Dodaj do ulubionych

ED- czy wszystkie dzieci się nadają

19.02.15, 20:03
Pytanie na początek o... początek. Czy trudniej jest zacząć, jeśli dziecko zasmakowało już zwyczajnej przepełnionej podstawówki?

Mój starszy chodzi już do pierwszej klasy i bardzo lubi szkołę (wszystkie zajęcia dodatkowe i sportowe, swoich kolegów i niestety panią wychowawczynię). Dwa dni temu pytał, czy po wakacjach będzie w tej samej klasie, z tymi dziećmi i panią, coś więc podsłuchało, albo wyczuło pismo nosem i odetchnął z ulgą, że tak. Nie wiem, czy w takim przypadku zabierać go ze szkoły. Jak nad nim pracować? To typ, który nie lubi odrabiać lekcji i ciągle by się bawił.

Co z największym straszakiem ED - socjalizacją? czy dzieci nie wyrastają na odludki, indywidua? czy jak już pójdą do szkoły, to nie muszą się wszystkim tłumaczyć? (do PD nie trzeba się przyznawać wink w przypadku ED szybciej wyjdzie to "dziwactwo" smile )
Edytor zaawansowany
  • kaakaa 20.02.15, 09:32
    Moje edukowane domowo nie mają większych problemów z socjalizacją, Najgorzej sobie radzi ten, co chodził do szkoły w 0-III. Ale trudności ma tylko z rówieśnikami. W "dorosłych" sprawach sobie radzi.
    Warto mieć świadomość, że szkoła socjalizuje do funkcjonowania w... szkole... Nigdzie poza nią człowiek nie funkcjonuje w jednorodnej wiekowo grupie.
    Oczywiście, że wszystkie dzieci się nadają do ED! To przecież bardziej naturalne niż zinstytucjonalizowana szkoła. Jednak jesteśmy pokrzywieni przez cywilizację i wielu osobom lepiej się funkcjonuje według utartych i powszechnie akceptowanych schematów. Trzeba się zastanawiać, w imię czego chce się kopać z systemem i czy warto.
    Moje dzieci i my (rodzice) cenimy sobie edukowanie domowe. Pierworodny się zarzeka, że on do matury tylko w domu i nie ma innej opcji... Ale on zawsze dziwny był...
    Co do problemów z wyróżnianiem się w grupie z powodu ED - moi są z tego bardzo zadowoleni. Wzbudzają ciekawość i zazdrość otoczenia wink A wyróżniają się na wiele różnych sposobów (wielodzietna rodzina, dieta, porody w domu, brak telewizji, brak modnych ciuchów, czytanie książek jako rozrywka, system wartości i. in.) i od dzieciństwa są do tego przyzwyczajeni, że pod wieloma względami różnią się od innych dzieci. Dzięki temu nie mam problemu z argumentem, że koledzy coś mają albo coś im wolno wink
  • kropkaa 21.02.15, 12:13
    Wydaje mi się, że dzieci jak dzieci, ale rodzice. To jest rewolucja w życiu, nie każdy ma taką możliwość. Ja np. nie widzę siebie zupełnie w ED, nie jestem w stanie poświęcić pracę, by edukować w domu dzieci. Przy rodzinie wielodzietnej jest pewnie łatwiej, bo siłą rzeczy dzieci mają towarzystwo. Poza tym należy przypomnieć, że Kaakaa ma predyspozycje edukacyjne potwierdzone niezależnie wink Kiedyś jednak bony i guwernantki zajmowały się nauczaniem, nie rodzice, czyli osoby w jakiś sposób do tego przygotowane. Ktoś mający inny wymiar etatu niż 40 godz./tydz. ma inne możliwości niż np. ja. Są dzieci, które są takimi indywidualnościami, że grupa nie jest im potrzebna, bo żyją w swoim świecie zainteresowań, takim pewnie ED bardzo odpowiada. Dzieci towarzyskie niekoniecznie mogą lubić przybywanie cały czas w kręgu kilku osób.
    Ja mam silne przekonanie, że kobieta musi pracować zawodowo, zarabiać, być niezależna finansowo. Nie wyobrażam sobie żyć z pensji męża. Zbyt wiele znam opowieści o zmianie żon czy zwykłych wypadkach, chorobach, by ryzykować, że w wieku 50 lat zostanę sama, bez dochodów, z perspektywą co najwyżej kasy w markecie. Ale to ja. Zdaję sobie sprawę, że są inne style życia, praca to niekoniecznie etat 8 godzin dziennie i takie osoby mają inne możliwości.
  • deigratia 22.02.15, 23:01
    Witaj, Kropko. Dzięki za Twoją wypowiedź, ale moje pytanie brzmiało jednak "czy wszystkie dzieci się nadają" a nie "czy wszyscy rodzice się nadają?" smile Miałam nadzieję, że wątek ten będzie raczej dla osób, które rozważają taką możliwość a nie po to, żeby dyskutować, czy ED jest dobra czy nie (a obawiam się, że teraz dyskusja może potoczyć się w tę właśnie stronę:/). To jak z PD: forum służy odpowiedziami na temat porodu co, gdzie, jak a nie jako miejsce wypowiedzi osób, które chcą powiedzieć, czemu one nigdy nie urodziłyby w domu smile Mam nadzieję, że się na mnie nie pogniewasz za te słowa.

    Do Kaaki i innych może już edukujących w domu mam dalsze pytania. Nigdy nie byłam u kogoś, kto rzeczywiście uczy w domu. Jak to tak naprawdę wygląda przy założeniu, że dzieci jest więcej niż jedno? Czy wszyscy siedzą przy jednym stole w salonie a rodzic z nad garnków w kuchni odpowiada na ich pytania? Czy biega pomiędzy nimi a obiad ugotował o 6 rano albo o 22 dnia poprzedniego? Czy trzeba mieć babcię albo nianię, bo bez tego się jednak nie da? A pani do sprzątania? Szczerze, proszę.
    A może dzieci siedzą po swoich pokojach? Ile tak naprawdę czasu się uczą? W szkole powiedzmy mają 4-5 lekcji a w domu pewnie krócej, bo szybciej i chętniej przyswajają. Tylko co robią potem? oglądają bajki? smile a matka może w końcu ugotować?
  • kropkaa 22.02.15, 23:13
    Ja sama bardzo chętnie poczytam jak u zaprzyjaźnionych forumek wygląda ED. Nie jestem przeciw, bardzo podoba mi się ta idea, uważam, że JEST dobra. Zwróciłam uwagę na inny aspekt, moim zdaniem bardzo ważny, bo w przeciwieństwie do PD, ED o nie jest wydarzenie jednorazowe, tylko wieloletni proces. Tak samo, jak dziewczyny tutaj rozważają różne opcje porodu i zawsze gdzieś w głowie jest myśl, że jednak może się skończyć w szpitalu (słynna torba w gotowości big_grin), tak samo ED ma różne rzeczy do przemyślenia.
    Mam nadzieję, że wątek będzie długaśny, jak długie były dyskusje za "starych, dobrych czasów"
    smile
  • monicus 23.02.15, 13:15
    Jak wspolpracuja, to na poziomie 4 klasy 1,5-2 na dzien i to nie codziennie. Potem na podworko, albo cos dlubia, obiad robia, lub pomagaja przy nim, drewno nosza, pranie wstawia, powiesza... Ale nie, ze tak od razu i po dobroci. Musi byc pewien mobbing, przemoc psychiczna, warunki stawiane. No ale to edukacja domowa, a nie korporacja szkolna. Albo jezdza z dyrektorka szkoly po bibliotekach, sklepach, pocztach. Nurmalnie, paaaani. W domu sie nie siedzi.no i jeszcze sa lekcje muzyki, sporty. Kurde nie ma kiedy cieplej herbaty wypic.
  • monicus 23.02.15, 13:16
    A bajki to mozna w lenguydzu ogladac i nie dosc, ze sie dobrze bawic to uczyc. A rodzic ma chwie ciszy.
  • kropkaa 23.02.15, 16:31
    Mnie dwa pytania dręczą: z czego się uczycie - boxy szkolne? I jak to rano wygląda: jest jakiś plan czy jak się wstanie, zbierze, to się zaczyna? Raz 10, raz 12?wink
  • monicus 23.02.15, 17:06
    U nas jak w wojsku (choc u kaaki to nawet jak w pruskim smile bez zlosliwosci) nie ma spania do 12. Wstaje sie po 7. Chyba, ze jakies wielkie cos dlugo w noc sie pociagnie. Potem zwykle lekcje z przerwami. Jak bez dlugich przerw to o 11-12 konczymy, jak sie szwendamy bo np. Najmlodszy daje czadu tu tak do 15, ale wtedy poprostu wiecej innych rzeczy pomiedzy jest. Popoludnia ok. 17.30 to judo i muzyka.w soboty czasem Zbiorki od 9.00 do 12.00. A w niedziele tez sie wstaje przed 8. A spac sie goni od 7 maluchy, a do 20-20.30 maja byc starsi w lozkach. Moga czytac i gadac, ale sio z mojego otoczeniA smile)) zorientowalam sie, zeczesto mamy wiekszy dryl niz w szkolnych rodzinach.
  • deigratia 23.02.15, 22:45
    Ja mam kolejne pytania, bo dziś miałam zebranie w szkole, gdzie nakrzyczano na mnie i doprowadzono do łez (kobietę w ciąży jakoś łatwiej).
    Ale zaczekam na jeszcze więcej szczegółów smile
  • kaakaa 25.02.15, 17:02
    U mnie, jak wspomniała monicus, jak w pruskim wojsku wink
    Mam uczniów:
    - I gimn
    - V, III, I sp
    - przedszkole
    Gimnazjalista pracuje samodzielnie i konsultuje się, kiedy potrzebuje. Czasem kontroluję,
    co robi. Piątoklasista z własnej woli robi matmę i angielski oraz czasem historię. Do reszty trzeba naganiać. Trzecioklasista - zależy od dnia. Pierwszaczka jest do przodu i bardzo samodzielna. Przedszkolaczka orbituje przy starszych, rysuje, pisze szlaczki, lepi, wykleja itp.
    Pracujemy zwykle od śniadania do obiadu. Chyba, że komuś zostaną ogony, to dorabia potem. Gimnazjalista pracuje sam na górze, a reszta zwykle w jadalni przy stole, żebym miała na nich oko znad garów. Kto się obija jest włączany w znienawidzone prace domowe.
  • kropkaa 25.02.15, 21:03
    Kaakaa, przygarnij moje, pls. Zdolne, nawet nie leniwe, przydałoby im się trochę drylu, ale jakoś specjalnie leniwe nie są. Wyprowadziłabyś je na ludzi wink Ja się na dyrektorkę szkoły nie nadaję, ale idea mu się podoba smile
    A serio - wg czego dzieci się uczą? Książki jak w szkole? Kto uczy języków, fizyki, chemii, zadaje tematy wypracowań? Jak wygląda plan lekcji?

    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • kaakaa 26.02.15, 15:14
    Dzieci mają wykaz zagadnień obowiązujących do rocznego egzaminu z każdego przedmiotu. I sugestie podręczników - korzystamy z zasugerowanych, albo z innych - jak nam wygodniej.
    Sami się uczą tak, żeby na koniec zdać, bo wiedzą, że jak nie zdadzą, to będą musieli iść do szkoły. Takie prawo. A ich do szkoły wcale nie ciągnie.
    Tylko do rosyjskiego mamy panią raz w tygodniu. Resztę ogarniamy własnym sumptem. W końcu to nie jest wiedza na poziomie uniwersyteckim tylko podstawówka i gimnazjum.
  • kaakaa 26.02.15, 15:16
    Standardowa scena z udziałem moich synów:
    Kolega dowiaduje się, że mój syn nie chodzi do szkoły i reaguje entuzjastycznie:
    - Ale Ci fajnie!
    Na co syn:
    - Zmienił byś zdanie, gdybyś pouczył się z moją mamą...
  • deigratia 26.02.15, 22:57
    Ale się uśmiałam smile Dzięki!
    Ja dziś dowiedziałam się od znajomej, że w mojej okolicy mieszka co najmniej dwie rodziny, które uczą w domu. Fajnie byłoby je zapoznać i dowiedzieć się może, do której szkoły (w okolicy) można zapisać takich eksternistycznych uczniów (tylko nie bardzo wiem, jak, bo znajoma usłyszała o nich od jeszcze kogoś). Bo chyba każdy dyrektor nie musi się zgodzić, co?

    Na dniach będę rezygnować z przedszkola i złożę wniosek o przyjęcie do zerówki szkolnej młodszego. Tak na wszelki wypadek, bo jak nie będzie dla niego miejsca (rejon odpada), to będę musiała zainteresować się na serio formalnościami, żeby "uczyć" smile go w domu przynajmniej ten jeden rok. A potem może połkniemy bakcyla?

    Pewnie są jakieś terminy, do kiedy trzeba zgłosić chęć edukacji domowej, prawda?
  • marianna0077 26.02.15, 23:57
    Nie. Od zeszłego roku już nie ma terminów. Możesz przejść na ED w każdym momencie. Opinia pychologiczna i podanie o dyrektora wybranej szkoły.
  • monicus 27.02.15, 12:44
    My mieszkamy teraz pod lublinem, a dzieci w szkole warszawskiej. Bywamy tam ze 4 razy w roku. Na slużewie się mieści.
  • fraktusia 01.03.15, 13:01
    my do szkoły, gdzie nasz syn jest zapisany mamy z 50 km. Ale wybraliśmy ją, bo jesteśmy zapraszani kilka razy do roku na jakieś ciekawe wydarzenia organizowane tam, np. Dni Ziemi, mamy bezpłatny dostęp do programów czy serwisów (np. do angielskiego) czy możliwość wypożyczenia książek o ED. No i jest tam sporo dzieci w ED zapisanych, dzięki czemu nasz syn nawiązał też kilka przyjaźni, my jako rodzice też smile

    Przy wyborze szkoły warto się dowiedzieć, co dana szkoła ma do zaproponowania dla uczniów ED, prócz egzaminów wink
  • ewa_anna2 14.04.15, 20:58
    Znam rodzinkę pod Lublinem. która uczy domowo swoje dzieci smile
    --
    Nigdy nie bierz jednego kociaka, Z dwoma jest znacznie zabawniej, a kłopotów tyle samo.
    Oto Zosia
    Narnia
    Moje ogony na MIAU
  • kropkaa 27.02.15, 20:55
    To niewdzięcznik! wink
    Matka sobie żyły wypruwa, a on się zachowuje, jak uczeń pospolitej rejonówki wink

    --
    a może by tak urodzić w domu?
  • eszmeraldka 27.02.15, 09:00
    Ja chciałam, idea ED bardzo mi się podoba.
    I gdyby nie otworzyli prywatnej szkoły w moim mieście, która zapewnia mojemu dziecku terapię, indywidualne wsparcie i takie tam, to bym wręcz była zmuszona, bo każda inna szkoła w moim mieście to zwyczajnie groza.
    Przez dwa lata prowadziłam mu w domu terapię i wspominam to koszmarnie, nie jesteśmy kompatybilni jeśli chodzi o nauczanie wink obca osoba osiąga zdecydowanie lepsze efekty.
    Z kolei córka jest stworzeniem wybitnie stadnym, w przedszkolu (teraz już zerówka) świetnie się czuje, a najmłodszemu placówka jest potrzebna też ze względów terapeutycznych.
    No i tak się temat rozmył u nas, ale nie wykluczam, że w którymś momencie, choćby gimnazjum, lub wcześniej jeśli nie daj boże nasza szkoła upadnie, ED jednak zaskoczy.
    A już na pewno klasa maturalna, jeśli ten system będzie wyglądał cały czas tak jak teraz wink
  • kropkaa 27.02.15, 21:00
    Mój dzieć w ferie zimowe oświadczył, że do dziadków nie jedzie, tylko zostaje w domu i do przedszkola chodzi, bo lubi...
  • fraktusia 01.03.15, 12:47
    To fajnie, że Twoje dziecko ma kolegów w szkole i że szkołę lubi. Wydaje mi się, że warto utrzymać te znajomości i może jakieś nauczanie hybrydowe zrobić? Z kolegami ze szkoły jakieś zajęcia sportowe, kółka naukowe lub konkretne przedmioty, a prócz tego ED? Szkołę macie blisko, więc można porozmawiać z dyrektorką, wychowawczynią, jakby to widziały.
    Nasz syn ma taką zaprzyjaźnioną szkołę i z dziećmi z tej szkoły chodzi na wycieczki, do kina raz w miesiącu, na różne zajęcia, bale, imprezy itp. Fakt, specyficzna szkoła, bo tylko 5 dzieci, ale myślę, że w zwykłej podstawówce też da się coś zrobić, aby dziecko nie straciło kontaktu ze swoimi ulubionymi kolegami, jeśli już nawiązało takie przyjaźnie i jednocześnie uczyło się w domu.
    Prócz rówieśników z tej szkoły ma jeszcze trochę dzieci mieszkających na naszej ulicy w przeróżnym wieku oraz dzieci z ED, z którymi spotyka się na urodzinach, wycieczkach, wyjściach do teatru itp.
    Dodam, że ta zaprzyjaźniona szkoła to nie jest ta,do której mój syn jest zapisany, ale taka, która zgodziła się z nami współpracować w tym temacie i jest blisko.
  • soldie 28.05.15, 15:29
    U mnie dwóch najstarszych ( 7 i 8 l) właśnie zakończyło 1 klasę, 5 latek zapisany do zerówki- domowo oczywiście i to było wiadome "od zawsze" toteż doczekać się nie mogłam aż się wreszcie zacznie wink Moje do szkoły zupełnie się nie garną towarzystwo mają swoje- chłopaki to wiadomo nie takie istoty społeczne więc we trójkę z siostrą na dzień dzisiejszy nie narzekają na brak towarzystwa. Martwię się o córcie toteż chyba niebawem w ciąży będę wink Oby Bóg nadal był łaskawy jak do tej pory i dał kolejną córcie to będzie idealnie big_grin My też pracujemy przeważnie od śniadania do obiadu, chociaż czasem bywa,że od 14 do 17-18 to zależy. Pierwsza klasa to generalnie nic wielkiego, więc dużo się bawimy i eksperymentujemy kładę też fundament pod wiedze powyżej 3 klasy tj historię, geografie, biologii oczywiście w formie zabawy. Teraz pojawiają się przed nami ciekawe możliwości współpracy w ramach ed, więc pewnie będziemy bardziej uczestniczyć w różnorakich warsztatach dla dzieciaków kształconych pozaszkolnie.
  • hortensjaaaa 03.03.15, 12:15
    Jeśli chodzi o ED, to jeszcze nie zaczęłam i ciągle się zastanawiamy (ja jestem na tak, mąż na nie wiadomo) a nasz syn 5,5 roku nie chce opanować "treningu czystości". Z tego powodu nie wyobrażam sobie, że pójdzie do szkoły i będzie wytykany. Ale przedszkole uwielbia ! Ech i decyzja trudna przede mną już prawie zaraz musi być...

    W Poznaniu mamy "Szkołę Króla Dawida", która jest nastawiona na dzieci domowe. I z nimi można się dogadać na to, aby dziecko uczestniczyło w życiu klasy np. raz w tygodniu idzie do szkoły na lekcję. Z mojego punktu widzenia to super, bo mogę wziąć oddech. Chyba właśnie tego się boję najbardziej w ED, że będzie mi brakowało tego oddechu.. A ja i do pracy chodzę i wszystko wink I jakoś nie wyobrażam sobie zostać w domu cały tydzień i nie wychodzić do pracy.

    A w ogóle, to zawsze marzyłam o nauce w domu i pokazywaniu dziecku świata naukismile
    --
    następny poród domowy! A jakże!!
  • bratka8 15.06.15, 15:59
    Odroczyłam mojego syna i pewnie zrobimy zerówkę w ED. Czy w przypadku zerówki ma znaczenia czy zapiszę go do szkolnej zerówki czy przedszkolnej? Kiedyś czytałam że nauka w zerówce nie jest weryfikowana żadnymi egzaminami, więc w sumie to z placówką nie będziemy mieć kontaktu. Chciałabym sprawdzić przez ten rok jak się udaje nam ED i za rok może kontynuować z tym synem klasę 1.
  • bratka8 19.06.15, 11:04
    Byłam dziś w mojej rejonówce pogadać o zerówce w ED i pani dyrektor nie ma nic przeciw ale musi sprawdzić jak to jest w przepisach, bo przecież musi być jakieś okresowe sprawdzenie czy realizujemy program. No właśnie musi? Byłam pewna że zerówka to luzik i brak kontroli. Syn jest po jednym roku zerówki więc jakby nie patrzeć program obowiązkowy przerobił. Jak to było u Was z zerówką?
  • deigratia 19.06.15, 22:26
    Młodszy zamiast do starszaków pójdzie teraz do szkolnej zerówki. Podobno będzie miał świetną (znaczy wymagającą) nauczycielkę. Nic Ci nie doradzę, ale zastanawiam się, dlaczego nam się to tak układa: młodszy dostał się, gdzie chciałam, ma mieć świetną panią (dlatego ostatecznie nie decyduję się na ED); ze starszym natomiast jakiś koszmar. Mam czas do połowy sierpnia bodajże, żeby zdecydować, czy zmienić mu klasę. Mam w planie nowennę, bo nijak nie wiem, jak poprawić sytuacjęsmile Gdybym wzięła go do na ED, to biegałby tylko po łąkach i kwiatki oglądał, czy mają jakieś dodatkowe pączki, łapał motyle oraz żaby i bawił się i bawił. Ciekawe, czy mu to w ogóle przejdzie. A może ja się do ED nie nadaję? bo chciałabym uczyć konkretów a przyroda (plus plastyka i muzyka) jest u mnie na szaruteńkim końcu.
  • bratka8 22.06.15, 20:37
    U mnie też nierówno. Starszy kończy 1 klasę i ogólnie jest OK, ma dobrą panią, klasa też bez zastrzeżeń. Mi jedynie żal, że program jest słaby, że czas nie do końca niewykorzystany. Nie chciał uczyć sie w domu i nadal nie chce. Więc chodzi do szkoły a dodatkowo regularnie męczę go w domu starą podstawą.

    Z młodszym natomiast jakoś pod górkę, pechowy rocznik 2009. Do szkoły nie bo emocjonalnie niegotowy, choć intelektualnie i motorycznie by dał radę bez problemu. W przedszkolu nie będzie grupy dla jego rocznika, w szkolnej zerówce będzie ale z łatką dzieci gorsze, słabsze wymagajace wspomagania, dla których będą zajęcia wyrównawcze. Koszmar.

    Też mam skrzywienie na naukę konkretów, ale sama ostatnio uczę się przyrody, bo nie znam ptaków z mojego otoczenia, drzewa już opanowałam. Motyli i innych owadów nie znam i jakoś głupio mi używać nazw robaczek, żuczek. Podobnie męczy mnie zielsko, chwast... Byłabym zachwycona gdyby moje któreś dziecko fascynował świat przyrody i byśmy razem go odkrywalismile Ale plastyka do mnie nie przemawia. Na tylu blogach są pomysły na fajne i twórcze prace z dziećmi a mnie zupełnie nie ciągnie, znaczy ciągnie ale na krótko.

    Przy myśleniu o nauczaniu w domu mnie najbardziej martwi brak rozmowy z rówieśnikami, dzielenia się swoimi doświadczeniami na innym poziomie niż rozmowa w czasie wspólnej zabawy. I brak możliwości prezentowania czegoś przed grupą, w ogóle brak wystąpień przed obcymi ludźmi, rywalizacji, samodzielności. Szkoła to jednak daje, a tak trzeba kombinować.
  • kaakaa 21.06.15, 22:13
    Po zerówce nie ma żadnego sprawdzianu wyników nauczania. Może być jedynie badanie dojrzałości szkolnej.
    Nie mam co do tego wątpliwości. Przerabiałam i teoretycznie i dwakroć praktycznie.
  • bratka8 22.06.15, 20:42
    Dyrektorka miała na myśli jakieś sprawdzanie w trakcie roku, na bieżąc, szczegóły poda 2 lipca, bo wtedy idę na rozmowę i się okaże jak widzi tą edukację domową, bo dotychczas nie mieli takiego przypadku.
  • hab_ek 23.06.15, 22:36
    Dyrektor NIE MOŻE Cię sprawdzać w ciągu roku jak uczysz. Ty możesz nic nie robić do kwietnia i uczyć się tylko ostatnie 2 m-ce. I nikt nie może tego zakwestionować.
    Możesz na naukę poświęcać 2 poranki i jedne popołudnie, albo cały czwartek i nikogo nie może to dziwić. Twoje dziecko, Ty masz obowiązek pomóc mu opanować program, ale Twoja sprawa jak i kiedy to zrobisz.
    Nie daj się zastraszyć. Wiem, że niektórzy dyrektorzy próbują przekraczać swoje obowiązki, ale zgodnie z ustawą ich jedynym możliwym sprawdzeniem wiedzy ucznia jest sprawdzian na koniec roku. Są szkoły które w starszych klasach oferują pół roczne, a nawet odbywające się co 2,5 m-ca egzaminy aby dzieci nie miały nawału materiału na raz, ale ustawowo jest jednorazowe sprawdzenie wiedzy po roku nauki i tyle!
  • bratka8 30.06.15, 09:15
    Dyrektorka nie mówiła o tym kontolowaniu jako czymś co ma mi utrudniać życie, po prostu sama nie wie jak to jest a mi nie chciała wierzyć na slowo, tylko poszukać w przepisach, bo przecież kontrola musi byćwink. Jedynie nie wiem co wyczyta i jak zinterpretuje, ale ogólnie nie wydawała się być przeciw.

    Hab_ek, uczysz w domu?
  • hab_ek 30.06.15, 15:21
    Tak, uczę córeczkę od trzech lat, a od września dołączy do niej brat i dochodząco kuzyn.... czuję, że będzie sajgon tongue_out

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.