Dodaj do ulubionych

Nowa :) Dziękuję i proszę o pomoc.

23.02.16, 23:40
Drogie dziewczyny, wspaniałe matki!

Po długich wahaniach postanowiłam się Wam ujawnić. “Znam” Was od jakiegoś czasu (nie wiem, może trochę więcej jak półtora roku?). Czytałam to forum będąc w ciąży i zastanawiając się nad porodem domowym. Chciałabym Wam baaardzo gorąco podziękować, ponieważ po części dzięki Wam, udało mi się urodzić drugiego maluszka w domu. Ile ja tu łez wzruszenia wylałam, ile razy śmiałam się z Wami i cieszyłam z Waszego szczęścia, jak bardzo kibicowałam każdej z Was (a najśmieszniejsze jest to, że robiłam to też zapominając że już dawno urodziłyście, a ja często czytam stare i “przeterminowane” posty!). Ile wsparcia mi dałyście, nawet o tym nie wiedząc…
Pierwsze dziecko urodziłam przez cesarskie cięcie. Do tej pory jestem rozżalona, że tak to wszystko się potoczyło. Byłam młoda i niedoświadczona, a także strasznie naiwna. Rodziłam w prywatnej klinice. Miałam wielkie zaufanie do lekarzy i myślałam:
gdzie jak gdzie, ale tutaj jestem w jak najlepszych rękach. O porodzie nie wiedziałam kompletnie nic i w dodatku byłam nieco zagubioną, podatną na wpływy “autorytetów” i nieświadomą osobą. Zgodziłam się na znieczulenie, na oxytocynę, przebili mi pęcherz płodowy zaraz gdy dotarłam do kliniki. Myślałam, że tak ma być
i tak trzeba (w końcu lekarze wiedzą lepiej ode mnie jak rodzić, ech…wink. I pewnie w końcu urodziłabym naturalnie, gdyby tylko dali mi szansę i cierpliwie poczekali. Jednak po 7 godzinach lekarz stwierdził, że stoimy z rozwarciem, że ja się niepotrzebnie namęczę i maluch też się wymęczy i on proponuje cesarkę. Wystraszyłam się bardzo, że coś jest nie tak i że maleństwu coś grozi. Uległam “autorytetowi” w białym kitlu. Dziś wiem, że zostałam zmanipulowana i że byłam tak strasznie naiwna. Miałam problemy z karmieniem piersią i jakąś słabszą więź z moim maluszkiem (dziś to wiem, bo mam porównanie z kolejnym). Cesarka zaburza wszystko i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Przekonałam się na własnej skórze.
Bardzo długo potem nie mogłam zajść w ciążę (myślę, że to taka blokada psychiczna była). Wiele w moim życiu się wydarzyło… Przeżyłam coś w rodzaju przebudzenia duchowego, choć niezwiązanego z żadną religią. To było najpiękniejsze wydarzenie w moim życiu i odmieniło mnie całkowicie, bardzo pozytywnie.
Moja przyjaciółka interesowała się duchowymi porodami i poleciła mi film Eleny Tonetti-Vladimirowej “Birth As We Know It”. Znacie go. Byłam zafascynowana… i rozczarowana, że mój poród wyglądał inaczej i nie dałam mojemu dziecku to co najlepsze w tym czasie.
Wyprowadziliśmy się na jakiś czas z Polski całą rodzinką. Niedługo po tym okazało się, że jestem w ciąży, byliśmy wszyscy bardzo szczęśliwi! Ale był też strach, przed porodem. Na początku byłam pewna, że jestem skazana na szpital i że mogą mnie znowu pokroić. Cały czas słyszałam o ryzyku. Bałam się nawet marzyć o porodzie naturalnym, a co dopiero o porodzie domowym…
Jednak po jakimś czasie po długiej rozmowie z mężem, kiedy mu się solidnie wypłakałam i wyżaliłam, wszystko się zmieniło. Uświadomiłam sobie, że muszę podjąć próbę, walkę i nie poddawać się tak łatwo. Że muszę pozwolić sobie na marzenia i nadzieję i zrobić wszystko co w mojej mocy, aby nasze maleństwo przyszło na ten świat w spokoju i naturalnie. Mój mąż mnie bardzo mocno wspierał, także chciał bardzo porodu domowego, wręcz duchowego dla nas i maluszka. Pocieszał mnie, dodawał sił, stawał za mną murem i głęboko wierzył że nam się uda.
Zaczęło się. Pomimo tego, że mieszkaliśmy w UK i miałam tutaj jak najbardziej prawo do wyboru miejsca porodu, to jednak nieprzychylnie na to patrzył personel medyczny szpitala, który musiałam odwiedzać (badania i rozmowy). Wiadomo, po cesarce. Myślałam, że będziemy skazani na prywatne położne (znalazłam namiar na położne, z którymi urodziła naturalnie w domu kobieta po 4 cesarkach! Ależ mnie to uskrzydliło!). Nie stać nas na to było, takie położne kosztują majątek.
Jednak my byliśmy uparci i pewni siebie. Mieliśmy wiele wizyt, wiele rozmów. Zatrudniliśmy doulę, cudowną kobietkę która sama dwójkę dzieci urodziła w domu. Mieszkała blisko naszej dzielnicy i znała większość położnych z naszych rejonów. Wszystko układało się super. Ciąża przebiegała świetnie, badania bardzo dobre. Poznaliśmy dwie położne domowe. Jedna odwiedziła nas w domu, bardzo miła i polubiłam ją od razu. Jednak okazało się, że przywiozła tylko torbę - część sprzętu, aby był już u nas, jakiś lek schowaliśmy do lodówki (już nie pamiętam co to było. Znieczulenie chyba nie, może niewielka dawka Oxytocyny?). Zbadała mnie, długo rozmawiałyśmy a ona spisywała część w papierach. Niestety okazało się, że ona akurat będzie na urlopie w swoich rodzinnych stronach (była z Malezji), kiedy ja będę rodzić. Potem poznaliśmy kolejną, też miłą i sympatyczną. Badała mnie, ale zaznaczyła że do porodu może przyjechać jeszcze inna położna (a właściwie dwie). Na kolejnej wizycie w szpitalu miałam rozmowę z szefową przyszpitalnego domu narodzin. Musiała mnie poinformować o ryzyku. Ja oczywiście ryzyko znałam od a do z, dzięki Wam! Dzięki Kaakaa! Zauważyła, że jestem kompletnie świadoma i zdecydowana, więc uśmiechnęła się i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Zapytałam ją z ciekawości czy miała w swojej “karierze” jakikolwiek przypadek pęknięcia macicy. Ona się uśmiechnęła i powiedziała, że pracuje w zawodzie już 30 lat i przez te wszystkie lata zdarzył się tylko jeden taki przypadek, ale wszystko się dobrze skończyło i mama oraz dziecko przeżyli, dotarli na czas do szpitala.
Potem mieliśmy z mężem niemiłą rozmowę z pewną położną domową, lekarzem i konsultantką. Co najdziwniejsze to lekarz (młody zresztą, więc nie tak zryty przez medyczne dogmaty) był łagodniejszy i bardziej pozytywnie nastawiony niż ta położna domowa. Ja w trakcie tej rozmowy zastanawiałam się cały czas jak ta kobieta przyjmuje porody w domu? Ciągle nas straszyła, opowiadała jakieś straszne historie. Ten lekarz też dziwnie na nią patrzył. Zapamiętałam jej nazwisko. Mąż w końcu jej powiedział, że jak ma zamiar nadal nas straszyć, to nie tędy droga. I że więcej na takie spotkanie nie mamy zamiaru przychodzić. Za chwilę weszła konsultantka i powiedziała, że oczywiście musi nas poinformować o ryzyku. Myślała, że trafiła na nieświadomych ludzi i zapytała czy ja wiem jakie jest ryzyko. Powiedziałam, że tak, a ona na to, żebym wymieniła. Im więcej szczegółów wymieniałam, tym bardziej ona była poirytowana nie wiedzieć czemu. Potem zapytała jakie są statystyki odnośnie pęknięć macicy. Ja na to, że 1:3000 a ona, że nie. Wmawiała mi, że 1:300 i kłóciła się ze mną. Przypomniałam sobie, że przecież mam to wpisane w książkę ciążową (tam jest naprawdę gruba i wielka) przez “szefową” domu narodzin, z którą rozmawiałam jakieś 2 tygodnie wcześniej i która również musiała mnie poinformować o ryzyku. Więc pokazuję tej konsultantce, a ona zrobiła się czerwona jak burak, zaczęła się jąkać, wydukała że rzeczywiście i ona już tutaj nic nie ma do roboty. Coś tam nabazgrała i wyszła. To była ostatnia tego typu rozmowa, nieprzyjemna. Od tego czasu zostawili nas w spokoju. Później już widywałam się tylko z miłą położną domową. Na przedostatnim spotkaniu pojawił się też pan położny, hindus. Niesamowity człowiek. Widać było, że poród dla niego to również doświadczenie duchowe, pozytywnie mnie nakręcał (momentami czułam się jakbym słuchała Iny May Gaskin w męskim wydaniu wink ). Zapytał, czy mógłby uczestniczyć w moim porodzie, jako “ten drugi” położnik. Czy sobie życzę, bo on jest mężczyzną a różnie kobiety to odbierają. Zgodziliśmy się bez wahania, taki człowiek to mega wsparcie, a czy to mężczyzna to była dla nas sprawa nieistotna.
Wciąż jednak nie wiedzieliśmy która jeszcze położna do nas przyjedzie. Przypomniałam sobie o tej nieprzyjemnej i negatywnie do nas nastawionej, którą mieliśmy wątpliwą okazję spotkać w szpitalu. Wiedzieliśmy, że absolutnie nie ma moz
Edytor zaawansowany
  • durga2 23.02.16, 23:47
    Wiedzieliśmy, że absolutnie nie ma mozy, aby przeszła przez próg naszego domu. Zaznaczaliśmy to innym położnym na każdym kroku. Po ich minach widać było, że jest ona jakąś ?zakałą? tego teamu i nikt nie darzy ją sympatią, choć oczywiście nigdy takie słowa nie padły. Rozumiały nas doskonale.
    W końcu nadszedł ten dzień, a właściwie noc. Od rana skurcze, sprzątałam cały dzień, a wieczorem kąpiel. Nie chcieliśmy zbyt szybko wołać położnych (byliśmy z nimi w kontakcie telefonicznym), ale gdy już ból był ogromny, mąż zadzwonił najpierw po doulę, a niedługo po tym po położnych. Bolał mnie najbardziej kręgosłup, jakby mi ktoś wiercił w nim wiertarką na żywca. Doula robiła co mogła, miała tensa, ale to szybko przestało na mnie działać. Mąż zajęty był pompowaniem i napełnianiem basenu, biegał otwierać drzwi położnym. Dopiero poznałam położną! Była to szefowa teamu położnych domowych, sama w 27 tygodniu ciąży (pierwsze urodziła w domu i drugie też miało się tak narodzić). Był z nią nasz ulubiony pan położny. Musiałam stawić czoła swoim lękom w podświadomości, nt. pękającej macicy smile Szło mi całkiem nieźle. Miałam chwilowy kryzys tylko. Wydawało mi się też, że drę się wniebogłosy czy tam stękam. Ale to tylko mi się tak wydawało, ani sąsiedzi nie słyszeli, a starsze dziecko spało sobie smacznie całą noc, cały mój poród przespało niczego nieświadome. Po 3 nad ranem urodziło się nasze maleństwo, w wodzie, w basenie, na ręce mojego męża.
    Położna była niesamowita. Jestem jej bardzo wdzięczna, jakież ona miała wyczucie. Wiedziała i czuła czego potrzebujemy i odgadła, a my praktycznie rodziliśmy sami. Oni trzymali się na uboczu, dyskretnie wszystko kontrolując. Cudowną miałam ekipę. Po 2 godzinkach, zjedzonych kanapkach (mąż nastawił chleb do pieczenia i przez cały poród pachniało pięknie chlebem w domu). Nasz maluszek przyszedł na świat w blasku świec ( i jednej lampki, która była konieczna), przy relaksującej, duchowej muzyce, w spokoju i miłości, na nasze bezpośrednio ręce. Cud.
    A teraz znów jestem w ciąży. Mieszkamy już w Polsce. Proszę Was o pomoc, marzę o porodzie domowym? Szukamy położnej.
    Pozdrawiam Was kochane.
  • durga2 25.02.16, 08:13
    Halo? Czy jest tu kto? Czy są jeszcze jakieś kobiety w Polsce, które rodzą w domach? smile
  • durga2 29.02.16, 21:36
    Jutro mój malutek domowy kończy roczek. Rok temu o tej porze dokładnie miałam już naprawdę bolesne skurcze, hehe.
  • shilmaya 26.02.16, 08:24
    Piękna historia! smile Ja się właśnie szykuję do porodu domowego - dopiero niedawno dobitnie dotarło do mnie, że nie chcę inaczej, a to już 9-ty miesiąc. wink Z jakiego jesteś miasta? Ja rodzę we Wrocławiu, wiec mogę podać namiary na położne z okolic. wink
  • durga2 26.02.16, 10:25
    Oj, super że się odezwałaś smile
    Niestety namiary na położne we Wrocławiu mi nie pomogą, bo będę rodzić w Warszawie. Ale dziękuję za chęć pomocy kochana. Chociaż z drugiej strony, to jestem tak zdesperowana, że jakbym nie znalazła tutaj żadnej położnej, która zgodziłaby się do mnie przyjechać to kto wie... Może pojedziemy na miesiąc do Wrocławia i tam urodzę, gdyby się jakaś położna zgodziła. A tak w ogóle pochodzę z Opola (80 km od Wrocławia). Na szczęście mąż ma zdalną pracę, pracuje z domu. Ech... zrobię wszystko, żeby urodzić poza szpitalem. Nie wyobrażam sobie teraz "powrotu" do szpitalnego porodu. No chyba, że trzeba by było, gdyby było coś nie tak. Na razie jest to moja najlepsza ciąża, w poprzednich mdłości, senność, bóle brzucha, trochę plamiłam do 12 tygodnia, a teraz nic (kończę 16 tydzień). Nawet nie czuję, że jestem w ciąży. Tylko już delikatne ruchy maluszka mnie w tym uświadamiają smile
    Życzę Ci powodzenia, to już bliziutko hehe.
  • zielska 30.05.17, 16:29
    Cześć, a ja chętnie poznam namiary położnych z Wrocławia, jeśli jeszcze pamiętasz. Mam termin na październik i poród chciałabym przeżyć w domu.
  • malakarina 02.06.17, 11:31
    Cześć. Bardzo proszę o namiary na położne z Wrocławia i okolic przyjmujących porody domowe. Dziękuję
  • shilmaya 26.02.16, 19:26
    Dziękuję. smile Jak by co - służę pomocą. Ja właśnie chcę uniknąć traumatycznych przeżyć, czuję, że szpital to nie dla mnie. Życzę zdrówka dla Dzieciątka! smile
  • durga2 26.02.16, 21:47
    Dziękuję i wzajemnie kochana! kiss
  • kaakaa 28.02.16, 13:38
    W Warszawie jest bardzo dużo położnych domowych. Może zacznij od rozmów z dziewczynami ze szpitala przy Żelaznej?
  • durga2 28.02.16, 22:39
    Kochana kaakaa. Dziękuję, że się odezwałaś! smile
    Staram się tak robić, rozmawiałam już z czterema położnymi. Czy mogłabym jakoś napisać do Ciebie na priv, proszę? Na jaki ardes mogłabym? Mam kilka ważnych pytań.
    Pozdrawiam
  • kaakaa 29.02.16, 09:38
    Chętnie, ale nie bardzo chcę ujawniać tu mój e-mail, bo się trochę obawiam potem zalewu spamu. Możesz wysłać od mnie prywatną wiadomość przez forum?
  • durga2 29.02.16, 15:52
    To napisz kochana na mój mail gazetowy, z którego i tak nie korzystam, a wtedy podam Ci ten z którego korzystam smile
    durga2@gazeta.pl
    Ja też bardzo cenię sobie prywatność i nie ujawniam się w sieci z chęcią, hehe. Dlatego tak długo zwlekałam i zastanawiałam się czy opisać moją historię tu na forum. Nawet nie mam konta na żadnym poratalu społecznościowym typu facebook lub tweeter czy tam inne. Ludzie ciągle się dziwią z tego powodu smile
  • giezyda 30.09.16, 13:16
    ekh

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.