
    > sile i spokoj, bo trudy zycia codziennego zawsze beda.

    Wiesz Cholka, ja.. generalnie jestem szczęsciwa.. Czasami tylko mam juz dosyć tej
    maski, o której toś napisał niżej. Bo.. niestety ja nie mogę zdejmować jej po
    powrocie do domu. Mam męża, mam gzie mieszkać, mam całkiem fajną pracę, ale.. nie
    mogę być z tym, którego kocham. Staram się dawać mojemu mężowi jak najwięcej, tak
    aby nie poczuł ani przez chwilę, że sercem jestem gdzie indziej. Ale czasami jest
    to takie trudne... Tak, masz rację, trzeba znaleźć sobie w życiu cel aby miało
    ono sens. Mam wiele rzeczy, które robię aby poczuć się szczęśliwsza - nauka,
    książki, wypady z przyjaciółmi, plany wakacyjne, oddaję krew by poczuć się
    potrzebna... Tylko czasami przychodzi taki dzień jak wczoraj gdy napisałam ten
    post, kiedy czuję, że... jestem gdzieś obok tego wszystkiego. Pewnie niektórzy z
    Was też cos takiego przeżywają. Nagle czuję jakbym to wszystko co się dzieje i
    samą siebie obserwowała z boku. Mój duch wzlatuje gdzies wysoko i pojawia się
    pytanie - czy o takim życiu marzyłaś? Gdzie sę podziały wybrażenia z dzieciństwa
    o idealnym domu, rodzinie i świecie? Po co to wszystko robisz - po co to
    dokształcanie, po co te magiczne kremy, które nakładasz na twarz, po co te łzy,
    kótóre wylewasz skoro czas biegnie w tak zastraszającym tempie, skoro ludzie
    potrącają Cię na ulicy nie widząc Twoch starań skoro... być może jutro jakiś
    szaleniec podłoży pod Twoje biuro bombę...

    Przepraszam, pisałam, że nie jestem pesymistką, a tu brzmią takie gorzkie nuty.
    Ale pisałam też, że może właśnie lepiej byłoby gdybyście pisali na priv, bo wtedy
    forum byłoby lżejsze o moje problemy. Niemniej jednak bardzo jestem wam
    wdzięczna, że tak miło odpowiadacie na apel zupełnie nowej osoby w Waszym zgranym
    (jak da się zaobserwować po wielu wątkach) gronie. No cóż może niedługo i mi uda
    się rozpocząć jakiś radośniejszy wątek.

    Pozdrawiam serdecznie
    Z_D
  • Gość: hm IP: 2.2.STABLE* / *.echostar.pl 05.06.02, 17:39
    ok:)
  • 05.06.02, 17:40
    a ja tam sie nie martwie, i tak umre na raka, zostalo mnie jeszcze jakies
    poltorej roku :)))
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 17:41
    Wygłupiasz się, czy mówisz poważnie?
  • 05.06.02, 17:48
    oj, to ja tak glosno gadam ze mnie i po drugiej stronie u ciebie slychac?????
    zaczne mowic szeptem.....:)))
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 17:58
    Pisz szeptem:-)))
  • 05.06.02, 18:00
    dopsze :I
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 18:03
    Idzie onlyania przez zielony las cicho w klawiaturkę wystukując tak: LA LA LA
    LALALALA!!!!
  • 05.06.02, 18:04
    to bylo o czerwonym kapturku????
    :))
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 18:06
    O mróweczce:-)))
  • 05.06.02, 18:07
    idzie onlyania
    przez zielony las,
    i tak sobie mysli:
    "chlopa znalesc czas" :)))
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 18:13
    Trafisz na pewno na księcia swego. A jak w lesie, to jest szansa, że będzie
    lubił przyrodę.
  • Gość: cholka IP: *.wroc.gazeta.pl 05.06.02, 17:42
    onlyania napisał(a):

    > a ja tam sie nie martwie, i tak umre na raka, zostalo mnie jeszcze jakies
    > poltorej roku :)))

    To przykre
  • Gość: hm IP: 2.2.STABLE* / *.echostar.pl 05.06.02, 17:45
    a ja sie nie boje smierci
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 17:48
    Ja śmierci, jako procesu też nie, ale szkoda by mi było rozstawać się np teraz
    z życiem. Cały czas mi sie wydaje, że jeszcze tyle mama do zrobienia.
  • Gość: hm IP: 2.2.STABLE* / *.echostar.pl 05.06.02, 17:54
    boje sie bolu, a tutaj go duzo ...
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 17:57
    Sam proces umierania raczej nie boli. no chyba, ze ktoś jest bardzo chory i to
    chore narządy są przyczyną bólu. Przecież istnieje śmierć we śnie...
    Czasem w życiu więcej jest bólu i dłużej on trwa.
    Gość portalu: hm napisał(a):

    > boje sie bolu, a tutaj go duzo ...

  • Gość: hm IP: 2.2.STABLE* / *.echostar.pl 05.06.02, 18:00
    mowiac tutaj mialam na mysli swiat, a bol pod kazda postacia jest straszny,
    dlatego tez tak wielu z nas ma twarde skorupy na grzbiecie
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 18:04
    Ja mam podobną teorię o maskach.
    Wracając z balu do ciasnego mieszkania
    wieszam na haku pozłacaną maskę...
  • Gość: hm IP: 2.2.STABLE* / *.echostar.pl 05.06.02, 18:09
    trzeba o nia dbac, zeby sie nie zuzyla, bo jak zabraknie......

    jakos tak smutno mi sie zrobilo, wezme rolki i pojde pojezdzic, moze wiatr mi
    smutek wywieje:) cmokus:)
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 18:12
    To miłego jeżdżenia... Popadliśmy w zadumę...:)
  • 12.06.16, 11:53
    Współczuję pani pozdrawiam Andrzej
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 05.06.02, 17:47
    Ale dlaczego uważasz, że z mężem nie możesz pogadać tak od serca? Macie
    skrajnie odmienne zainteresowania? Czy z góry zakładasz, że nie "podłapie
    tematu"?
  • 06.06.02, 09:41
    No cóż... póbowalam, ale... gdy tylko zaczynam choc troszkę się skarżyć, że ten
    świat taki porąbany, że boję się przyszlości On czuje się dotknięty. Bierze
    wszystko do siebie. Po prostu nie jest typem człowieka, który wsłuchuje się w
    siebie, w swoje uczucia, a tym bardiej nie umie wsłuchać sie w uczucia drugiej
    osoby. Choc muszę przyznac mu trochę sprawiedliwości... ja niestety niewiele
    mówię o swoich uczuciach, kiedyś próbowałam, ale teraz... zbyt dużo we mnie
    znaków zapytania i niepewności by mówić to własnie Jemu. Bo jak powiedzieć
    człowiekowi, któremu kilkanaście dni temu przysięgałam "miłość, wierność, aż do
    śmierci", że nie jestem pewna uczuć do Niego, że boję się zdecydować na dziecko,
    bo nie wiem czy nadaję się na matkę i co gorsza.. nie czuję się bezpieczna z Nim
    jako ojcem tego dziecka. Jak Mu powiedzieć, że.. moje serce od dawna jest z
    kamienia? To cudowny człowiek, który wspaniale o mnie dba, który codziennie
    wyznaje mi miłość, ale.. ja go tylko lubię. Wiem, że nasuwa się od razu pytanie -
    po co więc był ten slub? No cóż... "przecież dziewczyna nie może iść przez życie
    całkiem sama" prawda? Egoizm? Tak. To egoizm i muszę Wam powiedzieć, że nie czuję
    się z tym najlepiej, ale.. cóż.. każdy z nas to ma.

    Pozdrawiam
    Z_D

    Emka napisała:

    > Ale dlaczego uważasz, że z mężem nie możesz pogadać tak od serca? Macie
    > skrajnie odmienne zainteresowania? Czy z góry zakładasz, że nie "podłapie
    > tematu"?

  • 06.06.02, 12:24
    ...wiesz,...nie będę Ci tutaj prawił morałów....
    ..ale spytam o jedno: dlaczego jesteś z nim skoro sercem jesteś z innym???
    ...po co to wszystko??? ,to udawanie.......tylko się męczysz....
    ..nie miałas dośc siły??, odwagi????, wiary w miłośc żeby się przeciwstawić??
    ...zresztą jakikolwiek byłby to powód to i tak tego nie usprawiedliwi....
    ..chyba że ten drugi wyjechał albo umarł.....
    ...spotkało mnie coś podobnego....i rozumiem cię,....tylko że w moim przypadku
    to nie mi brakło wiary i odwagi....


    tygrysek...
  • 06.06.02, 12:55
    tygrysek napisał:

    > ...wiesz,...nie będę Ci tutaj prawił morałów....
    > ..ale spytam o jedno: dlaczego jesteś z nim skoro sercem jesteś z innym???
    > ...po co to wszystko??? ,to udawanie.......tylko się męczysz....
    > ..nie miałas dośc siły??, odwagi????, wiary w miłośc żeby się przeciwstawić??
    > ...zresztą jakikolwiek byłby to powód to i tak tego nie usprawiedliwi....
    > ..chyba że ten drugi wyjechał albo umarł.....
    > ...spotkało mnie coś podobnego....i rozumiem cię,....tylko że w moim
    przypadku
    > to nie mi brakło wiary i odwagi....

    Ten, którego kocham jest.. żonaty. Wiedzialam, że nigdy nie będziemy mogli
    stworzyć rodziny bo ani ja nie chcialabym rozbijać jego małżeństwa, ani On nie
    odszedłby od żony. Wiem, że on też mnie kocha, jest cudownym przyjacielem, dużo
    rozmawiamy czasem znajdziemy chwilkę by się do siebie przytulić, ale tylko
    (albo
    aż) tyle, bo na tyle pozwala nam lojalnośc wobec swoich partnerów.
    Bo my tak naprawdę bardzo lubimy i szanujemy naszych współmałżonków. Za nic w
    swiecie nie chcielibyśmy zrobić im krzywdy...Tylko co zrobić gdy to uczucie w
    naszych sercach, czasami aż rozrywa...
    Bo czasami te dwa światy nam sie nakładają na siebie - gdy widzę go żoną
    (świetnie ją znam i o ironio! bardzo się lubimy) czuje ukłucie w sercu, gdy On
    widzi mnie z mężem... mówi, że czuje zazdrość. Ale paradoksalnie nasz
    związek...
    ulepsza związki z naszymi partnerami - gdy z Nim porozmawiam staję się
    usmiechnięta, mam większa ochotę na sprawianie ludziom wokół przyjemności - w
    tym
    także mojemu mężowi.
    Tylko, że... momentami dopada mnie tzw. "dół" i wtedy wszystko wydaje mi się
    takie beznadziejne - cały ten porąbany świat i pokręcony los, który... spełnia
    nasze marzenia w tak zmienionej formie, że.. okazuje się że właściwie wcale
    tego
    nie chieliśmy - marzyłam o takim człowieku, ale dlaczego los mi go pokazał
    dopiero teraz? A może powinnam cieszyć sie, że go w ogóle spotkalam, bo innym
    takie szczęscie w ogóle nie jest dane?

    Zagmatwane to wszystko..
    Ale wczorajszy post miał drugie dno - oprócz tego, że żyję w dwóch światach -
    rzeczywisym i tym wyśnionym to doszło rozczarowanie tym co spotyka mnie w tej
    rzeczywistości - gonitwa, czas uciekający przez palce i usilne poszukiwanie
    sensu
    własnego istnienia. Chciałaby (chyba jak każdy) zaznaczyc sie jakoś w ludzkiej
    pamięci. Ktoś mi powiedział, że to syndrom wieku średniego - takie
    podsumowywanie
    i ocenianie tego czego sie dokonało w zyciu. No ale.. 26 lat to chyba nie jest
    jeszcze wiek średni prawda? ;-)
    Jak myślisz Tygrysku - co można zrobić by czuć się potrzebym, żeby te
    kilkadziesiąt lat życia nie przemknęło niezauważone? Staram się pomagać
    ludziom,
    ale..muszę Ci powiedzieć, że w dzisiejszym świecie chęc niesienia
    bezinteresownej
    pomocy odbierany jest jak... objaw choroby psychicznej. Niestety.


    Pozdrawiam ciepło
    Z_D
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 06.06.02, 13:57
    Cóz musze przyznać, że dość dobrze Cię rozumiem. Dojrzewasz moja droga:-) To
    zajmuje sporo czasu. Widzisz, rozumiesz lub zaczynasz rozumieć... Tak naprawdę
    nic Ci tu nie doradzę.Ale doskonale rozumiem.
    Jedno jest pewno zyjemy w realnym świecie, a nie w świecie marzeń.
    Jesli to możliwe to unikaj spotkań z tym żonatym facetem.
  • 06.06.02, 14:18
    wiesz co zielona.....a po co są rozwody????
    ...w ogóle was nie rozumiem.....kochacie się a nie jesteście razem bo kazde
    chce być lojalne....
    ..nie jestem żonaty i może dlatego tak łatwo mi mówic...
    ..ale dziewczyno!!!! tu chodzi o całe twoje życie!!!, szczęście!!!!
    ..rozumiesz to?????


    tygrysek...
    PS...ja tez lubie bezinteresownie pomagać ludziom i wcale nie uważam że to
    objaw choroby!!:))))
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 06.06.02, 14:24
    Tygrysku... Nie jesteś żonaty i nie masz dzieci.
    Facet, jak się rozwodzi, to traci praktycznie dorobek całego życia. Poniewaz
    kobieta na ogół zajmuje się dziećmi i dostaje w spadku mieszkanie i alimenty.
    Dodatkowo traci codzienny kontakt z dziećmi. Ogólnie mówiąc świat się wali i
    koniec kropka. Life is brutal
  • 06.06.02, 15:36
    No cóż.. faktycznie sa rozwody.. W naszym przypadku nie jest tak drastycznie -
    żadne z nas nie ma jeszcze dzieci, ale... są jeszcze dwa aspekty dla których
    nie zdecydujemy się na taki krok.. On jest... bardzo bliską rodziną mojego
    męża, więc.. gdybysmy cokolwiek zaczęli burzyć to.. zburzylibysmy nie tylko
    dwie pary małżeńskie, ale całą, duża rodzinę. To byłoby potworne... Do tego
    dochodzi jeszcze choroba Jego zony... Widzisz Tygrysku, w życiu nic nie jest
    jednoznaczne - kochasz kogoś to z nim bądź! Czasami tak się nie da - po trupach
    do celu? To nie w moim stylu. Boli to, że nie mogę z nim być, ale jestem prawie
    pewna, że gdybym jednak się zdecydowała to bolałoby jeszcze bardziej. Jak w
    brazylijskiej telenoweli co? Tylko, że ja nie mogę wyłączyć telewizora :-(
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 06.06.02, 15:51
    I tak to jest. Wydaje się, że bardzo duzo od nas zależy, a są takie sytuacje
    gdy nic nie możemy zrobić.
    Ale przychodzi w końcu akceptacja takiego stanu rzeczy, tylko trzeba się
    zdecydować i czasem powiedzieć sobie nie.
  • 07.06.02, 08:13
    ...ja się z tym nie zgodzę!
    ...nie wiem może to mój charakter...
    ..ale ja bym robił tak jak mówiłaś....po trupach do celu....
    ..bo tutaj chodzi o moje całe przyszłe życie!!
    ...to co że rozbiłbym dwie rodziny...czy pokłócił je z sobą...
    ..z rodziną i tak się tylko na zdjęciach dobrze wychodzi..:)
    ...a w rodzinie wypada wszystko......nawet zęby!:)


    tygrysek...
    PS..ale tak serio,...naprawdę uważam że powinniscie o siebie walczyć...
    ..o wasze wspólne szczęście...!!!!
  • Gość: Emka IP: 217.153.27.* 07.06.02, 09:41
    Powinniście o siebie walczyć. Skoro nie ma dzieci... to dorośli jakoś przeżyją
    burzę.
  • 07.06.02, 10:07
    ..też tak myśle...:))
  • 07.06.02, 12:30
    widze zielona damo że ta rodzina jakoś szczęścia ci nie daje.....nie rozumiem
    Twoich rozterek....jeśli nie ma dzieci to sp[rawa jest prosta..a kto
    powiedzioał że będzie łatwo...jęli nie kochasz swego męża to pliiiizzz nie
    pakuj sie w dzieci bo jeszcze srogo zapłaczesz.....masz dopiero 26 lat i
    powinnaś właśnie teraz powalczyć o swoje szczęście bo co teraz zdobędziesz
    zaprocentuje w przyszłości...jak na razie widze tylko przygnębienie i
    wyobcowanie....nieważne co inni powiedzą zrobią....to jest twoje
    życie.....pomyśl sobie jak będziesz się czuła przy czterdziestce po nastu
    latach spędzonych nie z tym facetem....niespełniona i nieszczęśliwa....nie
    będzie Ci żal?....napewno.....zastanów się....wiem że to nie łatwo ale stawiasz
    w tym momencie na szli swoje szczęście....a rodzina?...powinna
    zrozumieć...heh....trochę siem rozpisałam...
  • 13.01.16, 23:50
    Zielona żabko (?)spróbujmy pogadać "przez chwilę" (tylko!) - jerzkarm@poczta.fm
  • 14.01.16, 10:55
    Człowieku! Patrz na daty. Ten wątek powstał 14 lat temu. Myślisz że Zabka jest jeszcze zainteresowana?
    :D
  • 25.02.16, 13:51
    think pink:
    moze dzieciarnia juz nieco odchowana, lub juz po rozwodzie i znowu ma ochote pogadac ? :)
  • 10.06.16, 13:26
    No niby racja, po tylu latach to się wiele mogło jednak zmienić.
    :D
  • 07.06.16, 15:17
    zapraszam do rozmowy jeśli tylko chcesz :)
  • 14.06.16, 16:50
    bardzo chętnie wysłucham i doradzę, zapraszam do konwersacji; pendulumemo@gmail.com
  • 03.09.16, 22:45
    Witam ,mam podobną
    sytuację i chętnie pogadam
    pozdrawiam tomek 49 lat
  • 04.09.16, 22:57
    witam,bardzo intrygujący anons ,hmm jestem w bardzo podobnej sytuacji i chęetnie sie zaprzyjażnię
  • 06.09.16, 22:26
    chetnie popisze, brunet 32 lata
    brunet84@o2.pl
  • 26.06.17, 13:23
    Brunet, chyba spóźniłeś się ze swoją odpowiedzią do zielonej-damy jakieś dobre 15 lat..... :)
  • 24.09.17, 08:11
    zadzwon do mnie

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.