Dodaj do ulubionych

Czym się straszy kobiety chcące rodzić w domu?

09.02.09, 15:56
Natchnęło mnie na innym wątku i przyszło mi do głowy, że chyba tego
zagadnienia w żadnym miejscu na forum nie mamy zebranego...
Jakimi komplikacjami Was straszono?
Może spróbujmy się z tymi strachami publicznie rozprawić.
Ja zaczynam poniżej od przedwczesnego oddzielenia łożyska, bo tym chyba
straszą najczęściej.
Edytor zaawansowany
  • kaakaa 09.02.09, 16:35
    Łac. Ablatio placentae praecox - gdyby ktoś chciał szukać w literaturze
    zagranicznej.
    Chyba najczęściej podawany przykład poważnego powikłania, z który można sobie
    poradzić tylko w szpitalu.
    Jakie są fakty?
    Częstość występowania - 0,2-1,4% porodów (zależnie od źródła danych)
    Ale, żeby nie było tak strasznie, nie zawsze przebieg jest tak dramatyczny jak
    mogłoby się wydawać:
    30% przypadków, to st. "0" - rozpoznanie jest dokonywane po porodzie przy ocenie
    łożyska
    45% to st. "I" - jedynym objawem jest krwawienie z dróg rodnych
    15% to st. "II" - występuje krwawienie lub nie, wzrasta napięcie macicy,
    pojawiają się objawy zagrożenia płodu (zaburzenia akcji serca)
    10% to st. "III" - objawia się wstrząsem i zaburzeniami krzepnięcia u matki oraz
    śmiercią płodu.
    Czyli - 75% przypadków nie wymaga interwencji. Szpital może pomóc jedynie w
    przypadku oddzielenia II lub III stopnia. Przy czym w przypadku III stopnia
    można pomóc tylko matce.
    Patomechanizm: zmiany uszkadzające w środbłonku naczyń włosowatych, wzrost
    przepuszczalności, pękanie naczyń włosowatych, a w efekcie wynaczynienie krwi do
    przestrzeni między łożyskiem, a miejscem jego przyczepu. Wszystkie stany mogące
    wpływać na uszkodzenie śródbłonka (toksyczne badź mechaniczne) mogą doprowadzić
    do przedwczesnego odklejenia łożyska.
    Przyczyny:
    1. Zaburzenia ukł. krążenia u matki:
    A.Nadciśnienie indukowane przez ciążę
    B.Stan przdrzucawkowy, rzucawka
    C.Nadciśnienie
    D.Choroby nerek z zaburzeniami układu krążenia
    E.Zespół żyły głównej dolnej (to od leżenia na wznak głównie...)
    F.Palenie tytoniu
    2. Czynniki mechaniczne:
    A.Uraz brzucha
    B.Bardzo krótka pępowina
    C.Nagłe zmiany ciśnienia w jamie macicy (spadek ciśnienia po amniotomii w
    wielowodziu lub po porodzie pierwszego bliźniaka)
    D.Stan po licznych porodach lub po wielu wyłyżeczkowaniach jamy macicy
    3. Inne:
    A.Jatrogenna hiperkinetyczna czynność skurczowa macicy (czyli to, co się dzieje
    popodaniu kroplówki naskurczowej)
    B.Nieznane przyczyny

    Czyli, jak widać powyżej, większość przyczyn można rozpoznać już przed porodem
    lub uniknąć ich (1E, 3A) rodząc w domu.
    Jeśli wiecie coś ciekawego o tym powikłaniu, lub coś jeszcze Was interesuje to
    się dopisujcie.


  • sugarxxx 09.02.09, 18:14
    Zakładam podwątek. Szczególnie dla tych po cc.
    I liczę na wypowiedź eksperta smile

    Położne i lekarze straszą, że po 1cc to pewnie pęknie, a po 2cc to pęknie na
    bank. A jak się pobuszuje po necie to się okazuje, że rodzą i po 1cc i po 3
    nawet. Bez pęknięć.

    Z linków, które podesłała mi monicus wynika, że to w ogóle bardzo marginalna sprawa.
  • oldzinka 09.02.09, 19:25
    Mnie straszyli tak ogólnie śmiercią dziecka, że jest duże tego
    prawdopodobieństwo. Ale trzeba pamiętać, że lekarze (większość)
    postrzegają poród jako bardzo niebezpieczne przedsięwzięcie, w
    którym komplikacje mogą się zdarzyć w każdej sekundzie i wtedy liczą
    się minuty aby uratować życie matki i dziecka. Taki oto
    optymistyczny obraz porodu dają lekarze ciężarnej. Do tego mój
    lekarz prowadzący jak się dowiedział o moich planach porodowych,
    zaczął podejrzewać u mnie chorobę psychiczną. A gdy nie zgadzałam
    się na to, co proponował, stwierdził, że stanowię zagrożenie dla
    życia dziecka.
    A o pęknięciu macicy przy porodzie sn po cc też bym chętnie
    poczytała smile
  • marianna0077 09.02.09, 20:37
    Mnie zasadniczo nikt niczym nie straszył, a głównie dlatego, że nie
    chwaliłam się nikomu jak jestem nieodpowiedzialna. A te nieliczne
    osoby co wiedziały to tylko stwierdzały, że nie odważyłyby się, bo
    przecież zawsze COŚ się może wydarzyć smile
    Ale proponuję pójść tropem lęków Profesora Radowickiego wink. W
    Tygodniku mówi właśnie o odklejeniu łożyska i jeszcze:
    "Jeśli mamy do czynienia z dystocją barkową, czyli zaklinowaniem
    barku dziecka w miednicy matki już po urodzeniu głowy, interwencja
    powinna być przeprowadzona w ciągu 10 minut. Dlatego rodzenie poza
    szpitalem zawsze będzie obarczone ryzykiem. Stąd też moje wytyczne,
    które nie są żadną zemstą wobec położnych, tylko wynikają z
    przekonania, że trzeba ryzyko zminimalizować."
    Kaakaa, co Ty na to?

  • monicus 09.02.09, 21:40
    taaa. temat przekopalam bardzo.
    mozna zaczac od malinowskiego www.hyppocrates.pl, u ktorego wyczytalam
    (juz mi sie nie chce szukac) ze skurcze macicy u kobiet po cc sa zupelnie inne
    niz u tych bez ran cietych rzeźniczych. i ze takie porod moze trwac i kilka dni,
    bo wsyztsko toczy sie tak, zeby miesien dal rade.
    druga sprawa, ze czytajac angielsko jezyczne badania na ten temat trafilam na
    bodajze plussize pregnancy na istotna uwage. nalezy dokladnie czytac "abstract"
    tych badan, poniewaz jak sie dokladnie doczyta okazuje sie ze w statystyce
    umieszczona jest szersza grupa kobiet niz tylko po cc, sa takze po jakichs
    zabiegach, sa po ostrej indukcji (zwlaszcza tu jest najwiekszy problem). i nagle
    okazuje sie ze ryzyko mie wynosi zalozmy 3% a 0,3% (rzucam tak na rybe, bo
    dokladnie nie pamietam), moge podeslac zainteresowanym linki
  • kaakaa 09.02.09, 22:46
    ... w środowisku położniczym z wypiekami na twarzy przekazywana jest informacja,
    że na łożysko swojej wnuczki czekał 12 godzin. Potym czasie urodziło się
    kompletne. Powikłań nie było smile
    Hardcorowiec!
  • donkaczka 10.02.09, 17:57
    a to moja polozna miala ciezarowke z fantazja, ktora gdy sie lozysko
    niekompletne urodzilo, stwierdzila, ze ona sobie poczeka i lyzeczkowac sie nie
    bedzie

    urodzila w ciagu kilku dni kolejne trzy kawalki, ostatni po szybkim powrocie do
    domu ze sklepu z bielizna, gdzie odczula niepohamowana ochote na swojego
    malzonka smile a w domu pooszlo
    niezla co?


    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • sugarxxx 09.02.09, 22:54
    Te 3 dni to mała dla mnie pociecha, bo jak znowu zacznę od odejścia wód (bardzo
    prawdopodobne), to ani w domu ani w szpitalu nikt mi nie pozwoli rodzić 3 dni...
  • monicus 10.02.09, 09:31
    w samolot i do szwecji. tam tydzien po odejsciu mozna rodzic
  • kaakaa 09.02.09, 21:40
    To bardzo specyficzne powikłanie. Można nim straszyć kobiety planujące poród
    domowy w zasadzie tylko w przypadku, gdy są one po cięciu cesarskim lub innych
    operacjach pozostawiających blizny na macicy.
    Częstość występowania: ok 0,07% najczęściej pęknięcie blizny (nie tylko po cc
    ale również po innych operacjach, np. usunięcie jajowodu, czy plastyka macicy
    przy wadach wrodonych).
    Przyczyny tego powikłania to:
    1. Przeszkoda porodowa (pęknięcie z rozciągnięcia)
    A. niewspółmierność porodowa (płód za duży względem miednicy)
    B. nieprawidłowe położenie (poprzeczne) lub wstawianie się (twarzyczkowe,
    czołowe) płodu
    C. poważne wady płodu (wodogłowie)
    D. mechaniczne zamknięcie kanału rodnego (guzy narządu rodnego, rak szyjki)
    Wszystkie te przyczyny można rozpoznać odpowiednio wcześnie, by w porę znaleźć
    się w szpitalu.
    2. Pęknięcie urazowe - przyczyny jatrogenne, uszkodzenia podczas operacji
    położniczych
    W oczywisty sposób nie dotyczy porodów domowych.
    3. Leki kurczące macicę we wlewie dożylnym, tak długo, jak dziecko pozostaje w
    macicy
    W oczywisty sposób nie dotyczy porodów domowych.

    W sprawie szczególnych "smaczków" zostawiam pole Monicus, bo pewnie wie znacznie
    więcej ode mnie smile
  • kaakaa 09.02.09, 20:47
    Na życzenie smile
    Na razie w wielkim skrócie, to, co moim zdaniem najważniejsze. Więcej
    "pikantnych" szczegółów podam jak moje dziecię łaskawie zwolni mi drugą rękę.
    Częstość występowania: 0,1-0,6% porodów sn - silnie związana z wielkością
    dziecka, przy dzieciach o masie >5000g w 40% porodów.
    A teraz główny smaczek, specjalnie dla Was: dystocja zdarza się dużo rzadziej w
    pozycjach wertykalnych. I jeszcze lepszy smaczek: dystocja praktycznie się nie
    zdarza w pozycji kolankowo łokciowej.
  • sugarxxx 09.02.09, 21:15
    A jaką to interwencję zrobią w szpitalu która uratuje matkę i dziecko w
    przypadku dystocji? Chyba na cc już za późno bo główka na zewnątrz. Zresztą, po
    doświadczeniu cc nie bardzo mi się widzi, że daliby w 10 minut. No, chyba żeby
    mnie na żywca chlastali.

    Z tego co wiem, to interwencje w takim przypadku to położna zrobi. Takie różne
    chwyty, nie pamiętam nazw. Najbardziej skuteczny to chyba włąsnie przestawienie
    w pozycję kolankowo-łokciową.
  • marianna0077 09.02.09, 21:30
    Drogi nasz ekspercie forumowy, jestem wstrząśnięta szybkością
    reakcji smile widząc oczyma wyobraźni ten kłębący się za plecami
    Waszemi tłum petentów domowych do obsłużenia, podziwiam szczerze.

    Pomyślałam jeszcze że pewnie podstawowym straszakiem jest
    magiczne "owinięcie pępowiną". Było tu co prawda conieco w różnych
    miejscach, ale w tym wątku też powinno się chyba znaleźć antidotum
    na ten powszechny strach.
    I jeszcze jedna rzecz przy okazji mi się przypomniała, która to mnie
    kiedyś świdrowała. Znajomej zrobili cc, bo tętno spadało a potem
    oznajmili, że uratowali (jak zawsze, kiedy robią cc oczywiście)
    dziecko, bo miało "za krótką" pępowinę. Zastanawiałam się co to
    znaczy, że jest za krótka i czy to brdura jakaś czy nie. Ale ok,
    założyłam że różne rzeczy się zdarzają, dziecko ręki może nie mieć
    to czemu pępowina nie może być za krótka. Dobra, w takim razie jakie
    to ma znaczenie w porodzie? Jeśli główka się urodzi i dziecko
    wyszarpie ze sobą łożysko, to oddech może już złapać. No chyba, że
    pępowina jest tak krótka, że ta główka nawet się nie urodzi i
    dziecko umrze w kanale po oddzieleniu się łożyska. Nie wiem, na ile
    głupie jest to moje łopatologiczne myślenie, alem ciekawa, jak
    sprawa w istocie ma się.
  • goblin.girl 09.02.09, 21:40
    > Pomyślałam jeszcze że pewnie podstawowym straszakiem jest
    > magiczne "owinięcie pępowiną".

    fakt, tez pamietam jakies marudzenia o owinięciu pępowiną. Rada bym się
    dowiedzieć, w jakiej sytuacji połozna nie mogłaby sobei z tym poradzic i
    niezbędny bylby szpital. O dystocji barkowej tez bym chciala sie dowiedziec - z
    tego co pamietam, to niezmiernie rzadko jest to powikłanie na tyle powazne, ze
    trzeba mechanicznie "cofnać" dziecko w kanale rodnym i wykonac cc.
  • monicus 09.02.09, 21:42
    aa o owinieciach i suplach to czytalam, ze bardzo trudno jest zasuplac pepowine,
    bo jest tak skonstruowana przez Pana Boga. i ze macica "to wyczuwa" i zwalnia,
    tak zeby nie zaszkodzic. to chyba w ksiazce naszej guru bylo.
  • kaakaa 09.02.09, 21:47
    Dobrze kombinujesz - krótka (ekstremalnie) pępowina to jedna z przyczyn
    przedwczesnego oddzielenia łożyska (patrz wyżej). Jeśli łożysko się nie
    oddzieli, to może się oderwać przyczep pępowiny a wtedy dziecko ma małe szanse,
    nawet jeśli główka już na wylocie, bo wykrwawi się błyskawicznie.

    P.S. O tej porze moi "domowi petenci" są już dawno w łóżkach. Z jednym
    wyjątkiem, który jeszcze nie poddał się zabiegom wychowawczym wink
  • 987ania 09.02.09, 21:52
    kaakaa a jaka jest średnia długość pępowiny i kiedy mówimy o krótkiej?
  • kaakaa 09.02.09, 22:06
    Padło pytanie, co mogą poradzić w szpitalu w przypadku dystocji. Już Wam piszę,
    bo potwora dała się odłożyć do łóżka i korzystam z chwilowej swobody smile
    Po pierwsze, stwierdzenie dystocji jest równoznaczne z natychmiastowym wezwaniem
    lekarza - to sytuacja patologiczna i położna (specjalistka od fizjologii) nie
    powinna próbować poradzić sobie sama!
    Jeden ze standardów postępowania jest następujący
    H - all for hepl - wezwanie pomocy
    E - episiotomy - rozległe nacięce krocza
    L - legs - matewr Mc Robertsa, czyli zarzucenie prostych nóg ciężarnej na brzuch
    w celu zniesienia lordozy i powiększenia wchodu miednicy
    P - puprapubic pressure - ucisk nadłonowy w celu wprowadzenia barku do wchodu
    E - enter maneuvers - manewry wewnętrzne
    R - remove the posterior arm - uwolnienie tylnego barku
    R - roll the patient - pozycja kolankowo-łokciowa

    Wg Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego postępowanie powinno być następujące:
    1. wezwać pomoc
    2. założyć cewnik do pęcherza
    3. wykonać rozległe nacięcie
    4. odśluzować noworodka
    5. ucisk nadłonowy z jednoczesnym pociąganiem główki w dół
    6. manerw Mc Robertsa (ten z nogami)
    7. manewr Woodsa (obrócenie dziecka o 180 st z jednoczesnym "wykręceniem"
    tylnego barku
    8. próba urodzenia tylnego ramienia
    9. pozycna kolankowo-łokciowa
    10. umyślne złamanie przedniego obojczyka lub ramienia płodu
    11. manewr Zavanellego - wyłącznie w ostateczności - wepchnięcie główki
    spowrotem jako przygotowanie do cc

    Zwracam uwagę na "smaczek": zauważcie jak późno we wszystkich tych działaniach
    pojawia się pozycja kolankowo-łokciowa...
  • hab_ek 09.02.09, 22:16
    no niesamowite; czyli najpierw cewnik, żeby bolało; potem pociąć rodzącą na
    maksa, podduszenie dziecka (ugniatanie, uszkadzanie ramienia) a potem do lekarza
    "ale przecież Ona (rodząca) nie chce współpracować w pozycji kolankowo-łokciowej"

    sorry, troszkę nie na temat, a na poznańskim forum jedna dziewczyna ostatnio
    pytała o pozycje w czasie porodu i napisała "Rozmawiałam dziś z położną ze św.
    Rodziny i ona, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, powiedziała, że jak najbardziej
    można w jej szpitalu
    urodzić w pozycji wertykalnej i ona osobiście nawet skłania do tego rodzące, ale
    jeszcze ani razu nie widziała takiego przypadku. Twierdziła, że po prostu
    kobiety nie chcą. Wymiękają, bo do takiej pozycji trzeba mieć kondycje i silne
    nogi."
    no więc faktycznie tak pewnie jest, że jak już im pozwolą to nie mają siły...
    pozdrawiam
  • petisu 12.02.09, 01:10
    Hmm...po 5 h z oksytocyną to juz sie nawet nie miałam siły zastanawiać nad
    pozycją. sad
    --
    www.gugu-gaga.pl-wielorazowe pieluchy, miekkie buciki, torby Gugubag i
    GuguPouch, ERGO i
    DIDYMOS w Polsce.
  • madeleine.passerelle 10.06.09, 12:11
    Ja mialam dystocje i u mnie nie bylo ani rozleglego naciecia, nazwalabym je bardzij symbolicznym...

    Mimo, ze wpisano mi w karte zastosowanie zabiegu mcRobertsa, to nic w porodzie nie dzialo sie co mogloby przypominac ten zabieg
    Po prostu musialam urodzic prąc, a na koncu lekarz nacisnal mi brzuch i to wcale nie bylo w ok. nadlonowej, tylko w gornej czeci brzucha, czyli wiele wskzuje na zabroniony chwyt Kristellera...

    Oto, co robia w szpitalach... Teoria sobie, a praktyka sobie.

    --
    Możesz mi pomóc, wiesz. Wydajesz się dobrym i prawym człowiekiem...
  • madeleine.passerelle 10.06.09, 12:04
    Zmartwie Cie kaakaa
    Spora czesc porodu bylam wlasnie w tej pozycji, nawet czesc II etapu. I tak mnie
    to nie uchronilo...
    U mnie wiele wskazuje na to, ze byl brak plynnosci porodu...

    Pozdrawiam

    --
    Możesz mi pomóc, wiesz. Wydajesz się dobrym i prawym człowiekiem...
  • kaakaa 11.06.09, 11:23
    No, to się pomądrzę... wink
    Klasyczna dystocja barkowa występuje w przypadku:
    - dziecka o dużej masie urodzeniowej (pow. 4000 g a jeszcze częściej pow. 4500
    g), szczególnie gdy obwód klatki piersiowej dziecka jest większy niż obwód głowy
    - matki z nadwagą
    - końcówki II okresu porodu (wypieranie dziecka) w pozycji na wznak
    - zbyt aktywnej "pomocy" osoby prowadzącej poród - pociąganie za główkę dziecka
    zaraz po jej pojawieniu się na zewnątrz, bez dania czasu na prawidłową rotację
    barków w kanale rodnym
    - przy niezaburzonej czynności skurczowej macicy - czyli dziecko ma głowę
    już na zewnątrz, ramiona utkwione wewnątrz mamy a skurcze są dalej i nie dają
    efektu, bo przedni bark jest zahaczony o spojenie łonowe mamy

    Twoja historia wydaje mi się raczej "niestandardowa" i chyba faktycznie związana
    z zaburzeniem w dostarczaniu oksytocyny, które wpłynęło na płynność porodu. W
    warunkach fizjologicznych, to właśnie w okresie wypierania dziecka wydziela się
    więcej oksy. Jeśli miałaś poród wywołany i stymulowany, to wydzielanie
    endogennej oksytocyny było u Ciebie mocno zaburzone. W II okresie porodu powinno
    się zwiększyć podaż oksytocyny a nie ją odstawić, bo przy stymulowanym porodzie
    nie można liczyć na oksytocynę endogenną.

    A co do pozycji kolankowo-łokciowej - to ma ona znaczenie w przypadku
    zapobieganiu dystocji, wyłącznie w momencie wypierania dziecka. Kobieta może
    stać na czworakach przez cały poród ale jeśli na koniec położą ją na wznak, to
    szanse na dystocję barkową rosną, bo niekorzystnie zmienia się kształt i wymiary
    wychodu miednicy.

    A dla ścisłości - dystocja, to nie tylko uwięźnięcie barków (to jest dystocja
    barkowa) ale każde zatrzymanie postępu porodu. Dystocja może więc mieć różne
    przyczyny - nieprawidłowe rozwieranie szyjki macicy (dystocja szyjkowa),
    nieprawidłowe położenie lub wstawianie się płodu (foetal dystocia),
    nieprawidłowa czynność skurczowa (dystocja czynnościowa).
  • abiela 11.06.09, 11:49
    Mogłabyś więcej napisać o przyczynach i zapobieganiu. Mnie się owo niewstawianie
    się dziecka trafiło (vide mój wątek) i cięgle nie daje mi spokoju myśl: dlaczego
    i co jeszcze mogłam zrobić w trakcie porodu, żeby się jednak dalej naturalnie
    potoczyło?
    --
    O książkach.
  • kaakaa 12.06.09, 15:58
    Dystocja – ( z gr. „dys-” trudny, bolesny, niepoprawny, nienormalny oraz
    „tokos” poród) – utrudniony, nieprawidłowy poród.
    Można wyróżnić:
    Dystocję szyjkową – utrudnienie, zatrzymanie porodu związane z
    nieprawidłowym skracaniem i rozwieraniem się szyjki macicy
    Dystocję czynnościową – zahamowanie, zatrzymanie, brak postępu porodu
    związane z nieprawidłową czynnością skurczową macicy
    Dystocję płodową (fetal dystonia) - zahamowanie, zatrzymanie, brak
    postępu porodu związane z czynnikami płodowymi :
    – wielkością (makrosomia)
    – kształtem (np. wodogłowie, duże guzy)
    – pozycją:
    – położeniem (poprzeczne, skośne)
    – ułożeniem (odgięciowe: wierzchołkowe, twarzyczkowe, czołowe)
    – wstawianiem (wysokie proste stanie główki, niskie poprzeczne stanie główki,
    asynklityzm tylny, dystocja barkowa)
    Dołożyłabym tu jeszcze tzw. niewspółmierność porodową, czyli za wąską miednicę
    matki w stosunku do rozmiaru dziecka.

    Często przypadki dystocji mają pochodzenie jatrogenne, czyli wynikają z
    postępowania szpitalnego. Nieprawidłowe wstawianie się może wynikać z
    niewłaściwej pozycji rodzącej i zbyt małej aktywności w I okresie porodu.
    Kroplówka z oksy, czy przebicie pęcherza płodowego też mogą prowadzić do
    dystocji. Ale bywa i tak, że stan taki nie ma przyczyn w postępowaniu szpitalnym.

    Trudno mi wypowiadać się o Twoim porodzie, bo mnie przy nim nie było, więc nie
    znam żadnych szczegółów.
  • abiela 12.06.09, 17:36
    kaakaa napisała:

    > Trudno mi wypowiadać się o Twoim porodzie, bo mnie przy nim nie było, więc nie
    > znam żadnych szczegółów.

    Mnie temat juź 3,5 roku męczy i jeslibyś się podjęła jakies hipotezy byłabym
    wdzięczna za jakieś wskazówki. Na pewno przyczyną nie była aktywność, niemal
    pełne rozwracie było b. szybko (2-3h), potem ruszałam się bardzo dużo, najpierw
    głównie klęczałam oparta o łóźko, potem kaxdy skurcz w innej pozycji (wisząc na
    chuście, raz jedna noga w górze, raz druga, na stólku porodowym, w lexeniu na
    boku itd), nic nie pomagało. Dopiero potem nastąpiło wspomaganie, najpierw
    homeopatia, potem dopiero przebicie pęcherza, potem znów wanna, potem próby
    lekkiego parcia i po kilku godzinach w końcu zzo.
    Bardzo długo walczylam i ja i poloźna, która przy kaźdym badaniu stiwerdzała, źe
    dziecko "tańczy" i główka ciągle w innej pozycji. W sumie przekonana była, źe
    dziecko będzie patrzeć w gwiazdy jak to po niemiecku sie mówi (czyli twarz w
    górę) ale urodziła się w sumie w normalnej pozycji. Po porodzie nikt mi nie
    powiedział jaka byla przyczyna. Równiez pod czas partych cofala sie po kaźdym
    skurczu z powrotem, w sumie bez wyraźnej przyczyny.
    Moja domowa połóżna podrzuciła pomysł niewspółmierności dziecka i miednicy.
    Temat coraz bardziej mnie męczy, bo za jakies 20 tyg znow rodzę.
    Z góry bardzo, bardzo dziękuję.

    --
    O książkach.
  • kaakaa 12.06.09, 22:13
    Hmmm, chętnie bym pomogła, ale ciągle mało danych sad
    Nie znam nawet wymiarów Twojej miednicy ani wymiarów córeczki (to bardzo istotne
    dane). Że nie wspomnę o takich drobiazgach jak ilość wód płodowych, czynność
    skurczowa, czy kształt główki dziecka po porodzie. No, a najlepiej, to by było
    być tam na miejscu i widzieć, jak to wszystko, po kolei się działo...
    Z Twojego opisu wynika, że nie było problemu z rozwieraniem szyjki - poszło
    sprawnie - ale ze wstawianiem się dziecka. Jak rozumiem, przy pełnym rozwarciu
    główka wciąż jeszcze balotowała nad wchodem i zmieniała pozycje. Zmiany pozycji
    dziecka mogły wynikać z Twojej aktywności. Ale dlaczego dziecko się nie
    wstawiało prawidłowo? Bardzo trudno mi powiedzieć. Gdyby zachodziła rzeczywista,
    poważna niewspółmierność porodowa (główka dziecka za duża w stosunku do wymiarów
    Twojej miednicy kostnej), to poród drogami natury nie byłby możliwy. W każdym
    razie, żywe dziecko by się nie urodziło.
    Cofanie się główki po skurczu jest akurat, szczególnie w przypadku pierwszego
    porodu, bardzo powszechne i nie musi mieć żadnej przyczyny.
  • abiela 12.06.09, 22:31
    Podrążę jeszcze trochę, jeśli jestem zbyt nachalna, daj znaćsmile

    kaakaa napisała:

    > Hmmm, chętnie bym pomogła, ale ciągle mało danych sad
    > Nie znam nawet wymiarów Twojej miednicy ani wymiarów córeczki (to bardzo istotn
    > e
    > dane).

    waga urodzeniowa 3770 g, dł. 52 cm, obwód głowy 35 cm.
    O mojej miednicy wiem mało, na zew. nie wygląda wąsko ale wiem, że to nie ma
    znaczenia. Generalnie jestem wysoka i dość szczupła.


    Że nie wspomnę o takich drobiazgach jak ilość wód płodowych, czynność
    > skurczowa, czy kształt główki dziecka po porodzie.

    Z tego co ja wiem ilość wód chyba normalna (nigdy nic innego nikt nie mówił).
    skurcze miałam bonstop, przyjechałam ze skurczami co ok. 3-5 min. przez ostatnie
    5 h skurcze niemal nonstop, bardzo krótkie pauzy, kształt był chyba normlany,
    mimo próżnociągu. NIkt nic nie mmówił, żeby coś było nie tak. Mam zdjęciasmile


    No, a najlepiej, to by było
    > być tam na miejscu i widzieć, jak to wszystko, po kolei się działo...

    To jasne.

    > Z Twojego opisu wynika, że nie było problemu z rozwieraniem szyjki - poszło
    > sprawnie - ale ze wstawianiem się dziecka. Jak rozumiem, przy pełnym rozwarciu
    > główka wciąż jeszcze balotowała nad wchodem i zmieniała pozycje.

    Wg położnej rozwarcie było niemal pełne, mały brzeg został ale ona twierdziła,
    że to żadna przeszkoda.
    Co do główki, to dokładnie tak to opisała.


    Zmiany pozycji
    > dziecka mogły wynikać z Twojej aktywności. Ale dlaczego dziecko się nie
    > wstawiało prawidłowo? Bardzo trudno mi powiedzieć. Gdyby zachodziła rzeczywista
    > ,
    > poważna niewspółmierność porodowa (główka dziecka za duża w stosunku do wymiaró
    > w
    > Twojej miednicy kostnej), to poród drogami natury nie byłby możliwy. W każdym
    > razie, żywe dziecko by się nie urodziło.

    Rozumiem, w efekcie wyciągnięto ją vacuum. Czyli po tym mogę sądzić, że jednak
    niewspółmierności nie ma?


    > Cofanie się główki po skurczu jest akurat, szczególnie w przypadku pierwszego
    > porodu, bardzo powszechne i nie musi mieć żadnej przyczyny.

    Dzięki, tego nie wiedziałam, w sumie parłam blisko 5 godzin.

    Czy myślisz, że bardzo mocne rozejście się spojenia łonowego mogło mieć wpływ? W
    czasie porodu oprócz skurczy potwornie właśnie bolało mnie spojenie, o czym
    wiedziałam oczywiście wcześniej.

    Bardzo, bnardzo dziękuję za wysłuchanie. Temat męczy mnie coraz bardziej i mam
    wraźenie, że muszę go przewałkować wewnętrznie we wszystkie strony.
    --
    O książkach.
  • madeleine.passerelle 12.06.09, 10:05
    Kaakaa, dziekuje Ci bardzo za podzielenie się wiedzą! Mądra kobieta z Ciebie
    Przeczytałam z uwagą, co napisałaś i jeszcze bardziej utwierdziłam sie w tym, ze
    u mnie wine za cale zajscie spowodowała ta nieszczesna oksytocyna, a w zasadzie
    jej brak.
    Dzieki raz jeszcze!

    No żesz! Az mi sie cisna brzydkie wyrazy na usta pod adresem poloznej (grr....)

    Ja spora czesc II etapu mialam w poz. kolana-łokcie, i dobrze szlo, dopoki nie
    przylazła polozna i narobila paniki (moze juz ta dystocje zauwazyla?), i tylko
    sama koncowkę mialam na siedząco, nie dalam sie polozyc, zlozyli mi fotel do
    siedzenia i jeszcze poduche wielka dostalam pod plecy.

    Juz prawie 2 lata minely, a ja wciaz o tym mysle...

    --
    Możesz mi pomóc, wiesz. Wydajesz się dobrym i prawym człowiekiem...
  • mariola_1987 12.11.17, 22:29
    tu jest ciekawy art o dystocji barkowej porazenieerba.pl/dystocja-barkowa/
  • hab_ek 09.02.09, 22:10
    przyda się każdej rodzącej; do zawiązanej pępowiny, szerokich barków, pęknięcia
    macicy, oddzielenia się łożyska dołożyłabym jeszcze;
    - 'na pewno pękniesz aż do odbytu i się wykrwawisz ponieważ położna sobie nie
    poradzi'
    - 'z bólu zrobisz sobie krzywdę i w ogóle nie poradzisz sobie bez lekarza i
    znieczulenia'...
    i humorystycznie:
    - "po porodzie domowym to przecież mieszkanie będziesz CAŁE musiała malować" smile)
    dwa razy rodziłam i nie malowałam, a ja u Was?
  • monicus 09.02.09, 22:15
    dooobre. poprostu nie dajesz rady z bólu, odgryzasz sobie konczyny, krew sika po
    scianach, maz z wrazenia nieostroznie naciska tubke z keczupem...
  • oldzinka 10.02.09, 07:04
    Buuuaahaha! A położna widząc tą jatkę mieli się w maszynce do mięsa.
    No nie dziwota, że po czymś takim trzeba mieszkanie malować big_grin
  • kaakaa 09.02.09, 22:48
    cieszę się, że Was trochę rozruszałam, bo drętwo tu ostatnio było wink
  • kaakaa 09.02.09, 22:41
    Tytuł dałam ogólny
    Po pierwsze długość pępowiny. Zazwyczaj pod koniec ciąży jest to 30-70 cm.
    * Pępowina zbyt krótka (<30) cm faktycznie może być przyczyną poważnych powikłań
    włącznie z przedwczesnym oddzieleniem łożyska.
    * Pępowina zbyt długa (>100 cm) stwarza wiele możliwości straszenia rodzącej
    zdecydowanej na poród domowy.
    A. Dziecko może się nią owinąć - i zdarza się to bardzo często >10 porodów.
    Jeśli poród nie jest sztucznie przyspieszany, to owinięcie rzadko ma przykre
    następstwa. W przypadku wyjątkowo "fikuśnego" owinięcia (np. trzy razy ciasno
    wokół szyi, lub "szelki" w kroku i na ramionach) może nastąpić zatrzymanie
    postępu porodu i wahania czynności serca dziecka. Irena Ch. twierdzi, że
    niezaburzana natura świetnie sobie radzi nawet z takimi problemami.
    B. Pępowina może się zawiązać - węzeł prawdziwy zdarza się bardzo rzadko. Jego
    zaciśnięcie w czasie ciąży bywa przyczyną zgonu wewnątrzmacicznego. W czasie
    porodu zaciskający się węzeł będzie powodował zaburzenia czynności serca.
    C. Pępowina może wypaść - poświęcę temu osobny podwątek (w wolnej chwili), bo
    to, obok przedwczesnego oddzielenia łożyska, ulubiony temat przeciwników porodów
    domowych.
  • maj16 09.02.09, 23:46
    "C. Pępowina może wypaść - poświęcę temu osobny podwątek (w wolnej chwili), bo
    to, obok przedwczesnego oddzielenia łożyska, ulubiony temat przeciwników porodów
    domowych."

    Właśnie, właśnie! Też o tym nieraz słyszałam. Nie wiem, czy dobrze kombinuję,
    ale czy tu również pozycja leżąca nie sprzyja takiemu powikłaniu? Mimo, że w
    wodzie stan nieważkości, to jednak trochę ciasno i pierwsza powinna "pakować
    się" główka, tak czy nie?
  • monicus 10.02.09, 09:27
    taaa. wlasnie od lezenia wypada. zwlaszcza jak sie jeszcze kombinuje z
    przebjaniem pecherza
  • kaakaa 10.02.09, 10:11
    Wypadnięcie pępowiny to, obok przedwczesnego oddzielenia łożyska, ulubiony
    straszak ginekologów. Nie dziwne o tyle, że przy porodach szpitalnych mają wiele
    okazji doprowadzić do tego groźnego powikłania angry
    Częstość występowania: 0,14-0,7% porodów
    Mechanizm: Pępowina może wypaść wyłącznie wtedy, gdy między wchodem miednicy a
    częścią przodującą występuje „nieszczelność”. Często wypadnięcie pępowiny (po
    pęknięciu pęcherza płodowego) poprzedzone jest jej przodowaniem (przed
    pęknięciem pęcherza). Można sobie wyobrazić, że gdy pępowina jest bardzo długa i
    cienka, to nie potrzebuje specjalnych earunków fo tego by jej pętla znalazła się
    przed główką. Pępowinę przodującą można rozpoznać na USG lub w badaniu
    palpacyjnym. Odpowiednie ułożenie matki może doprowadzić do cofnięcia się
    przodującej (ale nie wypadniętej, czyli przy zachowanym pęcherzu) pępowiny.
    W związku z tym, że pępowina do wypadnięcia potrzebuje odpowiednich warunków, to
    powikłanie będzie się szczególnie chętnie pojawiać w następujących przypadkach:
    1. Niewspółmierność porodowa – główka za duża do miednicy (makrosomia,
    wodogłowie, wąska miednica) nie może się wstawić więc pozostaje nieszczelność, w
    którą może wpaść pępowina – poród sn jest niemożliwy, bo główka nie zmieści się
    do kanału rodnego
    2. Główka bardzo mała w stosunku do miednicy (wcześniactwo, wielorództwo)
    3. Nieprawidłowe położenie płodu – poprzeczne, miednicowe
    4. Ciąża mnoga
    5. Przyczyny związane z pępowiną – bardzo długa i cienka lub łożysko nisko
    schodzące lub brzeżnie przodujące z przyczepem pępowiny od strony ujścia szyjki
    macicy
    6. Przedwczesne pęknięcie (przebicie!) pęcherza płodowego, gdy główka nie jest
    jeszcze ustalone we wchodzie miednicy.
    Podana w którejś wcześniejszej wypowiedzi informacja, że leżenie na plecach
    zwiększa prawdopodobieństwo wypadnięcia pępowiny, w kontekście nieszczelności
    między główką a miednicą wydaje się całkiem logiczne.
  • 987ania 10.02.09, 14:24
    No mnie powiedziała położna, że mam krótką pępowinę i dopóki nie urodziłam
    łożyska to mała nie mogła nawet się na mnie położyć. Leżała mi właściwie na
    spojeniu łonowym i szukała cyca na brzuchu. Ale ile miała ta pępowina tego nie wiem.
  • kropkaa 21.02.09, 01:43
    ?
    Dopóki się łożysko nie urodzi, to dziecko nie może być wyżej od
    niego, czyli na wysokości spojenie - pępek to gdzieś będzie.
    Podniesienie dziecka wyżej powoduje jakieś problemy z tlenem i
    zaczyna płakać.
    Obrazek pt. dziecko zaraz po porodzie przytulane, uniesione do góry
    i słodko ssące pierś, podczas, gdy łożysko się jeszcze nie urodziło
    to chyba z amerykańskich filmów - sama się nabrałam i też tak
    chciałam... Na komendę położnej opuszczone natychmaist powróciło do
    stanu ciszy.
  • kaakaa 21.02.09, 12:49
    Niby dobrze piszesz... ale nie do końca wink
    W pierwszych chwilach faktycznie tak jest - działa zasada naczyń połączonych -
    krew płynie z tego, co wyżej do tego, co niżej. Ale dość szybko tężejąca w
    pępowinie galareta Wartona doprowadza do zamknięcia naczyń pępowinowych i
    ryzyko, że krew z dziecka ucieknie do łożyska przestaje istnieć.
    Moja Irenka pożywiała się u piersi nieodpępniona z nieurodzonym łożyskiem przez
    ponad pół godziny. I nie zaszkodziło jej to smile Ale pierwsze chwile spędziła
    przykładnie leżąc na podłodze a potem na "memłonie" wink
  • kropkaa 21.02.09, 13:08
    Aha. Czyli z tego wynika, że ja podniosłam za wcześnie. Faktycznie -
    było to tuż po urodzeniu się i zareagowała płaczem/krzykiem.
    Opuszczona znowu była cicho.
    "Memłona" to ten rzadki brzuch po zmianie swiatów?
  • kaakaa 21.02.09, 13:15
    To jest ten memłon nie ta memłona wink
    Wiesz, to taki kawał był - myślałam, że wszyscy znają, bo on z tych z dłuuuugą
    brodą. Ale jak nie znasz, to sobie pozwolę...
    Pewnego razy synek pyta taty:
    - Tato, a co to jest "memmłon"?
    Tata na to:
    - Nie wiem synku, a skąd ci to przyszło do głowy?
    - Bo jak się Jolka wczoraj ze swoim chłopakiem w pokoju zamknęli, to słyszałem
    jak mówiła do niego "Połóż głowę na mem łonie".

    A swoją drogą, na określenie sflaczałego poporodowego brzucha to bardzo
    odpowiednie określenie smile
  • oldzinka 21.02.09, 13:24
    Ja dokładnie 15 miesięcy temu przeżywałam bóle krzyżowe jako
    najgorszą niespodziankę sad Na Dobrym porodzie czytałam, że to
    wiązadła przytrzymujące macicę są bardzo mocno aksploatowane i to
    one dają te odczucia bólowe.
    Mam nadzieję, że przy kolejnym porodzie 1. Nie będzie bóli
    krzyżowych 2. Nikt mnie nie położy wbrew woli.
    A memłon stary, ale celny smile
  • kropkaa 18.02.11, 19:06
    "Memłon" jest git!
  • annairam 16.07.12, 12:36
    Dla pokrzepienia - Nasza Cecylia urodziła się w "fikuśnych" szeklach między nogami i na jednym ramieniu. Poród szybki, bez żadnych komplikacji smile
    --
    doula.szymarek.pl/
  • kejzi-mejzi 09.02.09, 23:55
    Dziękuję. Jeszcze kilka wpisów w tym watku z zdecyduję się na domowy
    ( tylko nie wiem, z którą połozną). Kaakaa, kiedy mam w ciązę
    zachodzić? smile)))) Mogę się trochę wstrzymać smile)
    --
    TVN uczy, TVN bawi.
  • kaakaa 10.02.09, 09:41
    kejzi-mejzi napisała:

    > Kaakaa, kiedy mam w ciązę
    > zachodzić? smile)))) Mogę się trochę wstrzymać smile)

    A czemóż to ja miałabym decydowaź o treminie poczęcia Twojego dziecka? Co ja
    astrolog jestem? wink
    BTW wg badań Brytyjskich ponoć dzieci urodzone późnym latem i wczesną jesienią
    są silniejsze i wyższe:
    www.roik.pl/dzieci-urodzone-latem-silniejsze-i-wyzsze/ . Kiedyś to samo
    twierdził ś.p. Klimuszko. Może to jest jakiś trop? wink
  • kejzi-mejzi 10.02.09, 10:56
    Myślałąm, że może Ty mój poród odbierzesz smile)
    --
    Jezdę z Kozmosó
    --
  • kaakaa 10.02.09, 11:19
    Zapamiętaj na zawsze - moim powołaniem jest DAWAĆ mam nadzieję nic nigdy nikomu
    nie odbierać...
    A porody, szczególnie domowe, należy PRZYJMOWAĆ.
    Rzeczywistość jest taka, jaką ją stwarzamy. A stwarzamy ją także przez
    słownictwo jakiego używamy.
    Powiedz sobie te dwa słowa: "odebrać" i "przyjąć" i wyobraź sobie siebie jako
    kogoś, komuś coś się odbiera albo od kogo coś się przyjmuje.
    I jak wrażenia po takim ćwiczeniu? Czy rozumiesz dlaczego nie zamierzam nigdy
    odbierać porodów? smile
    A przechodząc do meritum - do samodzielnego przyjmowania przeze mnie porodów to
    jeszcze daleka droga... smile
  • oldzinka 10.02.09, 12:37
    Spoko, spoko. Ja też czekam na Twój dyplom smile Pierwsza silije, bo
    idealna kandydatka na pierwszy domowy. Ja się zgłaszam zaraz po
    niej smile
    Kaakaa a powiedz, te dane o częstości występowania powikłań to przy
    porodach szpitalnych były zebrane czy jak? I czy kobiety rodziły na
    leżąco?
    I jeszcze mam pytanko. Miałaś już praktyki w szpitalu?
  • kaakaa 10.02.09, 13:15
    > Kaakaa a powiedz, te dane o częstości występowania powikłań to przy
    > porodach szpitalnych były zebrane czy jak? I czy kobiety rodziły na
    > leżąco?
    A jakże by inaczej?

    > I jeszcze mam pytanko. Miałaś już praktyki w szpitalu?
    Miałam, w różnych szpitalach (nawet jedną naszą forumowiczkę świeżo po porodzie
    spotkałam smile). I kolejne przede mną lada moment.
  • oldzinka 10.02.09, 13:54
    A te szpitale do praktyk to sobie sama wybierasz czy są przydzielane
    odgórnie?
  • kaakaa 10.02.09, 14:02
    Rodzaj oddziału (patologia, sala porodowa, położnictwo etc.) oraz liczba godzin
    - z przydziału. W czasie semestru praktyki w wyznaczonym miejscu (w zeszłym roku
    trafiłam na porodówkę chyba do najgorszej warszawskiej mordowni), w wakacje
    praktyki indywidualne gdzie się chce - byłam w Pucku smile
  • ph78 17.06.09, 16:31
    To świetne wieści - mam termin na 20 września smile
    Dobrze, że obwodu główy nie mają większego wink
  • karj-oka 10.02.09, 18:27
    Moja pierwsza wypowiedź tutaj, więc witam serdeczniesmile

    Mnie mój gin straszył pozycją fizjologiczną twierdząc, że taka pozycja jest niebezpieczna dla dziecka. Nie dopytywałam dlaczego, bo to była kolejna z wielu głupot jakie usłyszałam, więc wiedziałam, że racjonalnej odp. na to nie da, bo takowej nie ma.

    Kobiety które już rodziły w szpitalu straszą bólem nie do zniesienia i niedotlenieniem dziecka. Ja wtedy pytam o pozycję przy porodzie, o indukcję no i zawsze kiwanie głową, czyli standard: leżenie -> oksy -> znieczulenie.
  • gustaw.jelen 10.02.09, 14:51
    Jedyna reakcja, poza obojętną, którą można pominąć, to wysoko
    uniesione brwi i pytanie: a ty się nie boisz?

    Osoby zadające to pytanie nie miały pojęcia, czego mogłabym się bać.
    Po prostu miały zakodowane, że rodzi się w szpitalu, gdyż tylko tam
    rodzenie jest bezpieczne. Mantrą tego podejścia było "no bo gdyby
    COŚ się działo". Na szczęście COŚ nie było sprezycowane, nie
    musiałam się więc wdawać w zbędne dyskusje.
  • donkaczka 10.02.09, 18:08
    mnie podobnie straszono, ogolnie pojetymi komplikacjami, bo przeciez zawsze cos
    sie moze zdarzyc
    kwitowalam krotko, ze komplikacje z krzakow nie wyskakuja i mozna je przewidziec
    i przeciwdzialac i tyle


    choc raz mnie powalil komentarz, ze dla wlasnej wygody i zabawy ryzykuje zyciem
    dziecka i jestem niedopowiedzialna smile z takim mysleniem wrecz szkoda dyskutowac..
    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by
    prababcia Luśki
  • karj-oka 11.02.09, 21:01
    Tak, podobni głupi komentarz jak ty usłyszałam od mojego prowadzącego: "to
    niedojrzałe i nieodpowiedzialne". Też nie polemizowałam, bo wszak sensu chyba
    brak, prawda?wink
  • kaakaa 10.02.09, 18:22
    Pęknięcie krocza (na życzenie hab._ek)
    Łac. ruptura perinei, ang. perineal tears
    Pęknięcia zdarzają się częściej w przypadku:
    • pierworódek
    • rodzących w pozycji na wznak
    • dużych dzieci, nieprawidłowego ułożenia lub wstawiania się (np. ułożenie
    potylicowe tylne)
    • stanów zapalnych pochwy
    • indukcji porodu
    • znieczulenia zewnątrzoponowego
    Pęknięcia I i II stopnia zdarzają się w porodach domowych znacznie częściej niż
    w szpitalu w dostępnym mi źródle niemieckim podają, że zdarza się to w prawie
    40% porodów domowych – ja przypuszczam, że nawet częściej. Częstość spowodowana
    jest sporadycznym stosowaniem nacięcia w porodach domowych w porównaniu ze
    szpitalnymi. Położna nie powinna mieć najmniejszych trudności by w warunkach
    domowych zaopatrzyć takie pęknięcie.
    Pęknięcie III stopnia czyli takie, gdy naruszony jest mięsień zwieracz odbytu
    występuje w 0,1–9% porodów (wg różnych autorów – bardzo interesująca
    rozbieżność…wink w najnowszych badaniach z bazy Cochrana ocenia się to ryzyko na
    ok. 1%,. Czynniki zwiększające ryzyko to (w nawiasie podano do jakich wartości
    wzrasta ryzyko):
    1- poród kleszczowy (do 7%),
    2- niewspółmierność barkowa (do 4%),
    3- czas trwania drugiej fazy porodu >1 h (do 4%),
    4- pierwszy poród (do 4%),
    5- nacięcie krocza w linii środkowej (do 3%),
    6- przetrwałe ułożenie potylicowe tylne (do 3%),
    7- indukcja porodu (do 2%),
    8- znieczulenie zewnątrzoponowe (do 2%),
    9- masa urodzeniowa >4 kg (do 2%),
    Pozycje wertykalne w II okresie porodu zmniejszają ryzyko poważnych uszkodzeń
    krocza.
  • goblin.girl 13.02.09, 07:27
    > Pęknięcie III stopnia
    Czynniki zwiększające ryzyko to (w nawiasie podano do jakich wartości
    > wzrasta ryzyko):
    > 3- czas trwania drugiej fazy porodu >1 h (do 4%),

    a to mnie zdziwilo, na logikę wydaje sie, ze wydluzony czas trwania 2 fazy
    sprzyja stopniowemu rozciaganiu i dopasowywaniu sie tkanek krocza. Chyab ze to
    ryzyko jest oceniane dla pozycji leżacej. Albo ze chodzi o "zmęczenie materiału".
  • kaakaa 13.02.09, 15:51
    To są wyniki badań korelacyjnych, więc nie można na ich podstawie stwierdzić, że
    pęknięcie JEST SPOWODOWANE tym, że II faza trwa długo - po prostu zaobserwowano,
    że te porody, w których druga faza trwa ponad godzinę częściej są związane z
    poważnymi uszkodzeniami krocza. A przecież faza parcia trwa zazwyczaj dłużej
    przy pierwszym porodzie a także gdy dziecko jest duże lub nieprawidłowo się wstawia.
    A swoją drogą, to zapewne większość analizowanych porodów odbywała się w pozycji
    na plecach.
    Co do tego, że na logikę wydaje sie, ze wydluzony czas trwania II fazy sprzyja
    stopniowemu rozciaganiu i dopasowywaniu sie tkanek krocza, to prawda bo żadne
    przegięcie nie jest dobre - jeśli II faza ogranicza się do jednego lub dwóch
    skurczy a dziecko wyskakuje jak korek z butelki to marne szanse by krocze
    zostało całe. Jednak musi to być raczej nieduże dziecko więc i obrażenia pewnie
    nie rozległe smile
  • 987ania 13.02.09, 19:06
    a nie jest tak, że przy przedłużającej II fazie stosuje się częściej zabiegowe
    zakończenie porodu i wtedy vacuum lub kleszcze, co wiąże się z mocnym
    ciachnięciem i obrażeniami?
  • kaakaa 13.02.09, 20:10
    Owszem, owszem...
  • monicus 13.02.09, 20:13
    obstawiam wyniki tak samo zafalszowane jak z peknieciem macicy
  • monicus 13.02.09, 20:14
    i zasadniczo nie wierze, ze matka natura tak pozwolila pekac kroczu smile
  • aniulka.d 14.09.16, 13:40
    ja urodziłam dwoje dzieci za pomocą dwóch skurczy (tzn dwa porody o podobnej drugiej fazie miałam). pierwszy syn 4,150 (zdecydowanie jak korek z butelki, bałam się że w ścianie dziurę wybije jak go nie złapią), druga córa 3,600 (nie złapała połozna, bo zakładała właśnie rękawiczki, myslała że zdąży, na szczęście wystrzeliła na łóżko, pozycja kolankowo-łokciowa, walnęła główką, ale nic jej nie było). żadnych pęknięć (mimo że pierwszy na fotelu ginekologicznym, za to z ochroną krocza), lekkie otarcia śluzówki. in your face!!
  • fraktusia 12.02.09, 11:04
    A musi być tylko o komplikacjach poporodowych? Mnie tym najbardziej straszyli
    przed i po porodzie, w tym położna środowiskowa z przychodni, która ponoć
    chciała się tym zajmować, ale "wydawało jej się to nielegalne". Do tej pory się
    z tego z mężem śmialiśmy. Teraz na innym wątku Kaakaa napisała, że być może nam
    to grozi...o zgrozo...
  • pawimi455 13.02.09, 07:27
    tak, dokladnie zgadzam sie, najwazniejsze jest to "COS", wlasciwie
    blizej nieokreslone ale strach przed tym czyms paralizuje wszystkich
    do stopnia blokady umyslowej. W zasadzie nie da sie tego pokonac
    zadnymi slusznymi argumentami sad Nie pomagaja nawet zywe przyklady
    dzieci juz urodzonych szczesliwie w domciu...problemy z dzieckiem sa
    tez klasyczne na liscie.
  • kaakaa 13.02.09, 09:16
    Nie ma różnicy pomiędzy bezpieczeństwem planowanego porodu domowego a porodem w
    szpitalu w wypadku kobiet rodzących po raz pierwszy, natomiast w przypadku
    kobiet rodzących kolejne dziecko poród domowy jest znacznie korzystniejszy.
    (Wynik badań Netherlands Institte of Prymary Health Care)
    Z badań Institute for Social and Preventive Medicine of the University of Basle,
    Zurich Canton, Zurich Study Team wynika, że liczba zgonów dzieci przedstawia się
    następująco:
    * przy porodach domowych - 2,3/ 1000 porodów
    * przy porodach szpitalnych - 7,9/ 1000 porodów
    Z badań R. E. Anderson i P. A. Murphy (USA), śmiertelność okołoporodowa:
    * 2,5 / 1000 dla kobiet, które planowały urodzić w domu
    * 0,9 / 1000 dla kobiet, które urodziły w domu
    Z badań Norhern Region Perinatal Mortality Survey Coordinating Group, Wielka
    Brytania – śmiertelność okołoporodowa:
    * Matki, które zaplanowały poród domowy i urodziły w domu - 1,7/1000
    * Matki, które zaplanowały poród domowy niezależnie od ostatecznego miejsca
    porodu - 4,8/1000
    * Wszystkie porody w regionie – 9,7/1000
    Statystyki podaję na podstawie wystąpienia położnej Katarzyny Oleś na
    konferencji Fundacji Rodzić po Ludzku w 2003 r.
    Oczywiście, dane są trochę tendencyjne, bo przy porodach szpitalnych
    uwzględnione są też osoby, które z powodu ryzyka nie miałyby szans na
    kwalifikację do porodu domowego.
  • 987ania 13.02.09, 10:22
    kaakaa już powoli zarażam się myślą drugiego porodu, w domu. Muszę tylko
    zwalczyć te lęki medyczne. Więcej takich pozytywnych info proszę.
  • kaakaa 20.02.09, 15:39
    Korzystając z wolnej chwili powracam do rozpoczętego wcześniej wątku i realizuję
    kolejny zamówiony przez koleżanki temat smile

    Ból porodowy nie do zniesienia bez znieczulenia pojawił się w Waszych
    wypowiedziach jako ulubiony straszak nie tylko lekarzy ale, przede wszystkim,
    innych kobiet, które rodziły w szpitalu. No, to parę słów o tym osławionym bólu.
    Dlaczego poród boli?
    Zazwyczaj ból sygnalizuje nam, że w organizmie dzieje się coś złego – uraz,
    choroba. W przypadku porodu jest wręcz przeciwnie – ból sygnalizuje, że wszystko
    jest w porządku smile Fakt, że poród boli naukowcy wiążą z tym, że ludzkie
    dziecko ma wyjątkowo dużą głowę w porównaniu do rozmiaru miednicy matki, która
    wskutek pionowej pozycji ciała jest dość długa i wąska – urodzenie czegoś tak
    dużego przez taką miednicę nie może przyjść łatwo wink. Odczuwany ból związany
    jest z:
    * Skurczami mięśnia macicy (kogo kiedyś złapał skurcz, ten wie, że skurcz z
    natury jest bolesny), które są niezbędne do rozwarcia szyjki
    * Rozwieraniem się szyjki macicy (rozciąganie tkanek miękkich nie należy do
    przyjemności)
    * Rozciąganiem się i uciskaniem tkanek miękkich kanału rodnego przez
    przeciskającą się główkę dziecka
    * Ograniczeniem przepływu krwi przez mięsień macicy (wskutek skurczy i
    ewentualnie nieprawidłowego oddychania) i niedotlenieniem tego mięśnia
    (szczególnie w pozycji na wznak)
    Reasumując – poród raczej musi boleć. Nie ma co się nastawiać, że będzie to sama
    przyjemność wink Ale zazwyczaj normalny ból porodowy jest do wytrzymania,
    szczególnie, gdy kobieta jest dobrze przygotowana by sobie z nim radzić. A teraz
    przejdę do konkretu, czyli to tego, dlaczego poród może boleć tak bardzo, że
    trudno to wytrzymać.
    Co powoduje, że poród boli bardziej?
    * Czynniki fizyczne – mała elastyczność tkanek miękkich, duże dziecko, znaczna
    wrażliwość na ból – na to niewiele da się poradzić, może to być przyczyną
    silniejszego odczuwania bólu niezależnie od tego, czy rodzi się w domu, czy w
    szpitalu
    * Lęk – potęguje odczuwanie bólu. Mamy tzw. błędne koło Reada – lęk powoduje
    napięcie, napięcie jest przyczyną bólu, ból potęguje lęk, lęk wzmaga napięcie,
    napięcie zwiększa ból, ból jest przyczyną jeszcze silniejszego lęku itd… Kobieta
    świadomie wybierająca poród w domu, ufająca sobie i swojej położnej, dobrze
    przygotowana do porodu ma zazwyczaj niższy poziom lęku niż osoba, która nie wie,
    co się z nią dzieje a do tego trafia do obcego sobie miejsca między obcych, nie
    zawsze miłych, ludzi
    * Hormony – w naturalnie przebiegającym porodzie wydziela się znaczna ilość
    endorfin, które w naturalny sposób uśmierzają ból. Jeśli kobieta w czasie porodu
    nie czuje się komfortowo to spada poziom endorfin a wzrasta poziom adrenaliny,
    która zakłóca przebieg porodu, wydłuża go, w efekcie czego kobieta jest zmęczona
    i silniej odczuwa ból. Na wzrost poziomu wydzielania adrenaliny mają wpływ:
    zimno, intensywne światło, głód, hałas, brak intymności, lęk, aktywacja procesów
    korowych.
    * Brak poczucia kontroli – poczucie, że nie panuje się nad tym bólem i nie można
    nic zrobić, by go zmniejszyć. Bardzo sprzyja temu rutyna szpitalna –
    ograniczenie swobody ruchu, monitoring KTG – a także wcześniejsze przygotowanie
    rodzącej na to, że ten ból nie da się wytrzymać i bez znieczulenia nie można
    sobie z nim poradzić
    * Dożylny wlew oksytocyny (indukcja/stymulacja czynności skurczowej) – skurcze
    są wtedy bardziej bolesne, co wynika z braku pełnej relaksacji mięśnia macicy
    pomiędzy skurczami, w efekcie czego mięsień jest stale niedotleniony i nie są z
    niego na bieżąco usuwane zbędne produkty przemiany materii, kwas mlekowy
    powoduje podrażnienia nerwów i stąd boli dużo silniej
    * Pozycja na wznak – powoduje bardzo niekorzystny ucisk na duże naczynia
    krwionośne zaopatrujące i odbierające krew z okolic macicy, w efekcie prowadzi
    do niedotlenienie macicy i wzmaga ból. Ograniczenie swobody ruchu też zwiększa
    odczuwanie bólu
    Jak się zapewne domyślacie w domu szanse na doświadczenie tych czynników
    zwiększających intensywność odczuwania bólu są znacznie mniejsze wink
  • 987ania 20.02.09, 16:23
    Kaakaa to jak będziesz miała jeszcze chwilę, to proszę coś o bólach krzyżowych.
  • marianna0077 20.02.09, 21:50
    O tak, ja też, ja też.
  • monicus 20.02.09, 21:54
    z tego co ja wiem, chodzi o to, ze relaksyna rozluznia wiazania w odcinku
    ledzwiowym, ktory wydaje sie zwartym kawalkiem. musi sie on rozluznic, i stac
    sie ruchomy w kilku plaszczyznach (nie tylko przdo tyl jak przy schylaniu, ale
    jeszczwe przod tyl ale os w pionie), dlatego w pologu pozniej tez bardzo boli,
    bo sie znowu zchodzi i zespala.
  • kaakaa 20.02.09, 22:51
    Na życzenie Ani smile
    Bóle krzyżowe są wynikiem ucisku na korzenie nerwowe splotu krzyżowo –
    lędźwiowego. Ucisk powoduje dziecko wstawiając się do miednicy. Ponoć bóle
    krzyżowe są bardzo uciążliwe u kobiet z tyłozgięciem macicy (one mają też
    zazwyczaj takie bóle w czasie miesiączki) – ale tę rewelację znam ze źródeł
    raczej plotkarskich, w książkach się na nic takiego nie natknęłam, ale też nie
    szukałam. Silne bóle krzyżowe mogą być związane z nieprawidłowym wstawianiem się
    dziecka – głównie z ułożeniem potylicowym tylnym. Wielu kobietom na bóle
    krzyżowe bardzo pomaga TENS – taki elektryczny stymulator nerwów.
    Oczywiście na "intensywność doznań" również w przypadku bólów krzyżowych wpływa
    większość wymienionych wcześniej czynników.
    Acha, i jeszcze - ponoć bóle krzyżowe najczęściej pojawiają się u pierworódek -
    u mnie były tylko przy pierwszym porodzie, więc jestem przykładem na
    potwierdzenie tej teorii smile
    Jeśli zaś chodzi o wpływ relaksyny – to zupełnie inna para kaloszy i inne
    doznania bólowe wink
  • 987ania 20.02.09, 22:58
    Kaakaa czyli przepowiadasz, że następnym razem poczuję skurcze z przodu a nie z
    tyłu. 2h przed rozwiązaniem mówili (wg ktg), że nie mam żadnych skurczy! Mam
    tyłozgięcie, które mi się nie wyprostowało po porodzie (a powinno wg
    niektórych!) i dalej mam bóle miesiączkowe.
  • kaakaa 20.02.09, 23:03
    Nie chciałabym Cię martwić ale jak Ci się nie wyprostowało, to masz spore szanse
    na powtórkę z rozrywki następnym razem sad
  • 987ania 20.02.09, 23:10
    A dziękuję kaakaa za pocieszenie. A może jakaś joga na wyprostowanie?? Może TENS
    uda się wypożyczyć i sobie drugie powiję.
  • kaakaa 20.02.09, 23:14
    Nie słyszałam o takich ćwiczeniach jogi, coby mogły macicę do przodu pochylić
    ale też specjalistką od jogi się nie czuję. Swoją drogą jakieś tu się na forum
    joginki objawiły, więc może coś zasugerują smile
  • kropkaa 21.02.09, 01:15
    Nie mam tyłozgięcia (a przynajmniej jeszcze nikt mnie nie oświecił,
    że mam), miesiączki nie bolą, dziecko chyba dobrze się wstawiło (od
    początku pomagałam tym, co było w "Dziecku" i na rysunkach fundacji
    RpL), ale jak sobie przypomnę jak mnie krzyż naper... O mamo! Nie
    pomagał prysznic, pozycje i inne zalecenia, które wtedy tylko mnie
    jeszcze bardziej wkurzały. Na ułamek sekundy bardzo mocny ucisk
    (byłam sama, więc mój), krzyk w poduszkę, zgięcie się pod kątem
    prostym tak, by leżeć na lodówce czy stole. Bóle krzyżowe
    zniwelowały dopiero skurcze parte (przy tym okazało się, że jednak
    bóle krzyżowe aż tak nie bolały big_grin). Kaakaa, dzięki za pocieszenie -
    do tej pory czytałałam, że jak były przy pierwszym porodzie, to przy
    kolejnych też mogą być.
  • silije.amj 21.02.09, 11:22
    Dołączam do osobników, które miały bóle krzyżowe tylko za pierwszym razem!
  • aniutka99 02.03.09, 21:21
    a ja miałam tylko za drugim razem. jak zgięło w pół, to chodziłam wygięta w kąt
    prosty.
    smile

    --
    carpe diem
  • monicus 21.02.09, 11:55
    heh, a mie to moj byly gin mowil. widac jak ze wszystkim, co lekarz to teoria big_grin
  • kaakaa 21.02.09, 13:09
    No, to się jeszcze pomądrzę wink
    Relaksyna, która wydziela się w ciąży, ma za zadanie przygotować miednicę do
    porodu poprzez rozluźnienie tkanek miękkich i połączeń między kośćmi. Działa
    oczywiście na cały organizm a nie tylko na miednicę. Dlatego w ciąży często
    kobietom "rosną" stopy - w stopach jest po 26 kości połączonycg licznymi
    stawami, wystarczy, że każdy staw rozlużni się minimalnia a już buty się nie
    mieszczą smile Z tego samego powodu w ciąży łatwo o problemy z kręgosłupem.
    A wracając do wpływu relaksyny na miednicę, to rozlużnia ona tam połączenia
    między kośćmi, które zazwyczaj pozostają nietuchome - stawy krzyżowo-biodrowe,
    spojenie łonowe, chrząstkozrost krzyżowo-guziczny. Tu:
    www.anatomia.kaviorek.com/szkielet/big/dolna/07.jpg można zobaczyć, o co
    chodzi. Nadmierne rozluźnienie, w istocie, jest przyczyną bólów (czasem bardzo
    dokuczliwych) miednicy w zaawansowanej ciąży i po porodzie. Jednak bóle
    krzyżowe, to coś zupełnie innego - występują w czasie porodu (a także w czasie
    miesiąśczki) a potem zaraz znikają jak sen złoty - na szczęście.
  • maj16 21.02.09, 15:57
    Nic nie wiem, abym miała tyłozgięcie macicy, mimo to w każdym z czterech porodów miałam bóle krzyżowe. Podczas leżenia jest to koszmar. W moim przypadku zmiana pozycji zdecydowanie pomagała. Najlepsza była "na czworaka"smile. Rewelacyjnie działało polewanie prysznicem po lędźwiach. Jednak te metody mogłam sprawdzić dopiero przy ostatnim porodzie, kiedy to przybywając do szpitala na ostatnią chwilę, raczyłam się w domu nieograniczoną swobodą w doborze sposobów na zmniejszenie bólusmile
  • monicus 21.02.09, 16:30
    wszystko przed tobasmile ja sie na koncu drugiej ciazy dowiedzialam, ze mam
    tylkozgiecie. zareagowalam na to wielkimi oczami i "pierwszeslysze?!" smile
  • maj16 21.02.09, 16:40
    Nie sądzę by jeszcze jakiś lekarz stwierdził u mnie tyłozgięcie. Po tylu ciążach, porodach, badaniach przez najróżniejszych lekarzy chyba któryś z nich uświadomiłby mnie o tym. Nawet gdybym miała tyłozgięcie, teraz i tak to już nie ma znaczenia.
  • monicus 21.02.09, 17:27
    na temat tego jak informuja nas lekarze...
  • madeleine.passerelle 12.06.09, 10:18
    Poczytalam wasze wpisy o tych bolach krzyża.
    ja uniknelam ich. Zupelnie nie przypominam sobie jakiegokolwiek innego bolu oprocz napiecia miescni macicy i odczuwalam je zdecydowanie z przodu.
    W pierwsze chwili pomyslalam, ze pewnie nawet nie wiem co to sa te bole, jak sie je odczuwa i... przypomnialam je sobie... Mialam je przez kilka sekund, kiedy zmeczona chcialam sie na chwilke polozyc na boku, bo wczesniej tylko na zgietych nogach oparta o kolana meza albo kolana-lokcie. Polozylam sie, bo sie nasluchalam o tym, ze podczas I etapu dziewczyny przysypiaja miedzy skurczami i ja tez zapragnelam.
    Natychmiast po polozeniu zerwalam sie niemal do pionu, bo bol sie pojawil jakis straszliwy jakby mi sie obrecz dookola ciala zacisnela, jednoczesny bol dookola calego tulowia. I teraz mysle, ze to byl smaczek tych krzyzowych drani.
    jesli to bylo to, to ja potwierdzam: za nic nie wolno lezec!


    --
    Możesz mi pomóc, wiesz. Wydajesz się dobrym i prawym człowiekiem...
  • 987ania 12.06.09, 10:22
    Ja nie leżałam i tak miałam tylko takie. Do kolejnego porodu może w TENS się
    zaopatrzę.
  • oldzinka 12.06.09, 21:25
    Ania, też myśałam o TENS lub jakimś intensywnym masażu. Też miałam
    tylko krzyżowe ale musiałam leżeć. Masakra. Z tego co wiem to Pl nie
    było możliwości skorystania z tens w szpitalu. Może sytuacja się
    zmieniła.
  • monicus 12.06.09, 22:11
    mi na te krzyze pomagaly gorace oklady z termoforu a potem z torebki z grochem
  • kaakaa 12.06.09, 22:15
    W Polsce dostępność TENS zależy od szpitala. W moim ulubionym Pucku - jest. Ale
    nie wszystkie położne o nim pamiętają. A doświadczenie mam takie, że panie z
    bólami krzyżowymi bardzo sobie chwalą to urządzenie.
  • kropkaa 21.02.09, 01:35
    Konkretnymi medycznymi rzeczami nikt mnie nie raczył, bo nie
    wiedzieli pewnie czym straszyć, ale oczywiście każdy się dziwił, że
    jak COŚ się stanie, to przecież NIKT mi nie pomoże. Na pytanie, co
    konkretnie miałoby się niby stać, odpowiedź była równie pojemna: no
    COŚ z dzieckiem (jak widac matką-wariatką nikt się zbytnio nie
    martwił).
    Jedna koleżanka mówiła, że to jest pierwsze dziecko, nie wiem, jak
    to jest, co mnie czeka, jak i czy boli, jak sobie poradzę, na co się
    porywam ogólnie. Były to przynajmniej obawy, powiedzmy, w miarę
    rzeczywiste no i pojawiała się troska o mniesmile
    Przykre było jedno zdanie koleżanki, która miała termin obok mojego -
    wg mnie najważniejsze jest zdrowie dziecka, nie wygoda matki.
    Ponieważ jest to forum otwarte, nie będę porównywać kto i jak na
    czym wyszedł...
    Zaś po porodzie ciotka ściszonym tonem powiedziała, że ona nie
    chciała nic mówić, ale to była bardzo nierozsądna decyzja... Ona ma
    koleżankę lekarkę i ta koleżanka to takie przypadki widziała... (nie
    wiem jakie, bo jest pediatrą), a poza tym jej córka (lekarki), to
    naprawdę - dobrze, że w szpitalu rodziła, bo nie wiadomo, co by z
    dzieckiem było... No ale na szczęście u nas wszystko dobrze się
    skończyło (u rzeczonej córki niestety nie, jakieś rehabilitacje czy
    coś), naprawdę mieliśmy szczęście. No ale to jednak było ryzyko. I
    to spore. Ach, że też to wszystko się tak udało, to Bogu dziękować.
  • hab_ek 04.03.09, 22:25
    Najbardziej mnie denerwują takie lekarki (lekarze) którzy "takie przypadki
    widzieli". Jak byłam w pierwszej ciąży to doprowadziła mnie niemal do porodu w
    ósmym miesiącu lekarka w szkole rodzenia, która jak się zorientowała że chcę w
    domu stwierdziła autorytatywnie, że "porozrywa Cię aż do odbytu" i "nie takie
    rzeczy widziałam". Po moim pytaniu ile miała takich przypadków, stwierdziła, że
    w szpitalu ani jednego, ale w książkach czytała, no bo przecież w domu się
    INACZEJ nie da.
    Dziewczyny, ja nie chcę uświadamiać, pouczać czy nauczać. Ja bym chciała, ażeby
    lekarze oddawali się temu do czego zostali powołani... "przede wszystkim nie
    szkodzić".
    Dużo chcę, no nie ?
    pozdrawiam
  • sun.pl 21.02.09, 15:44
    Nie jest mi znane "specjalne" ćwiczenie prostujące macicę smile Natomiast praktyka
    jogi zmniejsza dolegliwości spowodowane tyłozgięciem. Sama takowe "wygięcie"
    posiadam. W pierwszym trymestrze pierwszej ciąży wyprostowało się, po porodzie
    powrót na swoje dawne miejsce. Od kilku lat nie mam żadnych dolegliwości z tego
    tytułu (czy to podczas miesiączki, czy stosunków płciowych, czy ciąży wink),
    właśnie dzięki praktyce ashtanga jogi, która wyregulowała mi cykle i skróciła
    czas krwawień do 3 przyjemnych dni (startowałam z bolesnych 7). Pozdrawiam
  • sugarxxx 21.02.09, 17:57
    Kaako, a jak mam przodozgięcie, to znaczy, że bóle krzyżowe mi nie grożą? W moim
    pierwszym i jedynym porodzie miałam klasyczne bóle jak na miesiączkę.
  • kaakaa 21.02.09, 20:44
    Myślę, że sprawę należałoby ująć tak:
    Tyłozgięcie macicy zdaje się w szczególny sposób predysponować do wystąpienia w
    czasie miesiączki i porodu bólów krzyżowych. Czyli, jak ktoś ma tyłozgięcie, to
    ma większe szanse na doświadczenie tej wątpliwej przyjemności. Nie oznacza to
    jednak, że (a) każda kobieta z tyłozgięciem musi zaraz mieć bóle krzyżowe, (b)
    żadna kobieta bez tyłozgięcia nie może mieć bólów krzyżowych. Same bóle krzyżowe
    występują w związku z uciskiem na sploty nerwowe - a przyczyny tego ucisku mogą
    być różne - związane z anatomią matki (np. wspomniane tyłozgięcie) lub
    przebiegiem porodu (np. wspomniane niewłaściwe wstawianie się dziecka).
    Reasumując - nikt nie jest w stanie zagwarantować Ci, że nie doświadczysz
    kolejnym razem bólów krzyżowych. Choć ja, na Twoim miejscu, raczej bym się ich
    nie spodziewała smile
  • marianna0077 21.02.09, 22:29
    Hmm, to u mnie nawet by się zgadzało... Mam tyłozgięcie i dwa
    porody, w których ino w krzyżu rąbało. I to jak smile jak se wspomnę te
    dwadzieścia minut między kibelkiem a wanną jak mi się z trzech
    dziesięć zrobiło, to do tej pory ciarki na plecy mi wskakują smile
    Ciekawe jak będzie następnym razem?
  • petisu 19.06.09, 16:38
    Tyłozgięcie+ Mila rodziła się twarzyczką. Myślałam, że mi całą miednicę rozsadzi
    na drobne. uncertain
    --
    www.gugu-gaga.pl-eko kosmetyki, miękkie buciki i inne rzeczy, ale przede wszystkim:
    DIDYMOS w Polsce.
    Doradca po kursie podstawowym Die Trageschule ® Dresden
  • kaakaa 25.02.09, 15:31
    Niedotlenienie, to chyba to "COŚ" czego często boją się różne osoby
    zniechęcające nas do porodu w domu.
    Żeby mówić o niedotlenieniu trzeba opisać trzy ważne w tym kontekście terminy -
    hipoksemię, hipoksję i asfiksję.

    Hipoksemia to prowadzące do hipoksji obniżenie ciśnienia cząstkowego tlenu we
    krwi tętniczej. Jest to początkowe stadium deficytu tlenowego. Płód radzi sobie
    z nią zmniejszając aktywność (spada wtedy zużycie tlenu) a gdy hipoksemia trwa
    długo (wiele dni, tygodnie) dochodzi do wewnątrzmacicznego zahamowania wzrostu.
    Równowaga energetyczna organizmu jest utrzymana jednak płód, który przez długi
    czas funkcjonował w stanie hipoksemi będzie gorzej sobie radził w sytuacji
    niedotlenienia przy porodzie.

    Hipoksja (niedotlenienie) to niedobór tlenu w tkankach obwodowych. W stanie
    przedłużającego się niedotlenienia organizm dziecka centralizuje krążenie tak,
    aby maksymalna ilość tlenu trafiała do organów kluczowych dla funkcjonowania.
    Wiąże się to z obniżeniem obwodowego przepływu krwi i rozpoczęciem metabolizmu
    beztlenowego w tkankach obwodowych. Wydzielane są też hormony stresu. W
    warunkach hipoksji, pomimo deficytu tlenowego, płód może funkcjonować przez
    szereg godzin, jednak w oczywisty sposób jego kondycja jest znacznie osłabiona.

    Asfiksja (zamartwica) jest to stan niedoboru tlenowego w organizmie związany z
    niedotlenieniem narządów centralnych. Wiążę się z metabolizmem beztlenowym także
    w narządach centralnych i poważnymi zaburzeniami w rytmie serca. Przy braku
    natychmiastowych czynności ratowniczych (w ciągu kilku minut od wystąpienia
    asfiksji) prowadzi do utraty przytomności i śmierci lub do uszkodzenia mózgu, co
    grozi mózgowym porażeniem dziecięcym. Przyczyny asfiksji u osób oddychających to
    zablokowanie dróg oddechowych, oddychanie w środowisku ubogim w tlen, zatrucia,
    bezdech. W przypadku płodu, który nie oddycha samodzielnie, asfiksja jest
    związana z niedostateczną podażą tlenu z krwią otrzymywaną przez łożysko.
    Przyczyny mogą być bezpośrednio związane z porodem (odklejenie łożyska,
    zaciśnięcie pępowiny, wypadnięcie pępowiny, zespół żyły głównej dolnej –to od
    leżenia na plecach, niedotlenienie u matki – może być wynikiem hiperwentylacji
    przy nieprawidłowym oddychaniu lub stresie) albo z wcześniejszymi długotrwałymi
    nieprawidłowościami (niewydolność łożyska, zaburzenia krążenia u matki, palenie
    papierosów, stan deficytu tlenowego u matki).
    W przypadku zdrowego płodu, który wcześniej nie doświadczał wielokrotnego lub
    długotrwałego niedotlenienia, naturalne mechanizmy obronne pozwalają dziecku
    skutecznie poradzić sobie z chwilowymi przerwami w dostawie tlenu w czasie
    porodu (zmniejszony przepływ łożyskowy w trakcie skurczów, przejściowy ucisk na
    pępowinę gdy jest ona owinięta wokół szyi). Ryzyko uszkodzenia wskutek
    niedotlenienie związanego z fizjologicznym przebiegiem porodu jest, w przypadku
    zdrowego płodu prawie zerowe. Kwestia przedstawia się znacznie mniej
    optymistycznie w przypadku dzieci, które już w ciąży doświadczały deficytu
    tlenowego. U takich dzieci mechanizmy kompensacyjne mogą być już na wyczerpaniu
    i nawet krótkotrwałe niedotlenienie w czasie porodu może mieć tragiczne skutki.
    Dlatego ważne jest (szczególnie gdy myślimy o porodzie domowym) by
    zainteresować się stanem dziecka przed porodem. Palenie papierosów (także
    bierne) bardzo źle wpływa na stan dotlenienia płodu. Ważne jest też
    skontrolowanie stanu łożyska na ostatnim USG – najlepiej z badaniem przepływów
    metodą Dopplera. Wiele cennych informacji może przynieść badanie KTG (test
    niestresowy – po prostu pół godziny zapisu). Każdej matce można też polecić
    liczenie ruchów płodu w ostatnim miesiącu ciąży (trzy razy dziennie po godzinie
    o stałych porach). Choć wydaje się banalne, to bardzo skutecznie pozwala
    stwierdzić, czy dziecko funkcjonuje w komfortowych warunkach. W razie
    wątpliwości powinno się zrobić zapis KTG lub test Manninga (służy do okreslania
    profilu biofizycznego dziecka, W badaniu USG bada sie 4 parametry - ruchy
    oddechowe, ruchy płodu, napięcie mięśni płodu, objętość płynu owodniowego i,
    dodatkowo analizuje się wyniku testu niestresowego. Ocenę przedstawia sie w
    punktach. za każdą cechę płód otrzymuje 0, 1 lub 2pkt. w sumie max wynosi 10).

    Na pocieszenie, w ramach plotki, napiszę Wam, że pisząca te słowa urodziła się w
    zamartwicy (skutek polskiego betonowego położnictwa, a jakże), widać jednak, że
    miała niezaburzone mechanizmy kompensacyjne, bo jakoś szczęśliwie funkcjonuje do
    dziś bez szczególnych uszczerbkuów na fizyczności, czy intelekcie.
  • maj16 25.02.09, 20:55
    > Na pocieszenie, w ramach plotki, napiszę Wam, że pisząca te słowa urodziła się w
    > zamartwicy (skutek polskiego betonowego położnictwa, a jakże), widać jednak, że
    > miała niezaburzone mechanizmy kompensacyjne, bo jakoś szczęśliwie funkcjonuje do
    > dziś bez szczególnych uszczerbkuów na fizyczności, czy intelekcie.

    Oj, widać, że nie dałaś zrobić sobie krzywdysmile
    Wierzę, że jeszcze skutecznie zawalczysz z szpitalnym betonemsmile
  • karj-oka 02.03.09, 19:17
    Takie pytanie zadała mi moja skądinąd bardzo inteligentna przyjaciółka. Pytam
    "Ale co niby?" Ona na to "No nie wiem... Np. tętnica? Albo pępowina?" Mówię do
    niej "Wiesz, idę z tobą w takie absurdy bo naprawdę cię lubię, inaczej bym
    zignorowała. Ale zastanówmy się. Jeśli pęknie mi tętnica (inna rzecz, że ogromny
    pech by w ogóle tak ni stąd ni zowąd pękła i na dodatek przy porodzie! no ale
    niech tam!) to w szpitalu także raczej nie zdołają mi pomóc bo wykrwawię się nim
    wszyscy szczęki z podłogi pozbierają i pewnie najpierw będą ratować dziecko. A
    pępowina? Hmm... No niby od czego miałaby pęknąć? Granat? Strzał z pistoletu?"

    Czy równie dobrze nie mogłoby paść pytanie "A co jeśli akurat usłyszysz alarm
    przeciwlotniczy i będziesz natychmiast musiała udać się do schronu?"???

    Są gdzieś granice absurdalnych przypadków wymyślanych dla straszenia tych, które
    chcą rodzić w domu? Co jeszcze się może stać?! To wręcz niewiarygodne jak postęp
    wiedzy medycznej wpływa na wtórną infantylizację społeczeństwa.
  • kaakaa 02.03.09, 21:31
    No, na przykład może ci nagle głowa eksplodować jak się będziesz za bardzo
    zastanawiać nad głupotą innych wink
    A w szpitalu to jeszcze oko może pęknąć od silnego parcia wink
  • kaakaa 03.03.09, 22:52
    Wśród wymienianych przez Was straszaków pojawił się za sprawą Fizuli również
    krwotok poporodowy.
    Według statystyk, jakie udało mi się znaleźć w necie, krwotok poporodowy zdarza
    się w ok. 4% porodów (szpitalnych oczywiście). To dużo. Jednak częściej dotyczy
    on porodów przez cc niż drogami natury.
    Obfite krwawienie (krwotok) w trzecim okresie porodu – już po urodzeniu dziecka
    – może mieć różne źródła:
    * pęknięcie szyjki macicy (częste, gdy w czasie porodu kobieta bardzo silnie
    prze w momencie, gdy nie ma jeszcze pełnego rozwarcia)
    * pęknięcie naczyń krwionośnych macicy (np. przy żylakach macicy)
    * pęknięcie macicy (szczegóły tu:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45447&w=91098399&a=91115544 )
    * uszkodzenie tkanek miękkich krocza z pęknięciem większego naczynia
    krwionośnego (częstrze poważne uszkodzenia przy porodach szpitalnych, związane z
    nacięciem lub porodami zabiegowymi lub z nieprawidłowym prowadzeniem porodu)
    * zaburzenia krzepnięcia

    Najczęściej jednak – i tym straszy się nas najchętniej – krwotok wiąże się z
    nieprawidłową inwolucją (zwijaniem się) macicy po urodzeniu dziecka. Może być
    to powiązane z zatrzymaniem całości lub części łożyska albo nie. Intensywne
    obkurczanie się macicy po porodzie sprawia, że zamykają się naczynia
    krwionośne, którymi krew matki przedostawała się do łożyska i krwawienie
    poporodowe bardzo szybko się ogranicza. W przypadku zbyt słabej czynności
    skurczowej inwolucja macicy postępuje zbyt wolno a przez to utrata krwi jest
    znacznie większa. Duża utrata krwi jest bardzo groźna dla zdrowia a nawet życia
    matki.

    Dlaczego może się zdarzyć, że macica nie będzie się prawidłowo obkurczać?
    Po pierwsze, może się to wiązać z nieoddzieleniem (lub niecałkowitym
    oddzieleniem) łożyska. To, z kolei może wynikać z nieprawidłowego zagnieżdżenia
    się łożyska w doczesnej – łożyska przyrośniętego, wrośniętego lub
    przerośniętego. Zdarza się to bardzo rzadko – znalazłam informację, że raz na
    10 000 porodów. Przyczyny takich problemów to:
    * zapalenia błony śluzowej macicy przed ciążą
    * łyżeczkowanie macicy
    * blizny pooperacyjne na macicy (np. po cc)
    Powyższe należy więc traktować jako czynniki ryzyka wystąpienia krwotoku
    poporodowego związanego z nieprawidłowo zagnieżdżonym łożyskiem.

    Może być też tak, że łożysko jest zagnieżdżone prawidłowo ale ma inne wady
    utrudnające jego urodzenie – np. jest usytuowane w rogu macicy, jest bardzo małe
    lub pierścieniowate. Moim zdaniem (MOIM – nie wiem, co na to różni mądrale, a
    nie bardzo mam źródła fachowe, żeby zacytować) takie łożysko przytwierdzone,
    często jest przyczyną problemów w porodach szpitalnych, gdy łożysko rodzi się
    „na czas”. Przypuszczam, że jeśli na takie łożysko cierpliwie poczekać, to
    urodzi się samo – a jak zaczniemy nerwowo pociągać za pępowinę tudzież ugniatać
    macicę, to w efekcie uzyskamy kolejną przyczynę niewłaściwego kurczenia się
    macicy – czyli krwawienie związane z atonią macicy wynikającą z zatrzymania
    części łożyska. W domu nie rodzi się łożyska na czas, nie podaje się rutynowo
    oksytocyny mającej przyspieszyć odklejenie i wydalenie łożyska i nie wykonuje
    się żadnych zabiegów mających na celu „ułatwienie” jego urodzenia. Przypadki,
    gdy w domu łożysko rodzi się niekompletne należą do rzadkości. Ze znanych mi
    statystyk pewnej położnej – dwa przypadki na 500 porodów domowych. Przy czym
    pierwszy przypadek na początku kariery, gdy położna miała jeszcze złe szpitalne
    nawyki.

    Może być również tak, że krwotok z macicy pojawia się już po urodzeniu łożyska –
    łożysko się rodzi, jest kompletne a macica się nie kurczy lub kurczy się bardzo
    słabo. Jest to tzw. atonia lub hipotonia macicy. A jej przyczyny to:
    * nadmierne rozciągnięcie macicy – przy ciąży bliźniaczej, wielowodziu (można
    rozpoznać wcześniej i wybrać poród w szpitalu)
    * zbyt szybkie opróżnienie macicy – cesarskie cięcie (!), kleszcze, próżno ciąg,
    obrót wewnętrzny z wydobyciem płodu (żadnej z tych procedur nie stosuje się przy
    porodach w domu)
    * wiotka macica po długotrwałym znieczuleniu lub po lekach rozkurczowych
    podawanych na krótko przed porodem (w porodzie domowym się nie stosuje)
    * osłabienie czynności skurczowej macicy po długotrwałym wlewie oksytocyny w
    celu stymulacji czynności skurczowej (w domu się nie stosuje)
    * wady i choroby macicy – przegroda, macica łukowata, mięśniaki, gruczolistość
    (można rozpoznać przed porodem)
    * zmęczenie macicy – po bardzo długim porodzie z silnymi skurczami dającymi
    słaby postęp, np. przy niewspółmierności matczyno płodowej, gdy główka jest za
    duża w stosunku do miednicy (dlatego w sytuacji rozpoznania w czasie porodu
    nieprawidłowego postępu, lub przy podejrzeniu niewspółmierności poród należałoby
    ukończyć w szpitalu, bo ryzyko powikłań rośnie).
    Krwotok poporodowy w wywiadzie (przy poprzednim porodzie) powinien być
    traktowany jako poważne przeciwwskazanie do porodu domowego.

    To teraz zastanówcie się, szczerze, czy przy zaplanowanym porodzie domowym
    faktycznie należy się bardzo obawiać krwotoku…
  • kropkaa 04.03.09, 12:04
    Aha, czyli nie dla mnie ew. unassisted birth...
    Czy w takim razie mój przypadek to był krwotok poporodowy? Wraz z
    łożyskiem (które było duże) lała się krew i lała (czyli był to
    przypadek "krwotok z macicy pojawia się już po urodzeniu łożyska" -
    komplentego). Ale więcej niż pół litra nie było - położna oceniła na
    jakieś 400 - 500 ml.
    Żadnych przypadków z listy wymienionych nie miałam. No i jakoś jak
    się o tym czyta, to naprawdę groźnie to brzmi, w rzeczywistości aż
    tak nie ma (to piszę z mojego punktu widzenia). Do następnego dnia
    do rana byłam bardzo słaba, ale 2 razy opierając się o ścianę i tak
    sama do łazienki poszłam. Po niecałych 24 h było już normalnie.
    Ciekawa jestem co by mi zrobili w szpitalu?
    A co przy następnym porodzie? - położyć się po urodzeniu? -
    siedziałam na krzesełku, czy to nie ma znaczenia?
  • kaakaa 04.03.09, 17:24
    Nie znam szczegółów Twojego porodu, więc trudno mi cokolwiek napisać poza tym,
    że taki krwotok jest z miejsca po łożysku. Utrata krwi, jak piszesz nie była
    szokująco duża - przy porodach szpitalnych to standard. Mogło być też tak, że
    łożysko oddzielało się sposobem Dunkana (najpierw z brzegu) to się zawsze wiąże
    z obfitszym krwawieniem. Ale o to, jak było, trzeba by pytać Twoją położną.
    W orzypadku krwawienia z miejsca po łożysku, im szybciej więc obkurcza się
    macica, tym szybciej to miejsce się zmniejsza a krwawioenie się ogranicza.
    Leżenie niewiele pomoże. W szpitalu podaliby oksytocynę. W domu można przystawić
    dziecko (będzie wyrzut naturalnej oksytocyny). Można też stosować chłodny okład
    na brzuch.
  • kropkaa 04.03.09, 22:33
    No to mnie uspokoiłaś, Kaakaa, dzięki.
    Po porodzie przez kilka dni chodziłam z zimnym kompresem wg wskazań
    położnej.
  • fraktusia 05.03.09, 15:51
    Byłam straszona krwotokiem poporodowym przez położną środowiskową, która nas
    nawiedziła po porodzie i była chyba strasznie zdziwiona, że takowego nie
    dostałam. Ciekawe też, co powiedziała, że teraz we wszystkich szpitalach kobiety
    po porodzie są łyżeczkowane, żeby uniknąć krwotoku w czasie połogu. Nie wiem,
    skąd ona ma takie dziwne informacje. No ale przyznam, że przez chwilę mnie nawet
    przestraszyła. Dobrze, że to już było PO, a nie PRZED porodem.

    A co do tej położnej, to ona nam dużo dziwnych rzeczy naopowiadała, m.in. jak
    synek płakał, bo pomagała nam zmienić mu pieluszkę, to powiedziała, że dziecko
    powinno płakać, bo się dotlenia, a mi się nóż w kieszeni otwierał, jak widziałam
    moje płaczące dziecko i ją, której widać, że było wszystko jedno...
  • kaakaa 05.03.09, 16:06
    No, to Pani wygląda mi na klasyczną przedstawicielkę betonowego położnictwa.
    Fakt, że były takie koncepcje, żeby każdą kobietę po psn profilaktycznie
    skrobać, bo się szybciej potem macica obkurcza. Były też takie miejsca, gdzie te
    światłe idee wcielano w życie sad
    A pomysł, że podczas płaczu dziecko się dotlenia też ma długą tradycję,
    niestety. Wg klasycznej skali APGAR noworodek dostaje 2 pkt za czynność
    oddechową wyłącznie wtedy, gdy płacze - jak nie płacze, znaczy nie może być
    prawidłowo dotlenione.
  • 987ania 05.03.09, 16:46
    Całe szczęście, że trafiłam do św. Zofii, bo moje dziecko nie płakało wcale a i
    na wstępie powiedziałam, że nie zgadzam się na oxy przed, ani po. Jakbym trafiła
    gdzie indziej, to jeszcze by mnie wyłyżeczkowali w promocji!!
  • fraktusia 05.03.09, 16:51
    Ja w szpitalu z pewnością bym dostała oxy po, bo mi się łożysko 40 minut później
    urodziło. W szpitalu chyba z 10 minut czekają tylko.
  • kaakaa 05.03.09, 17:20
    Wg "standardu" łożysko ma na urodzenie się 30 minut. Jednak jeśli podają
    rutynowo oksytocynę na trzeci okres porodu, to obawiają się, że ujście macicy za
    bardzo się obkurczy i łożysko uwięźnie. Dlatego przy tzw. "aktywnym prowadzeniu
    trzeciego okresu" rzadko chcą czekać dłużej niż wspomniane 10 minut...
    Znów stara prawda - jedna interwencja pociąga za sobą kolejne.
    Kaskada:
    - podanie oksy w III okresie
    -> niecierpliwe oczekiwanie na łożysko = "pomoc" (pociąganie za łożysko,
    uciskanie drzucha)
    -> urodzenie niekompletnego łożyska
    -> łyżeczkowanie
    -> ewentualnie komplikacje po łyżeczkowaniu...
  • goblin.girl 11.06.09, 19:29
    u mnie po porodzie nie było aż krwotoku, ale macica nie obkurczała się
    prawidłowo, mimo że dostałam dożylnie oksytocynę i miałam też synka przy piersi;
    przy naciśnięciu brzucha wciąz krwawiłam. Okazało sie, ze w kanale rodnym
    zostały skrzepy i dopiero po usunięciu ich przez połozna macica "załapała". W
    sumie utraty krwi bylo ok. 500 ml. Z tego tylko powodu wstalam z łozka dopiero
    na drugi dzien, po wstaniu pozbylam sie jeszcze jednego duzego skrzepu, a potem
    juz bez problemów. Łozysko bylo jednak wg połoznej całe.
    Niemniej ejdnak w szpitalu byłby to wystarczajacy powód do zafundowania mi
    łyżeczkowania.
  • monicus 04.03.09, 21:01
    sie wykrwawi kobita
  • 987ania 04.03.09, 22:14
    Bo wszyscy myślą, że w szpitalu sala porodowa jest obok sali operacyjnej i robi
    się cc w 3 minuty!
  • kaakaa 04.03.09, 22:25
    Aniu, w przypadku krwotoku poporodowego to już trochę na cesarkę za późno wink
    ale zawsze można przeprowadzić w trybie "citissimo" histerektomię ratującą życie...
    A z tymi trzema minutami, w ciągu których miałabym się wykrwawić, to mnie tak
    naprawdę lekarz na szkole rodzenia straszył. Tyle, że nie chodziło o poród
    domowy (oj, gdyby tylko wiedział, że mam taki plan, to pewnikiem wytoczyłby
    jeszcze cięższy kaliber) ale o możliwość uniknięcia podania oksytocyny w trzecim
    okresie porodu. Pan doktor powiedział mi, że oczywiście mogę się nie zgodzić,
    ale wtedy, jeśli mi tej oksytocyny nie podadzą, to grozi mi wykrwawienie się w
    ciągu trzech minut. A tak w ogóle to ja się mogę na wszystko nie zgodzić a oni
    tu w szpitalu i tak zrobią, co będą uważali za słuszne... Bardzo to było budujące...
  • 987ania 04.03.09, 23:15
    ja tak napisałam o tych 3 minutach, bo to bardzo popularne stwierdzenie. Całe
    mnóstwo kobiet twierdzi, że gdyby nie cesarka w ciągu 3-5 minut to dziecko by
    nie żyło i całe szczęście rodziły w szpitalu. A dobrze wiemy, że od momentu
    podjęcia decyzji o cc do wyjęcia dziecka mija więcej niż te 3 minuty.
  • kaakaa 05.03.09, 07:36
    Ja znam przypadek, gdy w istocie minęły 3 minuty od momentu rozpoznania
    poważnych problemów (wystąpiły bez żadnych sygnałów ostrzegawczych) do wydobycia
    dziecka - taki szczęśliwy zbieg okoliczności - kobieta rodziła tuż przy sali
    operacyjnej, która akurat była gotowa do operacji a stosowny personel kręcił się
    akurat w pobliżu. Niestety, dziecku to i tak nie pomogło sad
    Są więc różne przypadki i nie wszystkiego da się uniknąć, nawet przy cesarce w
    ciągu 3 minut. Można to przyjąć do wiadomości i pogodzić się z tym albo nie
    dopuszczać do siebie takiej myśli i całą odpowiedzialnością za szczęśliwy
    przebieg porodu obarczyć innych...
  • 987ania 05.03.09, 09:55
    A wszystkim się wydaje, że w szpitalu tak bezpiecznie.
  • kaakaa 05.03.09, 09:56
  • basik85waw 02.02.11, 19:27
    Powiem tak, nie rodziłam jeszcze, ale zastanawia mnie fakt, dlaczego kobiety opowiadają jak to strasznie jest w szpitalu a poród domowy wychwalają pod niebiosa. Po pierwsze nikt nie może Wam obiecać, ze w domu nic się nie stanie, bo może i zdarza się do rzadziej, ale jeżeli się już zdarzy to może być juz za późno, po drugie nie mówcie, że każdy szpital jest "fe" bo moja siostra rodziła niedawno córeczkę,. Nie była faszerowana oksytocyną, nie musiała non stop leżeć, mogła rodzić w pozycji jakiej chciała, więc jak widać można. No i wreszcie, dlaczego kobiety bez wykształcenia medycznego wyrażają opinię na temat potrzeby wykonywania niektórych zabiegów. Wiadomo, ze istnieją w Polsce konowały a nie lekarze, ale na Boga, nie każdy lekarz to konował, i niekiedy użycie kleszczy jest widocznie potrzebne, skoro takie coś wynaleźli. Owszem, są idioci, którzy robią mnóstwo rzeczy niepotrzebnie, ale nie popadajmy w skrajności. Bo niestety i szpital i poród domowy ma swoje minusy. W każdym bądź razie, co zrobicie jeśli rzeczywiście cos podczas porodu się stanie i położna nie będzie w stanie udzielić Wam pomocy, do kogo będziecie mieć pretensje?
  • monicus 02.02.11, 20:46
    do siebie. to oczywiste.
  • aneta871 02.02.11, 22:16
    Chciałabym być winna za to co mnie spotkało..
    Kaakaa jest wykształcona i osobiście cenię jej zdanie, bo nie zawsze piszę to co chciałabym przeczytać. Prosto z mostu co i jak.

    Tak bardzo bym chciała mieć drugie dziecko..sadNajgorsze w tym wszystkim jest to, że możemy sobie na to pozwolić finansowo, mogę zostać z dzieckiem w domu, wszystko jest na tak, oprócz mnie... Tak strasznie boję się porodu, że znowu może mnie spotkać to co wtedy. Za miesiąc minie 5 lat, a ja nadal mam blokadęsad Ehh wiem, że nie na temat ale chciałam się wyżalićsad
  • kaakaa 03.02.11, 15:56
    Jeśli bywasz w Warszawie, to zapraszam zawsze na babskie pogaduchy. Czasem się z tego coś mądrego urodzi... smile
  • donkaczka 03.02.11, 15:02
    ewangelizatorka zbladzila? wink
    gdybys czytala uwaznie to forum, to nie napisalabys posta tak bardzo niezgodnego z tym, co tu sie pisze
    a jak wpadlas, rozejrzalas sie i chcesz nam cos uswiadamiac, to szkoda czasu

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • lilabe1 07.02.11, 18:12
    http://www.google.pl/url?sa=t&source=web&cd=9&sqi=2&ved=0CFEQFjAI&url=http%3A%2F%2Fginekologia.medicalproject.com.pl%2Fdownload.php%3Fplik%3DArt_03_GIP_03_09_reron.pdf&rct=j&q=wska%C5%BAniki%20umieralno%C5%9Bci%20oko%C5%82oporo&ei=sxdQTd2lBYvOswbfwPCTDQ&usg=AFQjCNFTQtIioJVl0JIX3u6f4AaqO37azg&cad=rja
  • aniulka.d 19.09.16, 12:43
    ja znalazłam dane (przegląd menopauzalny 4/2010), że wg who w 2010 krwotok występuje w 10% porodów, jest najczęstszą przyczyn zgonów młodych kobiet i że da się przewidzieć w 40% wypadków... nie brzmi to optymistycznie sad
  • aniulka.d 20.09.16, 22:47
    już sama sobie odpowiadam: nie można przewidzieć większej ilości, bo sami ją powodują w szpitalach. w porodach domowych wg statystyk dobrze urodzonych krwotoków 8/600 porodów i żaden szczególnie niebezpieczny.
  • kaakaa 22.09.16, 14:19
    Bardzo ładna odpowiedź! smile
  • madeleine.passerelle 10.06.09, 12:16
    Mnie straszono (ginekolodzy i dentystka):
    - owinieciem pepowiną.
    - naglą i i calkowiecie nieprzewidywalną zamartwicą (na pytanie, z jakiego
    powodu ta zamartwica ginekolożka powiedziala, ze w porodzie w kazdej sekundzie
    moze do tego dojsc i to bez powodu...)
    - brakiem anestezjologa (" aco jak pani nagle poczuje taki bol, a nie bedzie kto
    mial dac znieczulenia)
    - krwotok i w jego wyniku wykrwawienie sie na smierc

    Z ciekawostek: pozytywnie przyjeli to ortopeda i okulista, oraz liczne pielegniarki

    --
    Możesz mi pomóc, wiesz. Wydajesz się dobrym i prawym człowiekiem...
  • szczur.w.sosie 10.06.09, 12:59
    Mnie może nie tyle "straszono" co powiedziano o zwiększonym ryzyku krwotoku ze
    względu na mięśniaki. To już wystarczyło, by było przeciwwskazanie do porodu
    domowego. Jeszcze liczyłam, że zanikną, bądź zmniejszą się pod koniec ciąży...
    Rodziłam w szpitalu z innego powodu. Krwotoku nie miałam. Utrata krwi normalna,
    cokolwiek by to znaczyło - wg położnej.
    --
    http://suwaczki.maluchy.pl/li-31506.png
  • kaakaa 30.10.09, 13:35
  • kawo-szka 30.10.09, 14:33
    Dziękuję smile cały czas się z mężem dokształcamy, a to forum bardzo mi pomaga smile))
  • kawo-szka 30.10.09, 21:10
    Ufff, przeczytałam wszystko, choć niektóre medyczne kwestie
    poruszane przez kaakaa omijałam, czytając jedynie pobieżnie, bo
    chciałam ogarnąć cały temat smile

    Mnie natomiast znajome straszą na innym nieco poziomie, na poziomie
    własnych, bolesnych doświadczeń z własnymi porodami (a właściwie ich
    komplikacjami), wszystkie wręcz twierdzą jednogłośnie, że gdyby nie
    miały tych przeżyć, to byłyby za porodem domowym, a tak proszą abym
    dobrze przemyślała ten pomysł ze względu na możliwość wystąpienia
    następujących komplikacji:

    - zatrzymaniem akcji porodowej (przypadek z autopsji jednej z nich,
    który zakończony został wyciągiem próżniowym dziecka)
    - bardzo złym stanem dziecka na skutek nieprzewidzianych
    okoliczności porodowych (reanimacja na skutek zatrzymania akcji
    serca dzieciątka, konieczność leżenia dziecka w namiocie tlenowym i
    inkubatorze - również przypadek z autopsji jednej z nich)
    - zielone wody płodowe i zatrucie dziecka podczas porodu z takimi
    wodami
    - wielokrotne owinięcie pępowiną wokół szyjki dziecka i ryzyko
    uduszenia
    - przy porodzie domowym brak specjalistów, którzy w razie nagłej
    potrzeby mogliby się pojawić w trymiga i ratować dziecko lub podjać
    względem niego odpowiednie zabiegi medyczne.

    Co o tym sądzicie?
  • kaakaa 31.10.09, 17:41
    Rano przed wyjęciem do ciężkiej pracy napisałam wypaśnego posta w odpowiedzi,
    zaglądam, a tu - niespodzianka - posta wcięło sad Spróbuję odtworzyć to, co
    wypracowałam rano, ale nie wiem, czy mam taką wenę wink

    kawo-szka napisała:

    > możliwość wystąpienia
    > następujących komplikacji:
    >
    > - zatrzymaniem akcji porodowej (przypadek z autopsji jednej z nich,
    > który zakończony został wyciągiem próżniowym dziecka)
    Takie sytuacje sfinalizowane wyciągaczem lub kleszczami zdarzają się wcale nie
    rzadko w szpitalu. Zatrzymanie akcji porodowej jest bardzo częste szczególnie
    przy pełnym rozwarciu przed rozpoczęciem się skurczy partych. W domu położna po
    prostu nadzoruje stan matki i dziecka i jeśli nic złego się nie dzieje, to czeka
    się na powrót czynności skurczowej. Warto o tym poczytać w książce Ireny Chołuj
    "Urodzić razem i naturalnie". Generalnie, warto poczytać tę książkę.

    > - bardzo złym stanem dziecka na skutek nieprzewidzianych
    > okoliczności porodowych (reanimacja na skutek zatrzymania akcji
    > serca dzieciątka, konieczność leżenia dziecka w namiocie tlenowym i
    > inkubatorze - również przypadek z autopsji jednej z nich)
    Może pytanie wydadzą Ci się od rzeczy ale zapytałabym, czy kobieta w opisanym
    przypadku rodziła na łóżku porodowym? jakie leki dostawała? czy miała
    znieczulenie zewnątrzoponowe? czy był przebity pęcherz płodowy? Każda z tych
    interwencji zwiększa ryzyko dla dziecka. W domu się tego nie stosuje.

    > - zielone wody płodowe i zatrucie dziecka podczas porodu z takimi
    > wodami
    No, to są akurat jakieś duby smalone, bo nie może się dziecko "zatruć zielonymi
    wodami". Zielone wody są o tyle niebezpieczne, że wskazuję na to, że w jakimś
    momencie porodu albo przed jego rozpoczęciem dziecko było niedotlenione i oddało
    smółkę. A sama smółka trująca nie jest. Natomiast z niektórych badań wynika, że
    aspiracja smółki do płuc może być przyczyną zapalenia płuc, więc dzieci urodzone
    z zielonymi wodami płodowymi powinny być szczególnie dokładnie zbadane przez
    neonatologa. A wizytę pediatry po porodzie domowym i tak wypadałoby zamówić.
    Jeśli we wczesnym I okresie porodu pęka pęcherz i okazuje się, że wody są
    zielone, to jest to wskazaniem do trensferu rodzącej do szpitala ale nie ma
    szczególnego pośpiechu. Jeśli zielone wody ujawnią się dopiero w finale porodu a
    wcześniej w monitoringu tętna płodu nie było nic niepokojącego, to nie jest to
    powód do wielkiego niepokoju.
    > - wielokrotne owinięcie pępowiną wokół szyjki dziecka i ryzyko
    > uduszenia
    O tym było już w tym wątku - radzę jednak poczytać moje posty wink Pisze o tym
    też Irena Chołuj.

    > - przy porodzie domowym brak specjalistów, którzy w razie nagłej
    > potrzeby mogliby się pojawić w trymiga i ratować dziecko lub podjąć
    > względem niego odpowiednie zabiegi medyczne.
    Położna ma odpowiednie przeszkolenie by udzielić fachowej pomocy noworodkowi w
    razie nagłej potrzeby, może prowadzić resuscytację, wentylować, podać tlen.
    >
    > Co o tym sądzicie?

    Z Twoich wypowiedzi na forum wnioskuję, że jesteś osobą o silnej potrzebie
    kontroli, myślącą bardzo racjonalnie. Silna koncentracja na sposobach uniknięcia
    wszelkich możliwych patologii nie jest dobrym podejściem w przypadku planowania
    porodu w domu. W porodzie domowym trzeba odpuścić kontrolę i zdać się na
    intuicję i naturę. Myślę, że przede wszystkim musisz zapytać sama siebie, czy
    znajdujesz w sobie zasoby by samodzielnie urodzić – czy uważasz, że fizycznie,
    psychicznie i psychologicznie jesteś wystarczająco kompetentna do urodzenia
    swojego dziecka. Przekazanie kontroli nad porodem personelowi medycznemu jest,
    paradoksalnie, pewną formą sprawowania kontroli. Położna w porodzie domowym nie
    przejmuje jednak tej odpowiedzialności od rodzącej – to rodząca jest główną
    decyzyjną osobą w tym procesie. Jeśli nie jesteś w stanie zaufać swojemu
    organizmowi, jeśli paraliżuje Cię lęk o to, co mogłoby się zdarzyć, to lepiej
    wybierz poród w dobrym szpitalu z zaufaną położną. Tak też można dobrze urodzić.
    Ważne, żeby rodzić bez lęku, bo lęk jest podstawowym czynnikiem generującym
    różne patologie okołoporodowe.

  • kropkaa 02.11.09, 22:38
    Ja bym pytam koleżanki wtedy jak rodziły (nie usłyszałam jeszcze, że
    nie na leżąco), czy miały podawane leki, czy poród był przyspieszany
    (zwykle dwa razy "tak", w sumie drugie wynika z pierwszego). Zielone
    wody na początku - jak pisała Kaakaa sa wskazaniem do przeniesienia
    się do szpitala.
    Generalnie te wszystkie opowieści dziwnej treści nie robią na mnie
    większego wrażenia, bo:
    a) są skutkiem interwencji medycznych, których w domu nie ma;
    b) wychodzę z założenia, że jeśli nastąpi coś bardzo niebezpiecznego
    w trakcie porodu (a takie naprawdę poważne rzeczy to nie jest jakaś
    powszechna sprawa) to nawet w szpitalu nie będzie czasu na ratunek -
    takie przypadki były tu opisywane.

    > Co o tym sądzicie?
    Idąc na operację człowiek raczej powiniem nastawiać się, że zabieg
    mu pomoże i po będzie mu łatwiej i lepiej żyć, a nie skupiać się na
    tym, czy obudzi się z narkozy. Przed porodem myślałam jak tu dobrze
    urodzić dziecko, a nie jakie niebezpieczeństwa nam grożą. Jak
    wsiadam do auta, to myślę o celu, a nie o tym, że do niego nie
    dojadę, choć przecież świadomość wypadków mam. Oczywiście nie
    namawiam nikogo do olewactwa i myślenia "jakoś to będzie", ale na
    podstawie tego, co przeczytałam i usłyszałam, stwierdziłam, że jeśli
    chodzi o mnie, nie widzę u siebie wyższości szpitala nad domem.
  • kawo-szka 03.11.09, 10:51
    Dziewczyny, ale ja tylko przedstawiłam Wam słowa straszenia, jakie padły z ust znajomych (po to ten cały wątek przecież, prawda?). Nie widziałam, by inne podające tu takie przykłady były posądzane od razu o nadmuchiwanie myśli takimi straszakami. Więc i mnie proszę nie posądzajcie. Tu ważny jest dla mnie sam komentarz odnośnie tych akcji porodowych w straszakach, a nie moje czarnowidztwo (którego nie mam w głowie!) smile

    Teraz poza tym rozpoczęłam szkołę rodzenia dr Preeti Agrawal i jestem przekonana, że spokój (dziwne, bo mimo chaosu wczorajszego wykładu czuję cudowne wibracje w sercu! smile ) i pozytywne myśli (szczególnie, że zakupię płytę z wizualizacjami dr Preeti) będą mi teraz towarzyszyć nieustannie, a obawy zepchnę całkowicie z dna serca po spotkaniu z panią Grażynką (położną) smile
  • marianna0077 04.11.09, 15:41
    Hmm... A ja bym się jednak zgodziła z dziewczynami smile i nie po to,
    by zrobić Ci na złość wink. Ale może uświadomienie sobie tych lęków
    pomoże Ci w przygotowaniu się i otwarciu na to, co niesie ze sobą
    poród. Wiem z doświadczenia jak lęk blokuje ciało. Te historie, o
    których piszesz jednak żyją w Tobie, o czym świadczy samo to, że o
    nich napisałaś. W przeciwnym wypadku przeczytałabyś wątek, historie
    mrożące krew w żyłach olała. Mnie te wszystkie wpisy tu tylko
    umocniły w przekonaniu o słuszności mojego wyboru. A co do kontroli,
    to ja też lubię kontrolować wszystko co się da i z tego powodu
    właśnie nie nadaję się do szpitala smile dostaję świta jak różni ludzie
    różne rzeczy mi robią a ja wcale nie mam zaufania do ich
    kompetencji... Ale stale z tym w sobie walczę, bo to dość niszczące
    i narcystyczne (oczywiście tylko w skrajnie dużym nasileniu, jakie u
    siebie czsem notuję)
    Pozdrawiam serdecznie.
  • kwiecienka1 30.10.09, 16:14
    wow, ale sie doinformowalam

    i paradoksalnie mniej sie boje smile

    dziekuje bardzo za ten watek!

    pozdrawiam
    Kwiecienka Doinformowana

    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/eikttqywh5ufs5ir.png
  • hortensjaaaa 07.03.10, 22:02
    Przeczytałam ten wątek od a do z (w prawdzie w ciągu dwóch dni, ale bywa i tak). I w sumie znalazłam się tutaj dzięki mojej siostrze. Ona już po dwóch porodach domowych. Ja po jednym, ale niestety w szpitalu. Planowałam w domu, ale lekarz mnie przekonał, że jednak mój przypadek jest taki, że powinnam rodzić w szpitalu. Zaufałam mu, bo jest to lekarz, który ogólnie nie ma nic przeciwko porodom domowym (chyba sam kiedyś takie w Poznaniu odbierał).

    A mianowicie, Pan doktor uznał, że skoro w 31 tyg leżałam w szpitalu na podtrzymaniu ciąży i potem przyjmowałam Fenoterol, bodajże aż do 36 (?) ale nie pamiętam, to powinnam rodzić w szpitalu.

    Rodziłam, i przeżycia mam straszne, i chyba dlatego już nie bardzo chcę tam rodzić, choć nie wiem czy nie będę musiała (kleszcze, oksytocyna po, więc wyłyżeczkowali mnie).

    No i może, któraś z Was rzeczywiście wie czy ten fenoterol był wskazaniem do rodzenia w szpitalu?

    p.s. to mój pierwszy post big_grin
  • as23779 23.08.10, 14:22
    Witam, ja tu tylko czytam, póki co.

    Nasunęła mi się jeszcze jedna kwestia, choć może niezbyt konkretna.

    Argumenty anty- porodom domowym, które czasem słyszę, to analogia - kiedyś kobiety rodziły w domu - i wiele z nich (i ich dzieci) umierało przy porodzie. Teraz rodzą w szpitalu, i śmiertelność dzięki temu jest bardzo niska.

    Czy wiadomo na przykład, z jakich konkretnie powodów kobiety kiedyś dużo częściej umierały przy porodzie? Macie jakiś logiczny argument, na tak postawiony zarzut?

    Najfajniej byłoby znaleźć porcję statystyk w stylu - w XIX wieku 60% zgonów okołoporodowych spowodowane było zakażeniem, 30% czymś tam, a 10% czymś tam, ale rozumiem, że statystyki z wieków XVI-XIX są trudno osiągalnesmile

    Dzięki
    Ania
  • kaakaa 23.08.10, 15:17
    Witaj as23779!
    Dobry temat nagrałaś! Aż dziwne, że do tej pory nikt się o to nie upomniał... wink
    Zacznijmy od tego, że o statystykach z okresów zamierzchłych możemy śmiało
    zapomnieć. Jedyne, co można znaleźć, to przybliżona śmiertelność matek i dzieci.
    Jeśli chodzi o przyczyny - no cóż, kto wtedy mógł zgadnąć, czy kobieta zmarła
    przy porodzie, bo odkleiło się łożysko, czy dlatego, że pękła jej macica a może
    było to łożysko przodujące, czy inne jeszcze cudo? Zmarła przy porodzie (tudzież
    w połogu) i już - nie wnikało się dlaczego, bo nie było takich możliwości ani
    chyba nikogo to za bardzo nie interesowało.
    A wracając do kwestii zasadniczej. Spróbuję sprawę potraktować syntetycznie i
    zebrać argumenty pokazujące, dlaczego współcześnie poród domowy, to nie jest to
    samo, czym był np. przed wojną, tudzież w jeszcze bardziej zamierzchłych czasach.
    1. Opieka medyczna nad ciężarną/Kwalifikacja do porodu domowego.
    Dawniej nikt nie opiekował się kobietą w czasie ciąży. Zaczynała ona rodzić
    swoje dziecko w domu i nic o tej kobiecie nie było wiadomo. Mogła mieć: łożysko
    centralnie przodujące (w zasadzie wyrok śmierci dla matki i dziecka), dziecko w
    położeniu poprzecznym (jeśli nie ma fachowca, który potrafi dokonać obrotu
    wewnętrznego, to dziecko nie przeżyje a matka ma marne szanse), dziecko w
    wodogłowiem (nie urodzi się naturalną drogą, bo się nie zmieści, no, chyba, że
    obumrze i się zmaceruje), zdeformowaną miednicę uniemożliwiającą poród naturalną
    drogą, stan przedrzucawkowy grożący w czasie porodu drgawkami i utratą
    przytomności (nawet dziś większość kobiet z niezdiagnozowanym tym problemem
    umiera w czasie porodu) i furę innych powikłań, które obecnie wykrywa się przed
    porodem lub zaraz na jego początku i udziela się takiej kobiecie pomocy. Gdybym
    była złośliwa, to zauważyłabym, że za czasów porodów "przedszpitalnych"
    śmiertelność matek i dzieci (choć była wysoka) na pewno miała daleko do 30% a
    obecnie 30% to są cięcia cesarskie, które powinny być wykonywane tylko w
    sytuacji, gdy poród drogami natury nie jest możliwy. Kobiety do porodów domowych
    są dziś kwalifikowane przez mądre położne, które wiedzą w jakim przypadku poród
    w domu jest niemożliwy albo stanowi zbyt duże ryzyko i kierują taką kobietę do
    szpitala.
    2. Ogólny stan zdrowia społeczeństwa, w szczególności kobiet w wieku
    prokreacyjnym.
    Obecnie kobiety są generalnie zdrowsze. Nie ma problemu z
    krzywicą (która wiele lat temu powodowała u wielu kobiet poważne deformacje
    miednicy), z niedożywieniem (które odbijało się na stanie zarówno matki jak i
    rodzącego się dziecka), niezdiagnozowanymi chorobami, które mogą poważnie
    zakłócić przebieg ciąży i porodu (choroby neurologiczne, kardiologiczne,
    metaboliczne). Generalnie, kobiety są zdrowsze, a te, które są chore a ich
    choroba mogłaby mieć wpływ na bezpieczeństwo porodu domowego nie są
    kwalifikowane do takiego porodu (patrz pkt. 1).
    3. Antyseptyka. Co by nie mówić warunki higieniczne nam się nieco w
    ostatnim wieku poprawiły. W początkach porodów szpitalnych śmiertelność
    okołoporodowa związana z zakażeniami bywała większa w klinikach niż w izbach
    porodowych, czy w domach, bo lekarze przenosili bakteria na swoich rękach ze
    zwłok, którym robili sekcję na rodzące. Polecam zapoznanie się z biografią
    Igancego F. Semmelweisa - bardzo pouczające... Dziś położna przyjeżdżająca do
    porodu domowego ma ze sobą komplet sterylnych narzędzi, sterylne rękawiczki i
    materiały opatrunkowe. Jeśli chodzi o zagrożenia ze strony mikroorganizmów, to w
    porodzie domowym są one mniejsze niż w szpitalu.
    4. Fachowa opieka przy porodzie domowym. W czasach zamierzchłych kobiety
    rodziły same lub w towarzystwie "babki". której przygotowanie do asysty przy
    porodzie bywało bardzo różne. Dziś położne przyjmujące porodu w domu to osoby z
    bardzo dużym doświadczeniem, specjalistki w swoim fachu. Potrafią zdiagnozować
    różne zagrożenia zazwyczaj wcześniej niż dzieje się to w szpitalu, gdy pod
    opieką jednej ekipy jest kilka rodzących i uwaga personelu bywa bardziej
    rozproszona. Przy tym bliskość sali operacyjnej i innego fachowego zaplecza
    usypia czujność personelu szpitalnego a położna domowa, wiedząc, że musi liczyć
    na siebie, jest stale czujna i wnikliwie obserwuje swoją rodzącą.
    5. Zaplecze w postaci szpitala. Sprawą niebagatelną dla bezpieczeństwa
    jest możliwość szybkiego transferowania rodzącej do szpitala, gdy położna uzna,
    że jest to wskazane. Kiedyś tego nie było - jak coś się zaczynało w porodzie
    dziać nie tak, to albo akuszerka była zdana na siebie (bardzo dawne czasy) albo
    mogła wezwać pogotowie (mniej dawne czasy), co oznaczało posłanie kogoś do
    najbliższego telefonu (budka telefoniczna, sołtys, czy kto tam dysponował takim
    sprzętem) i cierpliwe oczekiwanie na przyjazd karetki z personelem nie
    koniecznie obeznanym w kwestiach związanych z porodem. Dziś wsiada się w
    samochód i jedzie do uprzednio zawiadomionego szpitala, gdzie na rodzącą czeka
    już miejsce i fachowa pomoc (tak to w każdym razie powinno wyglądać i tak by
    wyglądało, gdyby porody domowe stały się powszechne).
    6. Dobrowolność wyboru porodu domowego. Dziś kobieta może rodzić w
    szpitalu, jeśli tylko tam czuje się bezpiecznie. Opcja domowa jest tylko dla
    tych kobiet, które są przekonane, że dom to dla nich optymalne miejsce do
    porodu. A, jak wiadomo, potęga umysłu jest ogromna smile

    O, to tyle mi przychodzi do głowy w kwestii porównania bezpieczeństwa porodu
    domowego kiedyś i dziś. Może jeszcze ktoś ma jakieś pomysły?
  • kaakaa 24.08.10, 22:09
    Znalazłam takie cóś.
    Może Wam się spodoba. Bardzo ciekawe informacje dotyczące wysokiej śmiertelności
    w szpitalach nastawionych na nieuzasadnione interwencje (takie smaczki tam są,
    że wrażliwym osobom odradzam czytanie) i niskiej śmiertelności w porodach
    domowych doglądanych przez wysoko wykwalifikowane położne.
    A co do śmiertelności matek i dzieci (względem tego, co Monicus) - no cóż w
    publikacjach historycznych śmiertelność matek podaje się zazwyczaj w jednostce
    "liczba na 10.000" a śmiertelność noworodków w jednostce "liczba na 1000". Już
    samo to obrazuje różnicę. Jak sobie przepatrzyłam to śmiertelność matek w
    Europie spadła nieznacznie około XIX wieku a potem bardzo drastycznie po II
    wojnie światowej. Czy ma to związek z przeniesieniem porodów do szpitali, czy
    może z ogólną poprawą warunków bytowych (np. upowszechnienie kanalizacji, opieka
    socjalna) i wdrożeniem opieki nad kobietami w ciąży (i w ogóle powszechną opieką
    medyczną) - trudno jednoznacznie ocenić.
  • qantii 05.01.12, 00:52
    Co prawda post troszkę dawny, ale zainteresowanym polecam serie Jurgena Thorwalda. Jest tam rozdział dość szczegółowo opisujący zarówno zagadnienie powstania antyseptyki, anestezji oraz historii cięcia cesarskiego. Faktem jest, ze przed erą tych odkryć, śmiertelność na oddziałach położniczych dochodziła do 50-70%. Lekarze prosto z prosektoriów wchodzili badać pacjentki, szalała szczególnie tzw. "gorączka połogowa". To ona była odpowiedzialna za wysoki odsetek zgonów. Jednym z powodów była też mierna wiedza ówczesnych ginekologów nt. fizjologii porodu, lekceważono wielokrotnie większą wiedzę akuszerek, to lekarz (oczywiście mężczyzna) był wyrocznią. Nie było diagnostyki prenatalnej, pozwalającej przewidzieć ewentualne zagrożenia.
    Obecnie poziom wiedzy jest wielokrotnie wyższy od tego z "ciemnej" epoki.
  • monicus 23.08.10, 15:55
    pewnie kropkaa nam pomoze.
    i ktoras z dziewczyn podawala tez info, ze przegladala ksiegi parafialne i
    zdecydowanie wiecej dzieci umieralo niz matek.
    moze sie kropce zechce, bo to ciekawe bylo i moze cos dopiszemy...
  • kropkaa 18.02.11, 19:04
    Też pamiętam, ale za nic nie mogę wyszukaćuncertain
  • rubi.a 01.12.10, 15:19
    ciekawy wątek i gratulacje Kaakaa, fajnie piszesz smile
    Wiadomo czym się straszy kobiety po cc, a jak to wygląda z punktu twoich informacji?

    No i mam pytanie za 100 punktów ;P czy będąc po cc zdecydowałabyś się na poród w domu?
  • rubi.a 01.12.10, 15:23
    acha już wiem, doczytałam. Tak to jest jak się zaczyna czytać wątek jednego dnia a kończy drugiego.

    Ale drugie pytanie aktualne smile
  • kaakaa 02.12.10, 15:20
    rubi.a napisała:

    > No i mam pytanie za 100 punktów ;P czy będąc po cc zdecydowałabyś się na poród
    > w domu?

    Hmmm, i jak tu na takie pytanie mogę odpowiedzieć? Cóż warta moja odpowiedź, kiedy ja po cesarce nie jestem i mam nadzieję, że nie dane mi będzie tej przykrości doświadczyć... Przy całej mojej empatii - co ja mogę wiedzieć o tym, co czuje kobieta po cc, która chciałaby urodzić naturalnie? Mogę się wymądrzać, jako siła wykształcona w tym zakresie, że po cc jest większe ryzyko i lepiej mieć zabezpieczenie w postaci sali operacyjnej i gotowego zespołu lekarzy. Ale wiem też, że komfort psychiczny (który niektórym kobietom daje tylko własny dom) zwiększa szanse na niepowikłany fizjologiczny poród. Wiem też, że w naszych warunkach trudno o szpital, w którym można obdarzyć personel pełnym zaufaniem. I wiem również, że, ze względu na różne uwarunkowania, obecnie w PL bardzo trudno znaleźć położną, która dałaby się namówić na asystowanie przy porodzie kobiety po cc.
    Ale to wszystko jest wiedza. A co się dzieje, gdy do tego dochodzą emocje? Ja mam duszę niepokorną, więc pewnie byłabym skłonna walczyć o psn ale czy o PD?
    Mogę napisać tak - przy całej mojej wiedzy merytorycznej, nie potrafiłabym powiedzieć złego słowa o kobiecie, która mimo przeciwwskazań (np. stan po cc) byłaby zdecydowana urodzić w domu. Mam poczucie, że nie mam prawa oceniać czyiś tak trudnych decyzji.
  • rubi.a 04.12.10, 21:27
    Kaakaa dziękuję za odpowiedź.
    Jestem dość świeżo po cc, więc do następnego porodu mam trochę czasu wink Poprostu zbieram informacje na przyszłość, no i byłam ciekawa jak to widzi osoba, ktora mając konkretną wiedzę w tym temacie, nie jest "spaczona"( mam nadzieję, zę wiadomo o czym myślę).
    O psn napewno zawalcze, to wiem. Obawiam się, tego, że lekarze w szpitalu zaczną przy mnie gmyrać i coś niepotrzebnie namieszają. Gdybym mogła mieć pewność, że daliby mi szansę urodzić naturalnie, nie rozmyslałabym w swojej sytuacji tyle o porodzie w domu.
    Dla mnie opytmalne byłoby znależć położną, która ma już jakieś doświadczenie w porodach domowych (i wie o co w tym chodzi) i pracuje w szpitalu, ale gdzie ja taką znajdę??!! Chociaż słyszałam, że we Wrocławiu jest taka ( nie wiem ile w tym prawdy), ale jak ją odnaleźć? No i pytanie na ile może sobie położna w szpitalu pozwolić? Moje doswiadczenie szptalne mówi mi, że trwa jakaś cicha wojna między położnymi a lekarzami.

    Dzięki raz jeszcze i przepraszam za zboczenie z tematu big_grin
  • frebia 02.02.11, 10:18
    przeczytałam wszystko i dziękuje za ten wątek smile my mówimy rodzinie, znajomym, że jeśli nie będzie przeciwwskazań to będziemy rodzić w domu. Reakcje są różne, ale straszyć sie generalnie nie daję dzięki argumentom tu zawartym smile

    Jednak moja znajoma powiedziała jedną rzecz, która mnie nie tyle zaniepokoiła co zainteresowała. Ona rodziła w innym kraju, wiem że miała znieczulenie. Jej poród na szczęście nie skończył się cesarką choć podobno było blisko. dziecko uciskało pęcherz moczowy (który nie mógł zostać przez to opróżniony) a jednocześnie ten pęcherz nie pozwalał dziecku się odpowiednio wystawić. <shock> przybiegł lekarz, który w jakiś dziwny sposób uciskał jej brzuch aby uwolnić pęcherz <shock!> czy słyszałyście o takich przypadkach? czy to wina pozycji lężacej/znieczulenia?

    na pytanie znajomej co ja bym zrobiła w domu w takiej sytuacji odpowiedziałam, że zaufałabym mojej doświadczonej położnej. ciekawe jednak co zrobiłaby położna?
  • kaakaa 02.02.11, 11:33
    Takie przypadki się zdarzają, niestety. Oczywiście najłatwiej o to w szpitalu, gdy kobieta dostaje znieczulenie, bo przed znieczuleniem dostaje nawodnienie a potem, jak jest znieczulona, to nie zawsze czuje, że ma pełny pęcherz. Inna rzecz, że to błąd osób sprawujących nad nią opiekę, bo powinny przypilnować, żeby rodząca oddawała mocz. Szczególnie przy znieczuleniu warto o tym przypominać, a jak się kobiecie nie udaje wysikać, to warto rozważyć nawet cewnikowanie pęcherza.
    Żeby zapobiec takiej sytuacji w domu należy:
    1. Nie brać znieczulenia (w domu dość oczywiste wink raczej nie da się inaczej).
    2. Regularnie oddawać mocz w czasie porodu, żeby nie dopuścić do nadmiernego wypełnienia pęcherza, bo może on stanowić przeszkodę porodową. Prawdopodobnie domowa położna będzie o tym przypominać. Szczególnie jeśli poród będzie trwał długo.
    Na pytanie znajomej można wiec odpowiedzieć, że w domu nie doszłoby do takiej sytuacji.
    I znów wyjdzie na to, że wszystko, co złe, to w szpitalu wink Ależ ja tendencyjna jestem... wink
  • ciociacesia 02.02.11, 14:37
    pod koniec zaczynalam juz lekko czuc parte (poprzez nieczulenie) i mialam blokade ze jak zaczne przec to mi dziecko do kibelka wpadnie. oczywiscie dziecko bylo jeszcze dosc wysoko (jeszcze sie chyba ze 40 minut zeszlo) ale ja bylam przekonana ze to juz zaraz
    --
    Kobieta nie może być prawdziwie atrakcyjna, jeśli nie ma porów skory
  • ciociacesia 02.02.11, 14:31
    polozna mnie zcewnikowala i potem rodzilam juz bez przygód
    --
    z pustego gadania zostaje tylko pustka w środku
  • aneta871 02.02.11, 12:16
    Kaakaa, a możesz napisać co myślisz o kleszczach i próżnociągu?? Czy rzeczywiście jest to czasami potrzebne czy zazwyczaj wynika z zaniedbań czy majstrowania/pomocy personelu??
    W chwili kiedy trzeba by użyć którejś z metod jest możliwość zrobienia cięcia, czy już jest za późno i to jedyna możliwość??
  • soldie 02.02.11, 12:37
    Też się chętnie dowiem, bo intryguje mnie poród koleżanki: pierwsze dziecko- lekarz wypchnął łokciem, bo przy partych kiepsko szło (pozycja standardowa jak to w szpitalu) drugie dziecko vacuum- bo dziecko nie mogło wyjść. Nie znam zbyt wielu szczegółów,ale jak na moja logikę wielu sytuacji użycia tak drastycznych metod uniknęłoby sie jakby dziewczynie powiedzmy kazać kucnąć...stąd też mnie interesuje czy przy porodzie w pozycji wertykalnej potrzeba użycia kleszczy itp byłaby konieczna...
  • kaakaa 03.02.11, 16:27
    Napiszę tak - moje zdanie jest tu zgodne z tym, co uważa Michel Odent. Kleszcze - do muzeum! Próżniociąg bywa przydatny.
    A teraz bardziej rozbudowana wypowiedź wink
    Próżniociąg robi dziecku potencjalnie mniejszą krzywdę niż kleszcze, nawet jeśli osoba go używająca nie ma wielkiej wprawy. W zasadzie we współczesnym położnictwie nie ma sytuacji, w których kleszcze miałyby przewagę nad próżniociągiem. No, może poza taką okolicznością, że mamy do czynienia z lekarzem, który przywykł do używania kleszczy (i ma w tym wielką wprawę - co nie jest częste) a próżniociągu nie.
    Próżniociagu używa się w sytuacjach, gdy wykonanie cc nie jest już możliwe (pełne rozwarcie, główka nisko). Oczywiście, potrzeba użycia tego narzędzie jest znacznie mniejsza, gdy kobieta może rodzić w pozycjach fizjologicznych. Niemniej, zdarza się czasem i tak, że mimo pełnej fizjologii próżniociąg się przydaje. Używał go nawet wspomniany Odent, choć u niego porody były w pionie. Zazwyczaj był on używany by wzmocnić siłę matczynych skurczy w II okresie porodu, zapobiec cofaniu się główki między skurczami i kierować główkę tak, by optymalnie wstawiała się w kanał rodny. Co ciekawe, Odent zazwyczaj odłączał próżniociąg, gdy główka się wyżynała (i przestawała się cofać po skurczach), by dalej matka mogła rodzić sama.
  • aneta871 03.02.11, 21:42
    Dziękuję za zaproszenie, ale na razie nie mamy planów związanych z Warszawąsmile

    Do użycia kleszczy bardziej rozcina się rodzącą niż przy użyciu próżnociągu??uncertain
    Mnie aż ciarki przechodzą jak sobie pomyśle co to musi być za koszmar jak coś takiego wciskają w kanał rodny..aaaa horrorbig_grin
  • monicus 03.02.11, 21:55
    kurde mnie az zabolalo. a tego odenta to niech se straumatyzowane poczytaja, bo ja znalam fragmentami, z filmow, stosunek itp. ale jak sie poczyta taka ksiazke to jakos sie w glowie lepiej robi, ze to nie my takie porubane, tylko reszta big_grin
    to w ramach terapii.
  • donkaczka 03.02.11, 23:24
    nie zawsze sie nacina, mam kilka kolezanek ktore urodzily z proznociagiem bez naciecia smile wszystko zalezy od lekarza

    --
    "tak jak siano ma się suszyć na grabiach, tak dziecko ma rosnąć na rękach" by prababcia Luśki
  • kaakaa 04.02.11, 08:54
    Do próżniociągu można nie nacinać wcale - pelota jest elastyczna i daje się umieścić na główce dziecka bez poszerzania drogi dostępu a samo umiejscowienie peloty nie zwiększa obwodu główki, więc nie ma po co nacinać, jeśli nie pojawią się jakieś wskazania niezależne od założenia próżniociągu.
    Do kleszczy się tnie w momencie wytaczania główki.
    Dla matki próżniociąg w zasadzie nie stanowi żadnego zagrożenia a kleszcze mogą poważnie uszkodzić tkanki miękkie kanału rodnego. Dla dziecka większym zagrożeniem są kleszcze (szczególnie nieprawidłowo użyte) ale i próżniociąg może być groźny (szczególnie w niewprawnych rękach; niebezpiecznie jest, gdy się oderwie podczas trakcji, bo wiąże się to z nagłą zmianą ciśnienia).
  • aneta871 04.02.11, 22:54
    Dla mnie to jest dziwne może nowe, że piszecie nie trzeba nacinać...
    U mnie w Gdańsku są 3 szpitale z czego 2 trzystopniowe i jeden dwustopniowy.. W dwustopniowym to jeszcze można próbować się awanturować o ochronę krocza, a w dwóch pozostałych tną jak leci ewenementem są kobiety nie nacięte. Ja tylko na okrągło słyszę, że nacięcie krocza jest cacy, bo nam pochwę ratuje przed pęknięciem. Niekiedy mam wrażenie, że te babki na placach zabaw to aż się cieszą że je ponacinali zabieg ratujący życie ich i ich dzieci.
    Chyba w Gdańsku położne nacinają żeby lekarze mieli co robić..indifferent
  • kaakaa 05.02.11, 13:19
    aneta871 - a czy w którymś z tych szpitali kobiety rodzą w dowolnej, fizjologicznej pozycji?
  • aneta871 05.02.11, 14:31
    Oczywiście, że nie... W Gdańsku można chodzić tylko w I okresie, ale parcie(na kupe) na hasło z nogami przy klatce piersiowej albo z wypiętą pupą, ale też na hasło. Od 5 lat interesuje się sytuacją w Gdańsku i jest strasznie, ale gorsze od tego jest to, że tam jest mnóstwo kobiet, bo przecież ten sprzęt ratujący życie dzieciom..smile
    "Jedyną i słuszną pozycją do rodzenia jest pozycja klasyczna"- wypowiedź położnej z jednego z tych szpitali. big_grin dokładnie akademicki ośrodekbig_grin
  • hortensjaaaa 07.02.11, 11:26
    hmm, to ja dorzucę trzy grosze.
    Jak rodziłam Antka to dali mi wybór albo kleszcze albo CC (i w dodatku zmuszą mnie do tego CC). O próżnociągu nikt nie wspominał, i rzeknę, że wydaje mi się tak na moje oko, że lekarz, który to robił fachowy był.. aczkolwiek kaakaa byłaś uprzejma mnie przestraszyć...

    co do odczuć w trakcie, to najgorsze dla mnie były nie kleszcze ale nacięcie, znieczulenie nic nie dało i myślałam że tną mnie na żywca, i w momencie użycia kleszczy był wielki ból..

    co do odczuć po, to przez kilka dobrych miesięcy nie mogłam dojść do siebie, siedzieć to i nawet siedziałam, ale seks był beznadziejny, tak że po paru próbach zrezygnowaliśmy na kilka miesięcy...
    --
    następny poród domowy! A jakże!!
  • maargot55 16.02.11, 23:24
    tak czytam, czytam i czytam... Powiedzcie mi moje drogie Panie, bo moze odnosze mylne wrazenie, czy Wy naprawde sadzicie ze wszystko w poloznictwie jest do przewidzenia, do opanowania, i w zasadzie lekarze i polozne to banda ktora w zyciu szpitalnym zajmuje sie utrudnianiem zycia rodzącym ( no i dzieciom oczywiscie tez)? Jestem polozna, skonczylam 5,5letnie studia i nie uwazam ze wiem wszystko zawsze i wszedzie. Przez lata szkoly a potem praktyki w sali porodowej jesli czego sie nauczylam, to szacunku do tego ze nigdy nei wiadomo jak porod sie potoczy. Nie we wszystkich szpitalach jest fajnie, nie zawsze jest dobrze, zgadzam sie. Ale mozna spotkac w blizszej badz dajszej okolicy DOBRE szpitale. Bardzo sie ciesze, ze Wasze dzieci urodzily sie zdrowe. Kpicie z danych statystycznych, ale idzac troszke inna strona, jesli wiemy ze w pewne miejsca w pewnych porach lepiej sie nie zapuszaczac, bo MOZE ( ale nie musi) sie cos zlego stac nie idziemy, to dlaczego ryzykujemy z porodem? Wiem pytanie bedzie zaraz : a co takiego moze sie stac?! A moje pytanie bedzie w druga strone: kiedy spadla umieralnosc okoloporodowa? Jak kobiety rodzimy w domu? Czy moze jak zaczely rodzic w szpiatlu? Nie chodzi mi o to zeby zaraz kogos do czegos zmuszac. Sama pracuje w sali porodowej i uwierzcie ze to wszystko o czym piszecie ze sie nie zdarza, to wlasnie sie zdarza niestety. Nie jestesmy przewrazliwione. Pamietam jak na studiach klepali nam ze nie zdaza sie praktycznie powiklanie zwane zatorem wodami plodowmymi. Ze nie ma sensu nawet o tym mowic, a u nas zmarla kobieta wlasnie z tego powodu. W zasadzie kompletnie nieobciazona. Mloda, 2 dziecko, spokojny porod. Urodzila i zmarla. Ok, gdzie by nie rodzila to tej sytuacji i tak nie da sie ani przewidziec ani w zasadzie opanowac. Ale gdyby zdazyla sie w domu, dochodza wyrzuty sumieni tych co zostali... Jak ktoras z was widzi swojego malucha po raz kolejny jak chce dotknac kuchenki to tym bardziej jest wyczulona na to zeby si nie poparzył. Z nami jest tak samo. Ja wiem ze dla was jest to fizjologiczny porod, ale my zbyt wiele razy widzialysmy to co sie moze zdazyc i wolimy dmuchac na zimne. Nie dla kaprysu 'umilania' komus zycia, tylko z troski o Was! Dochodzi do tego mnustwo innych aspektow. Chocby z nacinaniem krocza. W kazdym kraju jest tak ze jak pacjentka nie zgadza sie na naciecie to polozna nie moze go wykonac nawet jak sa wskazania i jesli groznie peknie to jest to jej odpowiedzialnosc. W Polsce jesli Pani odmowi, ja nei natne i peknie odbyt to mimo wszystko to jest moj blad w sztuce.
    Tak uczciwie, jako polozna, nigdy nie zgodzilabym sie sama rodzic w domu. Stanelabym na glowie, zeby poznac zespol sali porodowej i zeby tam stworzyc jaknajbardziej rodzinne, cieple, dobre warunki. I jest to mozliwe. Pracuje na malenkim oddziale, mamy 11 lozek poporodowych, mamy czas dla pacjentek, chec, mozliwosc stworzenia 'dobrego rodzenia'. I to widac, pacjentki do nas wracaja....
    A co do kleszczy czy próżniociągu (bo ciagnie sie próżnią, a nie na próżno), u moim szpitalu zaklada sie jedno i drugie. Ale tak szczerze to nigdy nei widzialam dziecka z kleszczy ktore dostalo mniej niz 8 pkt. Przyznaje, coraz trudniej o Lekarza ktory kleszcze zakladac umie, ale to jest tak ze wtedy dziecko rodzi sie w 'kasku' w zasadzie pociagane za zuchwe, w prozniociagu za skalp....
    Położnictwo to nie zabawa, a mam wrazenie ze Panie nie do konca zdajecie sobie sprawe z tego ile ryzykujecie. Pozdrawiam
  • hortensjaaaa 17.02.11, 09:48
    Droga maargot55,

    Nie wiem czy zauważyłaś, ale główną zasadą tego forum jest nie dyskutowanie o słuszności wyboru porodu domowego. Osoby z takimi poglądami jak Ty, pojawią się tu co jakiś czas i próbują "nas nawracać". Jesteśmy w tej materii trochę betonowe.

    Co do Twojego posta, to odniosę się tylko w taki sposób:
    Co ciekawe są w Polsce i na świecie POŁOŻNE, które przyjmują porody domowe i wręcz je propagują. I tu mi się zawsze nasuwa historia z moim zębem smile Jedna dentystka chciała usuwać, a druga jeszcze go uratowała. No proszę niby wykształceni tak samo, a jednak podejście inne. Z porodami jest podobnie, są osoby, które są stworzone do porodów domowych i są osoby, które nigdy się na to nie zdecydują. Ja to rozumiem.
    A my tutaj walczymy, głównie o wybór i wolność wyboru!! Jeśli chce rodzić w domu, to jest to mój wybór, do którego mam prawo. I niech mi ktoś go spróbuje zabrać....

    A co do śmiertelności kiedyś tam przed erą szpitalną, już tu wielokrotnie było pisane, że na tą śmiertelność np. miała wpływ higiena, albo jej brak, poziom czystości w domu itd. Są to czynniki, które w tej chwili są o niebo lepsze.

    pozdrawiam wink
    --
    następny poród domowy! A jakże!!
  • kropkaa 18.02.11, 19:22
    A propos higieny - kiedyś do rodzącej podchodziło się jak się stało, kto by tam ręce mył. A jeszcze coś równie szokującego, z czasów nie tak dawnych - śp. prof. Religa wspominał w jednym z ostatnich wywiadów, że jak on zaczynał pracę, to nie tylko paliło się w szpitalu na sali, ale również papieros na sali operacyjnej nie był czymś dziwnym!
  • maargot55 16.02.11, 23:28
    A co do rozejscia sie blizny po cc, to pamietam pacjentke ktora miala robione cc po 4 latach od poprzedniego. drugie ciecie. Po otworzeniu brzucha rozejscie bklizy bylo takie, ze mozna bylo ogladac dziecko ( pecherz zachowany). Ale to nam sie zrobilo goraco. Pani poinformowana o sytuacji po cc stwierdzila : no ale wszystko w porzadku nie? I tak jest ze wszystkim....
  • maargot55 16.02.11, 23:49
    jeszcze cos.... po pierwsze przepraszam za bledy, rowniez ortograficzne ale juz nei ta pora... Sa jeszce takie sytuacje o ktorych nie piszecie, jak np stan przedrzucawkowy. Wystepuje rowniez u kobiet u ktorych ciaza przebiegala bez jakichkolwiek zaklucen, co wtedy? Ok zrobienie ciecia to nie jest kwestia 3 minut, choc pamietam pacjentke przyjeta 00:55 i 1:05 bylo wydobycie. Da sei. To sa ekstremalne sytuacje, ale one sa! To nie byla pancjentka ktora mozna zakwalifikowac jako "interwencja - interwencja" to byla pani, ktora w nocy przyjechala, bo 'chyba' rodzi. Nic sie nie dzialo, Nie cdchodily wody, nie miala skurczy... Rutynowe KTG i ciecie w znieczuleniu ogolnym... To wszystko dziala i nie myslcie ze to nie moga byc ktoras z was, bo wlasnie takie myslenie jest niedojrzale i nieodpowiedzialne. Tyle z moejej strony
  • gos85 17.02.11, 23:27
    Dziękujemy że nas troszke postrzszyłaś..uncertain
    --
    Szymek, 19 marca 2009
  • housewife1 18.02.11, 14:38
    Dziękujemy za postraszenie wink

    Jednak dlaczego piszesz w liczbie mnogiej per "my", nie wiem w imieniu czyim jeszcze piszesz? pisz za siebie, jestes jedną z tych połoznych, które wola przyjmowac poród w szpitalu, bo same nie sa pewne swoich umiejętności i wola miec zaplecze, ale nie pisz "my", bo sa bardzo dobre połozne z kilkudziesięcio lub kilkunastoletnim doświadczeniem, które przyjmuja porody w domu, one maja dostep do takiej samej wiedzy jak Ty, ale jednak jak widac interpretacja moze byc rózna, w zalezności od osoby...
    Zdecydowanie bardziej ufam Irence Chołuj, która ma kilkudziesięcioletnie doświadczenie, publikacje za sobą, oraz szkoli nowe adeptki zawodu, dziewczynom np. z Żelaznej, które maja kilkunastoletnie doświadczenie i przyjmuja porody zarówno w tym bardzo dobrym szpitalu, jak w domu, Nie mówiąc już o Odencie, czy prof. Fijałkowskim.... niz osobie, która pisze, że ukończyła 5,5 letnie studia, a nic o swoim doświadczeniu zawodowym, ale łatwo mozna wywnioskowac po sposobie pisania, że jest to doświadczenie zaledwie może kilkuletnie tongue_out

    Ja rodząc w domu owszem podejmuję ryzyko, ale jest to ryzyko takie samo jak ryzyko porodu w szpitalu. Jak sama napisałaś w połoznictwie nigdy nic nie wiadomo, a poród w szpitalu niczego, oprócz złudnego poczucia bezpieczeństwa, nie gwarantuje, wystarczy przejrzeć statystyki śmiertelności okołoporodowej w szpitalach, jak równiez przykłady, które sama przytoczyłaś nie napawaja optymizmem, jesli chodzi o szpitale tongue_out
    Jestem osoba dorosłą i odpowiedzialną i nie zalezy mi na oddaniu odpowiedzialności za przebieg porodu personelowi szpitala, by w razie czego móc powiedzieć "to oni są winni".
    Nigdy nie wiadomo, jak zakończy sie poród, tak samo jak nie wiadomo, czy zdrowy, szczęśliwie narodzony noworodek za miesiąc nie okaże sie chory na nowotwór, albo za rok nie zginie w wypadku samochodowym.
    Życie jest w ogóle nieprzewidywalne, a jesli chodzi o statystyki, tak chętnie przytaczane przez osoby o podejściu margoot to taki pierwszy z brzegu przykład: wszyscy chyba zdajemy sobie ( chociazby mniej więcej) jakie sa statystyki wypadków samochodowych w Polsce, a jednak codziennie miliony osób podejmuje to ryzyko utraty zdrowia i życia własnego i swojej rodziny, w tym dzieci ( które ze względu na ryzyko urodzili w szpitalu ) i wsiada codziennie za kółko... Czy możesz mi wyjasnić tą niekonsekwencję?




  • klarci 17.06.12, 10:54
    Margot, a czy zapoznawałaś się z ostatnimi danymi o ilości zakażeń szpitalnych, które spowodowały zgony dzieci? ostatnio mówiono to tym w radiu i sama byłam zaskoczona.
    a może czytałaś o poważnych powikłaniach będących konsekwencją nieuzasadnionych interwencji medycznych (?)
    i nie myśl, że Ci się to nie przytrafi, bo to nieodpowiedzialne i niedojrzałe ....
  • as23779 30.09.11, 12:13
    ...i w każdej chwili z fizjologicznego może się przerodzić w patologię, której może pomóc tylko szpital....
  • kaakaa 05.10.11, 21:13
    Się nie wyrywałam, bo obawiałam się, że to prowokacja wink
    Ale, niech tam będzie, choć temat był na forum wałkowany wielokrotnie...
    Otóż, tak, poród jest procesem o specyficznej dynamice. Zwykle jest to proces postępujący z logiczną konsekwencją. Jeśli w fizjologicznym porodzie nic się na siłę nie poprawia (np. masażem szyjki, przebiciem pęcherza, kroplówką z oksytocyną), to jego przebieg jest zwykle prawidłowy i nic nagle się w patologię nie przeradza. Oczywiście, i w całkiem niezaburzonym fizjologicznym porodzie może się zdarzyć, że coś przebiegnie nie tak, jak powinno. Jednak zwykle takie anomalia dają o sobie znać odpowiednio wcześnie, by spokojnie transferować rodzącą do szpitala. Położna opiekująca się rodzącą w domu ma ten komfort, że nie rozpraszają jej żadne inne obowiązki i moż się stale koncentrować na stanie swojej podopiecznej i jej dziecka. Dlatego żadziej niż w szpitalu zdarza jej się coś istotnego przeoczyć. Dodatkowo, położne domowe to bardzo doświadczone osoby, a w szpitalu można trafić bardzo różnie.
  • as23779 10.10.11, 19:44
    Dzięki za odpowiedź. Argumenty, które podałaś, w sumie znam, ale jakoś nie do końca szło mi ich połączenie z tym właśnie straszakiem. smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.