Dodaj do ulubionych

Jest tu jakaś niezadowolona z porodu domowegomama?

06.11.09, 13:10

Witam,

Szykuję się do 2 ciąży i pomimo tego, ze pierwszy poród był ok (rodzilam w
Wawie na Żelaznej), to po porodzie marzylam, zeby znalezc sie w domu (brak
swojej lazienki, gorąco, w nocy sama z dzieckiem...), dlatego tez zastanawiam
sie nad porodem domowym. Ale oczywiscie, jak sobie przypomne, ze jednak
wzielam zzo i ze jednak lekarze byli pod ręką... No po prostu boje sie.
Dlatego chcialabym zapytac, czy jest tu jakas mama, która nie jest zadowolona
z rodzenia w domu? Ewentualnie czy komus sie zdarzylo jednak pojechac do szpitala?

Aha, a jak jest z neonatologiem, szczepieniem i badaniami maluszka po porodzie
domowym?
Edytor zaawansowany
  • monicus 06.11.09, 13:36
    i nie przez osoba odpowiednia bo ani razu nie udalo mi sie urodzic.
    ale ponad dobe regularncyh skurczy mialam i nie wiem o co chodzi z tym
    znieczuleniem. wiem, ze roznie kobity reaguja. ale ja siedzac sobie w pokoju po
    ciemku nie czulam bólu a bardziej wysiłek. dwusetny brzuszek najlepiej to
    oddaje. ale i tak nie byl to taki ból jak np. w udach po dwoch godzinach
    anglezowania wink
    to chyba (moze tylko u mnie) idzie o nastawienie na ten ból.
  • donkaczka 06.11.09, 19:06
    wiesz monicus, urodzilam dwojke bez znieczulenia i naprawde rozumiem, dlaczego
    dziewczyny biora
    u mnie skurcze to taki bol i kosmos, że mam ochote zgryzac tynk ze scian
    przy pierwszym dziecku wymieklam i wzielam
    przy drugim chcialam ale nie zdazylam
    przy trzecim domowo nastawilam sie, ze dam rade i cierpialam z pelna
    swiadomoscia, ale tez pragnelam smierci - wolalam dom niz szpital i zzo, ale co
    wycierpialam, to moje smile

    bol bylby prostszy do zniesienia, gdyby bylo wiadomo, ile potrwa
    ale kiedy kazdy kolejny skurcz coraz gorzej dajesz rade zniesc i nie wiesz ile
    ich bedzie, to zaczyna sie mieknac

    z drugim dzieckiem koncowka porodu byla poza moja swiadomoscia
    maz i polozne cos do mnie mowili, podobno wspolpracowalam, ale ja tylko pamietam
    halas, glosy dookola i zastanawialam sie gdzie jestem i o jakiej glowce oni
    mowia? mialam wrazenie, ze budze sie ze snu na jakims dworcu i goraczkowo
    zbieralam mysli, gdzie jestem i co robie
    chyba taka obrona organizmu przed szalenstwem z bolu
    jak mloda wyskoczyla, to mi przytomnosc wrocila smile

    zreszta jak urodzilam w domu trzecie i polozna probowala go wziac spomiedzy
    moich ud i obejrzec, to tez bylam w jakims odjechanym stanie, zastyglam, nie
    pozwolilam sie dotknac, odtracilam ja i dopiero maz mnie nieco otrzezwil po chwili


    ja tam zazdroszcze lekkich porodow dziewczynom smile
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • kaeira 06.11.09, 19:16
    A ja na przykład miałam skurcze całkiem znośne, ale wszystko trwało tak długo,
    że poprosiłam o znieczulenie żeby choć trochę sobie ulżyć, bo byłam kompletnie
    wycieńczona (2 noce praktycznie bez snu) Ulżyło, ale inna sprawa, że potem
    skurcze zaburzyło uncertain

    --
    *Nikt nie spodziewa się laktacyjnej inkwizycji*
  • kaakaa 06.11.09, 14:26
    moonik1 napisała:

    >
    > Witam,
    >
    > Szykuję się do 2 ciąży i pomimo tego, ze pierwszy poród był ok (rodzilam w
    > Wawie na Żelaznej), to po porodzie marzylam, zeby znalezc sie w domu (brak
    > swojej lazienki, gorąco, w nocy sama z dzieckiem...), dlatego tez zastanawiam
    > sie nad porodem domowym. Ale oczywiscie, jak sobie przypomne, ze jednak
    > wzielam zzo i ze jednak lekarze byli pod ręką... No po prostu boje sie.

    To może najlepszym rozwiązaniem dla Ciebie jest poród ambulatoryjny? Po prostu -
    rodzisz w szpitalu, leżysz na porodówce 2 godziny, w tym czasie neonatolog bada
    dziecko, a potem wypisujesz się na własne żądanie i prosto z sali porodowej
    jedziesz do domu do własnych pieleszy i własnej łazienki.


    > Dlatego chcialabym zapytac, czy jest tu jakas mama, która nie jest zadowolona
    > z rodzenia w domu?

    Obawiam się, że raczej są same zadowolone, o ile udało im się faktycznie urodzić
    w domu wink

    > Ewentualnie czy komus sie zdarzylo jednak pojechac do szpita
    > la?

    Z moich informacji wynika, że taka przykrość spotyka ok 10% kobiet, które
    zaczynały rodzić z nastawieniem, że chcą urodzić w domu. Przyczyny są różne i są
    tu na forum jakieś dziewczyny, które skończyły poród w szpitalu mimo innych
    wcześniejszych planów.

    > Aha, a jak jest z neonatologiem, szczepieniem i badaniami maluszka po porodzie
    > domowym?

    Poszukaj na forum, było już o tym. Generalnie wszystko trzeba załatwić samemu,
    ale są na to różne sposoby.

    Pamiętaj, że nie tylko w domu można dobrze urodzić! Życzę mądrej i
    satysfakcjonującej decyzji.
  • moonik1 06.11.09, 15:52
    kaakaa - no wlasnie ciezko dobra decyzje podjac. Bo niby wydawalo mi sie, ze
    poprzednia byla dobra i mądra. Po porodzie mialam euforie - ze w ogole urodzilam
    i to silami natury (moja siostra 2 razy cc). No i mnie nie nacieli, tylko
    pękłam. Bylam piekielnie szczesliwa.
    Z drugiej strony - dobrze pamietam, ze prawie caly porod przesiedzialam w domu.
    Ze lezac sobie w swojej wannie wlasciwie skurcze byly do wytrzymania. Ze droga
    do szpitala w samochodzie juz fajna nie byla. W szpitalu badania rozwarcia tez
    mile nie byly. No i "standardowa kroplówka" - chyba nawadniająca, ale w sumie
    nei wiem, co w niej bylo (na pewno nie oxy). Moze gdyby nie 20 minut lezenia pod
    KTG, to udalo by mi sie urodzic w wannie bez znieczulenia? Bo w wodzie naprawde
    bylo znosnie...A jak mi kazali z niej wyjsc, to po wstaniu od razu zaczelam sie
    drzec, ze chce zzo...
    No i jest jeszcze kwestia oporu rodziny - nie wiem, czy to w ogóle do przejscia uncertain
  • kaakaa 06.11.09, 17:07
    moonik1 napisała:

    > kaakaa - no wlasnie ciezko dobra decyzje podjac.

    No, generalnie, życie łatwe nie jest... I decyzji za Ciebie nikt nie podejmie,
    choćby Ci ciężko było... Ale okrutna jestem, nie? wink

    > No i "standardowa kroplówka" - chyba nawadniająca, ale w sumie
    > nei wiem, co w niej bylo (na pewno nie oxy).

    A skąd pewność, że nie oxy? Bo "standardowa kroplówka" do porodu, to nie wiem,
    co to może być. W każdym szpitalu standard inny. Niestety, z mojego
    doświadczenia z Żelazną wynika, że tam "standardowo" się ostatnio podaje
    oksytocynę (jak przeglądałam w wakacje dokumentacje to chyba z 80% rodzących ma
    zdiagnozowane pierwotne lub wtórne osłabienie czynności skurczowej i dostaje
    oksy). Poznać ją można po tym, że oksy idzie z pompy infuzyjnej (taka wielka
    strzykawka na stojaku z elektroniczną maszynką popychającą powoli tłok tej
    strzykawki). Kroplówka nawadniająca (PWE lub sól fizjologiczna) leci z butelki
    powieszonej na wysokim wieszaku.

    > Moze gdyby nie 20 minut lezenia pod
    > KTG, to udalo by mi sie urodzic w wannie bez znieczulenia?

    Fakt, w domu pewnie byś pod KTG nie leżała.

    > No i jest jeszcze kwestia oporu rodziny - nie wiem, czy to w ogóle do przejscia.

    A jaką rodzinę masz konkretnie na myśli? Jeśli mąż jest przeciw, to ciężka
    sprawa, trzeba by go na czas porodu eksmitować, bo osobnik przeciwny porodowi
    domowemu pod jednym dachem z takim porodem, to poważne zagrożenie (nie żartuję,
    to naprawdę tak działa - zestresowany mąż może skutecznie zablokować poród żony
    albo być przyczyną powikłań). Ale jeśli chodzi o inną, dalszą rodzinę - to, nie
    wiem jak Ty, ale ja miałabym ich w... "poważaniu". Przed moim pierwszym porodem
    rodzina nie wiedziała nic o naszych domowych planach. I to była mądra decyzja,
    bo w innym wypadku teściowa niechybnie zeszłaby na zawał albo doprowadziła mnie
    do nerwicy.

    Wierzę, że uda Ci się jednak podjąć mądrą decyzję. A dziewczyny z forum pewnie
    wesprą Cię swoim doświadczeniem.
  • kaeira 06.11.09, 17:25
    kaakaa napisała:
    > Niestety, z mojego doświadczenia z Żelazną wynika, że tam "standardowo" się ostatnio podaje
    > oksytocynę (jak przeglądałam w wakacje dokumentacje to chyba z 80% rodzących ma
    > zdiagnozowane pierwotne lub wtórne osłabienie czynności skurczowej i dostaje
    > oksy).

    Naprawdę? sad A wiesz, czy po pierwszym CC także?

    --
    *Nikt nie spodziewa się laktacyjnej inkwizycji*
  • monicus 06.11.09, 17:36
    tez. ja wiem bo mnie chcieli podlaczyc ale im odmowilam
  • kaakaa 06.11.09, 17:54
    Niestety, tym, żeby po cc nie podawać oksy, to się mało kto przejmuje... Zasada
    jest taka, że się nie powinno (bo większe ryzyko pęknięcia macicy) ale przecież
    sala cięciowa tuż tuż, więc, co się może stać? Wrrr...
    Są nawet tacy geniusze polskiej medycyny, którzy w przypadku próby psn po cc
    każą w 39/40 tygodniu przyjść na wywołanie (oksytocyną, nie inaczej). Żeby, broń
    Boże, nie przenosić, bo... no właśnie, nie wiem "bo co" i obawiam się, że i oni
    nie wiedzą...
  • orzechowa1 12.11.09, 08:10
    kaakaa, zasmucę Cię, bo tak właśnie postąpiono na Żelaznej z moją
    przyjaciółką.
    Pierwszy poród: w środkowym dniu terminu przechodząc przy szpitalu
    'wpadła na chwilę' na zrobienie zapisu KTG, który wykazał spadek
    tętna, skończyło się cc na cito.
    Drugi poród, 3 lata później: Żelazna, w środkowym dniu terminu
    wywołany oksy, 'ze względu na dobro dziecka', bo zła historia
    zapisów ktg... Poza koszmarnymi bólami po oksy, poród dobry.
  • kaakaa 12.11.09, 12:25
    Orzechowa, owszem, smucą mnie takie historie, ale niestety już nie zaskakują sad
    Takie postępowanie jest przyjęte w większości szpitali i osławiona Żelazna nie
    jest wyjątkiem, niestety sad
  • moonik1 06.11.09, 17:55
    Hmm, prędzej stawiam na nawadnianie, bo w trakcie porodu nonstop siusialam, nie
    bylam w stanie kontrolowac pęcherza, a pić mi sie nie chcialo (ale i tak
    nawadniania nie rozumiem, bo w formie bylam bardzo dobrej. Po co nawadniac na
    zas? Moze potem dlatego spuchlam) Poza tym oksy chyba bym poczuła? Znieczulenie
    wzielam póxniej. Chyba to byla butelka na wieszaku, ale musze zapytac meża, moze
    on lepiej pamieta big_grin
  • moonik1 06.11.09, 18:04
    Wiecie co, postaram sie w przyszlym tygodniu to sprawdzic, bo jesli by to byla
    oksy, to naprawde sie wkurze.
  • kaakaa 06.11.09, 19:56
    Tak z ciekawości pytam, bo raczej rodzące nie mają dostępu do swojej kompletnej
    dokumentacji porodowej a w wypisie szpitalnym takich "błahostek" jak podawanie
    oksytocyny się nie uwzględnia.
  • moonik1 07.11.09, 15:20
    Na szczescie mąz pamieta smile Bo wiedzial, ze ma sprawdzac, co mi robią big_grin I wg
    niego to byla sól fizjologiczna, twierdzi, ze czytał etykietke na butelce.
  • kropkaa 07.11.09, 22:46
    Owszem, są dziewczyny niezadowolone z różnych działań w porodzie
    domowym, czasem z położnych. Jak to w życiu, położna też człowiek.
    Część rzeczy była niedogadana, inne wyszły nie tak, jak miało być
    (np. jedna mama miała problem z immoglobuliną).
    Do szpitala też były wskazania - zielone wody, nieodklejenie się
    łożyska.
    Ale jakiegoś żalu, że urodziłam w domu, a nie w szpitalu nie
    pamiętam.
    Natomiast przewrotnie napiszę, że zazdroszczę tym dziewczynom, które
    marzyły o zzo. Ja byłam na takim poziomie świadomości przy bólach
    krzyżowych, że tylko i wyłącznie cc wchodziło w grę. Wizualizowałam
    sobie, że zaraz przyjedzie położna, weźmie mnie do szpitala, a tam
    mi zrobią cc, najlepiej pod jakąś całkowitą narkozą i to dziecko
    będzie moim pierwszym i ostatnim, no, chyba, że może jak zapomnę, to
    ew. drugie też tylko i wyłącznie przez cc... Takie miałam wizjesmile
    Na szczęście do przyjazdu położnej zapomniałam o bólach krzyżowych,
    bo rozdzierały mnie bóle parte i choćbym nawet nie wiem jakie
    pieniądze nie wiem komu obiecała, to cc raczej ani żadne inne
    podróze w grę nie wchodziły. I tak to zupełnie naturalnie, bez
    narkozy i cięcia, urodziłam w domu - całkiem szybko i sprawnie,
    drugie też w domu powić mam zamiarwink Choć świadoma jest "zagrożeń" i
    ciągle myślę, jak sobie poradzę z marzeniami o zzo, cc czy jakimś
    innym cudnym sposobie przeniesienia dziecka między powłokami
    brzusznymi a światem bez mojego udziałuwink
  • sugarxxx 07.11.09, 23:11
    Ja właśnie jestem jednym z przypadków opisanych przez kropkę...
    No i właśnie jestem niezadowolona, że urodziłam w szpitalu i przez cc sad
    Z domowego pewnie bym była zadowolona, że ho ho! smile
  • ph78 08.11.09, 22:35
    Hahhahha, Kropkoo, ja już właśnie podczas partych, które u mnie mało
    efektywne były i wydłużyły II fazę porodu do 4 bardzo męczących
    godzin, miałam taki genialny plan, że kolejne dziecko tylko przez cc,
    bo z tym sn i domowym to wymyśliłam jakieś nieporozumienie!

    Natomiast gdy tylko poczułam córkę na piersi deklarowałam, że mogłabym
    trójkę urodzić! Szok poporodowy jak ta lala wink
  • deigratia 12.11.09, 15:19
    Jestem bardzo zadowolona z porodu domowego, ale drugi raz nie urodzę
    w domu, bo 1/nie mogę, 2/bałabym się.

    W trakcie pierwszego porodu nie odkleiło mi się łożysko. Poza tym
    było genialnie. Rodzina nie miała o niczym pojęcia (mama jak już
    ochłonęła zaczęła się chwalić dookoła, tata niedawno wyszło, że ma
    żal o zatajenie, teściowie nigdy nie spytali i do dziś nie wiedzą).
    Bóle miałam paskudne od samego początku i był moment, kiedy leżąc w
    wannie (mi to nic a nic nie pomagało), uważałam się za maksymalną
    idiotkę, chcąc rodzić bez znieczulenia.
    Czekaliśmy 2 godziny na odklejenie łożyska; dostałam w międzyczasie 2
    dawki oksy, spionizowano mnie i... odleciałam na 10s. Wtedy zapadła
    decyzja o szpitalu. W samochodzie łożysko zaczęło się odklejać, ale
    nieprawidłowo powodując duży krwotok do macicy i spadek mojego tętna.
    Na Żelaznej wszystko czekało już gotowe. Moja hemoglobina spadła do
    pięciu coś, ale ostatecznie nie miałam potem problemów z zawrotami
    głowy czy nawet z jakimiś mroczkami. Jeden z tamtejszych lekarzy
    nakrzyczał na mnie, że mój poród był patologiczny i że mogłam umrzeć.
    Hm.. no ale chyba właśnie po to są szpitale, żeby ratować takie
    przypadki jak mój, nie?
    Teraz moje położne twierdzą, że jestem w grupie ryzyka i muszę
    urodzić w szpitalu. Nie buntuję się, bo marzy mi się dobra forma po
    porodzie a nie długa anemia. Poza tym małżonek najadł się jednak
    trochę strachu o mnie i w naszym przypadku nie podchodzi już tak
    entuzjastycznie do porodu domowego. Myślę też o porodzie
    ambulatoryjnym, ale po ewentualnym łyżeczkowaniu pewnie z tym
    gorzej..
    W szpitalu neonatolog chętnie (można go zamówić do domu, mój chciał
    sto coś za wizytę); szczepienia dziękuję bardzo! Gdybyśmy wtedy nie
    wylądowali w szpitalu, to pierworodny przez mój ówczesny brak
    przygotowania do tematu obszedłby się przynajmniej bez szczepionki na
    gruźlicę. Oj, tego to żałuję.
  • juleg 12.11.09, 15:31
    Była mama niezadowolona, ale raczej chyba z położnej niż z samego pomysłu
    domowegosmile poszukaj w archiwum.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/7u22yx8d5m2vbqt6.png

    http://www.pomoz-amelce.pl/
  • nasz.franko 13.11.09, 10:04
    rzadko sie udzielam, ale tym razem zabiore glos...
    potwierdzam slowa poprzedniczki- z porodu w domu nie idzie nie byc
    zadowolonym- skoro decydujesz sie zeby ominac szpital z jakichs
    powodow to cokolwiek by sie nie dzialo bedziesz wdzieczna losowi, ze
    sie to udalo wink W kazdym razie tak bylo u mnie.
    Jak juz to moze cos nie zagrac z polozna...
    Dziewczyny nie wiem czy tez tak macie, ale u mnie im wiecej czasu
    mija od porodu, im wiecej czytam i sie dowiaduje- tym wiecej
    pretensji rosnie we mnie do poloznej niestety...
    Teraz po czasie przypominam sobie niestety szczegoly (acz bardzo
    wazne!) ktore niestety sprawiaja ze no nie wiem... czuje sie troche
    oszukana... Moze powinnam uzyc innych slow, mlodzian nie daje mi sie
    skupic i mnie usilnie atakuje big_grin
    W kazdym razie teraz mam juz bardziej sprecyzowane wymagania i nie
    omieszkam poinformowac o nich polozna przy kolejnym naszym "razie"
  • kropkaa 13.11.09, 21:55
    Co do położnej to ja bym rzekła tak - to też jest tylko człowiek i
    nie potrafi czytać w naszych myślach. I po prostu jak najwięcej
    rzeczy, żądań, wskazówek należy przedstawić PRZED porodem. Co
    koniecznie chcę, czego absolutnie nie, co by było miło, ale jeśli
    nie wyjdzie, to trudno.
    Nie da się do końca nigdy i nigdzie, aby wszystko się udało. Czasem
    jest też tak, że nie wiedziałyśmy nawet, że to chcemy, a po fakcie
    sobie myślimy - szkoda, że nie wyszło, byłoby fajnie.
    Ja akurat odczuwam coś innego - wiele rzeczy, bardzo pozytywnych,
    zauważyłam już po fakcie. To, jak położna mówiła, że bardzo dobrze
    mi idzie, choć oddychać bym spróbowała inaczejwink, to, że były
    momenty, że widziałam lekki strach na jej twarzy, ale nic nie mówiła
    i nie panikowała, tylko robiła swoje.
    Owszem, wiem, że nie każda położna domowa to klon mojej i różnie
    bywa, czasem tak, jak zupełnie nie powinno być, ale naprawdę rzadko
    jest tak, że "wina" leży tylko po jednej stronie. A najczęściej to
    kwestia dogadania. I cały czas jestem zdania, że im dłużej jest się
    samemu, tym lepiej.
  • clementine_kruczynski 23.11.09, 15:14
    Pierwsze dziecko rodziłam w szpitalu, drugie w domu.
    Z pierwszego porodu jestem zadowolona w 75%, z drugiego w 100%, choć uważam że
    ten drugi był znacznie trudniejszy.

    A gdy się tak mocno zastanowić co może zrazić w porodzie domowym to potężna
    fizjologia i ogromny bałagan do posprzątania po narodzinach. W szpitalu jakoś
    tego nie widziałam, bo mają te swoje sztuczki (nerki, wiaderka, odpływy, czy co
    oni z tym robią), natomiast w domu czułam lekkie zażenowanie tym, jak bardzo
    "nabałaganiłam" - widok krwi, łożyska i błon płodowych nasunął mi - nie wiedzieć
    czemu - skojarzenia ze świniobiciem wink

    A drugi, znacznie poważniejszy minus: w domu jesteś zdana na siebie, dobrostan
    Twój i dziecka zależy od tego czy Ty będziesz oddychać, czy Ty będziesz
    współpracować, czy będziesz przytomna; nie ma opcji "wyłączę się bo już nie
    chcę, niech mnie tną, niech robią co chcą, ja mam dosyć"; pamiętam że w trakcie
    przeciągającego się kryzysu 8 cm bardzo żałowałam, że nie jestem w szpitalu,
    gdzie na pewno skamlałabym o cięcie (opcji ZZO nie było), a transportu z tak
    potężnymi skurczami sobie nie wyobrażałam.

    No i trzecie - po fakcie jesteś u siebie w domu, i to jest plus, i zachęta do
    aktywności, ale też i zagrożenie; jednak poród - mimo, że domowy, jest
    obciążeniem, i przez te pierwsze dni należy się oszczędzać. Czytaj: w szpitalu
    obiad Ci podadzą, w domu możesz mieć pokusę by ugotować go sama, co zbyt
    szczęśliwym pomysłem w dobę po porodzie raczej nie jest.


    pzdr.
  • ph78 23.11.09, 20:56
    No nie wiem, jakoś we mnie ta opcja świniobicia wzbudza sprzeciw...
    Nie mam porównania do szpitala i na pewno przebieg każdego porodu
    jest inny, ale u nas akurat mimo właśnie straszenia przez
    Pielągniarkę-Przyjaciólkę-Teściowej, zapowiadanej krwawej jatki nie
    było... Porozkładane podkłady chłonne, folia na parkiecie - tak. Ale
    położna pięknie wszystko po porodzie uprzątnęła, łożysko zabrała, bo
    o lotosach nam się nie śniłowink Oczywiście, ilość utraconej krwi jest
    kwestią indywidualną.

    A z tm gotowaniem obiadu w dobę po porodzie to faktycznie średni
    pomysł - ale i w domu można dostać podany przez życzliwą duszę smile A
    ja w 2 dobie już całą chatę ogarnęłam, bo mam takie zboczenie
    psychiczne porządkowania świata przez sprzątanie domuwink A w 3 dobie
    zasiadłam do pracy przed komputerem, bo się poniedziałek zrobił smile
  • juleg 24.11.09, 20:08
    Z jednym (w moim przypadku) się zgodzę z innym niesmile Miałam też porównanie,
    pierwszy w szpitalu drugi w domu, no i miałam kryzys nad ranem, naprawdę dosyć
    wszystkiego i gdybym tylko mogła uciekłabym na piechotę do szpitala po ZZO,
    jednak dostałam od położnej cień nadziei i weszły we mnie jakieś nadprzyrodzone
    siły, dałam radę i pojechałam dalej, zgadzam się, tu nie ma zmiłuj trzeba
    działać i biec swój maraton... Ale za to po porodzie miałam czysto, wody mi
    odeszły pod prysznicem, potem nie krwawiłam jak prosię, jeden podkład załatwił
    sprawę, śladu po porodzie nie było dosłownie w 10 minut, może tylko u mnie tak
    wyszło a bywa gorzejsuspicious
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/7u22yx8d5m2vbqt6.png

    http://www.pomoz-amelce.pl/
  • kropkaa 24.11.09, 21:30
    W szpitalu gotowa bym była wyczyścić konto moje, męża, zlikwidować
    oszczędności i wziąć kredyt w banku, byle tylko mieć cc... Ale
    kryzys minął, pieniądze zostaływink, a ja urodziłam.
    Nie wiem, o co chodzi z tą krwią - przecież ona nie bryzga po
    ścianach!? Rodziłam w łazience, miałam na podłodze ręczniki, takie
    normalnie używane - położna wrzuciła do pralki, nawet najmniejszej
    plamki nie było. Jakaś chyba pielucha była w stanie takim, że
    prosiłam, by od razu wylądowała w koszu. To wszystko. Łazienkę
    położna doprowadziła do stanu poprzedniego - nikt by się nie
    domyślił, że tu był poród. Łożysko i krew nie pływały po podłodze,
    tylko wpadły do podstawionej miski. Wody chyba też, nie pamiętam,
    jeśli nie, to wsiąkły w ręczniki.
    Na drugi dzień po porodzie nic mi nie brakowało - noworodek spał, ja
    też, cisza, spokój. Żadnych obchodów, kąpieli w środku nocy
    (koleżanki dziecko położne kąpały o 4 nad ranem...), wizytacji
    lekarzy, pielgrzymek gości do sąsiadek. Nie brakowało mi też
    szpitalnej mlecznej zupy z kożuchami czy wodzianki na obiad.
    A że musiałam urodzić sama... Hm, naprawdę nie oczekiwałam od
    kogokolwiek, że zrobi to za mniewink
  • juleg 25.11.09, 06:41
    No właśnie, moje łożysko też było w miscesmile do tej pory kojarzy mi się owa
    micha z tym miłym dniemsuspicious
    A co do jedzenia szpitalnego, to niestety nie było zjadliwe, jechałam na
    kanapkach od męża, które mi dostarczał.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/7u22yx8d5m2vbqt6.png

    http://www.pomoz-amelce.pl/
  • donkaczka 25.11.09, 11:11
    u nas jatki brak bylo smile
    mialam na podlodze materac cienki, folie i przescieradlo na nim, jak juz byla
    koncowka polozna polozyla podklad duzy, urodzilam na niego, lozysko juz na lozku
    z malym u piersi
    krwi prawie nie bylo, zanim sie malym nacieszylam polozna wszystko spakowala do
    jednego worka na smieci

    lozysko poszlo do zamrazarki, czesc do labu na homeopatie, po poltorej godzinie
    siedzialysmy na dole i jadlysmy kolacje, ja potrzebowalam sie oderwac i ochlonac
    a rano mialam takiego strzala energii, ze gotowalam obiad, pojechalam po napoje,
    dwa dni pozniej zakupy, roznosilo mnie strasznie smile zawsze po porodzie bucham
    energia i musze sie powstrzymywac by nie przeginac z wysilkiem
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • juleg 25.11.09, 14:56
    No właśnie ta energia jest zastanawiającasmile Po szpitalnym- noc nieprzespana, po
    porodzie czułam się jak kupa, pod prysznicem miałam czarną ścianę przed oczami,
    mroczki, gwiazdki i wszystko na raz, siłą woli nie zemdlałam.
    Po domowym- noc nieprzespana, czułam się wspaniale, widziałam jasne,
    pomarańczowe kolory, miałam energię, biegałam po domu, spać poszłam dopiero
    wieczorem średnio zmęczonasmile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/7u22yx8d5m2vbqt6.png

    http://www.pomoz-amelce.pl/
  • ph78 26.11.09, 10:33
    Dobrze wiedzieć, że nie ja jedna miałam taki przypływ sił witalnych
    po porodzie! Powszechna wizja kobiety w pierwszych dniach połogu
    jest dokładnie odwrotna - wszyscy wizytatorzy dziwili mi się, że ja
    w ogóle chodzę (sic!), krzątam się po domu, uśmiecham i jestem pełna
    werwy. I wszyscy mi dobrze radzili z troską, żebym odpoczywała i
    nabierała sił - a ja nie byłam zmęczona i miałam mnźstwo sił w
    sobie, w życiu tyle nie miałam smile Jak zaczęłam sprzątać całe
    mieszkanie w 2 dobie, to Teściowa 2 razy dzwoniła i raz
    indoktrynowała mnie, że muszę leżeć, a jak nie odniosła skutku, to
    potem jeszcze drugi raz męża, żeby mnie nakłonił czy może siłą
    położył wink No ale ona miała zgoła inne doświadczenia ze swoimi
    porodami domowymi.
  • kaakaa 26.11.09, 10:43
    No, to ja dorzucę tu swoje trzy grosze...
    Jasna sprawa, że kobieta po porodzie naturalnym (a domowy to przecież sama
    natura powinien być) jest w dużo lepszej formie niż po medycznych przejściach i
    zabiegach. Jednak zwracam Wam baczną uwagę na ograniczenie wysiłku w pierwszych
    dniach a nawet tygodniach po porodzie. Ja sama po porodach też jestem w
    doskonałej formie i mogę jeszcze tego samego dnia brać się do pracy, więc
    rozumiem te z Was, które czują wielki zapał by sprzątać mieszkanie, czy biegać
    na zakupy. Pamiętajcie jednak, że zmiany pociążowe w Waszych ciałach powodują,
    że w tym okresie bardzo łatwo zrobić sobie krzywdę. Myślę tu szczególnie o
    nadwyrężonych mięśniach dna miednicy. Po wysiłku porodowym są one mocno
    rozciągnięte a dodatkowo działające w ciąży i połogu hormony powodują, że w tym
    okresie znaczny wysiłek związany z pracą mięśni tłoczni brzusznej (np.
    dźwiganie, wchodzenie po schodach) może mieć wyjątkowo przykre skutki...
    To, tylko tak, dla porządku, żebyście w poporodowej euforii nie przestawiały
    mebli i nie organizowały wypraw piechotą na X p. z wózkiem pod pachą wink
  • monicus 26.11.09, 12:14
    a na piąte piętro można? smile
  • ph78 26.11.09, 20:52
    Czyli te przykre pogłoski o wypadającej macicy to prawda? Ja na
    wszelki wypadek w połogu nie dźwigałam nic ponad 3kg słodkiej masy
    urodzeniowej smile Tylko nie wiedziałam, że wchodzenie po schodach to też
    grzech i śmigałam na III piętro kamienicy, choć jest winda... Ale
    chyba można znaleźć złoty środek między szaleństwem wysiłkowym a
    leżeniem plackiem w łóżku!
  • marianna0077 26.11.09, 21:39
    Oj prawda, prawda, niestety. Ja też dostaję poporodowej mani. Nawet
    w szpitalu ze szwami na kroczu wink. Ale istotnie, jak nasza pani
    położna przyszła do nas dzień po porodzie i zobaczyła, jak starszego
    noszę to się przestraszyła i baaardzo prosiła bym na czas połogu
    oszczędzała się ile mogę. A potem odwedziła mnie ciotka (która po
    dwóch traumatycznych porodach trzecie postanowiła full natural,
    udało się, co w tamtych czasach było dopiero wyczynem) i
    opowiedziała jak to se właśnie polatała po tym trzecim i narobiła
    bigosu. Siły miała by góry przenosić, to przenosiła (ja po pierwszym
    porodzie przez miesiąc jadałam jak sobie przypominałam, bo wieczór
    nastał albo jak mąż na mnie nakrzyczał bo widział co się ze mną
    dzieje). I po tych przenosinach gór biegając po schodach posikiwać
    zaczęła na każdym schodku. Miała jakiś zabieg, ale do dziś jej się
    to zdarza (na przykład na trampoline z wnukami smile). Więc dziewczyny,
    świentom prawde Kaka prawi, jak zwykle zresztą, żadne odkrycie smile
  • donkaczka 26.11.09, 23:58
    oj,ja po kazdym porodzie tak buchalam energia, szpitalnych tez, ale zalecenia
    znam i o ile zakupy robilam, to nie dzwigalam
    ale po domu sie krecic musialam, rozniosloby mnie
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • bonga_dax1 27.11.09, 07:33
    No to powiem, że trochę zazdroszczę. Dla mnie jeszcze tydzień po pierwszej
    cesarce ogromnym wysiłkiem było przejście dookoła bloku z psem już nie mówiąc o
    tym, jak się po czymś takim człowiek przewraca z boku na boku, albo usiłuje
    usiąść na łóżku, wstać w nocy do karmienia - tragedia. A jeszcze dzień przed
    pójściem do szpitala na koniu śmigałam... Depresja murowana. Czułam się jak
    ubezwłasnowolniona kaleka. Po drugiej jakoś siły mi szybciej wróciły, pomimo
    tego, że rana mi się paprała, w nocy trzęsły mnie dreszcze, czyli piękne
    zakażenie miałam... Nie wiem od czego to zależy, może dlatego, że jednak te parę
    godzin porodu miałam i byłam w euforii, że chociaż mi spróbować pozwolili, bo
    jechałam do Matki Polki z przekonaniem, że z miejsca mnie na stół wezmą - takie
    opinie słyszałam. No i już nie bawiłam się we wstawanie w nocy - po pierwszym
    karmieniu mały spał z nami i wszyscy byliśmy bardziej wyspani i szczęśliwi.
  • kaakaa 27.11.09, 13:06
    Dziewczęta drogie! Ja, broń Boże, nie chcę sugerować, że po porodzie to kobieta
    powinna przez te 6 tygodni połogu tylko leżeć i pachnieć! Chodziło mi tylko o
    to, że to nie odpowiedni stan organizmu do tego, żeby nadmiernie obciążać
    mięśnie i powięzi dna miednicy. Po co potem męczyć się z obniżonymi narządami
    czy nietrzymaniem moczu? Oczywiście, normalna aktywność (bez nadmiernego
    obciążanie) nie jest w połogu przeciwwskazana. A nawet trzeba się ruszać,
    pionizować, ćwiczyć, bo szybciej się do pełnej formy wtedy wraca. Tylko wszystko
    z umiarem, miłe panie smile
  • 987ania 25.11.09, 17:49
    > lozysko poszlo do zamrazarki, czesc do labu na homeopatie

    jaki lab i jakie homeo??
  • donkaczka 26.11.09, 23:54
    a w niemczech mozna wyslac lozysko, wlasciwie fragment do jednego laboratorium i
    robia z tego kulki o roznych potencjach, i na rozne dzieciece i na dorosle
    dolegliwosci
    musialabym poszukac rozpiski, co na co, bo zrobilam, ale my nie chorowici i nie
    bylo okazji uzywac

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • ph78 27.11.09, 11:11
    Fajnie, w Stanach samemu się suszy lub mrozi i w kapułki żelowe
    pakuje. Niektórzy nawet miksują koktajl z placentą, podobno
    rewitalizuje w połogu i zapobiega depresji post partum.
  • kropkaa 27.11.09, 15:47
    No przecież w Polsce też sobie możesz zjeść...

    > podobno rewitalizuje w połogu[...]
    Podobno sok z pokrzywy działa, a poród lotosowy zapewnia spokojne
    usposobienie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.