Dodaj do ulubionych

CBA vs. policja i inne służby bardziej czy mniej..

24.08.07, 07:48
...specjalne, czyli zrozumieć dlaczego szefowie MSWiA nie lubią się z panem
ministrem Ziobro i na jakim konflikcie służb specjalnych opiera się ten
aktualnie rozgrywający się cyrk.

Kłaniam się nisko.

*********************************
Pociąg CBA do jumy

W lutym, kiedy – po nominacji Janusza Kaczmarka – napisałam: nawet dziś jeśli
wszyscy, łącznie z prokuratorem Kaczmarkiem, sądzą, że będzie on przedłużeniem
Ziobry na MSWiA, wkrótce okaże się, że kierowanie potężnym ministerstwem
wyzwala w ludziach zaskakująco wiele samodzielności. A samodzielność ta będzie
skierowana właśnie przeciw resortowi Ziobry („PiSing”, „NIE” nr 7/2007). I tak
się właśnie stało. Kaczmarek zerwał się z Ziobrzej smyczy, bo stanął po
stronie swoich ludzi, ciężko dymanych przez swego protektora i jego
beniaminka. Ziobro z Kamińskim bardzo mu w tym pomogli.

Skąd wzięły się spektakularne sukcesy CBA? Skąd ledwo co powstała, głównie z
amatorów wybieranych wedle klucza politycznego, pod kierownictwem amatora
aktywisty, policja polityczna nagle wzięła tyle spraw gotowych do realizacji
niczym dojrzałe śliwki? Odpowiedź: ukradła je innym. A może nawet nie tyle
ukradła, ile zarekwirowała. W ramach kontrybucji na rzecz IV RP.

CBA w ramach swoich uprawnień może zażądać od innych służb wykazu
realizowanych spraw. Spraw, w których zachodzi podejrzenie wręczenia korzyści
majątkowej, w których pojawiają się posłowie, senatorowie, członkowie
administracji publicznej, spraw dotyczących urzędów państwowych i
samorządowych oraz jednostek uspołecznionej służby zdrowia etc. Takich kluczy
mogło być wiele, ale efekt był ten sam: chłopcy dostali listę spraw do
potencjalnego przejęcia. Potem wystarczyło wybrać szczególnie ciekawe, zażądać
akt – i przejąć takie, które dojrzewały do realizacji, w których była pora na
aresztowanie, w których, w wyniku ciężkiej wielomiesięcznej roboty śledzi z
ABW czy CBŚ dowody były zebrane, a złoczyńcy czekali na przyszpilenie. A potem
dokonać spektakularnego aresztowania i ogłosić sukces CBA.

Oczywiście, śledzie nie rwą się do oddawania swoich najlepszych spraw orłom od
Kamińskiego i robiły wszystko, żeby w raportach co lepsze kawałki zamaskować,
ale od czego szlachetna instytucja konfidenta? Do CBA przeszła jakaś grupa
policjantów, jacyś funkcjusze ABW i CBŚ, zawsze się trafił ktoś, kto gotów był
w ramach wkupnego zaoferować sprawę kolegi z pokoju czy wydziału. Nie wierzcie
w żadną ultratajność, psy są jak baby w maglu: każdy wie, co robią inni, co im
wychodzi, a co się pieprzy, kto ma kogo na widelcu – zwłaszcza jak ten na
widelcu to ważna figura.

Niestety, taka technologia robienia wyników ma jedną dość poważną wadę:
wszyscy cię nienawidzą. Możesz się oczywiście pocieszać, że zazdroszczą ci
twoich sukcesów, ale mają, psiakrew, rację, bo to są ich sukcesy, które im
zapierdoliłeś, dokładnie tą samą metodą, którą więksi i silniejsi zabierają
młodszym kolegom komórki i zegarki. A jak cię nienawidzą, to podłożą ci
świnię, jak się uda.

W tym przypadku było to o tyle łatwe, że CBA potrzebuje pomocy tych samych
służb, którym zasunęło najlepsze sprawy. Biuro nie jest w stanie samo
prowadzić obserwacji, bo nie ma ludzi: to nie jest zabawa w Indian, to poważna
robota dla profesjonalistów, którzy uczą się tego przez wiele lat. Biuro nie
jest w stanie stosować techniki, bo ma marne środki techniczne i za mało
ludzi. Wypożycza więc śledzi do łażenia za podejrzanymi, zleca podsłuchiwanie
ich rozmów i czytanie ich listów tej samej policji, którą przedtem wycyckało z
niejednej sprawy. Z prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa wiemy, że czarną
robotę dla CBA odwalało CBŚ. Pytanie: jeśli w grę wchodzi śledzenie i
podsłuchiwanie telefonów kilku osób przez kilka miesięcy, to jak myślicie, ile
osób o tym wie? Ile jest w to, tak czy inaczej, zaangażowanych? Parę? Czy może
raczej kilkadziesiąt? I każda z tych kilkudziesięciu ma kolegów z CBA w
głębokiej dupie, życzy im jak najgorzej i skręca się z wściekłości, że takie
gnojki jej rozkazują – a na pociechę ma jedno: zajebistą historię do
opowiedzenia. O tym, jak w państwie prawa i sprawiedliwości urzędujący
minister każe śledzić urzędującego wicepremiera i za zgodą urzędującego
premiera montuje prowokację, żeby go złapać za dupę. Przyjęte przez Ziobrę
założenie, że z kilku tuzinów osób w MSWiA, które musiały wiedzieć o śledztwie
w Ministerstwie Rolnictwa, źródłem przecieku jest akurat sam minister, wydaje
się doprawdy zbyt poręczne. Zwłaszcza jeśli następuje w kilka dni po tym, jak
minister ów powiedział, że nie jest człowiekiem Zbigniewa Ziobry i w tonie
cokolwiek chłodnym wypowiadał się o jego ukochanym CBA.


Autor : AWŁ
Data wydania : 33/2007
Nr kolumny : 5

www.nie.com.pl/art9321.htm
********************************
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka