Dodaj do ulubionych

Mareckie Przysmaki

22.01.03, 13:38
Witam witam, entliczek pentliczek czerwony stoliczek.
Wita ta sama AGA.
Chętnie poczęstuję czymś samkowitym i zapraszam do rozmów przy piwie ale
także o piwie i golonkach, pieczeniach, duszeniach, smażeniach, grilowaniu.
Czekam na wyzanania smakszów dobrej kuchni, dowiedzmy się co Markowianie
lubią jeść. Czekam na opisy potraw i porady.
Oraz na zdrady - tajników sztuki kulinarnej naszych Markowian, a także na
ciekawostki, może odnajdziemy danie charakterystyczne tylko dla naszego
miasta a może jakaś potrawa się stąd wywodzi? Do dzieła.
Obserwuj wątek
    • Gość: toban Re: Mareckie Przysmaki IP: *.local.berlin 22.01.03, 14:13
      Podobie mi się temat, oj bardzo!
      Robię jedzonko takie: schab po marecku ( po bałkańsku, albo jakoś tak z
      modyfikacjami )
      Potrzebne: schab, pieczarki, papryka nie ostra, ogórek konserwowy, cebula,
      koncentrat pomidorowy ew. ketchup, olej, przyprawy do samku, olej, patelnia.
      Wszystko trzeba posiekać w paski lub inne, oprócz patelni. Tą siekaninę, ale!!!
      każdy produkt z osobna należy obsamżyć i wrzucić do wspólnego duszenia. Na
      koniec doprawić ketczupem i solą itd. Można podawać z ryżem, ziemniakami, w
      zasadzie z czym się chce. Konieczne czerwone wytrawne wino!
      Robię to bardzo rzadko, ale całej rodzinie smakuje, tylko podobno dużo czasu mi
      zajmuje przygotowanie owego dania :-)
      Smacznego!
        • aga.f17 Re: Mareckie Przysmaki 22.01.03, 14:56
          Gość portalu: Hirek napisał(a):

          > Jak dla mnie - za dużo składników. Ja preferuję prostsze dania:-)
          > Pozdrawiam.

          Nie dramatyzuj. Zaraz za dużo ale pewnie samczniej.
          (a co do zuldiego to poprostu skończył swój dyżur, i poszedł leżeć na kanapie)
          To mam dla ciebie błyskawiczną pierś "z kurczaka" hehe.
          ale musisz się zaopatrzyć w:
          - 1 podwójna pierś z kurczaka
          -puszka ananasów (wszystkich i tak nie wykorzystasz coś połowa i ciut)
          - pół szklanki białego wytranego wina.
          - papryczka chili marynowana (często jest w takich mixach marynowanych Rolnik)
          z nią trzeba uważać z bo zamiast ust będziesz miał otwór przypominający to co
          zostało z twojej buzi).
          - kilka grubszych plastrów sera żółtego

          30 min to max. na tą potrawę.
          Pierś rozdzielasz i broń Boże ją tłuc czy miętosić. Delikatnie solisz pieprzysz
          pieprzem, odrobina ulubionej przyprawy do kurczaka nie zaszkodzi.
          Na petelnię ląduje odrobina oleju, i piersiątka zostawiamy je na niezbyt dużym
          ogniu. Kroimy szybciutko w kostkę ananasa i kawałeczek papryczki( ja daję jej
          1/4). To co pokroiliśmy wrzucamy na patelnię do piersi i miąchamy, do pół
          szklanki wina dopełniamy wodą i ten roztwór wlewamy też na patelnię,
          przykrywamy pokrywką. Sprawdzamy smak sosu na patelni, jak za mało ostro to
          można dokroić papryczkę, jak czegoś innego to uzupełniamy wedle gustu.
          Dusimy do miękkości, a pod koniec na każdą pierś kładziemy kawałek ananasa
          szczyptę papryczki chili i przykrywamy plastrem żółtego sera, przykrywamy
          pokryweczką i czekamy aż się serek rozpuści. Na talerze, pasuje z fryktami i
          jak kto lubi, a dla efektu można zlać sos i polewać nim mięsko na talerzu.
          Efekt murowany w 30 min. jeśli nie przesadzisz z papryczką. Ja osobiście do
          tego duszenia dodaję nieco pokrojonej w kosteczkę czerwonej zwykłej papryki i
          też jest wyśmienicie.
          • Gość: toban Re: Mareckie Przysmaki IP: *.local.berlin 22.01.03, 15:05
            aga.f17 napisał(a):

            > (...) To mam dla ciebie błyskawiczną pierś "z kurczaka" hehe.
            (...) Na talerze, pasuje z fryktami i
            > jak kto lubi, a dla efektu można zlać sos i polewać nim mięsko na talerzu.
            > Efekt murowany w 30 min. jeśli nie przesadzisz z papryczką. Ja osobiście do
            > tego duszenia dodaję nieco pokrojonej w kosteczkę czerwonej zwykłej papryki
            > i też jest wyśmienicie.

            Mniam, mniam....
            Aga, zobowiązuję się Twój przepis wykorzystać!!! :-)
            • aga.f17 Re: Mareckie Przysmaki 22.01.03, 15:34
              Gość portalu: toban napisał(a):

              >
              > Mniam, mniam....
              > Aga, zobowiązuję się Twój przepis wykorzystać!!! :-)


              czekam na opinię i dalsze propozycje.
              Twoją porzednią nazwałam Przysmak Tobański. ;-)
                • Gość: amba Re: Mareckie Przysmaki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.03, 16:11
                  Wpadam na forum i oczom nie wierzę:-0
                  AGA wiedziałam ,że to świetny wątek będzie.Idziecie jak burza i jak
                  szybko "stara gwardia"się zebrała.:-)
                  Hireczku po obiadku może rymować zaczniesz?
                  Tobanku słonko ja myślałam ,żes ty zarobiony...a ty głodny...Już piersiątka (z
                  kurczaczka )rozmrażam jak wrócisz z pracy to kierunek gary i kolacyjkę
                  upitrasisz.Gratuluję Tobanie rozwagi z Piersiami...AGI:-)
                  PS a serio to ten schab po "tobańsku" to rzeczywiście specjalność
                  tobanka...paluszki lizać.
                • Gość: gbetina Re: Mareckie Przysmaki IP: *.dyn.optonline.net 22.01.03, 16:15
                  Pasta Italiana

                  Na duza patelnie lejemy olej Slonecznikowy (nie uzywac oliwy z oliwek)na nim
                  zarumieniamy 3 zabki czosnku i jedna suszona czerwona papryczke chili.

                  4-5 duzych pomidorow pokrojc w kostke (moga byc z puszki ale zeby nie byly
                  niczym wzbogacane i nie przecier)

                  Pokrojone pomidory smazymy na naszym pachnacym oleju mieszajac, dodac pocietej
                  bazylij ( mize byc suszona)

                  W osobnym garnku gotujemy osolona wode i kiedy zacznie sie gotowac dodajemy
                  Makaron (tu trzeba eksperymentowac bo w PL. dostepne so tylko KLUCHY,a nawet z
                  nazwy Wloskie nie maja z nimi nic wspolnego.)

                  Pomidory , gdy osiagna konsystecje budyniu sa gotowe,

                  Makaron odcedzic ( tylko odcedzic- bez polewania zimna woda) i makaron
                  kladziemy na pomidory nigdy odwrotnie , wymieszac i smazyc na patelni przez 3-4
                  minuty.

                  Posypac wszystko serem (Parmezan firmy Kraft jest ok. lub originalny jesli
                  kogos stac)

                  Czas wykonania 15 minut
                  Smacznego

                  Podstawa jest olej z czosnkiem i papryczka to jest podstawa kuchni wloskiej
                  wychodzac z tego mozna eksperymentowac z miesami

                    • Gość: gbetina Re: Mareckie Przysmaki IP: *.dyn.optonline.net 23.01.03, 16:48
                      Gość portalu: amba napisał(a):

                      > Gbetino,widzę że arkana włoskiej kuchni nie są Ci obce:-)
                      > Szepnij słówko o pizz'y,a właściwie interesuję mnie ciasto,bo sos i dodatki
                      to
                      > sprawa gustów konsumenta.Pozdrawiam i gratuluję kulinarnego pomysłu ,bo to Ty
                      > jesteś "ojcem" a AGA "matką " wątku:-)


                      Jesli chodzi o pizze to nie man pojecia ale jesli wybieracie sie do Italii na
                      pizze to bozecie byc niemilo zaskoczeni. Tam pizze kupuje sie na wage a
                      sprzedawca wycina z duzej blachy kawalek jaki chcesz, sklada go jak kanapke
                      owija papierem od dolu i po wszystkim. np. pizza Bianca to gruby placek
                      drozdzowy posmarowany bialkiem jajka, zeby sie swiecil oraz posypany duzymi
                      grudami soli.Nawet Italiani przyznaja ze najleprza pizza jest na...Brooklinie
                      To chyba jedyna potrawa ktora Amerykanie robia lepiej niz w kraju jej
                      pochodzenia.
                      pzdr.
          • Gość: Irytek Re: Mareckie Przysmaki-aga zatonęła IP: *.dialup.warszawa.pl 22.01.03, 19:45
            Jako ,że jaja cenię sobie najbardziej - to przdłożę przepis na mazidło do
            pieczywa , które często stosuję. Bo i smakuje mi okrutnie , i szybkie w
            robocie , i zawiera tyle kalorii i cholesterolu , że armię ruskich by powaliło.
            A ,że nie znam takich frykasów co to smaczne i zdrowe by były przy zachowaniu
            warunku zdrowotności i moralności to ostrzegam !
            5-6 jaj gotujemy na twardo (bardzo twardo!)
            10-15 dkg śliwki kalifornijskiej kroimy w kostkę (nie bardzo regularną, bo i po
            co się męczyć ?)
            1 szt. ryby wędzonej - 20-30 dkg . Trzeba poskubać w kawałeczki i oczywiście
            bez ości.
            1 puszka słodkiej kukurydzy (potrzebujemy 1/2, ale to sprawa gustu ile i czego)
            1 słoik majonezu (ja lubię rodzime Winiary o poj 1/2L)
            Po ugotowaniu jajek tniemy to wszystko na kostki (małe , a nie na połowę
            jaja!).Dodajemy kukurydzę (odcedzić tą breję w której pływa wzmiankowana w
            puszce), dodajemy śliwki i skubaną rybę oraz pakujemy do tego majonez.Wymieszać
            i przyprawić solą i pieprzem do smaku .W ramach doświadczeń sugeruję zwiększać
            (w stosunku do ilości podanych wyżej) zawartość słodkich śliwek kalifornijskich
            i słodkiej kukurydzy
            W trakcie jedzenia tyć bez umiaru !!!
            pzdr
    • Gość: Hirek Proste Mareckie Przysmaki IP: *.chello.pl 23.01.03, 00:52
      Prosty Przysmak nr1: Sałatka:-)
      Produkty:
      Pomidory, sałata, ser żółty, sos "tysiąca wysp".
      Sposób tworzenia:
      Ser żółty zetrzeć na tarce, pomidory pokroić w małe kawałeczki.
      Wszysko włożyć do salaterki (z której będziemy jeść) w kolejności: od lewej:
      pomidory, sałata, ser żółty; lub od prawej: ser żółty, sałata, pomidory. Sałatę
      polać sosem "tysiąca wysp".
      Maciek Kuroń to ze mnie nie jest, ale gwarantuję, że mimo małej ilości
      składników sałatka jest przepyszna, a jak nie wierzycie tomam świadków!:-)

    • Gość: gbetina Re: Mareckie Przysmaki- HOT WINGS IP: *.dyn.optonline.net 23.01.03, 17:16
      Hot wings
      produkty:
      1. skrzydelka kurczaka (NIE UZYWAC MROZONYCH!!!)
      2. tabasko sos
      3. maslo nie solone
      4. marchewka
      5. seler
      6. blue cheese dressing moze byc Hallmans
      7. naczynie do smazenia (glebokiego) i olej

      skrzydelka podzielic na czesci i zaczac smazyc
      maslo rozpuscic a kiedy jest gorace dodac tabasko sos(im wiecej sosu tym
      bardziej odlotowe)
      marchewke i seler umyc i pokrojc w slupki
      do osobnego naczynia wlac blue cheese dressing (moze byc spodeczek)

      Gdy skrzydelka osiagna zloty kolor odcedzic i wrzucic do naczynia z maslem
      by pokryly sie sosem, nie trzymac za dlugo(HOT)

      podawac z marchewka, selerem, zanuzac skrzydelka w blue cheese dressing do woli

      pod browarek

      Smacznego
        • Gość: Irytek Re: Mareckie Przysmaki- HOT WINGS IP: *.dialup.warszawa.pl 23.01.03, 22:17
          Rety - masochista !!! Jadać w KFC,Burd..Kingu czy w innych McDonaldach to tak
          samo jak opychać się cementem prosto z wora i do tego jeszcze płacić!
          A kluseczki własnej roboty do talerza wsadzić i zalać wywarem z własnoręcznie
          zebranych grzybków - to nie łaska ? Albo pomidorowej z ryżem bielutkim ? Albo ,
          albo........zaliwajka...............
          pzdr
          Franek Dolas
          P.S.
          Tak długo , to ja na browar czekał nie będę ! Wolę już szybsze danie :bigos na
          wędzonce z grzybkami i 50 gram (tylko dobrze chłodnej i czystej oczywiście ).I
          dopiero takie danie to jest tzw.: odnowa biologiczna !
              • Gość: AGA Re: Mareckie Przysmaki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.01.03, 08:42
                Mazidło z tuńczyka było mniam.
                A co do skrzydełek to ja robię to w wersji pokrojonej w większe kawałki piersi
                z kuraczaka, bo dla mnie w skrzydełkach nie ma co ogryzać.
                Robię wtedy panierkę używając trochę bułki tartej, przyprawy do kurczaka, plus
                trochę soli czosnkowej, oraz pokruszonych na miał płatków sniadaniowych
                (miodowe), czasem też dodaję gotowej panierki kamisu. Na jedną podwójną pierś,
                pokrojoną w kawałki to ponad połowę torebki panierki gotowej kamisu, 2/3
                przyprawy do kurczaka to zużyjecie na pewno cała reszta według gustu.
                Więc najpierw te kawałki kurczaka, obtaczam w rozmąconym jajku, a następnie
                wrzucam partiami do wielkiej michy z panierką i miącham tak aby wszystko się
                ładnie obtoczyło tą panierką. Dalej do rozgrzanego oleju, używam garnka z
                koszyczkiem do frytek, 3 minuty i gotowe,do tego sos jaki kto lubi (najlepiej
                ostry), bo sam keczup to profanacja i już tylko miam.
                Świetnie się je podczas wspólnyh seansów filmowych w domowym zaciszu, przez to
                rok temu byłam w kinie.
      • Gość: Irytek Re: Smakowity watek IP: 195.94.206.* 25.01.03, 21:59
        To powinieneś popróbować z "Gorącym kubkiem" -jeśli masz zaprawę przy robieniu
        herbaty , to nic Ci nie grozi.
        A co do drugiej 50-siątki , to czekałem na gotowaną golonkę.Chrzanik +dobra
        musztarda+ bułeczki prosto z pieca piekarniczego . I jako rasowy sybaryta
        musiałem również miec na zakończenie zimnego Żywca.
        A co się będę ograniczał !
        pzdr
        • Gość: zacier-r Re: Smakowity watek IP: *.k.mcnet.pl 25.01.03, 22:59
          He ! A ja chciałem żonke pochwalić za te pieczone boczki, schaby i łopatki
          mniammmm palce lizać(sama je robi:) i ekonomiczniej bo nie robią sie obslizgłe
          po paru dniach tak jak gotowce ze sklepu a zresztą co tu gadać pychota a dotego
          jeszcze sałatki mi robi i ciasta piecze choć z tymi ostatnimi to ją troche
          pochamowałem jescze jakiejś nadwagi złapie:)) Jeśli jestem już przy wędlinach
          to serdecznie polecam sklepik spożywczy na ul. Promiennej na przeciw banku PKO
          BP zawsze świeża i smakowita, jak dotej pory lepszego spożywczaka z chabaniną
          nie wyniuchałem :)
          Niuuuch
            • Gość: Zacier-r Re: Smakowity watek IP: *.k.mcnet.pl 26.01.03, 13:21
              Gość portalu: Irytek napisał(a):

              > ZACIER ! TY SIĘ EWIDENTNIE PODLIZUJESZ !!! I jesteś krypto-lizus ! Nie
              > podlizuj się bo to nie higienicznie !!!!
              > pzdr


              Ja ?????? NIc podobnego żona fora nie czyta. Więc jakiekolwiek sugestie że ja
              się podlizuje nie są na miejscu.
              • Gość: Irytek Re: Smakowity watek IP: 195.94.206.* 26.01.03, 14:36
                Dobra , dobra ! Nie kryguj się tak . Gdybyś napisał , że zajadasz się lodami
                (co robi się wiadomo jak )w piwnicy , i to głębokiej - byłoby wszystko jasne. A
                Ty się po prostu - MIGASZ !
                Moja , też nie pisuje. Ale co rusz , przez ramię , kontrolę przeprowadza. I to
                w dodatku zza pleców.A mnie z powstania zostało , że nie lubię jak mi za
                plecami ktoś stoi!
                Ponieważ wątek kulinarny to mały "wtręt" :Jedno jajko, kubeł wody - to od
                Kalisiaka lody!
                Czy ktoś z rodowitych bądź napływowych markowian zna i potwierdza ? A może
                jakaś negacja twierdzenia?
                A tak wogóle , to czy ktokolwiek samodzielnie robił lody (tylko nie z
                proszków -błagam )? I jak? Bo też lizus jestem.
                pzdr
          • Gość: gbetina Re: Smakowity watek IP: *.dyn.optonline.net 26.01.03, 17:09
            To mi sie podoba, taka zona to skarb.
            wiecie co moze by panie publikowaly przepisy a panowie na tej podstawie
            wybierali by partnerki na cale zycie, taka agencja matrymonialna na necie


            ok. wiem wiem bluznie ...ale moja zona i tak nic nie rozumie hihihi.
            a watek bylby nie tylko smakowity ale i szowinistyczny!!!
            pzdr.
            • Gość: zuldi Re: Smakowity watek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.01.03, 12:37

              AGA udała się w góry w celu połamania kopyt ( a taka fajna z niej kumpela była -
              szkoda )!

              Muszę ją zastąpić, choć wiem że nie posiadam do tego tematu kompetencji.

              Dania swoje adresuję do Raffixa - prezentujemy podobny poziom.

              "Danie chińskie"
              Zupka typu Chińska zmodyfikowana o dodatek śmietany ( 2 łyżki ).
              Czas wykonania po ugotowaniu wody 7 s.
              Otrzymujemy wyrafinowaną potrawę tym różniącą się od standardowej, że nie
              wypala ryja i delikatnie koi głód.

              "Naleśnik z żółtym serem"
              Znaleziony w kuchni naleśnik okładamy żółtym serem i czym się tam da (upieczone
              przedwczoraj pieczarki, sos ze zjedzonej pieczeni itd.), zwijamy i
              na patelnie. Polany odpowiednią ilością sosów, daje namiastkę ...........
              pizzy.

              "Kanapka z ... i ... jabłkiem"
              Zwykła kanapka z szynką i plasterkami jabłkkim.

              "Kiszoniak z majonezem"
              Kiszonego ogóra smarujemy majonezem i odgryzamu, smarujemy majonezem i
              odgryzamu, smarujemy majonezem i odgryzamu, smarujemy majonezem i odgryzamu,

              Powtarzam! Nie interesują mnie opinie ludzi potrafiących gotować!!!!!!!!

              Nie gwarantuję niczego!

              Zdarza się po tym największy paradoks fizjologiczny: ... tak rzadko i tak
              często ...
              • Gość: amba Re: Smakowity watek IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.03, 15:41
                Miłego wypoczynku ADZE życzę ,i pozwól Zuldi ,że Cię wesprę kompetentnie.Twoje
                pomysły z jabłkiem na szynce są oryginalne,dodam jeszcze dżem na żółtym serze
                (czerwony albo innego koloru ,dla urozmaicenia).A teraz cicho ,bo chcę coś
                powiedzieć :Boczek,Boczuś upiekłam i przed chwilką do lodówki schowałam.Upiec
                boczuś to pryszczyk.Bierzemy go ,solimy dookoła,majeranek dookoła i czosnek
                (wyciśniety)dookoła(czosnku nie za dużo, jak kto lubi)Innych pierdoł nie
                dodawać,bo i bez nich się uda.Najlepiej opaprać boczuś wieczorem ,niech przez
                noc poczeka.Rano do piecyka na jakieś 200 stopni (ja zawijam najpierw w
                sreberko,a potem do zaroodpornego naczynia z przykrywą,to się nie przypala i
                gara skrobać nie trzeba,wody szklankę mu wlewam)i czekam az będzie mięciutki.I
                potem tylko chrzanik,albo musztarda i chleb i smacznego.
                Powiem jeszcze,że pomysł "przez żołądek do serca"pomimo że stary,to chyda
                ciągle aktualny.Większość facetów to łasuchy i taki boczuś pieczony (plus piwo)
                to murowany zestaw(można to jeść i na ciepło,wtedy serwetki podać ,bo się
                milusiński na pewno utłuści.)
                Pozdrawiam.
                • Gość: Irytek Re: Smakowity watek IP: *.dialup.warszawa.pl 29.01.03, 10:41
                  No ! Dobrze kombinujesz dziewczyno !!! A to akurat , w dzisiejszych
                  czasach ,prawdziwa rzadkość .
                  Ale ja Zulusowi coś chcę podpowiedzieć. Prostota jadła- godna podziwu ! Tak ze
                  strony wyszukanej formy kulinarnej , jak i z medycznego punktu widzenia.
                  Iście "wielbłądzi kałdun" trzeba by posiadać nie chcąc spotkać się z tym
                  fenomenem o którym piszesz.
                  Moja rada (z czasów gdy nie miałem ani ochoty na robienie czegoś bardziej
                  skomplikowanego niż rozważanie w pozycji horyzontalnej o nicości świata , ani
                  zapasów w lodówce by robić cokolwiek)Ups! Pardon. Miałem - prawdziwe masło i
                  piwo Żywiec. Składniki niezbędne. Do tego trzeba koniecznie dokupić słone
                  paluszki .Własne się nie nadają !!!!!!
                  Bierzemy paluszka w paluszki , nabieramy troszkę (pojęcie względne) masła i
                  wsadzamy do otworu (gębowego). Delektujemy się smakiem . Popijamy chłodnym
                  browarkiem. I proces powtarzamy- bierzemy paluszka w........itd.
                  Opcja z browarkiem to wersja obiadowa , bo bez niego szybko można się zaćpać i
                  nasza wydajność w pochłanianiu w/w produktów , znacznie się pogarsza.Pozostałe
                  rozwiązania to wersje śniadaniowo-kolacyjne .
                  pzdr
                  • Gość: amba Re: Smakowity watek IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 15:03
                    Podam Wam tu teraz przepis na zapiekankę z ziemniaków z serem.Prościzna,więc
                    nawet analfabeta kulinarny upitrasi,a wrażenie sama nazwa robi piorunujące(tu
                    analfabeta szans nie ma) KAASAARDAPPELEN !(rodem z Holandii)
                    8 dużych ziemniaków ugotowanych w mundurkach
                    50 g masła
                    150 g sera(gouda)
                    pieprz,kminek,papryka,bazylia(w torebkach się kupuje ,to są zioła i przyprawy;-)
                    Ziemniaki kroimy na połówki ,układamy na posmarowanej masłem blasze płaskim do
                    gory,posypać tartym serem i piec 10 minut w piekarniku.Wyjąć i dosmaczyć
                    ziołami.To wszystko.Smacznego życze.
                    PS ta nazwa kaasaacośtam , to ja nie wiem co to znaczy,ale jest autentyczna
                    Pozdrawiam.
                • Gość: zacier-r Re: Smakowity watek IP: *.k.mcnet.pl 30.01.03, 10:43
                  Gość portalu: amba napisał(a):

                  teraz cicho ,bo chcę coś
                  > powiedzieć :Boczek,Boczuś upiekłam i przed chwilką do lodówki schowałam.Upiec
                  > boczuś to pryszczyk.Bierzemy go ,solimy dookoła,majeranek dookoła i czosnek
                  > (wyciśniety)dookoła(czosnku nie za dużo, jak kto lubi)Innych pierdoł nie
                  > dodawać,bo i bez nich się uda.Najlepiej opaprać boczuś wieczorem ,niech przez
                  > noc poczeka.Rano do piecyka na jakieś 200 stopni (ja zawijam najpierw w
                  > sreberko,a potem do zaroodpornego naczynia z przykrywą,to się nie przypala i
                  > gara skrobać nie trzeba,wody szklankę mu wlewam)i czekam az będzie
                  mięciutki.I
                  > potem tylko chrzanik,albo musztarda i chleb i smacznego.
                  > Powiem jeszcze,że pomysł "przez żołądek do serca"pomimo że stary,to chyda
                  > ciągle aktualny.Większość facetów to łasuchy i taki boczuś pieczony (plus
                  piwo)
                  > to murowany zestaw(można to jeść i na ciepło,wtedy serwetki podać ,bo się
                  > milusiński na pewno utłuści.)
                  > Pozdrawiam.

                  Tak tak taki boczuś to skarb. Moge tylko dodać od siebie że moja ślubna chyba
                  więcej czegoś tam dodaje i robi z tych przypraw taką pastę do smarowania tegoż
                  miecha(a może ono być różnorakie) , posmarowane i "odczekane" wkłada do "FOLIA
                  DO PIECZENIA" potem zapina to dołączonymi spinkami leje wodę do blachy (taka do
                  pieczenia ciast "chyba")kładzie to wszystko do tej blachy i do piekarnika, a po
                  upieczeniu ymmmmm ...........
                  Pozdrawiam
                  • Gość: amba Re: Smakowity watek IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.03, 11:28
                    Masz oczywistą rację Zacier,z tymi tajnymi metodami Twej małżonki.Każdy ma
                    swoje tajemnice pieczenia ,a ta zaciapa w którą żona mięsko wkłada to się bejca
                    nazywa i składniki jej tajne są niezwykle.Ja tu podałam wersję podstawową (dla
                    laików zupełnych,żeby nie przestraszyć)
                    Ponieważ lubię mięska piec i dostrzegam(jak i rodzina)ich wyższość nad kupną
                    wedlinka,zdradzę teraz jeden sekret wielki.Gwarantuję za niego,a i rzesza
                    znajomych wyżeraczy potwierdzi jak zajdzie potrzeba:-)O pieczonej piersi z
                    indyka mowa będzie.Filet z piersi nacieramy solą,a potem... przyprawą do
                    piernika(gotowa mieszanka ,w torebce się kupuje).Odstawiamy na
                    dobę.Pieczemy.Można jeść na zimno do kanapek,można w galretę włożyć zozdobnikami
                    (ananas),można do sosu i na gorąco z ryżem.Jeśli chodzi o sos to najlepiej
                    smakuje w białym sosie z dodatkiem odrobiny brzoskwiń z puszki i soku ,ale zeby
                    słodkie nie było!!!!tylko aromat i nuta ma się pojawić.
                    Przepis wymyśliłam osobiście ,więc uwagi kierować można i smacznego życzę.
                    Pozdrawiam:-)
                    • Gość: zacier-r Re: Smakowity watek IP: *.k.mcnet.pl 30.01.03, 17:03
                      Gość portalu: amba napisał(a):
                      pieczonej piersi z
                      > indyka mowa będzie.Filet z piersi nacieramy solą,a potem... przyprawą do
                      > piernika(gotowa mieszanka ,w torebce się kupuje).Odstawiamy na
                      > dobę.Pieczemy.Można jeść na zimno do kanapek,można w galretę włożyć
                      zozdobnikam
                      > i
                      > (ananas),można do sosu i na gorąco z ryżem.Jeśli chodzi o sos to najlepiej
                      > smakuje w białym sosie z dodatkiem odrobiny brzoskwiń z puszki i soku ,ale
                      zeby
                      >
                      > słodkie nie było!!!!tylko aromat i nuta ma się pojawić.
                      > Przepis wymyśliłam osobiście ,więc uwagi kierować można i smacznego życzę.
                      > Pozdrawiam:-)


                      Zone molestować zaczynam aby tego rarytasu posmakować:)
                      Dzięki i krzk swój wznosze WIECEJ WIECEJ takich dobroci, a rafix tylko tak
                      ściemnia i nas tu wszystkich podpuszcza a sam zapewne znakomity kucharz.
                      Sniegu duzo ij sporo :)więc powiem
                      NARCIARZ

    • raffix Zagadka okolokulinarna 30.01.03, 15:18
      Chcialbym wlaczyc sie do dyskusji kulinarnej ale, ze nie znam sie na temacie,
      to zadam tylko zagadkie okolokulinarna (pewnie za latwa):
      Jaki drink w niektorych londynskich klubach sprzedawany jest jako "Polish"?
        • raffix Re: Zagadka okolokulinarna 30.01.03, 16:31
          Gość portalu: amba napisał(a):
          > Mówisz Raffix,że za łatwe...może dla specjalistów, albo turystów
          > międzynarodowych:-)Ja mogę strzelać ...Stawiam na żubrówkę z sokiem
          > jabłkowym. Jeśli się mocno wygłupiłam to śmiejcie się wszyscy ,bo śmiech to
          > zdrowie:-)))))))

          Wcale sie nie wyglupilas, tylko po prostu zgadlas, gratulacje!
          Jak widac nawet trudnej zagadki na tematy okolokulinarne nie potrafie
          wymyslec :-))
          • Gość: amba Re: Zagadka okolokulinarna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.03, 17:30
            Dzięki Raffix za uznanie:-)Strzelałam ,ale o ile mnie pamięć nie myli to tylko
            kilka alkoholi rodzimej produkcji ma "międzynarodową licencję na zabijanie;-
            )))"zalicza się do nich rzeczona żubrówka,krupnik(ale chyba nie o zupę tu
            chodzi;-)i coś tam jeszcze,ale nie pamiętam...może ktoś pomoże.Powiem ,że Twoja
            zagadka trudna była!Zobacz sam,że nikt z konsumentów się nie osmielił(bojaźliwi
            może)...może to ja taka wyedukowana:-))))))))Sama pod wrażeniem jestem wielkim!
            Pozdrawiam.
            • Gość: gbetina Re: Zagadka okolokulinarna IP: *.dyn.optonline.net 31.01.03, 01:51
              Gość portalu: amba napisał(a):

              > Dzięki Raffix za uznanie:-)Strzelałam ,ale o ile mnie pamięć nie myli to
              tylko
              > kilka alkoholi rodzimej produkcji ma "międzynarodową licencję na zabijanie;-
              > )))"zalicza się do nich rzeczona żubrówka,krupnik(ale chyba nie o zupę tu
              > chodzi;-)i coś tam jeszcze,ale nie pamiętam...może ktoś pomoże.Powiem ,że
              Twoja
              >
              > zagadka trudna była!Zobacz sam,że nikt z konsumentów się nie osmielił
              (bojaźliwi
              >
              > może)...może to ja taka wyedukowana:-))))))))Sama pod wrażeniem jestem
              wielkim!
              > Pozdrawiam.


              nawet chcieli odpisac ale robal byl na laczach
              dzis jest lepiej.

              amba jestes baaardzo wyedukowana! chyle czolo!
              ja myslalem o czystej wodzie.

              bylismy z polowica zjesc na miescie w peruwianskiej restauracji.
              na przystawke wzielismy CEVICHE (chyba tak sie to pisze)
              sa to wszystkie morskie organizmy jak osmiornice, shrimps,kraby, wszystkie
              malze, kawalki niezidentifikowanej ryby itd. wszystko to (nie gotowane)jest
              marynowane w soku z zielonych cytrynek (lime) z duza iloscia czerwonej
              cebuli,lubczyku(maggy)
              zielonej pietruszki, i ziaren kukurydzy (nie z puszki, surowe lekko podsuszone)
              Wszystko to jest marynowane okolo 12 godzin, podawane na zimno, pod tequile lub
              swojsko pod zytko

              smacznego

              P.s. zagadka
              jak wyglada rozmaryn?
    • Gość: gbetina Re: Mareckie Przysmaki IP: *.dyn.optonline.net 01.02.03, 22:58
      cos z grila na wegiel lub elektrycznego.

      do pieczonych kurczakow lub stekow, bardzo pasuje pieczony ....ananas.
      produkty:
      swiezy ananas
      cynamon
      elektryczny gril

      po obraniu ananasa nadziewamy go na ruszt, posypujemy obficie cynamonem
      i na gril. Kiedy zacznie parowac, goracy, wyjmujemy odkrajamy wiezchnia warstwe
      na talerze. I od nowa,
      posypujemy obficie cynamonem i na ruszt i tak do calkowitego pochloniecia tego
      przysmaku.
      nie jest za slodki a cynamon sprawia ze nadaje sie swietnie do pieczonych mies
      i kurczakow

      To jest przepis z Brazylij nazwy nie znam, ale gwarantuje efekt!!!
      pzdr.
            • Gość: AGA Re: Mareckie Przysmaki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 03.02.03, 09:03
              Ha, ha, dzieńdoberek moi mili!!!!!!
              Dawno mnie tu nie było ale żem zgłodniała to szybko wróciłam.
              Narciarskim fantazjom poświęcałam w ostatnim tygodniu swoją uwagę, ale
              spowrotem skupiam się na tym co najlepsze.
              Jak wrócę z pracy to wam coś opiszę na walentykową kolację, ale sza, bo to
              niespodzianka.
              No to pa ;-)
              • Gość: amba Re: Mareckie Przysmaki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.03, 15:28
                Czołem AGA,cieszę się że wróciłaś,powiedz jak było i gdzie byłaś:-)

                Dla smakoszy: zanim AGA opisze nam tu walentynkową kolację ,podam Wam moi mili
                przepis na pstrąga(wszyscy Markowianie wiedzą gdzie kupić pstrąga,więc nie
                będzie z tym problemu)Danie to jest proste,więc nawet facet sobie poradzi-a
                sama nazwa robi wrażenie na niewiastach ,bo jest po Francusku.TRUITE AUX
                AMANDES-znaczy po naszemu pstrąg z migdałami.
                2 pstrągi nasolić, napieprzyć i obtoczyć w mące(najpierw wyjąć ze środka
                pstrąga zawartość,lenie mogą kupić pstrąga patroszonego, albo nawet
                filet).Lekko PODGRZAĆ(nie spalić) 40 g masła i obsmażyć w nim ryby 7 minut z
                każdej strony(filet smażymy odpowiednio krócej).Ostrożnie zdjąć z patelni i
                odstawić w bezpieczne miejsce (ciepłe).Krótko zrumienić 30 g wiórków migdalowych
                (kupuje się je w sklepie, w paczkach,takie płatki),dodać 2 łyżki gęstej kwaśnej
                śmietany i wymieszać.Sosem polać pstrągi ,udekorować plasterkami cytryny.To
                koniec. Ponieważ danie to rodem z Francji polecana jest do tego bagietka i wino
                (białe ,takie do ryb ,lekko chłodne instrukcja obsługi na butelce)

                Ja jeszcze tego nie testowałam ,ale coś mi się widzi ,że wkrótce zrobię.Powiem
                Wam ,że ja to lubię tak robić żeby się nie narobić,bo leniwiec z natury
                jestem.Czas wolny lubię spedzać w ciekawszych ,niż gary okolicznościach i
                towarzystwie,o czym zaświadczyć Toban może (dodam ,że z niego łasuch wielki i
                elegancję kulinarną łaczy z apetytem wilka,czego po tuszy u niego na szczeście
                nie
                widać)
                Smacznego życzę i pozdrawiam.
            • Gość: gbetina Re: Mareckie Przysmaki IP: *.dyn.optonline.net 03.02.03, 16:58
              Gość portalu: Irytek napisał(a):

              > A takie cóś jak żurawinka , to w tym zaoceanowie masz Gbetino ?
              > Mięsko z żurawinką -pychotka.A ananasa wcięło zbyt szybko, nie doczekał się
              > dania głównego,bidulek.
              > pzdr

              oczywiscie zurawinki do mieska pod kazda postacia ale obowiazkowe sa do
              indyka.
              co z zagadka jak wyglada rozmaryn?
              pzdr
              • Gość: amba Re: Mareckie Przysmaki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.03, 18:17
                Oj,Gbetino o rozmarynie wiem tyle,że ma się rozwijać...poza tym wyczytałam,że
                to wiecznie zielony,niski krzew obszaru śródziemnomorskiego;z liści i
                kwiatostanów leczniczy olejek eteryczny się robi.Uprawiany jako roślina
                ozdobna,doniczkowa;dawniej na bukiety ślubne.Nic on nie ma do marynowania
                przynajmniej ja tak sądzę:-)
                Pozdrawiam.
                  • Gość: amba Re: Mareckie Przysmaki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.03, 19:26
                    Gbetino,nie mam pojęcia do czego służy rozmaryn,jak coś znajdę to napiszę ,bo
                    juz mnie dręczyć ten rozmaryn zaczyna:-)
                    Napiszę Wam jako ciekawostkę przepis na TORT MIGDAŁOWY WIEDEŃSKI.Przepis
                    zaczerpnęłam z bardzo starej książki kucharskiej po prababci.
                    Proporcyja:
                    Funt cukru
                    funt migdałów słodkich
                    2 łuty migdałów gorzkich
                    funt mąki
                    funt masła
                    6 jaj
                    Funt masła śmietankowego,niesolonego utrzeć na misce na śmietanę,wsypać funt
                    cukru miałkiego przesianego,migdały utarte i razem wszystko wymieszać,potem
                    wbijać jedno żółtko po drugiem,rozcierająć każde z osobna i podsypując mąką po
                    trochu.Całą tę masę należy mieszać przez godzinę w końcu dodać pianę ubitą z 6
                    białek.Lekko wymieszać i rozsmarować na 6 białych papierach wielkości
                    talerza,odpiec w letnim piecu,wyjąwszy zdjąć z papieru i poskładać po 2
                    przełożywszy je jakaś konfiturą lub marmoladą;złożyć razem i obciągnąć białym
                    lukrem i posypać drobno usiekanymi pistacjami.UFFFFF...Może teraz ktoś mi
                    przetłumaczy te funty i łuty??????i jak się lukrem obciąga??????
                    Przepis autentyczny życzę smacznego;-)
                      • Gość: amba ROZMARYN:-) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.03, 19:39
                        Gbetino ,wiem co to ten rozmaryn i wiem jak wygląda.Pod nosem na półce w
                        książce go miałam.W kuchni stosuje się go do jagnięciny i sródziemnomorskich
                        potraw z mięsa.Zywiczy agomat.Podobny do jałowca,tylko chyba nie jest taki
                        kujący,wygląda na łagodny i delikatny,ale ma listki jak igiełki.Zielone z białą
                        żyłką na spodzie.Jest jednym ze składników ziół prowansalskich.(franc:romarin)
                        Pozdrawiam:-)
                        • Gość: gbetina Re: ROZMARYN:-) IP: *.dyn.optonline.net 05.02.03, 20:21
                          b.dobra odpowiedz.
                          z zastosowaniem nie powinno byc klopotu, nadaje sie do wszystkiego, pieczunego
                          miesa, ryb, kurczakow.
                          najprostrzy przepis na ziemiaki:
                          na naoliona blache krojmy ziemiaki w kostke (nie za mala) i posypujemy
                          rozmarynem. wkladamy do rozgrzanego piekarnika, i czekamy az ziemniacki sie
                          zarumienia.
                          Smacznego.

                          P.S.
                          ja bylem zaskoczony gdy pierwszy raz zobaczylem rozmaryn, spiewalo sie o nim a
                          w PL. zostal zapomiany. Ale gdy skosztowalem zapalalem do niego (rozmarynu -
                          bez glupich komentarzy) miloscia wielka i czysta.
                          pzdr.
                      • Gość: AGA Re: Mareckie Przysmaki IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 06.02.03, 15:55
                        witam witam i o pyszności pytam!
                        na przekór zuldiemu nogi przywiozłam całe, a szalałam ile wlazło po Białce
                        Tatrzańskiej na Czarnej Górze (jedyny stok bez dzikich tłumów).
                        Pozdrawiam ponownie, i aż się ośmielę przyznać że się za WAMI stęskiłam!
                        Ale szef pędzi do roboty okropnie no cóż może kiedyś role się odwrócą hihihihi.

                        A szynkę z kością to wędziliśmy na święta, ale szyna była ogromna, do lodówy
                        się nie mieściła. Takie wędliniarskie cuda to najlepiej robi mój tato, ja
                        jeszcze nie osiągnęłam tego stopnia wtajemniczenia.

                        Widzę że na forum lubimy dobrze zjeść. JA TEZ.Wasze propozycje sukcesywnie
                        wdrażam w życie, ale mam za mało czasu żeby tym się teraz podzielić więc rzucam
                        mój przepis na walentynkową kolacyję, który wymaga trochę poświęceń, nie mniej
                        jednak czy płeć męska czy płeć damska, nie oprze się tej propozycji.
                        JA się zamykam w kuchni aby nikt nie podpatrzył z domowników, tudzież gości
                        sekretu tejże smakowitości.

                        Musimy zaopatrzyć się w naczynie zamykane żaroodporne, dosyć spore, które
                        będziemy mogli jednocześnie wsadzić do piekarnika.
                        - Dalej, w zależności jak duże nasze naczynko tyle kupujemy udek z kurczaka, i
                        tych pałeczek z przedudzia.
                        - kilka ziemniaków - dużych może być 5 szt.
                        - fasolka szparagowa żółta i zielona- najlepiej świeża, może być tylko jeden
                        kolor, no może być też i mrożona, 1/4 i toszeczke całej paczki takiej 0.5 kg)
                        - 2 marchewki
                        - 1/2 selera
                        - 2 duże twarde jabłka (warunek muszą być słodkie)
                        - 3 banany (nawet nieco nie dojrzałe, muszą być twarde)
                        - 1 dorodna pomarańcza (nie może być przejrzała)
                        - 3 twarde gruszki

                        trochę oleju
                        1,5 szkalnki czerwonego wina

                        No to do dzieła:
                        Udeczka i pałeczki obdzieramy ze skórek (kto wrażliwy niech zamknie oczy),
                        ziemniaki obieramy i kroimy w grubsze plastry,
                        jeśli fasolka szparagowa jest świeża, to możemy ją pokroić w nieco krótsze
                        strączki, mrożoną już nie kroimy tylko wyjmujemy z zamrażalnika i rozmrażamy.
                        Marchewę w plasterki.
                        Seler po obraniu w paski, też grubsze(aj, aj, będzie później taki słodziutki,
                        że mniam).
                        Jabłka w tzw. ósemki, (wersja dla początkujących : jabłka obrać ze skórek,
                        wyjąć środek, pokroić na 4 części czyli w ćwiartki, a każdą z ćwiartek jeszcze
                        raz na pół.)
                        Banany w grubaśne plastry (inaczej się rozwalą za moćno)
                        Pomarańczę wyjątkowo dokładnie obieramy, i rozdzielamy, na części, ale nie
                        usuwamy błonek, i nie kroimy - usmażona pomarańcza bez błonki będzie gorzka w
                        smaku.
                        Twarde gruchy po obraniu i usunięciu gniazd nasiennych, też w kroimy jak jabłka
                        w ósemki, lub w ćwiartki jeśli jest nieco miękkawa.

                        Teraz samżymy, ja to robię na dwie patelnie jednocześnie idzie wtedzy szybko.
                        Podsmażamy z obu stron, wczesniej obdarte ze skóry udka i pałeczki(które
                        potraktowaliśmy nieco ulubioną przyprawą do kurczaka), wyjmujemy i przekładamy
                        do żaroodporanego naczynia, posypujemy nieco majerankiem, bazylią itp. ale nie
                        przesadzić.
                        Ważna jest kolejność wkładania tych wszytkich rzeczy do naczynka, inaczej
                        potrawka się za bardzo potarmosi.
                        Teraz smażymy z obu stron plasterki ziemniaczków, aż się zrumienią ( jak frykti
                        tylko okrągłe).
                        wyciągamy i wkładamy do naczynka gdzie leżą już udeczka.
                        Teraz czas na fasolkę, też smażymy i wyciągamy (ja to robię taką płaską łychą z
                        dziurami), i wkładamy na ziemniaczki.
                        To samo z plasterkami marchewki i selera, można je smażyć jednocześnie, jeśli
                        się swobodnie mieszczą na patelni, obsmażamy z dwóch stron i kładziemy do
                        naczynka, na fasolkę.
                        Dalej smażymy jabłka z dwóch stron, i gruszki - kładziemy do naczynka, to samo
                        z cząsteczkami pomarańczy ( tu odrobina delikatności, bo się rozwali i z efektu
                        nici).
                        A z bananami to jak z jajkiem, przy smażeniu będą chciały przywierać, mają
                        tendencję wręcz do przypalania, nie dać im tego robić, przewracać na drugą
                        sronę żeby nieco zmiękły, i przekładać do naczynka.

                        Brzegi naczyna należy nieco posmarować, bo jeśli owoce, szczególnie pomarańcze
                        i banany będą dotykać, to będą mocno przywierać do jego brzegów.

                        Naszego przekładańca zamykamy pokryweczką od naczynka,i wstawiamy do
                        rozgrzanego piekarnika 200 stopni.
                        Trzymamy go tam przez dobre 1,5 godz. a po pół godzinie wlewamy nasze winko,
                        zakrywamy i pozwalamy się piec dalej.

                        Przydadzą się spore talerze. Wykładamy porcje (o ile nie wyczują zapachu
                        wcześniej i nie zbojkotują ci kuchni wcześniej), mięsko nabrało ciemniejszej
                        barwy, przeszło aromatem owoców i warzyw, a dzięki winu będzie miało niebiański
                        smak.
                        Banay ci wygrzebią w pierszewj kolejności, póżniej będą się zachwycać że seler
                        to seler, a po 20 minutach spytają czemu tak mało.

                        jest to danie przy którym sprawdza się ponownie reguła : Przez żołądek do serca.
                        Może nie jest to szybkie mazidło na śniadanie, ale pomyślałam że to będzie
                        świetna walentykowa niespodzianka.
                        pozdrawiam i mniam.
                        • Gość: gbetina Re: Mareckie Przysmaki IP: *.dyn.optonline.net 06.02.03, 16:56
                          Nic dodac, nic ujac
                          Jestem pod wrazeniem.

                          Jesli chodzi o banany smazone to ja osobiscie wole platany (taki banan, tylko
                          troche kanciatsty, bardziej zolty w srodku niz baman) nie rozwala sie tak latwo
                          podczas smazenia (to na slodko) Jesli jest zielony i twardy krojmy go w 3cm.
                          slupki- tylko nie jak kielbase,stawiamy na patelnie, z gory i dolu podsmazamy i
                          uwaga: wyjmujemy z patelni
                          stawiamy platany na papierowy recznik, a z gory naciskamy czym kto ma, robi
                          sie z tego taki placuszek> Te placuszki wedruja na patelnie do rownego
                          usmazenia, i gdy sa lekko brazowe, wyjmujemy an papierowy recznik, posypujemy
                          proszkiem czosnkowym, sola.
                          w ten sposub mamy PLATANO VERDE.

                          Mozna to robic rowniez z bananami jesli sa zielone.
                          Pzdr.
                            • Gość: amba Re: Mareckie Przysmaki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.02.03, 17:28
                              AGA mam sprawę do Ciebie,ale sza...walentynki za pasem, a i rocznica pierwsza
                              istnienia naszego forum nadciąga.To też 14 lutego było. Wymyśliłam spotkanie
                              forumowiczów w Alkoholach i Winach Swiata. Jeden toaścik szampanem...i do domku
                              na kolację walentynkową z ukochanym(ną)....Co sądzisz o tym pomyśle?
                              Rozmawiałam o tym z Raffixem i jest na tak. Pan od alkoholi też nie ma nic
                              przeciwko takiemu spotkaniu w Jego "lokalu".Trzeba jeszcze to tylko dogadać w 4
                              oczy.Mówię o tym do Ciebie ,boś jedyną kobietą w tym towarzystwie i wiesz jak
                              to jest z facetami coś organizować;-))))))))))napisz co o tym myślisz ,to sie
                              nowy wątek zrobi,żeby zbadać nastroje i ekipę skompletować.
                              Pozdrawiam,
                              • Gość: AGA Re: Mareckie Przysmaki-Do Amby IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.02.03, 09:37
                                Gość portalu: amba napisał(a):

                                > AGA mam sprawę do Ciebie,ale sza...walentynki za pasem, a i rocznica pierwsza
                                > istnienia naszego forum nadciąga.To też 14 lutego było. Wymyśliłam spotkanie
                                > forumowiczów w Alkoholach i Winach Swiata. Jeden toaścik szampanem...i do
                                domku
                                >
                                > na kolację walentynkową z ukochanym(ną)....Co sądzisz o tym pomyśle?
                                > Rozmawiałam o tym z Raffixem i jest na tak. Pan od alkoholi też nie ma nic
                                > przeciwko takiemu spotkaniu w Jego "lokalu".Trzeba jeszcze to tylko dogadać w
                                4
                                >
                                > oczy.Mówię o tym do Ciebie ,boś jedyną kobietą w tym towarzystwie i wiesz jak
                                > to jest z facetami coś organizować;-))))))))))napisz co o tym myślisz ,to sie
                                > nowy wątek zrobi,żeby zbadać nastroje i ekipę skompletować.
                                > Pozdrawiam,


                                Rewela!
                                Ambuniu dowodzisz iż kobitki, to umieją coś dobrze nakręcić.
                                ale kurde nie powiedziałam ci o jednym - na internecie nie jestem dostępna w
                                soboty i niedziele, stąd pojawiam się z opóźnieniem.
                                A co do szczegółów, to widzę że miejsce i godz. zostało wybrane - ale mężczyzna
                                tam się angażował?!!! no nie mogę się nadziwić - Tu ukłon w jego stronę,
                                bowiem mało jest wśród żywych tak zacnych rycerzy.
                                Poinstruuję Zuldiego, jak tylko łaskawie zjawi się na horyzoncie.
                                A może by z okazji rocznicy, upamiętnić owo spotkanie, jakimś dokumentem, no
                                nie wiem..... coś w rodzaju księgi wpisów, hm.... albo kawałka deski na której
                                widelcem każdy wyryje swój podpis?
      • Gość: AGA Re: Grzybki marynowane !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.03, 15:14
        Recepta na marynatę o nieco ostrzejszej nucie, należy zachować proporcje 1:3,
        czyli na jakiś słoik 1 porcja octu i dwie porcje wody, gotujemy z listkiem
        laurowym, ziarenkami pieprzu oraz przyprawą do grzybków marynowanych (teraz
        łatwo dostępna w pobliskich sklepach)po zagotowaniu sporawdzamy smak i jak nam
        czegoś brakuje to doprawiamy tym czego w naszym mniemaniu brakuje.
        Taką marynatką zalewamy ugotowane grzybki z odrobiną soli, wcześniej umyte i
        bez robaczków, zakręcamy słoik i koniec na drugi dzień możemy je zjeść do
        obiadku.
        Gotując grzybki (przed marynowaniem) pierwszą wodę z gotowania, zlewam i
        zalewam je świeżą gotowaną wodą z czajnika i gotuję dalej aż puszczą aromacik.
        Zlewam pierwszą wodę jak puszczą kolorek grzybki, dlatego żeby nie ściemniały
        kapelusze i poduszeczki jasnych grzybków, wtedy w słoiczku wyglądają
        jaśniuteńko.
        Woda z drugiego tzw. gotowania może nam się przydać w momencie kiedy
        stwierdzimy że marynata nam wyszła zbyt ostra, to rozcieńczmy ją wodą z
        grzybków, jest nawet bardziej aromatyczna zalewa.
      • Gość: AGA Re: Grzybki marynowane !!! i nie tylko IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.03, 15:34
        Ale wypróbowałam przepis na krokiety naleśnikowe z duszonymi grzybkami.
        Przygotowujemy naleśniki takie jakie lubimy ale nie za słodkie.
        Teraz oczyszcone z robaczków i umyte grzybki, mogą być kurki, podgrzybki, lub
        ich mieszanka (na 5 krokietów starczy nawet 35 dkg świeżych grzybków).
        Sporo szczypiroku, a jak ktoś nie lubi to mniej szcypiorku.
        Nieduża cebulka, najlepiej cukrowa.
        1 ząbej czosnku.
        mąka
        1/2 kubka śmietany
        sól, pieprz do smaku.

        Grzybki kroimy tak jak lubimy, wrzucamy na patelnię i dusimy do miękkości,
        najlepiej na oliwie z oliwek.
        Dodajemy drobno posiekaną cebulkę a nieco później szcypiorek siekamy go tak jak
        lubimy lub jak nam się chce.
        Dalej czosnek wyciśnięty lub poszatkowany.
        Jak już grzybki będą wystarczjąco miękkie, to zagęszczamy nieco prusząc mąką,
        wyjdzie jej płaska stołowa łyżka, a następnie dodajemy śmietanę i przyprawy do
        smaku.
        Jeśli po dodaniu mąki będzie ciut za gęste, to nieco więcej śmietany i się
        wyrówna.
        Teraz nasze naleśniki, nadziewamy farszem z grzybków, zwijając zgrabne
        prostokątne krokieciki, a jak się komuś nie chce to w tzw. trójkąt ale wtedy
        farsz wyłazi.
        Odsmażamy (naleśniczki trochę już ostygły)wtedy będą bardziej chrupiące i
        zabieramy się do jedzenia, pycha!
    • rafal.redel O miodzie pitnym i nie tylko... 14.11.03, 11:21
      Natknąłem się na ciekawe informacje o polskich produktach żywnościowych, dla
      których warto starać się o ochronę w Unii jako dla produktów regionalnych:
      www2.gazeta.pl/kobieta/0,50181.html
      A najbardziej oczywiście spodobał mi się tekst o miodach pitnych (Krzysztofie,
      jeśli byś tu zajrzał to polecam!)

      Miody pitne
      To rarytas, który śmiało możemy wnieść w kulinarnym wianie do wspólnej Europy.
      Prawdziwy slow food. Tylko w Polsce przetrwała bowiem tradycja wytwarzania tych
      trunków, należących do najstarszych napojów alkoholowych.
      W czasach antycznych miody pitne były znane ludom żyjącym w basenie Morza
      Śródziemnego. Wytwarzali je też Celtowie, Germanie i Słowianie. Dzisiaj
      dziesięcioletni półtorak najłatwiej kupić w sklepie bezcłowym na lotnisku
      Okęcie w Warszawie, ale w samej stolicy, w Gdańsku czy Krakowie trzeba się
      dobrze nachodzić po sklepach z alkoholami, żeby napotkać sycone miody. Poza
      Polską próżno ich szukać w Europie.

      Trunek naszych pradziadów
      W dawnej Polsce miód pitny uchodził na równi z piwem za napój narodowy. Nasi
      przodkowie już w czasach piastowskich warzyli miód podbierany dzikim rojom w
      rozległych puszczach i borach. W średniowieczu miody stały się bardzo drogim
      towarem, eksportowanym do zachodniej Europy, a także środkiem płatniczym.
      Miodem ziemianie płacili kary sądowe. Za panowania Władysława Łokietka i
      Kazimierza Wielkiego cena najlepszych miodów pitnych - dojrzewających długie
      lata, aromatycznych i klarownych - kilkakrotnie przewyższała cenę piwa. Na
      dworze królewskim przechowywano je w skarbcu i podawano tylko podczas
      ważniejszych uroczystości. Już szesnastowieczne źródła wspominają o pierwszych
      miodosytniach, założonych w Gdańsku i we Lwowie. Nie ustał jednak dawny zwyczaj
      sycenia miodów po domach oraz przy klasztorach.

      Maliniaki, wiśniaki i kowieńskie lipce
      Najstarszy polski przepis na przyrządzenie miodu pitnego zanotował w 1543 roku
      Szwed Olaf Magnus w traktacie o obyczajach ludów Północy. Biskup Marcin Kromer,
      sekretarz Zygmunta Augusta i kronikarz XVI-wiecznej Polski, pisze już o miodach
      pitnych jako o trunku będącym w pospolitym użyciu, szczególnie na Rusi i
      Podolu, "kędy jest pszczół obfitość, a miód zbierany z wonnych traw i kwiatów
      wyborny. Tam też pito przede wszystkim miód uwarzony z wodą i chmielem,
      natomiast w Prusiech i na Mazowszu, a szczególnie w Warszawie, do miodów owych
      dodają sok z wiśni lub malin oraz wonności i inne stosowne zaprawy, od czego ów
      napój zowie się kirsztrangiem, maliniakiem i trojniakiem". Na dworze
      Jagiellonów duże wzięcie miały miody litewskie, dostarczane przez starostów
      królewskich. Największym uznaniem cieszył się biały lipiec kowieński.

      O sycie i brzeczce
      Współcześnie wytwarza się miody pitne tak samo jak kiedyś owe staropolskie
      trunki, których sława obiegła całą Europę. Zawierają od 9 do 18 proc. alkoholu.
      Uzyskuje się je przez fermentację roztworu wody i miodu przy użyciu drożdży
      winiarskich. Roztwór ten zwie się brzeczką miodową. Brzeczkę z miodów o
      delikatnym aromacie przygotowuje się na zimno: miód rozpuszcza się w ciepłej
      wodzie (30°C) i dodaje do niego wywar z chmielu oraz przyprawy. Jest to
      brzeczka niesycona. Syconą zaś - zwaną dawniej sytą - sporządza się na gorąco.
      Sycenie miodu (warzenie) polega na podgrzewaniu wodnego roztworu w otwartych
      naczyniach aż do uzyskania odpowiedniego stężenia. Podczas warzenia brzeczki,
      przeważnie z dodatkiem przypraw, zdejmuje się z jej powierzchni szumowiny.

      W zależności od proporcji miodu i wody uzyskuje się miody pitne o różnym
      stopniu słodyczy. Jedna część miodu i pół części wody daje bardzo słodki
      półtorak, natomiast równowaga miodu i wody w brzeczce - słodki dwójniak.
      Półsłodki trójniak powstaje z mieszaniny jednej części miodu i dwóch części
      wody, półwytrawny czwórniak - z jednej części miodu rozpuszczonego w trzech
      częściach wody.

      Miód jest produktem bardzo trwałym, toteż im więcej miodu w brzeczce, tym
      dłużej trwa fermentacja (od dwóch do sześciu miesięcy) i dojrzewanie trunku.
      Półtorak potrzebuje co najmniej pięciu lat, by osiągnąć zadowalający smak i
      aromat, natomiast żeby godny był podniebienia konesera - aż dziesięciu.
      Dwójniak musi dojrzewać dwa-trzy lata, trójniak przynajmniej półtora roku.
      Czwórniak nadaje się do picia już po sześciu-dziewięciu miesiącach.

      Korzenno -ziołowe i owocowe
      Miody pitne mogą być naturalne, tzn. bez dodatku przypraw, lub korzenno-
      ziołowe, aromatyzowane kompozycjami rodzimych ziół i zamorskich przypraw. Każda
      kompozycja jest oczywiście tajemnicą firmy, ale wiadomo, że najczęściej używa
      się chmielu, płatków róży, kłącza kosaćca, korzenia kozłka lekarskiego
      (waleriany), kwiatów czarnego bzu, jagód jałowca lub suszonych czarnych
      porzeczek, korzenia albo liści selera. Spośród importowanych przypraw stosowany
      bywa cynamon, imbir, goździki, pieprz, gałka muszkatołowa i wanilia, a także
      skórka pomarańczowa i cytrynowa.
      Kiedy co najmniej 30 procent wody w brzeczce miodowej zastąpi się moszczem
      owocowym, miód pitny przybiera nazwę od dodanego soku. Mamy zatem najczęściej
      wiśniaki i maliniaki, ale mogą być również słynne jeszcze dwa stulecia wstecz
      dereniaki, jabłeczniaki, agrestniaki, czereśniaki lub porzeczniaki. Te ostatnie
      to już rarytasy dla tych, którzy znajdują przyjemność w warzeniu staropolskich
      trunków w domowych warunkach. Warto spróbować, bo miody pitne doskonale się
      przechowują i z upływem czasu nabierają coraz wyborniejszego smaku i aromatu.

      Cudze chwalicie...
      ...chciałoby się rzec, patrząc na dzieje miodów pitnych. W drugiej połowie
      XVIII wieku ustąpiły ostatecznie miejsca mocniejszym trunkom i modzie na
      cudzoziemskie wina. Picie miodów, zwłaszcza w wyższych sferach, uchodziło za
      staroświecczyznę, tak jak noszenie kontusza i podgolonej czupryny. Na początku
      ubiegłego stulecia działało siedemnaście wytwórni napojów alkoholowych, w tym
      ledwie kilka miodosytni. Dzisiaj są dwie większe w Poznaniu i Lublinie oraz
      parę pomniejszych przy rodzinnych gospodarstwach pszczelarskich, a miody pitne
      stanowią niespełna jeden procent rynku napojów winiarskich. Jakże aktualne
      wydają się słowa Ignacego Krasickiego, który w liście poetyckim "Do
      Lucińskiego" powiada:
      "Przyjdzie zysk i pomocnym wesprze nas ratunkiem
      Wtenczas, gdy się ojczystym zasilając trunkiem,
      Tego będziem używać, co nam kraj nadawa".

        • ptysiek2 Re: Hmmm.... 19.11.03, 18:36
          W Tykocinie w ostanią niedzielę sierpnia co roku jest koncert organowy,
          wspaniały! i trwa obok festyn miodu w parku narwiańskim, bomba, degustacje
          trójniaków, półtoraków, wyroby z miodu, i wszystko co chcecie z miodu! Wiem bo
          i ja tam byłam, miód i wino piłam.
          • rafal.redel Re: Hmmm.... 19.11.03, 23:13
            ptysiek2 napisała:
            > W Tykocinie w ostanią niedzielę sierpnia co roku jest koncert organowy,
            > wspaniały! i trwa obok festyn miodu w parku narwiańskim, bomba, degustacje
            > trójniaków, półtoraków, wyroby z miodu, i wszystko co chcecie z miodu! Wiem
            > bo i ja tam byłam, miód i wino piłam.

            To ja - jako miodowiec neofita - chyba muszę się w przyszłym roku wybrać...


            --
            PS. Chyba, że się mylę, bo pora późna i umysł
            niezbyt lotny...
    • gbetina Re: Mareckie Przysmaki 25.11.03, 00:16
      Jako ze w USA przypada w ten czwartek najwieksze swieto Swieto Dziekczynienia
      wiec i z Wami kochani podziele sie indykiem, Za ten kolejny rok, za nasze
      wspolne Forum i za sprawy lezace nam na sercu Najleprzego!!!
      a pisze w dziale kulinarnym bo to jest swieto indyka,
      to jak jajka na Wielkanoc w Polsce, tu sie obrzeramy indykiem przy wspolnym
      stole, w gronie rodzinnym, z przyjaciulmi.
      takie ptaszysko to ma 7-9kg - sa wieksze ale jestem ograniczony pojemnoscia
      piekarnika
      a nastepnie jest to ptaszysko jedzone (to co zostanie po Swiecie) przez
      nastepny tydzien na sniadanie, obiad, kolacje i deser
      a jak Wy przyzadzacie indora?
      pzdr.
      gbetina
      • ptysiek2 Re: Mareckie Przysmaki 02.12.03, 15:34
        Cześć Gbetinko.To ja Aga musiałam zmienic wizualnie mój wyglądzik bo
        administrator kazał się zalogować.Mówi sie trudno.
        Indyk powiadasz? Hmmm..
        Powiem tyle że, z tego delikatnego mięska wychodzą swietne kotlety mielone z
        pietruszkowym akcentem. Czyli trochę więcej zieleniny niż zwykle, można
        połączyć mięsko indycze z wieprzowym jest wtedy zdecydowany smak, samo indycze
        nadaje wyjątkowo delikatną nutę.
        Pozdrawiam.
      • michal.p.lubiszewski Re: Mareckie Przysmaki - fast-but-not-fast-food 26.11.03, 19:43
        No to i ja dorzucę swoją szczyptę pieprzu do mareckiego garnuszka:

        Fast but not fast-food,
        czyli Spaghetti Carbonara

        Długoletni staż kawalera na obczyźnie nauczył mnie radzenia sobie zarówno z
        brakiem czasu i wybrednym smakiem. Oddany do reszty włoskiej kuchni sięgam do
        jej przepastnej skrzyni pełnej doskonałych, acz prostych wynalazków i wyciągam
        dziś swój własny przepis na wspomnianą wyżej Carbonarę.

        Choć istnieje kilka (więcej niż kanoniczne wręcz: falenicka i otwocka) szkół
        poszukującej reprezentujących jedyne i słuszne poglądy nt. etymologii samej
        nazwy (że przytoczę: "pieprzu dużo w niej jak węgla" [carbone = it. węgiel],
        albo "ulubione danie węglarzy z Neapolu" etc.), jak i jedynego i słusznego
        przepisu, ja ograniczę się jedynie do zachęty nad wypróbowaniem poniższego:

        Składniki (na 1 osobę):

        makaron spaghetti (ilość wedle apetytu)
        śmietana 12% - 1/2 szklanki
        bekon (lub inna wędzonka)
        jajko (najlepiej użyć samego żółtka)
        sól
        pieprz (najlepiej świeżo i grubo tarty)
        oregano
        przyda się też papierowy ręcznik kuchenny

        Do dzieła:

        Do garnka nalewamy wody, sypiemy sól do smaku ew. 4 łyżki oleju (jakość nie gra
        roli, chodzi o uzyskanie wyższej temperatury wrzenia wody). Po zagotowaniu
        wrzucamy makaron, zawijając go misternie tak, aby zmieścił się w całości pod
        wodą.

        Na konkurencyjnym palniku stawiamy patelnię, na którą po pokorojeniu w drobną
        kostkę wrzucamy wędzonkę. Po wytopieniu się tłuszczu zdejmujemy wędzonkę na
        talerz wyłożony papierowym ręcznikiem. Odsączamy tłuszcz z wędzonki i usuwamy
        go także z patelni.

        Do miseczki wlewamy śmietanę, odrobinę soli (aby nie scięła się na ogniu),
        trochę (nie za dużo!) oregano i odsączoną wędzonkę. Po wymieszaniu, całość
        wrzucamy na oczyszczoną uprzednio z tłuszczu patelnię i na wolnym ogniu
        podgrzewamy od czasu do czasu mieszając. Śmietana zaczyna gęstnieć (i jeżeli
        jest to dobrej jakości śmietana, nie ścina się) w momencie, kiedy nasz makaron
        prawdopodobnie dochodzi do odpowiedniej miękkości (najlepiej "ai dente" - lekko
        twardy "na ząbek").

        Makaron odcedzamy z wodzy i wrzucamy na patelnię ze zgęstniałym w międzyczasie
        sosem. Mieszamy dokładnie, wrzucamy żółtko, mieszamy jeszcze raz do niepełnego
        jego ścięcia i... gotowe!!!

        Całość po przerzuceniu na talerz (dobrze, żeby nie był zimny, makarony szybko
        marzną) posypujemy grubo tartym pieprzem i... delektujemy się szybką i smaczną
        Carbonarą...

        Smacznego,
        MPL

        p.s. mniam, mniam
        • gbetina Re: Mareckie Przysmaki - fast-but-not-fast-food 29.11.03, 03:12
          a wszystko to posypac obficie tartym PARMIGIANO REGGIANO
          bez niego zaden posilek nie moze byc kompletny

          A na przystawke proponowal bym poledwice suszona z konia krojona na bardzo
          cieniutkie plasterki z duza iloscia rugetta (zielone podobne do konczynki)
          i z zestruganumi kawaleczkami sera PARMIGIANO a wszystko to polane dobra oliwa
          z oliwek. Jesli mnie pamiec nie myli nazywa sie to Carpaccio

          Do tego oczywiscie szklaneczke (albo i wiecej) Lambrusco Amabille

          A na deser expresso i oczywiscie Tira-mi-su

          Tak panie Michale,
          znajomosc kuchni Wloskiej jest darem losu,
          a mozliwosc zycia i zwiedzania tego kraju to jak wygrana w toto-nero
          wiec mozemy tylko powspominac i pomazyc o dostepnosci tych specjalow w PL.
          pzdr
          Gbetina
          • michal.p.lubiszewski Re: Mareckie Przysmaki - właściwie to włoskie... 03.12.03, 16:49
            gbetina napisał:

            > a wszystko to posypac obficie tartym PARMIGIANO REGGIANO
            > bez niego zaden posilek nie moze byc kompletny

            Zgadzam się w całej rozciągłości: Parmeggiano, si!

            > A na przystawke proponowal bym poledwice suszona z konia krojona na bardzo
            > cieniutkie plasterki z duza iloscia rugetta (zielone podobne do konczynki)
            > i z zestruganumi kawaleczkami sera PARMIGIANO a wszystko to polane dobra
            > oliwa z oliwek. Jesli mnie pamiec nie myli nazywa sie to Carpaccio

            Tutaj mała dygresja, pisząc o koninie miał Pan na myśli prawdopodobnie przepis
            pochodzący sprzed 60 lat, kiedy w obliczu wojennych niedostatków w zaopatrzeniu
            w cięlęcinę, carpaccio (bo istotnie o carpaccio chodzi) używano koniny. Dziś
            konina przestała być przysmakiem, choć wśród niektórych snobów uważa się ją za
            coś ekstra (fanaberia). Rugetta to dobry pomysł, choć ja cenie sobie do
            carpaccio bardziej świeżą bazylię lub ruccolę (podobna do mlecza). Obok oliwy z
            oliwek (koniecznie extra vergine) dodaję także acceto balsamico (najlepszy
            podobno z okolic Modeny). Oczywiście carpaccio musi byc mrożone i pocięte na
            cieniutkie plastry dopiero tuż przed spożyciem!

            Co do Lambrusco to się absolutnie nie zgodzę, chociażby z tego powodu, że to
            wino typowo letnie i z racji swej naturalnej "świeżej" fermentacji bardziej
            aperitif, niż dodatek do (nawet najdelikatniejszych) mięs. Osobiście polecam do
            carpaccio (zarówno tego z polędwiczek cielęcych, jak i z łososia - tak, tak i
            tak też można, z koprem i solą morską - mniam, mniam) raczej białe Soave, np.
            Mesi (dostępne w Polsce np. z sklepie z winami w Panoramie przy ul.Witosa).

            Panie Gbetina, widzę w Panu drucha, który wie co dobre nie tylko dla
            podniebienia. Jak uda mi się wreszcie zrealizowac swoje toskańskie plany,
            zapraszam na południe!

            Pozdrawiam,
            Michał P. Lubiszewski
              • man72 Re: Mareckie Przysmaki - właściwie to włoskie... 19.10.04, 00:30
                ambanasik napisała:

                > A na długie jesienne wieczory polecam wszystkim lekturę powyższego wątku.I
                > zapraszam - do garów Panowie i Panie. Mareckie przysmaki niech znowu
                zagoszczą
                > na Waszych stołach.
                > pzdr.
                > amba

                A ja proponuje kawę po Pakistańsku - kawa z odrobiną baraniego kału.
                (To nie żart, tak pija się kawę w Pakistanie)
                • ambanasik Re: Mareckie Przysmaki - właściwie to włoskie... 19.10.04, 09:03
                  Skoro polecasz, to znaczy że piłeś i jak samowała?( powaznie pytam, to nie
                  zart)...Brrrrrr, ja to trochę "obrzydliwa" jestem i ten kał barani mnie
                  przeraża?Z cukrem sie to pija czy bez?Najpierw sypać kawe, a kał barani potem
                  czy odwrotnie? I najwazniejsze pytanie:gdzie kupiłes kał barani?

                  Ja niestety mimo zamiłowania do kawy w ślady Mana nie pójde i nie będe
                  degustować tego specjału.Ale moze jakiś nastepny amator sie znajdzie?
                  pzdr
                  amba
                  • man72 Re: Mareckie Przysmaki - właściwie to włoskie... 19.10.04, 10:16
                    ambanasik napisała:

                    > Skoro polecasz, to znaczy że piłeś i jak samowała?( powaznie pytam, to nie
                    > zart)...Brrrrrr, ja to trochę "obrzydliwa" jestem i ten kał barani mnie
                    > przeraża?Z cukrem sie to pija czy bez?Najpierw sypać kawe, a kał barani potem
                    > czy odwrotnie? I najwazniejsze pytanie:gdzie kupiłes kał barani?
                    >
                    > Ja niestety mimo zamiłowania do kawy w ślady Mana nie pójde i nie będe
                    > degustować tego specjału.Ale moze jakiś nastepny amator sie znajdzie?
                    > pzdr
                    > amba

                    Nigdy nie piłem, ale mój profesor od historii gospodarczej bedąc kiedyś w
                    Pakistanie takie coś pił.
                    • ambanasik Re: 19.10.04, 11:09
                      I co ? smakowało Twojemu profesorowi?

                      Manie...ja nie wiem jak do Ciebie mówic...polecamy w tym watku różne jedzonka
                      smakowite, _przetestowane na stołach forumowiczów_ to taka marecka forumowa
                      ksiazka kucharska...a ty polecasz kawe z baranim bobkiem, która pił w
                      Pakistanie twój profesor historii gospodarczej...możesz być pewien że od dziś
                      będziesz kojarzony przez forumowiczów z takim specjałem i na nic sie zda
                      zaprzeczanie ,że nie degustowałes takiej kawusi....

                      zniesmaczona amba
                      • gbetina Re: po takiej kawie to trzeba sie czyms odkazic 30.10.04, 17:04
                        wewnetrznie-odkazic
                        ostatnio zagustowalem w rumie
                        nie powiem zeby to bylo mocne jak kompot z kartofli
                        ale to przeciez nie o to chodzi.
                        Na lotnisku byl straganik z rumem i
                        panowie tam pracujacy nalewali po pol szklanki
                        i rozrabiali z... czym kto chcial
                        a rum byl bialy, zloty Carta Dorada, bursztynowy Añejo, i
                        o takim samym kolorze lecz starszy Extra Viejo-bardzo stary
                        no mowie wam miodzio i co najwazniejsze nie chcieli pieniedzy
                        byla to reklama i nie tak jak w supermarkecie rozkrojony cukierek na 4 czesci
                        tylko ile kto chcial, a nawet jesli ktos chcial niewiele to i tak dostawal pelna
                        szklaneczke na droge do odprawy celnej
              • ptysiek2 Re: Mareckie Przysmaki -włoski wątek 03.11.04, 14:16
                Witam wszystkich.
                Zainteresował mnie włoski wątek, ponieważ uwierzcie mi w okolicy naszego
                miasteczka sera "Pergmigano Reggiano" nie ujrzałam już nie wspomnę o polędwicy
                suszonej z konia.
                Panowie z takim apetytem o tym rozprawiali, że teraz to i ja chcę tego
                spróbować tylko gdzie? nie mówicie że mam pojechać do Włoch.
                A ten serek można zastąpić innym?

    • me-how Re: Mareckie Przysmaki 02.11.04, 12:28
      To ja może trochę z innej beczki "BOSKI KURCZAK":

      Kurczaka, starannie umytego układamy na dnie naczynia, najlepiej szklanego.
      Dodajemy goździki, cynamon, a następnie skrapiamy cytryną. Tak przygotowanego
      kurczaka zalewamy jedną szklanka wina białego i jedną szklanka wina czerwonego.
      Dodajemy 100 ml ginu, 100 ml koniaku, 200 ml Smirnoffa i 50 ml białego rumu.
      Potrawy nie musimy poddawać obróbce cieplnej, a kurczaka możliwie szybko
      wyrzucamy - bo jest do dupy, ... Natomiast sos ... sos? Soooss! Paluszki lizać!!

      Aha, kurczaka najpierw należy zabić, bo bydlak wychleje co tylko się da...
      • ptysiek2 Re: Mareckie Przysmaki- kindziuk 03.11.04, 14:32
        Nie wiem na ile Państwo zwróciliście uwagę w sklepach z wędlinami ale pojawił
        się tzw. kindziuk (nawet jeden supermarket miał reklamę, że ten specjał
        sprzedaje wyjątkowo promocyjnie). Kindziuka spotkałam tu wyłącznie w
        supermarketach i wyglądał jak sucha kiełbasa. Miałam ochotę spróbować ale jakoś
        nie było mi po drodze.
        Kindziuka, dodam prawdziwego kindziuka znalazłam w Sejnach przez przypadek -
        okazało się że nocuję u samej mistrzyni tego regionalnego przysmaku.
        Zupełnie inaczej wygląda, jest okrągły przedewszystkim i składa się z samych
        smacznych kawałków mięska, które się suszy. Proces jest bardzo długi,
        najkrótszy 2 miesiące (wykonywany metodami domowymi)i wymaga wprawy. W finale
        smakuje jak słonawa suszona szynka, ale bardzo jest suszona. Kindziuk jest
        bardzo ścisły a pokrojony w cienkie plastry powinien mieć kolor nieco
        bursztynowy, taki miodowy i pięknie pachnie (przemysłowy kindziuk jest ciemno
        czerwony).
        Poza tym jest on stosunkowo drogi, nawet u gospodyń ok. 25 zł za kilo i więcej.
        Jak będziecie w Agustowie i okolicach Suwałk to poszukajcie - warto spróbować.
            • ambanasik Re: Mareckie Przysmaki-Kaczka 03.11.04, 16:03
              Witaj więc AGO i zapytam od razu zasadniczo...co sadzisz o kaczkach?
              Ja miałam do nich uprzedzenia wiele,ze podobno tłuste i kwacza...ale
              zaryzykowałam i kaczka pieczona z jabłkami to poemat na moim stole. Na
              polowanie na kaczki wybiera sie Toban raz na jakis czas.Kupuje najczęściej 2 na
              zapas żeby było;-)Procedura (wersja)podstawowa to nasolić i majerankiem natrzeć
              obficie( mozna na noc zostawic), do wnętrza kaczki zapakować ćwiartki
              jabłek.Całość zaszyć jak szewczyk Dratewka barana dla smoka( ja spinam
              wykałaczkami otwory, bo tak mi wygodnie)Pieczemy to ptaszysko zgodnie z zasadą
              1 godz./1 kg. Ja piekę w brytfannie wypełnionej w 1/4 wodą , nie przykrywam
              niczym tylko polewam sosem który się pojawia.Kaczucha robi sie rumiana jak z
              obrazka, miesko nie wysycha bo podlewam czesto,skóreczka jest chrupiaca i
              tłuszczu wiele nie ma w mięsku, bo sie wytapia.Jabłuszka ze środka kaczki nie
              są najlepsze do konsumpcji(wywalam je na bok dzieląc kaczkę na porcje), ale
              równolegle można połówki jabłek z wydrążonymi gniazdami nasiennymi wypełnic
              zurawinką i upiec obok kaczki albo w mikrofali uprazyć i te jabłuszka pożreć
              jako dodatek dekoracyjny...A jeszcze jedno na takiej kczce to nie ma dużo
              mieska, więc 1 kaczka na 4-5 osob to w sam raz...Chyba o niczym nie zapomniałam.
              Pozdrawiam i smacznego życzę:-)
              amba
              amba
              • ptysiek2 Re: Mareckie Przysmaki-czenaki 04.11.04, 12:07
                kaczucha mniam mniam osobiście jeszcze kaczuchy nie robiłam tym specjalizuje
                się moja mama, i ona obok kaczki (oprócz tego co wepchnęła do kaczki) piecze
                kawałki jabłek a z ananasami, rodzynkami i pomarańczami - pycha!!!

                Ale będąc w krótkiej podróży na wschodnich częściach Polski - poczęstowano mnie
                taką potrawą jak Czenaki.
                Otóż nie znam jej pochodzenia i histori z nią związaną ale zapewniam, tanio
                smacznie i do syta.
                Potrawa jest prosta:
                Ziemniaczki (na 4 osoby rosłe - kilo)pokojone w kawałki nie zaduże, obsmażam na
                patelni - lekko solę, muszą się zarumienić nasze pyry. Przekładam na dno
                naczynia żaroodpornego (tu robię profanację bo nie mogę trafić w rodzaj
                przypraw który tam jest okryty tajemnicą i posypuję przyprawą do ziemniaków)
                Następnie obsmażam małe kawałki mięska (co kto lubi ale najlepsze wieprzowe,
                ilość mięska zależy od tego jak bardzo jesteśmy mięsożerni, radzę nie
                przesadzić) razem z cebulką (jedna nieduża cebulka na głowę pożeracza), solę
                odrobinkę i pieprzę ale tylko odrobinkę.
                Po obsmażeniu układam na ziemniaczkach nasze mięsko i cebulkę. Posypuję
                majerankiem, bazylią, kminkiem (nie przesadzić!), jeszcze raz pieprzę.
                Pod ręką mam przygotowaną suszoną w kawałkach słodką paprykę i grzybki (ile kto
                lubi, ja lubię dużo!!!), którą namoczyłam wcześniej w wodzie (żeby się
                rozwinęła i namiękła zdziebko).
                Tą odsączoną już papryczkę i grzybki wrzucam do naszego naczynka. Na sam wierz
                naszej zapiekanki układam warstewkę kiszonej kapusty (tak, tak moi drodzy
                kiszoną kapustę i nic z nią wczesniej nie robimy no może trzeba nieco odsączyć).
                Zakrywamy naczynko i wsadzamy do piekarnika 200 stopni, na około 40 minut.
                Jedna rada - uwaga jak dużo zlewacie z tego co wcześniej smażyliście oleju do
                naczynia w którym to wszystko zapiekacie. Ja odsączam, a do naczynia wkładam
                własnoręcznie zrobiony smaczyk.W tym czasie powinniśmy mieć przygotowaną kwaśną
                śmietanę - ja nie czekam aż zkwaśnieje bo dziś to trudne zadanie dla śmietany z
                tymi wszystkimi ulepszaczami i dodaję to niej sok z cytryny. Kiedy się wszystko
                upiecze szybciutko wykładamy na talerze i każdy z pożeraczy oblewa żarełko
                dowolną ilością kwaśnej śmietany, PYCHA - świetne danie na ogniska lub imprezy
                robione na dworzu.
                Ja to odstawiam i tak profanę, bowiem tak naprawdę to danie przygotowywują
                osobno dla każdego w takich kamiennych garnuszkach z pokrywką, które są
                wstawiane do ogniska (w żar) lub prawdziwego pieca. Wtedy można je jeść długo
                bo garnuszki trzymają długo temperaturę.
                Pyyyychotasssss!!!
                Pozdrawiam:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka