Dodaj do ulubionych

Expatriackie samochody

30.08.05, 23:03
W kraju zatrudnienia prawie zawsze to samochody firmy, choć spotkałem już
parę razy ludzi, którzy MUSIELI za własne pieniądze kupić sobie auto w
Emiratach (lekarze).
W Egipcie i Sudanie exoatriaci jeździli na ogól albo Toyotami, albo
Mitsubishi, w każdym bądź razie "Japończykami". Ciekawe, że ludność tubylcza
wykazywała zupenie inne preferencje - taksówkami byłu na ogół Peugeoty,
trochę sowieckich Ład, a marzeniem każdego Egipcjanina z jaką-taką pozycją
był Mercedes. Mógł być W123 albo nawet W115, z silnikiem 200D (50 KM), ale
Mercedes.
Expatriackie samochody służyły krótko i z reguły niezbyt dobrze, a to z
przyczyny żałosnego serwisu. W Sudanie serwis robił warszata budowy,
prowadzony przez Polaka, który potrafił zmusić swoich Murzynów do jakiej-
takiej dbałości o powierzone samochody, więc było nieco lepiej.

Za to wszyscy expatriaci mieli niezły zgryz z tym, jaki samochód trzymać w
kraju. W Polce to nie był taki problem, jeśli w kraju zostawała rodzina -
żona jeździła wtedy kupinym w Pewexie autkiem, co było powodem wielkiej
zazdrości sąsiadów i rodziny...
Anglicy, Niemcy, Austriacy miewali znacznie większy problem: pracując w ceklu
3 miesiące pracy / 2 tygodnie urlopu bywali w kraju stosunkowo często,
chcieli więc tam mieć jakiś pojazd, a "normalny" samochód bardzo szybko
tracił na wartości z wiekiem, pomimo że jeździł ledwo parę tygodni w roku.
Takie długie przestoje też na zdrowie mu nie wychodziły. oczywiście można
było samochód wynająć w Avisie albo jeździć z małżonką (jeśli takowa była),
ale to już nie było "to". Wielu expatriate'ów mając znaczne rezerwy finansowe
nabywało więc samochody zabytkowe - w latach '80/'90 stosunkowo tanie było
można kupić za niewielkie pieniądze Jaguara "E", Porsche 911 albo coś
podobnego...




--
Salaamu Wa-alleikum

Chaladia Bolandi
Zapraszam na Forum "Home & Abroad"
Edytor zaawansowany
  • pam_pa_ram_pam 05.09.05, 17:44
    W Niemczech, jeszcze jako student, kupiłem sobie BMW 1602. Kosztowało 1500
    Euro. Jeździłem nim przez całe 6 lat. Gdy wyjechałem do Anglii, wstawiłem go do
    zaprzyjaźnionego warsztatu blacharskiego pod Olsztynem, gdzie zrobili mi "za
    grosze" dokładny remont blacharsko-lakierniczy. Potem jeszcze przy każdym
    niemal wyjeździe udawało mi się go wstawiać a to do tapicera, a to do mechanika
    i w końcu sprzedałem za ponad 7000 zł by kupić Mercedesa W123 coupe...

    Pokażcie mi inny przypadek, gdy samochód w ciągu 5 lat podniósł swoją wartość...

    A na eksporcie jakoś jeszcze nie zdarzyło mi się mieć samochodu. W Londynie
    wystarczał mi rower, w Rio kupiłem (na nazwisko mojej dziewczyny) używany
    skuterek, który jej potem zostawiłem, a w Dubaju "podczepiłem się" do pewnego
    Irlandczyka, który miał starego Jeepa Renegade w okropnym stanie, ale
    jużdżącego, co było najważniejsze...

    --
    Pam Pa Ram Pam!
  • chaladia 07.05.06, 22:42
    Tak mi się przypomniało - w Asyut, w 1987 roku, jeździł jeden PF126p.
    Z racji systemu chłodzenia pojazd wybitnie nieodpowiedni do gorącego i suchego
    klimatu, ale jeździł. Pojęcia nie mam skąd właściciel brał do niego części -
    może jakieś nieliczne pasowały od stosunkowo popularnego w Egipcie Fiata 127...

    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • survey06 08.05.06, 08:38
    Jednym ze "zwariowanych" przepisow czasow PRL (wynikajacy z zawsze forsowanych
    na sile i czesto bez sensu oszczednosci dewizowych) byla koniecznosc zakupu w
    kraju i za bony samochodow krajowych do obslugi polskich budow. Przepis upadl
    smiercia naturalna gdzies na poczatku lat 80-ych. Ale lata 70-te i na przelomie
    lat 70/80-ych widok PF125, Nys, Zukow, Autosanow, Osinobusow czy zdezelowanych
    Jelczy byl w sumie powszechnym widokiem na polskich camp'ach oraz drogach
    dojazdowych w Iraku, Egipcie, Libii, Czechoslowacji, NRD czy w Zwiazku
    Radzieckim, budzac jednoczesnie sensacje w takich krajach jak Kuwejt, Jordania,
    UAE czy ... Pakistan (tam akurat ruch jest lewostronny) Wydaje mi sie, ze
    gdzies w polowie lat 70-ych to 2 Nysy i 2 PF125 poplynely nawet z wyposazeniem
    przemyslowym do... ...Boliwii do obslugi budowy polskiej cukrowni.
  • chaladia 08.05.06, 20:45
    PF125p, "Polonezy" i " Żuki" były swego czasu montowane w Egipcie i było ich
    tam całkiem sporo. Tymczasem nikt z "Polimexu" operującego w Egipcie takowymi
    pojazdami nie jeździł - z reguły były to Kia Mastery (podróba Toyoty Hi-Ace) i
    różne pick-upy oraz sedany Toyoty i Hyundaia.

    Do Sudanu też z polskich wyrobów motoryzacyjnych pojechały tylko ciągniki Ursus
    (bardzo dobrze się spisały), pompa do betonu na podwoziu Jelcza i koparka K-
    406. Z wyrobów "bratnich krajów UW" były jeszcze Tatry wywrotki i betonowozy
    (bardzo dobra opinia), ciężarówka skrzyniowa LIAZ, furgon-izoterma Avia - i to
    wszystko.


    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • survey06 09.05.06, 00:27
    chaladia napisał:

    > PF125p, "Polonezy" i " Żuki" były swego czasu montowane w Egipcie i było ich
    > tam całkiem sporo. Tymczasem nikt z "Polimexu" operującego w Egipcie takowymi
    > pojazdami nie jeździł - z reguły były to Kia Mastery (podróba Toyoty Hi-Ace)
    i
    > różne pick-upy oraz sedany Toyoty i Hyundaia.
    >
    > Do Sudanu też z polskich wyrobów motoryzacyjnych pojechały tylko ciągniki
    Ursus
    >
    > (bardzo dobrze się spisały), pompa do betonu na podwoziu Jelcza i koparka K-
    > 406. Z wyrobów "bratnich krajów UW" były jeszcze Tatry wywrotki i betonowozy
    > (bardzo dobra opinia), ciężarówka skrzyniowa LIAZ, furgon-izoterma Avia - i
    to
    > wszystko.


    Jak zaznaczylem, ten zwariowany przepis o uzywaniu polskich srodkow transportu,
    na szczescie, gdzies pod koniec lat 70-ych przestal formalnie obowiazywac a
    ulegl likwidacji juzw latach 80-ych. Fiaty, Polonezy, Nysy czy Zuki nie
    wytrzymywaly konkurencji na Bliskim Wschodzie z Toyotami, Nissanami i
    pozostalymi "japonczykami" czy "koreanczykami" a przede wszystkim nie mialy
    klimatyzacji co stanowilo podstawowy i decydujacy mankament. Natomiast
    masz racje, bardzo dobrze sprawdzaly sie w tamtejszych warunkach Bumarowskie
    koparki, spychacze, wywrotki, dzwigi i przerozne podnosniki. Warto tez
    zauwazyc, ze na tamte czasy Schretter'owska (Austria) pompa do betonu na
    podwoziu Jelcza to byla bardzo udana konstrukcja i smialo konkurowala w
    warunkach tropikalnych z pompa do betonu o zblizonych parametrach produkowanej
    przez Liebhera w RFN.
  • survey06 02.06.06, 00:13
    W roku 1983, kupiłem fabrycznie nowego Poloneza w sprzedaży „łączonej”tj. 1250
    Dolarów USA i dopłata w złotówkach. Razem to wyszło około 1750 USD. „Mój”
    Polonez był odrzutem z eksportu do Norwegii. Silnik 1700 ccm, wzmocniona rama,
    lampy nietypowe; prostokątne. Po wyjeździe za bramę FSO jeszcze tego samego
    dnia okazało się, że nie działa układ chłodzenia, a olej silnikowy zmienia
    barwę na zielonkawo-żółtą. W ramach gwarancji, w serwisie na Omulewskiej
    usunięto „wżery na głowicy” a cały układ chłodzenia dodatkowo uszczelniono.
    Następnie, poprawiono ustawienie jakiegoś trybika w ramach uznanej reklamacji
    po tym jak okazało się, że według licznika w moim Polonezie odległość między
    Warszawą i Krakowem wyniosła 415 km!!! Dodatkowo jeszcze wykonałem pełne
    zabezpieczenie antykorozyjne, co mnie kosztowało wtedy około 200 USD. Po tych
    naprawach wóz sprawował się – powiedzmy – poprawnie. Silnik miał kopa i palił
    względnie mało. Na długich trasach i w zmiennych warunkach zużywał średnio 8,5-
    8,8 l/100km. W mieście latem palił około 10tki a w zimie do 12-u. Wóz nie był
    nigdy garażowany. W stosunku do wcześniej użytkowanej w Iraku Toyota Corona
    1700 ccm, jazda i kierowanie Polonezem była mordęga.. Ale musiałem to
    zaakceptować i, oczywiście przyzwyczaić się. Poloneza sprzedałem po 6 latach na
    giełdzie na Bemowie taksówkarzowi z Kielc za 1900 USD.

    Moje dwa następne samochody to Volvo. Oba modele 340 GLE z silnikiem nietypowym
    BA1700; benzynowe. Oba zakupione jako „voiture d’occasion” w Belgii i osobiście
    doprowadzone do Warszawy. Ale to już zupełnie inna historia i oczywiście ….
    zupełnie inna jazda. Niestety, pierwszy egzemplarz spalił się po 8-u latach
    intensywnej eksploatacji i to wyłącznie z mojej winy bo zlekceważyłem
    zaobserwowane usterki w układzie elektrycznym. Drugie Volvo oddałem gratis na
    części do zaprzyjaźnionego warsztatu w sierpniu 2002 przed wyjazdem na kontrakt
    do Iranu.

    Ostatnio sobie uświadomiłem, że osobiście nie prowadziłem żadnego samochodu
    osobowego od blisko 4ch lat !!!. Może to i dziwne, ale jakoś przestało mnie
    ciągnąć, aby siadać za kierownicą.

    Pracując z Anglikami w Iranie mieliśmy kategoryczny zakaz osobistego
    prowadzenia jakiegokolwiek pojazdu czy maszyny budowlanej. Zastrzeżenie było
    zawarte w generalnej polisie ubezpieczeniowej kontraktu. Nasz pracodawca wziął
    zapewne pod uwagę fakt, że Iran ma jeden z najwyższych w świecie wskaźników
    wypadków drogowych. Rocznie na irańskich drogach w ginie od 36000 do 38000 osób
    (ponad 100 ofiar śmiertelnych dziennie). Przy czym ten wskaźnik śmiertelności
    wyraźnie zwyżkuje w okresie Ramadanu. (Dane zaczerpnięte z irańskiej prasy
    angielskojęzycznej). Gdy ostatnio pracowałem w Libii, wszędzie mnie wożono tam
    gdzie chciałem i kiedy na to miałem ochotę. Jak nie miałem do dyspozycji
    samochodu z kierowcą, to korzystałem z taksówek, a koszty przjazdów zawsze były
    refundowane. Tutaj w Mediolanie gdzie teraz pracuję public transport działa
    znakomicie i w najodleglejsze zakątki miasta można przemieścić się w 30-40
    minut metrem, tramwajami czy autobusami za śmieszne pieniądze. Ostatecznie też
    istnieją taksówki i wcale nie takie drogie. Korzystanie w takich warunkach
    z „rent-a-car” byłoby tylko snobizmem.

    San Donato Milanese

    ps. Tak mnie naszlo na te nasze "expatow samochody" po tym jak dzisiaj na
    jednej z glownych ulic San Donato zauwazylem zaparkowanego ... Fiata 125p.
    Jak na swoje lata - a musi ich miec na karku przynajmniej z 20 pare - to
    prezentowal sie calkiem niezle, aczkolwiek w porownaniu do innych obecnie
    dominujacych modeli to widac jaki ten tym akurat jest zapyzialy i jakis
    taki ...bezbarwny. Pozdrowienia
  • chaladia 06.06.06, 00:11
    Ja zarówno w Egipcie jak i w Sudanie miałem przyjemność prowadzić sam. Ale to
    było dawno temu... Sama przesiadka w 1987 roku z "Malucha" w Polsce na pick-upa
    Toyota Land Cruiser z 4-litrowym 6-cylindrowym benzynowym silnikiem była
    sportym szokiem. W Sudanie "własnego" samochodu nie miałem, za
    to "stowarzyszyłem" się z pewnym Irlanczykiem, który miał Nissana D-2000 DC i
    jeździliśmy razem. Ten Irish był w młodości wicemistrzem amatorów Irlandii
    Północnej w rajdach samochodwych, więc prowadził naprawdę świetnie i sporo się
    od niego nauczyłem.

    Po powrocie do kraju kupiłem Skodę Favorit, 60 KM. Przesiadka była sporym
    szokiem, ale życie już mnie wtedy nauczyło, że samochód to tylko urządzenie do
    jeżdżenia, a nie atrybut prestiżu i spokojnie "olewałem" przeżycia PT Kolegów,
    którzy przezywali każdy nowy model BMW albo Mercedesa. Później wyjechałem do
    Niemiec, gdzie napatrzyłem się na jeszcze większą walkę o samochody służbowe.
    Ale o tym następnym razem...

    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • pam_pa_ram_pam 06.06.06, 16:51
    survey06 napisał:


    > Tak mnie naszlo na te nasze "expatow samochody" po tym jak dzisiaj na
    > jednej z glownych ulic San Donato zauwazylem zaparkowanego ... Fiata 125p.
    > Jak na swoje lata - a musi ich miec na karku przynajmniej z 20 pare - to
    > prezentowal sie calkiem niezle, aczkolwiek w porownaniu do innych obecnie
    > dominujacych modeli to widac jaki ten tym akurat jest zapyzialy i jakis
    > taki ...bezbarwny. Pozdrowienia

    Cóż, PF 125p poza Polską chyba nigdzie nie będzie "klasykiem". Ale na
    www.weteranszos.pl dobrze zachowany egzemplarz z wystającymi klamkami "chodzi w
    cenie powyżej 10.000 zł. Ja bym chyba tyle nie dał, ale ja jestem
    z "późniejszej generacji". Moi rodzice zawsze się za takimi Fiatami oglądają,
    wspominając, jakie to były "w ich czasch" obiekty westchnień... Ciekawe, że dla
    mnie, od strony estetycznej, znacznie większe wrażenie robi poprzednik PF 125p,
    czyli Fiat 1300/1500. Cioekawe, kto na tym Forum pamięta, jak takie auto
    wyglądało?


    --
    Pam Pa Ram Pam!
  • chaladia 06.06.06, 22:50
    Oj, pamiętam...
    Dziś to dość ciekawy youngtimer, bo pasują do niego części i całe zespoły
    od "Poloneza", no i oczywiście od PF 125p, dzięki czemu łatwo utrzymać go w
    dobrej kondycji, choć niekoniecznie będzie nadawał się na wystawy weteranów
    szos z taką ilością nieoryginalnych części...

    Pamiętam, jak w latch '70 dzielono ludzi na:
    - tych, co nie maja samochodu,
    - "syrenkarzy" i "trabanciarzy",
    - posiadaczy "maluchów",
    - posiadaczy PF 125p i samochodów z KDL-i (Skody, Dacie i Wartburgi)
    - posiadaczy samochodów "zachodnich".
    Osobną grupę stanowili posiadacze "Ład", których posiadanie "od nowości" (czyli
    z "Polmozbytu" było niemal równoznaczne z przyznaniem się do bycia agentem SB.

    Ponieważ mój Tato stracił nogę w wypadku motocyklowym, jedynym samochodem,
    który można było eksploatować używając jednej nogi był "Trabant-Hycomat".
    Hycomat to była taka spcjalistyczna namiastka automatycznej skrzyni biegów -
    sprzegło automatyczne. Zupełnie fajnie się tym jeździło, choć posiadacze duuużo
    lepszych właśnie Fiatów 125p patrzyli na nasze autko z pogardą i wyższością.
    Tato, pomimo swego inwalidztwa, pracował w "Energoexporcie" i sporo jeździł na
    kontrakty, więc po cichu marzyłem, że kiedyś w domu będą dwa samochody - a
    najbardziej pożądanym w połowie lat '70 samochodem dla młodego człowieka był
    Fiat 850 sport coupe. Taka miniaturka Ferrari, oczywiście czerwony albo "bahama
    yellow". Los chciał jednak inaczej... ale to inna historia, bardzo smutna.

    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • survey06 06.06.06, 23:33
    pam_pa_ram_pam napisał:

    > survey06 napisał:
    >
    >
    > > Tak mnie naszlo na te nasze "expatow samochody" po tym jak dzisiaj na
    > > jednej z glownych ulic San Donato zauwazylem zaparkowanego ... Fiata 125p
    > .
    > > Jak na swoje lata - a musi ich miec na karku przynajmniej z 20 pare - to
    > > prezentowal sie calkiem niezle, aczkolwiek w porownaniu do innych obecnie
    >
    > > dominujacych modeli to widac jaki ten tym akurat jest zapyzialy i jakis
    > > taki ...bezbarwny. Pozdrowienia
    >
    > Cóż, PF 125p poza Polską chyba nigdzie nie będzie "klasykiem". Ale na
    > www.weteranszos.pl dobrze zachowany egzemplarz z wystającymi klamkami "chodzi
    w
    >
    > cenie powyżej 10.000 zł. Ja bym chyba tyle nie dał, ale ja jestem
    > z "późniejszej generacji". Moi rodzice zawsze się za takimi Fiatami oglądają,
    > wspominając, jakie to były "w ich czasch" obiekty westchnień... Ciekawe, że
    dla
    >
    > mnie, od strony estetycznej, znacznie większe wrażenie robi poprzednik PF
    125p,
    >
    > czyli Fiat 1300/1500. Cioekawe, kto na tym Forum pamięta, jak takie auto
    > wyglądało


    Prosze mi wybaczyc pomylke ale nigdy nie bylem pasjonatem motoryzacji. Wydaje
    mi sie, ze Fiat 1300 czy Fiat 150o to ... zwykla LADA produkowana w ZSRR w
    Togliati. To byl (chyba) model Fiat 124 w wersji "radzieckiej".

    A jesli siegac pamiecia wstecz, to czy ktokolwiek pamieta jezdzace w Polsce
    modele Fiat 500 i Fiat 600? To byly fajne zabawki. Swego czasu samochody
    glownie przynalezne polskiej palestrze i wymiarowi sprawiedliwosci. Pamietam
    czasy gdy na poczatku lat 60-ych ub.wieku bedac w podstawowce chodzilismy z
    kolegami na ulice Ogrodowa (na tylach Sadow) ogladac te cacuszka rowno
    zaparkowane i bedace pod stala opieka milicjanta aby nikt niczego nie dotknal
    lub - bron Boze - nie uszkodzil. Zawsze stalo tam kilkanascie egzemplarzy. Co
    bardziej obznajomieni wiedzieli, ktory samochodzik nalezal do ktorego sedziego,
    adwokata czy prokuratora.


    San Donato Milanese
  • chaladia 07.06.06, 14:50
    "Łada" (zwykła) to był podstawowy model Fiata 124.
    Dopiero te nowsze "Łady" były jakimiś wariantami pośrednimi między Fiatem 124 i
    Fiatem 125 (włoskim). I właśnie te samochody otrzymywali często SB-cy w nagrodę
    za swoje usługi... Generalnie były to samochody o generację nowocześniejsze od
    podobnych zewnętrznie Polskich Fiatów 125p.

    Poniżej podaję link do jakiejś strony miłośników weteranów szos prezentującej
    Fiata 1300/1500. Na płycie podłogowej tego samochodu i z jego silnikiem
    (wywodządym się z konstrukcji 1200/1400 opracowanej jeszcze w czasie II WŚ)
    powstał Polski Fiat 125p - który jako jedyny atrybut nowoczesności miał nową
    karoserię zaadaptowaną z włoskiego Fiata 125.
    storm.tocmp.com/fiat1315001963.htm

    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • pam_pa_ram_pam 28.05.07, 21:10
    Po paru latach (sumarycznie, w różnych okresach) pobytu w UK odważyłem się na
    zakup samochodu z kierownicą po prawej stronie. Wcześniej "na początek"
    pojeździłem sobie motocyklem (bardzo starym "Nortonem" kolegi, australijskiego
    architekta), a potem "New Mini" mojej dziewczyny. Zaczynając od bocznych
    uliczej in coutryside oczywiście.

    Na koniec, całkiem niedawno nabyłem stary, klasyczny (nie "New Mini" firmy BMW
    samochód BLMC Mini, kabriolet. I jeżdżę. Nawet udało mi się go nie "przytrzeć".


    --
    Pam Pa Ram Pam!
  • chaladia 24.05.08, 19:05
    Różni Bardzo Mądrzy Eksperci zapowiadali, że produkcja bezyny
    syntetycznej z węgla lub gazu ziemnego, albo przeróbki silników
    benyznowych na alkohol lub wysokoprężnych na olej jadalny zaczną sie
    opłacać od (kolejno) 50 USD/brl, 60 USD/brl, 70.... itd. Mamy już
    chyba 130 USD/brl i jak na razie nikt paliw płynnych z czegoś innego
    niż ropa naftowa nie produkuje...

    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi
  • survey06 25.05.08, 08:38
    Na to wyglada, ze to sa takie pisaniny dla naiwnych kierowcow aby im
    dac jakas nadzieje, ze beda mniej placic za wlewana benzyne do baku.
    Zauwaz, ze za ropa wierci sie coraz wiecej i coraz glebiej, co
    technologicznie zostalo w pelni opanowane (Brazylia, Angola, wkrotce
    Mozambik, Mauretania) A zwrot wylozonych kosztow w tej branzy
    nastepuje bardzo szybko, bez opoznienin i jakichkolwiek
    niespodzianek (no chyba ze wojna i celowe zniszczenie/uszkodzenie
    instalacji). Na moim dawnym libijskim project zwiekszajacy dobowe
    wydobycia ropy ze zloza o ca 8000 barylek dziennie Libijczycy i
    Wlosi wylozyli w okresie 21 miesiecy (opoznienie realizacji – 17
    dni) blisko 64 mln EUR co wtedy (x1.31) dawalo prawie ze 84 mln USD.
    Tymczasem roczna wartosc tej wydobytej i sprzedanej ropy to 8000
    brl x 366 dni x 100USD/brl = 292.8 mln USD. I widzimy gdzie jestesmy
    i kto oraz kiedy dyktuje ceny ropy.
  • chaladia 22.06.08, 13:31
    Pomimo astronomicznych cen ropy i zapowiadanego końca jej zasobów,
    różni "miłośnicy motoryzacji" kupują radośnie samochody takie jak
    Toyota HiLux 4*4 albo Nissan Navarra 4*4. I są to ludzie, którzy
    pracują i mieszkają w Warszawie (!) nie posiadają zainteresowań typu
    wyprawy w Bieszczady itp. Parkowanie takim czmyś jest zmorą dla
    właściciela (ale co mnie to obchodzi) oraz dla współużtykowników
    dróg (a to już bardziej) - gdyż jedna taka armata z przodkiem i
    ośmiokonnym zaprzęgiem zajmuje przed supermarkentem co najmniej 2, a
    z reguły 3 miejsca parkkingowe... Wolę tez nie myśleć, ile to-to
    pali.

    Jeszcze parę lat temu co panowie zasawalali się Suzuki Vitarami i
    pojazdami tej wielkości. Dziś mają większe dochody, to pragną
    większych samochodów. Jak się poziom życia w Polsce jeszcze
    podniesie, to strach pomyśleć, co będzie się działo na ulicach -
    Ciągniki siodłowe MACa jako samochody prywatne?!?!


    --
    Salaamu Wa-alleikum

    Chaladia Bolandi

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka