Dodaj do ulubionych

Czy wegetarianie są w Markach?

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 11.06.02, 21:35
Ciekawa jestem ogromnie czy są tu jacyś wegetarianie. Mieszkam tu 2,5 roku i
jeszcze nie miałam okazji natknąć się na takowego.
Obserwuj wątek
    • sloggi Re: Czy wegetarianie są w Markach? 12.06.02, 10:00
      Gość portalu: gaja napisał(a):

      > Ciekawa jestem ogromnie czy są tu jacyś wegetarianie. Mieszkam tu 2,5 roku i
      > jeszcze nie miałam okazji natknąć się na takowego.

      Uważasz, że powinien nosić tabliczkę JESTEM VEGE ?
          • Gość: Raffix Re: Czy wegetarianie są w Markach? IP: *.braun.de 12.06.02, 17:25
            Gość portalu: gaja napisał(a):
            > Nie chodzi mi o takich, którzy są, bo muszą, ale o takich, którzy są, bo chcą.
            A mogę mieć pytanie?
            Jak wegetarianie podchodzą do zagadnienia produktów wytwarzanych ze skóry
            zwierząt? (buty, paski itp.)
            Co do mnie:
            Wegetarianinem wprawdzie nie jestem ale muszę się przyznać, że sprawdzam
            stopniowo, czy potrafiłbym żyć bez mięsa. Fakt, że robię to raczej ze względów
            zdrowotnych niż etycznych chociaż to drugie może też jakoś na mnie wpływa. W dni
            powszednie zdarza mi się już nie jeść mięsa po kilka dni z rzędu.
                • Gość: gaja Re: Czy wegetarianie są w Markach? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 12.06.02, 21:37
                  Ja nie jadam mięsa i produktów pochodzenia zwierzęcego ze względów
                  ekonomicznych, etycznych i zdrowotnych. Jeśli chodzi o wyroby ze skóry, to
                  jeszcze chyba do tego nie dorosłam. Wielu wege uważa, że jest to produkt
                  uboczny przy produkcji mięsa. Myślę, że gdybym miała dobrą jakościowo i wygodną
                  alternatywę, bez zastanowienia wyskoczyłabym ze skórzanych bucików. Toreb,
                  futer, kurtek raczej unikam.
                    • Gość: gaja Re: Czy wegetarianie są w Markach? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.06.02, 19:38
                      Tylko ząbki? A zwinne paluszki do zbierania nasionek i owoców? A nasz
                      żołądeczek wydzielający zbyt mało kwasów trawiennych, nie radzący sobie z
                      tak "ciężkim" pożywieniem jak mięsko bez szkody dla zdrowia? A nasze dłuuuugie
                      jelito cienkie, w którym mięsko gnije zanim doleci do końca? A co z naszym
                      gładziutkim językiem stworzonym do delektowania się roślinkami? ... Jeszcze
                      chyba coś mi uciekło. Najtańsza proteina ... Wiesz, że "od 70 do 80% całej
                      światowej produkcji zboża i roślin strączkowych przeznacza się na paszę dla
                      trzody, której mięsem żywi się tylko 30% ludności świata"? "Dla nakarmienia do
                      syta wszystkich ludzi na świecie pokarmem roślinnym wystarczyłaby 1/5 upraw..."
                      O ile dobrze pamiętam, wychodowanie jednej świnki, żeby była "dobra" na stół,
                      pochłania kilkadziesiąt kilogramów ziaren sojowych - ich wartość białkowa jest
                      znacznie wyższa, niż tej świnki, która je zjadła by trafić na stół.
                      Poza tym zdrooowie. Nikt się nie dowie ... Wyeliminowanie z diety produktów
                      pochodzenia zwierzęcego zmniejsza prawie do 0 prawdopodobieństwo zapadania na
                      tak zwane choroby cywilizacyjne, ale również gwarantuje w 98% wyleczenie osób
                      już chorych. A te pozostałe 2% to (moim zdaniem) osoby udające, że
                      wyeliminowały z diety produkty pochodzenia zwierzęcego. Ja myślę, że lekarze by
                      się zanudzili, gdyby tak chorzy zmienili dietę. A kasy chorych budowały by
                      sobie złote pałace, bo nie bardzo by wiedziały co robić z pieniędzmi. Wiesz,
                      nie powinnam chyba zanudzać takim tematem ... ale jeżeli napiszesz do mnie
                      (gaja01@o2.pl), dostarczę Ci trochę ciekawych informacji.
                      • Gość: Raffix Re: Czy wegetarianie są w Markach? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.06.02, 00:20
                        Gość portalu: gaja napisał(a):
                        > Tylko ząbki? A zwinne paluszki do zbierania nasionek i owoców?

                        A ja na przykład od dzieciństwa mam uraz do wszelkich form zbieractwa: grzyby,
                        jagody, truskawki, cokolwiek :-)

                        > (...) Ja myślę, że lekarze by
                        > się zanudzili, gdyby tak chorzy zmienili dietę. A kasy chorych budowały by
                        > sobie złote pałace, bo nie bardzo by wiedziały co robić z pieniędzmi.(...)

                        Może aż tak dobrze to by nie było, ale na pewno dużo racji w tym co piszesz
                        jest. Toteż ja także - stopniowo - eliminuję mięso z pożywienia. Na przykład w
                        tym tygodniu od poniedziałku do czwartku nie spożyłem NIC mięsnego (chociaż w
                        piątek zajadałem się już czymś z drobiu) Czy - mimo tego piątku - zasługuję na
                        pochwałę? :-)
                        Pozdrawiam serdecznie
                          • Gość: gaja Re: Ryby? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.06.02, 09:24
                            Ja nie jadam zwierząt, mleka, serów, miodu, jaj. Uważam, że ryba też żyje i nie
                            jest prawdą, że tak sobie usypia. Jest równie brutalnie zabijana, co świnka czy
                            cielaczek. Jeśli chodzi o względy zdrowotne, to tłuszcz zawarty w rybach jest
                            niestabilny chemicznie i również sprzyja powstawaniu wolnych rodników
                            początkujących powstawanie płytek miażdżycowych. Spożywanie ryb może obniżyć
                            poziom cholesterolu, ale nie trójglicerydów. Obniżają poziom krzepliwości krwi.
                            Wiesz zapewne jak zanieczyszczone są zbiorniki wodne. Ryby bardzo eleganckow
                            kumulują metale ciężkie. Smacznego.
                        • Gość: gaja Uciec przed chorobą IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.06.02, 10:27
                          Wiesz, znam kilka osób (doktorów, profesorów - nie nawiedzonych szarlatanów)w
                          Polsce, które leczą różne choroby dietą. Zalecenie jest proste: całkowita
                          eliminacja produktów pochodzenia zwierzęcego. Wiesz jaki jest efekt?
                          Zaskakujący.
                          Jest tylko jeden maleńki problemik. Każdy człowiek woli iść do lekarza, który
                          przepisze mu jakąś paskudną tabletkę, i czekać na cód. Łatwiej jest łykać
                          prochy i rano zastanawiać się co dzisiaj boli, niż zmienić tryb życia. Bo my po
                          prostu czekamy, aż ktoś rozprawi się za nas z tym, co boli. Podam kilka
                          przykładów (przepraszam jeżeli zanudzam) z najbliższego otoczenia.
                          Ja jako nastoletnia dziewczyna zawsze chorowałam od końca września do połowy
                          kwietnia. Katar, angina, zapalenie oskrzeli, zapalenie zatok, wrzody na
                          ciele,... Już dawno zapomniałam jak to boli. Teraz tylko na wiosnę jestem
                          trochę zasmarkana, ale to parę dni, a nie miesięcy. Moja ciocia jakoś bardzo
                          kiepsko radziła sobie z osteoporozą. Kompletny klops. Jadała masę jogurtów,
                          serów i takich tam innych - bo to przecież wapno zawiera. Kiedy zmieniła dietę
                          (za moją namową na 1 miesiąc) i jogurty wymieniła na kaszę kukurydzianą z
                          rodzynkami na wodzie, a na kolację jadała brokuły i migdały, jakoś przestało
                          jej ubywać wapna z organizmu. Odstawiła leki. Nie wróciła już do zaleceń
                          lekarza i po roku na zdjęciach RTG widać wyrażnie nadbudowę tkanki kostnej.
                          Myślę, że gdyby tego nie zrobiła, za jakieś 2 lata nie miałaby bioder. I
                          jeszcze jeden przykład. Dzieci mojej koleżanki. Astma to choroba coraz bardziej
                          rozpowszechniona. Miały bardzo słabą wydolność oddechową. Nie mogły biegać, bo
                          się dusiły. W dwa tygodnie po zmianie diety dzieci zaczęły normalnie
                          funkcjonować.
                          By się pozbyć przewlekłej choroby, początkowo należy stosować się do zaleceń
                          bez żadnych odstępstw. Trzeba przyjąć zalecenia jako styl życia, a nie
                          krótkotrwałe leczenie. Po pewnym czasie - jeżeli dojdzie się do wniosku, że nie
                          można żyć bez kotleta, nie zaszkodzi od czasu do czasu go sobie zjeść. Wydaje
                          mi się, że jednak zdrowiej jest zapobiegać niż leczyć. Ja osobiście po kilku
                          miesiącach niejadania produktów pochodzenia zwierzęcego stwierdziłam, że
                          śmierdzą one paskudnie. Jakiś czas temu przestałam jadać masło - ostatni
                          produkt na liście "zwierzęcopochodnych". Teraz wydaje mi się jakieś mało
                          atrakcyjne.
                          I jeszcze pasuje napisać coś o pieniądzach. Mój skromny budżet z pewnością nie
                          wystarczyłby na "normalne" życie. Nie jadając zwierząt mogę sobie i najbliższym
                          czasem pozwolić na inne przyjemności (na przykład teatr zamiast kotleta).
                          Osoby zainteresowane tematem zdrowotnym odsyłam do lektury książki "Uciec przed
                          chorobą" Neal Barnad. Na prawdę ciekawa lektura. O względach etycznych,
                          zdrowotnych i ekonomicznych można poczytać w książkasz "Szalony kowboj", którą
                          napisał Howard F. Lyman (były farmer). Dla odpornych psychicznie "Milcząca
                          arka" J. Gellatley może być dobrą lekturą. Ja przebrnęłam przez trzy rozdziały
                          zanim zaczęły mi się śnić kurczaki bez dziobów z połamanymi nogami.
                          Jeżeli ktoś by chciał zapoznać się z tymi pozycjami, a szkoda mu pieniędzy, z
                          miłą chęcią pożyczę książki. Jak zainteresujesz się tematem, moja biblioteka
                          jest na prawdę wypełniona po brzegi.
                            • Gość: gaja Re: Uciec przed chorobą IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.06.02, 17:10
                              Japończycy już niestety coraz krócej żyją. Jeszcze 10 lat temu w zbiornikach
                              wodnych poziom zanieczyszczeń był prawie żaden w porównaniu z dniem
                              dzisiejszym.
                              Jezus .... tak na prawdę to nikt nie wie, czy jadał ryby. Jest kilkadziesiąt
                              lub więcej tłumaczeń Pisma Świętego, i nie we wszystkich jest wzmianka na temat
                              ryb. Poza tym jest chyba takie jedno przykazanie, które coś wspomina o NIE
                              zabijaniu? Ja je traktuję całkiem serio. To właśnie dlatego, że jestem
                              mądrzejsza od zwierzątka nie powinnam pozbawiać go życia.
                              A ryby .... no jeżeli chcesz wybrać, czy jeść ryby, czy całą masę innych
                              zwierząt, to chyba już lepiej je jedz.
                                                • Gość: Raffix Re: .. grobem zwierząt ... IP: *.braun.de 17.06.02, 18:33
                                                  Gość portalu: ins napisał(a):
                                                  > grzyby? - dobre,podchwytliwe pytanie....
                                                  > .... a tak naprawde to nie ma jak grill a na nim kielbaska, kurze udka, i inne
                                                  > podroby. mmmm, place lizac.....- "gaja" - nie przekonalas mnie.....
                                                  A mnie trochę przekonuje... chociaż nie jest mi łatwo zrezygnować zupełnie z
                                                  rzeczy które wymieniłeś.
                                                • Gość: gaja grill IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 08:42
                                                  Uwielbiam grilowanie. Ale bez nieboszczyków. Czy jadłeś kiedykolwiek kabaczka,
                                                  cukinię, dynię, paprykę, grilowane szaszłyki z warzyw? A buraczka? Możesz
                                                  zrobić eksperyment. Zrób sobie kiedyś jedno skrzydełko z kurczaka bez przypraw.
                                                  Jak będzie gotowe, takie rumiane i apetyczne, powąchaj je. Zapewniam, że jeżeli
                                                  przygotujesz mięso bez przypraw, nie pachnie zbyt ładnie i mało ciekawie
                                                  smakuje. Całego uroku Twoim daniom nadają przyprawy. A papryczka? Kabaczek?
                                                  Nawet pomidorek ugrilowane mają swój smak i zapach bardzo przyjemny. Jeżeli
                                                  lubisz intensywne smaki i zapachy, przy najbliższej okazji weź jakieś warzywko
                                                  i przypraw tak, jak te skrzydełka. Smacznego.
                                                  • Gość: gaja Re: grill IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 08:49
                                                    I jeszcze coś a'propo jedzonka. Jak robimy ze znajomymi "składkowe" pikniki,
                                                    jakoś tak się dziwnie składa, że w pierwszej kolejności znikają MOJE bezmięsne
                                                    dania. Zarówno te grilowane, jak i sałatki, surówki i słodycze bez cukru. A moi
                                                    goście bardzo często "przypadkiem" wpadali do mnie w porze obiadowej. Więc
                                                    smaczne jedzenie nie musi się składać z mięsa i dodatków.
                                              • Gość: gaja Grzyby IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 08:34
                                                Rafix, według teozofa i antropozofa Rudolfa Steinera, to co zawiera ciało
                                                astralne nie nadaje się do jedzenia. Wszystkie rośliny, zwierzęta zawierają
                                                ciało fizyczne. Rośliny poza fizycznym zawierają ciało eteryczne, a zwierzęta i
                                                ludzie dodatkowo ciało astralne. Eter i astral widać na zdjęciach .... (nie
                                                pamiętam jak to się pisze) Kirianowskich (?). Grzyby według tych zdjęć
                                                zawierają ciało fizyczne i eteryczne. Więc ze względów energetycznych grzyby
                                                mogą pozostać na talerzu.
                                                Grzyb również nie zawiera układu nerwowego. Chyba grzybka nie boli jak jest
                                                zrywany?
                                                Moja córka, jak była malutka stosowała taki podział, że wszystko co ma oczy i
                                                oddycha, lub zostało zabrane temu co ma oczy i oddycha (mleko, jajko itp.), nie
                                                nadaje się do jedzenia. W tę teorię nie będę się zagłębiała. Ale też fajna.
                                                • Gość: Raffix Re: IP: *.braun.de 18.06.02, 09:03
                                                  Gość portalu: gaja napisał(a):
                                                  > Moja córka, jak była malutka stosowała taki podział, że wszystko co ma oczy i
                                                  > oddycha, lub zostało zabrane temu co ma oczy i oddycha (mleko, jajko itp.), nie
                                                  > nadaje się do jedzenia. W tę teorię nie będę się zagłębiała. Ale też fajna.

                                                  Też mi się podoba :-) To Twoja córka również jest wegetarianką? Czy nie jest źle
                                                  postrzeganan przez innne dzieci za bycie "inną"? I czy rzeczywiście nie je także
                                                  jajek, mleka, serów? Musi być chyba dość trudno (i podejrzewam, że kosztownie)
                                                  zbudować pełnowartościową, urozmaiconą dietę dla dziecka bez tych składników. Ale
                                                  pewnie jest to możliwe...
                                                  • Gość: gaja Re: IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 19:21
                                                    Biorąc pod uwagę normy, które dokładnie określają ile trzeba czego zjeść, żeby
                                                    żyć, to pewnie by było trudno. Ja daję mojej córce to, na co ona ma ochotę. Nie
                                                    patrzę w tabelki ile białka i wapna powinna jeść taka dziewczynka. Dla mnie
                                                    osobiście jest istotne, by była zdrowa. A na razie jest. Chcesz poznać nasze
                                                    dzisiejsze menu? Śniadanie - jabłka, do szkoły 2 kanapki z razowego chleba z
                                                    pastą ze słonecznika i ogórkiem małosolnym. Po szkole - duuuuża miska truskawek
                                                    i trochę mniejsza czereśni. Obiad - kopytka z mąki razowej, surówka z kapusty
                                                    białej, sałatka kalafiorowo - pomidorowa, sałatka z buraków i cebuli
                                                    (upieczonych na grilu). Teraz gotuję bób. Zimą jadamy zupy na kolację.
                                                    Moja córka ma prawidłowy wzrost i wagę. Świetnie czyta, całkiem możliwie pisze
                                                    i umie prawie całą tabliczkę mnożenia. Mało które dziecko w wieku 8 lat ma
                                                    wszystkie zęby zdrowe. Poza kontrolami nie bywamy u lekarza.
                                                    Rówieśnicy .... nie czuje się inna, gdyż ma wielu przyjaciół odżywiających się
                                                    tak jak ona. A w szkole? W klasie na razie poza nią jeszcze 2 dzieci jest
                                                    wegetarianami, ale mam nadzieję, że może kiedyś powiększy się grono.
                                                  • Gość: gaja Re: teoria dzieci IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 19:31
                                                    Wiesz, ja byłam dwa lata temu na wakacjach w ośrodku wczasowym nad morzem,
                                                    gdzie jest do wyboru - kuchnia mięsna i wegetariańska. Były tam też kolonie.
                                                    Nie duże. Jakieś 40 dzieci w wieku od 9 do 15 lat. Między nimi na początku
                                                    turnusu było dwoje wegetarian. Jak wracali do domu, już tylko dwoje dzieci
                                                    jadało mięsne dania. Rok temu były tam te same dzieci. Wiesz co mnie
                                                    zszokowało? Że prawie 30 z nich przez cały rok wytrwało w postanowieniu
                                                    niejedzenia mięsa, mimo presji rodziny. Myślę, że wasze dzieci też kiedyś
                                                    wymkną się z ramek standardowego żywienia. Znajdą autorytety wśród kolegów. Z
                                                    pewnością Twoja córka by nie zjadła obiadu, gdybyś jej powiedział, że na
                                                    półmisku jest kawałek cielaczka, którego zabito, żeby mogła się najeść.
                                                  • Gość: Jarek Re: teoria dzieci IP: *.MAN.atcom.net.pl 19.06.02, 11:01
                                                    wręcz przeciwnie-może nie do końca. Córka moja w przedszkolu powiedziała, że
                                                    nie lubi pomodorów i czła grupa przestała je jeść. Nie wpływam na jej
                                                    upodobania. Je co chce. Z owoców uwielbia jabłka. Sałatki jej nie smakują co
                                                    jest utrapieniem żony, dla której mięso może nie istnieć. Ja jak nie zjem mięsa
                                                    to jestem głodny. Agnieszka (moja żona) walczy z tym moim smakiem od kilku lat
                                                    i trochę postępy widać, ale bardzo nie wielkie.
                                                  • Gość: Jarek Re: teoria dzieci IP: *.MAN.atcom.net.pl 20.06.02, 09:18
                                                    Gość portalu: gaja napisał(a):

                                                    > Jarku, ja uważam, że jedzenie mięsa jest zwykłym nałogiem. Ja robię kotlety ,
                                                    > klopsy, gulasz i takie tam różne, które smakują wytrawnym mięsożercom.

                                                    Z mięsa?
                                                    Jadłem podobne potrawy z roślin i grzybów-ję lubię bardzo. Jednak muszę coś zjeść
                                                    z mięsa przynajmniej nraz dziennie.
                                                    Naług-coś w tym jest.
                                                  • Gość: gaja Re: teoria dzieci IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.06.02, 10:01
                                                    Mięso daje poczucie sytości. Po warzywach szybko odczuwa się głód. Prawda?
                                                    Wiesz czemu tak się dzieje? Warzywa zalegają w żołądku znacznie krócej niż
                                                    mięso. Z tej prostej przyczyny, że mięso jest znacznie trudniejsze do
                                                    strawienia, niż roślinki. Morduje się taki żołądek z przepchnięciem treściwego
                                                    pokarmu i nie może sobie poradzić. Zalega taka bryła w brzuszku, Tobie się
                                                    wydaje, że tak fajnie się najadłeś, a to tam leży i gnije. Nasze kwasy
                                                    trawienne są zdecydowanie za słabe, by rozłożyć zwierzątko na czynniki pierwsze.
                                                    Wielu rodziców ma problemy z dziećmi niejadkami. Kiedyś namówiłam moją
                                                    koleżankę, żeby pojechała z dziećmi na wakacje w to samo miejsce, co ja.
                                                    Siedziałyśmy przy jednym stoliku, ale jej dzieciaki kompletnie nie chciały
                                                    jeść, zwłaszcza gdy dostawały kotleta, a na moim talerzu leżała faszerowana
                                                    papryka i duszone kabaczki. Nie miała wyjścia. Poprosiła, by jej również
                                                    podawano dania bezmięsne. I wiesz co się stało? Musiała dzieciakom brać
                                                    dodatkowe kanapki, bo jadły jak nigdy w życiu. Po powrocie do domu znowu
                                                    zrobiły strajk głodowy. Oczywiście wytłumaczenie było bardzo proste. To świerze
                                                    powietrze przyczyniło się do wzrostu apetytu (a przy okazji braku obiawów
                                                    astmy). Ale czas jakiś później dane jej było znowu pojechać w to samo miejsce.
                                                    Była tam kilka dni wcześniej niż ja i jakoś dzieci mimo powietrza nadal
                                                    grzebały w talerzach i dusiły się w nocy. Sytuacja z poprzedniego wspólnego
                                                    wyjazdu powturzyła się. Koleżanka była zmuszona zmienić ostatecznie dietę swoim
                                                    dzieciom, a przy okazji sobie.
                                                    Poza tym uważam, że nadwaga tak powszechna w dzisiejszych czasach jest skutkiem
                                                    jadania mięs. Zawsze byłam za okrągła mimo, że jadłam bardzo mało. Teraz jem
                                                    znacznie więcej i ważę w normie. A mój mąż jakoś dziwnie przytył mimo żekomo
                                                    zakodowanej w genach przesadnej chudości :)
                                                  • Gość: Raffix Re: teoria dzieci IP: *.braun.de 20.06.02, 10:21
                                                    Gość portalu: gaja napisał(a):
                                                    > Poza tym uważam, że nadwaga tak powszechna w dzisiejszych czasach jest skutkiem
                                                    > jadania mięs. Zawsze byłam za okrągła mimo, że jadłam bardzo mało. Teraz jem
                                                    > znacznie więcej i ważę w normie. A mój mąż jakoś dziwnie przytył mimo żekomo
                                                    > zakodowanej w genach przesadnej chudości :)
                                                    To szanownego małżonka nie przekonałaś? Odporny musi być bo mocnych argumentów
                                                    rzeczywiście masz sporo.
                                                    p.s. napiszesz coś w wątku o podstawówce? (kilka wątków niżej)
                                                  • Gość: gaja Re: teoria dzieci IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.06.02, 18:12
                                                    Źle zrozumiałeś. Przytył - mimo, że w jego rodzinie wszyscy są przeraźliwie
                                                    chudzi. Jego matka waży 45 kg, a siostra 47, obie mają po 164 cm wzrostu. Jego
                                                    ojciec za życia też był chudy jak szkapa. Wszyscy mówili, że to rodzinne i
                                                    szkoda się trudzić, bo nie przytyje. A mnie się jednak udało :-)
                                                  • Gość: Jarek Re: teoria dzieci IP: *.MAN.atcom.net.pl 20.06.02, 14:36
                                                    "Gadane to Ty masz". Powiedz mi jak pozbyć się uczucia głodu. Podczas prób
                                                    jedzenia roślin napychałem się , a mimo to ciągle czułem głód. Nie mogłem już
                                                    nic przełknąć. Ijak tu z tym żyć? Jesteś najedzony i jednocześnie głodny.
                                                    Dzieci to mają swoje upodobania. Ola, moja córka, pomimo tego, że lubi mięso to
                                                    przepada za zupą pomidorową i ogórkową, mniej za barszczem.
                                                  • Gość: Raffix Re: mleko, jajka, miód IP: *.braun.de 18.06.02, 14:54
                                                    Gość portalu: ins napisał(a):
                                                    > "gaja" - nie mam dla Ciebie slow podziwu - co za "marketing warzywek"!
                                                    > a co z nabialem? czy jesz serek, jogurcik (baaardzo zdrowy), czy pijesz kefirek
                                                    > ?
                                                    > prosze, powiedz, ze tak......

                                                    Oj, obawiam się - sądząc z dotychczasowych wypowiedzi Gaji - że nie spożywa Ona
                                                    także produktów mlecznych, jajek itp. Gaju, tutaj jednak argumenty nie są tak
                                                    oczywiste (sądze Ins, że nie są oczywiste dla nas obu, prawda?) - właściwie
                                                    dlaczego?
                                                    Argumenty zdrowotne nie wyglądają na silne - wszak "oficjalne autorytety" (nie
                                                    związane z ruchami wegetariańskimi) mówią, że produkty mleczne spożywane
                                                    rozsądnie są zdrowe. To samo z argumentami etycznymi - zwierzę nie jest zabijane.
                                                    Fakt, że trzyma się je w niewoli, ale czy nie wystarczyłoby dążyć do poprawiania
                                                    warunków tej niewoli?
                                                    Wszak krowy czy kury są już udomowione i tak - gdybyś przekonała wszystkich do
                                                    weganizmu, co wówczas należałoby zrobić? Wypuścić je na wolność (by tam
                                                    wyginęły)? Postarać się, by umarły bezpotomnie? Wspomniałaś też, że nie jesz z
                                                    podobnych względów miodu - sądzisz, że pszczoły w ulu mają gorzej niż ich dzikie
                                                    odpowiedniki?
                                                    O ile argumenty "antymięsne" jakoś do mnie trafiają, to niestety nijak nie czuję
                                                    argumentów przeciwko produktom odzwierzęcym typu mleko, jajka, miód. Ale może
                                                    czegoś nie wiem.
                                                    Wyczekując dalszego ciągu interesującej polemiki pozdrawiam Cię serdecznie.
                                                  • Gość: gaja Re: mleko, jajka, miód IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 20:21
                                                    Porada dla waszych kobiet. Jeżeli mają jakieś problemy kobiece (najczęściej
                                                    grzybica, bolesne miesiączki i takie tam głupoty), niech chociaż na kilka
                                                    tygodni zrezygnują z nabiału (z jajkami włącznie ) i cukru, a doznają cudownego
                                                    ozdrowienia.
                                                    O jajkach zapomniałam. Więc moim zdaniem rzecz z kurami ma się podobnie jak z
                                                    krowami. Poza tym jajko to symbol życia (?). Podobno. Ale jeżeli je zjadamy, to
                                                    raczej sumbol śmierci.
                                                    A wpływ serków i jogurcików na nasz organizm jest taki, że jeżeli będziecie
                                                    kiedyś mieli okazję trafić do jakiegoś lekarza medycyny naturalnej, z pewnością
                                                    na liście dozwolonych pokarmów szybciej znajdziecie gotowane mięso niż mleko i
                                                    nabiał. Mleko i jego pochodne są silnie zakwaszające i śluzotwórcze. Zawarte w
                                                    nich związki szczawianu eliminują wchłanianie tak ważnego wapnia. Osoby chore
                                                    na osteoporozę i dzieci powinny spożywać kaszę kukurydzianą, brokuły i migdały.
                                                    Te produkty dają tyle co mleko plus jeszcze trochę.
                                                    Można powiedzieć, że mięsa nie jadam ze względów etycznych, a pozostałych
                                                    produktów ze względów zdrowotnych.
                                                  • Gość: gaja Re: jogurcik IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.06.02, 20:01
                                                    Muszę Cię rozczarować. Nie jadam produktów pochodzenia zwierzęcego. Jogurcików,
                                                    masła, serów, jajek, miodu i tym podobnych. Zacznę od miodu. Jest po chamsku
                                                    kradziony pszczołom. Zamiast tego podsypuje się im cukier, żeby przeżyły zimę.
                                                    To niemoralne.
                                                    Wiesz, że żeby krowa miała mleko zapładnia się ją sztucznie, a później dokonuje
                                                    aborcji? A jeżeli już taki cielaczek ma okazję przyjść na świat, zabiera się go
                                                    od mamy i karmi jakimiś pomyjami, a mleko przeznaczone dla niego po prostu
                                                    przerabia na jogurcik itp. Poza tym krowy faszerowane są antybiotykami tak na
                                                    wszelki wypadek, żeby zmniejszyć ilość bakterji w mleku (i my w wypadku choroby
                                                    musimy brać coraz silniejsze leki, żeby pomogły). Krowy dostają środki
                                                    chormonalne, dla zwiększenia mleczności (a biedne kobiety mają napięcia
                                                    przedmiesiączkowe i nie wiedzą czemu). W dodatku są roślinożerne, a karmi się
                                                    je produktami pochodzenia zwierzęcego. Wiesz, że pierwsze przypadki choroby
                                                    wściekłych krów miały miejsce 25 lat temu? Rząd USA kazał wybić co do sztuki
                                                    kilkanaście tysięcy krówek, po czym elegancko wyciszył sprawę. Ale mączka nadal
                                                    jest produkowana.
                                                    Żołądek człowieka (jak i większości ssaków) nie jest zdolny do trawienia
                                                    laktozy. Tylko niemowlęta mają taką możliwość (i to laktozy zawartej w mleku
                                                    SWOJEJ matki, a nie krowiej), która zanika około 4 roku życia.
                                                    Jeśli faktycznie jesteś zainteresowany tematem, odsyłam do lektury książek
                                                    wymienionych wcześniej. Mogę tylko dodać Ci jeszcze jedną pozycję "Mleko cichy
                                                    morderca".
                                                  • ins Re: jogurcik 18.06.02, 20:44
                                                    1.a ja tam wierze w przeznaczenie, i jesli dane mi bylo byc na tym swiecie 80
                                                    lat, to moje seruszko bedzie tyle lat pompowalo krew.
                                                    2.wegetarianizm, jak wiele rzeczy ze wschodu jest modny ze wzgedu na ruch New
                                                    Age. Chwala tym co sa na tej "diecie". Pan da - to wroca do swoich korzeni i
                                                    beda wsuwac pokarmy, ktorymi zywili sie ich przodkowie. W wegetarianizmie jak w
                                                    kazdej innej modzie liczy sie sila sugestii. Pamietacie diete Kwasniewskiego
                                                    (ze podobno nalezy jesc tlusto??) - wiele osob padlo z tego powodu jak muchy.


                                                    na temat krowiego mleka/jogurtu - poglady, ktore przedstawilas zostaly juz
                                                    dawno obalone, tak samo jak ten, ze medycyna naturalna nie szkodzi zdrowiu.....

                                                    Reasumujac, i ze swojej strony konczac ten temat - nalezy jesc produkty
                                                    zroznicowane, ale nie nalezy wpadac w skrajnosci. I tak jak ja - modlic sie
                                                    przed jedzeniem......bo w gruncie rzeczy - po co stawac na glowie?????
                                                  • Gość: gaja Re: jogurcik IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.06.02, 08:44
                                                    Wiara w przeznaczenie to raczej osobny wątek. Ale jeżeli chcesz, mogę
                                                    przedstawić Ci mój pogląd na ten temat. Jeżeli wierzysz w przeznaczenie, to po
                                                    co pracujesz na przykład? Jeżeli dane Ci będzie być bogatym, to będziesz miał
                                                    pieniądze bez pracy? A może to właśnie przeznaczenie zesłało Ci pracę, którą
                                                    teraz wykonujesz? Więc jeśli jest Ci dane żyć 80 lat, będziesz żył. Zobacz
                                                    tylko jak dzisiaj umierają ludzie. Ja nie chcę żyć 80 lat. Ja chcę żyć tak
                                                    długo, jak długo będę w stanie zrobić wszystko sama koło siebie. Więc widocznie
                                                    moim przeznaczeniem jest troska o moje ciało (które jest świątynią duszy) bym
                                                    pozostała sprawna do końca moich dni.
                                                    Myślę, że na początku faktycznie niektórzy przyjmują wegetarianizm jako modę,
                                                    ale wegetarianie z kilkunastoletnim stażem raczej już nie zmienią sposobu
                                                    odżywiania.
                                                    Zapytaj się swoich rodziców i dziadkój, jak odżywiali się kilkadziesiąt lat
                                                    temu. Mięso jadali raz ewentualnie dwa razy w tygodniu. Przynajmniej w mojej
                                                    rodzinie tak było. Wszystkie choroby tak zwane cywilizacyjne rozpanoszyły się
                                                    pod wpływem zmiany nawyków żywieniowych. Od kilkunastu lat ludzie zaczęli się
                                                    ostro podtruwać i jednocześnie zastanawiać, czemu chorują.
                                                    Dieta Kwaśniewskiego .... chyba złe porównanie. Nie znam nikogo, kto by przeżył
                                                    na tej diecie więcej niż dwa lata, zanim choroba doszczętnie zwaliła go z nóg.
                                                    A ja na diecie wegetariańskiej żyję już dosyć długo. Koleżanki w moim wieku już
                                                    zaczynają pojękiwać, że za wysokie ciśnienie, że gdzieś łupie, pobolewa ... a
                                                    ja nie.
                                                    Jeśli chodzi o medycynę naturalną, to chyba trochę pomyliłeś pojęcia. Nie
                                                    myślę, tu o Kowalskim, który skończył technikum krawieckie, przeczytał dwie
                                                    książki i zaczął uzdrawiać. Mówię o lekarzach medycyny (Doc. dr med. hab. Kinga
                                                    Wiśniewska - Roszkowska, Dr med. Ewa Dąbrowska i im podobni). W wielu krajach
                                                    bogaci ludzie mieli lekarza, który ustalał im dietę i dostawał za to
                                                    wynagrodzenie tak zwanym ryczautem. Jeżeli podopieczny takiego lekarza
                                                    zachorował - lekarz nie dostawał pieniędzy.
                                                    Wiesz ile firma Danon wydaje kwartalnie na reklamę serka Danio dla dzieci? 6
                                                    mln. złotych. Wiesz czemu tak dużo? Reklama musi być dobra, żeby wszystkim
                                                    mamom wydawało się, że ich dzieci nie urosną jak nie dostaną bardzo drogiego
                                                    serka. Wiesz ile taka firma może płacić podatków? To dosyć dużo kasy dla skarbu
                                                    państwa. A co by się stało, gdyby nagle wszyscy przestali kupować te serki?
                                                    Więc zarówno firma jak i nasz rząd dba o to, by nie stracić klientów.
                                                    I jeszcze pytanie do Twojego podsumowania. Czy modlisz się za zwłoki, które
                                                    akurat spożywasz?
                                                  • Gość: Raffix Re: IP: *.braun.de 18.06.02, 21:09
                                                    Dzięki Gaju, Twoje wypowiedzi dają mi trochę do myślenia. Pewnie wegetarianinem
                                                    tak szybko się nie stanę, ale może zacznę przynajmniej Was lepiej rozumieć. Nie
                                                    znałem szczególnie argumentów przeciwko spożywaniu produktów typu mleko, sery,
                                                    jajka - teraz już wiem.
                                                    Hmmm... pomyśleć, że dzisiaj po pracy chciałem chwycić coś szybko w KFC po
                                                    drodze. Ale może (1) zamkną zanim stąd wyjdę (2) wezmę tylko coleslaw

                                                    Chciałbym jeszcze Gaju zapytać do jakiej szkoły posłałaś córkę (w Markach? w
                                                    Warszawie?) - ja stanę przed tym dylematem juz za 2 lata i zaczynam się
                                                    zastanawiać. Ale - dla porządku - założę oddzielny wątek.
                                                  • Gość: gaja Re: IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.06.02, 15:35
                                                    Raffix, jeżeli chociaż jedna osoba zacznie się zastanawiać, co zjeść, to już
                                                    duuuża nagroda za moje stukanie. A tak na biegu do jedzenia polecam na przykład
                                                    kalarepkę z bułką grahamką, lub (tu widzę jak Ins dziwacznie się uśmiechnie)
                                                    bułkę z jakimś owocem. Jabłkiem, bananem czy truskawkami. Jeżeli jadamy
                                                    pieczywo z dżemem czy powidłami, to czemu by tych mazideł nie zastąpić owocami?
                                                  • Gość: Raffix Re: IP: *.braun.de 19.06.02, 19:37
                                                    Gość portalu: gaja napisał(a):
                                                    > Raffix, jeżeli chociaż jedna osoba zacznie się zastanawiać, co zjeść, to już
                                                    > duuuża nagroda za moje stukanie. A tak na biegu do jedzenia polecam na przykład
                                                    > kalarepkę z bułką grahamką, lub (tu widzę jak Ins dziwacznie się uśmiechnie)
                                                    > bułkę z jakimś owocem. Jabłkiem, bananem czy truskawkami. Jeżeli jadamy
                                                    > pieczywo z dżemem czy powidłami, to czemu by tych mazideł nie zastąpić owocami?
                                                    Czemuż by nie? Kalarepkę z grahamką - z miłą chęcią. Z owocami? - nie próbowałem
                                                    ale obiecuję przetestować.

                                                  • Gość: ins kwasne deszcze, itp. IP: *.uskzo.am.pnu.com / *.pharmacia.com 19.06.02, 21:03
                                                    tyle syfu spada na ziemie razem z deszczem (czesto kwasnym deszczem)...potem
                                                    ten syf laduje na owocach i warzywach...nawet jak je dobrze umyjesz to cos tam
                                                    zawsze pozostanie.....czy proponujesz wiec warzywa szklarniane nawozone
                                                    organicznie(notabene krowimi odchodami??)a co z roslinkami rosnacymi przy
                                                    drogach, ktore tak fajnie wchlaniaja olow ze spalin?........
                                                  • Gość: gaja Re: kwasne deszcze, itp. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.06.02, 23:33
                                                    Faktycznie kwaśnie deszcze i nawozy sztuczne są szkodliwe. Ja osobiście
                                                    zdecydowanie wolę warzywa rosnące na krowim łajnie, niż takie chemicznie
                                                    podsypane. Pod warunkiem, że krowy jedzą trawę, a nie własnych krewnych
                                                    (mączka). Jeżeli by się tak zastanowić nad szkodliwością tych deszczy i
                                                    nawozów ... faktycznie syf. Szkodliwy ogromnie, kumuluje się w tkance
                                                    mięśniowej i tłuszczowej. Degeneruje kompletnie organizm. Ale jak myślisz, co
                                                    jada taki kotlecik zanim trafi na twój stół? Więc taka świnka czy cielaczek
                                                    jada (poza paszą syntetyczną, która jest być może jeszcze bardziej szkodliwa
                                                    niż deszcz i nawozy) właśnie te zasyfione warzywka. Więc ja zjem na obiad
                                                    powiedzmy 0,5 kg warzywek, które są skażone azotanami, azotynami i metalami
                                                    ciężkimi. A jak myślisz, ile zjadł tych warzywek Twój kotlet zanim stał się
                                                    kotletem?
                                                    Warto też dodać, że ziemniaki i zboża uprawiane na paszę są znacznie bardziej
                                                    nawożone, niż te do spożycia przez ludzi. Organizm z jednego posiłku kumuluje
                                                    około 2% substancji szkodliwych, które są mu dostarczone. Więc jeżeli jeden
                                                    kotlet powstał z kilku kilogramów warzyw, czyli z kilkunastu posiłków
                                                    zwierzaczka ... no sam sobie policz.
                                                  • Gość: ins Re: kwasne deszcze, itp. IP: *.uskzo.am.pnu.com / *.pharmacia.com 20.06.02, 14:42
                                                    ...podobno najlepsze sa warzywa gotowane na parze....przynajmniej ja takie
                                                    sporzywam.....
                                                    a co do tych kotlecikow..........krowki, swinki jedza to co jedza ( w Polsce
                                                    akurat bardziej ekologicznie niz gdzie indziej)....
                                                    pytanie : czy jesz slodycze? bo jesli nie, to chyba strasznie cierpisz?

                                                    Reasumujac : nic co jemy na tym swiecie nie jest tak do konca zdrowe - i moje
                                                    miesko, serki i Twoje warzywka/owoce. Ale jak by tak czlowiek o wszystkim
                                                    myslal do by chodzil po ulicach w masce gazowej, nie przyjmowal lekarstw, nie
                                                    uzywal telefonow komorkowych (promieniowanie microwave), itp......
                                                    Teraz juz naprawde koncze ten temat, bo jako taki powinien sie chyba znalezc
                                                    na innym forum.......
                                                  • Gość: Raffix Re: kwasne deszcze, itp. IP: *.braun.de 20.06.02, 15:05
                                                    Gość portalu: ins napisał(a):
                                                    > Teraz juz naprawde koncze ten temat, bo jako taki powinien sie chyba znalezc
                                                    > na innym forum.......
                                                    Ale przyznasz, że gadało się sympatycznie i - pomimo, że chyba nie zostałeś
                                                    przekonany - parę nowych argumentów usłyszałeś. Ja zresztą też...
                                                  • Gość: gaja Re: kwasne deszcze, itp. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.06.02, 18:31
                                                    Zależy co rozumiesz pod pojęciem "słodycze". Czy masz na myśli smak słodki? Czy
                                                    cukier w klasycznym wydaniu? Jeżeli chodzi o smak, to jadam całą masę słodyczy.
                                                    Cukru natomiast zdecydowanie NIE. Moje ulubione kuleczki czekoladowe: wieczorem
                                                    namoczyć garść daktyli. W osobnym naczyniu pestki ze słonecznika, sezam i
                                                    posiekane orzechy. Daktyle przetrzeć przez sitko lub zmiksować. Na patelni
                                                    rozgrzać 1/4 filiżanki oliwy z oliwek, dodać 1 szklankę płatków owsianych,
                                                    przetarte daktyle, nasiona i orzechy. Dosypać 2-3 łyżki cacao. Wszystko
                                                    dokładnie wymieszać, dodać 1/4 szklanki wody. Zostawić na małym gazie 10 minut,
                                                    następnie zdjąć z gazu i przykryć. Odstawić, aż wystygnie. Formować kuleczki
                                                    wielkości orzecha włoskiego i obtaczać w wiórkach kokosowych. Przechowują się
                                                    świetnie w lodówce przez 4-5 dni.
                                                    Warzywa na parze są świetnie, ale lubię też warzywa z wody. Mam taką ulubioną
                                                    bardzo prostą sałatkę z pieczonych warzyw.
                                                    Moim zdaniem nie chodzi o to, by całkowicie wyeliminować szkodliwe substancje z
                                                    pożywienia, ale żeby minimalizować ich ilość.
                                                    Temat ... faktycznie może nie pasuje do Marek, bo tu nie znalazłam jak na razie
                                                    nikogo wege, ale jestem grzeczna i odpowiadam na wszystkie pytania.
                                                  • Gość: ins slodycze IP: *.uskzo.am.pnu.com / *.pharmacia.com 21.06.02, 14:47
                                                    1.wiele slodyczy ma jako skladnik ma tluszcz zwierzecy.....same w sobie maja
                                                    tez cukier..., ktorego Ty ....nie jadasz.....Jesli chodzi o cukier to
                                                    najzdrowszy jest ten nie rafinowany, z trzciny curkowej, ma zlocisty kolor.....

                                                    2. ...a, ze jestes grzeczna , to wiem - ale ja lubie polemizowac......
                                                  • Gość: gaja Re: slodycze IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.06.02, 19:30
                                                    Ins, zapewne wiesz o tym, że zarówno trzcina jak i buraki potrzebują bardzo
                                                    urodzajnych gleb. Ponieważ czarnoziem obsiewany jest czymś zupełnie innym,
                                                    uprawy buraczane i trzcinowe trzeba baaardzo mocno nawozić, żeby coś urosło.
                                                    Na rynku pojawiły się już słodycze bez cukru, słodzone aspartanem, ale to cudo
                                                    tak nie do końca zostało przebadane. Wiadomo już, że powoduje wzdęcia (czytaj
                                                    uszkadza wątrobę). Więc ja wolę swoje kuleczki. A teraz jeszcze robię tort
                                                    bananowy. Tak sobie wymyśliłam i cały czas się zastanawiam co z tego wyjdzie:)
                                                  • Gość: ins Re: slodycze IP: *.uskzo.am.pnu.com / *.pharmacia.com 21.06.02, 20:14
                                                    "gaja" - akurat pracuje w kompanii, w ktorej wymyslono aspartam jeszcze w
                                                    latach 60-tych (mowi o tym tablica przy jednym z labolatoriow).. masz racje -
                                                    nie zostal do konca zbadany...facet, ktory akurat odkryl aspartam pracowal nad
                                                    czyms zupelnie innym, ale jak mowi informacja " na dnie naczynia pojawila sie
                                                    biala substancja, ktora okazala sie slodka smakowo" (wolne, doslowne
                                                    tlumaczenie)... facet sie nie otrul.....
                                                  • Gość: gaja Re: IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.06.02, 23:37
                                                    Zapewniam, że z kanapki z owocami będziesz miał dużo więcej pożytku niż z
                                                    jakichś dżemików z żelatyną. Jeżeli jada się makaron z truskawkami ... bułka to
                                                    tylko inna forma, treść pozostaje ta sama - zboże. Smacznego.
                                                  • Gość: Jarek Re:wielka dyskusja IP: *.MAN.atcom.net.pl 20.06.02, 15:02
                                                    Czy czujecie tutaj klimat ożywionej dyskusji, wielu argumentó i bardzo
                                                    konkretnym wnioskom?
                                                    Zastanawiam się jak to by się ona potoczyła bezpośrednio.
                                                    GAJA rozpętałaś tu burzę muzgów.
                                                    Może kiedyś zorganizujemy wieczorek zapoznawczy z degustacją Twich potraw?
                                                  • Gość: Raffix Re: forum wege IP: *.braun.de 06.08.02, 14:51
                                                    Gość portalu: gaja napisał(a):
                                                    > Aaaa i jeszcze jedno. Czy ktoś przeglądał wypowiedzi na forum wege? Tam jest
                                                    > beznadziejnie.
                                                    Masz na myśli forum wege na tym portalu, prawda? Rzeczywiście beznadzieja -
                                                    spora część wypowiedzi to dość prymitywne ataki na wegetarian autorstwa jakichś
                                                    frustratów.
                                                    p.s. chyba wciąż nie pojawił się na forum Marek żaden wegetarianin poza Tobą.
                                                    Czyżbyście Ty i Twoja córka były jedymi wegetariankami w Markach? Trudno
                                                    uwierzyć.

                                                  • Gość: MACIEK Re: forum wege IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.08.02, 01:29
                                                    Gość portalu: Raffix napisał(a):

                                                    > Gość portalu: gaja napisał(a):
                                                    > > Aaaa i jeszcze jedno. Czy ktoś przeglądał wypowiedzi na forum wege? Tam je
                                                    > st
                                                    > > beznadziejnie.
                                                    > Masz na myśli forum wege na tym portalu, prawda? Rzeczywiście beznadzieja -
                                                    > spora część wypowiedzi to dość prymitywne ataki na wegetarian autorstwa
                                                    jakichś frustratów.

                                                    Na usenecie chyba tez jest forum wege.
                                                  • gaja01 Re: forum wege 09.08.02, 19:34
                                                    Możliew, że jesteśmy jedynymi wegetariankami. No cóż, może w przyszłości coś
                                                    się zmieni? Wiem, że dzisiejsza młodzież bardzo chłonie temat wegetarianizmu i
                                                    obrony praw zwierząt.
                                                  • Gość: Raffix Czy sa w Markach wegetarianie? IP: *.braun.de 03.09.02, 17:07
                                                    gaja01 napisała:
                                                    > Możliew, że jesteśmy jedynymi wegetariankami. No cóż, może w przyszłości coś
                                                    > się zmieni? Wiem, że dzisiejsza młodzież bardzo chłonie temat wegetarianizmu
                                                    > i obrony praw zwierząt.
                                                    A zatem bede sie tu raz w miesiacu wpisywal, by watek byl wciaz na pierwszej
                                                    stronie. Moze w koncu odezwie sie jakis wegetarianin z Marek?
    • gaja01 Re: Czy wegetarianie są w Markach? 08.10.02, 13:24
      Ruch tu się zrobił ogromny. Może faktycznie warto wątek utrzymać w czołówce?
      Może znajdzie się jakaś zbłąkana owca?
      Ale żeby nie było tak sztucznie, będę pisała co gotuję. Polecam serdecznie moją
      kuchnię. Wszyscy przeżyli.
      Na śniadanko jadłam kaszę jaglaną z wiórkami kokosowymi. A robi się ją tak: 1
      filiżanka kaszy jaglanej, 1 filiżanka wiórków kokosowych. Zalać 4 filiżankami
      wody i gotować jakieś 25 minut na małym gazie. Smacznego. Dzieci lubią
      dodatkowo ze słodem.
      Teraz właśnie łyknęłam zupkę taką na expres. Oczyściłam pietruszkę, selera,
      kawałek kalafiora i kawałek kapusty (ale precyzyjnie podaję ilości, prawda?).
      Zalałam wszystko gorącą wodą i gotowałam 15 minut. Zawartość garnka wlałam do
      blendera (?) koktailera (?) (jak to się fachowo nazywa? No taki kubek
      miksujący) i zmiksowałam. Posypałam obficie natką z pietruszki i zjadłam ...
      nie powiem ile.
      • gaja01 Menopauza u kobiet 17.10.02, 08:25
        Więc pomogę Ci.
        Hormon Medeoxy-Progesteron-Acetat (MPA) pomaga kobietom w przejściu przez
        menopauzę. Do EU trafił on razem z melasą dodawaną do paszy, a z paszą do mięsa
        wieprzowego. Nikt dokładnie nie zna jeszcze ani skali, ani skutków afery.
        12 lipca 2002 Komisja Europejska mówiła o ośmiu krajach, w których ślady MPA
        mogły znaleźć się bądź w trzodzie chlewnej, bądź w mięsie. 15 lipca Beate
        Gminder, rzecznik odpowiedzialnego za sprawy konsumenckie komisarza Davida
        Byrne'a, rozszerzyła listę krajów objętych aferą do jedenastu. Eksperci
        przyznają, że to jeszcze nie koniec. Na wspólnym rynku UE, gdzie nie ma
        kontroli na granicach, towary - w tym pasze i komponenty do ich produkcji -
        rozpływają się bez śladu. W Brukseli nie braknie też takich, którzy są
        przekonani, że wcześniej czy później w całej Piętnastce będzie głośno o paszy z
        hormonami wzrostu. MPA to hormon syntetyczny zawierający estradiol. A ta
        substancja zdaniem ekspertów może wywoływać raka. Na tym złośliwy charakter MPA
        się nie kończy. Hormon ten spożywany wraz z mięsem może powodować bezpłodność.
        Paradoksalnie afera wybuchła w samym środku debaty o "humanizacji" wspólnej
        polityki rolnej w UE. Jednym z powodów reformy były właśnie masowe skandale z
        BSE, galopującą po Unii w 2001 r. pryszczycą, zatruciem mięsa dioksynami, itd.
        Choć o bezpieczeństwie żywności w UE mówi się wiele, rzeczywistość jak zwykle
        odbiega od politycznej retoryki.
        Melasatory
        Najnowszy skandal mógłby być podstawą scenariusza dobrego filmu sensacyjnego. W
        jego centrum znalazła się zarejestrowana w Belgii, a prowadzona przez dwóch
        braci Holendrów, firma Bioland - dziś już bankrut. Zajmowała się ona
        przetwarzaniem odpadów z przemysłu cukrowniczego. Produkowany przez Bioland
        syrop glukozowy rozchodził się po Europie bardzo dobrze, gdyż był o 30% tańszy.
        Problem w tym, że bracia, z których jeden znalazł się już w belgijskim areszcie
        (drugi się ukrywa), mieszali melasę z odpadami z przemysłu farmaceutycznego.
        Robili to od dość dawna - od dziewięciu miesięcy do roku. Trudno dokładnie
        określić, ile paszy wymieszano z feralną melasą i, co ważniejsze, do ilu
        hodowli trzody chlewnej ona trafiła.
        Jedna z wersji mówi, że odpady farmaceutyczne pochodziły z Irlandii. Bioland
        nie miał licencji na ich przetwarzanie. Nie wiadomo, czy odpady farmaceutyczne
        były mieszane świadomie, czy też na skutek jakiś fabrycznych zaniedbań.
        Wszczęte przez belgijską prokuraturę śledztwo w tej sprawie jest w toku.
        Niezależnie od tego, jaki przyniesie rezultat, w kilku innych krajach UE
        rozpoczęło się międzynarodowe śledztwo mające na celu ustalenie, w jaki sposób
        melasa z MPA trafiła do dwóch wytwórni napojów sprzedawanych na unijnym rynku.
        Z danych komisji Europejskiej wynika, że krajem, w którym nafaszerowana
        hormonem melasa rozprzestrzeniła się najbardziej, jest Holandia. W związku z
        tym na okres przymusowej kwarantanny i testów zamknięto tam około 300 hodowli
        trzody chlewnej i 65 mieszalni bądź wytwórni pasz. Nie lepiej jest w Niemczech
        i Belgii, gdzie według szacunków lokalnych władz paszą z MPA mogło być
        karmionych nawet 7,5 tys. świń. Według Beate Gminder dużo mniej zatrute są
        hodowle we Włoszech (2 tys. sztuk trzody), Francji (200 sztuk) i w Hiszpanii.
        Zatrucia wykryto we wszystkich państwach UE poza Grecją, Irlandią, Finlandią i
        Austrią.
        Groza w paszy
        Już któryś raz z rzędu przyczyną zatrucia żywności w Unii była "doprawiana"
        pasza. Wysokobiałkowa pasza kostno-mięsna była przyczyną rozprzestrzeniania się
        choroby szalonych krów. Dodawanie oleju z transformatorów doprowadziło w 1999
        r. do największej dotąd w skali Belgii "afery kurczakowej". Rakotwórcze
        dioksyny odkryto najpierw w drobiu. Potem okazało się, że dioksyny są też w
        nabiale, mięsie wieprzowym, rybach... W latach 1999-2002 w różnych krajach UE
        wybuchały skandale i skandaliki związane z karmieniem zwierząt hodowlanych
        zatrutą, bądź, delikatnie mówiąc, niehigieniczną paszą. We Francji dwa lata
        temu głośna była sprawa dodawania do paszy szlamu z oczyszczalni ścieków.
        Niemieckim rolnictwem wstrząsnęła w czerwcu afera nitrofenowa. Ślady nitrofenu -
        rakotwórczego środka chwastobójczego zakazanego w Niemczech od ponad
        dziesięciu lat - wykryto w drobiu z ferm ekologicznych we wschodnich landach.

        Jacek Pawlicki, Bruksela
        "Gazeta Wyborcza" (17.07.2002 r.)
        • raffix Strasznie dlugi artykul 17.10.02, 10:30
          Strasznie dlugi artykul. Nie moge go przeczytac, bo musze jeszcze rownolegle
          troche pracowac :-)
          Albo musze poprosic o "management summary":-) albo przeczytam dopiero w weekend.
          • gaja01 Re: Strasznie dlugi artykul 17.10.02, 11:19
            Pracuj sobie spokojnie, a jak znajdziesz czas, przeczytasz. A swoją drogą to
            wydaje mi się, że już nikt z forumowiczów nie zagląda do tego tematu. Jeśli się
            mylę, proszę czytelników o potwierdzenie swojej obecności w tym okienku i
            jakieś pytania, albo sugestie ...
            • Gość: Raffix Re: Przeczytałem IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.10.02, 00:26
              gaja01 napisała:
              > Pracuj sobie spokojnie, a jak znajdziesz czas, przeczytasz. A swoją drogą to
              > wydaje mi się, że już nikt z forumowiczów nie zagląda do tego tematu. Jeśli
              > się mylę, proszę czytelników o potwierdzenie swojej obecności w tym okienku
              > i jakieś pytania, albo sugestie ...

              Ufff, przeczytałem. Ale nie odbieram tego artykułu jako argumentu za
              wegetarianizmem co raczej informacji o ubocznych skutkach coraz większego
              uprzemysłowienia produkcji żywności. Przecież skażenia można sobie także
              wyobrazić w produktach rożlinnych.

              p.s. A do wątku chyba rzeczywiście nikt prócz nas nie zagląda. Swoją drogą
              ciekawe, czemu nie bywa już na forum Marek Ins - do tego wątku kiedyś znacznie
              się przyczynił :-)
    • Gość: Hirek Re: Czy wegetarianie są w Markach? IP: *.chello.pl 18.10.02, 01:33
      O ludzie!
      Miałem się położyć spać w miarę wcześnie, bo z rana pobudka!
      Ale przeczytałem wszystkie posty o wegetarianizmie.
      Już wiem Gaju, że jesteś bardzo "w temacie". Gratuluję wiadmości, obycia i
      chęci propagowania wegetarianizmu. Podziwiam Cię!
      Wytrwała jesteś w swoich poglądach.
      Dzisiaj piątek, więc i tak nie będę jadł mięsa. Ale jutro (sobota) jak sobie
      przypomnę treść niektórych Twoich wypowiedzi, to pewnie też pomaszeruję
      do "warzywniaczka".
      Aha. No i dowiem się, czy ta koleżanka jest wegetarianką. Nie jestem pewien,
      ale tak przypuszczam. Spytam się jej. I jeszcze kilku osób.
      Znajdziemy dla Ciebie wegetarian w Markach!!!

      Pozdrawiam!
      • gaja01 Re: Czy wegetarianie są w Markach? 18.10.02, 09:56
        Hirek, dziękuję Ci za wszczęcie poszukiwań.
        Raffix, gdzieś wyżej pisałam o kumulowaniu toksyn w organizmach zwierząt. Poza
        takimi bardzo głośnymi przypadkami normalna hodowla też polega na faszerowaniu
        zwierząt różnymi syfami, które zjadcie.
        Wiesz, że zwierzęta są zabijane dosłownie na kilka dni przed "naturalną"
        śmiercią? Są tak wykończone, że gdyby nie wycieczka do rzeźni to same by
        padły ...
      • gaja01 Re: Czy wegetarianie są w Markach? 18.10.02, 16:28
        Ja raczej unikam wszystkiego co zawiera cukier, ale przyznam się - raz na jakiś
        czas mnie coś nęci i opcham się jakichś badziejewiastych ciastek. Jeśli chodzi
        o ten szlachetny trunek to gdzieś wklepałam coś w temacie "Coca cola".
    • Gość: Hirek Re: Czy wegetarianie są w Markach? IP: *.chello.pl 29.10.02, 21:47
      Gaju, przykro mi, ale osoby, którą podejrzewałem o wegetarianizm, nie musiałem
      pytać...
      Zjadła ta osoba przy mnie kanapeczkę z mięskiem...
      Chociaż...
      Hmmm...
      Już sam nie wiem czy to była kanapka z jakimś mięskiem i pieczarkami czy z
      serem i pieczarkami!
      Gaju! Sprawdzę to! 3maj zatem kciuki!
      P.S. Nie tak jak Raffix podczas meczu! :-)
      Pozdrawiam.


      • gaja01 Re: Czy wegetarianie są w Markach? 31.10.02, 20:26
        Hirek, czy z powodu moich poszukiwań chcesz zaglądać kobietom w kanapki??
        Poznałam ostatnio kilka osób, które ... no tak właściwie to nie wiedzą co
        jedzą. Przy najbliższej okazji zacznę je stopniowo uświadamiać. Może będą
        wegetarianie w Markach?
        • Gość: Hirek Re: Czy wegetarianie są w Markach? IP: *.chello.pl 31.10.02, 21:31
          Już się tłumaczę!
          Wracałem z koleżanką z Marek z pubu. Poszliśmy wziąć na Wileńskim po kanapce
          (nie powiem gdzie dokłądnie, by reklamy nie robić :-) ).
          I szczerze mówiąc... nie pamiętam, co ona wzięła. Ale przy następnym spotkaniu
          spytam ją czy jest wegetarianką.
          Bądź dobrej myśli!
          Będą wegetarianie w Markach!!!
          Pozdrawiam.
        • gaja01 Re: Czy wegetarianie są w Markach? 01.11.02, 21:07
          Dziękuję bardzo, ale jakoś .... No sama nie wiem. Zawsze stawiałam na jakoś, a
          nie na ilość. Poza tym te wypowiedzi ostatnio służą podtrzymaniu tematu na
          pierwszej stronie. A ja lubię tak trochę bardziej konstruktywnie. Może macie
          jakieś pytania, wątplowiści ... Ja bardzo chętnie odpowiem.
          • Gość: Hirek Pytanie! IP: *.chello.pl 01.11.02, 23:42
            Droga Gaju!
            Wiem, że jesteś największa "zwolenniczką" wegetarianizmu.
            Ale człowiek, który przyzwyczaił się do jedzenia mięsa z pewnością nie mógłby
            się przeżucić w 100% na roślinki. Nie mam żadnych "mądrych artukółów" na ten
            temat, ale zdaje mi się, że w mięsie są jakieś składniki, których nie da się
            zastąpić pokarmem tylko i wyłącznie roślinnym.
            Piszesz o samych plusach wegetarianizmu; nie chorujesz, dobrze się czujesz,
            wszystko w Twoim organizmie jest prawidłowo.
            Od kiedy jesteś wegetarianką? Czy nie wydaje Ci się, że po dłuższym okresie
            jedzenia mięsa przestawienie się na owoce i warzywa mogłoby człowiekowi
            zaszkodzić?
            Pozdrawiam.
            • gaja01 Re: Pytanie! 02.11.02, 20:57
              Ja osobiście nie poznałam nikogo, komu rezygnacja z mięsa by zaszkodziła. Znam
              kilka osób - już całkiem dorosłych, które nigdy nie jadły mięsa, a teraz mają
              własne dzieci. Oczywiście nie mieszkają w Poslce, ale miałam przyjemność poznać
              je osobiście. Mojej córce (ma 8,5 roku i jeszcze żyje) nie dawałam nigdy mleka,
              serów, mięsa, cukru. Sporadycznie (nawet bardzo sporadycznie 2-3 razy w roku)
              jada jajka.
              Nie sądzę by produkty pochodzenia zwierzęcego były niezbędne dla zdrowia. To
              zwykłe wygodnictwo i nałóg.
              Moim zdaniem niedługo (powiedzmy 50-60 lat,a może znacznie wcześniej ...)
              rezygnacja z mięsa będzie jedyną możliwą metodą zabezpieczenia się przed
              zwierzęcymi chorobami.
            • gaja01 Re: Pytanie! 02.11.02, 20:59
              Ja osobiście nie poznałam nikogo, komu rezygnacja z mięsa by zaszkodziła. Znam
              kilka osób - już całkiem dorosłych, które nigdy nie jadły mięsa, a teraz mają
              własne dzieci. Oczywiście nie mieszkają w Poslce, ale miałam przyjemność poznać
              je osobiście. Mojej córce (ma 8,5 roku i jeszcze żyje) nie dawałam nigdy mleka,
              serów, mięsa, cukru. Sporadycznie (nawet bardzo sporadycznie 2-3 razy w roku)
              jada jajka.
              Nie sądzę by produkty pochodzenia zwierzęcego były niezbędne dla zdrowia. To
              zwykłe wygodnictwo i nałóg.
              Moim zdaniem niedługo (powiedzmy 50-60 lat,a może znacznie wcześniej ...)
              rezygnacja z mięsa będzie jedyną możliwą metodą zabezpieczenia się przed
              zwierzęcymi chorobami.
            • gaja01 Re: Pytanie! 02.11.02, 21:06
              Ja osobiście nie poznałam nikogo, komu rezygnacja z mięsa by zaszkodziła. Znam
              kilka osób - już całkiem dorosłych, które nigdy nie jadły mięsa, a teraz mają
              własne dzieci. Oczywiście nie mieszkają w Poslce, ale miałam przyjemność poznać
              je osobiście. Mojej córce (ma 8,5 roku i jeszcze żyje) nie dawałam nigdy mleka,
              serów, mięsa, cukru. Sporadycznie (nawet bardzo sporadycznie 2-3 razy w roku)i
              tylko przypadkiem jada jajka.
              Nie sądzę by produkty pochodzenia zwierzęcego były niezbędne dla zdrowia. To
              zwykłe wygodnictwo i nałóg.
              Moim zdaniem niedługo (powiedzmy 50-60 lat,a może znacznie wcześniej ...)
              rezygnacja z mięsa będzie jedyną możliwą metodą zabezpieczenia się przed
              zwierzęcymi chorobami.
              • Gość: Hirek Re: Pytanie! IP: *.chello.pl 02.11.02, 21:33
                Może i masz rację.
                Ale nie wydaje mi się, żeby choroby mięsne były aż tak strasznym zagrożeniem
                dla człowieka!
                Wierzysz, że w Polsce naprawdę zdarzył się przypadek BSE?
                Ja nie! To jest polityka!!!
                -> w Polsce (podobno)jest BSE; co za tym idzie? otóż:
                -> nie kupować w Polsce mięsa
                -> zakaz exportu mięsa z Polski
                -> kupować mięso z zagranicy
                -> imoprt mięsa zdominował w Polsce export

                No, nie wiem czy zrozumiałaś o co mi chodzi. Ale z politycznego punktu widzenia
                zachód wyszedł dobrze na tym, że w Polsce (niby) jest BSE.

                Aha. Może i zieleninka ma więcej korzyści zdrowotnych niż jedzenie mięsa. Ja
                jednak nie wyobrażam sobie życia bez schabowego na obiad, pasztetu na śniadanie
                czy kiełbaski na kolację.
                Ciężko by mi było...

                Pozdrawiam.
              • Gość: Hirek Re: Pytanie! IP: *.chello.pl 02.11.02, 21:35
                Może i masz rację.
                Ale nie wydaje mi się, żeby choroby mięsne były aż tak strasznym zagrożeniem
                dla człowieka!
                Wierzysz, że w Polsce naprawdę zdarzył się przypadek BSE?
                Ja nie! To jest polityka!!!
                -> w Polsce (podobno)jest BSE; co za tym idzie? otóż:
                -> nie kupować w Polsce mięsa
                -> zakaz exportu mięsa z Polski
                -> kupować mięso z zagranicy
                -> imoprt mięsa zdominował w Polsce export

                No, nie wiem czy zrozumiałaś o co mi chodzi. Ale z politycznego punktu widzenia
                zachód wyszedł dobrze na tym, że w Polsce (niby) jest BSE.

                Aha. Może i zieleninka ma więcej korzyści zdrowotnych niż jedzenie mięsa. Ja
                jednak nie wyobrażam sobie życia bez schabowego na obiad, pasztetu na śniadanie
                czy kiełbaski na kolację.
                Ciężko by mi było...

                Pozdrawiam.
              • Gość: Hirek Re: Pytanie! IP: *.chello.pl 02.11.02, 21:36
                Może i masz rację.
                Ale nie wydaje mi się, żeby choroby mięsne były aż tak strasznym zagrożeniem
                dla człowieka!
                Wierzysz, że w Polsce naprawdę zdarzył się przypadek BSE?
                Ja nie! To jest polityka!!!
                -> w Polsce (podobno)jest BSE; co za tym idzie? otóż:
                -> nie kupować w Polsce mięsa
                -> zakaz exportu mięsa z Polski
                -> kupować mięso z zagranicy
                -> imoprt mięsa zdominował w Polsce export

                No, nie wiem czy zrozumiałaś o co mi chodzi. Ale z politycznego punktu widzenia
                zachód wyszedł dobrze na tym, że w Polsce (niby) jest BSE.

                Aha. Może i zieleninka ma więcej korzyści zdrowotnych niż jedzenie mięsa. Ja
                jednak nie wyobrażam sobie życia bez schabowego na obiad, pasztetu na śniadanie
                czy kiełbaski na kolację.
                Ciężko by mi było...

                Pozdrawiam.
              • Gość: Hirek Re: Pytanie! IP: *.chello.pl 02.11.02, 21:38
                Może i masz rację.
                Ale nie wydaje mi się, żeby choroby mięsne były aż tak strasznym zagrożeniem
                dla człowieka!
                Wierzysz, że w Polsce naprawdę zdarzył się przypadek BSE?
                Ja nie! To jest polityka!!!
                -> w Polsce (podobno)jest BSE; co za tym idzie? otóż:
                -> nie kupować w Polsce mięsa
                -> zakaz exportu mięsa z Polski
                -> kupować mięso z zagranicy
                -> imoprt mięsa zdominował w Polsce export

                No, nie wiem czy zrozumiałaś o co mi chodzi. Ale z politycznego punktu widzenia
                zachód wyszedł dobrze na tym, że w Polsce (niby) jest BSE.

                Aha. Może i zieleninka ma więcej korzyści zdrowotnych niż jedzenie mięsa. Ja
                jednak nie wyobrażam sobie życia bez schabowego na obiad, pasztetu na śniadanie
                czy kiełbaski na kolację.
                Ciężko by mi było...

                Pozdrawiam.
              • Gość: Hirek Re: Pytanie! IP: *.chello.pl 02.11.02, 21:39
                Może i masz rację.
                Ale nie wydaje mi się, żeby choroby mięsne były aż tak strasznym zagrożeniem
                dla człowieka!
                Wierzysz, że w Polsce naprawdę zdarzył się przypadek BSE?
                Ja nie! To jest polityka!!!
                -> w Polsce (podobno)jest BSE; co za tym idzie? otóż:
                -> nie kupować w Polsce mięsa
                -> zakaz exportu mięsa z Polski
                -> kupować mięso z zagranicy
                -> imoprt mięsa zdominował w Polsce export

                No, nie wiem czy zrozumiałaś o co mi chodzi. Ale z politycznego punktu widzenia
                zachód wyszedł dobrze na tym, że w Polsce (niby) jest BSE.

                Aha. Może i zieleninka ma więcej korzyści zdrowotnych niż jedzenie mięsa. Ja
                jednak nie wyobrażam sobie życia bez schabowego na obiad, pasztetu na śniadanie
                czy kiełbaski na kolację.
                Ciężko by mi było...

                Pozdrawiam.
                • gaja01 Re: Pytanie! 03.11.02, 10:59
                  Tak właściwie to żniwo BSE będziemy zbierali za jakieś 15-20 lat.
                  Znalazłam fajne dane:
                  - w tym roku umże 20 mln ludzi z niedożywienia - co 2,3 sekundy umiera z głodu
                  dziecko.
                  - jeśli Amerykanie ograniczyliby spożycie mięsa o 10%, możan by było uratować
                  tych ludzi ponieważ z upraw w USA dla ludzi przeznaczonych jest:
                  * tylko 20% kukurydzy
                  * tylko 5% owsa
                  * tylko 3% soi
                  Ponadto ryzyko wystąpienia raka piersi u kobiety jedzącej mięso jest 3,8 razy
                  większe niż u wegetarianki, raka prostaty u mężczyzn jadających mięso 3,6 raza
                  większe niż u wegetarianina.
                  Zawał serca ma 50% tradycyjnie odżywiających się i tylko 3% wegetarian.
                  Odsetek zgonów na skutek chorób cywilizacyjnych rośnie w zastraszającym tempie.
                  I nie chodzi tu o BSE czy inne syfy, ale o taki całkiem wydawałoby się pośredni
                  wpływ tego co jemy na nasze zdrowie.
                  Jeśli chodzi o apetyt na pasztet i kiełbaskę ... Nawyki żywieniowe kształtowane
                  są do 8-9 roku życia. Jeśli byś chciał je zmienić, polecam wizytę w rzeźni.

                  • Gość: Hirek Re: Pytanie! IP: *.chello.pl 03.11.02, 12:06
                    Droga Gaju!
                    Wiem, że jedzenie roślinek jest zdrowe. I pewnie większość forumowiczów o tym
                    wie.
                    Ale mało kto może sobie naet wyobrazić życie bez mięsa!
                    Mówisz o rzeźni. Byłem kiedyś pod Zakopanem i widziałem jak zarzynali świnię.
                    Przeraźliwy kwik, a mimo to nadal jem mięso.
                    Miałem kiedyś uraz do parówek, jak powiedziano mi, co w nich jest (zmielone
                    wymiona świń, ogony, itd.). Trochę minęło i nadal jem parówki opowiadając innym
                    z czego są robione! :-)
                    Już taki jestem... zimny drań!
                    Pozdrawiam!
              • Gość: Hirek Re: Pytanie! IP: *.chello.pl 02.11.02, 21:41
                Może i masz rację.
                Ale nie wydaje mi się, żeby choroby mięsne były aż tak strasznym zagrożeniem
                dla człowieka!
                Wierzysz, że w Polsce naprawdę zdarzył się przypadek BSE?
                Ja nie! To jest polityka!!!
                -> w Polsce (podobno)jest BSE; co za tym idzie? otóż:
                -> nie kupować w Polsce mięsa
                -> zakaz exportu mięsa z Polski
                -> kupować mięso z zagranicy
                -> imoprt mięsa zdominował w Polsce export

                No, nie wiem czy zrozumiałaś o co mi chodzi. Ale z politycznego punktu widzenia
                zachód wyszedł dobrze na tym, że w Polsce (niby) jest BSE.

                Aha. Może i zieleninka ma więcej korzyści zdrowotnych niż jedzenie mięsa. Ja
                jednak nie wyobrażam sobie życia bez schabowego na obiad, pasztetu na śniadanie
                czy kiełbaski na kolację.
                Ciężko by mi było...

                Pozdrawiam.
        • Gość: Raffix Re: Czy wegetarianie są w Markach? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.02, 22:19
          Gość portalu Hirek napisał:
          > Czy sprawiedliwe...
          > Wątek już się chyba skończył, bo ludzie się nim nie ineteresują.
          > Ja o nim pamiętam i pamiętam o Gaji, która bidulka też się gdzieś
          > zapodziała.
          > Nadal szukam dla niej wegetarianina w Markach. Może znajdę.
          > Zobowiązałeś się, więc czyń swoją powinność.
          Na tym polega "conradowska wierność": zobowiązanie i odpowiedzialność nade
          wszystko :-). Dlatego też wątek będzie trwał.
              • gaja01 Re: Czy wegetarianie są w Markach? 23.11.02, 22:42
                Panowie, jest mi na prawdę ogromnie, bardzo miło. Na razie jeszcze żyję, mam
                tylko "mały" kryzys. Jesienna depresja czy coś w tym stylu? Splajtowały mi dwie
                firmy, nie zobaczyłam wynagrodzeń za swoją pracę i tak w ogóle jakoś kiepsko mi
                się kręci.
                Mam nadzieję, że sytuacja lada dzień ulegnie zmianie i wreszcie będzie mi się
                chciało chcieć cokolwiek ...
                • Gość: Raffix Re: Czy wegetarianie są w Markach? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.02, 00:28
                  gaja01 napisała:
                  > Panowie, jest mi na prawdę ogromnie, bardzo miło. Na razie jeszcze żyję, mam
                  > tylko "mały" kryzys. Jesienna depresja czy coś w tym stylu? (...)
                  Nic się nie martw. Ja mam jesienną depresję przez wszystkie pory roku, ale
                  jakoś z tym trzeba żyć.

                  > (...) Splajtowały mi dwie firmy, nie zobaczyłam wynagrodzeń za swoją pracę i
                  > tak w ogóle jakoś kiepsko mi się kręci. Mam nadzieję, że sytuacja lada dzień
                  > ulegnie zmianie i wreszcie będzie mi się chciało chcieć cokolwiek ...
                  Na pewno. Cykliczność zdarzeń w życiu jest czasem zadziwiająca - po każdym
                  dołku zwykle przychodzi okres znacznie lepszy.
                • Gość: Jerzy Krajewski Re: Czy wegetarianie są w Markach? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 22:29
                  Droga Gaju!
                  W jakich branżach działały te dwie firmy, które splajtowały? Jaką miały formę
                  prawną? Może można od nich odzyskać pieniędze, które są Ci winni. Akurat
                  napisałem artykuł o wywiadownich gospodarczych oraz firmach windykacyjnych.
                  Może mógłbym Ci pomóc.
                  Pozdrawiam
                  Jurek
                  gaja01 napisała:

                  > Panowie, jest mi na prawdę ogromnie, bardzo miło. Na razie jeszcze żyję, mam
                  > tylko "mały" kryzys. Jesienna depresja czy coś w tym stylu? Splajtowały mi
                  dwie
                  >
                  > firmy, nie zobaczyłam wynagrodzeń za swoją pracę i tak w ogóle jakoś kiepsko
                  mi
                  >
                  > się kręci.
                  > Mam nadzieję, że sytuacja lada dzień ulegnie zmianie i wreszcie będzie mi się
                  > chciało chcieć cokolwiek ...
    • Gość: Hirek Czy czytacie Metropol??? IP: *.chello.pl 04.10.03, 23:51
      Ostatnie w tej gazetce pojaiły się wpisy ludzi a'propos wegetarianizmu. Myślę,
      że niektórych to zaciekawi, jednak piątkową gazetę zostawiłem w samochodzie, a
      deszcz straszny pada - jutro zacytuję wypowiedzi.

      Aha - czy myślał ktoś o założeniu wątku "Wegetrianizm 2"??

      Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka