Dodaj do ulubionych

Jacek Kaczmarski.......

07.03.07, 17:41
Dziś coś mignęło mi w gazecie - Kaczmarski swoje leczenie powierzył jakiemus
hochsztaplerowi, rezygnując z pomocy medycznej. Za duże pieniądze, oczywiście.
A sam pamiętam, jak się zrzucaliśmy na pomoc dla Kaczmarskiego. Wpłaciłem,
choć nigdy za nim nie przepadałem (zwłaszcza po 1981 roku). I teraz wychodzi,
że te wszystkie zebrane pieniądze zagarnął jakiś cwaniak. Ot - życie.....
Figle żałosne czasem płata.
Edytor zaawansowany
  • daria13 08.03.07, 09:32
    Dla mnie to dowód, do jakiej desperacji doprowadza człowieka widmo zbliżającej
    się nieuchornnie śmierci. Potrafi przesłonić całkowicie jakiekolwiek logiczne i
    racjonalne myślenie. To straszne.
    Jednocześnie znam osobe, której lekarze nie dawali szans na przeżycie (miała
    wtedy niespełna 20 lat), ale miała szczęście mieszkać we Wrocławiu i
    odpowiednio wcześnie poddać się, wtedy jeszcze zupełnie nieznanej metodzie
    leczenia Tołpy. Osoba ta żyje do dziś, ma się nieźle. Kaczmarski miał pecha.
    Skądinąd jestem ciekawa, czy rzeczywiście miał szanse na przeżycie, gdyby nie
    odszedł od medycyny konwencjonalnej. Czy rzeczywiście operacja by mu pomogła,
    bo tak sugerują media. Jakoś dziwnie wątpię, ale może się mylę.
    P:)
  • beatanu 08.03.07, 12:02
    daria13 napisała:
    > Dla mnie to dowód, do jakiej desperacji doprowadza człowieka widmo
    zbliżającej
    > się nieuchornnie śmierci. Potrafi przesłonić całkowicie jakiekolwiek
    > logiczne i racjonalne myślenie. To straszne.

    Ja wiem, czy takie straszne? A może to był świadomy wybór godnego umierania,
    bez ingerencji medycyny z fizyką przez duże M i F. Naświetlania, (może też
    chemia) z całym tym ogonem w postaci upierdliwych działań ubocznych, operacja,
    utrata głosu, zwiększone ryzyko infekcji, problemy z jedzeniem i milionem
    innych rzeczy... Może nie chciał tak żyć? Nie wiem.

    Szkoda tylko, że ludzie, którzy pomagali mu w sfinansowaniu tego godnego
    umierania, mają poczucie, że zostali oszukani...

    > Czy rzeczywiście operacja by mu pomogła,
    > bo tak sugerują media. Jakoś dziwnie wątpię, ale może się mylę.

    Tego nie wiemy i nigdy się nie dowiemy. Wyczytałam gdzieś, że szansa przeżycia
    (w cyklach pięcioletnich, bo tak się liczy "przeżycie" w onkologii) WCZESNIE
    wykrytego raka przelyku/krtani wyniosi ok. 85%. Dużo. Ale kto mógłby mu dać
    gwarancję, że nie znajdzie się wsród tych 15%, których nie da się uratować?

    To wszystko jesz bardziej skomplikowane, wydaje mi się, niż chcą to nam wmówić
    media...
  • daria13 08.03.07, 12:17
    > To wszystko jesz bardziej skomplikowane, wydaje mi się, niż chcą to nam
    wmówić media...
    Też mam podobne wrażenie, bo jakoś mi do Kaczmarskiego nie pasuje wizja
    człowieka ciemnego, który zaufał byle jakiemu szarlatanowi, z drugiej strony z
    tą desperacją różnie bywa.
    Pisząc straszne, miałam na myśli sytację, w której szarlatan tak wpływa na
    pacjenta, że ten wbrew jakiemukolwiek rozsądkowi rzuca wszystko i oddaje się
    bezwolnie w jego ręce, niwecząc tym samym poważne szanse na wyzdrowienie.
    Jak było w przypadku Kaczmarskiego pewnie rzeczywiście nie dowiemy się nigdy.
    P:)
  • jottka 08.03.07, 12:22
    sie przychylam do beaty - są ludzie, którzy świadomie nie chcą poddawać się
    konwencjonalnym terapiom antynowotworowym, bo to potwornie obciążające leczenie
    z różnymi skutkami. równocześnie z kaczmarskim na to samo zachorowała alina
    pieńkowska i ona zdecydowała się właśnie na terapię standardową (operacja,
    chemia itp.), zmarła na bodaj 2 lata przed kaczmarskim.

    no nie da się ocenić ich wyborów, za mało danych, natomiast sprawę ewentualnego
    szkodnika trzeba zbadać i tyle
  • stella25b 08.03.07, 12:36
    Moim zdaniem to nie desperacja tylko wrecz przeciwnie, chec zycia powoduje, ze
    ludzie z nowotworami szukaja pomocy gdzie indziej, niz w medycynie
    akademickiej. Tym bardziej, ze standartowa terapia nie daje 100% szansy
    wyleczenia.
  • daria13 08.03.07, 13:02
    Miałam na myśli desperację w chęci zatrzymania życia.
    Rozumiem gest chwytania się metod niekonwencjonalnych w momencie kiedy medycyna
    bezradnie rozkłada ręce i lekarz feruje wyrok bez najmniejszej szansy na
    uleczenie, ale przy szansie, jaką daje operacja, to trochę dziwi. Z tego co
    wiem, Kaczmarski długo się leczył i podejrzewam, że nawet jeśli operacja była
    brana pod uwagę, to pewnie szansa na jej udanie była jednak tak mała, że wybrał
    inna opcję.
  • stella25b 08.03.07, 13:14
    tylko ze operacja to tylko jedna z szans na wyleczenie pacjenta a nie
    gwarancja, ze pacjent zostanie wyleczony.
  • mamarcela 08.03.07, 13:04
    Napiszę tak:
    Każdy kto rozbudza w chorych ludziach nieuzasadnione nadzieje i korzystając z
    ich lęku przed smiercią i chorobą z premedytacja czerpie z tego szmal powinien
    zostać osądzony, surowo ukarany i potępiony publicznie.
    Natomiast dla mnie POTWORNIE oburzający jest fakt, ze w ogóle nazwisko
    Kaczmarskiego zostało wywleczone, upublicznione i trafiło na zajawki do
    wszystkich niemal publikatorów. Śmierć i droga do niej jest bowiem
    najintymniejszą z ludzkich spraw i wara komukolwiek do tego. Wobec żywych
    obowiązuje tajemnica lekarska i tym bardziej powinna obowiązywać wobec
    martwych. A oprócz tajemnicy lekarskiej po prostu kultura i empatia. Niebszczyk
    nawet nie może do sądu wystąpić w obronie swego dobrego imienia i wobec
    drastycznego przekroczenia granic intymnośći. Z pewnościa Kaczmarski nie
    autoryzował tych rewelacji.
    Howk.
    --
    my own personal jesus someone to hear my prayers someone who cares
  • daria13 08.03.07, 15:06
    Może autorom tej inormacji chodziło o napiętnowanie takiego procederu, a użycie
    znanego nazwiska miało w tym pomóc, bo gdyby napisali o Kowalskim, to znacznie
    mniej osób zwróciłoby na to uwagę.
    Wiem, jestem naiwna, ale w moim odczuciu to naprawdę jest oburzające i próbuję
    wytłumaczyć sobie pobudki dziennikarzy tak postępujących.
    W sumie nie wiem co gorsze, taki news, czy informowanie czytelników w
    poczytnej, niestety, książce, o gwałtownym nawróceniu Kaczmarskiego i przyjęciu
    przez niego sakramentu chrztu i komunii tuż przed śmiercią. Mam na myśli
    oczywiście Salon Łysiaka. Zasięg książki niby mniejszy, ale sprawa co najmniej
    równie intymna.
    P:)
  • wqrwiony 09.03.07, 08:23
    a propos Łysiaka, problem nie w newsie lecz w sposobie podania i interpretacji,
    wynikający ze sprzężenia ograniczenia umysłowego i tego o czym wspomniała mama;
    braku kultury i empatii

    w kwestii meritum: www.kaczmarski.art.pl/forum/viewtopic.php?t=4295&start=0

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka