Dodaj do ulubionych

Sn po cc a KTG

26.08.14, 11:10
Cześć, dziewczyny, zadałam to pytanie na forum Dobry poród, ale nie nie wiem, czy pani Katarzyna Oleś go nie przeoczyła, a zależy mi na tym, by uzyskać informacje od osób, które są znają się na porodach niezmedykalizowanych.

W kontekście braku dowodów na to, że nie ma zależności między używaniem KTG a poprawieniem wyniku porodu - czy dotyczy to również sytuacji SN po CC? Czy zalecenie monitorowania KTG podczas porodu sn po cc jest ustanowione z myślą o matce, czy o dziecku? Czy bezpiecznie jest zrezygnować z KTG podczas porodu sn po cc? Czy jest bezpiecznie tak samo, jak przy ciąży i poprzednich porodach fizjologicznych?

Jestem po cięciu, a teraz chiałabym sn. Jestem w 39 tc, dziś miałam iść na rutynowe KTG - nie poszłam, bo PTG zaleca po 40 tc. jeśli nic się nie dzieje. Nie chcę czuć się monitorowana. Nie potrafię określić tego uczucia, ale mam wrażenie, że to tak jakby odebrałoby mi pewność siebie. Nie chcę się oddawać od razu w ręce lekarzy, aparatury. Mam skurcze przepowiadające, dziecko się normalnie rusza, nic mnie nie niepokoi.
W szpitalu chciałabym zrezygnować z KTG - pytałam o to, ale w tym najprzyjaźniejszym naturze zawsze po przyjęciu podłączają na 40 minut, potem co 3 h. Nie wiem, czy dotyczy to pacjentek po cięciu, czy wszystkich, nie dopytałam się.


--
Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
Edytor zaawansowany
  • kropkaa 26.08.14, 23:01
    Przy drugiej ciąży z tym KTG to jakiś koszmar był - epidemia czy co? Po "terminie" to chyba co 2 dni kazali robić!? Miałam takie ogólne skierowanie i z tym miałam chodzić. No ale nie chodziłam aż tak często, bez przesady. Dzieć się ruszał, nic mnie nie niepokoiło no i miałam porównanie, że 3 lata wcześniej bez takiej ilości KTG jakoś przeżyliśmy wink Jeszcze musiałam naskarżyć na pielęgniarkę, bo mi kazała leżeć na plecach, a książki i forum powiedziały mi, że jest to najgorsza pozycja wink)) Z tym, że ja nie byłam po cc, zaznaczam.
  • ikka135 27.08.14, 11:13
    Pierwszy poród sn. KTG na dzień dobry i potem już nie. Położna słuchała tylko tętna. A właściwie przez większość porodu ja sama. Sprawdzałam pelotę od KTG. Drugi poród cc na zimno. KTG na dzień dobry, wieczorem od północy o szóstej rano i potem to już ciurkiem. Za cholerę nie wiem po co! Trzeci poród będzie sn. Najlepiej urodziłabym w domu. Jeśli już to pojadę na sam finał. tego co wiem, KTG przy porodzie sn po cc jest częstsze. Zależy od personelu. Z drugiej strony rożne sytuacje nagłaśniane przez media nakręcają personel. Każdy che mieć czyste papiery. Rodząca jest na kolejnych miejscach.
  • soldie 01.09.14, 15:40
    Jak rodziłam po cc, miałam jedno KTG( robiła je moja położna, więc było bardzo sympatycznie i bez wrażenia monitorowania, w dodatku mogłam siedzieć), bo byłam tydzień po terminie ( urodziłam jakoś następnego dnia po tym KTG) Podczas porodu, KTG ale tylko jedna głowica żeby posłuchać tętna dziecka, tak jak potem przy domowych, nie musiałam leżeć oczywiście, mogłam wybrać dowolną pozycję, nikt nie robił szumu,ze jestem po cc i trzeba mnie specjalnie monitorować.
  • diuszesa 01.09.14, 22:02
    Dziękuję za odpowiedzi smile
    Ech, nie wiadomo, czy ten mój poród naturalny po cc dojdzie do skutku.sad Trochę zaczynam łapać doła i brakuje mi cierpliwości, bo widzę, że zaczyna się to, co w poprzedniej ciąży - chodzę, chodzę i urodzić nie mogę. Z tym, że wtedy nie byłam pewna co do terminu - nie znałam daty OM, nie robiłam obserwacji.
    Ale tym razem jestem pewna. Robiłam obserwacje, a wg nich przyjęłam 5-dniowy okres, w którym mogło dojść do zapłodnienia, i na tej podstawie od ostatniego dnia okresu płodnego wyliczyłam 266 dni - mój termin zgadza się z terminem z USG (w kartę mam wpisany tylko z USG, nie z OM, więc przynajmniej tu nie będzie bezsensownego liczenia). Jestem w 40 tc, więc dlaczego nie rodzę, no? Jestem już dzień po "swoim" terminie.
    Miałam mieć KTG w 39 tc ciąży - pomyliłam termin wizyty, nie poszłam. Nic to - i tak PTG zaleca po 40 tc, więc pójdę do szpitala, jak mi się zacznie 41 tc.
    Znowu to absurdalne, cholerne uczucie, że nigdy nie urodzę...
    Skurcze przepowiadające miewam od 2-3 tygodni, ruchy czuję dobrze, brzuch mnie codziennie pobolewa jak na okres, szyjki wymacać nie dam rady, bo do niej nie dosięgam i wszystko mam pulchne w środku (wg lekarza 2 tygodnie temu miękka i rozwarta zewnętrznie na 1,5 cm), czopa ni widu ni słychu.
    I już zaczynam panikować, że nic się nie będzie działo i mnie pokroją sad
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • soldie 01.09.14, 22:50
    Ja urodziłam po terminie( pierwsze po cc), chyba ze stresu...ale kaaka też ponosiła swoje dziatki dośc długo wink, dziewczyna z mojej rodziny nosiła do 43 tyg swoją trzecią ciąże, ona w ogóle co ciążę to dłużej trwającą ma - skontaktowałam ją wtedy z nasza kaaką, żeby się jej radziła jak dotrwać do porodu i nie dac siępokroić, urodziła w 43 tc po wczesniejszym cc. Nie panikuj, czekaj cierpliwie, jak niema wskazań do szybkiego ewakuowania dziecka to nie daj sobie nic robić- takie moje zdanie. Co do czopa, u mnie nigdy nie było go widać na poczatku porodu wink
  • kropkaa 02.09.14, 00:31
    Dzień??? 10 dni po zaczęłabym działać, ale dzień? Dla mnie +/- tydzień to standard nad standardy, dniem bym się w ogóle nie przejmowała!
  • soldie 02.09.14, 11:02
    kropkaa łatwo powiedzieć,żeby się nie przejmować tym jednym dniem po, ale po poprzednim cc to naprawdę masz stresa jak jest dzień po i nic się nie dzieje...
  • diuszesa 02.09.14, 11:04
    Ja się naprawdę staram nie przejmować, tłumaczyć sobie, że przecież człowiek to nie maszyna itp..... Ale nie jest to dla mnie łatwe, bo mam złe doświadczenia z poprzedniej ciąży.
    4,5 roku temu nie miałam tej wiedzy, którą mam dzisiaj - nie miałam też żadnej pewności siebie co do tego, że jestem w stanie urodzić naturalnie. Pamiętam to swoje przekonanie, że ja jednak nie urodzę, spotęgowane jeszcze dwoma próbami oksytocynowymi, które nie dały prawie żadnego efektu. Trzy dni spędziłam wtedy w szpitalu na próbie wywołania porodu, z którego nic nie wyszło, bo za trzecią próbą pojawiło się zagrożenie płodu i zrobiono cc.
    Nie znam uczucia, że "coś się już zaczyna" - nie działo się nic; nie przeżyłam żadnych domowych oznak "że może to już" - więc ciężko mi jest to sobie wyobrazić.
    Wiem, że te wspomnienia wcale mi teraz nie pomagają. Odsuwam je od siebie i staram się zastępować pozytywnym myśleniem nt. potęgi natury i naturalnego przygotowania kobiecego ciała do rodzenia dzieci, wizualizacjami porodu naturalnego itp.....Znam dużo opowieści o porodach naturalnych, nieprzyspieszanych, niezmedykalizowanych - pocieszają mnie one trochę i dają nadzieję.
    Sprawy nie ułatwia mi fakt, że pierwsze dziecko było duże, drugie też zostało ocenione na duże, a z każdym dniem sobie rośnie, a nie maleje. Ja biodra mam wąskie, a przed poprzednim porodem coś po zmierzeniu miednicomierzem nosami w szpitalu kręcili: no, mało, ale może przejdzie....
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • soldie 02.09.14, 16:45
    diuszesa mam szczerą nadzieję ,że ci się uda,wiem jak to jest jak się czeka z nadzieją na kolejny poród, że może tym razem będzie normalnie a tu dzieciak siedzi sobie w brzuszku i nic się nie dzieje,pociesze cię, że przy 4 porodzie, dzień przed, myślałam sobie,że chyba nigdy nie urodzę,może tym razem po prostu poród się nie zacznie, nie czułam kompletnie nic, co miałoby go zwiastować, aż się zastanawiałam skąd ja wiedziałam poprzednio,że to już. I chyba to jest najgorsze w tym wszystkim bo w krótkim czasie wszystko się radykalnie może zmienić i trudno ci będzie uwierzyć,ze już rodzisz smile Nie daj się po prostu zastraszyć i wszelkie sugestie racjonalnie rozpatruj, konsultuj i dopiero podejmuj decyzje, lekarze mają swoje metody, by pocisnąć psychicznie ciężarną i tak do końca wcale nie wiesz czy faktycznie mają na celu twoje dobro czy raczej chodzi o ich wygodę i komfort.
  • monicus 02.09.14, 19:31
    Wyluzuj ciotka. Jak polecisz zaraz do szpitala, to na bank nie urodzisz. Samo wyjdzie w swoim czasie. Tez znosilam swego czasu jajo. Najlepiej wez sie za jakas absorbujaca robote, co napewno jej w dwa tyg nie skonczysz smile ja np. Za kazdym razem bralam sie za pilny projekt i musialam zostawiac robote, obdzwabiac klientow... Trzeba zmienic temat mysli.
  • kropkaa 02.09.14, 20:15
    smile Proszę słuchać Monicus, jak mnie chcecie - doświadczona vacb słusznie prawi smile
  • kropkaa 02.09.14, 22:09
    ...jak mnie nie chcecie...
  • ikka135 02.09.14, 21:59
    Podpisuje się pod sugestiami dziewczyn. Nie [przejmuj się wagą, KTG, miednicą i miednicomierzem. Wiem, wiem to trudne. Pij herbatę z liści malin, łykaj wiesiołek, weź kąpiel. I zaangażuj męża. Seks dobrze działa na ciało i duszę Twoją i męża. Myślę, że ma już dość zrzędzenia. Będzie zaskoczony. W końcu to TWÓJ poród i TWOJEGO dziecka. Nie pozwól go sobie odebrać. Termin to nie magiczna data, ale pewna orientacja. Dzieci są różne, jedne szybkie, inne ślamazarne, inne potrzebują czasu. Jeśli można wiedzieć z jakiego powodu miałaś cc? Powodzenia.
  • diuszesa 02.09.14, 23:26
    No próbuję wyluzować, próbuję. smile Szukam sobie roboty - cały dom mam już wysprzątany, ogarniam sprawy komputerowe, po małego łażę do przedszkola na piechotę, a na poczcie już mnie znają, bo codziennie mam coś do wysłania wink Ale spróbuję jeszcze sobie coś znaleźć wink
    Na KTG planuję iść w piątek, jak zacznę 41. tydzień. To będzie moje pierwsze KTG w tej ciąży - ciekawe, co od lekarza w szpitalu usłyszę.
    Zamierzam się zabrać za wywoływanie naturalne (już z mężem zaczęliśmy wink ). Jutro będę latać po schodach. A ten wiesiołek to jak się bierze? I ile rycyny zapodać sobie, gdyby po 40 tc nic się nie zadziało?
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • diuszesa 02.09.14, 23:37
    A cc miałam z powodu zagrożenia życia płodu - nie wiem co w tym KTG było - bradykardia czy deceleracje.... W każdym razie od razu na stół mnie zabrali.
    Głupio zrobiłam, że tydzień po terminie porodu pozwoliłam się położyć na patologię - już mnie stamtąd nie wypuścili. Nic się u mnie nie działo, ale postanowili podziałać uncertain KTG w porządku, USG z przepływami w porządku, wody czyste, ale nie.... pani musi urodzić. Najpierw mi spowodowali rozwarcie 2 cm za pomocą cewnika foleya - potem całą noc przespałam i nic. Rano pierwsza próba oksytocynowa - kilka godzin na głodniaka pod kroplówką, skurcze marne, brak pożądanej reakcji na okscytocynę - i niecałe 4 cm. Noc przespałam. Rano druga próba, godzinka marnych skurczy i cc.
    I taka moja historia. Ta róba rodzenia (bo porodem tego nie nazwę) podkopała moje ego. Tyle w tym szpitalu siedziałam, a i tak skończyło się cc i nawet dobrze nie wiem, co to znaczy ból porodowy (bo tych marnych skurczy to nie licżę - teraz w tej ciąży mam podobne od kilku dni - i niepotrzebna mi była kroplówka wink
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • ikka135 03.09.14, 06:50
    Poszukaj na dobry poród. Na noc dopochwowo 1 kapsułka (wystarczy nakłuć igłą kapsułkę), a na dzień doustnie w dawce 3x2. Polecam liście malin, a także stymulacje brodawek sutkowych. Wtedy wydziela się naturalna oxy. Kiedyś słyszałam, że poród jest w głowie, a nie miedzy nogami. Myśl pozytywnie. Uda się.
  • diuszesa 03.09.14, 10:40
    Wczoraj po akcji z mężem pojawiło się trochę skurczy. Potem zasnęłam smile
    Dzisiaj idę zakupić wiesiołek i rycynę i dalej działamy.
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • monicus 03.09.14, 11:12
    Rycyna nieee. A jak za gwaltownie zareagujesz? Masz blizne. Wez se filmy wypozycz, zrob 500 pierogow. Uszyj sobie marynarke smile Cos innego. Zycze duzo sily i asertywnosci na ktg. Ja sie nie odwazylam smile wolalam sluchac ciala.
  • stanpo2cc 03.09.14, 11:54
    Hej. Wytrwaj dzielnie. To już krótko w stosunku do wspomnień, które ciągną się do końca życiasmile Nie daj się tym razem zastraszyć. Słuchaj ciała. Wywalcz tyle ile się da. (Jakbym mówiła do siebie rok temuwink Teraz spacer, kino, przyjemności. Słuchaj Monicus dobrze Ci radzęwink trzymam mocno kciuki i czekam na obszerny opis.
  • diuszesa 03.09.14, 17:19
    O rycynie myślałam dopiero po 42 tygodniu.... Ale teraz to już nie wiem....
    Dzisiaj mnie naszły takie przemyślenia, że skoro jeszcze się nie rodzi, to znaczy, że jeszcze mu czegoś brakuje - nie wiem, może się jeszcze odpowiednio nie obniżył, może rączka, nóżka, grzbiet jeszcze nie tak, jak trzeba? I może nie warto przyspieszać, bo potem się nie będzie chciał wstawiać? Ech...... No czekam, czekam - a dzięki Wam już nie mam takich negatywnych myśli smile
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • oldzinka 03.09.14, 21:53
    Może przed piątkową wizytą na KTG przeczytaj sobie wątek Kaaki co jej mówiły doktory jak była już miesiąc po terminie wink I nastaw się psychicznie, że będą cię chcieli w szpitalu zatrzymać i prawdopodobnie straszyć strasznymi wizjami a ty grzecznie odmawiasz i robisz swoje. Trzymamy kciuki za szybki poród. Będzie dobrze.
    --
    My life extends far beyond the limitations of ME.
    Robert Frobisher
  • diuszesa 04.09.14, 15:27
    A tak - dialogi z izby przyjęć to moje ulubione smile Jestem psychicznie przygotowana na to, co mi powiedzą. Ciekawe tylko, czy Kaakaa była po "swoim" terminie czy po "ichnim"? Bo ja jestem po "swoim", który akurat się z terminem z USG pokrywa (choć na monitorze widziałam, że - w zależności od tego, co było mierzone - aparat wyznaczał raz 31.08, a raz 5.09, więc może jutro? wink Terminu z ostatniej miesiączki nie mam wyznaczonego, bo przed ciążą nie miałam miesiączki, tylko poronienie.
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • oldzinka 04.09.14, 21:05
    Wiesz, Diuszesa, masz bardzo adekwatną sygnaturkę wink
    --
    My life extends far beyond the limitations of ME.
    Robert Frobisher
  • diuszesa 05.09.14, 10:32
    No to dziś zaczynam 41. tydzień i jadę po południu na KTG. Nie wiem, co usłyszę od lekarza, ale jestem przygotowana psychicznie. Nie wiem tylko, czy dać sobie zrobić badanie wewnętrzne? Ostatnie miałam 2 tygodnie temu, szyjka rozwarta zewnętrznie na 1,5 cm.
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • oldzinka 05.09.14, 21:00
    No i jak było?
    --
    My life extends far beyond the limitations of ME.
    Robert Frobisher
  • diuszesa 05.09.14, 21:35
    KTG w porządku, przepływy też, w badaniu wewnętrznym stwierdzono 2 cm rozwarcia.
    A rozmowa była mniej więcej taka:
    L: Jest pani 5 dni po terminie. Ma pani jeszcze dwa dni na urodzenie. Bo 7 dnia po terminie to już przyjmujemy na oddział. Ja właściwie już dzisiaj bym panią przyjęła.
    J: Dlaczego?
    L: Bo jest pani po terminie. Dziecko jest duże (pwp 3730 +/- 500g), a pani po cc, blizna może się rozejść nawet bezobjawowo. I to nie wiadomo kiedy.
    J: A często się to zdarza?
    L: Nie tak znowu często.
    J: Ale czy jest jakieś zagrożenie, które powoduje, że muszę od razu na oddział?
    L: Zagrożenie jest zawsze.
    J: Aha. A gdybyście mnie przyjęli, to jakie będzie postępowanie wobec mnie?
    L: Podłączylibyśmy bardzo ostrożnie oksytocynkę.
    J: A to nie dziękuję, jeszcze poczekam.
    L: No cóż, to jest pani ciąża, pani decyduje. Chociaż dla mnie to już się kwalifikuje pani na oddział. Ale jak pani nie chce, to proszę przyjść na KTG w niedzielę, albo może w sobotę, będzie bezpieczniej.
    J: W sobotę, czy ja wiem....
    L: No dobrze, jak nic panią nie zaniepokoi, to przyjdzie pani w niedzielę... Z torbą!
    L: Dobrze, dobrze.... smile

    Hmmm.... Czy naprawdę z powodu tej wagi dziecka blizna może się rozejść (o to się głównie obawiała lekarz)? Ja nie jestem biodrzasta, nie znam wymiarów swojej miednicy (teraz nie mierzono, a przy poprzednim porodzie mówili, że trochę mało, ale do porodu naturalnego dopuścili). Oby się nie okazało, że będę długo czekać, dziecko utyje, a potem i tak go nie urodzę sad

    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • stanpo2cc 05.09.14, 22:41
    No No. Może i tak sie stać ale z innych powodów. Waga sie nie przejmuj. A jak jest idealnie dopasowana do Twoich rozmiarów? Lekarzom coraz mniej ufam... Ostatnio gwiazda ginekologii, nie znajac mojej historii, przy badaniu orzekła " ale Pani to chyba nie miała w ogóle problemów z szyjka" (2x lezenie od 7.miesiaca plus jazda na sygnale w 32 tc z rozwarciem..). Dotrwalam do 41 dwa razysmile naprawdę wiem co przezywasz. Mnie dodatkowo naciskali, bo było wiadomo, ze dziecię idzie pupa. Cieżko było, ale udało sie uniknąć cc na zimno. 2 razy nie przyszłam na umówiony termin. I udało sie trochę ugrać. Powtarzałam sobie, ze skoro sie rusza, nie ma zagrożenia to czekam. Chociaż tyle. Oczywiście była rozpacz, ze nie sn ale po czasie cieszę sie, ze walczyłam.
  • stanpo2cc 05.09.14, 22:50
    Aha. Mi lekarze mówili, ze blizna może sie rozejść niezależnie od wagi. Są tez rożne stopnie tego rozejścia/pekniecia, nie wszystkie groźne. Dobrze mi mówili?smile
  • diuszesa 06.09.14, 10:10
    Tutaj znalazłam trochę na temat różnicy między rozejściem się blizny a pęknięciem macicy:
    naturalniepocesarce.pl/?p=322
    Zastanawiam się teraz - przecież jeżeli ta blizna jest poniżej 2 mm, to jest to bezwzględne wskazanie do cięcia... Dlaczego oni nie zmierzyli mi grubości blizny, tylko od razu namawiali mnie na oksytocynę? Może jutro poproszę o zmierzenie grubości blizny? Wtedy przynajmniej będę wiedziała, czy mam realną szansę na poród drogami natury....
    A na badanie wewnętrzne jutro nie zgodzę się - bo, zgodnie z uprzedzeniem lekarki, poskutkowało krwawieniem z szyjki. uncertain
    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • stanpo2cc 06.09.14, 10:44
    tak tak. pekniecie macicy to co innego. rozmawialam z trzema poloznikami - kazdy oczywiscie slyszal, ale zaden na wlasne oczy nie widzial... tymi wszystkimi liczbami, pomiarami to ja bym sie nie przejmowala... lekarka, ktora ma doswiadczenie w pordach po 2cc mowila mi, ze ona pomiaru blizny sie nie podejmuje, bo to nie wyznacznik (mam wrazenie, ze te wszystkie wytyczne maja tylko chronic lekarzy). blizna moze sie roznie zachowac podczas porodu. jak sie skonczy nigdy nie wiesz - porod jest przeciez b. dynamiczny. moje doswiadczenie po 2cc - trzeba przyjmowac wszystko to na klate bez fiksaci na jakis scenariusz, ale oczywiscie z odpowiednia determinacja. przepraszam za interpunkcje - dziec na reku
  • ikka135 06.09.14, 15:17
    No sorry, ale nie rozumiem lekarza. Termin jest s[prawą umową. Masz prawo urodzić 2 tygodnie przez terminem, ale równie dobrze i 2 tygodnie po, czyli 14 dni. 5 a 14 to różnica 9 dni. Mój lekarz kieruje do szpitala po 10 dniach. Lekarze są bardzo asekuracyjni, z powodów różnych. Przepraszam, ale mam odczucie, że ich dobro i papiery są ważniejsze niż matka i dziecko. Z tego co się orientuję, badanie grubości blizny jest niemiarodajne. Więc na twoim miejscu darowałabym sobie. Zresztą nie ma jakiś szerszych badań nt. grubości blizny a porodem sn. Szansę masz realną nie pozwól, aby ktoś coś ci odebrał z własnej wygody. Masz prawo odmówić przyjęcia do szpitala. I jeszcze jedno uważaj na zdania typu " chce pani kalekę dziecko z MPD urodzić?" (Chciałam sn urodzić pośladkowo). Uważam to za świństwo i chamstwo. Dasz radę, wierzę w Ciebie.
  • monicus 07.09.14, 00:00
    Ale czy Ty i dziecko jestescie jakimis maszynami, samochodami, ze musi byc wszystko wymierzone i policzone? To jest chore podejscie. Nie daj sie wkrecic na oksytocynke. Mozesz odpalic swoja dzialke lekarzowi smile i miejsce lezace tez hehe.
    Skoro grubosc nie ma znaczenia, to nie ma. Pogadaj sama ze soba na ile bierzesz odpowiedzialbosc za swoje decyzje, na ile sie czujesz, jak bardzo się boisz, a moze masz w sobie spokoj. Zarowno rozpoczecieporodu jak i przebieg zaleza od Twojego nastawienia. Zwlaszcza z Twoim bagazem doswiadczen.
    Sluchaj tego co Ty chcesz i czujesz, a nie tego co Oni chca. Ja znam przypadek, ze moja kolezanka prosila o pomoc bo wiecziala, ze cos jest nie tak, ale ONI wiedzieli lepiej. I dziecko godzine pozniej umarlo w niej. Nie miala wczesniej cc. Wiec czasami trzeba sie domagac czasu i spokoju, a czasami interwencji. A czasamitrzeba w ogole nie sluchac smile
    Trzymaj sie i oddychaj rowno, nie nerwowo.
  • ikka135 07.09.14, 00:28
    Często robimy, to co ONI chcą, Ba wmawiają nam, że my też tego chcemy albo przynajmniej powinniśmy chcieć. Dla personelu jesteśmy kolejną pacjentką, przypadkiem. Nikim więcej. My zostajemy z bagażem doświadczeń, które wpływają na nasze emocje, decyzję, relacje. Bardzo i to bardzo żałuję, że nie posłuchałam siebie, tylko zrobiłam, to co ONI chcieli. Nikogo nie obchodziłam ja. NIKT nie zapytał, czego ja oczekuję, na co jestem gotowa. Po wszystkim zostałam sama.
  • diuszesa 07.09.14, 16:13
    Bardzo Wam dziękuję za wsparcie smile
    Dzisiaj przychodzę na izbę:
    Położna: 7 dni po terminie? To pani w końcu na KTG czy do przyjęcia? Jak lekarz w piątek powiedział?
    Ja: Na KTG albo do przyjęcia.
    Poszła dzwonić, przychodzi znów.
    P: Pani jest dzisiaj do przyjęcia.
    J: Jeszcze nie wiem, czy się zgodzę.
    P: ??? Dobrze... Na razie zrobimy KTG. A potem przyjdzie lekarz i będzie decydował. To znaczy.... z panią będziecie razem decydować.
    KTG w porządku, potem USG też, badania wewnętrznego odmówiłam, bo po ostatnim zakrwawiłam. W piątek PWP wyszło 3730, a dzisiaj 4000 g.
    Lekarka młoda, nienapastliwa, niczym mnie nie straszyła, nie odradzała sn.
    L: Wie pani, że po 7 dniach już przyjmujemy na oddział?
    J: Tak, ale ja wolałabym poczekać, aż poród sam się rozpocznie.
    L: A ile zamierza pani czekać?
    J: Tak do końca 41 tygodnia to by można poczekać, nie? Czy płód jest w dobrostanie?
    L: Tak, nie mam się do czego przyczepić.
    J: No to poczekam. Bo wolałabym uniknąć indukcji.
    L: Oksytocyny i tak bym pani nie podała, tylko od razu cięcie.
    J: A to nie, dziękuję.
    L: Dobrze, to proszę mi tu podpisać, że odmawia pani badania przez pochwę i proponowanej hospitalizacji.
    Podpisałam.
    J: Kiedy przyjść na kontrolę?
    L: Kiedy pani uzna za stosowne.
    J: Ale tak dla bezpieczeństwa to kiedy jest zalecane?
    L: Tak dla bezpieczeństwa to tydzień po terminie już pani ma być przyjęta. Ale jak pani odmawia, to ja nie mogę pani niczego narzucić. Może pani przyjść już do porodu albo wcześniej, jak pani chce.

    Cieszę, się, że mnie nikt dzisiaj nie molestował. I się zastanawiam, kiedy się kontrolnie pojawić - może w środę?

    Na ile się boję o siebie i dziecko? Hmmm.... Najbardziej o to, że dziecko duże i może nie przejść lub za bardzo rozciągnąć tę bliznę.... Ale nie jestem panikarą i staram się myśleć pozytywnie. Choć tak długo już czekam, że czasami mi się wydaje, że to dziecko nigdy nie zechce wyjść. wink Takie myśli przeplatają się z tymi pełnymi nadziei na to, że moja macica i moje dziecko najlepiej wiedzą, kiedy trzeba rodzić. Które przekonanie silniejsze? Chyba to drugie. A przede wszystkim: wiem, że za poprzednim razem niepotrzebnie się zgodziłam na to, co ze mną zrobiono - dziś jestem mądrzejsza i mocniejsza i wiem, że siebie i swojego dziecka nie oddam bez walki smile


    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • ikka135 07.09.14, 17:42
    Dzielna jesteś. Widzisz, że i oni zmienili sposób swoich wypowiedzi. Myślę, że po dzisiejszej wizycie ciśnienie Ci zeszło. Urodzisz szybciej niż Ci się wydaje. Tylko się nie spiesz do szpitala. I jeszcze jedna myśl. Spojrzałam dzisiaj na zdjęcie mojej babci. Urodziła 11 dzieci. prawie wszystkie w domu i zastanawiam się, czy ona znała terminy swoich porodów? Wątpię. Po prostu czekała i nie zawracała sobie głowy, czy to 40 czy 42 tydzień. Ze swojej strony obiecuję pozytywne myśli i modlitwę. Obstawiam, że 11 bm. będziesz z siebie dumna.
  • monicus 07.09.14, 20:59
    Nooo to bardzo mila rozmowa jak na okolicznosci
  • kropkaa 08.09.14, 00:04
    Prawda? smile
    Co do "terminu". Nie byłam po cc, więc luz większy, urodziłam tydzień po. Gdybym nie rodziła w domu i wywołaliby wcześniej, dziecko byłoby ewidentnie niedonoszone. Jeszcze meszek był na pleckach. Co z tego, że termin - miałam całą ciążę niskie żelazo i ferrytynę, pewnie to nie było bez wpływu na rozwój płodu. Nie robiłam żadnych badań dziecku, co by nie wpaść w paranoję żelazową, tylko spokojnie karmiłam głodomora piersią, ale blada była jak ściana, na jedzenie się rzuciła przed skończeniem 6 mc - żadnego planowanego rozszerzania diety nie było smile Po wyłącznym kp starszaka 9 mc był to dla nas szok, że niespełna półroczniak wyjadą leczo z talerza big_grin W chwilach zwątpienia pocieszałam się myślą, że jeszcze w dziejach ludzkości nie było przypadku, że ciąża nie skończyła się porodem wink
  • diuszesa 11.09.14, 17:50
    Drogie dziewczyny, jestem już po porodzie smile
    Nie było VBACa, ale tym razem czuję się spełniona i nie mam traumy z powodu kolejnej cc.

    W niedzielę koło południa pisałam jeszcze tu na forum, że tego samego dnia, w 41 tygodniu, odmówiłam przyjęcia na oddział. A w nocy trafiłam tam z powrotem ze skurczami porodowymi. smile
    Skurcze zaczęły się po tym, jak postanowiłam, że spróbuję sobie pomasować brodawki, coby ten poród przyspieszyć. Nie znoszę masażu brodawek, nie sądziłam, że długo wytrzymam, wykonując tę czynność, więc też i nie spodziewałam się wielkich efektów. A efekty nadesżły po 5 minutach. Ok, 21.00 zaczęły się skurcze, niezbyt silne, od razu co ok. 5 minut. Co jest? - myślę. - To na pewno nie to! To znowu przepowiadające (miewałam przez 3 tygodnie)! Próbowałam spać, bo byłam dziwnie zgrzana, spocona i niespokojna - ale stwierdziłam, że mi się nie udaje, bo skurcze przybierają na sile. Zaczęłam się kręcić po domu; poczułam potrzebę rozebrania się, więc łaziłam pół nago. Przeszło mi przez myśl, że może już tej nocy pojadę do porodu, więc wysłałam parę służbowych maili, a potem z mężem wzięłam się za pakowanie przesyłek do wysłania (a przy tym kucałam raz po raz i wszystko leciało mi z rąk). Niemniej jednak udało się to dokończyć wink Następnie stwierdziłam, że idę pod prysznic. W międzyczasie z wielkim żalem skonstatowałam, że przegapiłam Czas Honoru smile Zaczęłam liczyć częstotliwość skurczy - co 4 minuty, i coraz silniejsze. Po wyjściu spod prysznica dopakowałam jeszcze torbę, pokręciłam się po domu i stwierdziłam, że jedziemy. Po 10 minutach byliśmy na porodówce. Była 23.30. Rozwarcie - 4 cm.
    Po wejściu na porodówkę przedstawiłam plan porodu, a potem od razu taki smaczek: idzie położna z wenflonem. Ja: nie zgadzam się na założenie wenflonu, napisałam w planie porodu. "Ale taka jest procedura" Ja: "nie zgadzam się". Położna: No wie pani co, gdybym ja wiedziała, że pani tu takie cyrki będzie wyprawiać... Ja: To co? Nie przyjęłaby mnie pani? Ona: Ale to jest dyskomfort dla mnie, jeśli będę musiała coś podawać! Ja: A dla mnie jest dyskomfort rodzić z wenflonem. Ona: Ale musi mi pani podpisać odmowę. - Podpisałam.
    Potem jakoś jej nerw przeszedł. Zmierzono mi miednicę (wymiary w normie), a potem zostałam podłączona do KTG, zastosowano telemetrię, żebym mogła swobodnie się poruszać. Młoda lekarka, bardzo zresztą taktowna, panikowała, wiedząc, że jestem po cięciu. Chciała mieć cały czas zapis. Nie protestowałam, bo mogłam poruszać się swobodnie, zresztą, skurcze znów przybrały na sile i skupiłam się na nich. Były coraz silniejsze, zaczęłam już wokalizować. Nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Minęły 2 godziny - badanie i.... nic. Zero postępu rozwarcia, głowa w ogóle nie weszła do wchodu. W KTG pojawiły się spadki tętna. Powiedziano mi, że nie powinnam siadać, bo naciskam na główkę i wtedy spada tętno. No więc nie siadałam - cały czas na nogach. Na klęcząco było nie do wytrzymania. Lekarze znowu - martwimy się o panią i o dziecko... Może jakiś lek na szyjkę podamy? Nie dziękuję, może jakoś jeszcze wytrzymam.
    Chodziłam, uginałam nogi, kołysałam biodrami, bujałam się we wszystkie strony, robiłam bocianie kroki, a podczas każdego skurczu otwierałam szeroko usta, wydając z siebie przeciągłe oooooooo. Wizualizowałam sobie schodzenie główki, otwieranie się na dole. Skurcze znów stały się częstsze i mocniejsze, nie do wytrzymania nawet na wisząco na kole porodowym. Położna zachodziła i pytała, czy nie potrzebuję worka, piłki, leków? Moja odpowiedź na wszystko była: nie wiem. Kręgosłup bolał jak cholera, nie miał mi kto pomasować. Zaproponowano TENS i gaz - zgodziłam się z ulgą. Niestety - okazało się, że jedno jest zepsute, a drugie się skończyło. Znów przyszła położna: Ma pani bardzo silne skurcze, może coś pani na nie chce? - Ale co? - spytałam słabo. Coś odpowiedziała o lekach, które mogą uśmierzyć ból albo rozewrzeć szyjkę. - Nie wiem, chyba nie. - odpowiedziałam resztkami sił. Chodziłam i tańczyłam dalej, skurcze coraz silniejsze, ból kręgosłupa i ból obrzmiałego krocza też. Moja wokaliza na coraz wyższym poziomie.
    Od poprzedniego badania minęły 3 godziny. Z nadzieją zgodziłam się na badanie. Nadal 4 cm, głowa nie weszła do wchodu. Położna zmartwiona, ja też. - Nie chce pani nic na ten ból? - Nie wiem. Każdy kolejny skurcz coraz gorszy do wytrzymania. Przychodzi ordynator: Pani Anetko, co Pani chce udowodnić? Komu? Pani się męczy. Skąd taka decyzja? Nie ma postępu. Jak długo to będziemy ciągnąć? Martwimy się. Nie ma pani nawet wenflonu, a jak nam pani wpadnie we wstrząs? Dobra - zgodziłam się na ten wenflon, i tak mi wszytko jedno.
    Czy czuje pani, że skurcz ogarnia cały brzuch, czy tylko w dole? - spytano mnie. Po raz pierwszy zadałam sobie sama to pytanie i stwierdziłam, że nie znam odpowiedzi. Chyba raczej w dole, na górze nie bardzo. Przy poprzednim porodzie odczucie było inne. - Nie wiem - odpowiedziałam.
    Znów minęły 2 godziny, nie wiem, jak je przeżyłam. Badanie: 4 cm, głowa nie weszła do wchodu. - Może chociaż jakiś lek? Przynajmniej pośpi pani między skurczami. - Zgodziłam się na dolargan. Skurcze na leżąco prawie mnie zabiły, na szczęście zaczął szybko działać i trochę osłabły, ja pospałam. Trwałam tak może godzinę, dwie? Nie pamiętam. Dowiedziałam się, że ponoć zmiękła mi szyjka. Skurcze osłabły, chyba jeszcze byłam pod wpływem leku. Zmieniły się położne i lekarze. Przyszła bardzo serdeczna położna i stwierdziła, że przydałaby mi się piłka. Siedzenie i bujanie się przyniosło mi ulgę. Wstąpiła we mnie nadzieja. Potem znowu pojawiły się spadki tętna na KTG, a mi przykazano jeszcze leżeć i spać, ile się da. Odeszły mi wody. Badanie: 4,5 cm, głowa nie weszła do wchodu. Położna zmartwiona. Przychodzi lekarz: nie ma sensu męczyć pani i dziecka. Tu nie będzie postępu porodu. Proszę się zastanowić nad cc.
    Z każdą minutą zaczęły wracać do mnie silne skurcze, a ja myślałam, ile jestem jeszcze w stanie wytrzymać. Każdy kolejny skurcz był dla mnie gorszy i chciałam, żeby to się już skończyło. Myślałam o tym, czy mi się kurczy góra brzucha, czy nie - i wychodziło mi, że czuję ból bardziej w dole. Nie wiedziałam co robić. Po dwóch godzinach znów badanie: 5 cm, głowa nie weszła do wchodu. Położna: Pani Anetko, do pełnego rozwarcia może Pani dojść, ale głowa się cały czas może nie wstawić.... O godzinie 9.00, po kolejnej wizycie lekarza, zgodziłam się na cc. Byle już nie czuć tych skurczów!
    Pomyślałam, że szkoda, że się nie udało. Z drugiej strony - nie wszystko jest zależne od nas. Zrobiłam wszystko, co możliwe. Położna powiedziała: Pani Anetko, dziecko jest przepięknie wystymulowane. Ono wie, że się rodzi. Jest przygotowane.
    I to mnie bardzo pocieszyło. Nie mam traumy - przynajmniej mogę z pełną świadomością powiedzieć, że rodziłam moje dziecko. Tego zabrakło mi przy pierwszym porodzie. Dziś już znam to uczucie.
    I tak sobie myślę - czy to, że skurcze nie ogarniały góry brzucha spodowały, że głowa się nie obniżała? Jeśli tak, to trudno - nie mam wpływu na kurczliwość mojej przeciętej macicy. Zrobiłam wszystko, co możliwe - wizualizacje "otwierania się", tańce, kołysanie...
    Bronek urodził się zdrowy (bez oznak przenoszenia!), a ważył 3930. Dostałam go prawie od razu, jest spokojnym dzieckiem. Dałam mu odpowiednio dużo czasu, aby zdążył się przygotować do wyjścia. Nie żałuję ani minuty mojego porodu.
    Następnym razem też chcę próbować siłami natury, ale bez nastawienia na sn. Po prostu tylko tyle, by dziecko wiedziało, że ma się szykować na wyjście na świat.

    Bardzo dziękuję za wsparcie smile

    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • monicus 11.09.14, 19:26
    smile brawo! Napewno wiesz, ze zrobilas co trzeba. Gratuluje i wytrzymalosci i konsekwencji i synka przede wszystkim.
  • oldzinka 11.09.14, 21:12
    Gratulacje! Dzielna jesteś. Przypomniał mi się trochę mój pierwszy poród, dużo bardziej niefajny od twojego. Wszystkiego dobrego dla Bronka.
    --
    My life extends far beyond the limitations of ME.
    Robert Frobisher
  • hortensjaaaa 11.09.14, 21:05
    Super! Gratulacje! Podczytywalam Twoje zmagania i jestem pełna podziwu dla Ciebie!
    Dużo zdrowia dla Ciebie i małego!
    --
    następny poród domowy! A jakże!!
  • stanpo2cc 11.09.14, 21:25
    Mamy tu na forum prorokasmile gratuluje!! Pięknie walczyłas. Silna z Ciebie babka! Zdrowia dla Maluszkasmile
  • diuszesa 12.09.14, 22:15
    Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję za ciepłe słowa
    Po swoim porodzie myślę, że warto próbować sn (jeśli oczywiście nie ma zagrożenia) - i nie bać się tego, bo możemy zyskać coś cennego. Ja zyskałam - mimo tego, że bardzo się obawiałam o swoją kondycję psychiczną, jeśli miałoby znowu dojść do cc - przyszło do mnie coś, czego się nie spodziewałam. Obawiałam się smutku i żalu, a dostałam satysfakcję i spełnienie.
    Trzymam kciuki za wszystkie te, które planują próby sn po cc - życzę odwagi, spokoju i otwartości na to, co przynosi los

    --
    Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.
  • ikka135 14.09.14, 21:24
    Serdecznie Ci i Twojemu dziecku gratuluję. Życzę dużo zdrowia, spokojnych nocy, piersi pełnych mleka. I pragnę Ci podziękować za twoją walkę o Twoje i dziecka prawa, za niepoddanie się, za lekcję, że to MÓJ poród i nikt nie ma prawa go odbierać. O Twojej walce będę pamiętała jak będzie mi dane urodzić kolejne. Jeszcze jedno, swoją postawą zmieniasz schematyczny sposób myślenia ludzi pracujących w polskich porodówkach. Życzę również spokoju, otwartości i odwagi lekarzom i polożnym.
  • kropkaa 14.09.14, 21:30
    Gratulacje! Byłaś bardzo dzielna! Zdrowia i odwagi dla Bronusia smile

    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • soldie 17.09.14, 16:56
    Piękne- twoja postawa, podejście...serdecznie gratuluje, cieszę się,że wszystko w porządku, ciesz się maluszkiem i wracaj szybko do formy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.