Dodaj do ulubionych

Prawdziwą miłość docenisz kiedy ją stracisz

26.01.09, 14:43
Poświęciłem swojej byłej kobiecie prawie 8 lat i sie rozleciało. Był
to czas opływający w różne wydarzenia od tych smiesznych po te
wywołujace łzy. Jedyne czego nam zabrakło w tym wszystkim to
pieniędzy. Każdy starał się jak mógł aby wiecej zarabiać, zeby było
lepiej, i tak nasze drogi zaczęły się rozchodzic. Brak czasu i
gonitwa spowodowały ze stawalismy się sobie coraz bardziej odlegli.
Jak dzis pamiętam, że zawsze powtarzałem jej, że musimy jeszcze
wytrzymac a na pewno wreszcie wszystko ułoży sie tak jak chcemy.
Dziś mija dwa lata od kiedy sie rozstaliśmy. Dziś ja jestem 28
letnim samodzielnym niezależnym facetem o stabilnej sytuacji
finansowej, po prostu wykorzystałem te dwa lata aby osiagnąć sukces.
Ona także ma sie dobrze.
Nie żałuję ani jednej chwili która spędziliśmy razem, nawet tej
która potrafiła spowodować że płakałem jak małe dziecko.
Niestety nie potrafię się pogodzić z tym że ten czas minął i
oddałbym wszystko co osiągnałem, co mam, aby to wróciło.
Nie jestem w stanie zainteresować sie inną kobietą pomimo że
próbowałem kilka razy.
Jestem przystojmym i inteligentnym facetem, za którym kobiety wodzą
wzrokiem nieśmiało sie uśmiechając. Dlaczego więc nie potrafię
zrozumieć że to co było nie wróci i szczerze zainteresować się inną
kobietą?
Czy jestem skazany na odczuwanie bólu rozstania do końca życia?
Dlaczego nie cieszy mnie to co udało mi się osiągnąć?
Czy nie mam prawa być szczęsliwy?
Edytor zaawansowany
  • groszek-5 26.01.09, 18:11
    Oczywiscie,ze masz prawo do szczescia jak kazdy czlowiek,ale nic nie wspominasz
    na temat swej dziewczyny.Czy szukales z nia jakiegos kontaktu?Czy mazysz o
    powrocie do niej?Jakie sa wasze relacje na dzis?Czego oczekujesz?Czego pragniesz?
    Nic na ten temat nie wspominasz w zwiazku z tym nie mozna Ci nic
    podpowiedziec.Moze wiecej szczegolw?
  • szurum.burum 26.01.09, 18:33
    > Czy nie mam prawa być szczęsliwy?
    :-) Wow!
    Moja odpowiedź: Masz!
  • zakletawmarmur 26.01.09, 20:12
    > Nie żałuję ani jednej chwili która spędziliśmy razem,

    Czy Ty, z perspektywy czasu, nie idealizujesz sobie tego związku?
    Jednak był jakiś powód rozstania. Bo nikt mi nie wmówi, że chodziło
    tylko o to, że byliście zapracowani...

    > Niestety nie potrafię się pogodzić z tym że ten czas minął i
    > oddałbym wszystko co osiągnałem, co mam, aby to wróciło.

    A co robisz? Próbowałeś nawiązać z nią kontakt? Masz pewność że nie
    ma szans?


    > wzrokiem nieśmiało sie uśmiechając. Dlaczego więc nie potrafię
    > zrozumieć że to co było nie wróci i szczerze zainteresować się
    inną
    > kobietą?

    A ile czasu poświęcasz innym kobietom?

    --
    71/100 65H
    Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą...
  • porzucona4 31.01.09, 19:35
    A co powiesz na moją historię? Byliśmy ze sobą 13 lat. W poprzednim
    roku w lipcu wzięliśmy ślub cywilny (nie było przeszkód do
    kościelnego, ale chcieliśmy szybko, bo kupowaliśmy dom). Po 2
    miesiącach od naszego ślubu zaczęło się coś psuć...A ja nie
    wiedziałam co jest, miałam wyrzuty sumienia, że może coś jest nie
    tak. W stanie takiej niepewności żyłam cztery miesiące. Pytałam się
    męża o co chodzi, czemu mnie unikasz, czemu ze mna nie rozmawiasz.
    Przypadkiem odkryłam jego bilingi, okazało się,że od kilku miesięcy
    ma romans ze starszą od siebie kobietą, siostrą swego kolegi (która
    przebywa za granicą). Ich związek rozwijał się w trakcie istnienia
    naszego małżeństwa. To z nią rozmawiał o sprawach ważnych, o
    miłości, pisał do niej smsy i e-maile. A ja niczego się nie
    domyślałam...Często zamykał mi drzwi przed nosem, szczególnie gdy
    chciałam wejść do pokoju, w którym jest komputer, wyłączał komórkę.
    Praktycznie od 3 miesięcy przestaliśmy być ze sobą, a ja
    zastanawiałam się skąd ten brak czułości. Aż w końcu wybuchło...2
    tygodnie temu powiedział mi, że ma inną. A ja nadal go kocham,
    chciałam, żebyśmy dali sobie szansę, że nie jest tak łatwo
    przekreślić 13 lat bycia ze sobą. Postanowiliśmy, że damy sobie
    szansę. Ale to było tylko z mojej strony, bo on nadal komunikował
    się z tamtą. Od razu przeniósł się spać do innego pokoju, mimo to,
    że już od dawna seks nas nie łączył. Muszę jeszcze dodać, że to
    wszystko działo się w jego domu, a doładnie jego rodziców (co po
    części też zmienia moją sytuację). Pewnego dnia zaczęłam się
    pakować, mówiąc mu, że odchodzę. Wtedy przytulił się, zaczęły płynąć
    mu łzy. Ja też zaczęłam płakać. Pytałam się, dlaczego tak bardzo
    mnie zranił, dlaczego wyrządział mi krzywdę taką, jakiej nie
    doznałam od nikogo w swym życiu. Wtedy przytulił się do mnie,
    zaczęliśmy się kochać, ale czułam, że jego pocałunki nie mają nic z
    namiętności i czułości. W efekcie poczułam się jeszcze gorzej niż
    wcześniej. Gdy przeczytałam w jego komórce, że wysłał do niej
    widomość, że nawet gdyby nie był z nią, to i tak do mnie nie wróci,
    pękło we mnie wszystko. Straciłam sens swego życia, nie mogę
    pogodzić się z tym, że oszukał mnie, że wiedząc to, iż mnie nie
    kocha (bo wcześniej powiedział mi, że nasz związek nie istniał od
    samego początku), wziął ze mną ten ślub. Właśnie wczoraj ostatecznie
    zostawiłam go, spakowałam swoje rzeczy i wyprowadziłam się do swych
    rodziców. Całe nadzieje, plany prysły jak bańka mydlana. Wiem, że
    teraz jest mu o tyle dobrze, że już nie musi się przede mną kryć
    pisząc do niej sms-y i e-maile. W końcu pozbył się mnie ze swego
    domu. A mi pozostanie życie jako rozwódka, gdy już wszystko
    załatwimy. Szczęście tylko, że z naszego związku nie ma dzieci, bo
    przynajmniej one nie cierpią. I zdaje się, że miałam wszystko: dobrą
    pracę, niezłe zarobki, stanowisko, mówiono mi, że jesteś ładna,
    wrażliwa, masz dom, kochającego męża, firmę, pracę dającą
    satysfakcję, że osiągnęłaś już wszystko. Ale to co było w mym życiu
    najważniejsze: miłość i chęć osiadania rodziny prysło tak nagle....A
    teraz to już nie wiem co mam robić, w mym życiu jest totalna pustka,
    jestem załamana, na niczym nie mogę się skupić. Jestem zdruzgotana,
    z jednej stony nie potrafię być sama, a z drugiej chyba nie potrafię
    już nikomu zaufać....
  • groszek-5 02.02.09, 09:42
    Po przeczytaniu tej histori,zastanawiam sie jaki cel mial Twoj maz komplikujac
    tak zycie Tobie jak i sobie samemu.Wspominasz o tym,ze byliscie z soba 13-lat
    zanim wzieliscie slub a wiec nie jestescie smarkaczami- tylko doroslymi
    ludzmi.Czy rodzice meza nie probowali z nim rozmawiac?Co chcial osiagnac biorac
    z Toba slub?Po wielkim namysle doszlam do wniosku,ze najlepszy psycholog by tego
    nie potrafil rozwiazac.Ty sama musisz sobie jakos poradzic z tym ciezarem i zyc
    dalej.Ale nie trac wiary w ludzi.Zobaczysz,ze spotkasz jeszcze czlowieka z
    ktorym zaznasz szczescia.Ja tez swoje przeszlam i mialam male dziecko na
    dokladke.I dzis od tylu lat jestem z kims kogo kocham i jestem
    kochana.Zobaczysz,ze za jakis czas zapomnisz o tym.
  • martica 16.02.09, 16:17
    Nawet nie wiesz jak bardzo Cie rozumiem, choc u mnie zwiazek byl
    krotszy - 1,5 roku, ale jak widomo, naprawde kocha sie tylko raz. Nas
    podzielila odleglosc (wyjechal do pracy z agranice) i wszystko co z
    nia zwiazane, jak brak zaufania, niemoznosc (z jego strony)
    dotrzymania obietnic jak wizyty i powrot do Polski w umowionym
    terminie; podzielilo nas tez to, ze dla niego tylko pieniadze sie
    licza i rodzina najblizsza (ktora jednakze bez mrugniecia okiem
    zostawil jak wyjezdzal). A jako kobieta to ja mam byc nzajwazniejsza
    w zwiazku. I to co boli najbardziej - to, ze to on ze mna zerwal.
    Choc wczesniej pytal op ierscionek zareczynowy - jaki mam rozmiar i
    jakie lubie kamienie.

    I tez wszyscy mi mowia, ze jestem ladna, ze powinnam sie bawic,
    wychodzic i szukac kogos, ale mi sie nie chce tego robic w wieku 31
    lat. Poza tym i tak nikt nie doceni moich staran i mojego uczucia -
    nie warto sie angazowac.
  • faux.pas84 16.02.09, 18:40
    Prawie jakbym czytała o sobie. I też nie do końca mogę pogodzić się
    z rozstaniem sprzed 2 lat. No, ale to kiedyś mija, prawda?
  • artur321 21.02.09, 18:30
    plextor: smutne to co piszesz, ale tak się po prostu czasem układa.
    Nie zawsze ma sie na to wplyw. Najważniejsze, ze nie żalujesz tego
    czasu...

    Głowa do góry! Wszystko się jakoś musi ułozyć. Zawsze sie układa.
    Jak mawia klasyk: Alleluja i do przodu...

    Pozdrawiam,
    art
  • ew-aw 25.02.09, 18:04
    Żal że coś nie wyszło, jest w nas długo. Do momentu kiedy nie
    pozmamy kogoś, kogo pokochamy tak bardzo ponownie lub do czasu
    kiedy na spokojnie stwierdzimy co sie stalo, że ten związek nie
    przetrwał.Może zabrakło w nim prawdziwego uczucia po drugiej
    stronie? Trudno jest się otworzyć na kogos nowego, bo jesli
    poprzednią osobe kochalismy bardzo to pozostaje lęk: że nie
    spotkamy już nikogo takiego, że znów będziemy sie starać i znów nie
    wyjdzie. Trzeba zaufac czasem losowi....
  • frusto 27.02.09, 13:33
    plextor napisał:
    [cut]
    > Jestem przystojmym i inteligentnym facetem, za którym kobiety wodzą
    > wzrokiem nieśmiało sie uśmiechając. Dlaczego więc nie potrafię
    > zrozumieć że to co było nie wróci i szczerze zainteresować się inną
    > kobietą?
    > Czy jestem skazany na odczuwanie bólu rozstania do końca życia?
    [cut]
    Tłumaczę na polski:

    Słuchajcie dziewczyny, jestem fajnym, romantycznym facetem, oglądałem bezsenność
    w Seattle i mam nadzieję, że mi się to też przydarzy. Jestem taki przystojny,
    inteligentny i nieszczęśliwy, i mam nadzieję, że poruszy to serce jakieś
    dziewczyny, która się mną zaopiekuję.

    Dosyć sprytnie to napisane. Ciekawe ile dziewczyn na to poleci.
  • idoli 13.03.09, 12:13
    tak, bo jak ktoś jest świadomy swoich zalet i pisze o tym otwarcie to znaczy że
    blefuje, bo przecież każdy powinien myśleć o sobie że jest brzydki, gruby i
    głupi, to wtedy będzie wiarygodnie i po polsku.

    do autora: myślę, że kiedy spotkasz osobę z którą będzie ci naprawdę dobrze,
    zapomnisz o tamtym związku. Zapomnisz oczywiście w tym sensie, że od czasu do
    czasu wspomnisz z uśmiechem stare czasy, ale to przyszłość i ta nowa osoba
    będzie dla ciebie najważniejsza. Ciesz się że masz miłe wspomnienia i nie masz
    poczucia że marnowałeś czas. Tak się zdarza, ludzie przychodzą i niestety odchodzą.
  • szczesliwamezatka 13.03.09, 20:22
    Tytuł tego postu wywołuje uśmiech politowania i głębokiej
    satysfakcji na mojej twarzy. Też miałam taki przypadek, że wzgardził
    mną nic nie wart (z dzisiejszego punktu widzenia) szmat.Jakaż była
    moja radość, gdy pojawił się po dwóch miesiącach (od zakomunikowania
    mi, że "nie wie, co ma mi powiedzieć")u moich drzwi. Ale radość ta
    nie wypływała z powodu, że wrócił. Ooooooo nie. Cieszyłam się, że w
    końcu będę mogła się na nim odegrać i kopnąć go w tyłek, tak jak on
    to zrobił ze mną wcześniej. Wtedy nie zdążyłam. Gdy się pojawił,
    miałam już wspaniałego, troskliwego narzeczonego, mego obecnego
    męża. Dam wam radę : nigdy nie wybaczajcie poniżenia swoim
    krzywdzicielom! Powrót zawsze oznacza porażkę osobistą! Jeżeli
    szybko i łatwo wybaczycie to ta druga strona odejdzie i drugi raz. I
    tak w koło. Lepiej okazać chłód takiemu padalcowi lub żmiji i nawet
    nie utrzymywać żadnych koleżeńskich czy "przyjacielskich" stosunków.
    Zerwać z nimi wszelkie kontakty raz na zawsze! Niech mają za swoje...
  • ivo-man 14.03.09, 22:39
    Dwa lata to za krótki okres od rostania jeśli to była prawdziwa
    miłość ale wiedz, że to minie. Wspomnienie zawsze będą ale coraz
    mniej bolesne. Jeśli jesteś przystojnym, inteligentnym dobrze
    sytuowanym mężczyzną na pewno spotkasz kobietę którą pokochasz tylko
    nie możesz porównywać do poprzedniej a napewno się uda. Wiem co
    mówię.
  • zakletawmarmur 15.03.09, 10:34
    > Dwa lata to za krótki okres od rostania jeśli to była prawdziwa
    > miłość ale wiedz, że to minie.

    No nie wiem czy dwa lata to krótko... Nie mogę sobie przypomnieć ile
    najdłużej cierpiałam po facecie ale raczej liczy się to w miesiącach
    niż latach...

    --
    Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel...
  • jfk3 26.03.09, 07:57
    no sorry ale 2 lata to jest już wytarczająco dużo czasu.
    Choć umownie jest to cecha osobnicza, ale są jakieś granice.
    Jesli ktoś za długo przeżywa załobę powinnien zwrócić się o pomoc do
    specjalisty. Bo szkodzi juz sam sobie.
  • mskaiq 15.03.09, 07:55
    Mysle ze nie potrafisz sie pozbyc myslenia o tej kobiecie i zwiazku
    bo pojawil sie zal. Jest to zal przeszlych chwil, niespelnionych
    pragnien, nie doczekania chwil na ktore sie czekalo.
    Jesli przestaniesz budzic ten zal wtedy poczujesz ulge, przestaniesz
    tesknic za tym czego wedlug mnie juz nie ma.
    Milosc nigdy nie boli, zal przynosi bol, cierpienie i tesknote.
    Serdeczne pozdrowienia.
  • alex1608 18.03.09, 23:53
    Uśmiechnęłam sie jak przeczytałam to co napisałeś- jakbym czytałam swoja
    historie. Jesli chcesz pogadac to z checia z Toba pogadam. Adres mailowy
    gazetowy działa :), wiele dają rozmowy z kims kto wie cos na ten temat !.
    Pozdrawiam
  • jfk3 26.03.09, 08:05
    w życiu ze nie ma we wszystkim spełnienia. I wszyscy ludzie tak mają.Kazdy w
    swoim życiu ma za sobą jakieś rozstanie.

    Jak czytam to wydaje mi się ze niepotrzebnie ją gloryfikujesz.

    Po prostu masz zal, złość że oddziałowuje to uczucie nadal na Ciebie,na twoje
    życie, na kontakty z innymi- bo nie potrafisz ułożyć sobie życia na nowo.
    Stad ta frustracja i mysli ze tamto to było "COŚ".

    Gdybyś spotkał fajną kobietkę, taką wyśnioną gwarantuje Ci to że takich mysli
    byś nie miał.Wrecz byś myslał, jak to dobrze się stało bo teraz "to jest to".

    Wszystko przed Tobą, choć teraz wydaje Ci sie to niemożliwe.:))
    Jesli dalej ten Twój stan apatii bedzie trwał, to radzę Ci udaj sie z tym do
    kogoś, bo taki stan załoby nie może trwać wiecznie.

  • aniol.milosci 27.03.09, 15:56
    Ja do tej pory czuje wyrzuty sumienia z powodu tego, co zrobiłem:
    interia360.pl/on-i-ona/artykul/aniol-milosci,19983
    Ale co zrobić: England expects, that every man will do hs duty:)
  • plextor 06.04.09, 11:24
    mineło troche czasu od napisania przeze mnie tego wątku. Czytałem
    Wasze wypowiedzi choć nie odpisywałem, sam nie wiem dlaczego, po
    prostu uznałem że nie rozumiecie mnie i moich uczuć. Starałem się
    odnaleźć jakiś sens w tym co napisaliście, swego rodzaju uniwersalne
    lekarstwo które mnie uzdrowi. Niestety, nic z tego. Z niektórych
    wypowiedzi chce mi się wręcz śmiać - przykładowo gdy czytam
    wypowiedź przesyconą ze wszech miar jadem, agresją i chęcią odwetu w
    stosunku do osoby która porzuciła piszącego. W zyciu trzeba być
    człowiekiem i trzeba umieć wybaczać.
    Są także wypowiedzi, które pokazują że jest tu trochę osób
    rozumiejących mój problem i to przez co nadal przechodzę, ale fakt
    jest taki że każdy przypadek z osobna jest nieporównywalny.

    Ostatnim czasem bardzo duzo piłem, płakałem, starałem się znaleźć
    wyjaśnienie i odpowiedź dlaczego to spotkało akurat mnie. Gdzie
    popełniłem błąd i dlaczego tak słono muszę za niego płacić. Czy to
    rzeczywiście jest sytuacja z której nie ma juz innego wyjścia jak
    tylko zapomnieć...chocby na siłę. A jesli ja nie chcę zapomnieć?
    W stanach upojenia alkoholowego starałem się zmienić wspomnienia za
    które oddałbym życie w koszmary wywołujące u mnie niepohamowaną chęć
    niszczenia wszystkiego co mnie otacza, i jest mi drogie.
    Wcale nie zauważayłem żeby cokolwiek mi pomogło, czuje wręcz że
    zaczynam spadać w tym wszystkim w jakąś bliżej nieokreslona
    przepaść.
    A może to jest taka recepta na wyjście z tego problemu? Trzeba spaść
    na samo dno aby móc ponownie zebrać w sobie wszystkie siły w walce o
    swoje nowe szczęście? Pożegnać ostatecznie przeszłość.
    A co jesli tej przesżłosci nie da się pożegnac bo co jakiś czas daje
    o sobie znać, nawet kiedy nie masz juz na to ochoty?
    Nie wiem co mam z tym zrobić. A moze poprostu jest mi dobrze babrać
    się we wspomnieniach i samemu zadawac sobie ból.
    Chciałbym powiedziec ze zapewne, jak wielu z was napisało, czas
    zrobi swoje, ale nie mogę, bo wiem ze czas tu nic nie zmieni.
    Dziękuje Wam za wypowiedzi
  • glowacka.anna 09.04.09, 16:58
    że nie pomyslales, nie zastanowiles sie nad tym wszystki, kiedy jeszcze byl czas
    na zmiany, na wyhamowanie, na to - by zamiast na stan konta - spojrzec na
    kobiete, o ktorej piszesz, ze kochales...
  • wzorowa.uczennica 14.04.09, 08:11
    Moim zdaniem pomocy co do swojego problemu nie powinienieś szukać
    tutaj na forum. Masz rację że większość z odpisujących nie rozumie
    Twoich uczuć, bo nie da rady bez bezpośredniego kontaktu Ci pomóc.
    Bardzo niepokojące jest to, że sięgasz po alkohol, to pomaga tylko
    na któtko, a potem.... Jesteś młodym i wrażliwym mężczyzną, prosze
    Cię więc abyś skierował swoje kroki do psychologa. Sama kiedyś
    chodziłam na psychoterapię, dobry psycholog zrozumie Twoje uczucia
    bez słów, wytłumaczy Ci skąd wypływają Twoje problemy, bo sam nie do
    końca możesz sobie zdawać sprawę jakie jest ich źródło.
  • majka40 13.01.19, 12:07
    Witam, widzę, że wątek byl założony dawno, ale może uzyskam odpowiedź. Jestem w podobnej sytuacji jak Ty, po szesciu latach rozstalam sie z moim partnerem, ale bardzo za nim tesknie, wiem, ze to co do niego poczulam to prawdziwa miłość, to się wie..... Mam wrażenie, że mi to nigdy nie minie. Jak wygląda Twoje życie teraz po tylu latach, czy pokochałeś kogoś? Czy jesteś szczęśliwy?
  • marco_5 14.01.19, 23:36
    majka40 - C`est la vie ....a moze, jakis nowo poznany facet zburzy Twoja przeszlosc...?:)

    --
    zaprzyjaznie sie z sypatyczna,interesujaca Kobieta
    marco_5@gazeta.pl
  • ms_propolis 18.01.19, 20:27
    Zachowaj wspomnienia, najlepiej te dobre... Skończyło się, trudno. Czas na nowe. Zajmij się pasją, czymś co daje Ci radość.
    Marzenia kieruj bezosobowo, a odpowiednia osoba zjawi się sama. To Ty ją dostrzeżesz, we właściwym momencie... Warto wtedy odpowiedzieć uśmiechem na uśmiech. Zmiany są potrzebne i trzeba wierzyć, że są na lepsze.
  • ms_propolis 18.01.19, 20:30
    I nie trzymaj się kurczowo kogoś kto nie chce być z Tobą, to niegodne....nie ma żadnych oznak, że jej na Tobie zależy? To zaproś do swego życia nową osobę...
  • elflegolass 05.09.13, 08:49
    coś w tym jest mojego ..
  • madzianimfa 15.01.19, 05:15
    www.ruchajtu.pl Realne sex spotkania w Polsce! Zobacz kto jest w okolicy!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.