Dodaj do ulubionych

mogę rodzic w domu, ale nie mogę :(((

11.05.08, 21:37
dziewczyny
podczytuję Was od 9 miesięcysmile dobiegam na finisz - zgodnie z sygnaturką - do
terminu zostało mi 7 dni. teoretycznie - rodzimy w domu: mamy położną, za soba
domowy poród,neonatologa, bla bla bla.
w praktyce nie ma szans na ten moment - małżonek rozgrzebał remont i nawet po
porodzie szpitalnym zastanawaim się jak do mieszkania mogę wrócić z
noworodkiem -koszmar.
płakać mi się chce, bo nic nie moge zrobić by cokolwiek przyspieszyc. we
wtorek bedzie dopiero nowa wanna przywieziona, kibelek nie wiem kiedy, wiec
teraz prowizorka, aneks kuchenny - to składowisko wszelkich narzedzi. koszmar

moje pytanie nie brzmi jakim cudem urodzic w domu w tych warunkach, bo jak
sądzę nawet p.Zosia nie wyraziłaby zgody by przyjechac, ale o czym pamietac do
szpitala - czyli - na co moge nie wyrazic w szpitalu zgody i jak to zrobic by
nie zostało zignorowane.
Planuję na dokumentach kt sie podtyka do podpisu (zgoda na leczenie) dopisac -
nie wyrazam zgody na podanie oksytocyny, nacięcie krocza, masaż szyjki,badanie
w czasie skurczu, rodzenie w pozycji leżącej... coś jeszcze?
czy wogóle mnie przyjmą z takim podejsciem? czy mają prawo mnie odesłać bo
jestem antypacjentką?

jestem przerazona wizją szpitala i jakby sie dało uprosic Malutką kobitkę - to
mogłaby poczekac jeszcze ze dwa-trzy tygodnie, ale ...nikłe szanse, cudem
dotrwałysmy do maja(rozwarcie pod koniec7miesiąca) i musze pozegnac sie z
wizją porodu w domu, wyć mi się chce z bezradności
a moze znacie sposób na przekonanie Malutkiej na zasiedzenie w brzuszku?

--
7dni - MISIA MATYSIA

Edytor zaawansowany
  • kropkaa 11.05.08, 23:15
    Hm, a może spróbuj jakoś się nie stresować, może dziecko poczeka 2
    tygodnie? Weź męża do galopu (remontowego oczywiście) a Ty na kanapę
    z nogami do góry? Rodzić możesz w pokoju, ja np. wanny nie miałam.
    Oczywiście kibelek by się jednak przydał, bieżąca woda też, może
    przez te kilka/naście dni da się to uruchomić?
    Ja błagałam dzicko, by nie wychodziło. NIC nie robiłam, leżałam z
    nogami w górze, a w krytycznych momentach (gdy mi się wydawało, że
    rodzę) łykałam no-spę. Czasem też piłam czerwone wino, ale nie wiem
    jak to jest, bo wtedy Niemki piły na wywołanie (chodziło o jakieś
    zasiłki). Termin minął i wtedy zaczęła się akcja w drugą stronę -
    robiłam wszytsko, by urodzić, bo bałam się zbytniego
    przeterminowania. Efekt? Termin miałam na sb, a urodziłam we wtorek
    (następny). A ginka dobre 3 tyg. wcześniej mówiła, że poród może być
    już.
  • hab_ek 12.05.08, 09:19
    jeśli mogę coś napisać:
    1. nogi do góry i spokój
    2. nie wiem jaką masz sytuację - ale jeżeli masz w pobliżu rodzinę (Mamę,
    teściową), które akceptują Twoją wizję porodu - pogadaj z nimi czy mogłabyś u
    nich rodzić, ze względu na warunki zewnętrze i zostać potem z maciupkiem kilka
    dni dopóki się nie unormuje sytuacja
    pozdrawiam i trzymam kciuki
  • oldzinka 12.05.08, 10:42
    Wiesz co, skoro masz takie podejście do szpitali to naprawdę lepiej
    żebyś spróbowała urodzić w domu. Jeśli nie swoim to kogoś z rodziny.
    A czemu mąż właśnie teraz rozgrzebał remont???
  • 987ania 12.05.08, 15:07
    Najpierw bym męża opieprzyła, że miał czas na remont przez kilka miesięcy! Potem popytałabym mamę lub jakąś inną przyjazną duszę, czy by nie zgodziła się Was przechować. Następnie zamontowałabym kibelek i prysznic (bo jakaś dziura na odpływ jest). W jednym pokoju zrobić porządek a reszte zakryć i nie zaglądac podczas porodu. Trzymam kciuczki i życzę powodzenia. Wiem co przechodzisz, bo ja do spitala mam podobny stosunek jak Ty.
  • kasiaimichael 12.05.08, 16:42
    ja na Twoim miejscu wynioslabym sie na kilka dni do rodziny/znajomych i
    relaksowala a mezowi popwiedziala ze zeby mial stawac na rzesach remont ma byc
    zrobiony z 5/3 dni. Moze On bal sie porodu w domu dlatego tak to rozgrzebal? a
    dzidzi bym powiedziala zeby sie nie spieszyla, ja ze swoja rozmawialamze moze
    sie rodzic kiedy chce ale dopiero jak przywioza basen i.... posluchala smile
  • filipkafilipa 12.05.08, 17:34
    DZIEWCZYNKI, JESTESCIE KOCHANE
    wczoraj pisząc byłam w totalnej rozsypce,dzis naprawde ciepło mi sie zrobiło i
    nabrałam ciut nadziei, moze Maleńka poczeka... tylko jakos nie bardzo z tym
    lezeniem i niedenerwowaniem się sad(

    odnosnie remontu - nic sie nie zmieniło.
    idzie tak powoli, bo facet mój pracuje po 10 godzin i po pracy zostaje mu
    dosłownie 3h na zrobienie czegokolwiek, a ja wiele mu nie napomagam. zeby to
    podgonic - małż musialby wziąć wolne chyba na cały tydzien - to nierealne...

    zaczynam kombinowac własnie na zasadzie ogarniecia jednego pomieszczenia - do
    porodu i negocjowac z P.Zosią zgodę na poród w remontowym rozgardiaszu. problem
    jest o tyle, ze na ten moment to jedno pomieszczenie to jednoczesnie dla 4 osób
    - pokój jadalny, sypialnia i przejscie do aneksu gdzie część robót i narzędzi.
    reszta robot i syfu - pokój dzieci, łazienka i przedpokój. wiec wszystko sie
    roznosisad( próbuje to sobie wyobrazic, ale jak o tym pisze - przestaję to widziec
    opcja z tesciową, mamą - odpadka totalna. dzis dzwoniłam do tesciowej z prosbą o
    pozyczenie torby do szpitala - plecaków ci u nas dostatek ale do szpitala z
    takim wielkim turystycznym - niezbyt wygodnie i praktycznie, wiec pytam kobietę
    - a ta że nie - popłakałam sobie na ulicy ...co kobiecie szkodzi? ale...jak
    bedą myszy u niej, to jej powiem skąd....smile
    w kazdymm badź razie - inne lokum niż nasze mieszkanko - odpada, tesciowa -
    pomijając stosunki - niegoscinna, moja mama - mieszka z siostrą i jej rodzinką
    niedawno powiekszoną. wiec tez nic z tego. poza tym, nasze gniazdko, pomimo
    wszystko, to nasz kawałek swiata.

    napiszcie moze tak na zasadzie "na wszelki wypadek" czy takie zastrzezenia z
    mojej strony na papierach szpitalnych zostaną przyjęte i bedą respektowane?
    dzis, teraz, gdyby się zaczeło - z reklamówką (nie jedną!!) w reku i takim
    nastawieniem - musze urodzic w szpitalu
    chyba
    a moze isc na zywioł i w domu... pomimo kurzu i tego wszytskiego?

    straszna jest ta niepewnośc, hustawka, bezradność i niemoznosć podjęcia decyzji
    a! wanna nie we wtorek - w srodesad to też nas wstrzymuje. mam dosć



    --
    6 DNI - MISIA MATYSIA
  • filipkafilipa 12.05.08, 17:39
    ahssmile
    Matysię cały czas przekonujemy, ze jeszcze troszkę, zeby pomieszkała w brzuszku.
    dwa tyg tmu na usg miała 2800g z błedemm do +\-400g, wiec moze sobie pozwolic na
    nabieranie ciałka u mamy. Mała rozkosznie się przeciąga, wierci,i mieszka póki co.
    Kochane - trzymajcie kciuki, módlcie się, czarujcie...jednym słowem proszę o
    cokolwiek aby się udało.
    --
    42dni - MISIA MATYSIA

    <a href="http://www.republika.pl/marcelina_filipowicz"target="_blank">www.marcelka
  • 987ania 12.05.08, 22:47
    No jednak bym męża w du.. kopnęła. Mógł nie rozgrzebać. A jak rozgrzebał, to
    niech weźmie urlop na dwa dni albo chorobowe. Ja b ym i tak rodziła w domu.
  • filipkafilipa 14.05.08, 09:12
    w pon rozmawiałam z naszą położną - pod kątem rozgardiaszu remontowego i naszych
    domowych planów. Naszkicowałam jej jak wyglada mieszkanie, jego stan...
    powiedziała Kochana Kobieta,że ona porody przyjmowała juz w przeróżnych
    warunkach i nic jej nie zdziwi. tylko dla malucha mamy mieć wszystko
    przygotowane i OK, no i zadne prace w trakciewink wiec stres odpóścił. Nie było
    nawet słwoa o szpitalu, dla niej tak jak kiedys dla mnie - rodzę w domu i co by
    się nie działo to nie koniec swiata, moze być w trakcie remontu (poza
    wskazaniami okołoporodowymi, ale tych się jakoś nie spodziewamy - grunt
    pozytywne myslenie) Na ten moment - poród w domu jak najbardziej.
    powoli układam to co mozna w swojej głowinie i mieszkaniu by jakos fukcjonowac
    przed, w trakcie i po porodzie z Okruszkiem.
    wczoraj uznałam - da się. wiec się dasmile)
    Od tej rozmowy mam wizję, że swiat jest udany, ludzie są życzliwi (choć miewają
    gorsze dni) i z odrobiną cierpliwości w sobie, można spokojnie życ i nawet
    realizowac plany.

    A co do męża - jest Kochany i naprawde - nie mam sumienia mu dokopywac, choć
    moze i byłoby za co, ale - po co? I tak zasuwa, lekko mu nie jest. Przeżyjemy,
    może ciut mniej komfortowo, tyle. Szkoda psuć pretensjami, moze jakimis nerwami
    i pochopnie rzuconymi czasem słowami, a ostatnio (caaała ciąża) łatwo mnie
    sprowokować albo - łatwo mi się popłakać, śmiac jak szalona, lub nawrzucac komuś.

    a pisząc tak z przymróżeniem oka, za kilka miesięcy, lat, jak bedziemy wspominać
    ten szalony czas....? cudnie i z usmiechem niedowierzania

    Teraz najwazniejsze - zadnych porodowych kłopotów z Maleńką.

    Dziękuję dziewczynki za wsparcie i odzew smile

    niesmiało dodam, że mamy/mielismy plan uczestnictwa całą rodziną w
    Zjeździe....tak na spokojnie podejmiemy decyzję za jakiś czas - w zalezności od
    Matysi, ale miejsce mamy zaklepane, może się spotkamy w realu, kto wie...?

    miłego dzionka Kochane
    --
    5dni - MISIA MATYSIA
  • oldzinka 14.05.08, 14:58
    Och filipko! to cudownie! CUDOWNIE! Trzymamy bardzo za was kciuki.
    na pewno wszystko się uda. Zyczę pięknego porodu i już nie mogę się
    doczekać opwieści. powodzenia kochana!
    --
    Krzyś zwany Kabaczkiem
    21.11.
  • 987ania 14.05.08, 16:58
    postówsmile)))
  • fizula 14.05.08, 23:13
    Najstarszą córę rodziłam w szpitalu... w trakcie trwającego tam
    remontu. Na położnictwie dobiegały nas ciągle odgłosy wiertarek itp.
    Cieszę się, że udzielił Ci się spokój Twojej położnej :o) I że
    spełni się Twoje domowe marzenie :o)
  • filipkafilipa 15.05.08, 12:17
    Fizula, tą położną to chyba znasz wink jestem z Lublina

    pozdrawiamsmile)

    --
    3 dni- MISIA MATYSIA

  • fizula 15.05.08, 23:10
    Ach, to witaj, krajanko :o)
    To dzisiaj nawet dzwoniłam do niej z imieninowymi życzeniami do
    tejże naszej wspólnej znajomej.
  • filipkafilipa 16.05.08, 08:41
    my też, pierwsze pytanie jak małż usłyszał - rodzicie?
    nie, Zosiu, tylko chcemy Ci złożyć życzenia - ach tak....

    o ile sie nie mylę, to twojego autorstwa jest stronka szkoły rodzenia, prawda?

    pozdrawiam cieplutko

    --
    2dni - MISIA MATYSIA

  • fizula 18.05.08, 20:58
    > o ile sie nie mylę, to twojego autorstwa jest stronka szkoły
    rodzenia, prawda?

    Autorem naszej strony jest wdzięczny uczeń, ja tylko administruję.
    Coś tam napiszę czasem, pisemne wypowiedzi Zosi wklepuję. Jak
    urodzicie, może zechcecie swoją relację zamieścić na tej stronie?
    Jeśli tak, to wyślij na mojego maila.
    Szczęśliwych, spokojnych narodzin!
    --
    Zapraszam na forum dla mam długo karmiących piersią oraz szukających
    wsparcia w początkowym okresie:

    Długie karmienie piersią
  • sugarxxx 03.07.08, 21:38
    filipka, i jak się udało?
    Czekamy na opis smile
  • filipkafilipa 21.07.08, 09:28
    witaj

    no własnie nie wiem jak zakwalifikowac nasz poród - do udanych czy nie....
    nie wiem tez czy powinnam go opisywac

    wspomnę tylko ze Matysia urodziła się w domciu, zdrowa, dorodna dziewczynka: 3620g, 55 cm, 10 apgar

    w osobnym linku zamieszczę opis porodu Marcelki mojej 7 letniej córeczki - porod piękny, wręcz magiczny,
    akurat, za 9 dni mija 7 lat od tego momentusmile)



    -
    filipkafilipa - szczęśliwa mama trzech cudownych córeczek

  • sugarxxx 21.07.08, 11:04
    Przede wszystkim gratulacje dla Ciebie i małej Matysi smile
    Czekamy na opis porodu Marcelki!

    Co do tego, czy opisywać poród Matysi, to jeżeli masz jakieś powody osobiste, to
    lepiej nie opisywać. Ale może masz jakieś wskazówki dla nas: dlaczego poród nie
    był do końca udany, na co mamy uważać itp...
  • sugarxxx 21.07.08, 11:07
    A Matysia to jest zdrobnienie?
    Jeśli tak, to od jakiego imienia?
  • nuit4 21.07.08, 11:12
    obstawiam Matyldę smile

    Gratulacje tak by the way smile)
    --
    Angel

    Zajrzyj na Allegro
  • filipkafilipa 22.07.08, 09:17
    dziękujemy!

    smile) tak - matysia od matyldy
    w domu teraz jezyk sie plącze - matysia/marcysia, wreszcie powstało cos w
    rodzaju martysi i tym tworem zwracamy się najczesciej do obu panienek,
    zwłaszcza w jakims zapedzeniu....

    co do porodu - zwróccie uwage na dokładny wywiad, nie wazne ze znamy sie iles
    tam czasu, wywiad to wywiad, by nikt później nie usłyszał w razie komplikacji -
    a mówiliście mi o tym?

    ustalcie ze to wy wybieracie poozycje. choc wydaje sie to oczywistoscia przy
    porodzie domowym - ja w trakcie usłyszałam, ze "ja tak nie umiem odebrac porodu"
    i zostałam na siłę, w trakcie skurczu, przerzucona na plecy(chciałam w czworaczej)

    również trzeba dopilnowac(?) kilka dni przed terminem - czy położna jest JUŻ
    gotowa na poród - np czy ma spakowane, wysterylizowane narzedzia, u nas nie
    miała i czekałam dwa skurcze parte az sie wyparzą,

    i obgadac okolicznosci i plan na wypadek nieprzewidzianych sytuacji: jakie
    działania w kt momencie bedą wprowadzone, czy położna w razie czego,pojedzie z
    nami do szpitala, czy bedzie obecna przy ewentualnej ekipie z karetki.

    niby oczywiste rzeczy, a w trakcie okazuje sie, ze choc dla wszystkich takie
    było - w praktyce - lepiej nie mówić

    nasza położna nie miała przygotowanych narzedzi, zapomniała ze kiedyś poroniłam
    i łyzeczkowano macicę(ryzyko wrośnięcia łożyska,krwotoku), a w momencie gdy
    straciłam przytomność i przyjechała karetka - schowała się w suszarni, nie
    zdając lekarzowi relacji z przebiegu porodu, podanych leków, ilosci straconej
    krwi, o pojechaniu do szpitala z nami nie wspominając, etc

    przyznam, że przez dłuższy czas po porodzie, w trakcie spotkania z położną po
    wyjściu ze szpitala, nie miałam tak do końca sprecyzowanego obrazu jej
    zachowania, postawy, przygotowania.... widziałam to przez pryzmat zdrowego
    dziecka, które po doswiadczeniach z Marcelką - było dla mnie najważniejszym,
    najwyższym szczęściem i inne rzeczy były duzo mniej istotne...
    dopiero dociera do mnie i wciąż nie mogę uwierzyć w to co się działo . mąż na
    izbie przyjęć słyszał lekarzy - duży upływ krwi, brak tętna,
    o mało co nie został wdowcem
    od lekarzy -zdziwienie -jak można było tak długo zwlekać z wezwaniem karetki
    przy takim krwotoku????

    nierozumiałam jego miny gdy się ocknęłam, penie nigdy nie zrozumiem jego
    przerażenia... i już mu się nie dziwię ze patrzy krzywym okiem na porody w domu,
    choć ja nadal jestem za, ale dziś - przygotowania i ew poród - z inną położną
    albo jednak szpital sad
    a dzieci miec wiecej nie bedziemy


    --
  • nuit4 22.07.08, 10:07
    straszne to co piszesz! bardzo współczuje!
    teraz już czujecie się dobrze?

    to już chyba drugi taki negatywny post dot. położnych domowych-nie wiem czy jest
    to możliwe i w jaki sposób to zorganizować,ale chyba przydałaby się "czarna
    lista" takich położnych,albo chociaż "uważaj na:"..
    --
    Angel

    Zajrzyj na Allegro
  • oldzinka 22.07.08, 11:45
    Ja też współczuję. I uważam, że bardzo niepokojące jest to, że za
    przyjmowanie porodów domowych zabierają się osoby nie do końca do
    tego przygotowane.
    Nie da się przecież wszystkiego przewidzieć i spytać położna o
    wszystko.
    A Twoja połozna zachowała się skrajnie nieodpowiedzialnie chowając
    się w suszarni. I skoro nie potrafi przyjąć dziecka w innej pozycji
    niż na plecach to z czym do ludzi???
    Ja to bym ją wymieniła z imienia i nazwiska, żeby inne dziewczyny
    nie wpakowały się w współpracę z tą panią. Moim zdaniem takie osoby
    trzeba eliminowac od razu z porodów domowych, bo jak zdarzy się
    jakaś tragedia to (i tak już niełatwa) sytuacja kobiet, które
    chciałyby urodzić w domu, jeszcze się pogorszy. Przez
    nieprzygotowanie i brak profesjonalizmu jednej położnej cała idea
    porodów domowych może bardzo ucierpieć. Po co dawać kolejny argument
    przeciwnikom?
  • filipkafilipa 22.07.08, 13:47
    wiem, że nie wszystkie rodziny rodzące z naszą położną są rozczarowane, myślę,
    że większość jest szczęsliwa swymi doświadczeniami...
    i niestety nie ma reguły ze jak jest dobrze to jest dobrze zawsze, a jak coś
    tam się wydarzy to zawsze źle. położna od matysi odbiera porody ładnych kilka
    lat, ponad 10? może więcej. to chyba pierwsza jej wpadka, a może pierwszy poród
    z komplikacjami tak powaznymi i liczyła do konca ze uda jej sie zatamowac
    krwotok i urodze sama to łozysko... nie wiem
    nasza położna z porodu Marcelki sprzed 7 lat(post "narodziny marcelki"), była po
    raz pierwszy przy porodzie w domu i była wspaniała, i wyczuciem, delikatnością,
    jak również w odpowiedniej chwili zdecydowaniem. praktyke zawodową miala
    skromną, może 3 lata, starszą córcię wypisywała nam3,5 roku wczesniej ze
    szpitala jako praktykantka
    to tylko potwierdza mysl, ze nie ma reguły

    broń Boże nie usprawiedliwiam, tu zbyt wiele zaniedban,by zrzucic wszystko na
    zaskoczenie

    jak stwierdził mój mąż : na szczęscie wszystko"dobrze"się skończyło

    niestety,tak jak piszesz oldzinka- taka sytuacja daje tylko argumenty i broń do
    reki przeciwnikom porodów domowych sad

  • juleg 22.07.08, 18:59
    Jestem w szoku! Normalnie szczęka mi opadła... Strasznie mi przykro, ze tak wyszło.
    Najważniejsze jednak, ze Matysia zdrowasmile
    Ale Pani Z. zachowała się bardzo nieodpowiedzialnie, chyba pluje sobie teraz w brodę?
  • juleg 24.07.08, 09:43

    Popieram Sugar, powinna zachować zimną krew w tej trudnej sytuacji.
    Tata Filip jasno napisał, położna o wszystkim została poinformowana, widocznie nie była przygotowana do porodu.
  • gfizyk 24.07.08, 21:19
    Ależ, kto Ci broni popierać Sugar? Masz prawo, tak samo jak ja mam
    prawo do swoich ocen. A Tata Filip napisał co napisał. Natomiast,
    czy rzeczywiście Zosia została RZETELNIE POINFORMOWANA O WSZYSTKIM -
    to już inna sprawa! Niestety mam podstawy sądzić, że było troszke
    inaczej. Chociażby dlatego, ze Zosię znam, a Taty Filipa - nie.

    A teraz jeszcze kilka slów ode mnie, bo wczoraj pisałem raczej na
    gorąco. Mam nadzieję (albo jestem nawet pewien), że Zosia zapozna
    się z oceną jej kompetencji i wówczas ktoś napisze autoryzowaną
    odpowiedź.

    Ja dodam tylko kilka swoich myśli:

    Drogie Filipki - skoro pierwsza położna była tak dobra w swoim facu -
    dlaczego szukaliście innej? Ja jak kogoś wypróbowanego - nie szukam
    gdzie indziej. Być może z pewnych powodów nie chciała? Piszecie, że
    poród był fantastyczny, ale pomijacie powód dla którego i tak
    przyjechało pogotowie. Taka półprawda, w Waszym wykonaniu.

    Powiem szczerze - Zosia popełniła JEDEN podstawowy błąd. I to Jej
    powiem przy najbliższej okazji. Zgodziła się być z Wami podczas
    porodu domowego, pomimo wielu PRZECIWSKAZAŃ. Dlaczego - bo ma zbyt
    miękkie serce.

    Proponuję, żebyście szczerze napisali - ile przeciwskazań było w
    Waszym przypadku. Niech inni forumowicze to przeczytają.

    Pamiętam jak kiedyś przygotowywałem się do domowego porodu i
    czytałem, kiedy można myśleć o takim porodzie, a kiedy nie powinno
    się go nawet rozważać. Między innymi kiepska morfologia,
    wczesniejsze poronienia, problemy okołoporodowe przy poprzednich
    ciążach, wady genetyczne u poprzednich dzieci, czy też łyżeczkowanie
    i inne tego typu zabiegi.
    Każdy (nawet jeden) z tych powodów mógł wykluczyć taki poród. Nic
    nie piszecie, czy Zosia chciała się zgodzić na Wasz poród, czy też
    została postawiona pod ścianą np zdaniem - rodzimy w domu, czy z
    położną, czy też bez niej.
    A więc - gdzie jest Wasza odpowiedzialność za poród? Całą
    odpowiedzialność zrzucacie na Zosię, a o swoim braku
    odpowiedzialności nie piszecie wcale! Bądźmy dorośli i nie szukajmy
    winnych, ale sami też nie potrafmy się przyznać do błędu!

    Nie sądzę, żeby Zosia znając takie przeciwskazania zgodziła się u
    kogokolwiek na poród domowy. Myślę, że nawet u mojej żony by się nie
    zgodziła, pomimo, że się troche znają.
    Piszecie o odpowiedzialności położnej? A gdzie odpowiedzialność
    rodziców? Filipka sama pisała, że mieszkanie do porodu nie było
    przygotowane (w trakcie remontu)! Ja się nie dziwię, że się położna
    mocno zdziwiła, kiedy to zobaczyła.

    Dziwisz się Filip, że Zosia kazała wejść Twojej żonie do wody? A nie
    wiesz, że woda spowalnia akcję porodową? Nawet nie piszesz na jakim
    etapie porodu Zosia przyjechała. Jest na tym forum mama, którą
    Zosia "wsadziła" do wanny jadąc do niej!
    Nie znam Taty Filipka, ale wiem, że Zosia jest silną i potrafiącą
    dominować osobowością. Jeżeli Wam nie odpowiadał jej temperament, z
    kórego zdawaliście sobie sprawę - to dlaczego prosiliście ją o pomoc?

    Co do przyjazdu karetki - wypowiadać się nie będę, dopóki nie
    usłysze wersji od samej zainteresowanej. NIe bardzo mi się chce
    wierzyć, we wszystko co napisaliście, ponieważ w innych miejscach
    nie pisaliście całej prawdy, więc dlaczego mam wszystkiemu wierzyć?

    Oczywiście celem mojego postu nie jest umniejszenie Waszego
    cierpienia - współczuję Wam tych negatywnych emocji i nerwów oraz
    komplkacji.
    Ja na Waszym miejscu nie zdecydowałbym się na taki poród, pomimo, że
    jestem gorącym zwolennikiem porodów domowych! Ale w granicach
    rozsądku. Ale cóz - "Kali chcieć - Kali mieć" sad
  • oldzinka 24.07.08, 21:52
    Moim zdaniem zbyt niewiele wiesz o szczegółach całej akcji, żeby
    sugerować, że filipki celowo okłamali położną i zmusili ją siłą do
    uczestniczenia w ich porodzie. Wnioskujesz to z tego, że położną
    znasz a filipków nie?????? Rozumiem, że lubisz tą panią, miałeś 3
    udane porody z nią, ale dlaczego sugerujesz, że to filipki są winni
    całej sytuacji? To jest skrajnie niesprawiedliwa i krzywdząca opinia!
    I skąd pewność, że położna zachowała się tak jak powinna? Piszesz,
    żeby nie oceniać a sam oceniłeś filipków bardzo nieładnie.
  • sugarxxx 24.07.08, 22:30
    Jak już się wtrąciłąm, to pociągnę temat. Tym bardziej że traktuję go bardzo
    emocjonalnie.
    Gfizyk, to co piszesz to jest właśnie taka nagonka Towarzystwa Wzajemnej
    Adoracji na filipków. Są poza TWA, więc można ich oczerniać. Szczególnie na tym
    forum, bo kilka osób tu rodziło z panią Zofią i byli zadowoleni.

    Jeszcze raz napiszę: to że ktoś sprawdził sie w 100 sytuacjach, to nie znaczy że
    w 101 też tak będzie. A zrzucanie wszystkiego na filipków, to jak napisała
    oldzinka jest co najmniej nieładne.

    Czy położna zbierała wywiad położniczy w jakimś dokumencie? Czy miała z
    filipkami umowę? Jeżeli nie, to to też świadczy o słabym jej przygotowaniu i
    licytowanie się, o czym została poinformowana a o czym nie, nie ma sensu.

    I naprawdę przestańcie wszyscy pisać o osobowości położnej, to jest odejście od
    zasadniczego tematu, jakim jest nieodpowiedzialne zachowanie w sytuacji zagrożenia.
  • gfizyk 24.07.08, 23:34
    NIe masz racji Sugarxxx. Jest tu raczej T.W.A. Filipków. Oczywiście
    oczerniać można tylko położną. Bez brania pod uwagę
    odpowiedzialności rodziców. Czy ja kogoś zresztą oczerniłem? Nie
    napisałem, że Filipkowie coś zrobili, lub nie zrobili - napisałem,
    że RODZICE, którzy pomimo występujących przeciwskazań decydują się
    na poród domowy powinni wziąć odpowiedzialność RÓWNIEŻ na siebie.
    Czy to jest nagonka. Nie napisałem, że któreś z przeciwskazań
    wystąpiło u Filipów (ale z jakichś powodów poród poprzedni zakończył
    się w szpitalu), ale czekam, aż sami o tym napiszą.

    Napisałem też WYRAŹNIE, że o zachowaniu położnej napiszę komentarz
    jak poznam drugą stronę wydarzeń.
    Chcę, żeby dobrze mnie zrozumiano - istnieje takie słowo jak
    WSPÓŁODPOWIEDZIALNOŚĆ!

    A teraz co do Twojej Sugarxxx opinii n/t przeciwskazań do porodów
    domowych. Oczywiście każdy poród domowy to tajemnica i jeżeli chcesz
    mnie sprowokować, że nie mają dla mnie tajemnic - to Ci się nie uda.
    Dla mnie sa wielką tajemnicą. Natomiast przygotowując się do tyc
    porodów trochę poczytałem. Jedną z lektur jest polecana książka
    autorki Forum (Kasiu - pozdrawiam) - Sheili Kitzinger pt "Rodzić w
    Domu". Jest tam zawarty TEST, który każda mama (i tata) powinni
    sobie zrobić zanim zdecydują się na poród domowy (MAMA i TATA - nie
    położna). Nazywa się on PRZEDURODZENIOWY TEST PROGNOSTYCZNY. Podaje
    on przeciwskazania i "ocenia ryzyko" w skali punktowej.
    Jest tu zachowany pewien podział. Zacytuję całość:

    Wiek matki w latach:
    20 - 29 lat -> 0 pkt
    poniżej 20 oraz 30-34 lat -> 1 pkt
    ponad 35 lat -> 2 pkt

    Liczba POPRZEDNICH PORODÓW:
    1-2 -> 0 pkt
    0 lub 3 -> 1 pkt
    ponad 3 -> 2 pkt

    Klasa społeczna (cytuję za ksiażką):
    najwyższa ->0pkt
    średnia -> 1 pkt
    niższa i bezrobotni -> 2 pkt
    matki bez wsparcie (samotne, rozwiedzione lub wdowy) -> 2 pkt

    DOTYCHCZASOWE DRAMATY POŁOŻNICZE

    Martwe porody, -> 4 pkt
    śmierć noworodka, -> 4 pkt
    poronienie samoistne, -> 4 pkt
    cesarskie cięcie -> 4 pkt

    HISTORIA POŁOŻNICZA
    Krwotok przedporodowy ->2 pkt
    Krwotok poporodowy ->4 pkt
    przdwczesny poród (przed 36 tygodniem) ->2 pkt
    niedowaga noworodka (poniżej 2,5 kg) ->2 pkt

    Ponadto choroby serca, oskrzeli, nerek, gruczołów dokrewnych,
    nadciśnienie, cukrzyca - po 4 pkt,

    I na koniec - osobom, które w teście zebrały 4 i więcej niż 4
    punkty - autorzy testu zalecają poród w szpitalu.

    Co więcej - jeżeli były problemy z usunięciem łożyska - jest duże
    ryzyko, że tak samo będzie przy nastęnym porodzie.
    Poziom hemoglobiny poniżej normy 12,6.

    Przyznaję, że choroby genetyczne nie są "zaliczone" do podwyższenia
    ryzyka, więc przepraszam za wprowadzenie w błąd. Aczkolwiek z tego
    co wiem, dla niektórych położnych też jest to przeciwskazanie do
    porodu domowego.

    I na koniec mojego wywodu - to że ktoś rodził z Zosią i jest na tym
    forum - nie ma tutaj znacznia. Równie dobrze może to być położna z
    Antypodów.
    PS
    Uściślę, bo nie mogę poprawić poprzedniego postu - moja żona zna
    osoby niezadowolone z porodu z Zosią.



  • soldie 25.07.08, 10:46
    gfizyk napisał:

    >PRZEDURODZENIOWY TEST PROGNOSTYCZNY. Podaje
    > I na koniec - osobom, które w teście zebrały 4 i więcej niż 4
    > punkty - autorzy testu zalecają poród w szpitalu.
    >
    Pytanie może nie do końca na temat-ale zastanawia mnie jedna rzecz i może pan
    Grzegorz mi odpowie. Książka z której pochodzi cytowany test pochodzi z lat
    80,czy cesarskie ciecie o jakim tu mowa to ciecie klasyczne?
  • gfizyk 26.07.08, 00:35
    Soldie - proponuję poczytać tę książeczkę, jest dostępna i niezbyt
    gruba wink. Co do. Co prawda rzeczywiście książka pochodzi dokładnie z
    roku 1979, ale przy prawach autorskich są zaznaczone dwie daty: 1979
    i oraz 1993, sugerujące zmiany, które zostały do publikacji
    wprowadzone w połowie lat 90-tych.
    Co do cesarskiego cięcia - nie wiem. Wiem tylko, że jeżeli pierwsza
    ciąża była przez c.c., to znacząca część lekarzy ginekologów nie
    wyobraża sobie drugie porodu w inny sposób.
    Ja ginekologiem nie jestem.

    Oldzinka - piszesz, że ochłonąłem. Nie, nie ochłonąłem. Nadal
    uparcie stoję przy swoim, że rodzice powinni czuć się być
    współodpowiedzialni (w tym przypadku Filipkowie) za to co się
    stało. Kaka i nie tylko potwierdzają. Ale mało kto przyznaje mi
    rację. Sami Filipkowie napisali, o swojej historii położniczej.
    Proponuję zliczyć punkty i zobaczyć co wyjdzie sad.
    Dzisiaj rozmawiałem z Zosią. Poznałem częściowo Jej stronę. Jeszcze
    nie całą, bo rozmawialiśmy tylko przez telefon.
    Powiem tak - jak Kaka - Zosia też ma swoje racje. Wyraźnie usłyszała
    od Filipków, że jeżeli ONA nie zdecyduje się asystować przy
    porodzie - i tak urodzą w domu. Sami. To są słowa Zosi. Ja taką
    sytuację przyrównuję do pomocy, jaką MUSI nieść położna KAŻDEJ
    kobiecie podczas porodu. Nawet na ulicy. Jeżeli ja bym dostał
    telefon, że właśnie zaczął się poród to co bym zrobił na jej
    miejscu? Pewnie bym przyjechał.
    Z opinii Zosi, jej zachowanie podczas porodu nie wynikało z faktu,
    że jest obecna przy tym porodzie, ale z faktu, że zgodziła się na
    przyjęcie porodu w ZUPEŁNIE NIE PRZYGOTOWANYM DO TEGO CELU MIEJSCU.
    Druga istotna rzecz - to położnie na plecach - rzeczywiście było.
    Przez chwilę (nie do porodu). Ale było potrzebne do badania na jakim
    etapie jest poród. Zresztą sam poród dzidziusia odbył się bez
    komplikacji. Komplikacje zaczęły się potem.
    Zresztą co ja będę. Obiecałem wydrukować dla Zosi wypowiedzi
    bezpośrednio zainteresowanej. Zosia z kolei obiecała, że napisze
    swoją prawdę. Mam nadzieję, że inni forumowicze ochłoną i nie będą
    robić zarzutów i skończą oskarżać osobę, zanim poznają jej punkt
    widzenia.
    Bo w zasadzie to dostało mi się TYLKO mi, jaki to jest zły i wogóle,
    bo naruszyłem TABU tego wątku. Ja - przeprosiłem, za to, za moje
    nieuzasadnione (a może troche uzasadnione) oskarżenia. Natomiast
    Zosię przeprosiła tylko jedna osoba. Mnie - nikt, pomimo, że jest w
    moich postach - dużo racji.
    Ale cóż. Tak to już jest. Trudniej jest iść pod prąd niż z prądem.

    Dobrej nocy
  • kaakaa 26.07.08, 10:59
    gfizyk napisał:

    > Co do cesarskiego cięcia - nie wiem. Wiem tylko, że jeżeli pierwsza
    > ciąża była przez c.c., to znacząca część lekarzy ginekologów nie
    > wyobraża sobie drugie porodu w inny sposób.

    Właśnie prezentujesz tu poglądy ginekologów z poprzedniej epoki. Myślę, że o to
    chodziło Soldie - kiedyś obowiązywało prawo - pierwsze cc, kolejne porody też
    przez cc. Obecnie w przypadku kobiet po cc, które nie było z przyczyn na trwałe
    uniemożliwiających psn obowiązuje próba porodu siłami natury.
    Odpowiadając poniekąd Soldie - cc w wywiadzie zawsze jest obciążające - nawet
    takie "nowoczesne" cc. Choćby dlatego, że jednym z elementów cc jest
    łyżeczkowanie jamy macicy a to w kolejnych ciążach zwiększa prawdopodobieństwo
    problemów w III okresie porodu, w tym krwotoku, który może być zagrożeniem dla
    życia.

    Gfizyk, skoro nie ochłonąłeś, to ochłoń, proszę... Emocje do niczego dobrego nie
    prowadzą. Przypominam - prawdę każdy ma swoją. Zrozum, że dziewczynom z tego
    forum bliższa jest prawda Filipki, bo łatwiej im się wczuć w jej sytuację. Tobie
    bliższa jest prawda Zosi, bo ją znasz, ufasz jej i nie potrafisz przyjąć jako
    prawdziwych słów Filipki. Atakując Filipkę (a musisz przyznać, że to był atak -
    z Twojego punktu widzenia, w słusznej sprawie, bo broniłeś Zosi, która sama
    obronić się nie mogła - ale przecież atak) zaatakowałeś poniekąd większość
    użytkowniczek tego forum. Nie dziw się więc, że na Twoją głowę posypały się
    gromy. Nie bierz tego osobiście - dziewczyny tu gromadzą się po to, żeby się
    nawzajem wspierać w walce z przedstawicielami służby zdrowia i innymi
    "niewtajemniczonymi", którzy nie chcą lub nie potrafią we właściwy sposób im
    pomóc (to jest prawda dziewczyn). Ty odważyłeś się nie tylko nie wesprzeć
    Filipki ale wręcz zarzucić jej nieodpowiedzialność i kłamstwo. A w dodatku
    jesteś facetem, więc "co Ty możesz wiedzieć" wink Tu działa prosta "babska
    solidarność". To tak trochę żartem, więc proszę obie strony o nie obrażanie się!

    Wracając do głównego wątku - jestem w stanie postawić się w sytuacji zarówno
    Filipków (też rodziłam w domu), jak i Zosi (przymierzam się do zostania położną)
    i oceniam, że obie sytuacje są nie do pozazdroszczenia. Problem polega na tym,
    że tu nie jesteśmy w stanie dojść do "prawdy obiektywnej". I to przykre
    doświadczenie powinno stać się dla położnych przyjmujących porody w domu jak i
    dla rodziców przygotowujących się do porodu, sygnałem, że może jednak pora nasze
    wzajemne relacje bardziej sformalizować. Jakże inaczej przebiegałaby dziś ta
    dyskusja, gdyby Filipkowie i Zosia spisali wywiad położniczy i zgodnie się pod
    nim podpisali a następnie zawarli umowę, w której każda ze stron zobowiązuje się
    do konkretnych działań oraz określa zakres swojej odpowiedzialności?
    A tak, cała sytuacja pozostała w takim "niedomówieniu". Gdyby szczęśliwie
    wszystko przebiegło bez żadnych powikłań - obie strony byłyby szczęśliwe -
    położna odetchnęłaby z ulgą a rodzice cieszyliby się, że udało się urodzić
    naturalnie we własnym domu. Niestety, zdarzyło się inaczej i owo "niedomówienie"
    okrutnie mści się na obu stronach.
    Przykro mi, że tak sie stało. Nie chciałabym, by ta historia odbiła się
    niekorzystnie na atmosferze wokół porodów domowych. Dlatego, apeluję raz jeszcze
    - odłóżmy na bok emocje (na ile to tylko możliwe) i zastanówmy się wspólnie, co
    można zrobić, by w przyszłości uniknąć podobnych przykrych historii. Tu popieram
    Kasiemichael, choć mam nieco inną wizję działań ale o tym może napiszę jak
    znajdę wolniejszą chwilę.
  • gfizyk 27.07.08, 17:52
    Kaka - popatrz na to z drugiej strony. Dziewczyny wogóle nie
    ochłonęły, tylko osądziły osobę, nie znając nawet jej argumentów.
    Teraz pytanie moje - czy ja zarzuciłem kłamstwo Filipkom, czy raczej
    napisałem, że nie powiedzieli całej prawdy (przyjmijmy, że mowię o
    prawdzie obiektywnej - o faktach). Filipka dopiero potem napisała o
    kilku szczegółach, które uważam w tym przypadku za ważne.
    Drugie moje pytanie - czy ja Filipkom zarzucam brak
    odpowiedzialności? A może raczej zarzuciłem im to, że CAŁĄ
    odpowiedzialność zrzucili na położną. Dlatego zaznaczyłem (zresztą
    podobnie jak Ty), że rodzice nie są zwolnieni z odpowiedzialności. A
    jak chcą być z niej zwolnieni, to pozostaje poród w szpitalu.

    Sugeruję, aby kilka forumowiczek ochłonęło przynajmniej do mojego
    poziomu, co jeszcze nie nastąpiło.

    Co do cesarskiego cięcia - zaprezentowałem poglądy takie jakie
    (NIESTETY) panują na większoći oddziałów ginekologiczno-
    położniczych. To, że sa one z poprzedniej epoki (a może z jeszcze
    wcześniejszej) - niestety do tych lekarzy nie dociera.
    Proszę mnie dobrze zrozumieć - to że je prezentuję, nie oznacza, że
    się z nimi zgadzam.
    Wbrew pozorom, pomimo, że jestem z tej brzydszej płci, to potrafię
    się wczuć zarówno w rodziców, jak i w Zosię w tej sytuację. Być może
    dlatego, że jestem PRAKTYKUJĄCYM ojcem (moje motto brzmi - byłem
    przy poczęciu to jestem przy porodzie) jak również znam opisywaną
    położną nie tylko z tychże 3 porodów.
    Zgadzam się z Tobą, że kilka spraw należy sformalizować. I zgadzam
    się też, że obie strony są w sytuacji bardzo trudnej. A można było
    tego uniknąć, wystarczyło, żeby najpierw rodzice przemyśleli sprawę,
    czy warto ryzykować w tej sytuacji, lub/i położna odmówiła pomocy
    przy porodzie w domu. Wtedy sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.
    Ale cóż, gdyby babka wąsy miała ...
    Niezależnie od tego, wkrótce zamieszczę obiecaną wypowiedź Zofii.

    PS
    I przy okazji - tak się składa, że należę do zdecydowanych
    orędowników porodów domowych. Z tym, że jestem ścisłym umysłem. Dla
    mnie matematyka jest prosta. Jeżeli ktoś mi mówi, że jest ślisko,
    pada deszcz, wieje wiatr i jest zła widoczność, a kierowca z którym
    jadę (rajdowiec) pędzi z prędkością 180 km/h i jest pijany to ja też
    (siedząc obok) jestem odpowiedzialny za wypadek, który może się
    wydarzyć. Bo:
    1. pozwoliłem mu wsiąść za kierownicę
    2. wsiadłem razem z nim.
    WSPÓŁODPOWIEDZIALNOŚĆ - a nie szukanie całkowitej winy w kimś innym.

    (G)Fizyk
  • kaakaa 27.07.08, 20:00
    gfizyk napisał:

    > I przy okazji - tak się składa, że należę do zdecydowanych
    > orędowników porodów domowych. Z tym, że jestem ścisłym umysłem. Dla
    > mnie matematyka jest prosta.

    Ehh, gdybyż tylko umysł ludzki chciał działać według tak prostych i
    jednoznacznych reguł jak matematyka... wink

    > Zgadzam się z Tobą, że kilka spraw należy sformalizować. I zgadzam
    > się też, że obie strony są w sytuacji bardzo trudnej. A można było
    > tego uniknąć, wystarczyło, żeby najpierw rodzice przemyśleli sprawę,
    > czy warto ryzykować w tej sytuacji, lub/i położna odmówiła pomocy
    > przy porodzie w domu. Wtedy sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.

    A dlaczego zakładasz, że rodzice nie przemyśleli? A jeśli przemyśleli? Nie każdy
    po przemyśleniach dochodzi to takich samych wniosków (proces decyzyjny w takiej
    sytuacji nie da się sprowadzić do matematyki, czy logiki, niestety). A jeśli
    położna uważała, że, z jakiegoś powodu, nie powinna odmawiać pomocy? Czemu
    sądzisz, że musiała odmówić?
    Ja jestem zdania, że błąd nie polegał na tym, że ten poród odbył się w domu,
    tylko na tym, że strony nie ustaliły między sobą zakresu odpowiedzialności.
    Sheila Kitzinger urodziła w domu bliźniaczki. Według prezentowanych przez Ciebie
    standardów - nie miała prawa. Przecież ciąża bliźniacza jest jednoznacznym
    wskazaniem do porodu w szpitalu.

    I na koniec, w sprawie ochłonięcia - mam wrażenie (może mylne), że większość
    dziewczyn już ochłonęła. Aktywność na tym wątku bardzo ostatnio spadła. Ale może
    po prostu wszyscy wyjechali na wakacje i tylko my dwoje jeszcze przy kompach
    zostali wink
  • oldzinka 27.07.08, 20:37
    Kaakaa, nie tylko wy dwoje. Też czytam, ale raczej nie będę się
    wtrącać, bo nie jestem w stanie za Chiny zrozumieć zawziętości
    fizyka, chociaż się staram. Jak słowo daję staram się zrozumieć
    wrogość wobec filipków i jakoś nie mogę.
    A tak na marginesie, to co rozumiecie przez wzięcie
    odpowiedzialności za poród? Nie zgłaszanie żadnych pretensji do
    nikogo? Stwierdzenie, że to wszystko moja wina/zasługa? Czy waszym
    zdaniem w porodzie filipków położna wzięła na siebie choćby 1%
    odpowiedzialności? Odmawiając jakiegokolwiek kontaktu ze służbą
    zdrowia.
    I jeśli istnieje potrzeba sformalizowania odpowiedzialności to jak
    miałoby to wyglądać? Poniesienie konsekwencji własnych decyzji? Ja
    rodzic, trafiając do szpitala, ogłaszam wszem i wobec, że zaistniała
    sytuacja jest spowodowana przez moje decyzje?
    A odpowiedzialność położnej waszym zdaniem jak powinna się
    manifestować?
  • 987ania 27.07.08, 21:01
    Ja też czytam ale się nie odzywam bo nie znam całej prawdy. Filipki umilkły,
    Zosia nie napisała jak ona to widzi, a prawda gdzieś po środku tego zamieszania.
  • monicus 27.07.08, 21:50
    ja tez czytam smile ale nic nie pisze, bo ciezko rozsadzic.jedno co mnie cieszy - to ze pojawiaja sie tez nienajweselsze opisy porodow domowych z happy endem, co daje bardziej wiarygodny obraz tego cudu.
    a ludzie popelniaja bledy.
  • kaakaa 27.07.08, 22:10
    A Ty jeszcze nie na wakacjach?
  • monicus 27.07.08, 23:19
    oj, przelozylim na jutro, bo szwagierka w szpitalu byla i w razie co zeby jej synem sie zajac. wiec jak cos to jeszcze bede do 10-11
  • kaakaa 27.07.08, 23:23
    Oooo, szkoda, że nie wiedziałam, to bym po majtki się zgłosiła... A jutro od
    rana z dzieckiem w szpitalu jestem i raczej mnie przed 11 nie wypuszczą. Chociaż
    już bym blisko miała, bo na Spartańskiej będziemy.
  • kaakaa 27.07.08, 22:09
    oldzinka napisała:

    > Kaakaa, nie tylko wy dwoje. Też czytam, ale raczej nie będę się
    > wtrącać, bo nie jestem w stanie za Chiny zrozumieć zawziętości
    > fizyka, chociaż się staram. Jak słowo daję staram się zrozumieć
    > wrogość wobec filipków i jakoś nie mogę.

    Oldzinko, ja w wypowiedziach Gfizyka widzę raczej potrzebę obrony Zosi
    (położnej, którą zna i której ufa) a nie wrogość wobec Filipków. Może dlatego
    łatwiej mi go zrozumieć. Gdyby ktoś atakował moją położną, której ufam i uważam
    za mistrzynię w swoim zawodzie, też trudno byłoby mi milczeć.

    > A tak na marginesie, to co rozumiecie przez wzięcie
    > odpowiedzialności za poród?

    Ja (nie wiem jak Gfizyk) uważam, że wzięcie odpowiedzialności każdy może
    rozumieć inaczej. Problem właśnie na tym polega. Wszystko dobrze jeśli obie
    strony czują się w pełni odpowiedzialne za "całość". Ale jeśli jest inaczej?
    Dlatego uważam, że istnieje potrzeba sformalizowania, żeby obie strony mogły
    dookreślić, co o sobie na wzajem wiedzą i jak zamierzają się zachowywać w
    różnych sytuacjach - np. co zamierza zrobić położna jeśli konieczny okaże się
    transport do szpitala. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że nieco inaczej może
    określać swoją odpowiedzialność położna w sytuacji opieki nad osobą, która
    decyduje się na poród domowy bez żadnych przeciwwskazań a inaczej jeśli ma do
    czynienia z kobietą np. po dwóch cc, która upiera się, że trzecie dziecko chce
    urodzić w domu i zrobi to z położną albo bez. Z punktu widzenia prezentowanego
    przez Gfizyka taka kobieta nie powinna rodzić w domu, żadna położna nie powinna
    się zgodzić towarzyszyć przy takim porodzie. A ja wcale nie jestem tego taka
    pewna. Potrafię zrozumieć kobietę, która mimo trudnej przeszłości położniczej
    kolejne dziecko chce urodzić w domu. Nie mam przekonania, że najwłaściwszą
    postawą położnej powinna być odmowa uczestniczenia w takim porodzie. Szczególnie
    jeśli istnieje ryzyko, że taka kobieta zdecyduje się na poród bez asysty.
    Uważam, że w takiej szczególnej sytuacji obie strony powinny bardzo zadbać o
    wzajemne szczegółowe doinformowanie. W szczególności planująca poród domowy
    powinna bardzo szczegółowo poinformować położną o swojej przeszłości a położna
    powinna bardzo szczegółowo poinformować o możliwych z tym związanych
    komplikacjach (np. krwotok poporodowy). Jestem za tym, żeby takie "wzajemne
    informowanie" przekładało się na formę pisemną. Nie dziwiłoby mnie, gdyby
    położna w takiej sytuacji zażyczyła sobie od przyszłej rodzącej podpisania
    formułki w stylu: "Świadoma możliwych konsekwencji wynikających z moich
    wcześniejszych doświadczeń położniczych, decyduję się na poród domowy."
    Bezwzględnie też obie strony powinny ustalić, co zrobią w sytuacji, gdy
    konieczny okaże się transport do szpitala.

    > A odpowiedzialność położnej waszym zdaniem jak powinna się
    > manifestować?
    Moim zdaniem, położna decydująca się asystować przy porodzie domowym bierze
    pełną odpowiedzialność za przebieg porodu, za zdrowie i życie matki i dziecka.
    Ja tak to czuję. Są jednak sytuacje, w których przewidywane ryzyko jest większe
    niż w innych. Uważam, że odpowiedzialna położna powinna w tej sytuacji bardzo
    szczegółowo poinformować rodzącą o zaistniałym ryzyku i zarekomendować poród w
    szpitalu, jako bezpieczniejszy. Jeśli jednak rodząca się upiera, to uważam, że
    położna ma prawo oczekiwać, że pisemnie przejmie na siebie odpowiedzialność za
    komplikacje możliwe do przewidzenia i nie będzie rościć pretensji, jeśli coś
    takiego się przydarzy. To tak jak w szpitalu - jeśli proponują Ci jakąś
    procedurę a Ty się na nią nie zgadzasz, to podpisujesz oświadczenie, że zostałaś
    poinformowana o możliwych konsekwencjach i się nie zgadzasz. To zdejmuje prawną
    odpowiedzialność z lekarza.

    Nie chcę komentować sytuacji Filipków, bo znam tylko relację jednej strony.
    Daleka jestem od zarzucania Filipkom kłamstwa - oni opisali tę sytuację tak, jak
    sami ją widzą (czują się w tej sytuacji stroną pokrzywdzoną i ciężko dyskutować
    z tym, co czują). Nie jest to jednak opis obiektywny (bo nikt z nas nie potrafi
    postrzegać zdarzeń obiektywnie). Relacja położnej (której nie znam, ale może z
    pomocą Gfizyka poznam) też nie będzie obiektywna.
    Z punktu widzenia Filipków wygląda to tak:
    - poinformowaliśmy położną o naszej sytuacji (w tym o wcześniejszych
    doświadczeniach położniczych) i uzależniliśmy decyzję o porodzie domowym od
    tego, co ona powie;
    - położna się zgodziła (nic nie wiemy o obiekcjach), więc zdecydowaliśmy się na
    poród w domu;
    - położna przyjechała do porodu nieprzygotowana (niesterylne narzędzia);
    - zachowanie położnej w czasie porodu było nadmiernie dyrektywne, wydawała
    polecenia rodzącej, mąż czuł się zmarginalizowany;
    - dziecko, szczęśliwie, przyszło na świat zdrowe;
    - wystąpiły nagłe komplikacje w III okresie porodu;
    - położna zachowała się nieodpowiedzialnie - opóźniła wezwanie karetki a potem
    unikała kontaktu z personelem medycznym przejmującym opiekę nad Filipką.

    Faktycznie, wygląda to fatalnie. Pewnie są tacy, co po przeczytaniu takich
    rewelacji byliby gotowi pozbawić położną prawa wykonywania zawodu. Ja tylko
    trzeźwo przypomnę, że w polskim prawie funkcjonuje domniemanie niewinności, a
    oskarżony ma prawo do obrony. Na razie za adwokata oskarżonej najął się
    samorzutnie Gfizyk (sposób, w jaki to robi, może się podobać albo nie), za co
    solidnie mu się oberwało.

    Nawet przy kompletnej relacji z obu stron nie podejmowałabym się wydawać osądu w
    tej sprawie. Obie strony mają tu tak różną optykę, że trudno to nawet
    porównywać. Obie strony czują się niewątpliwie pokrzywdzone. I obie strony rozumiem.
  • fizula 27.07.08, 22:22
    kaakaa napisała:
    >Przypominam - prawdę każdy ma swoją. Zrozum, że dziewczynom z tego
    > forum bliższa jest prawda Filipki, bo łatwiej im się wczuć w jej
    sytuację.

    Ale to błąd, bo z kim będziemy rodzić, jak tak pozwolimy dokopać
    naszym położnym, że się nie podniosą??? (Ja też rozmawiałam z
    rzeczoną położną i stwierdziła wprost, że jest to oczernianie jej.)
    Nie wszyscy mieszkają w Warszawie, gdzie jest więcej położnych
    przyjmujących domowe porody.
    To fakt, że subiektywna prawda może być różna, ale fakty bywają
    bezsprzeczne. A niestety p. Filipkowie operują tu półprawdami lub
    jedynie prawdami dla siebie wygodnymi, może żebyśmy nie byli zbyt
    zszokowani. No nie wiem. I nie muszę znać ich wywiadu położniczego,
    tylko nasze miasto prawie jak wieś. Znajomi znajomych...

    Szkoda, że w tej trudnej dla siebie sytuacji Filipkowie nie tylko
    sami nie zachowali twarzy, ale odebrali ją jeszcze swojej położnej.
  • juleg 27.07.08, 23:18
    fizula napisała:
    To fakt, że subiektywna prawda może być różna, ale fakty bywają
    > bezsprzeczne. A niestety p. Filipkowie operują tu półprawdami lub
    > jedynie prawdami dla siebie wygodnymi, może żebyśmy nie byli zbyt
    > zszokowani.

    Nie no bez przesady, nie mogę w to uwierzyć, Filipkowie opisali już wszystko dokładnie i tak jak zauważyła trafnie Kaka, być może oni powiedzieli swoje a Pani Zofia swoje, byli głęboko przekonani, że się rozumieją nawzajem a tak nie byłosad
    Sytuacja jest okropnie trudna i przykro mi, że tak wyszło.

  • soldie 29.07.08, 11:17
    cc w wywiadzie zawsze jest obciążające - nawet
    > takie "nowoczesne" cc. Choćby dlatego, że jednym z elementów cc jest
    > łyżeczkowanie jamy macicy a to w kolejnych ciążach zwiększa prawdopodobieństwo
    > problemów w III okresie porodu, w tym krwotoku, który może być zagrożeniem dla
    > życia.

    Kaakaa dzięki za odpowiedz, czy to sie będzie ciągnęło za mną przy każdym
    porodzie nawet jak ten będzie ok?
  • sugarxxx 29.07.08, 13:26
    Kako, zawsze Twoje posty są balsamem na duszę, a tu, proszę, taka niespodzianka.
    Łyżeczkowanie macicy? To ja miałam po cc łyżeczkowanie macicy?
    Cholera, nic o tym nie wiedziałam.
    Po co oni to robią? Przecież mogą całe łożysko odkleić rękami, nie?
  • kaakaa 29.07.08, 18:09
    sugarxxx napisała:

    > Kako, zawsze Twoje posty są balsamem na duszę, a tu, proszę, taka niespodzianka
    No, przykro mi sad
    > Łyżeczkowanie macicy? To ja miałam po cc łyżeczkowanie macicy?
    Nie po, tylko ewentualnie w trakcie smile. Jakby po, to chyba byś się
    zorientowała... wink
    > Cholera, nic o tym nie wiedziałam.
    > Po co oni to robią? Przecież mogą całe łożysko odkleić rękami, nie?

    No, sęk w tym, że nie zawsze chce wyjść całe. To trochę tak jak z pomocą ręczną
    przy rodzeniu łożyska w psn - jak się nie urodzi samo tylko ktoś "pomaga rękami"
    to niestety jest duża szansa, że kawałek się nie odklei. Przy cesarce przecież
    to łożysko samo się nie rodzi, więc nie jest tak, że wskutek czynności
    skurczowej macicy ma się szanse odpowiednio odkleić, tylko jest wyrywane przez
    operatora, byle szybko, coby utrata krwi była mniejsza. Stąd często bywa
    potrzebne łyżeczkowanie. Po prostu przez tą wyciętą dziurę lekarz wkłada "łyżkę"
    i zeskrobuje ze ścian macicy, co się da.
    Jeśli udało się wydobyć popłód w całości, to pewnie można obyć się bez
    łyżeczkowania (nie będę się mądrzyć, te cc, które widziałam były z
    łyżeczkowaniem, ale może takie moje szczęście?). Choć są lekarze, co to uważają,
    że łyżeczkować należy rutynowo (także po psn), bo po tym zabiegu lepiej się
    obkurcza macica - a co ma się lepiej nie obkurczać, jak zostaje rana nie tylko w
    miejscu łożyska ale i wszędzie dookoła, wrrrrr...

    Sorry, że takie paskudne informacje Ci przekazuję sad Ale może Ty akurat nie
    miałaś łyżeczkowania? W podstawowej dokumentacji szpitalnej nie widziałam, żeby
    ktoś odnotowywał, czy przy cc było łyżeczkowanie. Ale może gdzieś w Twoich
    dokumentach taka informacja jest? No specem od tego to ja się jeszcze, póki co,
    nie czuję a głupot Ci wciskać nie chcę.
  • oldzinka 29.07.08, 20:25
    O proszę. Czyli istnieje możliwość, że się nie było łyżeczkowanym po
    cc? Raczej cień szansy niż możliwość.
    A po kilkunastogodzinnej czynności skurczowej łożysko chyba może się
    całe odkleić i nie ma potrzeby łyżeczkowania??? Chociaż jak znam
    polskie realia to łyżeczkują wszystkie jak leci sad
  • kaakaa 29.07.08, 20:30
    oldzinka napisała:

    > A po kilkunastogodzinnej czynności skurczowej łożysko chyba może się
    > całe odkleić i nie ma potrzeby łyżeczkowania???

    Eeee, ale to łożysko to jest tak pomyślane, żeby się odklejało dopiero po tym
    jak się dziecko urodzi a nie po określonej liczbie godzin akcji skurczowej. Więc
    myślę sobie, że to nie ma związku.
  • kaakaa 29.07.08, 20:36
    Tu:
    www.mp.pl/artykuly/index.php?aid=26053&_tc=B28F898A8160407E81BEB010DA62F5C0
    jest fajne badanie. Oczywiście nie polskie. W Polsce chyba standardowo stosuje
    się ręczne wydobycie z późniejszą ręczną kontrolą jamy macicy (łyżeczkowanie).
    Ale pewności nie mam, jakie są procedury w poszczególnych szpitalach.
    Jak widać można inaczej. I z powyższego badania wynika, że to nawet korzystniej
    wychodzi.
  • gfizyk 24.07.08, 22:49
    Oldzinka - w Twojej ocenie ja nie mam prawa oceniać małżeństwa,
    natomiast wszyscy mają prawo oceniać położną! Pomimo, że są to oceny
    skrajne!!
    Większość z forumek piszących tutaj nieładnie oceniło położną. Osoby
    te nie wiedziały nic o akcji porodowej, ani o okolicznościach
    okołoporodowych (ponad to co napisali Filipkowie), a jednak im nie
    zwracasz uwagi!
    A skąd Oldzinko wiesz, że niewiele wiem o zaistniałej sytuacji? To
    że nie rozmawiałem z Zosią o samym porodzie, nie znaczy, że nie znam
    okoliczności, o których Filipkowie nie wspominają? Państwa Filipków
    nie znam, ale to nie znaczy, że to co napisałem przyśniło mi się lub
    jest wyssane z palca.
    Ja czekam cierpliwie na to co odpowiedzą zainteresowani -
    Filipikowie.
    I jeszcze jedna rzecz - nie napisałem oceny PP Filipków. Napisałem
    jedynie, że DLA MNIE brakiem odpowiedzialności jest poród w domu,
    kiedy są ewidentne przeciwskazania do takiego porodu i rodzice o
    nich wiedzą.
    Co do zmuszenia - tu wina jest ewidentnie Zosi. Może alternatywa, że
    małżeństwo urodzi samo, jeżeli jej nie będzie - przeraziło ją. Wiem,
    że dawała się złamać, przy DELIKATNIE niższych od normy wyników
    morfologii. Ale TUTAJ - ONA nie powinna się z pewnych powodów się
    zgodzić na ten poród. Ale myślę, że sama teraz żałuje. Niestety
    znowu nie posłuchała intuicji. I to był JEJ błąd. Usprawiedliwiać
    Jej nie będę.

    I jeszcze jedno - powtórzę to - nie mam podstaw, żeby Zosi nie
    wierzyć (tak się składa, że nie znamy się tylko z tych trzech
    porodów). Natomiast nadal nie widzę kilku faktów, które powinni tu
    zamieścić Filipkowie. Czy to zrobią - nie wiem.
    I na koniec - Mama Filipkowa napisała, że WIĘKSZOŚĆ mam jest
    zadowolonych z porodów prowadzonych przez Zosię. Ja osobiście, ani
    moja żona nie zna ŻADNEJ osoby niezadowolonej. W zasadzie, to
    słyszałem tylko o JEDNEJ takiej mamie - Mamie Filipkowej. Na
    kilkaset domowych porodów - to raczej mały odsetek (co nie
    umniejsza - co raz jeszcze powtórzę - nerwów i emocji, które
    przeżyli). Pytanie brzmi - CZY MUSIELI? niech sami odpowiedzą. Będą
    mieli odwagę?? Zobaczymy.
    Oczywiście - nie odnoszę się do zachowania Zosi podczas porodu,
    dopóki nie usłysze Jej relacji (myślę, że stanie się to niebawem).
    Po prostu nie chce mi się wierzyć. Chociaż po tym jak ją kilka razy
    ostatnio potraktowało pogotowie, to ...
  • filipkafilipa 24.07.08, 23:26
    >na koniec - Mama Filipkowa napisała, że WIĘKSZOŚĆ mam jest
    > zadowolonych z porodów prowadzonych przez Zosię. Ja osobiście, ani
    > moja żona nie zna ŻADNEJ osoby niezadowolonej.

    ja tez nie znam zadnej niezadowolonej,
    przepraszam za nieprecyzyjne określenie



    >Pytanie brzmi - CZY MUSIELI? niech sami odpowiedzą. Będą
    > mieli odwagę??

    może to kwestia pory dnia, ale tego zdania nie rozumiem - co musieliśmy?
  • sugarxxx 24.07.08, 22:48
    Widzę gfizyk, że położnictwo nie ma dla Ciebie tajemnic.
    Skąd taki pogląd, że wady genetyczne u starszych dzieci są przeciwskazaniem do
    porodu domowego? Dziecko z wadą może urodzić się w KAZDEJ RODZINIE. I w związku
    z tym, czy nikt nie może rodzić w domu?
    Z tego co filipka pisała wcześniej, robili badania prenatalne, które zapewne
    taką wadę wykluczyły. Czy zatem pod tym względem nie byli mniejszym ryzykiem niż
    reszta populacji?

    Chętnie bym wywołała kakę do tablicy po opinię eksperta, ale doskonale
    zrozumiem, jeśli nie będzie się chciała wypowiadać w tym wątku.
  • filipkafilipa 24.07.08, 23:03
    wczoraj po poscie gfizyka napisałam swoją odpowiedz,ale postaowiłam,ze nie będę
    jej wysyłać na gorąco. "prześpię się z nią" i przeanalizuję raz jeszcze decyzję
    czy całą wysyłać. nie chciałam postąpić pochopnie.
    w tym momencie nie mam wątpliwośći - zarzucono nam kłamstwo i to w bardzo
    przykry sposób - warto podać kilka szczegółów więcej dla rozjasnienia

    oto wczorajszy tekst:


    witaj gfizyku

    oczywiscie,są to nasze relacje (moja i męża),przedstawione z naszego punktu
    widzenia. jak wszyskie relacje,opisy tutaj.


    pierwsza podstawowa rzecz,którą chcę wyjasnić - położna wiedziała o poronieniu
    i łyżeczkowaniu.

    Powiedzieliśmy o tym na samym początku,(pierwsza wizyta w szkole rodzenia),bo ja
    WIEDZIAłAM, że taki fakt moze być powodem kłopotów. nie odmowy,ale kłopotów w
    czasie porodu.
    Zosia dopytywała jeszcze czy przed,czy po drugim porodzie "jedno poleciało".
    Nigdy nie powiedziała,ze z tego powodu nie mamy o czym rozmawiac,bo to zbyt duże
    ryzyko.
    za każdym razem widząc się z Zosią pytaliśmy: Zosiu,chcemy rodzić w domu,czy
    zgodzisz się być z nami? czy możemy rodzić w domu?

    Jesli usłyszelibyśmy - nie możecie rodzić w domu - nie upieralibyśmy się. Ze
    strony położnej była pełna akceptacja. Dla nas,skoro położna nie odmawia,a jest
    świadomą i odpowiedzialną osobą,z doświadczeniem,jest to informacja, że wszystko
    w porządku - więc rodzimy w domu,w asyscie położnej,ktora znając się na
    rzeczy,wie czego się podejmuje.
    podejmujemy taką decyzję,bo ufamy tej położnej,jej umiejętnościom. wierzymy,że
    nie naraziłaby nas i siebie.
    Fakt faktem - bardzo chciałam rodzić w domu. w pierwszych postach widać jak
    bardzo mi zależało,ale wybacz proszę - nie jestem szalona i nie ryzykowałabym
    własnym zdrowiem,jak się okazało nie tylko zdrowiem.

    to pytanie dotyczyło nas - całej naszej sytuacji,historii położniczej, którą
    Zosia znała - pierwsza ciąża:zero komplikacji,w drugiej nam towarzyszyła,o
    trzeciej,którą poroniłam - poinformowaliśmy(zresztą wiedziała wczesniej). Znała
    również przebieg ciąży z Matysią. kilkanascie godzin przed porodem widziałysmy
    sie,rozmawiałysmy m.in o łożysku (w innym kontekscie),był czas na rewizję swojej
    decyzji.
    nawet w momencie kontaktu tel już w czasie porodu, można powiedzieć -
    wiecie....,myślę....,doszłam do wniosku....,jedzcie do szpitala.

    co do narzędzi - są pakiety do przechowywania narzedzi po sterylizacji.

    co do pozycji - wanna wieksza niż 7 lat temu. narożna. jeszcze nie
    obudowana,wiec łatwiejsza dzieki temu w dostępie.
    zosia kazała mi się polożyc,a gdy powiedziałam,ze tak nie chcę - p rz e k r ę c
    i ł a na plecy. nie wiem do dzis jakim cudem,skąd tyle siły...
    powód - "ja ci tak nie odbiorę porodu. ja tak nie potrafię".
    te słowa zapadły nam głęboko w pamięć

    co do akcji "okołokaretkowej" -
    nie słyszałam o sytuacji,by anestezjolog,chirurg,doznawał szoku,gdy pacjent
    dostaje krowotku,a gdy przychodzi pomoc - uciekał w panice. wybacz,ale ten zawód
    - lekarz,położna,pielęgniarka stawia wysokie wymagania.

    nawiązując do stosunku służby zdrowia do rodzących w domu i asystujących -
    sytuacja długo jeszcze się nie zmieni,jeśli swym zachowaniem ci którzy
    współpracują wokól tej idei dają do zrozumienia,że przeciwnicy mają
    rację,(ukrywanie się,tworzenie atmosfery podziemia). nie robimy nic
    złego,zakazanego czy niebezpiecznego (do pewnego okreslonego momentu).

    od siebie dodam,ze nadal uwazam dom za najlepsze miejsce do rodzenia. osobom kt
    pytają mnie o przebieg porodu,oszczedzam minusów naszego ostatniego,a fakt
    pobytu w szpitalu podaję jako dowód na to,ze to nie fanatyzm,sredniowiecze ani
    sektawink
    tłumaczę,ze przy kazdym porodzie,jesli tylko pojawi sie cos
    nieprzewidzianego,jest moment na podjecie decyzji o szpitalu. właśnie możność
    podjecia takiej decyzji czyni poród domowy bezpiecznym.


    mój post nie miał na celu oskarżenie Zosi. padło pytanie na co zwrocic
    uwagę,odpowiadając,trudno było nie nawiazać do sytuacji.
    przyznam,ze mi samej trudno uwierzyć,że to wszystko miało miejsce. najgorszego
    tak naprawde nie pamiętam - byłam nieprzytomna i nie wiedziałam co się dzieje. w
    trakcie brakowało mi bliskości męża - od momentu przybycia Zosi,nie było dla
    niego miejsca,wkroczyła na jego przestrzeń i nie było sposobności,okazji,czasu
    by to zasygnalizowac.zawładnęła i zdominowała poród.
    nie było ciszy i spokoju. od jej wejscia było nerwowo,rzekłabym chaotycznie

    o porodzie marcelki mówimy - urodziliśmy
    tutaj możnaby powiedzieć - położna urodziła ze mną



    tak napisałam wczoraj,dziś dopiszę odpowiedź na kolejne zarzuty gfizyka:

    1. położna z porodu Marcelki nie praktykuje już w zawodzie,przekwalifikowała
    się,choć nadal pracuje w służbie zdrowia. był to jej jedyny odebrany poród
    domowy. nie zamierzała kontynuować tej scieżki zawodowej. tak na marginesie,ta
    położna miała tylko asystować Zosi. Do dziś jesteśmy jej wdzięczni,ze
    przyjechała do nas i była z nami,Zosia w tym dniu była poza Lublinem. Nie
    szukaliśmy innej do porodu Matysi,bo odkąd zapadła w nas idea porodu domowego -
    mielismy rodzić z Zosią. okolicznosci,rzekłabym - przypadek zrządził,ze
    jednak,że ktoś inny był z nami7 lat temu.

    2.rozumiem,ze nawiazujesz do przyjazdu pogotowia przy Marcelce. Pogotowie
    przyjechało ze względu na dziecko. Nie kłopoty z rodzącą. nie wiem czemu
    nazywasz to półprawdą.

    3.
    >>...bo ma zbyt miękkie serce
    i dlatego się zgodziła????? dlatego siebie naraziła,juz nie wspomnę o nas. w
    innym miejscu piszesz:
    >> Nie znam Taty Filipka, ale wiem, że Zosia jest silną i potrafiącą
    dominować osobowością.
    więc jak? ma miękkie serce i ulega,czy jest silna i dominująca?

    dla mnie Zosia to osoba o silnym charakterze,taka,która potrafi odmówić.Dlatego
    Jej zaufalismy,ze wie co robi,na co się decyduje,że jest to bezpieczne. TO nam
    odpowiadało. sytuacja jasna - położna o silnym charakterze,gdyby miała
    wątpliwości - odmówiłaby,wiec kolejny argument za porodem w domu.

    4.
    >> Co do przyjazdu karetki - wypowiadać się nie będę, dopóki nie
    usłysze wersji od samej zainteresowanej. NIe bardzo mi się chce
    wierzyć, we wszystko co napisaliście, ponieważ w innych miejscach
    nie pisaliście całej prawdy, więc dlaczego mam wszystkiemu wierzyć?"

    rozumiem,ze do tej pory nie znasz relacji drugiej strony i bazujesz
    prawdopodobnie na fragmetarycznej relacji Zosi z porodu. Być może wiesz
    cokolwiek o sytacji,a juz zarzucasz kłamstwo tym którzy byli jej uczestnikami...
    Porozmawiaj z Zosią,pokaz jej naszą wymianę zdań - nie sądzę by miała
    jakiekolwiek zarzuty co do opisu sytuacji i zgodnosci ich z prawdą. Żadne z nas
    nie napisało słowa,które nie miałoby potwierdzenia w rzeczywistym przebiegu
    wydarzeń.
    skoro nie znasz całej historii z tego wydarzenia - nie zarzucaj pochopnie innym
    mijania się z prawdą i podawania swoich słów jako tych które są prawdziwe i
    zgodne z rzeczywistością - mozesz się mylić, wręcz pewne rzeczy dodawać od
    siebie,(można to już nazwać kłamstwem?) bo nie wiesz wszystkiego. stajesz się
    mało wiarygodny.

    5.>> Ale cóz - "Kali chcieć - Kali mieć"
    to nie jest mój sposób na życie.
    potrafię z wielu rzeczy zrezygnować
    nie jestem prymitywnym człowiekiem,który zyje po to by robić to,co chce,bez
    wzgledu na okoliczności
    potrafię analizować,wyciągać wnioski. gdy mam wątpliwości,zasiegam rady u osób
    kompetentnych. W przypadku planowania porodu w domu - położną zaliczamy do
    kompetentnych,prawda?

    6.znasz bardzo dobrze mój wywiad położniczy czy mi się wydaje? jesli tak - źle
    świadczy to o położnej,która podzieliła się tą wiedzą z Tobą - obejmuje ją
    ustawa tajemnicy zawodwej. o etyce nie wspomnę

    7. ileś linijek wyzej napisałam,ale powtórzę raz jeszcze prostszym językiem:
    nasze chęci i pragnienia to jedno,a podjęcie odpowiedzialnej decyzji to drugie.
    decyzje podjęlismy po rozmowie z Zosią mówiąc czego chcemy i ze uzalezniamy ją
    od jej opinii.
    Zosia wyraza zgodę=poród domowy, Zosia nie wyraża zgody=
  • filipkafilipa 24.07.08, 23:21
    > Zosia wyraza zgodę=poród domowy, Zosia nie wyraża zgody=poród w szpitalu
  • gfizyk 24.07.08, 23:51
    Dziękuję Filipko za Twoje wyjaśnienia.

    Przyznasz, że napisanie o kilku sprawach (ważnych) ma tu dość duże
    znaczenie.
    Co do przebiegu Twojej historii położniczej - oczywiście nie znałem
    jej, ale wiedziałem, że były JAKIEŚ "przeciwskazania" do porodu
    domowego. I czekałem, aż się wypowiesz o nich. Bo dotychczas o nich
    nie pisałaś. Przepraszam, że między wierszami podejrzewałem Cię o
    kłamstwo, ale dla mnie nie pisanie całej prawdy - zmieniało obraz
    sytuacji.
    Tak więc - PRZEPRASZAM za moje przykre słowa.
    Nadal obstawiam przy swoim - dziwię się, że Zosia zgodziła się na
    Wasz poród domowy. Jestem naprawdę zaskoczony, że wiedząc o Waszej
    przeszłości położniczej - tak postąpiła.

    Powtórzę raz jeszcze - JA nie zdecydowałbym się na taki poród w tej
    sytuacji (jako mąż i ojciec).
    Co do zachowanie i zgody Zosi - chętnie z nią na ten temat przy
    najbliższej okazji porozmawiam.
    Was jeszcze raz przepraszam, a rodzicom zastanawiającym się nad
    porodem domowym - pomimo wszytko proponuję test z mojego
    wcześniejszego postu.

    Na koniec jeszcze raz dziękuję, że odpowiedziałaś na moje zarzuty.
    Troche mi się dostało, ale potrafię się przyznać do błędu.

    Grzegorz
  • fizula 25.07.08, 00:58
    Bardzo mi przykro, że takie mieliście powikłania, takie negatywne
    doświadczenia. To smutne, że poród nie był "wymarzony". Że położna
    Zosia nie okazała się położną Anią, choć Wy tego się spodziewaliście
    (z drugiej strony chyba mieliście szansę się zapoznać przed porodem,
    skoro chodziliście do jej szkoły?)

    > mój post nie miał na celu oskarżenie Zosi.

    Strzał w głowę tego człowieka nie miał na celu zabicia go?
    Może i nie miał tego na celu, ale był szczegółowym oskarżeniem.
    Dość zjadliwym. Oby jej nie zaszkodził. Bo i tak w naszym regionie
    niemal nikt nie odważa się na porody domowe (jedyna znana mi jeszcze
    jedna początkująca osoba właśnie od Zosi "zaczerpnęła" wsparcia do
    domowych porodów).

    > za każdym razem widząc się z Zosią pytaliśmy: Zosiu,chcemy rodzić
    w domu,czy
    > zgodzisz się być z nami? czy możemy rodzić w domu?
    >
    > Jesli usłyszelibyśmy - nie możecie rodzić w domu - nie
    upieralibyśmy się. Ze
    > strony położnej była pełna akceptacja.

    Skoro była pełna akceptacja, to dlaczego pytaliście tyle razy? Jak
    ktoś rzeczywiście akceptuje, to wystarczy, jak powie raz i wiadomo.
    Może jednak nie było pełnej akceptacji i chęci, skoro musieliście
    pytać tyle razy? To taka moja wątpliwość.
    Dla przyszłych rodzących uwaga: może lepiej jest brać również samemu
    odpowiedzialność z wszelkimi możliwymi konsekwencjami za swoje
    wybory, nie składając jej wyłącznie w ręce położnych czy lekarzy.
    Niezależnie od tego, gdzie się rodzi, warto być człowiekiem
    odpowiedzialnym i konsekwentnym.
    Pozdrawiam i życzę bardziej konstruktywnych dyskusji!
    --
    Długie karmienie piersią
    Szkoła Rodzenia
  • sugarxxx 22.07.08, 22:54
    Filipko, współczuję tego, przez co musiałaś przejść, ale przede wszystkim
    dziękuję, że o tym napisałaś. Na wiele rzeczy, o których piszesz nigdy bym nie
    wpadła. Zakładam, że o tym powinna pomyśleć położna. W końcu to jej zawód! W
    końcu zbiera wywiad położniczy! Co to znaczy, że jej nie powiedzieliście?
    Zapytala się: czy były jakieś łyżeczkowania macicy? A wy na to: skądże, żadnych!
    ? Ręce opadają.

    "wiem, że nie wszystkie rodziny rodzące z naszą położną są rozczarowane, myślę,
    że większość jest szczęsliwa swymi doświadczeniami..."
    A to skądś znam... Też tak myślałam (chociaż ze swoimi zastrzeżeniami do Domu
    Narodzin chyba powinnam się schować w świetle Twoich doświadczeń). W sytuacji
    porodu istnieje tylko jedna rodzina: NASZA. I mało nas to powinno obchodzić, że
    inni byli zadowoleni.

    Co do imienia i nazwiska położnej, to na tym forum i tak prawie wszyscy wiedzą o
    kogo chodzi.
  • monicus 23.07.08, 08:58
    kurde ja nie wiem uncertain
  • juleg 23.07.08, 10:35
    Monicus przeczytaj cały wąteksmile
  • nuit4 23.07.08, 10:43
    monicus,wyslalam ci maila przed chwila
    --
    Angel

    Zajrzyj na Allegro
  • filipkafilipa 23.07.08, 22:09
    Witam. Jestem filip czyli mąż filipki wink

    postanowiłem dopisać się do tego wątku, by obraz "naszego porodu domowego" był
    ciut ciut pełniejszy.
    Cały czas widzę go przez pryzmat porodu Marcelki (tej starszej). tak jak pisała
    Filipka był cudowny, magiczny, niezapomniany mimo iż położna miała zerowe
    doświadczenie w porodach domowych, praktykę w zawodzie też malutką, a sam poród
    trwał dość długo (ponad 12 godzin) było spokojnie, cicho, bez nerwów,
    idealnie... położna była towarzyszyła, czuwała, nie dała po sobie poznać że sama
    jest przerażona i co najważniejsze gdy przyjechało pogotowie ze względu na
    Marcellę - nie uciekła.

    Byłem pewny, że położna z dużym doświadczeniem, propagująca tę ideę, krytykująca
    szpitale za wszystko: rodzenie na plecach, brak sprzętu, nieżyczliwość dla
    pacjentów, stworzy nam w tym cudownym momencie przynajmniej taką samą atmosferę,
    a tu......
    rozczarowanie już na dzień dobry - od razu po wejściu do domu i zbadaniu Filipki
    zarządziła: napuść wody do wanny, będziemy rodzić sad po prostu odjęło mi mowę,
    a potem wypadki potoczyły się piorunem. Zostałem sprowadzony do roli pomocnika
    położnej; podaj to, podaj tamto.
    łaskawie dostałem pozwolenie przecięcia pępowiny.
    gdy żona zaczęła tracić przytomność - po prostu istny szał- cucenie w sposób,
    który niejednago faceta by posiniaczył, panikowanie, obwinianie nas że nie
    powiedzieliśmy o niskiej hemoglobinie 12 i coś ale po witaminach, o
    wcześniejszym łyżeczkowaniu, itp. (o wszystkim była informowana - zapomniała?) a
    jak już stanęło na tym, że wzywamy pogotowie, to myślenie: co zrobimy i co
    powiemy?! Tylko najlepiej nie mówić, że położna była, bo Jej się oberwie.

    a tak na koniec, temat przewodni w trakcie rozmowy telefonicznej z położną po
    powrocie ze szpitala: "o co pytali na lubartowskiej (szpital położniczy) i czy
    powiedzieliśmy że była zawodowa położna?" ! po prostu kpina, brak wyobraźni,
    żona stoi nade mną i podpowiada mi bym nie pisał o swoich emocjach tylko o
    suchych faktach.
    da się tak????????????
    jak można pisać bez emocji o braku kompetencji, egoiźmie (martwienie się o swój
    ty...ek), narażaniu cudzego życia, nie da się!!!!!!!

    wszystkim przyszłym Mamusiom i Tatusiom życzę tylko pięknych porodów, bez
    komplikacji.
    I PAMIęTAJCIE O JEDNYM: MIEJSCE JEST NIEWAżNE, WAżNA JEST ATMOSFERA KTóRą
    TWORZYCIE WY I OSOBY WAM TOWARZYSZąCE.
    pozdrawiam filip(filipki)
    ps. ponoć tekst jest niezrozumiały (opinia mojej żony) jestem gotów wyjaśnić w
    razie wątpliwosci "co autor miał na myśli"


  • gfizyk 23.07.08, 22:22
    Witam,
    Nie będę się rozpisywał, ale byłem obecny przy trzech porodach
    wspomnianej położnej. I o ile możemy mówić o jakichś nie
    dociągnięciach, to na pewno z takim hard-corem się nie spotkałem.

    Takie mi się nasuwają wnioski - filipkafilipa pokazała nam SWOJĄ
    wersję wydarzeń. Jest to normalne. Oczywiście współczuję nerwów itd.
    Nikt z WAS, moje drogie koleżanki - nie próbował dociec prawdy - jak
    w rzeczywistości sytuacja wyglądała. Natomiast wiele z Was zdąrzyła
    już położną ocenić. Na podstawie jednej wypowiedzi.
    Wracam do meritum:
    Co do narzędzi - położna nie może przywieźć wysterylizowanych
    narzędzi ze sobą, ponieważ po włożeniu do pudełka - będa już wymagać
    kolejnej sterylizacji! Więc oczywistym jest, że wygotowuje się je
    przed samym porodem. Nikogo to nie powinno dziwić. A jednak dziwi...

    Druga rzecz - wywiad - Zosia wywiad przeprowadza podczas rozmowy z
    małżeństwem. Nie jest to WYWIAD w dosłownym tego słowa znaczeniu.
    Każda odpowiedzialna osoba informuje o komplikacjach przy
    poprzednich porodach, bo te informacje mają oczywiście kolosalne
    znaczenie przy porodzie. Z tego co słyszałem - położna nie wiedziała
    o tym zabiegu, ponieważ nikt jej o tym nie informował. Jest wielce
    prawdopodobne, że nie zdecydowałaby się na przyjęcie tego porodu,
    kiedy by o tym wiedziała. Być może o to chodziło. Nie wiem...
    Po trzecie:
    Gdyby moja żona miała jakieś problemy z wcześniejszymi ciążami - nie
    zdecydowałbym się na poród domowy. Dla mnie ta ciąża była by
    traktowana jako zagrożona. Rodzice w zagrożonej ciąży nie decydują
    się na poród domowy. Ale to moje prywatne zdanie. Oczywiście mam do
    tego prawo.
    Co do pozycji porodu:
    Dużo zależy od rodzaju wanny i/lub miejsca w którym poród się
    odbywa. Aż mi się nie chce wierzyć, że Zosia kazała się położyć na
    plecach bez żadnego powodu.

    Co do zachowania Zosi po przyjeździe karetki - myślę, że sama
    musiała być w szoku, a wtedy człowiek robi różne rzeczy. I potem
    żałuje. Trzeba jeszcze brać pod uwagę, jaki jest stosunek służby
    zdrowia (tu karekta) do "dziwaków", którzy decydują się na poród w
    domu oraz do "wariatów", którzy decydują się na przyjęcie takich
    porodów. Wiem, że takie położne na lubelszczyźnie (i nie tylko) są
    traktowane w bardzo nieprzyjemny sposób przez lekarzy i swoje
    koleżanki. Tak jakby robiły coś poza prawem!

    Prosze nie traktować mojego posta jako usprawiedliwienie Zosi.
    Raczej chcę choć w części zmienić światło padające na całą sprawę.
    Osobiście uważam, że ocena jej kompetencji jest niesprawiedliwa. Mam
    nadzieję, że mamy, które przeżyły poród z Zosią mogą się ze mną
    zgodzić.
    Osobiście cieszę się, jak to powiedział Twój mąż, że - wszystko
    dobrze się skończyło.

    pozdrawiam wszystkich
    Tata - (G)fizyk
  • sugarxxx 23.07.08, 22:35
    Wtrącam się, chociaż nie znam położnej, jednak nie wytrzymałam.

    Ja nie daję położnej prawa do bycia w szoku, gdy jest sytuacja zagrożenia życia.
    W szoku mógł być mąż filipki, filipka, ale nie położna. Po jednej stronie na
    szali było ludzkie życie, po drugiej chronienie tyłka położnej. I to był powód
    do szoku?

    Poza tym, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Przeżyliście piękne porody
    z Zosią, to nic dziwnego, że będziecie ją bronić, a nie skrzywdzonej rodziny. Ja
    doskonale rozumiem filipkę, bo nikt nie bardzo chce mi wierzyć, że tak doskonały
    Dom Narodzin z takimi referencjami szczęśliwych rodziców, w moim przypadku w
    ogóle się nie spisał (nie mówię o położnej- ta była cudowna)

    Gdybyś był w sytuacji filipków statystyki i lata doświadczenia położnej mało by
    Cię obchodziły.
  • kasiaimichael 24.07.08, 08:09
    Ja rodziłam z Zosią i jestem bardzo zaskoczona tym, co piszecie. Nie mam zamiaru
    oceniać całej tej sytuacji, bo przedstawiona jest z jednej strony. Jest to forum
    otwarte i może ponieważ jedna strona się wypowiedziała warto byłoby, żeby
    napisała coś też druga? Nie wiem... Zostawiam to decyzji samej zainteresowanej.
    Z opisu Filipa jednak widać jak ważne jest dokładne przedstawienie swoich
    oczekiwań w stosunku do położnej i wcześniejsze jej poznanie. Różni sa ludzie i
    to, co jednym odpowiada nie odpowiada drugim- Zosia jest osobą silną i raczej
    taką która przejmuje kontrolę nad tym co się dzieje- dla jednych jest to zaletą,
    dla tych, którzy chcieliby mieć położną „cień”, która obserwuje tylko z boku i
    jest prawie niewidoczna może się to okazać wadą.
    Co do narzedzi, istnieje możliwość ich wysterylizowania w autoklawach w
    specjalnych woreczkach, które zachowują sterylność narzędzi przez miesiąc, o ile
    się nie mylę. Zostaje jeszcze kwestia dostepu do urządzeń sterylizujących...

    --
    moje allegro
  • sugarxxx 24.07.08, 16:06
    Kasiu, dogadanie się co do preferencji to jedna sprawa, a zachowanie się w
    sytuacji zagrożenia życia to już nie rozmowa o preferencjach...
    Co do przedstawienia sytuacji z jednej tylko strony, to nie sądzę, żeby filipki
    mogli coś przedstawić stronniczo w tej kwestii (tzn schowanie się położnej w
    suszarni, nieinformowanie załogi karetki o podanych lekach itd)
  • kaakaa 25.07.08, 09:11
    Kochani, czytam to sobie i myślę... Myślę tak już od kilku dni.
    Po lekturze ostatnich wypowiedzi poczułam niejaką ulgę, że emocje trochę już
    opadły i nie doszło do eskalacji wzajemnych oskarżeń. Ale to tak na marginesie.
    Moje przemyślenia nieuchronnie prowadzą do jednego wniosku - jak powiedział
    kiedyś ktoś bardzo dosadnie ale jakże trafnie: "Prawda jest jak d..a - każdy ma
    swoją." Możemy zapoznać się z relacją Filipków, możemy porównać ją z relacją
    położnej. I co? Jedni uwierzą jednej stronie a drudzy drugiej. Położna powie -
    "nie wiedziałam o zagrożeniu, nie poinformowali mnie, czułam się przyparta do
    muru". Rodzący powiedzą: "informowaliśmy o wszystkim rzetelnie, przecież to w
    naszym interesie, położna świadomie się zgodziła, nie jesteśmy tak głupi, żeby
    sie upierać jeśli byłyby poważne przeciwwskazania!" Komu wierzyć? Kto mówi
    prawdę? Jako psycholog, powiem Wam, że obie strony mogą być głęboko i szczerze
    przekonane, że mówią prawdę. Poczytajcie (jeśli chcecie) trochę o komunikacji -
    to, co mówi "nadawca" nie zawsze jest dokładnie tym co słyszy "odbiorca". Nie
    miejsce tu na wykłady z psychologii, ale jeśli chcecie, to pomyślcie sobie o tym
    - ja w tym miejscu znów docieram do przytoczonej wcześniej maksymy na temat
    natury prawdy...
    Dyskutowana sytuacja jest dla mnie szczególnie trudna, bo czytając o tym widzę
    siebie - z jednej strony w roli filipki (potrafię zrozumieć, że za wszelką cenę
    mogła szukać wsparcia w swojej decyzji o rodzeniu w domu, nawet jeśli
    obiektywnie były jakieś przeciwwskazania; ja sama mam Rh- a mąż Rh+, wg
    niektórych to dyskwalifikuje do porodu domowego) a z drugiej, w roli położnej
    (nie macie pojęcia, jak mi szkoda tych wszystkich osób, które chcą rodzić w domu
    ale nikt nie chce podejmować ryzyka, ze względu na ich przeszłość położniczą;
    będąc położną chyba nie umiałabym oprzeć się naciskom ze strony takich rodziców
    - tym bardziej, że zdarzyło mi się spotkać argument "jak nikt nie będzie chciał
    przyjąć mojego porodu, to urodzę sobie sama, bez opieki" - oczekiwałabym jednak
    w takiej sytuacji od rodziców przejęcia współodpowiedzialności za możliwe
    konsekwencje).
    Moje przemyślenia zmierzają do wniosków, że chyba jednak w sytuacji gdy poród
    domowy nie jest tylko uprzejmością, którą położna wyświadcza swoim bliskim
    zaufanym znajomym a staje się świadczoną "masowo" usługą, niezbędna jest
    jakiegoś stopnia "biurokratyzacja". Z przerażeniem stwierdziłam, że w
    analogicznej sytuacji jak opisywana tu położna (której nie znam osobiście)
    mogłaby się znaleźć, poważana powszechnie i stawiana za wzór cnót położnej,
    Irenka. Jesteście zgorszone, że położna nie miała sterylnych narzędzi - Irenka
    też nie ma - sterylizuje je na miejscu u rodzących (tzn. przypuszczam, że jej
    zestaw był zawsze uprzednio wysterylizowany u niej w domu po poprzednim
    porodzie, jednak przy sterylizacji gorącą wodą wskazane jest wykonanie jej
    bezpośrednio przed użyciem narzędzi). Wywiadu na piśmie też nie zbiera, więc
    możliwa jest sytuacja, że ktoś zarzuci jej, że o czymś mówił a ona nie będzie o
    tym pamiętać. W ogóle jak by się dobrze przyjrzeć, to momentami "aż się prosi o
    kłopoty"...
    Może, gdyby porody domowe były w Polsce objęte refundacją a opieka z nimi
    związana, w jakiś sposób "wystandaryzowana", takie sytuacje nie miałyby miejsca?
    Jeśli w szpitalu człowiek nie zgadza się na postępowanie zaproponowane przez
    personel (np. wywołanie porodu), to musi podpisać stosowne oświadczenie
    zwalniające lekarza z odpowiedzialności. Może jednak przy porodach domowych też
    należałoby zadbać o określenie standardów postępowania, zbierać wywiad na
    piśmie, pod którym podpisze się położna, że jest świadoma wszystkich tych
    uwarunkowań oraz rodząca, że potwierdza prawdziwość tych danych i nic nie
    zataiła? Może należałoby zawierać na piśmie umowę, w której obie strony
    określają swoje kompetencje i zakres odpowiedzialności?

    Dla mnie, oczywistym było, że decydując się na poród w domu sama biorę
    odpowiedzialność za to, co będzie sie dalej działo ze mną i dzieckiem.
    Przypuszczam, że moja położna też czuła się za nas odpowiedzialna, jednak nie
    miałam zamiaru składać odpowiedzialności na nią. Gdybym miała potrzebę
    "scedowania" odpowiedzialności za mój poród na personel medyczny, to poszłabym
    rodzić do szpitala. Ja to tak postrzegam. Jednak nie każdy ma takie podejście.
    Dla mnie wynika z tego, że korzystne może być spisanie pewnych rzeczy "czarno na
    białym" mamy wtedy nie tylko szereg "prawd własnych" ale również jakąś "prawdę
    obiektywną", do której, w razie wątpliwości, można się odnieść.

    O, to tyle moich przemyśleń. Nie zamierzam nikogo oceniać - ani rodzących ani
    położnej - nie byłam przy tych wydarzaniach, brak mi "prawdy obiektywnej". A na
    podstawie "prawdy własnej" każda ze stron czuje się pokrzywdzona, co doskonale
    rozumiem i obu stronom współczuję, bo sytuacja nie do pozazdroszczenia.
  • oldzinka 25.07.08, 10:09
    Kaakaa. Jak balsam dla tego wątku. Masz rację, że każdy ma swoją
    prawdę. Cieszę się, że gfizyk trochę ochłonął. Ja też przepraszam
    położną za swoją gwałtowną reakcję i może niesprawiedliwą ocenę. Mi
    po prostu dużo łatwiej wczuć się w sutuację filipków i doskonale
    rozumiem ich uczucia.
  • kasiaimichael 25.07.08, 11:43
    Właśnie siadałam do komputera, żeby coś takiego napisać smile. Proszę dopisywać sie
    do wątku o standardach postepowania, a jak zbierzemy to stworzę taki dokument i
    wyśle do dobrze urodzeni, rodzić po ludzku i wkleję na dobry poród.
    --
    moje allegro
  • kropkaa 27.07.08, 23:21
    Na temat porodu i położnej się nie wypowiadałam i nie wypowiadam, bo
    nie czuję się kompetentna. Ale dopiszę się do Kaaki, bo punkt
    widzenie przez nią prezentowany jest mi bliski.
    W domu rodziłam m.n. dlatego, że uważam, iż przez wieki kobiety tak
    rodziły i ludzkość nie wyginęła - więc się da. I nie jest wg mnie
    konieczne przenoszenie szpitala do domu. A jak jest taka potrzeba,
    to po prostu tam się udaje, by urodzić. Za poród w domu
    odpowiedzialna czułam się ja. Położna mi towarzyszyła. Ja się
    zdecydowałam, wiedziałam, że ciąża przebiega prawidłowo i że dam
    radę (pomijam kryzys 7 cmsmile) Niestety, nasze życie samo z siebie
    jest obciążone ryzykiem i ryzykiem jest obciążony poród, nie tylko w
    domu. Zdarzają się komplikacje, śmierci dzieci, matek - gdzieś tam
    mieliśmy tego świadomość. Oczywiście nie chciałam, by przytrafiło
    się to mi i na szczęście się nie przytrafiło - żyjemy i dobrze się
    mamy, ale różne rzeczy się zdarzają i to po prostu jest wpisane w
    nasz los. Dlaczego to piszę? Bo przy rodzeniu się łożyska straciłam
    dużo krwi (pamiętam jak patrzyłam w dół, a ze mnie się lało i lało),
    potem zemdlałam na moment, dostałam 4 kroplówki. Gdyby jeszcze
    chwila, mogło się skończyć w szpitalu. Ale takie rzeczy się po
    prostu zdarzają i może trzeba czasem sobie z tego zdać sprawę?
    Nie będę się tu odnosić do sytuacji Filipki i położnej, opisuję
    tylko moje doświadczenie. Poród w domu jest normalnym porodem,
    statystyki go też dotyczą - część jest zadowolona, inni nie; raz
    połozna daje radę, innym razem "daje ciała".
    Mam tylko trochę wątpliwości, czy na tak rozbudowane żale, ataki i
    obronę forum jest właściwym miejscem. Czy gdyby położna to wszystko
    tu opisała, to uznane byłoby to za uczciwe?
    --
    Macierzyństwo jest czymś, czego zrozumieć nie można.
    Najwspanialszą, na pewno najwspanialszą miłością świata i piekłem.
    Natalia Rolleczek
  • kaakaa 27.07.08, 23:34
    kropkaa napisała:

    > Mam tylko trochę wątpliwości, czy na tak rozbudowane żale, ataki i
    > obronę forum jest właściwym miejscem. Czy gdyby położna to wszystko
    > tu opisała, to uznane byłoby to za uczciwe?

    Też mam wątpliwości. Ale to Filipkowie zaczęli temat. Sformułowali bardzo
    ciężkie zarzuty (nie rozstrzygam tu, czy uzasadnione, czy nie) wobec położnej
    obecnej przy ich porodzie. Moim zdaniem położna (jak każdy człowiek) ma prawo
    się bronić. Choć, przyznaję, że sprawa jest delikatna, więc nie zdziwi mnie,
    jeśli ze względu na tajemnicę zawodową i uczciwość, nie zdecyduje się na
    wypowiedź na forum, albo jej wypowiedź będzie bardzo ogólnikowa.
    Tak mi przyszło do głowy (jako psychologowi wink), że chyba najkorzystniejsza dla
    wszystkich mogłaby być sytuacja gdyby p. Zosia i Filipkowie spotkali się na
    spokojnie z jakimś mądrym mediatorem-psychologiem, wyjaśnili sobie wszystko, co
    się zdarzyło i jak było przez każdą ze stron odbierane, a na koniec, gdyby
    wspólnie zdali nam relację z ustaleń po takiej rozmowie.
  • kasiaimichael 28.07.08, 08:54
    Tez zastanawialam sie nad tym jak moglaby polozna odpowiedziec i nie uwazam zeby
    forum bylo dobrym miejscem zeby odpowiedziala na zarzuty- po piersze nie moze
    pewnych rzeczy ujawnic ze wzgledu na tajemnice zawodowa, po drugie za duzo jest
    w tym wszystkim detali i lepiej zeby strony zainteresowane zalatwily to miedzy
    soba, prywatnie, zamiast za posrednictwem forum.
    Prosze strony zainteresowane o skopiowanie sobie wypowiedzi, jesli chca o nich
    porozmawiac, bo zamierzam skasowac wszystko az do pierszej ogolnej wypowiedi
    Filipki (tej w korej pisze zeby wszystko dokladnie z polozna omowic przed porodem).
    Jesli ktos uwaza ze jest to niesprawiedliwe albo ze watek powinien zostac,
    prosze napisac. Poza tym jesli sama Polozna chcialaby cos napisac tez uwazam, ze
    byloby to fair, bo rodzacy mieli okazje sie wypowiedziec.
    Poza tym bardzo prosze przez najblizsze 2-3 tygodnie w sprawach
    administracyjnych kontaktowac sie z kropkaa i ania 987, bo ja pakuje w srode
    komputer
    --
  • kropkaa 28.07.08, 15:09
  • sugarxxx 28.07.08, 19:56
    No to Wam się podłożę, ale jestem przeciw kasowaniu tego wątku. Hmm, dlaczego
    nie było takich głosów, gdy bodajże zuzinka-kruszynka pisała o zaniedbaniach
    swojej położnej? Ktoś tamtej Pani bronił? Poza tym krytykowana była już w kilku
    miejscach. Zdaje się, że podobnie było z położną z Łodzi.
    Tamte położne nie miały znajomych na tym forum...
    I co, teraz będziemy kasować wszystkie opisy niezbyt udanych porodów domowych?

    Poświęcamy jednostki dla wyższej idei, tak jak chce fizula? Zalatuje mi to
    poprzednim systemem.
  • kaakaa 28.07.08, 20:45
    To trąci manipulacją.
    Ale to nie moje forum, więc nie będę się mądrzyć...
  • kropkaa 28.07.08, 22:09
    Nie o to chodzi czyje jest forum, bo forum jest tych, którzy z niego
    korzystają.
    Z jednej strony po to są fora, by wymieniać informacje, ale w tym
    przypadku to jakoś dziwnie się rozwinęło - oskarżenia, ataki,
    obrona, za, przeciw.
    Ja sama nie mam zamiaru bronić ani położnej, ani Filipków, tak samo
    jak i oskarżać.
    Też pomyślałam o sytuacjach we Wrocławiu i Łodzi.
    I gdyby był atak na I., to broniłabym jak lwica...
  • zuzinka-kruszynka 07.08.08, 04:05
    Czuję się wywołana do tablicy.

    Mój post był pisany na gorąco, jak zauważyłyście, niechcący pytałam
    o zdanie p. Oleś, wcześniej nie byłam zorientowana w działalności
    tutejszych for.

    Swój poród przemyślałam bardzo dokładnie. I co do samego porodu nie
    miałam żadnych zastrzeżeń. Położna była ze mną tylko w samej
    końcówce, wcześniej po prostu była w drugim pokoju, co mnie w pełni
    odpowiadało. Ogólnie wspomnienia z porodu mam fantastyczne. Pisałam
    tylko o sprawach, które _moim zdaniem_ położna zaniedbała.

    Pisałam o tym głównie dlatego, że wcześniej z nią na ten temat
    rozmawiałam. Podanie iG było PODSTAWOWYM czynnikiem decydującym o
    tym czy poród może odbyć się w domu. Gdyby położna miała co do tego
    najmniejsze wątpliwości, nie zaryzykowałabym. Stąd moje żale.

    Moje doświadczenie opisałam nie po to, by odstraszać do porodów
    rodzinnych, a po to by zasięgnąć waszej opinii. Częściowo też po to
    by się tym doświadczeniem podzielić z osobami, które potencjalnie
    mogą znaleźć się w podobnej sytuacji.

    Sądzę, że Filipkami kierowała podobna motywacja. Dla mnie głównym
    przesłaniem ich postu mimo wszystko było:

    USTALCIE DOKŁADNIE PRZED PORODEM WSZYSTKO CO DLA WAS WAŻNE.

    Gdybym z taką opinią spotkała się jeszcze przed porodem, być może
    moja rozmowa z położną wyglądałaby inaczej. Sama też nie miałam
    ustalone, jak będzie rola położnej w razie wyjazdu do szpitala.
    Szczerze mówiąc zakładałam, że jeśli tylko to będzie możliwe,
    położna będzie mi towarzyszyć. Jeśli okaze się to niemożliwe (ze
    względu na personel lub procedury szpitalne), to oczywiście nie mogę
    tego od niej wymagać.

    Sama podczas porodu tez miałam mały zgrzyt odnośnie do pozycji
    rodzenia, ale po fakcie uznałąm to za sprawę drugorzędną (pomimo, że
    o tym wcześniej też rozmawiałam z położną). Tak samo w poście
    Filipków starałam się takie sprawy postrzegać drugorzędnie.

    Jednak przez myśl mi nie przeszło, że w razie komplikacji i
    konieczności przewiezienia do szpitala, położna "zniknie". A
    przecież nie wiem, jak moja położna by się zachowała, bo z nią tego
    nie ustalałam.

    Szkoda, że w tym watku doszło do starcia przeciw - w obronie
    konkretnej położnej. Myślę, że przez to na dalszy plan zeszło to co
    najważniejsze w komunikacie Filipków.

    Żadnej z nas, które zdecydowały się rodzić w domu, nie zależy na
    tym, zeby psuć obraz porodów rodzinnych, ani szkalować położne.
    Celem jest raczej "urealnienie" postrzegania roli położnej i
    uzmysłowienie naszej własnej odpowiedzialności za podjętą decyzję.
    Co jednak nie zwalnia położnych z odpowiedzialności za ewentualne
    zaniedbania. Sądzę, że dokładne ustalenie zawczasu szczegółów
    powinno lezeć na sercu obu stronom.
  • gfizyk 28.07.08, 22:04
    Sam nie wiem, czy kasowanie wątku to jest dobry pomysł. Szczególnie
    teraz, gdy już wszyscy zainteresowani już go przeczytali. Proszę
    tylko o umożliwienie mi publikacji (jutro) oświadczenia p. Zofii.
    Osobiście uważam, że Filipki powinni poinformować położną, że nie są
    zdecydowanie NIEZADOWOLENI z jej pomocy przy porodzie i chcą tą
    informację podać na forum publicznym.

    Zdrowiej by było dla innych małżeństw z przeszłością, żeby pp
    Filipkowie napisali NAJPIERW o swojej (przynajmniej z grubsza)
    historii położniczej, jako informację, że po takich przejściach nie
    warto decydować się na poród w domu.
    Bo co byście nie mówili, to nie z winy położnej pojechali do
    szpitala sad.
    Powinni napisać, że nie warto przekonywać położnej, bo jeżeli były
    problemy, to niestety mogą się przydażyć znowu.
    Powinni wyraźnie napisać, że nie przygotowali domu zupełnie do
    porodu.
    Powinni napisać, że położna kazała się położyć - owszem - ale do
    badania na chwilę,
    Powinni napisać, kiedy wezwali położną. Gdyby przyjechała wcześniej -
    sprawa narzędzi nie miała by żadnego znaczenia.
    powinni napisać, że Zosia nie czekała na sterylizację narzędzi
    stercząc nad nimi, tylko w tym czasie zajmowała się Filipką.
    Powinni napisać, że szczęśliwie urodziło się dziecko. Zdrowiutkie.
    Kolega Filip napisał dramatycznie jak Zosia cuciła Filipkę. A jak
    się cuci nieprzytomną osobę. Domyślam się, że właśnie tak. Ja
    podczas zawodów sportowych cuciłem podnosząc nogi ludzi do góry, aby
    krew spływała do mózgu, ale w tym wypadku nie jest to dobre
    rozwiązanie.
    Jestem pewien, że zrobiła co w swojej mocy, aby uniknąć wyjazdu do
    szpitala - a przecież o to chodziło. Liczyła, że wszystko będzie OK.
    Do momentu przyjechania karetki - zajmowała się i matką i dzieckiem.
    Jestem pewien, że przekazała potrzebne informacje Filipkowi.
    Informacja o zawodowej położnej będącej na miejscu była tak samo
    obciążająca (według dzisiejszej służby zdrowia czt. karetki) jak to
    że sami rodzice zdecydowali się na taki poród w domu. Więc rozumiem
    (albo staram się rozumieć) dlaczego Zofia nie chciała pokazywać się
    lekarzowi z pogotowia. Nie usprawiedliwiam, wręcz uważam, że powinna
    pojechac razem z nimi. Ale jak znam życie - nikt by jej ze sobą nie
    wziął. Kiedyś (rok, może dwa lata temu), kiedy pojechała z rodzicami
    do szpitala, bo poród nie mógł jednak odbyć się w domu - w szpitalu
    nawet jej nie zapytano o jej zdanie, tylko trzaśnięto drzwiami przed
    nosem.
    Tymbardziej, jeśli wzięło się pod uwagę remontowane mieszkanie.
    Jeżeli w ten sposób Filipkowie napisali by o tej sytuacji - w
    zasadzie to samo - to uważałbym to za zgodne z prawdą.
    I jeszcze słowa jakie Filipka powiedziała Zosi - cyt.:
    Czy z Panią, czy też nie - MY i TAK urodzimy w domu.
    Nieważne, czy była to manipulacja słowna - ale one padły. Zosia je
    usłyszała aż nadto wyraźnie. Opowiadała o tym jeszcze przed porodem.
    Czyli za nim się to wszystko rozegrało. Być może w ferworze Filipka
    zapomniała o tym. Ale jest to prawda. Prawda Zofii, prawda moja (bo
    pamiętam te słowa).
    Kaakaa - jak widzisz - ochłonąłem zupełnie. Jeżeli w taki lub
    podobny sposób Filipkowie napisaliby o tej samej sytuacji - było by
    Fair. Niestety wiele informacji zamieścili po moich, być może
    nimiłych postach.

    Grzegorz
  • kaakaa 28.07.08, 23:18
    Gfizyku, jako psycholog (czyli osobnik przyjmujący, że zachowanie ludzi z
    racjonalnością często ma niewiele wspólnego), potrafię wyobrazić sobie różne
    powody, dla których Filipkowie czuli to, co się wydarzyło w sposób taki, w jaki
    to opisali. Biorę pod uwagę również to, że byli świeżo po bardzo traumatycznym
    doświadczeniu - Filipka o mało co nie pożegnała się z życiem. Dlatego nie
    podejrzewam ich o umyślne manipulowanie faktami i daleka jestem od określania,
    co powinni byli napisać, żeby to było uczciwe. Napisali, tak jak czuli. Myślę,
    że wcale nie starali się by był to obiektywny opis tamtych wydarzeń i wcale mnie
    to nie dziwi - toż nie pisali sprawozdania tylko dzielili się sowimi
    doświadczeniami. Oczywiście, ich subiektywne doświadczania mogą być zupełnie
    nieadekwatne do obiektywnej rzeczywistości, ale nie odważyłabym się dyskutować z
    tym co ONI czują. A oni czuli tak, jak to opisali. Fakt, że przy okazji swojej
    relacji sformułowali poważne oskarżenia pod adresem położnej.
    Być może teraz, gdy minęło trochę czasu a oni mieli szanse ochłonąć, przemyśleć
    sprawę i przedyskutować to jeszcze raz z położną, przedstawili by swoje
    przeżycia i przemyślenia inaczej. Jeśli zechcą, to się tym z nami podzielą.
    Uznałabym to za dojrzałe i odpowiedzialne, bo na pewno nie jest to łatwe. Ale
    jeśli nie zechcą, to nikt ich do tego nie zmusi.
    Oczywiście, to co czują Filipkowie, ma się nijak do doświadczeń położnej. I
    wcale mnie to nie dziwi. Tak, jak rozumiem ich uczucia, tak samo potrafię
    zrozumieć, że p. Zosia ma prawo czuć się wmanewrowana i pokrzywdzona w całej tej
    sytuacji. Mam świadomość, że jej "wersja wydarzeń" radykalnie różni się od tego,
    co zaprezentowali Filipkowie. Mimo to, ufam, że żadna strona nie kłamie i nie
    odważyłabym się dyktować komuś, co powinien napisać.

    A tak swoją drogą, żeby oddać sprawiedliwość, to w pierwszym poporodowym poście
    Filipka napisała, że jej poród trudno jej jednoznacznie zakwalifikować, a
    dziecko szczęśliwie urodziło się zdrowe, cytuję:
    "no własnie nie wiem jak zakwalifikowac nasz poród - do udanych czy nie....
    nie wiem tez czy powinnam go opisywac
    wspomnę tylko ze Matysia urodziła się w domciu, zdrowa, dorodna dziewczynka:
    3620g, 55 cm, 10 apgar"

    W kolejnym poście Filipka używa swoich doświadczeń dla zilustrowania potrzeby
    konkretniejszego umawiania się z położną, więc robi coś, by inni mogli wynieść
    jakąś naukę z jej przykrego doświadczenia.

    Dla mnie cała ta sprawa jest szczególnie ważna, bo (jak już zapewne wspominałam)
    rozważam w przyszłości "karierę" położnej domowej. Ja jestem z tych, co to mają
    miękkie serce i nie potrafię odmówić pomocy, gdy ktoś o nią prosi. Mogę więc
    sobie wyobrazić, że p. Zosi też trudno było powiedzieć: "Musicie rodzić w
    szpitalu.", w sytuacji, gdy miała poczucie, że trafiła na osoby zdecydowane na
    poród domowy. Co do konkretnych słów: "Czy z Panią, czy też nie - MY i TAK
    urodzimy w domu." Nie było mnie, przy tej rozmowie. Nie przypuszczam też, by
    ktoś ją nagrał. Wierzę, że słowa, które wtedy padły p. Zosia odebrała w ten
    sposób. Ale, czy faktycznie takie słowa były wypowiedziane? Czy osoba
    wypowiadająca miała na myśli to samo, co słyszała osoba słuchająca? Toż to jest
    nie do rozstrzygnięcia sad

    A z tym ochłonięciem, to jakoś nie mam przekonania, że ochłonąłeś... Ale
    ostatnio intuicja mnie zawodzi - wczoraj zasugerowałam, że wszyscy dyskutanci
    wyjechali na wakacje i zaraz ozwały się głosy oburzenia - więc, może nie mam
    racji, Może to co piszesz to (z Twojego punktu widzenia) chłodna logika a nie
    emocje (jak mi się wydaje).
  • kasiaimichael 29.07.08, 00:47
    Nie chcę robić na forum jakiejś cenzury. Nie usunęłam żadnego z postów w tym
    wątku, w ogóle bardzo mało usuwam, najczęściej, kiedy prosi mnie o to sam autor
    wypowiedzi. Pani Zosia była przy moim porodzie, który zakończył sie szczęśliwie,
    ale ja traktuję asystowanie przy porodzie jako swojego rodzaju usługę, bez
    zbytnich uwzniośleń.
    Dla mnie ideał połóżnej to położna Joli Kropek- niewidoczna, taka, kóra nic nie
    narzuca, obserwuje poród rodzących rodziców, ale umie podjąć wlaściwe kroki,
    kiedy coś idzie nie tak. Od pierwszej rozmowy z Zosia wiedziałam, że nie będzie
    biernym obserwatorem akcji ale raczej przejmie inicjatywę. Wiedziałam o tym, bo
    starałam się to „wybadać” w czasie naszych rozmów. Dlatego pewne rzeczy, na
    których mi najbardziej zależało, wynegocjowałam przed porodem, o te o których
    nie pomyślałam i których nie omówiłyśmy nie mogę mieć pretensji.
    Chciałam usunać część wypowiedzi nie dlatego, chcę tu bronić Pani Zosi ale
    dlatego, że inaczej niż w wątkach dotyczących innych położnych, jest tu za dużo
    detali, które są dość prywatne i może sami autorzy wątków żałują, że o nich
    napisali.
    Jest to sytuacja trudna, bo z jednej strony nie chciałabym, żeby cokolwiek
    zaszkodziło obrazowi porodów domowych z drugiej strony uważam, że sytuacja w
    której położna chowa się przed pogotowiem nie ma żadnego wytłumaczenia. Nie
    ważne, co się działo, jakie były warunki porodu, co powiedzieli przed porodem
    rodzący, czy poinformowali o wszystkim położną- dla mnie sa to zupełnie inne
    sprawy- jako profesjonalista położna powinna, moim zdaniem, powitać pogotowie w
    drzwiach i osobiście przekazać wszystkie potrzebne informacje. Oczywiście
    zgadzam się z Grześkiem, że rodzący powinni wziąć odpowiedzialność za poród
    również na siebie, ale ja z postu Filipa wywnioskowałam, że jest rozżalony z
    powodu 2 rzeczy- 1 że został sprowadzony do roli pomocnika- za co powinien wziąć
    sam odpowiedzialność, bo mógł wcześniej czy nawet w trakcie porozmawiac z
    położną o tym jak widzi swoją rolę, 2- że położna zniknęła, kiedy przyjechało
    pogotowie- za to odpowiedzialności Filip wziąć nie może, za to odpowiedzialna
    jest sama położna.
    Tak przy okazji tego wątku zastanawiałam się czy by nie poprosić wszystkich żeby
    nie dawali tak dużo detali odnośnie pracy położnych czy szpitali (był już jeden
    taki post o szpitalu, którego autor prosił mnie o skasowanie, bo bał się że
    zaszkodzi osobie, której on dotyczył). Myślałam o tym i doszłam do wniosku, że:
    1. ja nie ponoszę odpowiedzialności za to, co piszą inni ludzie i czy mogą tego
    żałować czy nie
    2. informacje na temat pracy położnych są ważne dla planujących poród w domu,
    pomagają im wybrać pożną, która najbardziej im odpowiada
    3. nie mogę chronić obrazu porodu domowego, bo on jak każda rzeczywistość różny
    bywa nie zawsze idealny
    4. podsumowując wycofuję się z kasowania tego wątku i nie zamierzam ksować
    innych tego typu.
    Taką sobie sesję zrobiłam wink
    Kaśka

    --
    moje allegro
  • kaakaa 29.07.08, 08:33
    kasiaimichael napisała:

    > Myślałam o tym i doszłam do wniosku, że:
    > 1. ja nie ponoszę odpowiedzialności za to, co piszą inni ludzie i czy mogą tego
    > żałować czy nie
    > 2. informacje na temat pracy położnych są ważne dla planujących poród w domu,
    > pomagają im wybrać pożną, która najbardziej im odpowiada
    > 3. nie mogę chronić obrazu porodu domowego, bo on jak każda rzeczywistość różny
    > bywa nie zawsze idealny
    > 4. podsumowując wycofuję się z kasowania tego wątku i nie zamierzam ksować
    > innych tego typu.

    Kasiu, bardzo mi się Twoje wnioski podobają smile Szczególnie 3 punkt, choć może
    być trudny do przyjęcia, dla osoby propagującej porody domowe, to uważam, że
    jest niezwykle ważny. Moim zdaniem, nie warto nic "lukrować". Prawda jest, jaka
    jest - nie oszukujmy ludzi, że jak ktoś chce rodzić w domu, to zawsze będzie
    "cud-miód".
    A piszą tu dorośli ludzie, więc niech sami odpowiadają za to, co zdecydują się
    ujawnić.
  • oldzinka 29.07.08, 09:15
    Amen!
  • sugarxxx 29.07.08, 10:02
    To ja tylko krótko: wnioski super!
    Łubu dubu...
  • gfizyk 29.07.08, 21:29
    Witam drogie forumki.
    Dzisiaj rozmawiałem z położną Zosią. Przekazałem jej wydrukowaną
    formę naszej dyskusji. Nie czytając (miała przeczytać później)
    przekazała mi kilka słów, które chciała, żebym w tym miejscu
    zamieścił. Poniżej, co by nie mieszać mojego postu z Jej, zamieszczę
    jej oświadczenie.
  • gfizyk 29.07.08, 21:39
    W związku z ukazaniem się opisu sprawy dotyczącej mojej osoby na
    forum publicznym składam następujące oświadczenie:
    - nie będę wdawać się w merytoryczną dyskusję na przedstawione
    zarzuty w konkretnych wydarzeniach sprzed dwóch miesięcy,
    - zostałam Iwonko zniesławiona i oczerniona publicznie przez Ciebie,
    wobec milionowej rzeszy internautów. Czy to Twoje sumienie
    podyktowało Ci by tak postąpić?
    - miałaś możliwość powiedzieć chodźby słowo na powyższy temat, wtedy
    kiedy Cię odwiedziłam, zaraz po powrocie ze szpitala do domu, w
    obecności Twojej córki Oli oraz męża Mariusza,
    - chciałam z Tobą porozmawiać w piątek 25 VII około godziny 14.00,
    zachodząc do Was do domu. Wasz wózek stał przed drzwiami, z kuchni
    dochodził stukot naczyń. A jednak nie otworzyłaś mi drzwi. Stałam
    dość długo, ale na próżno!
    - pomimo tylu oszczerstw i kalumni pod moim adresem, pozdrawiam Was
    serdecznie. Nie mogę uwierzyć, że napisałaś to sama. Wyczuwam, że
    ktoś Cię do tego namówił. Przecież znamy się już 10 lat.
    - swojego imienia i twarzy będę bronić wobec zaistniałej sytuacji do
    końca. Ale nie uważam, że forum jest właściwym miejscem.
    Iwonko - opamiętaj się!
    Z poważaniem Zofia Saj.
  • gfizyk 29.07.08, 21:42
    To wszystko co ma położna do powiedzenia w tym miejscu. Być może po
    przeczytaniu tekstu będzie chciała coś uzupełnić. Natomiast woli
    sparwę wyjaśnić z zainteresowanymi, a nie publicznie. Ma do tego
    prawo.
    I jeszcze do Kaakii - ja ochłonąłem. Traktuj mój post jako chłodną
    logikę smile
  • gfizyk 28.07.08, 15:01
    Zosia też będzie się chciała spotkać z Filipkami. I wyjaśnić sobie
    kilka spraw. Z tego co zdąrzyła mi powiedzieć to po porodzie takie
    spotkanie się już odbyło. Zostało wszystko wyjaśnione. Właśnie
    dlatego Zosia jest zaskoczona postami i reakcją Filipków. Dzisiaj
    otzryma ode mnie całą dyskusję. Wtedy postara się wypowiedzieć.
    Chociaż większość z szcownych forumek (z nielicznymi wyjątkami) już
    zdążyła osądzić i Ją i mnie sad.

    Oldzinka - w moich postach może jest zawziętość - ale powodowana
    właśnie tym, że nie należy wysnuwać pochopnych wniosków, zanim się
    nie pozna drugiej strony.
    Co do tej wrogości - to same mi ją przypisałyście. Jakoś Kaakaa
    zrozumiała o co mi chodzi. Nie jestem wrogiem Filipków.
    I jeszcze słówko do Oldzinki w sprawie odpowiedzialności. Filipkowie
    pisząc pierwsze posty o porodzie, nie nakreśliły nikomu sytuacji w
    jakiej byli. W zasadzie o wszystko oskarżyli Zosię i całą
    odpowiedzialność na nią zrzucili (czasem łatwiej jest tak w życiu).
    I nie chodzi mi tu o proporcje ani o procenty. A tylko o
    współodpowiedzialność. Ale mam nadzieję że już wszyscy rozumieją co
    mam na myśli.
    Kaakaa - piszesz o matematyce ... Mam świadomość, że życie jest
    trudniejsze niż 2+2. Dlatego TYMBARDZIEJ poród domowy poprzedziłbym
    zwykłą ekonomiczną analizą mocnych i słabych stron oraz korzyści i
    ZAGROŻEŃ (SWOT).
    Wrócę jeszcze do tematu.
    G
  • kaakaa 28.07.08, 23:27
    Cieszy mnie, ze Zosia i Filipkowie chcą się spotkać. Mam nadzieję, że uda im się
    porozmawiać w miarę możliwości bez emocji, bez wylewania wzajemnych żalów. Choć
    zapewne będzie to bardzo trudne dla obu stron. A nie mają tam kogoś mądrego, kto
    mógłby moderować takie spotkanie?

    gfizyk napisał:

    > Kaakaa - piszesz o matematyce ... Mam świadomość, że życie jest
    > trudniejsze niż 2+2. Dlatego TYMBARDZIEJ poród domowy poprzedziłbym
    > zwykłą ekonomiczną analizą mocnych i słabych stron oraz korzyści i
    > ZAGROŻEŃ (SWOT).

    Eh, gdyby to chciało być takie proste jak SWOT... Nie da się życia kalkulować
    ściśle ekonomicznie. Dla każdej osoby obiektywnie to samo wydarzenia ma zupełnie
    różną wartość. Sorry ale matematyka ani ekonomia klasyczna tu nie przystaje.
    Nawet tak konkretne rzecz jak 1000 zł dostępne za 2 lata ma dla każdego inną
    wartość. A jak tu porównywać wartość różnych doświadczeń związanych z porodem?
    Dla jednej kobiety poród przed grupą studentów w przechodnim pokoiku to drobna
    niedogodność a dla innej trauma i przyczynek do poważnej depresji poporodowej. I
    jak tu zastosować SWAT?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.