Dodaj do ulubionych

mój trzeci - pierwszy raz

03.12.10, 00:12
Nie wiem, gdzie wkleić ten wątek, więc niech moderatorki wrzucą gdzie chcą smile
Trochę historii: pierwszy poród 2005 - cholestaza i szybka decyzja o cięciu na zimno. Wielka trauma, mnóstwo wątpliwości, czy to aby na pewno było konieczne, depresja, problemy z karmieniem i co tam jeszcze tylko chcecie,
drugi poród 2007 - determinacja, żeby tym razem urodzić naturalnie. W ostatnim dniu 34 tygodnia nagle odeszły mi wody no i chcąc niechcąc pojechałam do szpitala, a tam... nawet jakieś szanse mi dawali, po 30 godzinach podali oksytocynę, ale po kolejnych ośmiu, kiedy nie było żadnych postępów "wkręcili" mnie w następne cięcie. I znowu powtórka z "rozrywki", depresja, pytania bez odpowiedzi, ech... ale ja nie o tym wink
Jakimś zbiegiem szczęśliwych wypadków trafiłam na to forum, tak ciepłe, naturalne, poczułam się tu od razu jak w domku. I zaczęło się rodzić marzenie, żeby urodzić nie tylko naturalnie, ale i pięknie, domowo... Wszystko przemawiało przeciwko mnie, 2 cięcia, praktycznie zero doświadczenia porodowego (ani razu nie doszło do żadnego rozwarcia). Postanowiłam jednak się nie poddawać i wywalczyć tyle, ile się da. Znalazłam cudowną położną, która miała pomagać mi w szpitalu. Spotkaliśmy się dwa razy, omówiliśmy możliwości realizacji mojego marzenia w szpitalu. Mówiła, że nie będzie łatwo, ale że na siłę nikt mnie nie potnie... No jakoś w to nie bardzo wierzyłam... W końcu stwierdziła, że będziemy próbować rodzić w domku, jak długo się da zostawiając otwartą opcję szpitalną. Długo nie mogłam uwierzyć we własne szczęście. Potem na naszej drodze stanął GBS, którego nie udało się wytępić przed porodem i... tak nowy standard, który położne respektują, a już NFZ nie bardzo uncertain i który nie pozwala im praktycznie prowadzić porodów domowych po cc.
Ale do rzeczy, bo wiem że niektórzy czekają na pikantne szczegóły a nie łzawe wstępy wink
Dochodziliśmy do końca 39 tygodnia (dla mnie absolutny rekord). W poniedziałek rano obudziłam się w kałuży wód płodowych. Nie powiem, przeraziłam się, że znowu będzie to samo - wody będą płynęły, a nic się nie zacznie... Ale po jakimś kwadransie coś drgnęło. Wyprawiłam męża z dziećmi do stosownych instytucji edukacyjnych, a sama wzięłam się za wszelaką aktywność domową, coby jakoś tę akcję rozkręcić. Łyknęłam pierwszą dawkę antybiotyku i koło 8 zadzwoniłam do położnej, żeby spytać ją o plany na wieczór wink Powiedziała, że niedługo podjedzie. W międzyczasie zaczął pięknie sypać śnieg, sparaliżowało całe miasto, ale u nas na wsi było cudownie. Położna dojechała chyba koło 11, mąż koło 13. Skurcze były co 5 minut, ale słabe. Okazało się, że raczej mało efektywne. Szyjka zamknięta, wysoko, przepuszczająca tylko puszkę. Trochę mnie to zdeprymowało, wody chlustały mocno, czas uciekał... no domyślacie się... Wzięłam się więc dalej za porządki, a położna usunęła się dyskretnie na bok i dała mi robić to na co mam ochotę sprawdzając tylko tętno małej co pół godzinki. Mąż zrobił nam obiad i pojechał pod wieczór zawieźć moją krew na badanie, bo minęło już 12 godzin od początku odpływania wód. W badaniu zmiany niewielkie, szyjka trochę niżej, ale nadal długa. Nie wyglądało to dobrze. Położna wysłała mnie do łóżka i ustaliliśmy, że jak do rana nic się za bardzo nie rozkręci, to jedziemy do szpitala. W nocy skurcze się nasiliły, nie dawały mi spać. Położna przychodziła badać tętno małej, zbadała mnie dopiero rano. Byłam już bardzo zmęczona, a w badaniu... prawie bez zmian. Szyjka wysoko, przepuszczająca jeden luźny palec. Ech... No to jedziemy do szpitala. Ustaliliśmy wersję wydarzeń - mieliśmy się przyznać do odpływania wód od 22, nie wyskakiwać od razu, że chcemy rodzić naturalnie.
No i tak się skończył ten spokojny, domowy etap mojego porodu.
c.d. w następnym odcinku, bo już padam z sił.
Edytor zaawansowany

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.