Dodaj do ulubionych

o miłości i czystości ;)

16.02.08, 16:33
Witam, zdarzyło mi się już odwiedzić kilka forów na gazecie ale na tym jestem
po raz pierwszy, pomyślałam sobie że jest to chyba dobre miejsce na poruszenie
mojego wątku.
Otóż ostatnio natknęłam się na kilka artykułów z których dowiaduję się że
"czystość przedmałżeńska" jest w modzie, a na niektórych blogach czytam sobie
jak wspaniałe są i rzadkie dziś pary które seksu nie uprawiają... Ponieważ
bloga nie posiadam (brak czasu przede wszystkim- chociaż może kiedyś...)
pozwolę sobie tutaj wyrazić moją opinię i kto wie może wywołać jakaś dyskusję.
Mam 22 lata, studiuje i jestem w 1,5 rocznym związku. Uważam się za osobę
kochaną, spełnioną i szczęśliwą i mam nadzieję że ma druga połowa również tak
mogłaby o sobie powiedzieć. Jeśli chodzi o to "spełnienie" o którym chcę tu
napisać, o wizję związku jego częścią jest także miłość fizyczna. Nasz
związek, nasza miłość- to chwile święta i codzienność którą także staramy się
urozmaicić i sprawic by każdy dzień był dla nas niezwykłym przeżyciem. To
praca nad wspólnymi marzeniami, kompromisy, kłotnie i godzenie się. To także
miejsce gdzie szanujemy naszą odrębności i indywidualność, jednocześnie chcąc
cieszyć się swoja obecnością jak najcześciej. To chwile romantycznych
uniesień, wyznań łapiących za serduszko, to poczucie że jest się tam gdzie
powinno się być. To także seks który jest uzupełnieniem duchowych przeżyć sam
także nim bedąc.
Zastanawiam się dlaczego w naszej kulturze seks często utożsamiany jest z
czymś złym i brudnym (pojęcia takie jak czystośc przedmałeżeńska, seks jako
grzech...) Niektórzy próbują wmówić mi że czekanie ze współżyciem do ślubu ma
swoje racje ale po zastanowieniu się nad nimi wychodzi mi że te racje są
jakieś takie nie do końca dla mnie słuszne. I żeby być dobrze zrozumianą
bardzo szanuje osoby które np. ze wzgledu na swoje sumienie podejmuja taką a
nie inna dezycję, w końcu kwestia sumienia to idnywidualna sprawa. Jednkaże z
tezami "rozumowymi" zawsze można podyskutować. Tak więc:
1. Seks pozamałżeński jest czasem porównywany do aktu zwierzęcej kopulacji-
hmm znam albo slyszalam o wielu małżeństwach gdzie seks nie daje radosci, jest
przymusowy (gwałty małżeńskie o których sie nie mowi), gdzie tego seksu brak
co powoduje frustracje. Wszyscy jestesmy częscia przyrody i twierdzenie jakoby
czlowiek mogł obywać się bez seksu bez zadnych skutkow ubocznych na tle
chociażby psychicznym przed slubem a po ślubie czlowiek znow jak gdyby nigdy
nic może juz stac się istota seksualnie spełnioną jest dla mnie nie do
przyjęcia. Każdy akt można odczłowieczyc: także staranie się o dziecko, moze
byc ono niezwykłym przeżyciem dla obojga starających się ale można też ten akt
okreslić jedynie jako czynność fizijologiczną i to czynnośc która napędza
podobno wszytstkie nasze działania, bo ponoć wszyscy doązymy do przekazania
naszego materiału genetycznego naszemu potomstwu. Wcale nieromantyczne prawda?
I to nie jest moim zdaniem do kńca tak ze jakaś instytucja bądź wiara decyduje
co w moim życiu może być wzniosłe, duchowe i romatyczne a co określane tak
bardzo fiziologicznie- o tym bede decydowac ja i moj partner. Aha i jeszcze co
do zarzutów o tym że jesli ma się seks przed małżeństwem to on powszednieje,
przepraszam ale ile znacie małżeństw w których one same nie zadbały o
"niepowszednienie" swojego seksu i im sie znudziło? ja znam całą masę (choćby
w rodzinie)
2.Znam kilka par (obencych i byłych już) które mają (lub miały) postanowienie
zachowania czystości. Jedna znich po kilku latach "wstrzymywania się" rozeszła
się bo mimo że bardzo się przyjaźnili, mieli warunki mieszkaniowo-finansowe to
sfera erotyczna nie została tam rozbudzona, poprostu w pewnym momecie
stwierdzili że nijak nie wyobrażają sobie współżycia. I to był koniec związku,
Smutne, choć na ich szczeście doszli do tego przed ślubem a nie po... Inna
para która czekała kilka lat: dziewczyna poznała kogos innego i bardzo szybko
zdecydowała się na skonczenie tego kilkuletinego zwiazku po czym nowy
"skonsumowała" dosyć szybko. Jeszcze inna para z kilulrtnim stażem która cały
czas jest ze soba, czekają ze wspołżyciem... ale co z tego kiedy kłócą sie
ciągle i naokrągło, wyzywają od najgorszych, dochodzi do naprawde niemiłych
scen... oni wierzą że po ślubie,ze seks zmieni ich związek na lepsze... smutne
i bardzo im współczuje takiego podejscia. Ale oni uważają sie za "lepszych" bo
czekają.
Jest oczywiście jeszcze druga strona medalu, wielu osobom seks przyniósł
cierpienie: niechciane ciąże, sprawy o alimenty, morlany kac i poczucie
krzywdy to konsekwencje najczęściej zbyt pochopnie podejmowanych decyzji.
Nie jestem najmądrzejsza ani nie czuję się najlepsza, sama kiedyś przeżyłam
ogromny zawód miłosny w związku w którym odkryłam erotyzm i swoją seksualność.
Związek skończył się po kilku miesiącach i został po nim ogromny ból. Ale
zdobyłam doświadczenie, zrozumiałam swoje błędy, zaczęłam żyć na nowo i ktoś
obdarował mnie miłościa. Mój mężczyzna jest moim przyjacielem, wie o mnie
wiecej niz ktokolwiek inny, mogę mu o wszystkim powiedzieć. Gdybyśmy mogli już
dawno bylibyśmy po slubie jednak ze względu na sytuację życiowo-finansową
(studia, brak mieszkania) musimy odkładać tą decyzję na przyszłość. Nie sztuką
jest wziąć slub i żyć sobie dalej na utrzymaniu rodziców... Brzmi prozaicznie
ale życie to i proza i poezja od czasu do czasu. I choć czuję się dojrzało
emocjonalnie i umysłowo nie jestęsmy jeszcze niezależni finansowo. I nie
wyobrażam sobie by z moim mężczyzną czekać do ślubu na seks. Zanim podjelismy
decyzję o współżyciu znalismy się już ponad pół roku, potem były okresy gdzie
ze wzgedu na wyjazdy lub chorobę (moja) nie kochalismy się. I wiem że chciaz
wiekszość mego wpisu jest o seksie to nie jest on dla nas czyms bez czego nie
mozemy wytrzymac ale jest na tyle ważny by nie odkładać go niewiadomo ile w
czasie (latami). Przez czas naszego bycia razem zdązylismy już poznać co
lubimy a czego nie (i ze śmiechem wspominamy nasze mniej udane doswiadczenia).
Dochodze do wniosku że piekny seks (dla mnie) jest wtedy kiedy jest z osoba
która się kocha, z którą sporo się już przeżyło, przeszło razem dobrze i złe
chwile, kiedy zna się wzajemne gusta, kiedy czujesz się przy niej bezpiecznie
i wiesz że nic Ci z jej strony nie grozi. Cały czas pracuję nad sobą i staram
sie rozwijać we wszystkich dziedzinach naszego zwiazku, w tych emocjonalnych i
tych związanych z fizycznościa również. Bo w związku wszystkie sfery śa ważne
i nie pownno się ich "olewać". Mam nadzieję że oboje bedziemy nad sobą
pracowac teraz i za 10 i 20 i iles tam lat. I że niczego nie bedziemy w życiu
żałować tak jak ja teraz niczego nie żałuję i życze tego wszytkim którzy dali
radę to przeczytac. ;)
Edytor zaawansowany
  • fantka 22.02.08, 20:59
    Witaj Agrafko111 na forum.
    Bardzo ciekawy temat poruszyłaś.
    Nie wiem czy tzw "czystość przedmałżeńska" jest w modzie,
    może to tylko jakieś medialne próby znalezienia tematu.
    Rozumiem że i kościół jest za tzw "czystością".
    Ja uważam, że jeśli dwoje ludzi
    spotyka się i "daje radę" zachować "czystość"
    tzn, że nie czują do siebie pociągu
    i nie powinni wiazać się węzłem małżeńskim
    który z założenia jest na całe życie.
    Wcale nie namawiam nikogo na szybkie wskakiwanie do łóżka,
    związek to zawsze duże ryzyko,
    i seks powinien być bezpieczny albo żaden.

    --
    Długa droga od zakochania do miłości...
  • tapatik 27.02.08, 07:20
    Co masz na myśli pisząc "Seks powinien być bezpieczny"? :-)
    Zabezpieczenie anty?
  • fantka 14.06.08, 12:06
    Sory Tapatik, dopiero zauważyłam Twoje pytanie.

    Przez bezpieczny seks rozumiem zabezpieczenie
    przed chorobami wenerycznymi, AIDS
    ale także przed niepożądaną ciążą.

    --
    Długa droga od zakochania do miłości...
  • tapatik 27.02.08, 09:28
    Kilka refleksji, jakie mnie naszły po przeczytaniu Twojego postu.

    Sam tytuł "O miłości i czystości".....
    Jest coś takiego jak "czystość" czyli brak doświadczeń seksulanych przed ślubem.
    Przeciwieństwem czystości jest brud. Jak by nie patrzył czystość jest czymś
    dobrym, brud czymś złym. Czyli brak seksu przed ślubem jest czymś dobrym, a seks
    jest zły.
    Czyli tak na dobrą sprawę pewien stereotyp nadal w Tobie tkwi.
    We mnie zresztą też :-)
    Gdybym chciał wypowiedzieć swoje myśli to uważam, że ważniejsze jest uczucie niż
    papierek czy to z USC czy kościoła, ale gdzieś tam w podświadomości nadal jest
    taka zadra - seks przed ślubem jest zły.
    Czyżby wieloletni "trening" naszych umysłów?

    Chcę się cieszyć każdą chwilą, którą spędzam ze swoją dziewczyną bez względu na
    to czy wędrujemy po puszczy, czy kochamy się. To są nasze chwile, kiedy jesteśmy
    razem i które potem wspominamy. Nie chcę aby były one zakłócane myślami o tym,
    że robimy coś złego.
  • gaja4 29.02.08, 15:29
    Przecież seks jest tak naprawdę uwiecznieniem miłości którą wspólnie
    przeżywamy z partnerem. Seks potrafi być pięknem, wszystko zalezy od
    nas samych jak to odczuwamy, jak na to patrzymy i jak do tego
    podchodzimy. Ja na to patrzę poprzez pryzmat piękna, nie wszyscy
    może tak to odczuwają. Nie wiedzą co tracą.
  • fantka 02.03.08, 10:22
    Mocno w nas siedzi ta nauka o "czystości"
    daję cudzysłów, bo gdyby było bez cudzysłowu
    to mówilibyśmy o higienie....
    a za higieną jestem zdecydowanie ZA !!!
    Taka higieniczna czystość
    przedmałżeńska, małżeńska i pomałżeńska
    powinna być regułą ;)
    --
    Długa droga od zakochania do miłości...
  • rozalia25 10.03.08, 23:21
    Widzę, że jestem tu pierwszym obrońcą czystości.
    Najpiękniejsze jest to, że można oddać całego siebie tylko jednej jedynej
    osobie. Moim zdaniem to wspaniały dar przeżywać to tylko z jedną osobą w życiu,
    tą wyjątkową.

    Może jeszcze później napiszę pozostałe korzyści.
  • beja_81 30.05.08, 14:38
    Rozalia - popieram
    --
    nie chcę burz, wolę spokój ;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka