Dodaj do ulubionych

O dziewczynie, która chciała się wyrwać z faweli

03.03.06, 16:19
Maria.

Tak mi się jakoś o niej wspomniało, z okazji końca Karnawału w Rio. Jest
piękna. Jak na Brazylijkę niezbyt wysoka (jej siostra, Ines, też w Polsce
robiłaby za piękność) ma z 175 cm wzrostu, a Maria była z 10 cm niższa. Też
prawda, że wychowując się w ubogiej kilkudzielnej rodzinie (w
Brazylii „wielodzietność” zaczyna się chyba od 10 żywych dzieci), niemal w
faweli, zawsze młodsze dzieci są niższe, bo mają trudniej „dopchać się do
koryta”. Okrutne, ale prawdziwe.
Marię poznałem w Rio ledwo parę dni po przylocie tamże. „Odziedziczyłem” ją
po pewnym Skandynawie ze Scanii, właściwie razem z mieszkaniem. Gość wydał
bardzo dobrą opinię Landlordowi, który wynajmował małe mieszkanka w swoim
domu, więc moje biuro architektoniczne skorzystało z jego usług. NB jego
następca, z którym tenże Szwed przekazywali sobie stanowisko mieszkał obok...
właśnie z Ines, siostrą Marii. W informacji na temat mieszkania było o tym,
że u Landlorda można wykupić śniadania, ale nic nie było o dziewczynie.
Tymczasem już na drugi czy trzeci dzień, córka Landlorda, lat kilkanaście,
bardzo śmiała i bezpośrednia dziewczyna, zaprzyjaźniona „od zaraz” z każdym
mieszkającym w jej domu expatriatem, przychodzi do mnie i powiada:
- wiesz, mam taką koleżankę, ona jest bardzo samotna, a taka ładna, jej
mężczyzna wyjechał, a mieszkał w tym mieszkaniu, co ty, może byś chciał ją
poznać...
Oczywiście nie miałem nic przeciwko „poznaniu”. I tego samego dnia poznaliśmy
się – muszę przyznać, że na widok Marii nie „zatkało”. Śniada, drobna, z
długimi, lekko pofalowanymi włosami, w nieprzyzwoicie krótkiej mini
pokazującej śliczne długie nogi, w bluzeczce, przez którą widać było
sterczące piersi i z pępuszkiem na wierzchu. Oczywiście już na drugi dzień po
przyjeździe wiedziałem, że Rio jest pełno pięknych dziewczyn, ale nie
wiedziałem, że trafię na taką... Córka Landlorda przedstawiła nas sobie i po
paru chwilach zaczęła się zbierać do wyjścia. Natomiast Maria prostu z mostu
spytała, czy się mi podoba (ba, pytanie!) i, jeśli tak, to czy może
przynieść swoje rzeczy. Na takie dictum negatywnie to może odpowiedziałby
jakiś kandydat na świętego, w każdym bądź razie nie młody polski architekt...
jednakże, gdy Maria znikła za drzwiami idąc po „swoje rzeczy”, ja puściłem
się pędem po schodach w stronę skrzydła zajmowanego przez rodzinę Landlorda i
udało mi się dorwać jego córkę, też Marię, jako że co druga dziewczyna w Rio
nosi to imię... (większość brazylijskich imion znanych w Polsce z
południowoamerykańskich seriali jest chyba wyssana z palca).
Prosto z mostu zapytałem jej, co to znaczy i o co chodzi. Dziewczyna
wyciągnęła mnie na klatkę schodowa, żeby nikt z jej rodziny nie słyszał i
wyjaśniła, że Maria jest z biednej rodziny i wyrwała się z faweli tylko
dzięki temu, że miała mężczyznę, do tego Białego, przy którym mogła mieszkać
i który opłacił jej szkołę. Teraz on wyjechał, jej siostra ma swojego
mężczyznę (tego zmiennika, jak się potem okazało), ale on z oczywistych
względów nie jest zainteresowany posiadaniem dwóch kochanek. No więc we mnie
cała nadzieja. Włosy stanęły mi na głowie, jak sobie pomyślałem, że Maria to
prostytutka i że zaraz zarażę się AIDS. Ale okazało się, że Maria sama
wiedziała, jak to się załatwia. Poszliśmy na badania i oboje sprawdziliśmy
się dwa razy z tygodniowym odstępem czasu. Do tego czasu żyliśmy w moim
pokoiku jak brat z siostrą, tzn. niezupełnie, bo ja ciągle myślałem o tym, co
mnie czeka, a Maria chyba podobnie. Jeśli nastolatka regularnie przez półtora
roku ma jeden albo kilka orgazmów noc-w-noc, to potem ciężko jest jej żyć w
celibacie...
Oczywiście „od zaraz” należało opłacić Marii czesne w jej szkole (coś na
kształt naszego liceum). Miała szczęście, bo czas jakiś miała jeszcze naukę
opłaconą przez jej poprzedniego partnera.
Największym szokiem okazał się dla mnie wiek Marii – okazało się, że miała
niecałe lat 17, z czego można było łatwo sobie wyliczyć, że w chwili, gdy
opuściła rodzinny dom i zaczęła samodzielne życie jako kochanka dorosłego
mężczyzny miała lat 15 i parę miesięcy... Z tej znajomości Maria wyniosła
całkiem porządnie opanowany język angielski, ponadto Szwed pomagał jej w
nauce matematyki, fizyki, chemii i wszystkiego, co może umieć inżynier-
mechanik. Oczywiście przejąłem te obowiązki i dołożyłem do omawianych tematów
rysunek i historię sztuki, jako że jestem architektem. Zadziwiające było, jak
bardzo ta dziewczyna chciała się uczyć. Oczywiście, że wiedziała dobrze, że
tylko z wiedzą i umiejętnościami ma szansę na pracę sekretarki w jakiejś
poważnej (najlepiej nie-południowoamerykańskiej) firmie. Kiedyś zapytałem
Marii, dlaczego nie tańczy na rurze w jakimś klubie (była o wiele ładniejsza
od naprawdę ładnych dziewczyn, na które w tym klubie właśnie patrzyliśmy) –
na to odparła, że one zarabiają sporo, ale bardzo krótko... W czasie
karnawału, to co innego. Na sambodrom idą wszystkie co ładniejsze dziewczyny,
ale to nie jest za pieniądze...
Oboje wiedzieliśmy, że ja mam kontakt terminowy (i tak się wydłużył), więc
musiała to być miłość krótka i skończyć się rozstaniem. Rano ja szedłem na
budowę, Maria do szkoły, po szkole ona zdążyła jeszcze ogarnąć nasze
mieszkanie, spotykaliśmy się gdzieś na mieście i szliśmy na lunch, potem
potańczyć czy powłóczyć się po plaży i do domu, gdzie Maria przemieniała się
w szaloną kochankę. Nie miałem samochodu służbowego, bo do biura budowy było
ledwo z około kilometra, więc kupiłem Marii (oszczędziło to mi kłopotów z
rejestracją) używany skuterek. W weekendy mogliśmy więc się wybierać na nieco
dalsze wyprawy. Wcześniej oczywiście musiałem Marię nauczyć tym jeździć, bo
ona nawet na rowerze jeździć nie potrafiła. Genialnie za to pływała i
nurkowała, pod wodą potrafiła wytrzymać prawie dwie minuty. Po pewnym czasie
zaprzyjaźniliśmy się z sąsiadami – to znaczy z „następcą” b.kochanka Marii i
jej siostrą. Okazało się to bardzo dobrym rozwiązaniem, gdyż przedstawiciel
Scanii miał do dyspozycji samochód – mikrobus VW z napędem na 4 koła.
Zaczęliśmy jeździć na dalsze wycieczki. Plaże w okolicy Rio są zatłoczone,
ale o 100 km od Rio można znaleźć piasek nie gorszy niż na Ipanemie, a w
zasięgu wzroku niemal nikogo. Można się było kąpać nago bez problemu (w Rio
na plaży topless nie jest wcale taki popularny, choć na Sambodromie nagich
dziewczyn można zobaczyć wiele).
Piszę to w parę dni po obejrzeniu w BBC scenek z tegorocznego Karnawału w
Rio, bo jakoś tak zebrało mi się na wspomnienia. Ponadto, od paru dni mamy w
Polsce dyskusję na temat nagich dziewczyn w Playboyu i ich wyrzucaniu ze
szkół. Od Marii, córki Landlorda dostałem niedawno e-maila, że „moja” (już
nie moja) Maria ma już kolejnego (tzn. trzeciego po mnie) mężczyznę i że jest
bardzo szczęśliwa. Zrobiła tamtejszą maturę z całkiem dobrym wynikiem. Jej
poprzedni dwaj mężczyźni to był Szwajcar z ABB i jakiś Niemiec czy Austriak,
co zaowocowało tym, że Maria w trybie przyśpieszonym odbyła kurs języka
niemieckiego i zdawała na maturze niemiecki – a gdy się z nią rozstawałam
mniej niż 1000 dni temu, to ani słowa po niemiecku nie znała...

Dla wielu z Was Maria (wymawia się to „Marija”) będzie zapewne rozpustną
dziwką, dla mnie jest wspaniałą dziewczynę, przebijającą się do lepszego
świata, a przy okazji niezwykle tego świata ciekawą – nie tylko od strony
barów i dyskotek, ale chłonącą wszelką dostępną wiedzę z zapałem, jaki
niewielu prymusów w polskich szkołach przejawia...

--
Pam Pa Ram Pam!
Obserwuj wątek
      • pam_pa_ram_pam Re: O dziewczynie, która chciała się wyrwać z faw 06.03.06, 16:26
        Gdyby to tylko od niej zależało, to bym był o nią spokojny. Problem w tym, że
        ona zależy od tego, na kogo trafi w swoim życiu, a jest całkowicie zależna od
        swoich partenrów, przynajmniej dopóki nie zdobędzie zawodu. Poza tym, w Rio
        dziewczyna może zginąć z byle powodu - zginąć niemal dosłownie. Jakiś gang chce
        się zabawić w zabijanie pięknej dziewczyny, więc "zwija" z ulicy jakąś ofiarę,
        gwałcą ją, torturują, a na koniec wrzucają gdzieś do morza...

        Póki co, udawalo jej się nadzwyczaj szczęsliwie. Inna sprawa, że Maria obraca
        się wśrodowisku Białych expatriate'ów, a ci są z reguły znacznie lepszymi
        opiekunami dla dziewczyn niż lokalni "macho".


        --
        Pam Pa Ram Pam!
          • chaladia To nie takie proste... 07.03.06, 19:23
            W Sudanie byłem świadkiem wielu podobnych tragedii. Dziewczyna, która z Białym
            była szczęśliwa, bo dbał o nią, traktował jak damę, dopieszczał po jego
            wyjeździe musiała wrócić do swoich rodaków, którzy traktowali ją jak worek do
            bicia i kopulowania.
            Ale zabieranie do Polski dziewczyny nie mówiącej po polsku, w przypdaku Sudanki
            czy Erytrejki - ciemnoskórek to też niedobry pomysł. Ani klimat, ani podejście
            przecięnego Polaka do cudzoziemki nie zachęcają do takiego działania.

            --
            Salaamu Wa-alleikum

            Chaladia Bolandi
          • pam_pa_ram_pam Ale jak? 07.03.06, 19:53
            Do Polski miałem ją brać, gdzie by mnie zamknęli za związek z nieletnią?
            Do mojego M3 Za Żelazną Bramą?
            Do kraju, gdzie dziewczyna nie dogadałaby się z nikim z moich sąsiadów
            (wyłączając nastoletnie drugie pokolenia Wietnamczyków)...?
            Przecież ja nie wiedziałem, co będę robił po wyjeździe z Rio. Potem okazało
            się, że posłali mnie do Dubaju, gdzie mieszkałem w willi stanowiącej biuro. To
            jako kto miałem jechać? Jako singiel czy jako family status?
            Po Dubaju miałem epizod w Franfurcie nad Menem, a nawet chwilę byłem brytyjskim
            expatem w Polsce. Przy takiej mobilności jak bym dał radę załatwiać Marii
            kolejne szkoły? I jako kogo bym ją przedstawiał? Żonę? Narzeczoną? Córkę?
            Siostrę? To ostatnie może byłoby najłatwiejsze do strawienia...
            Poza Rio (bo nawet nie całą Brazylią) nie spotkałem społeczeństwa na tyle
            liberalnego, żeby to wszystko tolerowało i do tego z uśmiechem na ustach.
            Na koniec - Maria sama nie chciała opuścić Rio. Bo, muszę przyznać, mnie
            podobne szaleństwo po głowie chodziło... ona tam miała starszą siostrę, która
            dawała jej poczucie bezpieczeństwa (Ines wszystko jej załatwiała, także
            kolejnych opiekunów, na koniec stanowiła coś w rodzaju body guard, bo trenowała
            zawzięcie lokalną odmianę tajskiego boksu). W Rio Maria też chciała się uczyć,
            potem pracować. Dla niej życie bez Karnawału nie było nic warte. W Karnawale
            się tańczy, uprawia sex (niestety, także bierze prochy, bo szkoda czasu na sen,
            więc ludzie się szprycują jakimiś dragami, żeby móc tańczyć 7 dni i nocy bez
            przerwy. Ale zaraz po Karnawale zaczyna się szykowanie strojów, przepychanki
            pomiędzy dziewczynami o miejsce na Sambodromie itd. itp. i trwa to aż do Nowego
            Roku. Maria nie uczestniczyła w tym wszystkim tak aktywnie jak Ines, która
            przez parę lat z rzędu miała miejsce na "wozie" jako naga tancerka z pękiem
            piór w pupie, ale przecież się tym entuzjazmowała, i "robiła za tłum" pięknych
            dziewczyn za wozem jej szkoły (szkoły samby - niestety Ines nie miała takiej
            smykałki do nauki, jak Maria).


            --
            Pam Pa Ram Pam!
            • elik12 Re: Ale jak? 08.03.06, 05:26
              no tak, nawet parszywy kraj ma swoje dobre strony:-)
              no i zawsze zostaja wspomnienia o ambitnej, seksownej, nieletniej Marii;-)
              • pam_pa_ram_pam Re: Ale jak? 08.03.06, 08:57
                elik12 napisała:
                > no i zawsze zostaja wspomnienia o ambitnej, seksownej, nieletniej Marii;-)

                To miało być sarkastyczne...?
                Uważasz, że postąpiłem niewłaściwie? :-(
                W przeciwieństwie do Dubaju, gdzie jakikolwiek kontakt z dziewczyną "stamtąd"
                może zniszczyć jej życie, w Rio wszystko odbywa się "na luzie" .

                --
                Pam Pa Ram Pam!
                • elik12 Re: Ale jak? 08.03.06, 09:54
                  Nie , to nie bylo sarkastyczne:-) to raczej taki usmiech do cudzego wspomnienia.
                  A takie decyzje zawsze sa z kategorii: co nie zrobie to i tak nie bedzie
                  dobrze, a cos zrobic trzeba.
                  • pam_pa_ram_pam O niemoralnym życiu expatriate'ów 08.03.06, 12:39
                    To dzięki serdeczne za dobre słowo.

                    Istotnie, z tej "love affair" nie było dobrego wyjścia (w naszym rozumieniu
                    tego słowa). Bo dla Marii i Ines "normalna" była sytuacja właśnie taka, jak
                    była: Co pół roku do roku partner wyjeżdża i trzeba się wystarać o nowego.
                    Akurat tak się złożyło, że te dziewczyny "obracały się" w środowisku
                    expatriate'ów, których w Rio jest sporo i miały zawsze świetną opinię, więc nie
                    było problemu z chętnymi do opiekowanie się nimi. Do stałego związku one chyba
                    nie były gotowe. Maria była jednak nieco inna od pozostałych dziewczyn, jakie
                    spotykaliśmy przez to, że miała szersze zainteresowania, a nie tylko tańce i
                    kuse ciuszki. A poznałem tych dziewczyn sporo, jako że prawie każdy expat na
                    single statusie dziewczynę posiadał.
                    Na przykład Ines, siostra Marii, starsza od niej o parę lat, obiektywnie chyba
                    ładniejsza, bo wyższa o dobre 10 cm, wysportowana aż do przesady,
                    charakterologicznie była zupełnie inna: naukę skończyła ze "zniknięciem" z domu
                    (co stało się dla niej konieczne w wieku lat 15, bo ojciec zaczął się do
                    niej "dobierać" twierdząc, że "jak dziewczynie cycki stoją, to on się nie może
                    powstrzymać"). Udało jej się zostać kochanką białego expata, ale poza nauką
                    angielskiego (w wieku lat 19-20 mówiła po angielsku biegle, jakby to był jej
                    język ojczysty) na inną naukę nie miała ochoty. Za to udzielała się w lokalnej
                    Szkole Samby i klubie sportowym, w którym trenowała coś na kształt tajskiego
                    boksu. Kiedy jej powiedziałem, że ja w jej wieku trenowałem Karate Kyokushin,
                    odparła, że jej walka na niby nie interesuje, musi czuć, że bije i że jest
                    bita. Wogóle szukała ekstremalnych odczuć fizycznych - nosiła kolczyki w
                    sutkach, które podobno jej porzedni kochanek założył je "na żywca" w czasie,
                    gdy uprawiali miłość, do tego publicznie w czasie party na jej 18 urodziny.
                    Maria widziała to na własne oczy i mi opowiadała w obecności Ines - nie mam
                    więc powodu, żeby nie wierzyć, tym bardziej, że Ines chętnie pokazywała swoje
                    kolczyki.
                    Spytałem pewnego razu Ines, po co to zrobiła, odpowiedź była, że chciała
                    się "sprawdzić", a publicznie dlatego, że gdyby to było "w cztery oczy", to by
                    się mogła wycofać, a tak - w oczach miała "gwiazdy", ale musiała nie tylko dać
                    sobie to zrobić do końca, ale potem jakiś czas zostać z goścmi. Oczywiście samo
                    publiczne chodzenie nago czy nawet uprawianie sexu nie było dla niej wogóle
                    problemem.
                    Jeśli chodziło o kolczyki w pępkach, to oczywiście nosiły je zarówno Maria jak
                    i Ines, ale Maria twierdziła, że zakładały je "normalnie" w gabinecie
                    kosmetycznym.
                    Podobne "wyczyny" nie były w środowisku "Wesołego Rio" niczym nadzwyczajnym,
                    choć ja początkowo obserwowałem je z wypiekami na twarzy.
                    Inna dziewczyna była w czasie mojego pobytu kochanką dwóch speców od rozruchu
                    jakiegoś urządzenia w elektrowni, którzy pracowali na dwie 12-godzinne zmiany
                    po 7 dni w tygodnu, więc nigdy się prawie w domu nie widywali. W zupelności
                    więc sobie nie przeszkadzali, a fakt że mają jedną dziewczynę był dla nich
                    nawet zabawny. Wydaje mi się, że czekali, kiedy ona "padnie". Nie "padła",
                    spotykaliśmy się czasami na różnych "parties" i nie wyglądała nawet na
                    specjalnie przemęczoną czy nieszczęśliwą.

                    --
                    Pam Pa Ram Pam!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka