Dodaj do ulubionych

Awantura o prywatyzację Dolnej Odry

07.12.05, 22:34
Premier wstrzymał prywatyzację Dolnej Odry po tym, jak z LPR zagroził
wycofaniem poparcia dla rządu.

Dolna Odra to szósty co do wielkości krajowy producent energii - opanowała
ponad 3 proc. rynku, zatrudnia ponad 2,5 tys. osób.

Resort skarbu przygotowywał jej prywatyzację od kilku miesięcy. Wczoraj
minister skarbu Andrzej Mikosz podpisał wstępną umowę z hiszpańskim koncernem
energetycznym Endesa. I szybko zastrzegł: - Nie oznacza to sprzedaży zakładów.
Doszło tylko do uzgodnienia podstawowych warunków transakcji.

Hiszpanie będą mogli kupić 85 proc. akcji Dolnej Odry (resztę otrzyma załoga).
Wartości transakcji nie ujawniono. Mikosz zaznaczył, że chodzi o kwotę
znacznie przewyższającą miliard złotych. Kilka dni temu zapowiadał, że to
właśnie sprzedaż elektrowni zapewni znaczne wpływy do budżetu. Teraz wiadomo,
że ministrowi nie uda się zrealizować zaplanowanych na prawie 5,7mld zł
przychodów z prywatyzacji (do 2 grudnia wyniosły one 3,8 mld zł).

Decyzja ministerstwa rozsierdziła bowiem związkowców Dolnej Odry, posłów LPR
oraz Samoobrony.

- Jeśli minister podpisze umowę prywatyzacyjną w takim kształcie, jaki
proponuje obecnie, to znaczy, że rząd jak za komuny nie liczy się z ludźmi -
mówi Antoni Anweiler, przewodniczący zakładowej "Solidarności".

Murem za związkowcami z Dolnej Odry stanął cały Zarząd Regionu NSZZ
"Solidarność". Przewodniczący regionu Mieczysław Jurek jest nawet bardziej
radykalny od kolegów z elektrowni: - Jeżeli minister nie wycofa się z
prywatyzacji, posuniemy się do bardziej ostrych niż oflagowanie form protestu
- zapowiada.

Przeciwko parafowaniu umowy wstępnej zaprotestowali również posłowie LPR. Ich
zdaniem prywatyzacja elektrowni zagraża bezpieczeństwu energetycznemu kraju.
Lider Ligi Roman Giertych powiedział w Sejmie, że jego partia wstrzymuje
poparcie dla działań gospodarczych rządu Kazimierza Marcinkiewicza. LPR domaga
się także odwołania ministra Mikosza.

Po południu sytuację łagodził premier Marcinkiewicz. Podczas konferencji
prasowej stwierdził, że o prywatyzacji Dolnej Odry w tym roku nie ma obecnie
mowy. Marcinkiewicz zabiega o głosy LPR, bo bez posłów tego ugrupowania nie
przeforsuje przygotowanego przez swój rząd budżetu.

- Jestem przekonany, że decyzja LPR o wycofaniu poparcia oparta jest na
niewłaściwych informacjach - powiedział premier. O jakie niewłaściwe
informacje może chodzić?

Według naszych rozmówców z resortu skarbu LPR twierdzi, że umowa
prywatyzacyjna została już faktycznie zawarta. Tymczasem nadal będą toczyły
się negocjacje. - Nie ma zgodności co do ostatecznej ceny, trzeba dograć
sprawę pakietu socjalnego. Dodatkowo decyzja o parafowaniu wstępnego
porozumienia musiała zostać podpisana, bo zakończyła się wyłączność na
negocjacje dla Endesy. Bylibyśmy niepoważni, gdybyśmy pozostawili całą
sytuację w zawieszeniu - uważa nasz rozmówca. Według niego najwcześniej do
prywatyzacji może dojść pod koniec stycznia

Minister Mikosz jest jeszcze bardziej ostrożny: - Prywatyzacja może się
zakończyć dopiero pod koniec pierwszego kwartału.

Działacze związkowi godzą się, by Hiszpanie kupili tylko 33 proc. akcji
elektrowni. Załoga otrzymałaby 15 proc., a skarb państwa - resztę, zachowując
kontrolę nad firmą.

Na takie rozwiązanie z kolei nie chce się zgodzić resort skarbu, bo sprzedaż
pakietu mniejszościowego oznacza mniejsze wpływy do kasy państwa. Inwestorzy
nie płaca bowiem premii za przejęcie faktycznej kontroli nad spółką.
/GW/
--
to nosi chyba każdy...
-----
Czesław, wołałeś mnie? Zaprzęgać!!!
Edytor zaawansowany
  • rysiek24 28.01.06, 13:58
    przeciez wiadomo ze Elektrownia przynosi dochody i to nie male ale ze ktos chce zarobic na tym interesie to sprzedaja bo poki jest przy korycie to musi sie nachapac na przyszlosc

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka