Dodaj do ulubionych

Prowadzenie ciąży w Poznaniu: lekarz czy położna?

11.02.09, 20:26
No właśnie, jak to robicie? Chodzicie do lekarza czy wyłącznie położna jako
prowadząca ciążę? Mam dylemat ponieważ lekarz, który dotąd "prowadził" ciążę,
tj. badał mi raz na msc. ciśnienie i zrobił dwa razy usg, na wieść o tym że
chcę rodzić w domu wpadł w amokwink No i wobec tego nie bardzo mam chęć znów do
niego iść. Z drugiej strony zmieniać na kogoś podobnego też mi się nie chce.
Chętnie natomiast poszłabym do lekarza, który jest choćby neutralny w kwestii
porodu domowego. Czy jest ktoś jeszcze po za Dmochowskim, o którym już czytałam?
Edytor zaawansowany
  • kaakaa 12.02.09, 09:22
    A w ogóle masz możliwość prowadzenia ciąży przez położną? Czyba, że prywatnie.
    Jeśli jesteś gotowa płacić za wizyty i wszystkie badania, to polecam położną.
  • karj-oka 12.02.09, 10:04
    Witaj Kaakaa i dzięki za odp. Jak już zdążyłam się zorientować jesteś guru na
    tym forumsmile

    Jeśli pytasz o możliwości finansowe to mam - do lekarza i tak chodzę prywatnie,
    badania robię prywatnie. Nie byłam natomiast pewna czy położna która np. pracuje
    na stałe w szpitalu może oraz czy ma możliwości techniczne prowadzenia ciąży. Bo
    pewnie nie ma gabinetu prywatnego. Więc szpital? Wizyty domowe? Będę bardzo
    wdzięczna za odp.
  • kaakaa 12.02.09, 10:38
    Obawiam się, że trudno będzie znaleźć taką położna. Myślałam, że kogoś już masz
    na oku. Najlepiej jeśli byłaby to ta położna, z którą planujesz rodzić. A
    gabinet nie jest do tego potrzebny smile
  • joannapoznan 12.02.09, 11:09
    a może zmień lekarza i nie wyskakuj z wiadomością o domowymwink ja nie
    jestem w ciązy ale jak zajdę mam zamiar prowadzić ją u swojego
    lekarza, który super się sprawdził przy pierwszej ciąży (dr Wandelt)-
    ma np. świetne usg i chyba nie będę go oświecać co zamierzam.
    --
    ERNEST
    Galeria
  • oldzinka 12.02.09, 12:40
    Ja też bym bez potrzeby lekarzowi nie mówiła o planach (był tu
    kiedyś taki wątek). A pani Alina nie prowadzi ciąż?
  • karj-oka 12.02.09, 16:10
    No cóż, jak już wiecie, ja byłam tak naiwna i mojemu prowadzącemu powiedziałam.
    Była z tego niezła jatka i zupełnie naturalnie pojawiła się chęć wielka, by
    prowadzącego zmienić. Ale teraz, po tym co piszecie, nie wiem już czy to ma
    sens. Bo co mi za różnica jak wygląda osioł, który raz na msc. mierzy mi
    ciśnienie.

    No i miałam jednak nadzieję (moja naiwność, którą póki co wolałam jednak nazywać
    wiarą w poszanowanie wolności jednostki, topnieje dzięki waszym doświadczeniom w
    zastraszającym tempie, oj topnieje...), że np. wspominany lekarz Dmochowski, o
    którym czytałam tutaj, że jest pro-naturalny, prowadzi pacjentki, o których wie,
    że będą rodzić w domu. Nadal naiwna?

    Czy Pani Alina może prowadzić ciążę nie wiem, nie pytałam. Zapytam.
  • eszmeraldka 12.02.09, 17:02
    Mi mówiła, że może prowadzić.
    Swoją drogą mówiła też, że proponuje swojemu lekarzowi, jeśli chcemy u niego prowadzić ciążę, mówić raczej pod koniec ciąży - chocby z tego względu, żeby w imie wyższego dobra nie próbował szukać patologii, która nas nastraszy lub zasugeruje wycofanie się z domowego.

    Ja osobiście postanowiłam na następnej wizycie (to będzie już 3.cia...) powiedzieć, że mamy taki plan rodzić w domu i co on o tym myśli i może zapytać, czy zna kogoś w mojej okolicy kto by chciał przyjąć w moim domu poród. Lekarz szczyci się tym, że ma naturalne podejście do tematu, praktyki na zachodzie itd, ale ciekawa jestem jak sie na aż taką naturalność zapatruje wink
    Jeśli będzie nieprzyjemnie jestem zdecydowana zmienić lekarza (na nie-prywatnego) chociaż zastanawiam się, czy po 30.tym tygodniu nie jest trochę późno na to big_grin
  • oldzinka 12.02.09, 18:54
    Nigdy nie jest za późno na zmianę lekarza. Ja przy następnej ciąży
    nie pisnę nikomu ani słówka. Już wystarczająco nasłuchałam się od
    wszystkich za pierwszym razem. I pamiętajcie, że pod koniec ciąży z
    lekarzem będziecie się widywać coraz częściej. Po co ma was straszyć
    i stresować.
  • karj-oka 12.02.09, 19:36
    Też myślałam o tym, że może się zdarzyć iż "mój" lekarz będzie próbował jakąś
    patologię wymyślić lub będzie temat drążył, co mogłoby stać się wobec jego
    podejścia, nie dopuszczającego żadnej polemiki, uciążliwe i stresujące. Więc
    myślę sobie, że być może pójdę jeszcze raz do niego i zobaczę - jeśli będzie
    neutralny to zostanę, jeśli będzie próbował straszyć wymiksuję się i tyle. I
    kolejnemu nic nie powiem. Choć takie rozwiązanie mnie irytuje. Niesmak czuję i
    tyle.
  • jomaja_fr 12.02.09, 21:04
    Ja w poprzedniej ciąży zmieniłam lekarza w 28. tygodniu, na dr Dmochowskiego
    właśnie. Co zabawne - spięcie między mną a poprzednim lekarzem powstało nie na
    tle wybranego do porodu miejsca (na dom zareagował: "Niech pani rodzi gdzie
    chce"), ale ponieważ bez powodu na mnie nawrzeszczał - myślę że odreagował jakąś
    poprzednią wizytę, however, postanowiłam, że już do niego nie wrócę.
    Dla własnego komfortu, którego rolę w ciąży oceniam coraz wyżej, na zmianę nigdy
    (no może prawiewink) nie jest za późno.
  • jomaja_fr 12.02.09, 21:09

    że np. wspominany lekarz Dmochowski, o
    > którym czytałam tutaj, że jest pro-naturalny, prowadzi pacjentki, o których wie
    > ,
    > że będą rodzić w domu. Nadal naiwna?

    Ja do dr Dmochowskiego trafiłam (w trzecim trymestrze ciąży), bo naczytałam się,
    że miał do czynienia z porodami domowymi, a ja wtedy byłam jeszcze na etapie
    niedowierzania, że sytuacja w Poznaniu wygląda tak beznadziejnie. On nas
    wysłuchał, zbadał motywację, przetestował na okoliczność ryzyka porodu w domu,
    po czym odarł ze złudzeń(sic!) - w Poznaniu położne wycofały się ze współudziału
    w tym szemranym procederzewink
    On prowadzi też moją drugą ciążę i wie że zamierzam rodzić w domu. Co więcej -
    wyczuwam w tej kwestii daleko idące porozumieniesmile

  • karj-oka 13.02.09, 10:07
    Dziękuję Wam bardzo za info i rady.

    Jomaja_fr, myślę że spróbuję się umówić.
  • jomaja_fr 13.02.09, 11:20
    Nie chcę Cię zniechęcać, ale dr Dmochowski odkąd został ordynatorem mocno
    ograniczył godziny urzędowaniawink w gabinecie. Nie wiem czy przyjmuje nowe
    pacjentki(fe! jak to brzmi!), bo nawet niektórym dotychczasowym poleca też
    innych lekarzy, bo np. nie jest w stanie zagwarantować ze swej strony
    regularnych comiesięcznych wizyt.
    Mam jednak nadzieję, że tak czy owak, trafisz na kogoś sensownego.
    Powodzenia! Trzymam kciuki!
  • karj-oka 13.02.09, 19:49
    Apropo doboru słownictwa, bo faktycznie "pacjentka" też mi nie odpowiada, gdzieś już tutaj coś było... Chyba Kaakaa pisała, że ona porody będzie "przyjmować" nie "odbierać". Uzasadniła to uważnym tworzeniem rzeczywistości w jakiej żyjemy. I dlatego...

    Dlatego zawsze, z premedytacją, gdy idę do lekarza mówię o sobie tudzież o innych ludziach w poczekalni "klientka" zamiast "pacjentka". Do lekarza zaś także z rozmysłem zwracam się np. "Panie Krzysztofie", gdy on zaczyna do mnie mówić "Pani Kasiu". Myślę, że słowa tworzą często bariery i hierarchie, które utrudniają współpracę. A na współpracę właśnie, i na partnerstwo, w obcowaniu z lekarzem prowadzącym, liczę. Hoegh!
  • kaakaa 13.02.09, 20:13
    A wiecie, że zestaw dokumentacji medycznej, którą wypełnia się kobiecie z okazji
    porodu nazywa się (i tak ma wydrukowane na froncie) HISTORIA CHOROBY? >smile
  • monicus 13.02.09, 20:15
    hehe. to od czego sie zaczyna? smile)))
  • sugarxxx 13.02.09, 20:25
    a jak mnie przyjmowali do szpitala, to założyli i wypełniali PARTOGRAM smile
  • kaakaa 13.02.09, 20:28
    Partogram to tylko załącznik do historii choroby.
  • oldzinka 13.02.09, 21:36
    Ja w szpitalu na patologii leżałam w sali chorych, choć byłam zdrowa
    jak ryba (choć niestety "przeterminowana" więc traktowana jak
    chora) sad
  • karj-oka 17.02.09, 16:17
    Dmochowski ma niestety zamknięte do 4. marca, a potem pewnie będzie kolejka. Gdyby więc któraś z was mogła polecić innego lekarza, który na hasło "poród domowy" nie sztywnieje, byłabym wdzięczna. Nadal Poznań oczywiście. Może być prywatnie.
  • hab_ek 17.02.09, 22:22
    Niestety nie znam innego lekarza. Obie ciąże z tym samym lekarzem i z tym samym
    podejściem do porodu domowego.
    I obawiam się, że możesz mieć problem... właśnie jestem po wizycie mojej siostry
    (18t ciąży), która powiedziała (dziś) lekarzowi, że rozważa poród w domu.
    Najpierw kazał jej powiedzieć skąd jej takie głupoty przyszły do głowy (siostra
    dwójkę tak urodziła), potem wyliczył na co umarłam (no bo oczywiście nie mogłam
    przeżyć 'takich' atrakcji) a na koniec stwierdził, że fatalnie wygląda i to
    oczywiście wyklucza jakikolwiek poród poza szpitalem. I... on już więcej NIE
    BĘDZIE o TAKICH rzeczach rozmawiał! Próbowała oponować mówiąc że położna ma
    sprzęt, KTG, podstawowy zestaw, kroplówkę, itd... skwitował krótko "do żadnego
    domu nikt nie dostarczy na okres porodu sprzętu który będzie Panią monitorował
    24h, a poza tym (na informacje o sposobie rodzenia) JA się na podłodze kłaść nie
    zamierzam - JA jestem w pracy i to Pani do MNIE przyjeżdża. Trochę bólu nikomu
    jeszcze nie zaszkodziło !"
    Koniec tematu.
    XXI wiek 17.02.2009, miasto Poznań...
    (to jakby ktoś miał wątpliwości)
  • kaakaa 17.02.09, 22:35
    Ulżę sobie, zgóry przepraszam...
    Chyba w odpowiedzi kopnęłabym "pana doktora" w jaja, bo "troszkę bólu nikomu
    jeszcze nie zaszkodziło".
    Wstyd mi, że mnie poniosło, ale pohamować się trudno >sad
  • monicus 17.02.09, 22:47
    taaa. racja. mnie najbardziej wkurza, zeo ni nie sa po to zeby pomagac, tylko my
    po to zeby oni mogli pracowac.
  • kaakaa 17.02.09, 22:49
    Monicus, a Ty myślałaś, że "pan doktor" po to się 6 lat uczył na trudnych
    studiach i jeszcze jakieś staże i specjalizacje robił, żeby teraz na podłodze
    się kłaść przed rodzącą? >sad
  • 987ania 17.02.09, 22:53
    i właśnie dlatego przy moich słabych nerwach nie jestem w stanie pracować w
    polskiej służbie zdrowia, gdzie pacjenta traktuje się jak zło konieczne. Bardzo
    często zdarzało mi się wdawać w dyskusję z lekarzem o środkach p/bólowych.
    Jaśnie doktorów nie boli bo się znieczulają a pacjent się może zesrać z bólu
    (np. zawał, złamanie itd.) ma cierpieć bo to dla dobra pacjenta!
  • monicus 17.02.09, 22:57
    taaa wiem. ostatnio pewnej znajomej starszej pani odlezyne opatrywal/skrobal
    cholera-wie-co-robil pan chirurg. bez znieczulenia. kobiecina darla sie, ze
    strach pomyslec. ale sadyscie to nie przeszkadzalo.
    niedawno podawala ktoras link do tygodnika powszechnego, gdzie pan jakis tam
    jako argument podawal, ze jak jest ok to laury zbiera polozna, a jak nie tak to
    wszyscy psy wieszaja na lekarzu. znaczy oni dla poklonow sa lekarzami.
  • karj-oka 18.02.09, 00:51
    To ja także mogę wam dorzucić kwiatki z "rozmowy" z moim lekarzem...

    Kwiatek nr 1
    "Skąd taki chory pomysł? Na jakimś forum się pani pewnie głupot naczytała!" na moje spokojne pytanie "Co pan myśli o porodzie w domu?"

    Kwiatek nr 2
    "To w jakiej pozycji by pani chciała rodzić? Co? Wisieć jak małpa? Na drzewie?" na moją wypowiedź, że nie chciałabym by zmuszano mnie do pozycji leżącej w II fazie porodu.

    Kwiatek nr 3
    "Pozycje wertykalne są niebezpieczne dla dziecka bo jak ktoś go nie zdąży złapać to co?" Debil?!

    Kwiatek nr 4
    "Na świecie, np. w US, właśnie toczą się dyskusje o tym, by wrócić do rutynowego nacinania krocza, bo tak jest bezpieczniej dla rodzącej."

    Kwiatek nr 5
    "To niech sobie panie jedzie do Danii rodzić jeśli tam można na podłodze!" gdy wspomniałam o tym, że wiem iż np. w Danii, gdzie rodziła moja siostra, można rodzić w dowolnej pozycji i ona rodziła kucając na podłodze.

    Spodziewałam się, że lekarz nie będzie za porodem domowym, naiwnie jednak liczyłam na rzeczową rozmowę, na spokojne przedstawienie argumentów przeciw z punktu widzenia medycyny. Taka rozmowa okazała się jednak zupełnie ponad siły lekarza. Naprawdę nie rozumiem takiej złości. Interesuje mnie to już wyłącznie z powodów naukowych. Nie wiem czy chodzi o ochronę własnego podwórka? Lekarz ów nawet nie pracuje w szpitalu - zrezygnował kilka lat temu. Więc skąd ta złość nieokiełznana i negacja?

  • soldie 10.03.09, 17:11
    haha, to odważna jesteś ze z nim w ogóle o tym gadałaś. Moja ginka jak w 35 tc
    stwierdziła ze maluch siedzi pośladkowo nadal, to skwitowała to,że i tak nie
    popierała mojego pomysłu porodu siłami natury (no bo przecież jestem niecałe 1,5
    po cc) A jak ja bym jej o porodzie w domu i innych takich wspomniała to nie
    wiem- strach mi zamknął usta heh. Z reszta nie rodziłam nawet w szpitalu gdzie
    pracowała.
    Moja mama natomiast (przedstawiciel służby zdrowia) powiedziała ze położna która
    odbierze mój poród domowy będzie schizofreniczką... Teraz chyba już inaczej na
    to patrzy,ale nieźle jej tłoczyłam do głowy.
    Takie podejście świadczy o braku poznania na ten temat- a szkoda, bo lekarz
    powinien być bardziej światły od tych co do niego po poradę przychodzą.
  • kropkaa 21.02.09, 00:51
    Ja najpierw wysądowałam - w rozmowie wyszło, że jest na nie, więc
    już nigdy do tematu nie wróciłam. Pod koniec ciąży nawet o jakieś
    bzdury związane ze szpitalem pytałam, tak dla niepoznaki. Na wizytę
    po 6 tyg. zarezerwowałam dwie kolejki pod rząd, wzięłam dziecko pod
    pachę i przedstawiłam lekarce, po czym opowiedziałam jak to i gdzie
    było. Była zaciekawiona, lekko zadziwiona i pamiętała, że kiedyś ją
    o to pytałam. Misję spełniłam po. Doszłam do wniosku, że przed nie
    ma co dyskutować, bo zdania jej nie zmienię, a po co mam sobie w
    niej robić wroga, skoro byłam zadowolona z prowadzenia ciąży.
  • pawimi455 18.02.09, 05:35
    karjoka a pamietasz laske ktora wprost wsciekle wypowiedziala sie ze
    pogotowie ma wazniejsze sprawy na glowie niz ratowanie
    rozkapryszonych idiotek ktore sobie porod w domu wymyslily??
    Przypomnialo mi sie to w zwiazku z lekarzem ktory JEST W PRACY i
    nigdzie jezdzil nie bedzie bo troche bolu nikomu nie zaszkodzi....
  • silije.amj 18.02.09, 10:01
    Nie mam czasu, by dołączać się do ogólnej histerii wink ale powiem Wam z dumą, że
    ja sobie lekarza wychowałam - a byłam jego pierwszą domowo rodzącą. Przyjmuje w
    Przeźmierowie jakby komuś było po drodze.

    Na początku była postawa: "Ja odradzam, bałbym się, po tym na co się napatrzyłem
    przez tyle lat pracy i przedwcześnie przez to siwieję, ale to pani decyduje".
    Potem w miarę zbliżania się do końca i mojej absolutnej pewności siebie "No ja
    nie jestem zwolennikiem rodzenia w domu, ale gorąco życzę powodzenia".
    A na końcu - tzn. na wizycie po porodzie oglądał zdjęcia i mówił: "Ach
    rzeczywiście, niesamowite przeżycie, piękna historia, gratuluję" wink
    Nie straszyłam go, że będę nasyłać na niego kolejne pozytywne wariatki, ale
    która mieszka po zachodniej stronie może mnie pytać o namiar wink
  • karj-oka 18.02.09, 11:51
    Silje.amj po pierwsze: JAK cofnęłaś drzewko?! Nie jestem ani osioł, ani noga, a
    i wiele mądrzejsza od co niektórych lekarzy się czuję (a jasne!), ale drzewko na
    tym forum mnie kładzie na łopatkiwink Z góry dzięki za odp.

    Przeźmierowo zupełnie nie mój kierunek, ale z radością i tam pojadę jeśli tylko
    można liczyć na normalną komunikację.
  • oldzinka 18.02.09, 12:43
    Czuję nieodpartą pokusę wymądrzenia się smile Drzewko cofasz
    odpowiadając na pierwszy post napisany w wątku a nie ostatni. Silije
    Twój lekarz już przed Tobą musiał być człowiekiem cywilizowanym smile
    Większość nie uważa, że jakaś ciężarna jest odpowiednim partnerem do
    merytorycznej rozmowy z Panem Doktorem.
  • sun.pl 18.02.09, 15:16
    To i ja się wtrącę, chciałam to już zrobić w wątku o "planie B", ale też,
    podobnie ja Silije nie jestem do końca przekonana, czy mój lekarz chciałby mieć
    kolejne domowe... Ja po prostu bardzo lubię tego lekarza, lubię wizyty u niego.
    Bardzo mi zależało na tym, żeby te częste spotkania były przyjemne, bo przecież
    dotyczą mnie i mojego Maleństwa. Poszłam do niego w pierwszej ciąży, "z
    polecenia", bo wiem, że nie ma u niego opcji "umawiania się na obecność przy
    porodzie szpitalnym za taką, czy inną kasę", co wydało mi się już bardzo rzadko
    spotykane w Poznaniu... Wiem, że traktował mnie trochę jak szczególny przypadek
    smile - byłam jego pierwszą "ciążą wegetariańską" i pierwszym porodem w domu. O
    moim zamiarze poinformowałam go dość późno, bo jak już wiecie sama podjęłam taką
    decyzję dopiero w 34 tc. Spytałam wprost, czy miał już pacjentkę, która urodziła
    w domu. Odpowiedział, że nie, a ja, że w takim razie będzie miał. Zareagował,
    jak się spodziewałam "po ludzku", choć wiem, że nie do końca jest to zgodne z
    jego przekonaniami (sam przyznał, że w szpitalu widział za dużo patologii, że
    czasem jest mu za daleko, żeby przewieźć kobietę między piętrami na cesarskie
    cięcie, a co dopiero dojechać z domu)... Zapytał o podstawowe sprawy - o
    obecność położnej, o to jak będzie osłuchiwane dziecko itd. O czym już
    wspomniałam w innym wątku, "przepuścił mnie przez izbę przyjęć" i ostatnie usg i
    ktg zrobił mi w szpitalu, myślę, że też dlatego, żeby sam się poczuł
    spokojniejszy... Choć w sumie to nie wiem czym się kierował. Może robił tak z
    każdą pacjentką. Może chciał, żebym zobaczyła, że szpital nie taki straszny i
    być może zmieniła zdanie... Ja w każdym razie jestem mu bardzo wdzięczna za
    fachowość i za pozytywne nastawienie do pacjentki i ciąży (zero straszenia, czy
    poniżania o którym piszecie). Powiedział, żeby przy ewentualnym wylądowaniu w
    szpitalu nie wspominać, że poród miał się odbyć w domu. Prosił o smsa już po
    wszystkim i wiem, że się naprawdę cieszył i gratulował, że wszystko tak dobrze
    się potoczyło. Nie jest to osoba "wylewna", nie poruszamy jeszcze tematu porodu,
    bo przecież to jasne, że po takich pozytywnych doświadczeniach, będę chciała
    wszystko powtórzyć. Skupia się na dziecku i moim samopoczuciu. Już nie boi się
    diety wegetariańskiej, po mojej pierwszej, jak to on określał "wzorcowej ciąży".
    Dodam jeszcze, że odwiedziłam dr Dmochowskiego wraz z moim mężem, właśnie przy
    końcu mojej pierwszej ciąży, kiedy to szukałam możliwości rodzenia w domu.
    Odbyliśmy bardzo miłą rozmowę, jednak nie zdecydowałam się wtedy na bycie jego
    pacjentką. Po prostu nie było tej "chemii" wink Co do lekarzy, o których
    wspominacie, to nie chodziłabym na wizyty do kogoś, kto sprawia, że nie mogę być
    sobą, lub po wizycie czułabym się gorzej niż przed. Lubię moje wizyty, bo zawsze
    usłyszę "coś optymistycznego" smile No i nie krępuję się u niego w ogóle, co do tej
    pory wydawało mi się niemożliwe u ginekologa. Mogę zadać mu każde, najbardziej
    osobiste pytanie i dostaję na nie fachową odpowiedź bez oceniania. To tyle moich
    wywodów. Życzę Wam takich lekarzy, ale nie wiem, czy ten to właśnie "ten" smile Jak
    ktoś chce namiary, to mogę podać nr tel. na priva. Pozdrawiam i zapraszam
    Poznanianki na jogę dla przyszłych mam smile (oprócz mnie są jeszcze 2 dziewczyny z
    "zamiarem domowym", jest nam raźniej)
  • joannapoznan 19.02.09, 10:22
    Sun, poproszę o namiary na mail: joanna@verbum.com.pl.
    Nie jestem jeszcze w ciąży ale chyba warto "przenieść" się do
    lekarza jeszcze przed. Link do jogi mam już w ulubionych więc jak
    tylko uda mi się poukładać moje sprawy zawodowe i zajdę w ciążę to
    zgłaszam się do Ciebiewinkmam nadzieję, że się zobaczymy w kinie w
    marcu.

    --
    ERNEST
    Galeria
  • gadzia2 11.07.09, 23:59
    Sun - bardzo prosiłabym także o namiary na lekarza. Jestem na początku "drogi
    mamy" a że również jestem wegetarianka i do tego alergikiem zależałoby mi na
    lekarzu, który potrafi zrozumieć inny punkt widzeniasmile
  • karj-oka 19.02.09, 11:54
    Dziękismile
  • karj-oka 19.02.09, 22:09
    Sun.pl, napisałam na priv. Podałam mój e-mail, inny niż gazetowy, z tego bowiem
    nie ściągam. Nie mam odp. i nie wiem czy dostałaś moją wiadomość...?
  • sun.pl 20.02.09, 16:03
    Dzięki, że się tutaj przypomniałaś - już zajrzałam, przeczytałam, odpisałam.
    Pozdrawiam
  • karj-oka 02.03.09, 19:39
    To jednak jest możliwe! Lekarz, który traktuje kobietę w ciąży i jej męża jak
    partnerów. Który mimo iż jasno mówi, że sam na poród domowy by się nie
    zdecydował, to jednak akceptuje naszą decyzję i "chętnie ciążę poprowadzi,
    wspierając nas swoją wiedzą i doświadczeniem". Uff! Cu-dow-nie! To dzięki jednej
    z Was tutaj dotarłam do tego lekarza...

    DZIĘKUJĘsmile
  • oldzinka 03.03.09, 06:30
    To gratulacje! Mam nadzieję, że też kiedyś uda mi się trafić na
    takiego lekarza.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.